Reklama

Jeden z niezłomnych

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 19/2011

Ks. Piotr Oborski - doktor filozofii, wykładowca w Seminarium, proboszcz w Wolbromiu - to jedna z kieleckich ofiar komunistycznego reżimu, skierowanego przeciw ludziom Kościoła. Po dwóch latach ciężkiego, momentami bestialskiego więzienia i śledztwa ks. Oborski zmarł 18 maja 1952 r. w więzieniu w Rawiczu. Ofiara, męczennik - tak mówili o nim bliscy współpracownicy, m.in. ks. prof. A. L. Szafrański, odnosząc się do jego życia, a przede wszystkim do uwikłania go w tzw. sprawę wolbromską

W procesie z 16-18 i 20 stycznia 1951 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał na dożywocie proboszcza z Wolbromia - ks. dr. Piotra Oborskiego i jego wikariusza ks. Zbigniewa Gadomskiego. Oskarżenie księży z Wolbromia w pewnym sensie przygotowało „klimat” do aresztowania i pokazowego procesu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Dla ks. Oborskiego sprawa i pobyt w więzieniu zakończyły się śmiercią.
- Jak do tego doszło? Dlaczego zaliczamy go w poczet „kieleckich niezłomnych?” - Na to pytanie najlepiej może odpowiedzieć badacz problemu w diecezji kieleckiej, ks. Daniel Wojciechowski. - Niezłomny, bo opierał się twardo aż do śmierci - uważa ks. Wojciechowski, który zbadał akta zmarłego (m.in. w IPN), przestudiował dokładnie jego życie kapłańskie, przeprowadził setki rozmów ze świadkami wydarzeń - tych niestety z każdym rokiem pozostaje mniej, z rodziną. - Był inwigilowany, nachodzony, nakłaniany do współpracy - uważa. - Gdy jako niewinna ofiara tzw. sprawy wolbromskiej znalazł się w więzieniu, kto wie, gdyby poszukał pomocy u księży patriotów, znanych mu z Warszawy, może uniknąłby śmierci. Ale właśnie z nimi nie chciał wejść w kompromis - twierdzi ks. Wojciechowski.

Wybrał kapłaństwo

Ks. Oborski urodził się 10 lutego 1907 r. w Jastrzębcu k. Stopnicy (parafia Kargów). Dorastał w wielodzietnej rodzinie rolniczej Ignacego i Rozalii z domu Janik. Atmosfera rodzinnego domu musiała być na wskroś religijna, skoro nie tylko Piotr poszedł za głosem powołania. Jego 90-letni brat jeszcze w 2000 r. był misjonarzem w Brazylii, siostra jako nazaretanka zmarła w Wadowicach. W rodzinnej miejscowości w 1920 r. Piotr ukończył szkołę powszechną. Uczęszczał do prywatnego gimnazjum w Stopnicy, a następnie był uczniem szkoły średniej w Równem na Wołyniu. W 1926 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1931 r. z rąk bp. Augustyna Łosińskiego.
Naturalną koleją rzeczy młody kapłan zaczął pracę jako wikariusz kolejno w parafiach: Sułoszowa, Miechów, Kije. W 1935 r. rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1938 r. z wynikiem bardzo dobrym obronił egzamin magisterski. W tamtym okresie tak pisał o nim rektor konwiktu: „Na wydziale należy do zdolniejszych i pilniejszych studentów (…) w konwikcie zachowuje się bardzo dobrze”. Ks. Oborski ten etap warszawskich studiów zakończył w marcu 1939 r. obroną pracy doktorskiej na wydziale teologicznym. Na czas wakacji 1939 r. planował wyjazd do Rzymu. Tego zamiaru nie zrealizował, zapewne z powodu atmosfery zbliżającej się wojny.

W okupacyjnej zawierusze

Na początku okupacji niemieckiej ks. Oborski wykładał filozofię i był prefektem kleryków w Seminarium w Kielcach. Nie był to czas spokojny - doświadczał, podobnie jak inni księża ze środowiska profesorskiego, częstych wizyt gestapo, a seminarzyści wraz z profesorami tułali się z wykładami także po prywatnych mieszkaniach. Gdy gmach Seminarium został zajęty przez Niemców, usunęli oni dotychczasowych mieszkańców.
W 1941 r. ks. Oborski zrzekł się stanowiska prefekta, a w 1942 r. profesora filozofii w Seminarium. Na własną prośbę został mianowany proboszczem w Bolminie. Choć opuścił Kielce, utrzymywał liczne kontakty z dawnymi znajomymi, zaangażowanymi w działalność społeczną, oświatową, konspiracyjną. Pomimo okupacji, plebania ks. P. Oborskiego była miejscem spotkań i dyskusji (m.in. u proboszcza często gościła rodzina Braunów czy prof. K. Tymieniecki z Poznania).
Nie angażował się bezpośrednio w zbrojną działalność konspiracyjną, ale od 1943 r. wykładał w Kielcach na tajnych kursach uniwersyteckich w ramach konspiracyjnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich - logikę matematyczną i historię filozofii, na kierunku chemia z farmacją. Z tajnymi wykładami jeździł także - zużytą „damką” - do Jędrzejowa.
Mniej więcej w tym okresie w Bolminie miał miejsce groźny incydent. Okupanci postanowili rozstrzelać kilku mieszkańców i spalić wioskę w odwecie za zabicie niemieckiego żołnierza. Ks. Oborski, świetnie władający niemieckim, ubrany w komżę i stułę udał się do dowódcy niemieckiego i skutecznie interweniował, tłumacząc, że Niemiec nie został zabity przez miejscowych.
Po wojnie ks. Oborski wrócił do Seminarium, gdzie wykładał logikę i biologię. Latem 1946 r. rozpoczął pracę naukową na Uniwersytecie Warszawskim. Był asystentem ks. Piotra Chojnackiego, profesora filozofii chrześcijańskiej. Z tego okresu pochodzą jego prace „Neoscholastyka w swojej genezie, teorii i praktyce” oraz „Z psychologii szkolnego lenistwa”. Choć zbliżył się do redakcji tygodnika „Dziś i Jutro”, to - jak uważa ks. D. Wojciechowski - „szybko poznał judaszowską rolę czasopisma wobec Kościoła, zerwał z jego środowiskiem, wrócił do Kielc, ale UB nie dawał mu spokoju”. Był śledzony, nachodzony w mieszkaniu. Chciał przejść do diecezji warmińskiej, ale biskup skierował go w lipcu 1948 r. do Wolbromia.

Reklama

Na probostwie w Wolbromiu

Jako proboszcz Wolbromia ks. Oborski w krótkim czasie zdobył zaufanie i szacunek u parafian. Był przeciwnikiem komunistycznej ateizacji (o czym mówił w kazaniach, także do młodzieży akademickiej Kielcach) i kapłanem wiernym doktrynie wiary, cieszył się autorytetem uczonego.
Historia procesu i śmierci ks. Oborskiego ma swe źródło w zawiązaniu się w parafii organizacji o nazwie „Armia Podziemna” i wykonaniu przezeń wyroku na 14-letnim chłopcu Waldemarze Grabińskim (niektóre źródła podają, że miał on 17 lat). Sprawa była o tyle dramatyczna, że przeciw synowi, a za wyrokiem - opowiedziała się matka, która była w organizacji. Chłopiec został zastrzelony rewolwerem należącym do wikariusza parafii ks. Zbigniewa Gadomskiego, z polecenia dowództwa organizacji - i za zgodą matki. „Nie miał on najlepszej opinii w Wolbromiu, a matce stwarzał wiele kłopotów. Odgrażał się złożeniem donosu na MO o istnieniu organizacji, do której należała matka” - pisze ks. Wojciechowski (chłopak kradł, opuszczał szkołę, groził denuncjacją). Po śmierci chłopca nastąpiły liczne aresztowania i masowe osadzanie w olkuskim wiezieniu ludzi z Wolbromia i okolicy.

Więzień

Ks. Oborskiego aresztowano 19 kwietnia 1950 r. i zatrzymano w Krakowie, gdzie odbył się proces. Był oskarżony o przywództwo w podziemnej organizacji i o to, że nakłonił matkę, by zgodziła się na zamordowanie syna. Ks. Oborski, do którego doszły informacje o planowanym zabójstwie młodzieńca, miał wezwać do siebie matkę. Usilnie i na różne sposoby próbował zmienić jej zdanie co do zabójstwa syna. I był przekonany, że cel osiągnął. Na procesie zeznał: „Gdybym tak nie myślał, to bym tego chłopca jakoś zabrał, ukrył...” i dalej: „Ja tego chłopca broniłem licząc i stawiając na serce i sumienie matki, uważałem, że to jest najkrótsza droga, na której mogę ten cel osiągnąć. Jeśli tego nie osiągnąłem, to może dlatego, że nie znałem takiej matki (...) Gdyby dziś można było to młode życie przywrócić kosztem mojej głowy, chętnie ją jako kapłan ofiaruję”.
Ks. Oborskiemu zarzucono, iż nie powiadomił MO o planowanym mordzie. Ks. Oborski bronił się tajemnicą spowiedzi. W sądzie oświadczył m.in.: „Były to wiadomości otrzymane przy okazji roztrząsania spraw sumienia, co było związane ściśle z moim urzędem duszpasterskim. W takich wypadkach obowiązuje mnie zachowanie tajemnicy”. Żądano od niego informacji potrzebnych do rozpracowania tajnej organizacji. Ks. Oborski - choć jak można sądzić nie popierał tej organizacji - nikogo z konspiratorów nie zdradził.
Od 1 czerwca 1950 r. ks. Oborski był osadzony w więzieniu dla politycznych w Rawiczu.
Siostrzenica, Barbara Błaszczak, której jesienią 1951 r. udało się go tam odwiedzić, tak to zapamiętała: „Wujek wyglądał strasznie. Był tak chudy, że kiedy wyszłam stamtąd z ciocią - rozpłakałam się”. Na temat tego widzenia zachował się list więźnia do rodziny, w którym pisał: „Przed tygodniem miałem widzenie z siostrą i Basią (siostrzenicą). Bardzo się tym ucieszyłem. Zrozumiałem ze słów Basi, że są jakieś starania w mojej sprawie. Róbcie co możecie. Wczoraj otrzymałem list od księży wikarych z Wolbromia. Bardzo im jestem za to wdzięczny, jak i za wszystko o czym mówisz. Cieszę się, że moja więź duchowa z parafią nie słabnie”.
W tym czasie funkcjonariusze UB „skłaniali” matkę zamordowanego Waldemara do zeznań, aby obciążyć współwiną ks. Oborskiego. Z relacji m.in. współwięźnia i lekarza wynika, że jej stopy umieszczano w skrzynce ze szczurami, była bita do krwi w piwnicach olkuskiego UB. Po sześciu dniach takiego „śledztwa” wyznała, jak chciało UB, że ks. Oborski nakłonił ją do zgody na zamordowanie syna.
Siostra zamordowanego w czasie procesu miała 16 lat. Przed tragedią z „Armią Podziemną”, ks. Oborski po kryjomu płacił za jej naukę. W 1951 r. pozwolono jej na widzenie z ks. Oborskim w więzieniu w Rawiczu. O tej rozmowie pisze w swoich pracach ks. Wojciechowski. Pytała np. ks. Oborskiego, czy potrafi wybaczyć (jej, matce, rodzinie?). Odpowiedział: „Ty nie masz nic do tego…”. „Ale moja matka…”. „Pamiętasz czwarte przykazanie?... To się odnosi do wszystkich rodziców”. Ksiądz był chudy jak szkielet, ubrany w więzienny drelich. Przy nagłym przerwaniu widzenia, ręką zrobił nad nią znak krzyża.
Współoskarżony z Wolbromia i więzień w Rawiczu wspomina, że księży trzymano na ostatnim piętrze, gdzie było najzimniej. Rozmawiał z ks. Oborskim dwukrotnie. Ksiądz powiedział, że dostaje po pięć-sześć karcerów po kolei („z karca nie wychodzę, wykończą mnie”); karcer w Rawiczu to cela metr na metr. W takim karcerze stał całymi dniami do kolan w wodzie. Inny z kolei więzień - ze słynnego procesu krakowskich księży - zeznał, że ks. Oborskiego trzymano nagiego w bunkrze, w środku zimy, bez jedzenia. Strażnicy znęcali się nad nim, „Miał na sobie zniszczoną sutannę, to ich podniecało. Jeździli na nim jak na koniu, poganiali kijem…”.
8 czerwca 1952 r. ks. Piotr pisze ostatni, wzruszający list do siostry: „Droga Halu! (…). Serdecznie Ci także dziękuję za troskę o mnie i o staruszka ojca. Chciałbym Ci się kiedyś dobrze za to odwdzięczyć (…). U mnie nic nowego. Ze zdrowiem czuję się zawsze jednakowo, chociaż obecnie jestem bardzo chudy. 24 maja br. byłem na prześwietleniu - płuca i serce w porządku. Mam nadzieję, że jeszcze dłuższy czas pociągnę”.

Tragiczna śmierć, tragiczny pogrzeb

10 dni później, 18 czerwca 1952 r. ks. Oborski zmarł. Zdaniem ks. Daniela Wojciechowskiego, opierającego się m.in. na informacjach zebranych przez Marka Skupina, który dotarł do świadków ostatnich dni życia księdza, przyczyną zgonu było brutalne pobicie, w wyniku którego uszkodzone zostały narządy wewnętrzne. Zmaltretowany kapłan trafił do miejskiego szpitala, gdzie na nieprzytomnym dokonano operacji. Zarząd więzienia w oficjalnym dokumencie jako przyczynę zgonu wymienił zapalenie otrzewnej.
Z relacji ks. Gadomskiego wynika, że więźniów chowano bez trumny, ciało wrzucając do grobu. Jednak na wieść o śmierci księdza więźniowie buntem wymusili pochowanie go w sutannie i w trumnie. Po przybyciu rodziny księdza do Rawicza, z pomocą proboszcza miejscowej parafii, ks. dr. Wiktora Koperskiego, świtem zorganizowano potajemny pogrzeb. Ciało przeniesiono do grobu na terenie cmentarza parafialnego, na starym miejscu usypując kopczyk i zostawiając tabliczkę z numerem. Otworzono trumnę, proboszcz nałożył swoją stułę, odprawił nabożeństwo. Do 1956 r. grób księdza był bezimienny, potem rodzina to zmieniła. Obecny pomnik ufundowali dla swojego profesora w 1970 r. księża wyświęceni w roku 1945, w 25. rocznicę święceń. Mszę św. w Rawiczu odprawił i poświęcił pomnik, w obecności kilku księży przybyłych z różnych stron, ks. Zbigniew Gadomski.

W tekście korzystałam z informacji własnych oraz zawartych w: „Księża niezłomni. Męczennik tajemnicy sumienia” („Niedziela kielecka” 2/2004); Sławomir Sztaba, „Sprawa ks. dr. Piotra Oborskiego”, strona diecezji sosnowieckiej, Ks. Daniel Wojciechowski: „Męczennik tajemnicy sumienia” („Wiara”, 11 X 2007), „Przegląd Olkuski”, 20 V 2010, „50 lat służby kapłańskiej Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie” pod red. ks. E. Chata.

W następnym numerze sylwetka Michała Ćwierza ze wspólnoty W Pieczy Najwyższego

Reklama

Watykan: w listopadzie Franciszek odwiedzi Tajlandię i Japonię

2019-07-18 13:09

kg (KAI/RD) / Watykan

W dniach 19-26 listopada Franciszek odbędzie swą siódmą w tym roku a 32. od początku pontyfikatu podróż zagraniczną – tym razem do Tajlandii i Japonii. Będzie to zarazem jego ósma wyprawa do Azji i druga, podczas której przeleci nad przestrzenią powietrzną komunistycznych Chin. Po raz pierwszy doszło do tego w połowie sierpnia 2014, gdy Ojciec Święty odwiedził Koreę Południową.

pl.wikipedia.org

Według dotychczasowych, wstępnych ustaleń papieska pielgrzymka apostolska obejmie stolicę Tajlandii – Bangkok oraz Tokio, Hiroszimę i Nagasaki w Japonii, nie można jednak wykluczyć, że do programu wizyty dojdą też inne jeszcze miasta.

Będzie ona miała liczne aspekty duszpasterskie i geopolityczne. Głównymi elementami podróży do Japonii będą uczczenie przez papieża-jezuitę wielowiekowej obecności jego współbraci zakonnych w tym kraju oraz spotkanie z władzami i społeczeństwem państwa, które w tym roku gości spotkanie Grupy 20 i odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu stabilności na Dalekim Wschodzie.

Zdaniem wielu obserwatorów Ojciec Święty, znany ze swego zaangażowania na rzecz pokoju, w Japonii z pewnością poprosi o wybaczenie w imieniu całej ludzkości za bomby atomowe zrzucone przez Amerykanów w sierpniu 1945 na Hiroszimę i Nagasaki. W pewnym sensie „wyręczy” więc ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamę, który w czasie swej wizyty w Japonii w maju 2016 nie zdobył się na podobny gest. Innym pokojowym punktem odniesienia może też być zachęcenie rządu w Tokio, aby nie wyrzekał się konstytucyjnego zakazu posiadania sił zbrojnych, zawartego w art. 9 japońskiej ustawy zasadniczej.

Oba państwa azja6tyckie będą po raz drugi gościły biskupa Rzymu, po św. Janie Pawle II, który odwiedził najpierw Japonię w dniach 23-26 lutego 1981, a następnie Tajlandię – 10-11 maja 1984. Na trasie tej pierwszej podróży znalazły się wówczas te same miasta, w których będzie przebywał teraz papież Bergoglio, podczas gdy program pobytu w Tajlandii obejmował Bangkok, Phanat Nakhon i Sampran.

W tym drugim kraju, którego mieszkańcy w większości wyznają buddyzm, właśnie dialog międzyreligijny będzie z pewnością jednym z najważniejszych punktów programu.

W tym roku Ojciec Święty odwiedził już Panamę (23-25 stycznia), Zjednoczone Emiraty Arabskie (3-5 lutego), Maroko (30-31 marca), Bułgarię i Macedonię Północną (5-7 maja) oraz Rumunię (31 maja-2 czerwca). Na 4-10 września zaplanowano jego podróż do Mozambiku, na Madagaskar i Mauritius.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Licheń: zakończyły się warsztaty Ars Celebrandi

2019-07-18 21:22

dg / Licheń (KAI)

Szósta edycja największych na świecie warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi dobiegła końca. W dniach 11-18 lipca w licheńskim sanktuarium około 200 uczestników doskonaliło się w celebrowaniu liturgii według dawnych obrzędów. "Wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował" - mówił w rozmowie z KAI ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów.

Archiuwum Sanktuarium

- Podczas naszych warsztatów staramy się pokazać, że liturgia to nie tylko obrzędy, gesty czy śpiewy, ale to wszystko ma nas otwierać na liturgię niebieską. Zdajemy sobie sprawę, że my do liturgii rozgrywającej się w niebie dołączamy, najpiękniej jak potrafimy. Dlatego wierzymy, że nasze warsztaty w jakimś sensie dotykają nieba i tam wszystkich chcą prowadzić właśnie poprzez liturgię, którą Kościół od wieków sprawował - mówi w rozmowie z KAI kapelan warsztatów, ks. Paweł Korupka.

W tegorocznej edycji udział wzięło ponad 50 księży i kleryków nie tylko z Polski, ale i z kilkunastu krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Oprócz księży diecezjalnych przybyli m.in. dominikanie, pijarzy, redemptoryści i sercanie. Dziewięciu kapłanów odprawiło na tegorocznych warsztatach swoją pierwszą Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego (NFRR). Pozostali doskonalili posiadane wcześniej umiejętności. Dzięki współpracy z klasztorem benedyktynów w Tyńcu wszyscy kapłani i klerycy uczestniczący w Ars Celebrandi mogli doskonalić śpiew kapłański pod kierunkiem kantora klasztoru tynieckiego.

Msza święta oprócz celebransa wymaga także ministrantów. Na tegoroczne warsztaty Ars Celebrandi przybyło ich ponad stu, z czego ok. 25 z grup dla początkujących służyło do Mszy św. w NFRR po raz pierwszy. Dla obcokrajowców nie mówiących po polsku zorganizowana została grupa anglojęzyczna.

- Od ciszy i kontemplacyjnej atmosfery w czasie Mszy recytowanych, poprzez okazałość celebracji solennych, aż po piękny śpiew oficjum brewiarzowego, przez te osiem dni mogliśmy doświadczać różnorodności rzymskiej liturgii, pogłębiając jednocześnie osobistą relację z Panem Bogiem. Mimo że jestem związany z dawna liturgią już od jakiegoś czasu, miałem tu okazję doświadczyć nowych rzeczy, np. benedyktyńskiego monastycznego oficjum czy posługi przy solennej Mszy. Bardzo ważna jest dla mnie towarzysząca całym warsztatom serdeczna atmosfera – mówi Filip Tomaszewski z Oleśnicy.

Poza celebracją kapłańską i ministranturą prowadzone były również warsztaty chorału gregoriańskiego dla śpiewaków liturgicznych, oddzielnie dla mężczyzn i kobiet. Wszyscy uczestnicy korzystali z nabywanych umiejętności podczas licznych codziennych Mszy św. oraz godzin brewiarzowych. Jednak docelowo będą je wykorzystywali tam, gdzie mieszkają – w diecezjalnych środowiskach tradycji łacińskiej, a także rodzinnych parafiach i placówkach posługi duszpasterskiej.

Uczestnicy „Ars Celebrandi” mogli zapoznać się również z bardziej specyficznymi celebracjami, których nie można przeżyć w Kościele na co dzień. W poniedziałek 15 lipca w głównej bazylice licheńskiej odprawiona została Msza św. solenna w rycie dominikańskim – jest to własny obrządek liturgiczny tego zakonu, obowiązujący od jego początków do 1969 r., a dzisiaj celebrowany okazjonalnie.

– We wtorek odprawiono uroczyście Requiem za papieża Innocentego III. Na symbolicznym katafalku leżała tiara, zgodnie ze zwyczajem na czerwonej poduszce, ponieważ żałobnym papieskim kolorem pogrzebowym jest właśnie kolor czerwony. Po liturgii apologie wygłosił ks. dr kanonik Jarosław Powąska, opowiadając o życiu, czynach i cnotach papieża Innocentego III – wyjaśnił w rozmowie z KAI Ryszard Bartoszko, doświadczony ceremoniarz i pasjonat dawnej liturgii.

Stałym elementem warsztatów jest również Msza Requiem za zmarłych, zakończona procesją na miejscowym cmentarzu. - Podczas liturgii stykamy się z Kościołem triumfującym oraz z tymi, którzy na niebo czekają. Dlatego chwalebnym zwyczajem od początku naszych warsztatów jest modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące. Wierzymy, że wstawiennictwo dusz czyśćcowych i świętych pomoże nam dobrze rozumieć i sprawować liturgię – mówi ks. Paweł Korupka.

Przy okazji warsztatów bp Wiesław Mering konsekrował naczynia liturgiczne w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Podkreślił piękno dokonanych obrzędów: „Z wielką starannością i pieczołowitością dokonaliśmy konsekracji kielichów. Ta staranność, precyzja oddawana świętej liturgii, jest wyrazem naszej czci wobec wszechmogącego Boga”. Hierarcha wyraził także radość z tego, że w licheńskich warsztatach uczestniczą ludzie młodzi. „Niech ratują, jak św. Franciszek, Kościół naszego Pana” – powiedział włocławski ordynariusz.

- Ars Celebrandi zawsze są dla mnie dużym przeżyciem. Tydzień modlitw i celebr liturgicznych to rzadka okazja. To była moja czwarta edycja. To również świetna okazja, by poznać bliżej środowisko i razem doskonalić umiejętności posługi do liturgii. Bardzo poruszające były dla mnie konferencje o rozeznawaniu woli Bożej – mówił Bartosz Skrzypczak, który przyjeżdża do Lichenia aż z Edynburga.

W trakcie warsztatów ks. Piotr Buda codziennie głosił kazania rekolekcyjne, poświęcone pełnieniu woli Bożej w ujęciu św. Józefa Sebastiana Pelczara. “Bez posłuszeństwa woli Bożej nie ma pokoju serca, nie ma zbawienia” – zaznaczył ks. Paweł Korupka, kapelan warsztatów. Wyjaśnił, że “w tych czasach jesteśmy szczególnie narażeni na zagubienie, dezorientację, brak głębokiego porządku, a lekarstwem na to jest właśnie podporządkowanie się woli Bożej”.

- Na warsztaty trafiłam dzięki zachęcie koleżanki. Wszystko mi się tu podoba. Czas jest wypełniony świetnie, bywa że nie wiem, co wybrać, jest tyle możliwości. Chętnie chodzę na śpiewanie pieśni nabożnych. Ważne były dla mnie konferencje o woli Bożej, w każdej była istotna myśl, którą chciałabym zapamiętać i realizować. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze tu przyjechać – mówi Małgorzata Wyszyńska.

Uczestnicy wysłuchali też dwóch wykładów. Ryszard Bartoszko opowiedział o liturgii dawnej kaplicy papieskiej, a ks. Grzegorz Śniadoch IBP o postaci Dom Prospera Gueranger OSB i podjętej przez niego restauracji liturgii rzymskiej.

- Podczas warsztatów poznawaliśmy muzykę katolicką, czyli taką, która jest katolicka nie tylko w treści, ale też w formie i stylu. Co paradoksalne, ta dziedzina sztuki jest dzisiaj odkrywana i doceniana nierzadko bardziej poza Kościołem niż przez katolików, lecz dopiero w wymiarze liturgicznym wraca jej tętno i rozkwita całe jej piękno. To jest najważniejsza wartość tych warsztatów. Śpiewając wiele godzin dziennie podczas Mszy i oficjów (a jednego dnia nawet wszystkie osiem godzin brewiarzowych, łącznie z nocnym matutinum) wchodzi się w rytm tej modlitwy i tej muzyki, zaczyna się nimi oddychać. Dla nas, naturalnie nieprzyzwyczajonych do takich "sportów ekstremalnych", jest to trochę szokujące, ale dopiero w takim zanurzeniu można zacząć czuć i rozumieć o co w tym chodzi. Dzięki przewodnictwu kantorów na czele z Marcinem Bornusem-Szczycińskim, jedni mogli zacząć przygodę z monodią liturgiczną, a inni dochodzić do wprawy w śpiewie i czytaniu neum (średniowiecznego zapisu chorału gregoriańskiego) - wyjaśnia Jan Kiernicki.

Oprócz chorału gregoriańskiego nie zabrakło dawnych polskich nabożnych pieśni. Uczestnicy mogli wziąć udział w cieszących się dużym zainteresowaniem spotkaniach śpiewaczych prowadzonych przez niestrudzonego popularyzatora muzyki tradycyjnej, Adama Struga. „Prowadzę spotkania śpiewacze na Ars Celebrandi od czterech lat. Warunkiem dobrego śpiewu jest stała praktyka śpiewacza. Mam nadzieję, że to, co robimy, będzie owocowało w lokalnych środowiskach uczestników” – powiedział śpiewak.

- Chociaż nie wymienia się tego jawnie w celach warsztatów, za jedną z ich największych zalet uważam wspaniałe poczucie przyjaźni i wspólnoty, które się na nich wytworzyło. Uczestnicy autentycznie czekają cały rok, żeby znowu przyjechać i mówią nam o tym. Pierwszy dzień jest pełen radosnych okrzyków i uścisków, a ostatni smutku z rozstania i obietnic odwiedzin w swoich miastach – powiedziała KAI dr Dominika Krupińska z biura prasowego Ars Celebrandi. Zaznaczyła, że jednym z ważniejszych owoców warsztatów są powołania kapłańskie.

W mediach społecznościowych Ars Celebrandi publikowano piękne zdjęcia z celebr i warsztatowych okoliczności, które doczekały się przerabiania przez uczestników na tzw. memy. Organizatorzy ogłosili nawet konkurs na najzabawniejsze.

Warsztaty „Ars Celebrandi” odbywają się na terenie Sanktuarium Maryjnego w Licheniu, które posiada wystarczającą liczbę kaplic i ołtarzy, by kapłanom uczestniczącym w warsztatach zapewnić możliwość codziennego odprawiania Mszy św. w NFRR oraz odpowiednie zaplecze logistyczne dla wszystkich uczestników.

Organizatorem warsztatów liturgicznych „Ars Celebrandi” w Licheniu jest Stowarzyszenie Una Voce Polonia – członek Międzynarodowej Federacji Una Voce, stanowiącej oficjalną reprezentację katolików świeckich, przywiązanych do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął bp Wiesław Mering, a patronat medialny Katolicka Agencja Informacyjna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem