Reklama

Niedziela Wrocławska

Wrocław złożył hołd Powstańcom Warszawskim

Oficjalne uroczystości upamiętniające Powstanie Warszawskie – z udziałem prezydenta miasta Jacka Sutryka, wicewojewody dolnośląskiego Bogusława Szpytmy, przedstawicieli Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Dolnośląskiego, organizacji patriotycznych i kombatanckich, przedstawicieli instytucji oraz wojskowej asysty honorowej – rozpoczęły się kilka minut przed godz. 17 pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego przy Promenadzie Staromiejskiej we Wrocławiu.

Marzena Cyfert

Złożenie wieńców pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego

Złożenie wieńców pod pomnikiem rotmistrza Witolda Pileckiego

O godz. 17 zabrzmiały syreny alarmowe, a zebrani stanęli w milczeniu. Po charakterystycznym hołdzie oddanym powstańcom miały miejsce przemówienia, Apel Pamięci, salwa honorowa i złożenie kwiatów pod pomnikiem.


Wśród przemawiających byli m.in. prezes Okręgu Dolnośląskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej prof. Stanisław Ułaszewski i kpt. Stanisław Wołczaski, żołnierz Armii Krajowej i powstaniec.

Reklama

Prezes Stanisław Ułaszewski zauważył, że sierpień to czas szczególnej refleksji historycznej i wielu rocznic. Za kilka dni będziemy obchodzić 100. rocznicę zwycięskiej bitwy nad bolszewikami a kilka dni później 40. rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”. – A dzisiaj bardzo ważne miejsce w zbiorowej pamięci narodu polskiego zajmuje Powstanie Warszawskie. 1 sierpnia 1944 r. o godz. 17, oznaczonej kryptonimem godzina „W”, rozpoczął się bohaterski nierówny bój powstańców warszawskich z niemieckim, hitlerowskim okupantem, bój o wyzwolenie stolicy, który trwał do 2 października, a więc 63 dni.

Prof. Stanisław Ułaszewski podkreślił, że Powstania Warszawskiego nie można rozpatrywać i zrozumieć tylko w kategoriach ocen politycznych i wojskowych. Należy je analizować również w aspekcie moralnym i duchowym. – Prawdą jest, że Powstanie Warszawskie zakończyło się klęską, ponieważ nie osiągnięto zamierzonych celów strategicznych i wojskowych. Prawdą jest, że straty w ludziach i straty materialne były przeogromne, trudne do oszacowania, ale prawdą też jest, że była to, i jest, wartość dodana, która stanowiła inspirację dla późniejszych zrywów niepodległościowych i powstania Solidarności. Ta wartość dodana procentowała i procentuje i będzie jeszcze długo owocować jako wzór odwagi i patriotyzmu, wzór godny do naśladowania dla młodzieży i dla następnych pokoleń. Mówię to głośno w imieniu tych powstańców, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim, w imieniu ich rodzin, w imieniu tych, którzy zostali zamordowani i odeszli na wieczną wartę po wojnie i w imieniu tych powstańców, którzy są tutaj razem z nami: trzeba pamiętać, że to było pokolenie, które było wychowane w duchu głębokiego patriotyzmu, miłości do Ojczyzny i służby dla Ojczyzny. W Powstaniu Warszawskim mówili światu, że chcą być wolni i niepodlegli. Wspaniała, piękna młodzież – dziewczęta i chłopcy znad Wisły

Wspomnieniami z Powstania Warszawskiego podzielił się powstaniec kpt Stanisław Wołczaski. – Powstanie Warszawskie to walka o wolną, niepodległą i suwerenną Polskę. W 1944 r. skończyłem II klasę gimnazjalną na tajnych kompletach i zostałem przydzielony do tajnych, wojskowych zakładów wydawniczych – placówka nr 1. W tej drukarni drukowano dziennie m.in. 20 tys. Biuletynu Informacyjnego i 10 tys. Robotnika. Dostałem jako region całe centrum Warszawy i roznosiłem prasę. Pierwsze dni biegałem pochylony, bo aktywni snajperzy niemieccy strzelali bardzo celnie.

Reklama

Kapitan wspominał też różne trudne wydarzenia, jak to, gdy bojąc się wejść do kanału, wolał przebiec odcinek pod obstrzałem niemieckim. – Przeżyłem zasypanie, spadłem z I piętra. Ludzie jednak bardzo czekali na tę prasę, bo w niej były informacje z życia Warszawy, Europy i świata, a także zasady postępowania np. w przypadku wybuchów. Pod koniec powstania już nie było dużo prasy, ponieważ wszystkie drukarnie zostały zbombardowane. Rozlepiałem wtedy afisze – m.in. „Bora” Komorowskiego i „Montera” płk. Chruściela. Najbardziej podobała mi się odezwa „Montera” - do ludności i żołnierzy: „Idziecie do niewoli, nie pokonani przez nieprzyjaciela, ale z powodu braku środków do dalszej walki i braku żywności”. Nie było kapitulacji.

Wicewojewoda dolnośląski Bogusław Szpytma w swoim przemówieniu podkreślił, że stajemy w tym miejscu, aby upamiętnić ten wielki czyn i spojrzeć na niego z 3 perspektyw. – Pierwsza perspektywa to kilka dni przed wybuchem powstania. Pogoda prawdopodobnie taka, jak teraz, słonecznie, ciepło. Ale w mieście dzieją się rzeczy niespotykane. 23-25 lipca ulicami Warszawy ciągną Niemcy rozbici przez front białoruski. Są to inni Niemcy niż Ci, którzy 1 września weszli do stolicy – brudni, żmęczeni. Teraz Polacy patrzą na to z satysfakcją i nadzieją. Minęło 5 lat strasznych mordów, podczas których zginęło w Warszawie ponad 500 tys. ludzi. Nigdy nie było jeszcze takiej kaźni w stolicy. Słychać było zbliżający się front. Atmosfera była napięta i właśnie w tym momencie padł rozkaz. Z nadzieją i brawurą ruszyli Polacy do walki.

Chciałbym przedstawić też drugą perspektywę historyczną. Kiedy mówimy o Powstaniu, umieszczamy je w czasach II wojny światowej, jako jej największą bitwę. Rzadko widzimy ciągłość historyczną tego bohaterskiego miasta, które od zarania często walczy o swoją niepodległość, często jest też celem barbarzyńskich napadów.

I trzecia perspektywa – współczesna. Czym powstanie jest dla nas. Widzimy 3 postawy. Pierwsza, chyba najbardziej bolesna: obojętność. Część ludzi nie pamięta, nie wie, część pyta, czy było warto. I to pytanie boli najbardziej, bo powinny paść inne pytania. Raczej takie, co się stało z narodem Schillera, Goethego, narodem filozofów, poetów, kompozytorów, naukowców, że potrafił zejść do tak niskiej, podłej akcji przeciw drugiemu człowiekowi. Inne pytanie: Dlaczego armia, która nazywała się czerwoną na cześć proletariatu, widzi jak odbywa się rzeź proletariatu Woli, Śródmieścia, Starego Miasta, i stoi, nie rusza, nie pozwala amerykańskim samolotom lądować na swoim terenie. Nasuwa się pytanie, dlaczego w 1946 r. Polacy nie biorą udziału w Londyńskiej Paradzie Zwycięstwa? dlaczego 40 następnych lat musimy cierpieć pod komunistycznym reżimem? To są pytania, nad którymi warto się zastanawiać a nie pytać ofiar, dlaczego tak a nie inaczej się zachowały.

Zwracając się do powstańców wojewoda powiedział: – Państwa czyn, Państwa postawa jest dla nas inspiracją i naszym zadaniem dziś jest nie tylko oddać szacunek dla Państwa, ale zbudować takie postawy, żeby już nigdy nikt nie odważył się podnieść ręki na Polskę. Bo nie zginęła i nie zginie.

Z kolei prezydent Wrocławia Jacek Sutryk zauważył, że Warszawiacy, który wyszli 76 lat temu na ulice walczyć, walczyli o wolność Warszawy, ale i całej Polski. – Dzięki temu, że oni wówczas wyszli, my po 76 latach także możemy wyjść na ulice naszych miast i miasteczek, możemy wyjść na ulice Wrocławia. Mamy tę przyjemność i zaszczyt, że możemy się cieszyć z tej wolności i demokracji, o którą oni wówczas walczyli. Mówiłem o tym w ubiegłym roku w tym miejscu: Wrocław pamiętał, pamięta i pamiętał będzie o tej walce. Wychodząc dzisiaj na ulice, w roku jubileuszu 75 lat powojennego Wrocławia, także wychodzimy, aby Wam za tę walkę podziękować, aby się z tej wolności cieszyć, rozmawiać, jak wspólnie budować Polskę, nasz region i Wrocław. Nie wychodzimy po to, aby oceniać, czy to było sensowne, czy bezsensowne. Nie wolno tak myśleć o żadnym zrywie powstańczym, nie wolno tak myśleć, kiedy ocenia się wydarzenia, podczas których walczy się o niepodległą Polskę. One zawsze mają sens, one zawsze były potrzebne, one zawsze są ważne.

Prezydent podziękował zebranym również za minione 75 lat budowania powojennego Wrocławia. Zauważył, że wielu powstańców poprzez obozy trafiło tutaj i brało udział w budowaniu miasta. – Dzisiaj słuchałem wypowiedzi p. Wandy Traczyk-Stawskiej, która stała nad mogiłami swoich kolegów z Powstania Warszawskiego i powiedziała tak: „Wszyscy ruszyliśmy do walki 1 sierpnia, byli wśród nas rzymscy katolicy, byli ewangelicy, żydzi, wierzący, niewierzący. To nie miało znaczenia, mieliśmy jeden wspólny cel – wolną i niepodległą Polskę i wolną od okupanta Warszawę”. Dzisiaj zbyt prostym byłoby tylko wspominanie tamtych wydarzeń i osób, dzisiaj musimy zrobić coś więcej. Pamiętając o tych, którzy zapłacili najwyższą cenę życia, ale także z uwagi na tych żyjących pośród nas, winni jesteśmy im troskę i zapewnienie, że razem będziemy naszą Ojczyznę i nasze miasto budować. Niech żyje Polska, niech żyje Wrocław! Cześć i chwała Bohaterom! Powstańcom Warszawy!

Po Apelu Pamięci, salwie honorowej i złożeniu kwiatów zebrani przeszli do bazyliki garnizonowej pw. św. Elżbiety przy wrocławskim rynku, gdzie została odprawiona Msza św. w intencji poległych i żyjących uczestników Powstania Warszawskiego. Eucharystię celebrował ks. płk. Janusz Radzik, proboszcz i Dziekan Dekanatu Sił Powietrznych.

2020-08-01 21:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Białoruś/ Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie są zamknięte

2020-09-18 15:56

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Białoruś

Litwa

granica

PAP

Na granicy między Litwą a Białorusią

Na granicy między Litwą a Białorusią

Granice Białorusi z Polską i z Litwą nie zostały zamknięte w piątek, chociaż w czwartek taki krok zapowiadał białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka. Eksperci sugerują, że „prezydent zapewne miał na myśli wzmocnienie granicy”.

„Białoruskie przejścia graniczne pracują w obu kierunkach” – potwierdził w rozmowie z PAP Anton Byczkouski z Państwowego Komitetu Granicznego (GPK), odpowiednika polskiej Straży Granicznej.

Rano GPK poinformował, że „wzmocniono ochronę granicy”, a także kontrole na przejściach granicznych i monitoring strefy przygranicznej.

„Odbywa się ona we wzmocnionym trybie funkcjonowania służby granicznej i kontroli oraz z zastosowaniem rezerw taktycznych" - napisał w piątek rano w komunikacie.

Później w ciągu dnia pojawiły się informacje o tym, że białoruskie służby celne nasiliły kontrole osób wjeżdżających do kraju.

Czytelnicy portalu TUT.by poinformowali, że „celnicy pozwalają wwozić (do kraju) tylko rzeczy używane i towary niezbędne w podróży”. Państwowy Komitet Celny w oświadczeniu dla TUT.by uściślił, że kontrole zostały zintensyfikowane, ale nie zmieniły się zasady przewozu towarów przez granicę. „Zrobiono to po to, by nie dopuścić do przewozu towarów zabronionych i objętych ograniczeniami, a także przewozu partii produktów na sprzedaż pod pozorem rzeczy osobistych” – poinformowała ta instytucja.

O tym, że granice z Polską i Litwą są przejezdne w obie strony informują od czwartkowego wieczoru białoruskie media niezależne, powołując się na służby graniczne wszystkich trzech krajów.

„Jesteśmy zmuszeni zabrać wojska z ulicy, pół armii postawić pod broń i zamknąć granicę państwową na zachodzie. Przede wszystkim – z Litwą i Polską” – powiedział w czwartek wieczorem Łukaszenka. Dodał, że konieczne jest wzmocnienie kontroli na granicy z Ukrainą.

„Nie wiemy, z czym oni jeszcze wyskoczą. Zostało zaledwie kilka chwytów, by rozpocząć gorącą wojnę” – oświadczył lider Białorusi, występując podczas Forum Kobiet w czwartek w Mińsku.Ponieważ żadna z państwowych instytucji nie wypowiadała się bezpośrednio na temat „zamknięcia granicy”, sprawę komentowali eksperci. Większość z nich uważa, że Łukaszenka „miał na myśli nie zamknięcie a wzmocnienie ochrony granicy”. Taką hipotezę wyraził jeszcze w czwartek komentator portalu Naviny.by Alaksandr Kłaskouski.

„Wygląda na to, że chodzi o te kroki militarne, które już zostały podjęte (m.in. manewry wojskowe w obwodzie grodzieńskim), żeby rozkręcić propagandową psychozę” – ocenił Kłaskouski. Na tle protestów przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich Łukaszenka i propaganda państwowa, później wsparta przez rosyjską, zaczęli promować wersję o spisku zagranicy i planach destabilizacji Białorusi włącznie z ryzykiem agresji militarnej.

Również politolog Andrej Jehorau powiedział Radiu Swaboda, że mogło dojść do nieporozumienia i Łukaszenka zapewne „miał na myśli, że granice są chronione przez dodatkowe siły wojskowe”, co ma sens, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi o rzekomym zagrożeniu z zewnątrz.

Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, który wziął w piątek udział w wideokonferencji dla białoruskich mediów ocenił, że „oświadczeniami o zamknięciu granicy władze próbują zastraszyć społeczeństwo”.

Minister spraw zagranicznych Litwy ocenił, że za wypowiedzią Łukaszenki kryje się chęć „zademonstrowania, że istnieje zagrożenie zewnętrzne”. „A jeśli go nie ma, to trzeba je znaleźć” – ocenił Linas Linkeviczius.

Z kolei premier Litwy Saulius Skvernelis zapowiedział, że jeśli Białoruś zamknie granice, Polska i Litwa zamknął swoje przejścia dla białoruskich towarów jadących na Zachód.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)

just/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Bp Przybylski: Niech „Niedziela” będzie boska, ludzka, jasna i budująca mosty

2020-09-19 14:15

[ TEMATY ]

Jasna Góra

bp Andrzej Przybylski

pielgrzymka Niedzieli

Karol Porwich/Niedziela

– „Niedziela” przychodzi na Jasną Górę, żeby być środowiskiem, które służy dobrym słowom i kształtuje umysły w Bożym kierunku – powiedział bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej, który 19 września przewodniczył w Kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze Mszy św. podczas 24. Pielgrzymki Czytelników, Pracowników i Współpracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

– Tygodnik Katolicki „Niedziela” to miejsce wyrażania wiary i głębi ducha – powiedział do pracowników „Niedzieli” Jan Paweł II 24 lata temu. Te słowa, jakże dla nas zobowiązujące, stały się hasłem naszej tegorocznej pielgrzymki – powiedział na początku Liturgii ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny. – Wiemy, że „Niedziela” to pismo z pieczęcią Maryi, Regina Poloniae, dlatego jesteśmy rozpoznawani jako wiarygodny środek przekazu – dodał.

Zobacz zdjęcia: 24. Pielgrzymka Czytelników, Pracowników i Współpracowników Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

Cytując fragment orędzia na tegoroczny Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, za papieżem Franciszkiem przypomniał, że media „muszą oddychać prawdą dobrych historii, takich, które budują, a nie niszczą, historii, które pomagają odnaleźć korzenie i siłę”. Przywołał również słowa papieża ze spotkania z dziennikarzami, które odbyło się 18 września: „Chrześcijański specjalista ds. komunikacji musi zawsze być nosicielem nadziei i wiary w przyszłość. Szczególnie w czasie pandemii ma podsycać nadzieję”. – Te słowa utwierdzają nas w przekonaniu, że „Niedziela” jest na właściwej drodze. One motywują nas do działania, aby stawać się w dzisiejszym świecie wszechobecnych i wszechmocnych mediów przewodnikiem na drogach wiary i docierać do coraz szerszego grona czytelników i odbiorców – powiedział ks. Grabowski.

– Wszystkie nasze plany powierzamy Matce Najświętszej, naszej pierwszej Redaktorce. Chcemy być dobrze wykorzystanym narzędziem ewangelizacji, pismem, które informuje, komentuje i formuje bez zachwiania – podsumował redaktor naczelny.

Biskup Przybylski odczytał słowo abp. Wacława Depo, metropolity częstochowskiego, który nie mógł uczestniczyć w pielgrzymce.

„Łączę się duchowo ze wspólnotą redaktorów, współpracowników i czytelników naszego Tygodnika Katolickiego „Niedziela” na 24. Ogólnopolskiej Pielgrzymce na Jasną Górę, do domu Matki. Moja dzisiejsza nieobecność pośród was wynika z obowiązku metropolity częstochowskiego wobec Kościoła radomskiego, który w dniu dzisiejszym w katedrze radomskiej kończy II Synod Diecezjalny, który przebiegał pod hasłem: „Uczynić Kościół domem i szkołą jedności”. Wyrażam radość i wdzięczność, że pielgrzymka „Niedzieli”, która według słów Jana Pawła II «jest miejscem wyrażania wiary i głębi ducha», jest eucharystycznym wychowaniem naszych wspólnot, w którym zazębiają się ze sobą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Mam nadzieję, że nasza pielgrzymka, mimo ograniczeń wynikających z obostrzeń sanitarnych, a dzięki transmisji radiowej i telewizyjnej, przyniesie błogosławione owoce w postaci głębokiej więzi z czytelnikami i świadectwem życia wiarą. Z pasterskim błogosławieństwem dla wszystkich pielgrzymujących duchowo i fizycznie abp Wacław Depo, metropolita częstochowski”.

W słowach pouczenia pasterskiego bp Przybylski przypomniał za św. Janem, że „Na początku było Słowo”. Jak zauważył, ta kolejność wydaje się odwrócona, bo „na ogół mamy wrażenie, że najpierw jest myśl, którą później człowiek ubiera w słowa i komunikaty, pisze artykuły do gazety, tworzy treść”. – Św. Jan uparcie i w mocy Ducha Świętego podkreśla tę kolejność i ma rację. To słowo daje umysłom ludzkim treść. To od tego, co ludzie czytają i czego słuchają zależą ich myśli, poglądy i styl życia. Kto odrzuci słowo Boże, odrzuci Boga i wiarę – podkreślił hierarcha.

Pracowników i czytelników „Niedzieli” określił sługami słowa. Zwrócił uwagę, że w dobie wielkiego zamętu i kryzysu słowa konieczna jest wrażliwość i podjęcie za nie odpowiedzialności. – W tym zamęcie „Niedziela” przychodzi na Jasną Górę, żeby w potoku słów być środowiskiem, które służy dobrym słowom i kształtuje umysły w dobrym, Bożym kierunku, a tego kierunku może nas nauczyć tylko Ona, którą w redakcji „Niedzieli” nazywa się główną Redaktorką, Mater Verbi – kontynuował bp Przybylski.

Zaznaczył, że „wszystko, co zawdzięczamy Maryi, zaczęło się od Jej posłuszeństwa słowu Jezusa, bo na początku Jej wielkiego dzieła było słowo”. – „Niedziela” przychodzi tu od wielu lat, żeby uczyć się mądrej posługi słowa, na Jej wzór, według Jej programu. Każda pielgrzymka to też odczytywanie kolejnej lekcji, programu maryjnego dla posługi słowa. Przychodzimy do Niej po nowe inspiracje – powiedział.

Za św. Ambrożym, którego nazwano doctor Marianus, celebrans przypomniał, że cokolwiek czyni Maryja, jest najlepszą lekcją dla nas, czcicieli i Jej uczniów. Na tej kanwie, w oparciu o największe przymioty Maryi, przedstawił i zadał „Niedzieli” cztery lekcje.

– Niech „Niedziela” będzie boska, niech daje ludziom Boga, na wzór Maryi nazwanej Theotokos, czyli Bogurodzicy, która daje Boga i przekazuje Jego słowo. W tych, z którymi się spotyka, rodzi się Bóg. Ona chce prosić dzisiaj „Niedzielę” i utwierdzić ją w kierunku, który tygodnik czyni na swoich łamach, żeby ta gazeta dawała ludziom Boga, bo pewnie w katolickim tygodniku ludzie najbardziej oczekują słowa Bożego. Im bardziej świat staje się pogański, tym to zadanie „Niedzieli” staje się jeszcze ważniejsze – stwierdził bp Przybylski.

Za papieżem emerytem Benedyktem XVI powiedział, że dzisiejsza epoka zamętu i nieodpowiedzialności za słowa jest szansą dla głosicieli słowa Bożego, ponieważ „ludzie są zmęczeni słowami tego świata i poszukują słów Bożych, które dają nadzieję”. – Matka Boża prosi: niech „Niedziela” będzie boska, niech głosi wielkie orędzie Ewangelii – apelował bp Przybylski.

Zdaniem biskupa, „Niedziela” nie może być już tylko „wikariuszem” w parafii, jak mówił założyciel tygodnika bp Teodor Kubina, ponieważ coraz mniej ludzi uczestniczy w parafii we Mszy św. – „Niedziela” ma być misjonarzem i ewangelizatorem. To jest szczególny akcent w jej boskim posłannictwie – wyjaśnił bp Przybylski.

– Niech „Niedziela” będzie ludzka – apelował również hierarcha w odniesieniu do Maryi nazwanej nową Ewą, w której odkrywamy „nie tylko piękno kobiecości, ale człowieczeństwa”. Odwołując się do tradycji świętych, bp Przybylski zauważył, że imię Ewa czytane wspak brzmi: ave, czyli: „bądź pozdrowiona”. – Niech „Niedziela” pokazuje piękno człowieka w jego godności dziecka Bożego. Pokazujcie młodym ludziom, że warto być chrześcijaninem, bo za tym idzie piękne człowieczeństwo. Maryja, nowa Ewa, bardzo oczekuje od was, żebyście nie wybierali tematów, które na mocy skazy grzechu powodują, że ludzie bardziej chcą słuchać i czytać o grzechach. Wierzę, że w ludziach jest pragnienie zobaczenia świadków wiary, ludzi pięknych, wierzących jak Maryja – przyznał bp Przybylski.

– W dobie wojny cywilizacyjnej „Niedziela” ma bardzo ważne zadanie – być moralnie odważną i jasną gazetą – wzywał celebrans w trzeciej lekcji, odnosząc się do słów kard. Stefana Wyszyńskiego, który przypominał, że Maryja jest Dziewicą, która promieniuje moralną jasnością. Biskup powiedział, że polska polityka historyczna jest prowadzona coraz lepiej, ale ważniejsza jest „dobra polityka moralna”. – Ludzie stracili już kryteria oceny, co jest dobre, a co złe, a ze świata idzie walec demoralizacji, dlatego „Niedziela”, tak jak jej Redaktorka, ma być czysta, dziewicza, jasna i bardzo odważna – wzywał.

Przywołał również słowa drugiego biskupa częstochowskiego Zdzisława Golińskiego, podczas posługi którego zamknięto „Niedzielę” na 28 lat. – Biskup pisał, że nie wystarczy, żeby ta diecezja i „Niedziela” miała dom pod Jasną Górą. Mówił też do Częstochowy i Polaków: nie wystarczy, że chlubicie się Jasną Górą. Bóg chce, żebyście sami byli jaśni, czyści i moralni – powiedział bp Przybylski.

– Niech „Niedziela” buduje mosty i przyprowadza do Jezusa niewierzących albo wierzących inaczej – apelował hierarcha w ostatniej lekcji. – Maryja bardzo chce, żeby w „Niedzieli” było miejsce na słowo dla tych, którzy szukają wiary.

Biskup odniósł się tu do ostatniego tekstu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która przeżywając największy kryzys, miała doświadczenie utraty wiary. Napisała, że kocha Maryję, ponieważ kiedy coś przeszkadza jej w rozmowie z Bogiem, Ona jej pomaga i dodaje odwagi, a kiedy nie umie zrozumieć Boga, Maryja jest jej drogą w ciemności do spotkania z Panem. – Oby „Niedziela”, utwierdzając wiarę tych, którzy są w Kościele i mocno ich formując, myślała często o tych, których nawet w Polsce jest coraz więcej, którzy stracili wiarę i nie umieją już rozmawiać z Bogiem – zachęcał bp Przybylski.

– Maryjo, poproś Ducha Świętego, aby „Niedziela” dziś i jutro była boska, ludzka, jasna i budująca mosty – zakończył.

Po Komunii św. akt zawierzenia Tygodnika Katolickiego „Niedziela” Matce Bożej odczytał redaktor naczelny ks. Jarosław Grabowski.

– Niech Bóg błogosławi „Niedzieli”. Błogosławić to znaczy dobrze mówić, a przyjąć błogosławieństwo to jak Maryja zdecydować się być posłusznym słowom Boga w codzienności – powiedział na zakończenie Mszy św. bp Przybylski.

W modlitwie uczestniczyli m.in.: bp Jan Ozga z Kamerunu, ks. inf. Ireneusz Skubiś – honorowy redaktor „Niedzieli”, o. Jan Poteralski, ks. Włodzimierz Kowalik – proboszcz parafii archikatedralnej Świętej Rodziny w Częstochowie, Lidia Dudkiewicz – poprzednik ks. Jarosława Grabowskiego na stanowisku redaktora naczelnego, redaktorzy edycji diecezjalnych z odpowiedzialnymi za nie kapłanami, czytelnicy, przyjaciele i pracownicy tygodnika. Msza św. była transmitowana na portalu www.niedziela.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję