Reklama

Kościół

Anna Rastawicka: kard. Stefan Wyszyński widział w każdym człowieku dziecko Boże

W każdym człowieku, również w tym odnoszącym się do Kościoła z nienawiścią, kard. Stefan Wyszyński widział Boże dziecko.

[ TEMATY ]

wywiad

kardynał

śmierć

człowiek

ARCHIWUM

Miał przekonanie, że często ludzie, którym się wydaje, że walczą z Bogiem, w istocie walczą z jakimś Jego fałszywym obrazem a prawdziwego Boga zupełnie nie znają – mówi Anna Rastawicka, jedna z najbliższych współpracownic Prymasa Wyszyńskiego. Jak podkreśla w rozmowie z KAI, Prymas Polski był głosicielem Boga Miłosierdzia.

Maria Czerska (KAI): Wybrała Pani życie konsekrowane w instytucie świeckim. Czy postać Prymasa Wyszyńskiego miała wpływ na wybór tej drogi?

- Tak. Poznałam Księdza Prymasa jako dziecko – 14 września 1952 w kościele Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku udzielił mi sakramentu bierzmowania. Miałam 8 lat, gdyż w tym czasie do bierzmowania przystępowało się zaraz po pierwszej komunii świętej, a ja przyjęłam Pana Jezusa mając 7 lat. Przed bierzmowaniem baliśmy się, że Ksiądz Prymas będzie nas pytał z katechizmu. Ale on pytał tylko o imię jakie sobie wybraliśmy i tak przechodził od jednego dziecka do drugiego. Pamiętam jego wysoką, ciepłą postać. I ten majestat – to mi pozostało w sercu do dzisiejszego dnia.
Gdy miałam 13 lat zaczęłam uczestniczyć w młodzieżowych spotkaniach ruchu Rodzina Rodzin. Ruch prowadziła członkini Instytutu – ciocia Lila, czyli p. Maria Wantowska. Przychodziliśmy czasem do Księdza Prymasa na opłatek, czy „jajko”. Po maturze, miałam 18 lat, gdy p. Wantowska zabrała nas do Niepokalanowa na zakończenie roku pracy formacyjnej Rodziny Rodzin. Pamiętam, odtworzyła nam wtedy nagranie kazania kard. Wyszyńskiego z 1962 r. do lekarzy. Mówił, o potrzebie obrony Kościoła przez ludzi świeckich. Zapamiętałam taką myśl – Kiedyś chciano ukamienować Chrystusa a teraz lecą kamienie na Kościół. I nie ma kto by stanął i osłonił. Pomyślałam wtedy: „czy mogłabym coś lepszego zrobić z moim życiem, niż stanąć i próbować chociaż trochę osłonić?”. I tak podjęłam decyzję o wstąpieniu do Instytutu Świeckiego Pomocnic Maryi Jasnogórskiej, Matki Kościoła (obecnie Instytut Prymasa Wyszyńskiego).

- To był dopiero początek współpracy z kard. Wyszyńskim.

Już jako członkini Instytutu, po studiach polonistycznych na Uniwersytecie Warszawskim zaczęłam pracować w Sekretariacie Prymasa Polski na Miodowej. Oprócz mnie zatrudnione tam były jeszcze 4 osoby z Instytutu. Początkowo przygotowywałam dary dla grup, które przychodziły do Księdza Prymasa na audiencje. Nie było możliwości druku, więc organizowałyśmy przepisywanie tekstów kard. Wyszyńskiego, które wręczałyśmy uczestnikom wraz ze zdjęciami Prymasa. Protestował – „Dzieci, nie róbcie tego, nie dawajcie moich zdjęć…” – „Ale Ojcze, ludzie o to proszą”. Ostatecznie pozwolił.
Po kilku latach zaczęłam pomagać naszej założycielce, p. Marii Okońskiej, w opracowywaniu redakcyjnym kazań Księdza Prymasa. Maria Okońska miała głębokie przekonanie, że każde słowo kard. Wyszyńskiego trzeba ocalić, gdyż to jest mądrość nie na jedne pokolenie. Tymczasem on mówił zawsze z głowy, nigdy nie pisał kazań, chyba, że najważniejsze cytaty. Początkowo nagrywaniem zajmowały się członkinie Instytutu, później poproszono o to księdza kapelana, który wszędzie towarzyszył Księdzu Prymasowi. Te nagrania były spisywane a następnie – właśnie przez nas – opracowywane językowo. Dzięki temu mamy 67 autoryzowanych tomów maszynopisu. Każdy po kilkaset stron.
Jeśli chodzi o nagrania, część z nich znajduje się w Polskim Radiu, które pomagało nam utrwalić je cyfrowo. We własnym archiwum mamy ok. tysiąca nagranych kazań. Posiadamy też archiwum fotograficzne z tysiącami zdjęć robionych przez m.in. br. Cypriana Grodzkiego – franciszkanina z Niepokalanowa i innych fotografów, którzy towarzyszyli Księdzu Prymasowi podczas rozmaitych uroczystości.
Natomiast fotografie prywatne, w tym również fotografie z czasu uwięzienia, wszystkie poza małymi wyjątkami, zrobiła p. Maria Okońska. Kiedy dostała przepustkę i pierwszy raz jechała do Komańczy do uwięzionego Księdza Prymasa, właśnie br. Cyprian przyniósł jej na dworzec aparat i pokazał, jak ma go obsługiwać. I chociaż uważała, że jest człowiekiem a-technicznym i rzeczywiście nie miała talentu do tych spraw, otrzymała jakąś szczególną łaskę do tego zadania. Zrobiła ich ok. 10 tys. Są w zbiorach Instytutu.
Na początku lat 90. wspomniane autoryzowane kazania kard. Wyszyńskiego zaczęły ukazywać się w edycji „Dzieła zebrane kard. Wyszyńskiego”. Do tej pory wydane zostało 20 tomów. Teksty uporządkowane są chronologicznie. Zostało jeszcze wiele do zrobienia, gdyż jesteśmy dopiero w 1967 roku.

Powiedziała Pani w jednej z rozmów: „Pamięć o kard. Wyszyńskim wydaje mi się bardzo okaleczona”. Co okalecza pamięć o kard. Wyszyńskim? - Prymas w społecznej świadomości najczęściej kojarzony jest jako bohater drugiego planu z filmów o Janie Pawle II. Stojąca w tle monumentalna, pomnikowa postać, trochę przywodząca na myśl Inkwizycję. Nieustraszony obrońca Kościoła, pancerny kardynał gromiący swoim pastorałem komunistów. Tymczasem to był człowiek wielkiej dobroci, niezwykłej wrażliwości, który na swoich nieprzyjaciół potrafił patrzeć z miłością i wyrozumiałością, bo - jak mówił - tak właśnie patrzy na nas Bóg. To był człowiek, który z takim samym szacunkiem odnosił się do najniżej i najwyżej stojących w hierarchii społecznej ludzi. Ze współczuciem potrafił dostrzec z ambony, że płacze dziecko, bo wypadł mu z ręki miś. Kard. Wyszyński zwyciężał miłością. Był jednym z najpiękniejszych duchowo ludzi, jakich spotkałam. Niestety i on sam jako człowiek i jego nauczanie są bardzo mało znane. KAI: Jakie elementy tego nauczania zostały najbardziej zapomniane?

- Przede wszystkim szacunek dla o wielkiej godności każdego człowieka. „Dziwisz się, że Bóg ciebie miłuje, bo nie znajdujesz w sobie nic, co by było dla Niego do miłowania. Ale on znajduje. Bo on widzi w Tobie swoje dziecko” - tak nauczał. I takimi właśnie oczami starał się patrzeć na innych ludzi. Widział w nich Dzieci Boże.
Jeszcze jako kleryk, przed święceniami zapisał sobie postanowienie: „Miłosierdzie Boże na wieki wysławiał będę”. Prawda o Bogu Miłosierdziu była czymś bardzo mu bliskim, choć nie łączył tego z nabożeństwem polecanym przez św. siostrę Faustynę (trzeba pamiętać, że w czasach, gdy kierował Kościołem w Polsce Stolica Apostolska zakazała tego kultu).
Pewnego razu Ksiądz Prymas mówił konferencję o miłości nieprzyjaciół. Pamiętam - często o tym opowiadam, bo mnie to szczególnie urzekło - nie mogłam zrozumieć tego jak można kochać nieprzyjaciół. Był to czas, gdy Pierwszym Sekretarzem PZPR był pan Gomułka i rzeczywiście wiele zła wyrządził Kościołowi i samemu Księdzu Prymasowi. Może krzywdy bym mu nie zrobiła, ale kochać takiego człowieka? Po konferencji zebrałam się na odwagę i zapytałam – „Ojcze, a tego Gomułkę to ty też kochasz?”. Odpowiedział: - “Aniu, przecież Bóg go kocha. To co ja mam do powiedzenia?”.
Z komunistami rozmawiał z ogromną cierpliwością. Jedna z rozmów z Gomułką i Cyrankiewiczem trwała 11 godzin. Kiedy miał odejść Gierek, Ksiądz Prymas spotkał się z nim. Pojechał nawet do niego do domu, do Klarysewa. Potem Gierek to wspominał – „On ze mną rozmawiał, jak z człowiekiem”.
Nie wszyscy rozumieli sens Porozumienia rządem w 1950 r. Przecież komuniści byli obłożeni ekskomuniką. W Watykanie, w Sekretariacie Stanu pytano ze zdumieniem - Czy Prymas z diabłem rozmawia? Odpowiadał: „Z diabłem nie, ale z ludźmi będę rozmawiał”. Miał też głębokie przekonanie, że często ludzie, którym wydaje się, że walczą z Bogiem, w istocie walczą z jakimś fałszywym obrazem Boga, z wytworzonym przez siebie majakiem, „monstrum”, którego się boją, a które z prawdziwym Bogiem nie ma nic wspólnego. Prawdziwego Boga, który jest Miłością - nie znają. Uważał, że wciąż mają szansę - bo przecież w istocie nie odrzucają Boga, tylko Jego fałszywy obraz.
Zawsze z podziwem patrzyłam na jego umiejętność łączenia miłości i prawdy. Nie zamazywał jej, nie był ugodowy, łatwy dla swoich rozmówców. Widział błędy, piętnował je ale potrafił oddzielić błąd od człowieka. Prymas - o tym się bardzo mało mówi – zawsze podkreślał, że cały ład społeczny powinien opierać się o szacunek dla człowieka. Sam ustrój, forma rządów jest w gruncie rzeczy czymś wtórnym. Zwracał na to uwagę i po wojnie, gdy zaczynał się socjalizm i w roku 1980, gdy zdawało nam się wszystkim, że koniec socjalizmu jest już bliski i że to co po nim nastąpi będzie rajem na ziemi. Podkreślał, że istotą zmiany jest wewnętrzna przemiana człowieka. Bo nie chodzi o to, by pieniądze z kasy państwowej przeszły z rąk jednych złodziei w ręce drugich złodziei, a krążąca butelka wódki z rąk jednych pijaków w ręce drugich pijaków, tylko żeby przyszło „nowych ludzi plemię”. Żyjemy już 30 lat w wolnym kraju i wciąż przekonujemy się o prawdzie tych słów.

- Prymas Wyszyński w swoim nauczaniu społecznym bardzo podkreślał też wartość codziennej pracy. W jaki sposób on sam pracował?

- Miał wielką umiejętność pracy, co wiązało się też z umiejętnością dobrego wykorzystywania czasu. O tym też pisał w swoich postanowieniach przed święceniami - trzeba cenić każdą chwilę, bo każda chwila jest w życiu ważna. Fakt, że podołał tak ogromnej pracy, jaką miał do wykonania – wydaje się cudem. Był arcybiskupem Gniezna i Warszawy. To jest obecnie 5 diecezji: warszawska, warszawsko – praska, łowicka, gnieźnieńska i bydgoska. Oprócz tego był administratorem apostolskim Ziem Odzyskanych. Wszędzie tam bierzmował, udzielał święceń. Gdy się czyta „Pro Memoria” łatwo zobaczyć jak jego dzień był wypełniony co do minuty. Przechodził od jednego zajęcia do drugiego z ogromną sprawnością.
Rano na jego biurku leżał zawsze stos korespondencji. Po godzinie - wszystko było uporządkowane. Odpisywał zawsze na każdy list, nawet dziecku. Kiedy miał napisać np. list pasterski - po prostu siadał i pisał, wiedział, co ma napisać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których wymknęła mu się uwaga: „O, tak bym poszedł na spacer, a muszę coś pisać...”. To, czego mu naprawdę brakowało, to czasu na spokojną adorację Eucharystyczną. Pamiętam, kiedyś zatrzymał się przy mnie w kaplicy i powiedział: “Jesteś szczęśliwa, że możesz się modlić. A ja muszę gonić od jednych ludzi do drugich…” Ofiarowywał to Bogu - “To dla Ciebie, Boże, idę do tych ludzi”.
Praca była jego modlitwą, służbą Bogu poprzez służbę bliźnim. Na tej służbie był cały czas. To było jego życie, które kochał. W czasie uwięzienia największym jego bólem było to, że nie może być w czynnej służbie - w głoszeniu Słowa, w katedrze, między kapłanami. Gdy był chory i nie mógł gdzieś pojechać - był bardzo nieszczęśliwy. Zwłaszcza, gdy nie mógł pojechać na Jasną Górę. Kiedyś - pamiętam - nie mógł uczestniczyć w jakiejś uroczystość Matki Bożej i żartobliwie narzekał - “Nie chciała mnie, nie chciała. Teraz będę siedział pod murkiem...”.
Kard. Wyszyński właściwie nie miał prywatnego życia. Sam mi kiedyś powiedział: “Wiesz, ja chyba naprawdę nie mam już nic swojego”. Odpoczywał 20 minut po obiedzie. Wtedy też zresztą najczęściej przeglądał prasę i czytał.

- Jakie książki czytał?

- Czytał bardzo dużo, jednocześnie kilka książek - coś z teologii, coś z socjologii, coś z literatury. To była cała jego rozrywka - nie chodził przecież do teatru, nie oglądał telewizji. Jego ulubione książki to „Trylogia” Sienkiewicza, ale bardzo lubił też Makuszyńskiego, Tołstoja, „Chłopów” Reymonta. Po śmierci kard. Wyszyńskiego uczestniczyłam w spotkaniu z Ojcem Świętym w Rzymie. W pewnym momencie papież się zamyślił i powiedział: „Prymas to odchodził jak Boryna…”

- Kard. Wyszyński mówił o szacunku i miłości do drugiego człowieka. W jaki sposób okazywał to w życiu codziennym?

- Np. przy stole. Ksiądz Prymas nie zajmował się tylko własnym talerzem, ale rozglądał się, czy komuś czegoś nie podać. Zachęcał do jedzenia. Był uważny. Potrafił dostrzec, że ktoś jest zmęczony, że źle się czuje. Martwił się tym. W sytuacji złego samopoczucia trzeba było się naprawdę dobrze maskować, żeby go nie niepokoić. Choć czasem przeciwnie - to mogła być szansa na wyciągnięcie Księdza Prymasa na wspólny spacer i chwilę odpoczynku. Ludzie pisali do niego z prośbą o pomoc w załatwieniu zagranicznych lekarstw - pomagał, gdy tylko mógł. Dzieci prosiły o znaczki watykańskie - gdy tylko znał adres dziecka, zawsze odpisywał. Do ludzi odwiedzających go odnosił się z taką samą uwagą i szacunkiem - czy to był prosty chłop czy ważny ambasador.
Znana jest opowieść człowieka, który kiedyś, jako młody chłopak odwiedził kard. Wyszyńskiego z grupą polonijną. Był najmłodszy z tego grona. Wszyscy zajęli miejsca a dla niego akurat zabrakło krzesła. Prymas to dostrzegł, poszedł do drugiego pokoju i przyniósł krzesło. Po latach ten chłopiec ufundował pomnik kard. Wyszyńskiego u stóp Jasnej Góry.

- Dobrze znany jest szacunek kard. Wyszyńskiego do kobiet, otwartość na kobiety w Kościele oraz troska o duchowość i duszpasterstwo kobiet. Jakie elementy nauczania i postawy Prymasa wobec kobiet są do odkrycia na nowo w Kościele w Polsce?

- Przede wszystkim Ksiądz Prymas patrzył na kobietę w perspektywie planu Boga. Uważał, że i kobieta i mężczyzna mają przed sobą zadania równie ważne, choć inne. Uważał, że mają być dla siebie pomocą, co nie umniejsza znaczenia żadnego z nich. Nie chodzi o to, by ze sobą konkurowali poprzez jakieś formy feminizmu czy maskulinizmu - lecz by się dopełniali.
Kard. Wyszyński patrzył na kobietę całościowo, z szacunkiem dla wszystkich wymiarów jej powołania. Bardzo doceniał duchowe i intelektualne możliwości kobiet. Był przekonany, że Bóg je bardzo hojnie wyposażył i należy z tego korzystać. Nigdy nie dyskwalifikował kobiet, nie sprowadzał ich roli jedynie do zadań domowych. Widział wartość tego, co wnoszą w życie społeczne i życie Kościoła. Miał też świadomość wagi duszpasterstwa kobiet i szczególnych potrzeb duchowych. Powtarzał, że odejście mężczyzn od Kościoła nie jest jeszcze największym dramatem, ale odejście kobiet – jest ostateczną katastrofą.
Warto przypomnieć, że Ksiądz Prymas miał też ciekawe i konkretne propozycje rozwiązań społecznych doceniających rolę kobiety. Był przekonany, że kobieta, która wychowuje dzieci powinna otrzymywać uposażenie porównywalne do tego, jakie można uzyskać pracując zawodowo, gdyż wypełnia najważniejsze zadanie dla narodu – przedłuża jego życie. Postulował stworzenie elastycznych rozwiązań, które umożliwiałyby połączenie macierzyństwa z pracą zawodową. Zawsze stawał po stronie kobiet i w obronie kobiet. Światłem na tej drodze była dla niego Matka Boża.
Myślę, że swój naturalny, prosty stosunek do kobiet wyniósł z domu rodzinnego. Bardzo kochał swoją matkę, miał trzy siostry rodzone i jedną przyrodnią. Wszystkie okazywały mu wielkie serce. Szczególnie bliski kontakt miał ze swoją siostrą Stanisławą. To z nią pojechał na Mszę świętą prymicyjną na Jasną Górę. Ostatnią Mszę świętą przed śmiercią odprawił też dla swoich sióstr, które odwiedziły go w rocznicę sakry biskupiej, 12 maja 1981 r.

- Czy w codzienności kard. Wyszyńskiego była Pani świadkiem szczególnych ingerencji Opatrzności?

- To, co było cudem – to pokój serca, który zachował mimo wszystkich trudnych okoliczności życia. I to, że podołał tej wielkiej pracy. Jako młody człowiek, podczas własnych święceń kapłańskich marzył o tym, aby litania do Wszystkich Świętych trwała jak najdłużej. Leżąc krzyżem na posadzce bał się, że gdy wstanie, to nie utrzyma się na nogach. Zakrystianin powiedział mu wtedy – „księże, z takim zdrowiem, to lepiej od razu na cmentarz…”. Ale już następnego dnia pojechał z siostrą na Jasną Górę, na prymicję – prywatną, bez żadnych uroczystości. Mówił – pojechałem, żeby mieć Matkę, żeby stanęła przy każdej mojej Mszy świętej.

- Jak na obecną sytuację w Kościele w Polsce należałoby patrzeć z perspektywy nauczania kard. Wyszyńskiego?

- Przede wszystkim – z nadzieją. Prymas zawsze ją miał. Mówił – nie ma kryzysu Kościoła, choć może być kryzys w Kościele. Uczył, że Kościół to żyjący Chrystus a Chrystus nie umiera i nie podlega kryzysom. Kiedy pytano z niepokojem – Eminencjo co teraz będzie? Odpowiadał: „Tylko Bóg na pewno będzie, a my w Nim”

2020-07-07 12:01

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polska ma obecnie sześciu kardynałów

2020-07-17 12:18

[ TEMATY ]

kardynał

kardynałowie

Grzegorz Gałązka

Po śmierci kard. Zenona Grocholewskiego w Kolegium Kardynalskim zasiada obecnie sześciu Polaków, z których trzej mają prawo udziału w konklawe i wyboru papieża.

Są to: Konrad Krajewski - jałmużnik papieski i Stanisław Ryłko – archiprezbiter bazyliki Matki Bożej Większej, obaj mieszkają i urzędują w Rzymie oraz Kazimierz Nycz - metropolita warszawski. Pozostali polscy kardynałowie to emerytowani arcybiskupi: wrocławski Henryk R. Gulbinowicz i krakowski Stanisław Dziwisz, a także Marian Jaworski - arcybiskup senior lwowski, a więc formalnie należący do Kościoła katolickiego na Ukrainie. Ponadto polskie korzenie ma emerytowany arcybiskup Detroit Adam J. Maida ze Stanów Zjednoczonych.

Najstarszym wiekowo i "stażem kardynalskim" polskim purpuratem jest Henryk Roman Gulbinowicz, urodzony 17 października 1923 i mianowany kardynałem na konsystorzu 25 maja 1985. O niecałe trzy lata młodszy jest kard. Marian Jaworski, ur. 21 sierpnia 1926 i włączony w skład Kolegium Kardynalskiego 21 lutego 1998. Kard. Stanisław Dziwisz urodził się 27 kwietnia 1939 a kardynałem jest od 24 marca 2006.

Spośród kardynałów-elektorów najstarszy jest Stanisław Ryłko, ur. 4 lipca 1945, włączony w skład Kolegium Kardynalskiego 24 listopada 2007, następnie Kazimierz Nycz, ur. 1 lutego 1952, kardynał - od 20 listopada 2010, a najmłodszy w tym gronie kard. Konrad Krajewski urodził się 25 listopada 1963, purpuratem został 28 czerwca 2018. Jest on zarazem jedynym Polakiem, powołanym do Kolegium Kardynalskiego przez obecnego papieża.

Kard. Adam Joseph Maida urodził się 18 marca 1930 a kardynałem jest od 26 listopada 1994.

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: dotarli kolejni pielgrzymi mimo upału i większych zasad bezpieczeństwa

2020-08-12 19:14

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka

pielgrzymi

materiały prasowe

Nie zniechęciła ich ani konieczność stosowania dodatkowych zasad bezpieczeństwa, ani upały. Na Jasną Górę dotarły kolejne pielgrzymki piesze i to te z najodleglejszych regionów Polski. „Długostansowcy” przyszli aż z Helu, Gdańska, Białegostoku czy Olsztyna. Do celu dotarły kolejne tysiące duchowych pielgrzymów, wśród których też widać wielką mobilizację i determinację.

Niektóre pielgrzymki, jak sandomierska czy gdańska szły sztafetowo, inne duchowo i zaledwie w kilku etapach, jak zielonogórsko-gorzowska, a jeszcze inne w małych grupach do 150 osób, przemierzały tradycyjny szlak z noclegami w namiotach, jak warmińska.

W czas pielgrzymowania sztafetowego z Helu wpisało się prawie 300 pątników. 20 osób stanowiło stały skład zabezpieczający pielgrzymkę organizacyjnie: służby sanitarne, porządkowe, diakonia muzyczna, kierowcy i oni pokonali całą drogę. Jak zapewnia ks. Robert Jahns, kierownik pielgrzymki, nie było opcji, żeby Kaszubi na Jasną Górę nie przyszli. - Kaszubi to jest naród dzielny, uparty, różne sytuacje i różne rzeczy w historii się działy, a z Kaszub ludzie zawsze pielgrzymowali. Oczywiście z poszanowaniem wszystkich zasad, chcieliśmy. żeby tegoroczne pielgrzymowanie było bezpieczne, więc w mniejszej grupie, w formie pielgrzymki sztafetowej, ale wyruszyliśmy, żeby ta historyczna ciągłość pielgrzymowania była podtrzymana - powiedział kapłan.

Tradycyjnie Kaszubi odśpiewali na jasnogórskich błoniach swą pieśń „Kaszëbskô Królewô!”. - W tej pieśni śpiewamy o naszej Kaszubskiej Królowej, która dla każdego z nas jest bliska i która zawsze w trudnych chwilach jest przy nas - powiedziała Małgorzata z diakonii muzycznej pielgrzymki kaszubskiej.

Wśród intencji niesionych przez pielgrzymów dominują dziś te za Kościół i o nowe powołania.

- Mamy też za co przepraszać, dużo dzieje się w obecnym świecie. Wiadomo, że Kościół nie zginie, bo Chrystus go ochrania i nie może nic złego Kościołowi się stać, ale my w drodze jesteśmy słabi, dlatego bardzo potrzebujemy tego wsparcia – mówili pielgrzymi. Anna z Sandomierza podkreślała, że na pewno ta modlitwa jest bardzo potrzebna, bo w dzisiejszych czasach „coraz bardziej atakują księży, by też pokazać innym, że można żyć inaczej, nie tylko atakować”.

38. Piesza Pielgrzymka Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej na Jasną Górę w tym roku miała głównie charakter duchowy. Pątnicy zostali zaproszeni do pielgrzymowania wewnątrzdiecezjalnego w dwóch jednodniowych etapach. Natomiast ostatniego dnia pielgrzymki przedstawiciele diecezji spotkali się na Przeprośnej Górce, skąd przyszli do sanktuarium. Ostatni etap pielgrzymki wraz z reprezentantami wszystkich grup pokonał także ordynariusz diecezji.

- Idziemy przez Częstochowę z hasłem „Samemu Bogu przez Maryję”, to jest nawiązanie do Sługi Bożego kard.Stefana Wyszyńskiego, ale także Jana Pawła II, obaj postawili na Maryję - powiedział bp Tadeusz Lityński.

W kompanii zielonogórsko - gorzowskiej byli także przedstawiciele polskich nauczycieli z grupy „Warsztaty w Drodze”, którzy przynieśli modlitwę za polską szkołę.

Obok przedstawicieli pieszych pielgrzymek na Jasną Górę dociera także wiele grup rowerowych. Też są mniej liczne i trwają krócej, ale organizatorzy także troszczą się o ich kontynuację.

- Jedzie na początku grupy krzyż, on nas prowadzi i od razu wszyscy wiedzą, że to jest pielgrzymka, że nie jedziemy na wycieczkę. Na Jasną Górę jedzie się ze względu na Matkę, na Maryję, to dla Niej pielgrzymujemy - powiedział jeden z cyklistów.

Wszyscy uczestnicy pielgrzymek modlą się o ustanie epidemii, dziękują za Cud nad Wisłą, za św. Jana Pawła II i o rychłą beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego.

CZYTAJ DALEJ

Pontonowe szaleństwo [wideo]

2020-08-13 23:26

ks.Piotr Rozpędowski

Wakacje w pełni. Świetnie wykorzystują ten czas księża z Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Henrykowie.W ramach cotygodniowych spotkań “Młodzież w klasztorze”zaprosili oni młodych na spływ pontonowy Nysą Kłodzką.

Nasza redakcja uczestniczyła w tym wydarzeniu. Nagraliśmy krótką relację wideo z tego wydarzenia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję