Reklama

39. rocznica święceń kapłańskich biskupa świdnickiego Ignacego Deca

Nie mogło mnie spotkać nic lepszego w życiu

Rafał P. Palacz
Edycja świdnicka 25/2008

21 czerwca br. mija dokładnie 39 lat od momentu przyjęcia święceń kapłańskich przez biskupa świdnickiego Ignacego Deca. Choć sam Ordynariusz podkreśla, że nie mogło spotkać go nic lepszego w życiu, to jednak droga do kapłaństwa, a potem służba w Kościele często była trudną.

Biskup Ignacy Dec urodził się 27 lipca 1944 r. w Hucisku koło Leżajska, w dawnym województwie rzeszowskim, obecnie podkarpackim. Pochodził z rolniczej rodziny, miał też siedmioro rodzeństwa: jednego brata i sześć sióstr.
- Rodzice moi - Aniela i Wojciech - prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne - wspomina Ksiądz Biskup. - Tato był także cieślą i stolarzem. Prace stolarskie wykonywał przeważnie w zimie. Grywał też na guzikowym akordeonie, należał nawet do wiejskiej kapeli. Jako syn leśniczego przez jakiś czas był myśliwym. Miał także niewielką pasiekę pszczół. Mama zajmowała się domem. Urodziła i wychowała ośmioro dzieci. Wszystkimi się bardzo cieszyła i wszystkich jednakowo kochała.
W latach dziecięcych Ordynariusz Świdnicki uczęszczał na Mszę św. do bazyliki leżajskiej, co wiązało się z koniecznością pokonania pieszo 10 km. - W domu rodzinnym ważne były wartości religijne. Codziennie rano mama śpiewała Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. W maju, gdy zapadał zmrok, śpiewano majówki pod krzyżem przy drodze. Gromadziło się tam sporo miejscowych ludzi - opowiada bp Ignacy Dec. - Przed ważniejszymi uroczystościami kościelnymi sąsiedzi przychodzili na nowenny. Do kościoła chodziliśmy zazwyczaj pieszo - 3, 5 km do sąsiedniej parafii i do bazyliki Ojców Bernardynów - 10 km. Chodziło się na bosaka. Buty wkładało się dopiero przed kościołem.
Już od najmłodszych lat mały Ignacy - proszony przez matkę - odwiedzał w rodzinnej wsi chore osoby. Chodził do nich ze świeżo wypieczonym w domowym piecu chlebem lub tzw. podpłomykami.
- Dom rodzinny wspominam z wielkim wzruszeniem - nie ukrywa Ksiądz Biskup. - Stamtąd wynosimy bowiem najtrwalsze i najcenniejsze wiano. Proszę pozwolić mi zacytować naszego wieszcza: „Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie (...). Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny! Jak świat jest boży, tak on był nasz własny! Jakże tam wszystko do nas należało! Jak pomnim wszystko, co nas otaczało...”.
Mały Ignacy był siódmym dzieckiem z kolei. Po nim na świat przyszła jeszcze jedna siostra. Starsze rodzeństwo opiekowało się młodszym. - Chociaż zaraz po wojnie były trudne czasy, nigdy nam nie brakowało jedzenia - wspomina Biskup Ignacy. - Gorzej było z odzieniem. Trzeba było sobie jakoś zarobić na nowy garnitur. Zwykle otrzymywało się go za pasienie krów u cioci czy wujka. Sporo pomagaliśmy rodzicom w pracach polowych. Brat odziedziczył po tacie majstrowanie, ja grę na akordeonie i prace polowe. Nauczyłem się kosić zboże i łąkę oraz orać. Dobrego oracza rozpoznawało się po prostych bruzdach. Mnie się to udawało.
Jak podkreśla Ksiądz Biskup, tato był bardzo pracowity i robił wszystko dokładnie. Mama dbała zaś, by dzieci nie były głodne. - Zawsze się pytała, czy chce nam się jeść - opowiada. - Czasem się denerwowała, jak za długo grałem na pastwisku w piłkę. Stałem zazwyczaj na bramce. Miałem kilku rówieśników, z którymi w lecie chodziłem na grzyby i na łowienie ryb w pobliskiej rzece. Od czasu do czasu, w domu rodzinnym dzisiejszego Biskupa były urządzane rodzinne potańcówki.
- Siostry nauczyły mnie tańczyć, zwłaszcza walca i polki, także „na lewo” - śmieje się Biskup. - Jako chłopiec byłem świadkiem wstąpienia jednej z sióstr do klasztoru i zamążpójścia dwóch innych.
Jako mały chłopak bp Dec chodził najpierw do szkoły podstawowej w Hucisku (w latach 1951-56) oraz w Woli Zarczyckiej (1956-58), a do Liceum Ogólnokształcącego w Leżajsku (1958-62). Maturę zdał w 1962 r. Podstawówka w Hucisku jest miejscem, które odwiedza i teraz. To właśnie w tej miejscowości odprawił swoją Mszę prymicyjną po otrzymaniu święceń biskupich. Tam też zaczęło się - jak wspomina - powołanie.
- W odkryciu powołania pomogła mi bardzo służba ministrancka. Służyć do Mszy św. zacząłem dopiero w szóstej i siódmej klasie, gdyż mieliśmy bardzo daleko do parafialnego kościoła (12 km) - opowiada Ksiądz Biskup. - W klasie dziesiątej i jedenastej (trzeciej i czwartej średniej) mieszkałem u siostry w Leżajsku, obok kościoła i klasztoru Ojców Bernardynów. Wówczas służyłem do Mszy św. codziennie. Rozmawiałem z br. Florianem, zakrystianem, na temat mojej przyszłości. Właśnie wtedy odkryłem w sobie powołanie kapłańskie.
To właśnie br. Florian doradził przyszłemu Ordynariuszowi Świdnickiemu, by wstąpił do Seminarium Duchownego we Wrocławiu, gdyż tam było mniej powołań. Mały Ignacy posłuchał i 10 września 1962 r. zamieszkał w gmachu Arcybiskupiego Seminarium Duchownego we Wrocławiu przy pl. Katedralnym 14.
- Mieliśmy wspaniałego rektora - bp. Pawła Latuska i wspaniałych wychowawców i ojców duchownych - podkreśla bp Dec. - Do dziś wspominamy ich z wdzięcznością na corocznych spotkaniach kursowych. Kreowali przed nami model kapłana nie tylko słowem, ale przede wszystkim przykładem swego życia.
Pobyt w seminarium miał wyraźne dwa etapy, przedzielone służbą wojskową. Mało kto bowiem wie, że nasz Biskup jest też… czołgistą. W latach 1963-65 odbył jako kleryk, zasadniczą służbę wojskową w Siódmym Kołobrzeskim Pułku Piechoty Zmechanizowanej w Lublinie.
- Dziś wspominam mile ten czas dwuletniego pobytu w armii - mówi Biskup Świdnicki. - Wtedy nie była to jednak taka sobie sielanka. Przede wszystkim było mi przykro, że wydłuża się moja droga do kapłaństwa. Służyłem w Lublinie w kompanii czołgów, z normalnymi żołnierzami. Koledzy z wojska wiedzieli, że jestem z Seminarium Duchownego. Bardzo mnie szanowali i w wielu sprawach pomagali. Także bardzo miło wspominam kadrę. Wiedzieli, po co nas wezwano do wojska. Jak mogli, pomagali przetrwać ten czas. Nieprzyjemne były tylko spotkania i rozmowy z oficerami politycznymi, którzy mieli za zadanie zawrócić nas z drogi do kapłaństwa. Proponowali świeckie studia. Szukali sposobów, by nas przekonać i pozyskać dla siebie, ale im się to nie udało. Do dziś z niektórymi kolegami z tamtych dni utrzymuję kontakt listowny i telefoniczny. Mam zamiar zorganizować w przyszłości spotkanie z kolegami z wojska. Jestem właśnie w trakcie zdobywania adresów - uśmiecha się bp Dec.
21 czerwca 1969 r. jako młody kleryk przyjął święcenia kapłańskie z rąk abp. Bolesława Kominka, metropolity wrocławskiego, późniejszego kardynała. Uroczystość odbyła się w katedrze wrocławskiej o godz. 7 rano. Byli na niej obecni rodzice, rodzeństwo i kilku sąsiadów.
Po święceniach abp Bolesław Kominek skierował ks. Deca do parafii pw. św. Jakuba i Krzysztofa we Wrocławiu na Psim Polu, gdzie proboszczem był ks. Marian Staneta, znany liturgista, diecezjalny duszpasterz rodzin. Wikariuszem był tam wówczas ks. Stanisław Śliwiak, trzy lata starszy święceniami od ks. Ignacego.
- W parafii tej pracowałem jedynie rok. Uczyłem w Zakrzowie katechezy klasy siódme i ósme. Wiele się nauczyłem pod okiem księdza proboszcza, którego bardzo ceniłem za dobre homilie i zafascynowanie liturgią - mówi dziś Biskup Świdnicki. - Następne lata to lata studiów specjalistycznych z zakresu filozofii teoretycznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Moim drugim mistrzem w formacji intelektualnej po bp. Wincentym Urbanie został prof. Mieczysław Albert Krapiec, światowej sławy filozof, twórca Lubelskiej Szkoły Filozoficznej. Byłem także uczniem ks. kard. Karola Wojtyły, etyka, prof. Stefana Świeżawskiego, mediewisty, ks. prof. Stanisława Kamińskiego, metodologa, ks. prof. Mariana Kurdziałka, historyka filozofii.
Po obronie pracy doktorskiej w roku 1976, ks. Dec wrócił do diecezji. Przez trzy lata pracował jako wikariusz parafii pw. Świętej Rodziny we Wrocławiu. Równocześnie z woli władz kościelnych podjął zajęcia dydaktyczne (początkowo w niewielkim wymiarze) w Papieskim Wydziale Teologicznym i w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu.
- W parafii Świętej Rodziny miałem dobrego proboszcza: duszpasterza i teologia - w osobie ks. prof. dr. hab. Eugeniusza Tomaszewskiego - wspomina Ksiądz Biskup. - Po trzech latach pracy duszpasterskiej zostałem skierowany przez władzę kościelną na urlop naukowy za granicę. Przez rok mogłem pogłębić moją formację filozoficzno-teologiczną na Uniwersytecie w Louvain-la-Neuve w Belgii i na Wydziale Teologicznym w Paderborn (RFN). W roku 1982 podjąłem pracę wychowawczą oraz dydaktyczną w MWSD i w PWT we Wrocławiu. W seminarium byłem wychowawcą 13 lat (1982-1995). Papieskim Wydziałem Teologicznym kierowałem 12 lat (cztery pełne kadencje: 1992-2004).
Tak jak każdym kapłanem, tak i ks. Decem interesowała się Służba Bezpieczeństwa. - Rozmowy z „opiekunami” zawsze były nieprzyjemne i trzeba było się strzec, żeby nie dać się wmanewrować w jakąś współpracę - mówi Ksiądz Biskup. - Wezwania do stawienia się w SB były kierowane przy okazji starania się o paszport na wyjazd za granicę. Pan Bóg jednak uchronił mnie od różnych niebezpieczeństw.
W lutym 2004 r. Jan Paweł II mianował go pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji świdnickiej, a sakrę biskupią ks. prof. Dec przyjął z rąk kard. Gulbinowicza.
- Panu Bogu nieustannie dziękuję za dar kapłaństwa. Nie mogło mnie spotkać nic lepszego w życiu - mówi z przekonaniem Biskup Świdnicki. - Cieszę się, że dane mi było w kapłaństwie łączyć pracę duszpasterską z pracą naukowo-dydaktyczną. Zauważam, że jedna służy drugiej, jedna wspomaga drugą.
O swoich osiągnięciach Biskup Ignacy nie chce mówić. Podkreśla, że najważniejsze byłoby osiągnięcie świętości osobistej, przez solidne, gorliwe pełnienie posługi kapłańskiej. - Staram się o to, ale nie wszystko mi wychodzi. Stąd też ufam w miłosierdzie Boże - śmieje się Ordynariusz Świdnicki i radzi młodym kapłanom i tym, którzy dopiero rozpoznają swoje powołanie: - Niech idą za głosem Chrystusa i niech nie oglądają się wstecz. Chciałbym im zadedykować słowa Chrystusa skierowane do Piotra: „Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19, 29).

Trudne wybory dla katolików

2019-10-10 20:05

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk

Za kilka dni wielu katolików stanie przed trudnym dylematem odnośnie wyboru listy i kandydatów, na których oddadzą głos. Dylemat ten może być szczególnie trudny, gdy wśród kandydatów i partii, z list których startują, trudno wybrać osoby jednocześnie kompetentne, uczciwe i nie tylko deklarujące przywiązanie do wiary i wartości ewangelicznych, ale też postępujące zgodnie z nimi. Wybór polityczny dla katolika jest ważny, to wręcz moralny obowiązek, aby troszczyć się o sprawy Ojczyzny i nie ignorować możliwości wpływania na to, kto może podejmować w naszym imieniu ważne decyzje.

Artur Stelmasiak / Niedziela
Magdalena Korzekwa-Kaliszuk

Co radzi Jezus?

Jezus dał nam kilka wskazówek, które mocno odnoszą się do tego, komu warto zaufać, a komu nie jest mądrze powierzać spraw naszego państwa, naszych rodzin i dzieci. <> (Łk, 16, 10). Z tego powodu osobiście nie wyobrażam sobie oddać głosu na polityka, który zachowuje się nieuczciwie wobec męża lub żony, zdradzając małżonka i żyjąc w konkubinacie z inną osobą. Dlaczego ktoś taki miałby być wierny Ojczyźnie i ofiarnie wykonywać służbę dla Polaków, skoro w swojej osobistej sprawie nie jest wierny. Podobnie, nie wyobrażam sobie zagłosowania na polityka, który nie był do tej pory wierny wartościom, które deklarował lub – mając możliwość działania – nie czynił tego.

Stosunek do życia sprawdzianem dla polityka

Politycy mają możliwość decydowania dosłownie o życiu i śmierci innych ludzi. Najbardziej czytelnym przykładem w tym obszarze jest podejście do ludzkiego życia. Prawna możliwość zabijania dzieci przed narodzinami jest wyrazem słabości naszego Państwa. Podobnie jak brak należytego ścigania przestępczości aborcyjnej. W Evangelium Vitae św. Jan Paweł II wprost napisał o obowiązku polityków w tym obszarze. Przypomniał, że do prawa, które dopuszcza zabijanie, nie wolno się nigdy stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu” (Za: Evangelium Vitae 73, Kongr. Nauki Wiary, Deklaracja z 18 listopada 1974, 22: AAS 66 (1974), 744).

Sprawa ochrony życia dotyczy zarówno ustawy dopuszczającej zabijanie dzieci w oparciu o tzw. ustawowe wyjątki, jak i ustawy o in vitro oraz innych aktów prawnych dopuszczających działania wbrew ludzkiemu życiu, jak rozporządzenie pozwalające na sprzedaż pigułek antyimplantacyjnych, tzw. „dzień po”, które – jeśli doszło do poczęcia dziecka – mają na celu zabicie go.

Nie tylko deklaracje, lecz konkretne czyny

W tym względzie zadaniem katolika jest uważne analizowanie nie tylko deklaracji kandydatów politycznych, sposobu argumentacji swoich postaw, lecz również ich konkretnych czynów. W tym względzie zdecydowanie najprościej jest zweryfikować tych kandydatów, którzy już byli członkami parlamentu. Pomocny może być Katolicki Latarnik Wyborczy (http://latarnik.info/), gdzie łatwo można sprawdzić, jak w sprawach dotyczących aborcji, in vitro oraz innych ważnych spraw, jak np. handel w niedzielę, głosowali posłowie. Warto sprawdzić listę parlamentarzystów, którzy podpisali się pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności eugenicznej przesłanki aborcyjnej oraz pod apelem o pilne podjęcie prac w tym obszarze. To jednak nie tylko podpisy i głosowania są wyznacznikiem tego, czy konkretny kandydat będzie aktywnie działał na rzecz ochrony życia. Bierne głosowanie czy składanie podpisów to ważne elementy działalności parlamentarnej, lecz do zmiany świata na rzecz bardziej ewangelicznego potrzeba aktywności, inicjatywy i roztropnej odwagi konkretnych ludzi, którzy nie tylko świetnie zrozumieją, że tu i teraz jest czas na walkę o ochronę życia każdego człowieka, ale też poczynią w tym obszarze konkretne kroki. Głęboko wierzę, że nawet mała, lecz bardzo zaangażowana grupa katolików, w tym katolickich polityków, może zmienić bieg historii w tym temacie.

Wśród kandydatów, którzy nie zasiadali jeszcze w parlamencie, zdecydowanie ważnym kryterium dla katolika, są zarówno konkretne deklaracje takich osób w sprawach dotyczących wartości, z których to deklaracji będzie można takie osoby rozliczyć, ale też dotychczasowe działania na rzecz poprawy prawa i opinii publicznej w tych obszarach.

Potrzeba aktywnych wyborców

Tylko roztropne, aczkolwiek stanowcze działania prawne na rzecz pełnej ochrony życia, są skuteczne w tym obszarze. Działania te mogą być stopniowe, lecz odwlekanie ich na nieoznaczoną przyszłość i stawianie innych priorytetów, to postępowanie wbrew Ewangelii. Naturalnie, że działania te wymagają silnego wsparcia poprzez kampanie wpływające na postawy Polaków. Nie ma jednak żadnego moralnego ewangelicznego uzasadnienia dla bierności polityków w kwestii ludzkiego życia, czyli prawnej dopuszczalności aborcji, w tym pigułek antyimplantacyjnych i in vitro.

Niedzielne wybory to zatem ogromny dylemat dla zaangażowanych katolików. Wybór ludzi uczciwych, oddanych Ewangelii, aktywnych w działaniu i mądrych w swoim postępowaniu jest możliwy, ale wymaga zaangażowania także tych, którzy oddają głos. Stałe monitorowanie sytuacji prawnej, społecznej i działań parlamentarzystów oraz ofiarna praca na rzecz naszej Ojczyzny to klucz dla postępowania ewangelicznego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świeccy franciszkanie świętowali jubileusz

2019-10-13 23:44

Maciej Orman

Naśladują św. Franciszka, żyjąc jego duchowością. Nie noszą habitów, ale służą Bogu i ludziom przez pracę i modlitwę. Jubileusz 40-lecia świętował 13 października Franciszkański Zakon Świeckich (FZŚ) działający przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie

Maciej Orman

Z tej okazji Mszy św. w intencji braci i sióstr należących do zakonu, zwanym też III Zakonem Franciszkańskim, przewodniczył o. Gabriel Kudzia OFM.

– Pokój i dobro – powitał wszystkich na początku Eucharystii franciszkańskim pozdrowieniem proboszcz parafii ks. Janusz Wojtyla. – Pragniemy zanieść wdzięczną modlitwę do Boga za to, że duch franciszkański ogarnia naszą lisiniecką ziemię przez posługę świeckich, którzy modlą się, pracują i dają świadectwo życia według reguł św. Franciszka, który chciał być w świecie żywą Ewangelią – powiedział ks. Wojtyla.

W kazaniu o. Gabriel Kudzia podkreślił, że należący do FZŚ zafascynowali się sposobem życia św. Franciszka z Asyżu, który jest wzorem wolności, pokoju, zgody i pojednania między ludźmi. – Ta fascynacja jego świętością sprawiła, że wstąpili do wspólnoty, aby realizować pragnienie dążenia do doskonałości chrześcijańskiej. Doszli do wniosku, że nie wystarcza im coniedzielny udział we Mszy św., odmawianie pacierza i zachowywanie przykazań. Zrozumieli, że Bóg jest taki wielki i wspaniały, że ciągle trzeba Go szukać i głębiej poznawać. Szukali kogoś, kto im w tym pomoże. I znaleźli św. Franciszka, który jest nauczycielem doskonałości, bo sam upodobnił się do Chrystusa na tyle, że nazwano go drugim Chrystusem – powiedział o. Kudzia.

– Jeśli czujesz, że dotychczasowe życie religijne nie zadowala cię, to znak, że Bóg puka do twojego serca, abyś wszedł na drogę doskonałości przez wstąpienie do FZŚ – kontynuował kaznodzieja.

– Dziękujemy, że Bóg dał nam w osobie św. Franciszka z Asyżu wzór radosnej świętości. Prośmy, by pociągnął nas za sobą, byśmy odważnie szli drogą chrześcijańskiej doskonałości i osiągnęli wieczne zbawienie – zakończył o. Kudzia.

Podczas Mszy św. śpiewał chór Cantate Deo pod dyr. Włodzimierza Krawczyńskiego.

Na zakończenie Mszy św. wierni mogli ucałować relikwie św. Franciszka i bł. Anieli Salawy, która patronuje akcji „Makulatura na misje”. W ostatni piątek i sobotę miesiąca FZŚ zbiera makulaturę na parkingu przy kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Dochód z jej sprzedaży jest przeznaczany na budowę studni głębinowych w Afryce. W tej chwili powstaje już siódma.

FZŚ przy parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Częstochowie liczy 17 osób. Jego przełożoną jest Stefania Kreczko, która należy do wspólnoty od 26 lat. – Wstąpiłam do niej za zachętą br. Wacława Rukszy, ówczesnego przełożonego, ale przede wszystkim dlatego, że św. Franciszek jest patronem prawdziwych ekologów, którzy nie tylko szanują inne stworzenia, ale na pierwszym miejscu życie ludzkie, od poczęcia do naturalnej śmierci. Poza tym moja śp. mama też należała do zakonu – przyznała w rozmowie z „Niedzielą” Stefania Kreczko i dodała: – Nie jest nas dużo, ale chodzi o serce, o to, by duch franciszkański przenosił góry. Św. Franciszek był przecież biedaczyną, a czynił cuda.

Asystentem regionu częstochowskiego FZŚ jest o. Natan Kansy OFM, posługujący w parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie. – We wspólnocie każdy nawzajem ubogaca siebie. Wspólnota daje poczucie odpowiedzialności i tego, że jesteśmy potrzebni. Przynależność do niej jest wielką radością – powiedział „Niedzieli” o. Kansy.

Podczas niedzielnej uroczystości 5 osób świętowało jubileusz 40-lecia przynależności do FZŚ. Jedną z nich był Antoni Narolski, mistrz do spraw formacji, jedyny mężczyzna we wspólnocie i jeden z jej inicjatorów. – Bardzo zżyłem się ze św. Franciszkiem, a z tego wynikają konkretne obowiązki, np. modlitwa brewiarzowa. Nie można być tylko „z afiszu”. Trzeba zauważać drugiego człowieka, również najbiedniejszego – przyznał w rozmowie z „Niedzielą”. Antoni Narolski był trzykrotnie przełożonym wspólnoty przy parafii na Lisińcu. Pełnił także funkcję zastępcy i skarbnika.

Świeccy franciszkanie spotykają się w parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w II niedzielę miesiąca o godz. 7.00 podczas Mszy św., a następnie na spotkaniu formacyjnym. Wspólnota czeka na nowych kandydatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem