Reklama

Niedziela Świdnicka

Dla Mamy z Głuszycy

[ TEMATY ]

TV Trwam

koncert

Głuszyca

parafia Chrystusa Króla, Głuszyca

Koncert był transmitowany prze TV TRWAM

Po raz czwarty kościół Chrystusa Króla stał się miejscem wyjątkowego koncertu.

Tym razem ks. proboszcz Sławomir Augustynowicz przy współpracy z TV Trwam zadedykował koncert naszym kochanym Mamom i tej najważniejszej – Maryi. - Wdzięczność, to matka wszystkich cnót. Jednak by miała jakikolwiek sens musi płynąć prosto z gorącego serca. Dzisiaj naszą wdzięczność wyrażamy Maryi, która jest obecna wśród nas w wizerunku figury Pani Radości. Wyrażamy wdzięczność naszym mamom, zarówno żyjącym, jak i tym, które czekają na nas już w domu naszego Ojca – mówił na wstępnie gospodarz parafii.

Podczas 1,5 godzinnego koncertu m.in. usłyszeliśmy takie piosenki jak: Nie ma jak u mamy, Cudownych rodziców mam czy Uśmiechnij się mamo. Koncert jest dostępny na YouTube na kanale Radia Maryja.

Reklama

Prowadzący koncert Łukasz Lech przypominał, że głuszycka parafia jest jedną z 18 w Polsce, gdzie Pan Jezus nigdy nie jest sam, ponieważ adoracja Najświętszego Sakramentu trwa 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Koncertowi przysłuchiwali się na żywo bp Marek i bp Ignacy. Kościół jednak pozostał pusty z powodu obowiązujących wówczas obostrzeń.

Koncert jest dostępny pod linkiem.

2020-06-03 21:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

TV Trwam i RM w Krzeszowie

[ TEMATY ]

TV Trwam

Krzeszów

Przemysław Groścki

W poniedziałek 25 kwietnia 2016 r. odbyło się spotkanie przyjaciół Radia Maryja i Telewizji Trwam w Krzeszowie. Do Domu Łaski Maryi przybyła liczna grupa pątników i słuchaczy z bliska i z daleka, aby wspólnie modlić się.

W klasztorze o 16.30 została wygłoszona katecheza. W rodzinnej atmosferze, młodsi i starsi mogli wysłuchać słów o. Piotra Dettlaffa CSsR, który również później koncelebrował Eucharystię.

O 17.30 w bazylice miała miejsce inscenizacja „Chrzest Mieszka I” w wykonaniu uczniów Zespołu Szkół Publicznych w Krzeszowie. Pod troskliwym okiem p. katechetki Leokadii Rozmysł młodzież wcieliła się w średniowiecznych praojców „państwa gnieźnieńskiego”, ukazując fabularyzowane dzieje władcy Polan, opierając się na mediewistycznych kronikach - m. in. Galla Anonima i Wincentego Kadłubka. Inscenizacja wpisywała się w tegoroczne obchody 1050-lecia Chrztu Polski.

O godz. 18.20 rozpoczęła się transmisja w Telewizji Trwam z krzeszowskiego kościoła mariackiego. Eucharystii przewodniczył biskup pomocniczy diecezji legnickiej Marek Mendyk. W krzeszowskim Sanktuarium świętował dzień swoich imienin, ze względu na przypadające w kalendarzu liturgicznym święto Marka Ewangelisty. Zgromadzony lud Boży, szczelnie wypełnił ławki. Wiernych oraz wszystkich widzów i słuchaczy na całym świecie przywitał proboszcz i kustosz krzeszowskiego sanktuarium ks. prałat Marian Kopko.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ

Zobacz zdjęcia: TV Trwam i RM w Krzeszowie

W homilii biskup Marek Mendyk dokonał egzegezy Ewangelii św. Marka, ze względu na przypadające święto jej autora. Mówca określił ją, jako ,,podręcznik chrześcijańskiego powołania”. Ks. Biskup zwrócił uwagę, że chociaż ta Ewangelia została napisana przez św. Marka, to jest to „obraz Jezusa ukazany oczami św. Piotra”. Podkreślił związki łączące obu świętych. Mówiąc o św. Marku objaśniał, że jego przekaz Dobrej Nowiny „został napisany przez człowieka, który nie widział Jezusa”. Zwracając się do słuchaczy przypomniał nakaz Chrystusa, aby głosić Ewangelię wszystkim narodom.

Przy ołtarzu stanął również ks. prałat dr Józef Lisowski, kanclerz LKB, który w wieczornych „Rozmowach niedokończonych” mówił o cudownej Ikonie Matki Bożej Łaskawej. Ten temat związany był z zbliżającą się XX rocznicą koronacji krzeszowskiego wizerunku przez św. Jana Pawła II. W Krzeszowie był także obecny o. Augustyn Węgrzyn, wieloletni proboszcz krzeszowski, który w dniu koronacji piastował godność krzeszowskiego proboszcza i był przy Janie Pawle II w momencie nakładania koron na Ikonę 2 czerwca 1997 r. www.opactwo.eu

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi u babci Pana Jezusa [40. PPW - dzień szósty]

2020-08-09 00:27

Michalina Stopka

Piesza Pielgrzymka Wrocławska jest już coraz bliżej Jasnej Góry. Dziś reprezentacja grup, 9 - salezjańskiej oraz 15 - franciszkańska przeszły 35 km z Kluczborka do Borek Wielkich. Zobaczcie, co działo się na trasie pielgrzymki.

O godz. 7:00 w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, wikariusz parafii, ks. Marcin pobłogosławił pielgrzymów, którzy udali się w drogę.

GALERIA ZDJĘĆ nr 1

Po postoju z Chocianowicach, pątnicy udali się w kierunku Starego Olesna. Tam odwiedził ich ks. bp Krzysztof Zadarko.

GALERIA ZDJĘĆ nr 2

A etap przebiegał tak:

Trzeci etap, krótki, bo liczący ok. 4 km prowadził do Sanktuarium św. Anny w Oleśnie. Tam sprawowana była Msza św., której przewodniczył i słowo wygłosił ks. bp Jacek Kiciński. Po Eucharystii pielgrzymi mogli się posilić zupą pomidorową i chlebem ze smalcem.

GALERIA ZDJĘĆ nr 3


Wstęp do Mszy świętej:

Homilia ks. bpa Jacka Kicińskiego:

Kolejny etap prowadził do lasu przed Borkami Małymi. Na tym postoju pytaliśmy pielgrzymów o osobę kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Wciąż przecież czekamy na jego beatyfikację,

A etap przebiegał następująco:

Ostatni etap prowadził do Borek Wielkich. W kościele po błogosławieństwie pielgrzymi wrócili do swoich domów.

GALERIA ZDJĘĆ nr 4

Służby pielgrzymkowe miały swój Apel Jasnogórski w kościele w Borkach Wielkich. Prowadził go ks. Rafal Swatek oraz siostra Maria i siostra Weronika.\

CZYTAJ DALEJ

Coraz więcej Polaków upamiętnia dzieje przodków

2020-08-09 18:51

[ TEMATY ]

historia

Przodkowie

©Gabriele Rohde/fotolia.com

Coraz więcej Polaków szuka swoich korzeni, upamiętnia dzieje swoich przodków. Szukają w archiwach i księgach parafialnych, na podstawie dostępnych dokumentów rodzinnych odtwarzają ich przeszłość. – Nie jest to wyraźny trend, ale na podstawie moich obserwacji wynika, że istotnie takie poszukiwania są dość częste, z pewnością obserwujemy też duże zainteresowanie historią – mówi KAI socjolog kultury prof. Andrzej Tyszka.

Na pytanie czemu to robią, zainteresowani odpowiadają: żeby ocalić pamięć o przodkach, wzmocnić tożsamość, odkryć korzenie.

Wraz z pięciorgiem rodzeństwa prof. Tyszka dwa lata temu wydał w kilkunastu egzemplarzach życiorys swojego ojca, Wacława Tyszki, powstańca warszawskiego, który walczył na górnym Czerniakowie w zgrupowaniu pod dowództwem płk. Zygmunta Netzera ps. Kryska. Niestety zginął osierociwszy sześcioro dzieci, które w 74. rocznicę śmierci wydały publikację, poświęconą ojcu.

„Jest taki dom” to niewielka publikacja, wydana przez Edwarda Dreszera, właściciela drukarni, b. Prezesa Polskiej Izby Druku. Jest to opowieść i dziadkach po linii matki, Władysława i Aleksandry Cichoszów, którzy mieszkali w skromnym ceglanym domu w Gorzkowie niedaleko Krasnego Stawu. Byli nauczycielami, w czasie odrodzenia Polski byli członkami POW, krzewili oświatę, byli animatorami życia kulturalnego w powiecie krasnostawskim, inicjowali powstawanie kolejnych szkół, funkcjonujących do dziś.

W czasie okupacji wstąpili do AK i organizowali pomoc dla jej członków. Przypłacili to prześladowaniami przez władzę ludową, w książce jest wstrząsający opis rewizji agentów UB, którzy w poszukiwaniu jednego z członków podziemia rewidują dom, a żeby ich praca była bardziej efektywna, przystawiają lufę do głowy niemowlęcia, starszej siostry Edwarda Dreszera. Wprawdzie ubek dostaje za to w głowę polanem, ale członkowie rodziny zostają pobici, a dziadek trafia do więzienia.

- Żeby takie historie zebrać, rodzina musi mieć jakieś materiały – mówi prof. Tyszka. Zdjęcia, opowieści, przekazy rodzinne, listy, dowody osobiste, dyplomy rozmaitych uczelni, akta kupna i sprzedaży, zaproszenia na śluby i uroczystości, wizytówki. Z takich fragmentów można się wiele dowiedzieć i poskładać w całość, a liczne fakty można sprawdzić w księgach parafialnych. - Ale nieraz niespodziewanie wypływają pamiętniki i wspomnienia, o których potomkowie autorów nie mieli pojęcia. Wtedy odkrywają nieznany świat dziadków i pradziadków, fascynująca przygoda – mówi prof. Tyszka.

Socjolog zwraca uwagę, że przeważnie odtwarza się zwyczajne losy Polaków, nie tylko tych, którzy walczyli i ginęli, nie tylko historie bohaterskie. – Wciąż upominam się o historie cywilne, o życie rodzinne, gospodarcze, o dzień powszedni zwykłych ludzi – rzemieślników, rolników, inteligencji miejskiej – aptekarzy, nauczycieli, lekarzy. - Mamy tendencje do skupiania się na walkach i nadzwyczajnych wydarzeniach, tymczasem codzienność jest równie fascynująca – podkreśla prof. Tyszka. Dodaje, że w o wiele łatwiejszej sytuacji są osoby pochodzenia szlacheckiego, którzy mogą czerpać informacje z herbarzy i sporządzonych drzew genealogicznych. Wielkie magnackie rody specjalnie zatrudniały genealogów, którzy sporządzali drobiazgowe wykresy, związane z pochodzeniem i pokrewieństwami przodków.

Prof. Anna Doboszyńska, pulmonolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pochodząca ze szlachty wileńskiej, ma opracowane genealogie po mieczu – ojcu prof. Leonie Doboszyńskim. Chce ona wydać książkę, upamiętniającą rodziców Janinę i Leona. Wiąże się to z interesującymi dziejami rodu, osiadłego od ponad trzystu lat na Litwie, ale także babki, Barbary Kokoczaszwili, którą pradziad pani profesor Ireneusz poślubił w dalekiej Gruzji pod koniec I wojny światowej. W archiwach rodzinnych przechowywane są dwa drzewa genealogiczne – Kokoczaszwilich i Doboszyńskich. Historia Leona jest, używając słów prof. Tyszki, zwyczajna i związana z walką – jako żołnierz AK brał on udział w akcji „Burza” w Wilnie, a po wyparciu z rodzinnych stron w PRL stał się niekwestionowanym autorytetem łąkarstwa, był autorem licznych prac badawczych, promował doktorów, brał udział w konferencjach naukowych.

Na pytanie, czemu obecnie można zaobserwować ożywienie w prywatnych badaniach dziejów rodziny, prof. Tyszka odpowiada, że wiele przeżyć Polaków było traumatycznych. – W czasach PRL rodzice często nie opowiadali o swoich przeżyciach wojennych czy zaangażowaniu w konspirację także w obawie, że dzieci coś powiedzą w szkole i będą kłopoty. A do zbierania takich materiałów, wydawania ich w niskonakładowych publikacjach, potrzebny jest pewien komfort.

Można też odnotować ożywienie zainteresowań historią. Książki historyczne cieszą się sporym zainteresowaniem, targi książek o tej tematyce także. – Wiele osób na własny użytek nakłada opowieści i przekazy rodzinne na wydarzenia, znane z podręczników historii. I nieraz otrzymują zaskakujące efekty, pogłębiają swoją wiedzę, czasem odkrywają, jak bardzo bieg historii zależy od zachowań zwykłych, zapomnianych przez dziejopisów ludzi – mówi prof. Tyszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję