Reklama

Służew zapomniana nekropolia

Mateusz Wyrwich
Edycja warszawska 33/2008

Ludzie opowiadali o trupach zakopywanych na cmentarzu lub na pobliskiej skarpie przy budynkach zakonu dominikanów. W nocy lub świtem. Ciała przywożono na furmance

Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę,/Tu każda grudka krwią męczeńską broczy. To jest Służewiec, to są nasze Termopile,/Tu leżą ci co chcieli bój do końca toczyć./Nie odprowadził nas tu kondukt pogrzebowy,/Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca./W mokotowskim wiezieniu krótki strzał w tył głowy,/A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca...” - napisał w latach 50. ubiegłego wieku Tadeusz Porayski, więzień Rakowieckiej. Wiersz, z którego pochodzi fragment, uchodził przez długie lata za dzieło anonimowego autora. Dopiero na początku lat 90. XX wieku ujawniono jego twórcę. Do tej pory bowiem za tego rodzaju poezję skazywano ludzi na długoletnie więzienie. Był to jednak wiersz wyjątkowy. Jego autor opisywał nie tylko zbrodnie komunistów w Polsce, ale i miejsca pochówku ofiar tych zbrodni.....
Sam wiersz „ujawniony” został jednak o wiele wcześniej niż jego autor. Którejś nocy w sierpniu 1981 r. ktoś umocował go na krzyżu potajemnie postawionym w rogu służewskiego cmentarza. Strofy zapisane na kartce niewprawną dłonią zblakły słońcem i rychło atrament spłynął po pierwszym deszczu. Jednak aż po 1989 r. ktoś cierpliwie przepisywał wiersz i przypinał pinezką do krzyżowego drzewa. Ktoś inny przepasał drzewce biało-czerwoną wstążką. Dbał o skromne kwiaty w narodowych barwach. U stóp krzyża pojawiły się, niczym wieczny ogień, latami niemal nie gasnące znicze. Ale to właśnie m.in na Służew zwożono zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej. Przez lata 40. i 50. przywożono również ciała z budynku na ul. Krzywickiego, gdzie mieściła się Informacja Wojskowa. Z Koszykowej, gdzie znajdowało się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Na Służew zwożono czasem także ciała zamordowanych w praskich katowniach. Z więzienia się na ulicy 11 Listopada, czy ze słynących z okrucieństwa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na Sierakowskiego i komendy UB na ul. Cyryla i Metodego.

Cmentarz na skraju Mokotowa

Niewielki cmentarz ze starym drzewostanem położony jest na skraju warszawskiego Mokotowa i początku Ursynowa. Niemal w środku osiedla Służew nad Dolinką. Wtłoczony między wysokie bloki i parkingi - jeszcze trzydzieści lat temu znajdował się wśród cichych pól i ogrodów uprawianych przez miejscowych chłopów. Lecz choć istnieje już od kilkuset lat, wciąż nazywany jest „nowym cmentarzem”. Może dlatego, że położony dwie przecznice dalej, tuż przy kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej, drugi cmentarz parafialny jest tak stary, że „pamięta” jeszcze czasy pogan.
„Nowy cmentarz” ma jednak również swoje opowieści i tajemnice. Tutaj znajdują się szczątki żołnierzy Tadeusza Kościuszki. Tu też sypano Naczelnikowi pierwszy kopiec, niszczony systematycznie przez rosyjskie wojsko. Stacjonowało nieopodal, w istniejących do dziś fortach. Tutaj również grzebano uczestników kolejnych antyrosyjskich powstań: listopadowego i styczniowego. Także żołnierzy I wojny światowej. Zarówno niemieckich, jak i polskich. Pochowani są tu również Niemcy z pobliskiej wsi Wolica, dziś część Ursynowa, którzy nie chcieli podpisać volkslisty. Kilkoro z nich zostało rozstrzelanych przez nazistów. Na cmentarzu znajdują się też groby ofiar pierwszych bombardowań z września 1939 r. Również kilkuset ludzi zastrzelonych na warszawskich ulicach podczas niemieckich łapanek. Wielu z nich pochowano jako bezimiennych. Wśród grobów jest też kilkadziesiąt mogił powstańczych roku 1944.

Reklama

Ujawnianie prawdy

Pierwsze informacje o potajemnym grzebaniu na służewskim „nowym cmentarzu” ofiar komunistycznych oprawców zaczęły docierać do parafii św. Katarzyny już w końcu lat 40. ubiegłego wieku. Mówili o tym mieszkańcy okolicznych gospodarstw. Ludzie opowiadali o trupach zakopywanych na cmentarzu lub na pobliskiej skarpie przy budynkach zakonu dominikanów. W nocy lub świtem. Ciała przywożono na furmance. Czasem była to ciężarówka. Najpierw na terenie cmentarza było wykopanych kilka niewielkich zbiorowych mogił. Nie wolno było zbliżać się do nich nikomu poza przywożącymi ciała. Ci, którzy mieli odwagę podejść do zbiorowej mogiły opowiadali, że widzieli zwłoki przysypane niegaszonym wapnem. Niektóre nagie, inne - w parcianych, albo papierowych workach. W przeważającej części byli to mężczyźni. Ze śladami strzału w tył głowy. Według świadków, doły kopali niemieccy jeńcy wojenni, bądź polscy więźniowie. Eskortę stanowiło kilku żołnierzy z karabinami.
O tym, że komuniści do grzebania swoich ofiar wybrali sobie cmentarz służewski dowiedział się również ks. proboszcz Adam Wyrębowski - i to pośrednio od samych władz bezpieczeństwa. W kwietniu 1948 r. naczelnik więzienia na Rakowieckiej zwrócił się do proboszcza, aby wyznaczył na cmentarzu aleję do pochówków więźniów. Jednak proboszcz nie godził się na chowanie zmarłych bez aktów zgonów. Za swoje uporczywe dopominanie się o godność pochówku był wielokrotnie szykanowany i straszony. W tym też czasie, w 1948 r., tuż za cmentarnym murem funkcjonariusze, najprawdopodobniej UB, bądź więziennictwa, wykopali dół o rozmiarach kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Głęboki na cztery, do pięciu metrów. Teraz już nie furmanka, ale ciężarówka kilka razy w miesiącu podjeżdżała do dołu, do którego zrzucano skatowane ciała. Czasem kilku, niekiedy kilkunastu nieboszczyków. Przysypywano ich niegaszonym wapnem i niewielką ilością piasku. Około 1955 r. dół zasypano grubą warstwą ziemi. W latach 60. natomiast, według relacji świadków, zalano go grubą warstwą betonu.
O tym, co się działo na cmentarzu i w jego pobliżu dowiadywali się kolejni proboszczowie parafii pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Przede wszystkim od rolników mieszkających w sąsiedztwie cmentarza. Ze swoją wiedzą jednak w tamtym czasie nic nie mogli zrobić. O tym, co się tu działo opowiedzieli parafianie również nowemu proboszczowi ks. Józefowi Majowi, który przez lata skrzętnie zbierał informacje na temat utajonych grobów. Wreszcie w 1987 roku powołał „Komitet Uczczenia Ofiar Stalinizmu”. Zamiarem Komitetu było wyjaśnienie tajemnicy pochowków, jak również postawienie pomnika dla upamiętnienia ofiar. W jego skład weszli m.in. Wiesław Chrzanowski, Jan Olszewski, Bogusław Nizieński, Wojciech Ziembiński. Władze komunistyczne odmówiły jednak rejestracji Komitetu. Mimo to rodziny zamordowanych „po cichu” docierały do Komitetu z informacjami o swoich bliskich zamordowanych przez komunistów na terenie Warszawy. W dwa lata później, już w III RP, Komitet został zarejestrowany i wiedza o nim rozeszła się na cały kraj i świat. Staraniem ks. Maja i Komitetu przy kościele św. Katarzyny powstał też, w 1993, roku pomnik projektu Macieja Szańkowskiego poświęcony „Męczennikom terroru komunistycznego Polsce w latach 1944-56”.

Sprawa do wyjaśnienia

Ale wiedzy o służewskiej nekropolii przybywało wraz z upływałem lat. Okazało się więc, że jedna grupa zamordowanych przez komunistów chowana była na cmentarzu, inna natomiast na łączce włączonej do cmentarza w 1959 r. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że chowani po 1950 r. byli wrzucani do dołu, swego rodzaju wąwozu, tuż za cmentarnym murem. W miejscu, gdzie dziś znajduje się osiedlowy parking. Tu bowiem zwłoki swego męża znalazła wdowa po majorze Zygmuncie Sałacińskim. Jak w wiele lat później opowiadała ks. Majowi, wykupiła wówczas ciało męża za kilka złotych monet i pochowała w grobie rodzinnym. Wspominała także, iż podczas nielegalnej ekshumacji zwłok ze zbiorowej mogiły wśród innych ciał rozpoznała zwłoki generała Augusta Fieldorfa „Nila”, komendanta Kierownictwa Dywersji KG AK. Do niedawna relacja wdowy nie była jednak brana pod uwagę, gdyż tylko nieliczni świadkowie wspominali o dole za murem cmentarnym. Dopiero niedawno ks. Maj dotarł do dokumentu podpisanego przez ówczesnego naczelnika więzienia na Rakowieckiej Alojzego Grobickiego. Dokument potwierdzał zarówno istnienie dołu, jak i pochówki w nim dokonywane.
- Ten cmentarz ma ścisły związek z walkami o niepodległość Polski - mówi ks. Maj. - Są tu pochowani zarówno żołnierze Kościuszki, jak i ofiary powstań. Także ofiary światowych wojen. Tym bardziej, że nie ma takiego innego miejsca w Warszawie. Warto więc, aby w prawdopodobnym miejscu pochówku, na miejscu obecnego parkingu powstała kaplica upamiętniająca te ofiary, jak również wydarzenia historyczne.
Z zeznań funkcjonariusza pełniącego służbę na Rakowieckiej w latach 40. wynika, że w tej zbiorowej mogile może być pogrzebanych wiele osób zamordowanych w czasie śledztwa, o których do dziś ich rodziny nie wiedzą, gdzie zostały pochowane. Jednak aby te wątpliwości wyjaśnić, sprawą powinny zająć się zarówno Rada Pamięci Walk i Męczeństwa, jak też prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej.

Reklama

Orzech mówi tak!

2019-10-14 14:33

Agnieszka Bugała

Grzegorz Niemyjski/Agnieszka Bugała

Ks. Stanisław Orzechowski widział projekt krasnala „Księdza Orzecha” – mamy jego zgodę na wykonanie odlewu.

Rozmowa z Księdzem na temat planowanego prezentu, czyli wykonania odlewu z brązu figurki krasnala „Księdza Orzecha” i tym samym wpisania go na mapę i szlak wrocławskich krasnali odbyła się w ubiegłym tygodniu. Ksiądz nie znał inicjatywy, ale wysłuchał i spytał jakie krasnale są już we Wrocławiu. Zobaczył fotografie realizacji niektórych z nich. Szczególnie podobał mu się krasnal prof. Jana Miodka, który z okazji 70. urodzin wybitnego językoznawcy stanął przed budynkiem Instytutu Filologii na pl. Nankiera. Wizualizacja „Księdza Orzecha” bardzo mu przypadła do gustu:

- To ja! – mówił patrząc na zdjęcia figurki – To rzeczywiście ja! Artysta dobrze to uchwycił, chciałbym go poznać – dodał. Zaakceptował też miejsce, w którym zaplanowano instalację, czyli górny stopień schodów prowadzących do DA Wawrzyny przy ul. Bujwida. Odmówił, zdecydowanie, zakładania figurce na głowę czapki.

– Sklepienie mojej łysiny bardzo mi się podoba – stwierdził. Przystał na to, aby krasnalską czapkę umieścić w ręce postaci. Dodał, że „będzie trochę śmiechu, a tego nigdy dość”.

Zachęcamy zatem do wpłat na konto, abyśmy zdążyli z realizacją prezentu, zwłaszcza, że Szanowny Jubilat jest już o nim poinformowany.

Dane konta do wpłat:

STOWARZYSZENIE PRZYJACIÓŁ DUSZPASTERSTWA AKADEMICKIEGO WAWRZYNY

05 1090 2590 0000 0001 4260 2420

Z dopiskiem w tytule wpłaty: Darowizna Orzech

O inicjatywie pisaliśmy tutaj: https://www.niedziela.pl/artykul/45697/Prezent-dla-Orzecha-na-80-urodziny


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Japonia: huragan Hagibis nie ma wpływu na papieską wizytę

2019-10-16 13:14

tom (KAI) / Tokio

Niszczycielski huragan Hagibis nie ma wpływu na planowaną wizytę papieża Franciszka w Japonii pod koniec listopada. - Miejsca, które odwiedzi papież: Tokio, Nagasaki i Hiroszimę, nie poniosły żadnych szkód - powiedział rzecznik japońskiego episkopatu azjatyckiej agencji katolickiej „Ucanews”. „Nie spodziewamy się zmiany planów. Harmonogram wizyty jest tak napięty, że nie wyobrażam sobie żadnych zmian” - dodał.

youtube.com

W minioną sobotę huragan Hagibis z prędkością wiatru dochodzącą do 216 kilometrów na godzinę i ulewnymi deszczami, przetoczył się przez część Japonii. Dwadzieścia jeden rzek wystąpiło z brzegów i zalało całe połacie ziemi. Według ostatnich informacji w wyniku kataklizmu śmierć poniosło ponad 70 osób.

Najwięcej ofiar śmiertelnych z powodu powodzi odnotowano w prefekturze Fukushima. To w Fukushimie, w trzech blokach elektrowni jądrowej, w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami doszło w 2011 r. do awarii. Wyciek materiałów radioaktywnych spowodował zanieczyszczenie powietrza, gleby, wody i żywności. Ok. 150 tys. mieszkańców musiało opuścić cały region czasowo lub na stałe.

Prawdopodobnie konsekwencjom katastrof nuklearnych papież Franciszek zajmie się podczas swoich wizyt w miastach Nagasaki i Hiroszima zniszczonych przez bomby atomowe w 1945 r. podczas II wojny światowej oraz podczas spotkania z ofiarami katastrofy w Fukushimie.

19 listopada papież Franciszek wyrusza z Rzymu do Tajlandii. Po wizycie w Bangkoku od 20 do 23 listopada odleci do Japonii, gdzie będzie gościł do 26 listopada. Hasłem podróży Franciszka do Japonii są słowa: „Chronić każde życie”. Pochodzą one z "zielonej" encykliki papieża „Laudato si`”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem