Reklama

Rodzina

Instytut Ordo Iuris powołał zespół prawników pomagających ofiarom pedofilii

Znacząca większość ofiar pedofilii nie doczeka się sprawiedliwej kary dla sprawcy – zauważył Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. W ostatnim czasie powołał Zespołu ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, a także uruchomił telefoniczną linię wsparcia dla nieletnich ofiar molestowania seksualnego i ich rodziców.

[ TEMATY ]

pedofilia

renata/Foter/CC BY

Instytut podjął decyzję o wykorzystaniu doświadczenia zatrudnionych prawników, by zaoferować pomoc każdej ofierze pedofilii w Polsce. Uczyni to bez względu na okoliczności, osobę sprawcy, bez warunków wstępnych, na każdym etapie postępowania karnego, a także w toku cywilnej sprawy o zadośćuczynienie.

- Nawet przy uwzględnieniu, że przeciętny pedofil krzywdzi kilkoro dzieci, musimy dostrzec, że znacząca większość ofiar pedofilii nie doczeka się sprawiedliwej kary dla sprawcy – podkreślił Jerzy Kwaśniewskim. Dodał, że w wielu przypadkach oznacza to kolejne lata bezkarnego wykorzystywania następnych dzieci. - Jestem przekonany, że bez skutecznego działania i skutecznej pomocy dla każdej ofiary pedofilii nie uda się przeciąć poczucia bezkarności i ocalić tysięcy dzieci, które w najbliższych latach mogą paść ofiarą pedofila – stwierdził.

Sponsorowane przez Fundusz Sprawiedliwości badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2018 roku pokazały, że kontakt seksualny przed ukończeniem 15. roku życia z osobą dorosłą mogło mieć 2% dzieci. Przy 5,9 milionach dzieci w tym wieku według danych GUS, biorąc pod uwagę zróżnicowanie wieku ofiar, oznacza to kilkanaście tysięcy zranionych dzieci rocznie i kilkudziesięcioro małoletnich będących ofiarami pedofilii każdego dnia. Natomiast statystyki Krajowego Rejestru Karnego wykazują rocznie ok. 700-800 wyroków skazujących za przestępstwa pedofilskie.

Reklama

- Trudno uwierzyć, ale to pierwszy program pomocy dla ofiar pedofilii, który nie różnicuje ofiar ze względu na osobę sprawcy i gwarantuje pomoc każdemu. Tylko w ten sposób pedofilia przestanie być instrumentem politycznych i ideologicznych ataków, a każda ofiara, każde dziecko będzie mogło liczyć na równie skuteczną ochronę – wyjaśnił prezes Instytutu.

W ostatnim czasie Ordo Iuris uruchomiło również infolinię i skrzynkę kontaktową, z których mogą skorzystać ofiary a także ich rodzice. Linia wsparcia odbiera zgłoszenia telefoniczne pod numerem 690 070 150 w każdy piątek, w godzinach 12:00 – 18:00. Zgłoszenia przestępstw pedofilskich można również wysyłać na adres e-mailowy zgloszenie@ordoiuris.pl.

Instytut zaoferował organizacjom i instytucjom pracującym z dziećmi pomoc we wprowadzaniu programów zapobiegających i przeciwdziałających wykorzystywaniu seksualnemu w całej przestrzeni edukacji, w harcerstwie, organizacjach sportowych czy formacyjnych.

Reklama

- Zło zasługuje na reakcję wszędzie, gdzie jest obecne – podkreślił adwokat. Dodał, że już zgłosiło się 12 osób proszących o wsparcie prawne w związku z dramatem wykorzystywania seksualnego. - Dla dobra tych osób i samych postępowań nie mogę w tej chwili podawać szczegółów tych spraw. Mogę jednak powiedzieć, że przedstawiane nam historie, nierzadko opowiadane po raz pierwszy i w ogromnych emocjach, są najlepszym potwierdzeniem, jak słuszna była decyzja o powołaniu Zespołu ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży – stwierdził.

Prezes Ordo Iuris zachęca również do finansowego wsparcia Instytutu. Można tego dokonać za pośrednictwem witryny internetowej:

https://formularz.ordoiuris.pl/pl/wspomagam.html

- Zadanie, jakie postawiliśmy przed sobą, jest ogromne. Jednak jestem pewien, że z pomocą naszych przyjaciół i darczyńców podołamy temu wyzwaniu. Przecież na szali leży los tysięcy dzieci, które trzeba uwolnić z matni pedofilskiej przestępczości oraz dziesiątki tysięcy, które możemy ocalić przed utratą niewinności i krzywdą rzucającą cień na całe życie – zaznaczył Jerzy Kwaśniewski. Wyznał, że już teraz do Instytutu dzwonią prawnicy pragnący włączyć się w tę inicjatywę. Co daje szansę na powstanie ogólnopolskiej sieci wsparcia Ordo Iuris dla ofiar pedofilii.

- Musimy doprowadzić do tego, aby powstrzymać w końcu długoletnią niemoc i instrumentalne traktowanie spraw pedofilii i innych przestępstw na tle seksualnym, gdzie pokrzywdzonym jest brutalnie skrzywdzone dziecko. Posiadane doświadczenie procesowe naszych prawników nauczyło nas stawiać ofiarę w centrum działań – posumował adwokat, zapewniając, że nikt nie zostanie bez udzielenia pomocy, nawet, jeśli zgłosi się osoba, która nie będzie mogła wystarczająco uprawdopodobnić okoliczności świadczących o popełnieniu przestępstwa o charakterze pedofilskim.

Instytut od lat broni niewinności dzieci. Przykładem jest akcja „Chrońmy Dzieci”, w ramach której skontrolowano blisko osiemset szkół pod kątem szkodliwych zajęć wulgarnej edukacji seksualnej, a także wsparcie prac nad obywatelskim projektem „Stop pedofilii”, który uzupełnia przepisy karne w zakresie ochrony dzieci przed seksualizacją.

W ramach akcji „Stop pedofilii” Fundacja wydała również m.in. bezpłatny poradnik dla rodziców i nauczycieli pt. “Jak powstrzymać pedofila?”, w którym znalazły się informacje o skali systemowej deprawacji seksualnej dzieci w krajach Europy zachodniej i Ameryki oraz rady, w jaki sposób ustrzec dzieci przed zagrożeniem na terenie swojej szkoły lub przedszkola. Publikację można pobrać za darmo ze strony stoppedofilii.pl

2020-06-09 14:51

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Żak: O mechanizmach kryzysu na tle wykorzystywania seksualnego w USA i roli Jana Pawła II

2020-07-02 10:24

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

USA

pedofilia

BP KEP

O Adam Żak

- Analiza historii kryzysu wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że był to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości, gdzie miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny – wyjaśnia ks. Adam Żak SJ.

Ekspert dowodzi, że bez pomocy Stolicy Apostolskiej a szczególnie Jana Pawła II oraz nacisku opinii publicznej, Kościół w USA nie byłby w stanie przezwyciężyć tego kryzysu, gdyż panowała w nim „kultura milczenia”, klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa sprawców (przestępców), choć w ich życiu było ono już wypalone i martwe.

- Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz – dodaje koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży.

A oto pełna treść wywiadu:

KAI: Bardzo istotnym obszarem działań Jana Pawła II była kwestia masowych nadużyć seksualnych, jakie miały miejsce w Kościele w Stanach Zjednoczonych poczynając od lat 90-tych XX stulecia. Doprowadziły one do wybuchu skandalu w 2002 r. Proszę przybliżyć te wydarzenia.

- Fala ujawnień przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich, jaka ruszyła w całych Stanach Zjednoczonych w lutym 2002 r. poczynając od publikacji dziennikarzy - prowadzących w dzienniku „Boston Globe” dział dochodzeniowy pod nazwą "Spotlight" - wydobyła na jaw masowe nadużycia. Dotyczyły one nie lat 90. XX wieku, tylko okresu od końca lat 60. do połowy lat 80., kiedy to ich liczba w Kościele amerykańskim zaczęła spadać. Episkopat amerykański na skandale wykorzystywania seksualnego małoletnich zaczął reagować jednomyślnie niestety dopiero w 2002 r. pod naciskiem opinii publicznej oraz Jana Pawła II, a wcześniej przełożeni kościelni robili wszystko, aby ofiary milczały, a sprawców przenoszono.

Co prawda, już w początkach lat 80. amerykańscy biskupi zauważyli, że kryzys fermentuje. Ale niestety, mimo wyraźnych sygnałów i prób rozpoznania jego mechanizmów, do katastrofy doprowadził brak jedności wśród biskupów i brak woli rozwiązania problemu. Tę jedność i wolę działania próbował zainspirować Jan Paweł II poczynając od 1993 r., kiedy napisał list do konferencji episkopatu USA po wizycie „ad limina”, w czasie której uzyskał wiele informacji o sytuacji Kościoła w tym kraju. Indult udzielony Kościołowi w USA w 1994 r. miał znacznie ułatwić karanie sprawców oraz uruchomić oczyszczającą pracę w Kościele. Był to indult postulujący zasadę „zero tolerancji” wobec przestępstw seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych. Niestety nie przyniósł spodziewanych owoców.

KAI: Dlaczego?

- Gdyż droga do zbudowania jedności, wyrażona w przyjęciu przez episkopat amerykański „Karty ochrony dzieci i młodzieży” w 2002 r. trwała aż 20 lat. Prawdopodobnie trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nie nacisk opinii publicznej, w tym szerokich kręgów katolików świeckich "zranionych" – jak to określił Jan Paweł II – tym, jak działali przełożeni kościelni.

KAI: Co spowodowało, że trwało to aż tak długo?

- Fakt, że w Kościele trwała zmowa milczenia, na dodatek opłacana coraz to większymi sumami odszkodowań negocjowanych po cichu z ofiarami. Problem bagatelizowano z różnych przyczyn, m. in. z powodu braku fachowej wiedzy nt. skutków wykorzystywania seksualnego dzieci. Sądzono, że aby problem rozwiązać, wystarczy terapia kapłana-sprawcy, połączona ze zmianą środowiska. Wielu biskupów, na czele z arcybiskupem Bostonu kard. Bernardem Law i jego poprzednikiem, uważało, że kierując księdza-sprawcę na terapię i przenosząc go po cichu w inne miejsce - ratowali jego kapłaństwo. To nie ofiary przestępstw były na pierwszym miejscu, tylko wizerunek instytucji oraz dobro sprawcy. Jeden z biskupów amerykańskich, gdy fala ujawnień w 2002 r. ruszyła, wyznał publicznie, że biskupi zapomnieli o tym, że osoby poszkodowane należały do owczarni, którą im Pan powierzył.

Analiza historii kryzysu w Kościele w Stanach Zjednoczonych - i także w innych krajach pokazuje, że nie jest to kryzys "techniczny", jakiś błąd w sztuce, powiązany z ewentualną, i tylko do pewnego stopnia wytłumaczalną ignorancją nt. sposobu działania sprawców oraz długotrwałych skutków dla ofiar, tylko, że jest to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości. Bowiem miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny. Taka była w gruncie rzeczy diagnoza sformułowana przez Benedykta XVI wiele lat później w liście pasterskim do katolików w Irlandii z 19 marca 2010 r. A jeszcze dosadniej została ona powtórzona w jego tekście napisanym na emeryturze i opublikowanym 11 kwietnia 2019 r. pt. "Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego". Diagnoza ta odsłania kryzys wiary i klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa, które w życiu sprawców było wypalone, martwe.

Ponadto - nie tylko w USA - przez lata w Kościele dominowało relatywizowanie własnych problemów związanych w wykorzystywaniem seksualnym małoletnich, bo "gdzie indziej jest gorzej". Taka mentalność przyczyniła się do tego, że ten „wrzód” ślimaczył się przez lata.

Dlaczego mogło to trwać tak długo? Bo ofiary milczały. Ich milczenie kupowano za cenę, która rosła w miarę jak wzrastało ryzyko kompromitacji instytucji. Jednostkowe odszkodowanie za wykorzystanie seksualne w formie stosunku seksualnego (czyli mniej więcej nasz art. 200 kk) wynosiło tuż przed wielką falą ujawnień ok. 200 tys. dolarów. Ofiara za tę cenę zobowiązywała się do milczenia. Natomiast sprawca był przenoszony w inne miejsce, gdzie nikt nie wiedział o jego przestępstwach. Nie ponosił prawie żadnych konsekwencji. Wielu zostało przeniesionych do innych diecezji. Niektórzy sami odeszli z kapłaństwa. Taki kapłan mógł owszem ponieść konsekwencje, ale tylko w przypadku kiedy państwowy wymiar sprawiedliwości dowiedział się o przestępstwie. Natomiast Kościół ich nie karał. Indult, który miał usprawnić stosowanie prawa kanonicznego, nie spowodował bynajmniej, żeby powszechnie zaczęto prowadzić postępowania kanoniczne.

KAI: Jak zrozumieć biskupów, którzy przenosili księży, nie chroniąc dzieci w innych miejscach? Przecież to nie mieści się w głowie…

- Rzeczywiście nie mieści się... Bywało tak, również w Europie, że księży oskarżanych o wykorzystywanie seksualne posyłano na terapię, a sami psychoterapeuci oświadczali, że dany człowiek został wyleczony. Ale nie brano pod uwagę faktu – także w kręgach psychoterapeutów i psychiatrów - że sprawcy często są potężnymi manipulatorami. Manipulowali oni również terapeutami oraz swoimi kościelnymi przełożonymi.

Działo się tak niezależnie od tego, że niektóre raporty przygotowane dla konferencji biskupów amerykańskich jeszcze w latach 80-tych, ostrzegały przed możliwą „niepoprawnością” sprawców i recydywą z ich strony. Zalecały, by uznanie poprawy sprawcy zostało wcześniej potwierdzone przez odpowiedni nadzór.

W tej sytuacji na scenę wkroczyły media. Dziennikarzom wysokonakładowej gazety „Boston Globe”, którzy zainteresowali się archidiecezją bostońską, nie było trudno odkryć jak działał system ukrywania sprawców w sutannach. Dziennikarze sięgnęli po spisy duchowieństwa, wydawane z roku na rok, w których szybko zauważyli nietypowe przenosiny księży do innych parafii. Na bazie publicznie dostępnych dokumentów diecezjalnych, wykryli w tej archidiecezji ponad 90-ciu kapłanów, którzy byli przenoszeni w nietypowy sposób. Część z nich stanowili „spadochroniarze” z innych diecezji czy zakonów. Natomiast arcybiskup Bostonu przyjmował ich do swej diecezji, aby "ratować ich kapłaństwo”. Należy dodać, że kiedy przenoszono takiego księdza w inne miejsce, nie towarzyszył temu zakaz pracy z dziećmi czy młodzieżą, ani informacja do kogokolwiek, kto mógłby kontrolować jego postępowanie. Wszystko to było usprawiedliwiane ochroną dobrego imienia oskarżonego. Zgromadzonego materiału starczyło na dziesiątki dobrze udokumentowanych artykułów w „Boston Glob”.

KAI: A czy Stolica Apostolska była o tym informowana?

- Zapewne nie o wszystkim, ale nie wątpię, że miała swoje źródła informacji i stopniowo coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że sytuacja staje się coraz poważniejsza. Była świadoma braku jedności amerykańskich biskupów zarówno jeśli chodzi o ocenę sytuacji jak i o odpowiedź na oznaki kryzysu. Taka zapewne była geneza listu Jana Pawła II z 1993 r. do episkopatu USA, następnie powołania komisji ekspertów, jak również wydania indultu dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych w 1994 r.

W końcu, w 2001 r. Jan Paweł II zdecydował się ogłosić List apostolski w formie motu proprio: „Sacramentorum sanctitatis tutela”, który zastępował instrukcję „Crimen sollicitationis” z 1922 r. Ponadto musiał zdawać sobie sprawę, że nie jest to problem jednego czy drugiego kraju, ale że jest to problem globalny. Ostatecznie zadecydował, aby wykorzystywanie seksualne osoby małoletniej poniżej osiemnastego roku życia, którego dopuszcza się duchowny, włączyć do nowej listy przestępstw kanonicznych zastrzeżonych Kongregacji Nauki Wiary, a każdy taki przypadek, mający przynajmniej cechy prawdopodobieństwa, nakazał zgłaszać do tejże Kongregacji. Dalsze postępowanie miało być prowadzone wedle jej wskazań.

Dokumentem wykonawczym w stosunku do motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela”, jest dokument „De delictis gravioribus”, podpisany 18 maja 2001 r. przez kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Zawarto w nim przepisy proceduralne.

KAI: Czy na skutek tego dokumentu nastąpił przełom w Kościele w USA?

- Do przełomu w USA doszło dopiero w 2002 r., kiedy poczynając od lutego „Boston Globe” publikuje szokujące informacje o skali wykorzystywania seksualnego przez duchownych archidiecezji bostońskiej. Był to rodzaj zapalnika, który uruchomił łańcuchową reakcję kolejnych ujawnień. W reakcji na to Jan Paweł II w kwietniu 2002 r. zwołał wszystkich kardynałów amerykańskich do Rzymu i wygłosił do nich przemówienie, które było pierwszą całościową analizą problemu. Padły w nim bardzo ważne tezy, które oznaczały radykalny koniec z negacją przestępstw lub ukrywaniem faktów.

Jan Paweł II jako przyczynę narastającej nieufności do Kościoła wskazał nie tyle atak nieprzychylnych mediów, co fakty jakie miały miejsce, czyli na „wielkie zło wyrządzone przez niektórych księży i zakonników”. Co więcej, uznał, że częścią tego zła, które zraniło wielu, był sposób działania kościelnych przełożonych. Jasno powiedział, że „ludzie muszą wiedzieć, że w stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby młodych”. Obie części tego zdania są istotne, bo po pierwsze „ludzie muszą wiedzieć” - czyli że te sprawy mają być załatwiane w sposób przejrzysty a nie ukrywane - a po drugie, że w Kościele nie może być tolerancji dla krzywdzicieli dzieci i młodzieży. Takie jest rozumienie zasady "zero tolerancji" przez Jana Pawła II.

W tym samym przemówieniu Jan Paweł II mówił o tym, że oczyszczenie Kościoła nie może być dokonywane z powodów wizerunkowych. Chodzi bowiem o ewangeliczne nawrócenie, które polega, na „radykalnej decyzji odwrócenia się od grzechu i powrotu do Boga, która sięga głębi duszy ludzkiej i może dokonać niezwykłej przemiany”. Wyjaśniał, że tak rozumiane oczyszczenie nie jest dla Kościoła czymś dowolnym: „Jest ono koniecznie potrzebne, jeśli Kościół chce bardziej skutecznie głosić wyzwalającą moc Ewangelii Jezusa Chrystusa”.

Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz. Był przekonany, że tylko Kościół oczyszczony, Kościół jasno i zdecydowanie rozprawiający się z wykorzystywaniem seksualnym w swoich szeregach, „pomoże także społeczeństwu zrozumieć trapiący je kryzys i go przezwyciężyć”.

KAI: Jakie były konsekwencje tego spotkania z amerykańskim episkopatem?

- Zaczęto faktycznie traktować przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich zgodnie z obowiązującymi – a wprowadzonymi w „Sacramentorum sanctitatis tutela” na około rok przed ujawnieniami „Boston Globe” – kościelnymi procedurami. Zaczęto osądzać je pod nadzorem Stolicy Apostolskiej.

Rozpoczęto też szeroko zakrojone działania prewencyjnie. Trzeba przyznać, że Kościół w Stanach Zjednoczonych w kolejnych latach zdecydowanie postawił na dobro i ochronę dzieci i młodzieży oraz zbudował bardzo skutecznie działający system prewencji. Dziś mamy tam do czynienia z prewencją obejmującą wszystkie instytucje kościelne i całą działalność Kościoła z dziećmi lub młodzieżą. Zostały wypracowane odpowiednie profesjonalne programy. W tę pracę są systemowo włączeni rodzice i świeccy współpracownicy. A przez szkolenia przeszło do tej pory ok. 5 milionów osób uczestniczących czynnie w misji Kościoła.

Oprócz tego Episkopat USA zlecił niezależnej instytucji badawczej szczegółową analizę skali wykorzystywania seksualnego małoletnich na przestrzeni 52 lat: od 1950 do 2002 r. Uczestniczyło w tych badaniach 97% wszystkich jurysdykcji diecezjalnych i zakonnych. Przeanalizowano również przyczyny i czynniki ryzyka. Stworzono też skuteczne programy skierowane do sprawców, mające za cel, aby więcej nikogo nie krzywdzili. Wprowadzono coroczny centralny audyt wszystkich jurysdykcji diecezjalnych, weryfikujący na bieżąco wypełnianie postanowień „Karty ochrony dzieci i młodzieży” i realizację przyjętych norm. Dane wskazują, że ten wysiłek przynosi spodziewane owoce.

Niestety Kościół w USA nie wyciągnął odpowiednich konsekwencji z drugiego elementu diagnozy Jana Pawła II i nie dokonał rozliczenia tych kościelnych przełożonych, którzy popełnili rażące błędy. Stąd druga ostra faza kryzysu na tle pedofilskim w Stanach Zjednoczonych wybuchła w 2018 r., kiedy Wielka Rada Przysięgłych Pensylwanii opublikowała raport z analizy dokumentów kurialnych sześciu diecezji tego stanu i ujawniła jak działali biskupi oraz ich kurie. Okazało się, że kryzysu nie da się zażegnać bez rozwiązania problemu rażących zaniedbań ze strony biskupów. Tym bardziej, że niektórzy z nich zrobili "kariery" w Kościele w USA. A prawie żaden nie poniósł konsekwencji z powodu swych rażących błędów.

Kiedy spojrzy się na fakt, że abp Theodore Edgar McCarrick, dziś już wydalony z kolegium kardynalskiego i ze stanu duchownego, był wtedy człowiekiem „wiodącym w walce z pedofilią”, to wcale nie dziwi, że biskupów w Kościele amerykańskim nie rozliczano. Rozliczono natomiast – i to skutecznie – samych księży.

Inaczej było w Irlandii, gdzie Stolica Apostolska za pontyfikatu Benedykta XVI przeprowadziła wizytacje w diecezjach. Dziś nie ma tam już u steru żadnego biskupa z okresu ujawnień. Ostatni musiał ustąpić bodajże w 2008 r.

KAI: Jan Paweł II zbyt ufał biskupom? Wierzył, że uczciwie zajmą się tymi sprawami?

- Jan Paweł II musiał mieć wątpliwości odnośnie do działań biskupów, skoro zdecydował, że ostateczny głos w osądzaniu spraw zawiązanych z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich ma Stolica Apostolska. Poddanie tych spraw bezpośredniemu nadzorowi Kongregacji Nauki Wiary było z jego strony swoistym votum nieufności do zdolności episkopatów lokalnych - w zakresie samodzielnej i prawidłowej odpowiedzi na kryzys. A jeśli nie votum nieufności, to przynajmniej konstatacją, że sobie z kryzysem nie radzą.

KAI: Linię Jana Pawła II konsekwentnie kontynuował jego następca papież Benedykt XVI. Jakie były najważniejsze jego kroki oraz dokonania na tym polu?

- Zanim Benedykt XVI został kontynuatorem polityki Jana Pawła II wobec kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich w Kościele, jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary był jej współtwórcą i wykonawcą. Stamtąd kard. Ratzinger miał doskonały punkt obserwacji na przebieg kryzysu we wszystkich jego aspektach. Do Kongregacji bowiem od 2001 r. spływały zgłoszenia z całego świata, które – jak sam powiedział w wywiadzie dla Petera Seewalda (2010) – ujawniły "nagle tak wiele brudu". Ta faza kryzysu przypadła już na ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II, który nieco wcześniej musiał się mierzyć ze skandalem wokół kard. Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa Wiednia, czy prawie równocześnie z amerykańską falą ujawnień, z oskarżeniami abp. Juliusza Paetza, metropolity poznańskiego. Ciągle też wisiała w powietrzu sprawa ks. Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa. Dochodzenie w tej ostatniej sprawie kard. Ratzinger rozpoczął jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II w 2004 r. i zakończył wyrokiem w 2006 r. już jako Benedykt XVI. Nie jest więc prawdą, że Jan Paweł II blokował dochodzenie.

Szczególnie intensywnie Benedykt XVI zaangażował się w kryzys irlandzki. Zarządził szereg wizytacji w diecezjach tego kraju. W kilku istotnych punktach dokonał nowelizacji „Norm o najcięższych przestępstwach w Kościele” (De delictis gravioribus), promulgowanych jeszcze przez Jana Pawła II. Kierując list pasterski do Kościoła w Irlandii w marcu 2010 r. - w którym przeanalizował okoliczności i przyczyny kryzysu - Benedykt XVI dał całemu Kościołowi jasne wskazanie, że odpowiedź Kościoła na przestępstwa seksualne na szkodę dzieci nie może stawiać na pierwszym miejscu dobrego imienia instytucji, kosztem dobra i godności człowieka skrzywdzonego. Przed Bożym Narodzeniem 20 grudnia tego samego roku w teologicznej refleksji skierowanej do Kurii Rzymskiej zgromadzonej na życzeniach świątecznych ukazał niewyobrażalne zło grzechu i przestępstwa wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży "pod płaszczykiem świętości".

On też zdecydowanie odciął się od opinii wielu środowisk katolickich, wg których oskarżenia przeciw duchownym o wykorzystywanie seksualne to atak a nawet prześladowanie Kościoła. Według niego największe prześladowanie i atak pochodzi nie od wrogów zewnętrznych, tylko z grzechu w Kościele. Rok 2010 był dla Benedykta XVI szczególnie ważny, gdyż był to z jednej strony Rok Kapłański, a z drugiej czas wybuchu wielkiego kryzysu ujawnień w Niemczech i w innych krajach na kontynencie europejskim. Benedykt XVI zapoczątkował też spotkania z ofiarami podczas swoich podróży do różnych krajów.

KAI: Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Mucha: zaproszenie prezydenta dla Rafała Trzaskowskiego jest aktualne

2020-07-14 10:26

[ TEMATY ]

prezydent

Andrzej Duda

PAP/Radek Pietruszka

Zaproszenie prezydenta Andrzeja Dudy dla Rafała Trzaskowskiego do Pałacu Prezydenckiego jest aktualne – zapewnił we wtorek wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Jego zdaniem zaproszenie wystosowane przez prezydenta wobec jego konkurenta w wyborach ma wymiar symboliczny.

Prezydencki minister zaznaczył w Programie 3 Polskiego Radia, że nie ma wiedzy, aby ze strony Trzaskowskiego pojawił się nowy sygnał w tej sprawie.

Pytany, czy nowy sygnał pojawił się ze strony Pałacu Prezydenckiego, Mucha odparł, że o tym, iż to zaproszenie jest otwarte i aktualne, prezydent mówił jeszcze w niedzielę, gdy przybył do Pałacu Prezydenckiego po wieczorze wyborczym.

Prezydent zaprosił Trzaskowskiego po ogłoszeniu sondażowych wyników II tury wyborów. Duda chciał się spotkać z kandydatem Koalicji Obywatelskiej jeszcze w niedzielę, o godz. 23. Trzaskowski podziękował za zaproszenie i ocenił, że spotkanie to dobry pomysł. Dodał jednak, że najodpowiedniejszym momentem wydaje się czas zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników przez Państwową Komisję Wyborczą. Te oficjalne wyniki – świadczące o wygranej Dudy – PKW ogłosiła w poniedziałek wieczorem.

„Urzędujący prezydent RP zapraszający swojego konkurenta w wyborach to wymiar symboliczny” – stwierdził Mucha. Jego zdaniem to gest właściwy postępowaniu prezydenta Dudy, mówiący o tym, że "dzisiaj nie powinniśmy w żaden sposób dzielić Polaków”.

Prezydencki minister zapytany został w tym kontekście o zaproszenie dla polityków, m.in. PSL, Koalicji Polskiej i Konfederacji w związku z ogłoszoną niedługo przed II turą wyborów inicjatywą prezydenta stworzenia "Koalicji Polskich Spraw".

Mucha zaznaczył, że ze strony prezydenta była wyraźna zapowiedź w tej sprawie i wskazał, że zaproszenie do koalicji jest aktualne. Dopytywany, czy jednak jest organizowane jakieś spotkanie, zwracał uwagę, że dopiero co ogłoszono oficjalne wyniki wyborów.

„Oczywiście, ta deklaracja, która padła, jest aktualna i w tym zakresie będą też działania podejmowane” - zaznaczył.

Pytany, czy ta inicjatywa jest związana z układaniem na nowo składu Kancelarii Prezydenta, Mucha zastrzegł, że to są wyłącznie kompetencje prezydenta. „Na pewno żaden z ministrów prezydenckich się nie będzie wypowiadał co do rozstrzygnięć pana prezydenta w tym zakresie” – dodał.

W niedzielnej II turze wyborów prezydenckich Andrzej Duda uzyskał 51,03 proc. głosów uzyskując reelekcję. Kandydat KO Rafał Trzaskowski osiągnął wynik 48,97 proc.(PAP)

Autorka: Agnieszka Ziemska

agzi/ mok/

CZYTAJ DALEJ

Maląg: prawie 1 mln wniosków o "Dobry start"

2020-07-15 10:50

[ TEMATY ]

szkoła

edukacja

©pressmaster – stock.adobe.com

Do tej pory złożono prawie 1 mln wniosków o świadczenie "Dobry start", ok. 600 tys. świadczeń zostało już wypłaconych – poinformowała w środę minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg.

Od 1 lipca wniosek o pieniądze z programu "Dobry start" można składać online przez portal informacyjno-usługowy Emp@tia, bankowość elektroniczną lub portal PUE ZUS. Od 1 sierpnia wnioski będzie też można składać w formie papierowej bezpośrednio w urzędzie lub za pośrednictwem poczty.

Minister rodziny przypomniała na antenie Telewizji Republika, że program "Dobry start", zakładający wypłatę 300 zł na dziecko uczące się w szkole aż do ukończenia przez nie 20 lat, funkcjonuje już trzeci rok. "Jeżeli te trzy lata byśmy zliczyli, to budżet programu wynosi prawie 4,5 mld zł" – powiedziała.

"1 lipca tego roku ruszył nabór na edycję tegoroczną. Do tej pory mamy złożonych prawie 1 mln wniosków i ok. 600 tys. świadczeń zostało już wypłaconych, a więc widzimy, że rodzice z jednej strony organizują wakacje swoim pociechom, a z drugiej strony jednak myślą, jak przygotować się do rozpoczęcia roku szkolnego" – mówiła Maląg.

Poinformowała, że wnioski o to świadczenie można składać do końca listopada.

Minister rodziny pytana, czy w kontekście ponownego wygrania wyborów przez prezydenta Andrzeja Dudę należy spodziewać się kontynuacji programów społecznych skierowanych m.in. do emerytów, odpowiedziała: "wiarygodność to podstawa, tak jak wielokrotnie mówiliśmy".

"Jeżeli chodzi o politykę senioralną, jak najbardziej oczywiście zachowanie wieku emerytalnego, tak jak pan prezydent Andrzej Duda wprowadził 60 lat dla kobiet, 65 lat dla mężczyzn, ale także ta polityka senioralna, m.in. 13. emerytura, zapowiedź 14. emerytury" – wymieniała minister Maląg.

Poinformowała, że ustawa w tej sprawie przeszła przez prace rządu i jest w Sejmie. "Pewnie po urlopie wakacyjnym będziemy się w Sejmie zajmowali tą ustawą" – zapowiedziała.

"Wczoraj na kolegium w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przyjmowaliśmy założenia na kolejne lata do programu +Aktywni plus+, czyli dalsze wsparcie dla seniorów poprzez organizacje pozarządowe, planujemy zwiększyć budżet tego programu, więc ta polityka będzie kontynuowana, wręcz nawet jeszcze rozszerzana, przede wszystkim abyśmy wspierali m.in. seniorów, ale oczywiście nie będziemy zapominać o rodzinach z małymi dziećmi" – zaznaczyła Maląg.

Szefowa resortu rodziny na pytanie, ilu rodziców skorzystało ze świadczenia opiekuńczego przyznała, że "dynamika korzystania z tego świadczenia jest bardzo różna w różnych okresach". "Teraz w okresie wakacyjnym mniej rodziców korzysta z tego świadczenia, ale śmiało możemy powiedzieć, że ponad 1 mln, w zależności do tego, jak będziemy to przeliczać, rodziców skorzystało z tego świadczenia" – przekazała minister rodziny.

Na pytanie, czy rząd planuje nowe programy wsparcia dla polskich rodzin, odpowiedziała, że "nowym wyznacznikiem i też kierunkiem działań będzie strategia demograficzna". Zapowiedziała zaprezentowanie jej po okresie urlopowym. (PAP)

Autor: Katarzyna Krzykowska

ksi/ joz/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję