Reklama

Liczymy na to, że Pan Bóg daje wewnętrzny bodziec

Z ks. dr. Mirosławem Szewieczkiem, twórcą fundacji „Drachma” - o młodych, projektach i wierze - rozmawia ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 13/2010

Ks. Piotr Bączek: - Skąd u Księdza pomysł utworzenia fundacji?

Ks. dr Mirosław Szewieczek: - „Drachma”, to taki szczególny efekt spotkań, działań, które podejmuję od początku mojego kapłaństwa. Można powiedzieć, że to wynikło z faktu, iż spotykając się z ludźmi widziałem w nich ogromny potencjał i zapraszałem do współpracy przy różnego rodzaju przedsięwzięciach. Wiąże się to także z moimi pobytami we Włoszech, z tym wszystkim, czego tam się nauczyłem i czego doświadczyłem.
Będąc już kilka lat w parafii Trójcy Przenajświętszej w Bielsku-Białej pomyślałem, że dobrze byłoby jakoś sformalizować te wszystkie nasze wspólne działania, nadać im jakiś organizacyjny kształt. Wiadomo także, że kiedy jest fundacja, łatwiej uzyskać środki na taką czy inną działalność, łatwiej organizować jakieś przedsięwzięcia.

- Nadanie bardziej trwałego i formalnego kształtu aktywności młodych daje zapewne możliwości, ale to także duże zobowiązanie.

- Sformalizowanie działań uczy także planowania. Jeśli chcemy pozyskać jakieś środki, to trzeba przedstawić plan, musimy mieć pomysł. Dodatkowo ten pomysł trzeba jeszcze przedstawić, dokładnie, ze szczegółami opisać, zawrzeć w budżecie, by to, co chcemy zrobić miało swoją strategię także ekonomiczną, trzeba określić źródła finansowania, partnerów projektu itd., itd. Dopiero wtedy można mieć nadzieję, że tak sporządzony projekt zyska akceptację i zostaną przyznane fundusze. Uczy nas to zatem systematyczności, planowania, wyprzedzania sytuacji. I dobrze, że tak właśnie jest. Często skłonni jesteśmy robić jakieś rzeczy na ostatnią chwilę, a tak to jest zmuszony poniekąd, by w sposób uporządkowany podejmować działania według określonego harmonogramu. To jest także jakaś niewątpliwa zaleta.

- W tym, o czym dotychczas Ksiądz mówił „Drachma” nie różni się właściwie od wielu innych tego typu podmiotów. Jaki jest wobec tego jej rys charakterystyczny? Czym „Drachma” chce się wyróżniać?

- Ważnym rysem wyróżniającym „Drachmę” spośród innych fundacji, czy organizacji, które z pewnością świetnie działają i podejmują wspaniałe inicjatywy jest nasze zakorzenienie w konkretnej duchowości. To jest duchowość jedności. Duchowość jedności osadzona jest w ruchu Focolari. Będąc we Włoszech, pod Florencją, przez rok mogłem uczestniczyć w szkole duchowości Focolari. To dało mi jakieś spojrzenie nie tylko na moje kapłaństwo, ale także na samo chrześcijaństwo. Tą inspirację jednością chciałbym przekazywać tym wszystkim, którzy wiążą się z fundacją „Drachma”, chcą w niej pracować.
W takim kontekście można mówić także o specyficznym osadzeniu naszej fundacji wśród innych organizacji. Jednym z naszych celów jest jednoczenie społeczne, jednoczenie różnych podmiotów i organizacji, które działają na tym samym polu. Nie tyle współzawodnictwo, co raczej współpraca. Choć pokusa „walki” np. o ten 1% podatkowego odpisu istnieje, to jednak uczymy się tego, by cieszyć się z radości innych. Tu chodzi o taką chrześcijańską radość także z powodzenia innych.
Można powiedzieć, że duchowość jedności przeżywa dziś swój rozkwit. Ta właśnie duchowość skłania do jedności ludzi o różnych językach o różnych kolorach skóry, ale także o różnym stopniu sprawności nie tylko fizycznej, ale także intelektualnej. To jest idea, która nas pociąga i którą chcielibyśmy realizować w życiu. Chcemy nadawać jej takiego dynamizmu, żeby się nie zasklepiać, by nie wchodzić w jakiś zaścianek, z przekonaniem, że tylko moja prawda jest najważniejsza, tylko moje myślenie na dany temat jest najsłuszniejsze. Reasumując: myślę, że dążenie do jedności i uczenie się jej w znaczny sposób określa naszą fundację.

- Zatem tak czy inaczej młody człowiek angażując się w działalność „Drachmy” spotkać się musi z pytaniem o Pana Boga...

- Prowadziłem niedawno pogrzeb 15-letniego chłopaka. I widziałem młodych ludzi, którzy wobec tej śmierci opuścili ręce i byli bezradni, właśnie wtedy pomyślałem sobie, że to jest zadanie dla nas. To jest coś, co chcielibyśmy realizować poprzez naszą fundację: próbować odpowiadać na takie właśnie problemy, podstawowe pytania w świetle Ewangelii.
Jest wiele, można powiedzieć tysiące, organizacji społecznych, które działają z młodzieżą. I robią to w sposób naprawdę profesjonalny. My, z jednej strony aspirujemy do tego by im dorównywać w dziedzinie profesjonalizmu działań społecznych. Z drugiej jednak strony chcielibyśmy czegoś więcej: nadawać temu wszystkiemu jakiś rys duchowy i niejako przekraczać ramy jedynie odniesień społecznych. Dlatego, że chrześcijaństwo jest czymś, co przekracza granice tego świata, granice ludzkiej natury. Ono sięga samego Boga. I to właśnie Bóg jest tą najważniejszą naszą inspiracją.
Ideą, która nas mocno pociągnęła jest także ruch Taize. Wielu z nas ta idea wspólnoty w duchu Taize buduje. Od wielu lat kapłani i świeccy uczestniczą w spotkaniach, w modlitwach. Powiedziałbym ponadto, że modlitwa podczas europejskich spotkań jest bardzo „przyjazna” dla młodego człowieka. Młodzież przeżywa zetknięcie z religią z chrześcijaństwem żywym. Młodym się chce przebywać razem na modlitwie wiele godzin, śpiewać powtarzając wiele razy kanony. To jest jakiś fenomen współczesnych czasów. W czasach, kiedy każdy z nas, kapłanów zadaje sobie pytanie, jak trafić do młodych jak ich zapalić miłością Boga, wspomniane wyżej propozycje wydają się być odpowiedzią. I za tym chcemy iść, poznawać je i tym samym budować więzi z młodymi. Bo sprawa wygląda w ten sposób, że jeśli z młodzieżą utraci się kontakt i więzi to w zasadzie nie ma szans na przekazanie czegokolwiek, na wymianę myśli. A co z tego wyniknie przyszłość pokaże.

- Budowanie jedności przez Waszą fundację w projekcie „Młodzież bez granic” przekroczyło nawet granicę państw...

- Tak. Choć trzeba powiedzieć, że początkowo nie myśleliśmy, że spotkamy się ze Słowakami i będziemy realizować projekt transgraniczny. Poznaliśmy jednak ks. Błażeja z Namestowa, w tym samym czasie pojawiła się możliwość napisania programu unijnego i teraz młodzi Polacy z Bielska-Białej mogą na różnych płaszczyznach przyjaźnić się ze swymi słowackimi kolegami z Namestowa. Jakie będą owoce tej współpracy to jeszcze zobaczymy.
W projekcie bierze udział 50 Polaków i tyleż samo młodych ze strony słowackiej. Spotykamy się raz w Namestowie, raz w Bielsku. Na nasze spotkania zapraszamy także osoby niepełnosprawne, bo tak projekt jest zbudowany, by w spotkaniach brało udział 35 wolontariuszy i 15 niepełnosprawnych. Nie są to osoby, które szczególnie wybieramy, nie mamy jakichś szczególnych preferencji. Liczymy też na to, że Pan Bóg daje jakiś wewnętrzny bodziec i człowiek przychodzi na spotkanie. Nie mówimy sobie, że tylko takie lub inne stowarzyszenie może uczestniczyć w tych spotkaniach. Jesteśmy otwarci i taką wspólnotą chcemy pozostać, bo to jest ważne, by nie być środowiskiem hermetycznym. Projekt „Bez granic jest także taką otwartą propozycją. Konkretnie wygląda to tak, że na naszej stronie internetowej umieszczamy listę, na którą każdy może się zapisać.

- Wiadomo, że planujecie utworzenie centrum, w którym fundacja miałaby swoją siedzibę.

- Poszukujemy od pewnego czasu domu, ośrodka, centrum, które mogłoby pełnić rolę siedziby. Powstał więc projekt Centrum Animacji Działań Twórczych. Pojawiły się różne możliwości realizacji tego projektu, ale obecnie najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest zagospodarowanie obiektu w Bielsku-Białej na ul. 3 maja. Na jednym z poziomów wielkiego budynku po zakładzie włókienniczym jest możliwość wykorzystania 600 m2 powierzchni. Nic jeszcze nie jest przesądzone, ponieważ wszystko jest jeszcze na etapie przygotowań i wymaga wielu uzgodnień, kalkulacji ekonomicznej.

- Dziś wielu duszpasterzy żali się na brak młodych w Kościele, narzekamy na społeczną obojętność młodego pokolenia. Co takiego Ksiądz robi, że w takich czasach ma przy sobie młodzież?

- Jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, by trafiać nie tylko do ludzi młodych, którzy zawsze są przy Kościele, ale także do tych, którzy mają ogromny potencjał a jeszcze nie zostali przez nikogo do współpracy zaproszeni. I nagle okazuje się, że ich ksiądz zaprasza, nie stawia im barier, bo młody człowiek często potrzebuje czasu, żeby w swojej wolności mógł odnaleźć właściwą drogę. Bo na razie nie „czujesz” jeszcze, że trzeba chodzić do kościoła, nie czujesz, że Eucharystia jest dla ciebie, ale coś cię pociąga, to przyjdź popatrz na to jak my działamy, jak się modlimy.
A dla nas, duszpasterzy to często jest trudne, bo chcielibyśmy, by młody człowiek od razu, bardzo szybko zrozumiał wartość Mszy św., by chciał w niej uczestniczyć, by chciał się z nami modlić. Taka pokusa jest także we mnie. Ale staram się tworzyć atmosferę i przestrzeń wolności, w której młodzież może dojrzewać do własnych wolnych decyzji. Do tego potrzeba cierpliwości. Jeśli tak się stanie to ci ludzie, którzy sami doszli do pewnych prawd, idą potem do swoich wspólnot parafialnych i grup rówieśniczych i pociągają innych. Nie ma lepszej reklamy nad tą, gdy koleżanka, kolega powie: przyjdź, chodź, zobacz - jest fajnie w tej wspólnocie. Hasło „Razem bez granic”, umieszczone na plakacie nigdy nie będzie miało takiej mocy jak zachęta i zaproszenie rówieśnika. Jeśli ktoś je usłyszy od swego kolegi, to z pewnością przyjdzie zobaczyć.
Z drugiej strony chcielibyśmy, by nasza modlitwa i nasze spotkanie z Panem Bogiem było autentyczne, prawdziwe, transparentne, by nie było w tym zakłamania. O tą szczerość i prostotę trzeba zabiegać cały czas.

Reklama

Moje dziecko nie chce chodzić do kościoła

2019-07-10 09:40


Niedziela Ogólnopolska 28/2019, str. 10-13

„Nasze dziecko odwróciło się od Pana Boga i od Kościoła”.
Nikt nie zdoła policzyć, w ilu domach z ust rodziców, babć i dziadków da się usłyszeć tę bolesną skargę. Wychowywali swe latorośle, jak umieli, przynieśli do chrztu, przygotowali do I Komunii św., do bierzmowania – i oto nagle słyszą:
„Wypisuję się z Kościoła”, „Jestem niewierzący”, „Jestem dorosły, to moja sprawa, nie wtrącajcie się”.
Do tych deklaracji mogą jeszcze dochodzić agresja wobec Kościoła (czytaj: duchowieństwa), przystępowanie do sekt, życie bez sakramentalnego małżeństwa, związki homoseksualne...

©Cheryl Casey – stock.adobe.com

Joanna Krawczyńska, matka dorosłego syna

Problem się pojawił, gdy syn wyjechał na studia do dużego ośrodka akademickiego. Miałam nadzieję, że ten czas będzie dla niego etapem autentycznego rozwoju, także w wierze. że zaangażuje się w duszpasterstwo akademickie. Polecaliśmy mu z mężem wspólnotę, w której w czasach studenckich się poznaliśmy. W naszej rodzinie był to częsty temat wspomnień z okresu młodości – czasu pieszych pielgrzymek, ŚDM z papieżem Janem Pawłem II. Spodziewaliśmy się, że nasz syn znajdzie dla siebie wspólnotę, a tam... może przyszłą towarzyszkę życia. Tymczasem on nie odnalazł się w duszpasterstwie akademickim z różnych powodów. Próbował też sił w kościelnym wolontariacie, ale bez skutku. Gdy przyjeżdżał do domu, próbowałam go wypytywać, zachęcać, ale dostrzegłam, że te tematy zupełnie go nie interesują. Zaczęłam podejrzewać, że gdy zostaje na miejscu studiów na weekend, to w niedziele nie chodzi do kościoła. Aż któregoś dnia oświadczył, że nie pójdzie z nami w niedzielę na Mszę św., bo „on w Kościele nic dla siebie nie odnajduje i nie ma potrzeby tam chodzić”. Nie mogłam się z tym pogodzić, wciąż pytałam, co się stało – nasz syn, ministrant, lektor, absolwent szkoły katolickiej, odrzuca dziś Kościół. Gdzie popełniliśmy błąd? Może łatwiej by było, gdyby podał jakieś konkretne zarzuty, które można byłoby odeprzeć, podyskutować, wytłumaczyć...

Zaproponowałam, aby porozmawiał z zaprzyjaźnionym z księdzem, wiedziałam, że ma do niego zaufanie. Rozmawiali nawet niejeden raz. Początkowo udało się księdzu nakłonić naszego syna do odbycia spowiedzi. Ale po pewnym czasie wszystko wróciło.

Najpierw problem dusiłam w sobie, nie chciałam o tym mówić głośno. Nie było to trudne, gdyż syn rzadko przyjeżdżał. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Choć nie jest to mój grzech bezpośredni, czułam, że muszę go wyznać na spowiedzi. Spowiednik poradził mi, by synowi przypominać, że się za niego modlimy. Często się zdarza, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, wydaje im się, że cały świat do nich należy. Po studiach, gdy pojawiają się problemy z pracą, z mieszkaniem, wracają i zaczynają szukać pomocy u Pana Boga. Ksiądz radził, by problem po prostu przeczekać i przemodlić.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Toruń: w piątek rozpoczyna się Song of Songs Festival

2019-07-17 16:05

tk / Toruń (KAI)

Adam Strug, Natalia Niemen, Gospel Rain, Darek Majelonek Hyperhemon – to niektórzy spośród wykonawców, jacy pojawia się na tegorocznym Song of Songs Festival. Jeden z największych festiwali muzyki chrześcijańskiej w Europie odbędzie się w dniach 19-20 lipca na Scenie Plenerowej Centrum Kulturalno-Kongresowego Jordanki w Toruniu.

Jakub Szymczuk

Idea i cel organizowania tej cyklicznej imprezy wynika z przekonania, że w niespokojnej Europie można i trzeba szukać obszarów, w których młodzi ludzie znajdą wspólną płaszczyznę z innymi, podobnie czującymi i myślącymi – zaznaczają organizatorzy.

Ich zdaniem najlepszą formą takiego kontaktu jest muzyka, w szczególności ta inspirowana chrześcijańską tradycją i prawdą płynącą z Ewangelii. „Jest ona jednocześnie drogą do pokonywania uprzedzeń, wrogości i obojętności wobec innych ludzi, czy innych wyznań religijnych” – czytamy na stronie internetowej Festiwalu. Dlatego, zgodnie z formułą towarzyszącą Festiwalowi od początku, także i tym razem zaprezentują się chrześcijańscy muzycy różnych wyznań.

W programie dwanaście koncertów, które zagrają znakomite gwiazdy Polskiej sceny muzycznej.

W trakcie Festiwalu prowadzona będzie zbiórka pod hasłem: „Budujemy i utrzymujemy Most do Nieba – pierwsze hospicjum dla dzieci na Litwie”. To element ogólnopolskiej akcji fundacji Fundacja Aniołów Miłosierdzia.

Song of Songs Festival to międzynarodowy festiwal muzyki chrześcijańskiej, którego pierwsza edycja odbyła się w 1998 r. (z przerwą w latach 2011-16).

Festiwal jest jedną największych w Europie Środkowo-Wschodniej prezentacją czołówki polskich artystów wykonujących współczesną, profesjonalną muzykę chrześcijańską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem