Reklama

Jeden z niezłomnych

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 19/2011

Ks. Piotr Oborski - doktor filozofii, wykładowca w Seminarium, proboszcz w Wolbromiu - to jedna z kieleckich ofiar komunistycznego reżimu, skierowanego przeciw ludziom Kościoła. Po dwóch latach ciężkiego, momentami bestialskiego więzienia i śledztwa ks. Oborski zmarł 18 maja 1952 r. w więzieniu w Rawiczu. Ofiara, męczennik - tak mówili o nim bliscy współpracownicy, m.in. ks. prof. A. L. Szafrański, odnosząc się do jego życia, a przede wszystkim do uwikłania go w tzw. sprawę wolbromską

W procesie z 16-18 i 20 stycznia 1951 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie skazał na dożywocie proboszcza z Wolbromia - ks. dr. Piotra Oborskiego i jego wikariusza ks. Zbigniewa Gadomskiego. Oskarżenie księży z Wolbromia w pewnym sensie przygotowało „klimat” do aresztowania i pokazowego procesu biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Dla ks. Oborskiego sprawa i pobyt w więzieniu zakończyły się śmiercią.
- Jak do tego doszło? Dlaczego zaliczamy go w poczet „kieleckich niezłomnych?” - Na to pytanie najlepiej może odpowiedzieć badacz problemu w diecezji kieleckiej, ks. Daniel Wojciechowski. - Niezłomny, bo opierał się twardo aż do śmierci - uważa ks. Wojciechowski, który zbadał akta zmarłego (m.in. w IPN), przestudiował dokładnie jego życie kapłańskie, przeprowadził setki rozmów ze świadkami wydarzeń - tych niestety z każdym rokiem pozostaje mniej, z rodziną. - Był inwigilowany, nachodzony, nakłaniany do współpracy - uważa. - Gdy jako niewinna ofiara tzw. sprawy wolbromskiej znalazł się w więzieniu, kto wie, gdyby poszukał pomocy u księży patriotów, znanych mu z Warszawy, może uniknąłby śmierci. Ale właśnie z nimi nie chciał wejść w kompromis - twierdzi ks. Wojciechowski.

Wybrał kapłaństwo

Ks. Oborski urodził się 10 lutego 1907 r. w Jastrzębcu k. Stopnicy (parafia Kargów). Dorastał w wielodzietnej rodzinie rolniczej Ignacego i Rozalii z domu Janik. Atmosfera rodzinnego domu musiała być na wskroś religijna, skoro nie tylko Piotr poszedł za głosem powołania. Jego 90-letni brat jeszcze w 2000 r. był misjonarzem w Brazylii, siostra jako nazaretanka zmarła w Wadowicach. W rodzinnej miejscowości w 1920 r. Piotr ukończył szkołę powszechną. Uczęszczał do prywatnego gimnazjum w Stopnicy, a następnie był uczniem szkoły średniej w Równem na Wołyniu. W 1926 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Kielcach. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1931 r. z rąk bp. Augustyna Łosińskiego.
Naturalną koleją rzeczy młody kapłan zaczął pracę jako wikariusz kolejno w parafiach: Sułoszowa, Miechów, Kije. W 1935 r. rozpoczął studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1938 r. z wynikiem bardzo dobrym obronił egzamin magisterski. W tamtym okresie tak pisał o nim rektor konwiktu: „Na wydziale należy do zdolniejszych i pilniejszych studentów (…) w konwikcie zachowuje się bardzo dobrze”. Ks. Oborski ten etap warszawskich studiów zakończył w marcu 1939 r. obroną pracy doktorskiej na wydziale teologicznym. Na czas wakacji 1939 r. planował wyjazd do Rzymu. Tego zamiaru nie zrealizował, zapewne z powodu atmosfery zbliżającej się wojny.

W okupacyjnej zawierusze

Na początku okupacji niemieckiej ks. Oborski wykładał filozofię i był prefektem kleryków w Seminarium w Kielcach. Nie był to czas spokojny - doświadczał, podobnie jak inni księża ze środowiska profesorskiego, częstych wizyt gestapo, a seminarzyści wraz z profesorami tułali się z wykładami także po prywatnych mieszkaniach. Gdy gmach Seminarium został zajęty przez Niemców, usunęli oni dotychczasowych mieszkańców.
W 1941 r. ks. Oborski zrzekł się stanowiska prefekta, a w 1942 r. profesora filozofii w Seminarium. Na własną prośbę został mianowany proboszczem w Bolminie. Choć opuścił Kielce, utrzymywał liczne kontakty z dawnymi znajomymi, zaangażowanymi w działalność społeczną, oświatową, konspiracyjną. Pomimo okupacji, plebania ks. P. Oborskiego była miejscem spotkań i dyskusji (m.in. u proboszcza często gościła rodzina Braunów czy prof. K. Tymieniecki z Poznania).
Nie angażował się bezpośrednio w zbrojną działalność konspiracyjną, ale od 1943 r. wykładał w Kielcach na tajnych kursach uniwersyteckich w ramach konspiracyjnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich - logikę matematyczną i historię filozofii, na kierunku chemia z farmacją. Z tajnymi wykładami jeździł także - zużytą „damką” - do Jędrzejowa.
Mniej więcej w tym okresie w Bolminie miał miejsce groźny incydent. Okupanci postanowili rozstrzelać kilku mieszkańców i spalić wioskę w odwecie za zabicie niemieckiego żołnierza. Ks. Oborski, świetnie władający niemieckim, ubrany w komżę i stułę udał się do dowódcy niemieckiego i skutecznie interweniował, tłumacząc, że Niemiec nie został zabity przez miejscowych.
Po wojnie ks. Oborski wrócił do Seminarium, gdzie wykładał logikę i biologię. Latem 1946 r. rozpoczął pracę naukową na Uniwersytecie Warszawskim. Był asystentem ks. Piotra Chojnackiego, profesora filozofii chrześcijańskiej. Z tego okresu pochodzą jego prace „Neoscholastyka w swojej genezie, teorii i praktyce” oraz „Z psychologii szkolnego lenistwa”. Choć zbliżył się do redakcji tygodnika „Dziś i Jutro”, to - jak uważa ks. D. Wojciechowski - „szybko poznał judaszowską rolę czasopisma wobec Kościoła, zerwał z jego środowiskiem, wrócił do Kielc, ale UB nie dawał mu spokoju”. Był śledzony, nachodzony w mieszkaniu. Chciał przejść do diecezji warmińskiej, ale biskup skierował go w lipcu 1948 r. do Wolbromia.

Reklama

Na probostwie w Wolbromiu

Jako proboszcz Wolbromia ks. Oborski w krótkim czasie zdobył zaufanie i szacunek u parafian. Był przeciwnikiem komunistycznej ateizacji (o czym mówił w kazaniach, także do młodzieży akademickiej Kielcach) i kapłanem wiernym doktrynie wiary, cieszył się autorytetem uczonego.
Historia procesu i śmierci ks. Oborskiego ma swe źródło w zawiązaniu się w parafii organizacji o nazwie „Armia Podziemna” i wykonaniu przezeń wyroku na 14-letnim chłopcu Waldemarze Grabińskim (niektóre źródła podają, że miał on 17 lat). Sprawa była o tyle dramatyczna, że przeciw synowi, a za wyrokiem - opowiedziała się matka, która była w organizacji. Chłopiec został zastrzelony rewolwerem należącym do wikariusza parafii ks. Zbigniewa Gadomskiego, z polecenia dowództwa organizacji - i za zgodą matki. „Nie miał on najlepszej opinii w Wolbromiu, a matce stwarzał wiele kłopotów. Odgrażał się złożeniem donosu na MO o istnieniu organizacji, do której należała matka” - pisze ks. Wojciechowski (chłopak kradł, opuszczał szkołę, groził denuncjacją). Po śmierci chłopca nastąpiły liczne aresztowania i masowe osadzanie w olkuskim wiezieniu ludzi z Wolbromia i okolicy.

Więzień

Ks. Oborskiego aresztowano 19 kwietnia 1950 r. i zatrzymano w Krakowie, gdzie odbył się proces. Był oskarżony o przywództwo w podziemnej organizacji i o to, że nakłonił matkę, by zgodziła się na zamordowanie syna. Ks. Oborski, do którego doszły informacje o planowanym zabójstwie młodzieńca, miał wezwać do siebie matkę. Usilnie i na różne sposoby próbował zmienić jej zdanie co do zabójstwa syna. I był przekonany, że cel osiągnął. Na procesie zeznał: „Gdybym tak nie myślał, to bym tego chłopca jakoś zabrał, ukrył...” i dalej: „Ja tego chłopca broniłem licząc i stawiając na serce i sumienie matki, uważałem, że to jest najkrótsza droga, na której mogę ten cel osiągnąć. Jeśli tego nie osiągnąłem, to może dlatego, że nie znałem takiej matki (...) Gdyby dziś można było to młode życie przywrócić kosztem mojej głowy, chętnie ją jako kapłan ofiaruję”.
Ks. Oborskiemu zarzucono, iż nie powiadomił MO o planowanym mordzie. Ks. Oborski bronił się tajemnicą spowiedzi. W sądzie oświadczył m.in.: „Były to wiadomości otrzymane przy okazji roztrząsania spraw sumienia, co było związane ściśle z moim urzędem duszpasterskim. W takich wypadkach obowiązuje mnie zachowanie tajemnicy”. Żądano od niego informacji potrzebnych do rozpracowania tajnej organizacji. Ks. Oborski - choć jak można sądzić nie popierał tej organizacji - nikogo z konspiratorów nie zdradził.
Od 1 czerwca 1950 r. ks. Oborski był osadzony w więzieniu dla politycznych w Rawiczu.
Siostrzenica, Barbara Błaszczak, której jesienią 1951 r. udało się go tam odwiedzić, tak to zapamiętała: „Wujek wyglądał strasznie. Był tak chudy, że kiedy wyszłam stamtąd z ciocią - rozpłakałam się”. Na temat tego widzenia zachował się list więźnia do rodziny, w którym pisał: „Przed tygodniem miałem widzenie z siostrą i Basią (siostrzenicą). Bardzo się tym ucieszyłem. Zrozumiałem ze słów Basi, że są jakieś starania w mojej sprawie. Róbcie co możecie. Wczoraj otrzymałem list od księży wikarych z Wolbromia. Bardzo im jestem za to wdzięczny, jak i za wszystko o czym mówisz. Cieszę się, że moja więź duchowa z parafią nie słabnie”.
W tym czasie funkcjonariusze UB „skłaniali” matkę zamordowanego Waldemara do zeznań, aby obciążyć współwiną ks. Oborskiego. Z relacji m.in. współwięźnia i lekarza wynika, że jej stopy umieszczano w skrzynce ze szczurami, była bita do krwi w piwnicach olkuskiego UB. Po sześciu dniach takiego „śledztwa” wyznała, jak chciało UB, że ks. Oborski nakłonił ją do zgody na zamordowanie syna.
Siostra zamordowanego w czasie procesu miała 16 lat. Przed tragedią z „Armią Podziemną”, ks. Oborski po kryjomu płacił za jej naukę. W 1951 r. pozwolono jej na widzenie z ks. Oborskim w więzieniu w Rawiczu. O tej rozmowie pisze w swoich pracach ks. Wojciechowski. Pytała np. ks. Oborskiego, czy potrafi wybaczyć (jej, matce, rodzinie?). Odpowiedział: „Ty nie masz nic do tego…”. „Ale moja matka…”. „Pamiętasz czwarte przykazanie?... To się odnosi do wszystkich rodziców”. Ksiądz był chudy jak szkielet, ubrany w więzienny drelich. Przy nagłym przerwaniu widzenia, ręką zrobił nad nią znak krzyża.
Współoskarżony z Wolbromia i więzień w Rawiczu wspomina, że księży trzymano na ostatnim piętrze, gdzie było najzimniej. Rozmawiał z ks. Oborskim dwukrotnie. Ksiądz powiedział, że dostaje po pięć-sześć karcerów po kolei („z karca nie wychodzę, wykończą mnie”); karcer w Rawiczu to cela metr na metr. W takim karcerze stał całymi dniami do kolan w wodzie. Inny z kolei więzień - ze słynnego procesu krakowskich księży - zeznał, że ks. Oborskiego trzymano nagiego w bunkrze, w środku zimy, bez jedzenia. Strażnicy znęcali się nad nim, „Miał na sobie zniszczoną sutannę, to ich podniecało. Jeździli na nim jak na koniu, poganiali kijem…”.
8 czerwca 1952 r. ks. Piotr pisze ostatni, wzruszający list do siostry: „Droga Halu! (…). Serdecznie Ci także dziękuję za troskę o mnie i o staruszka ojca. Chciałbym Ci się kiedyś dobrze za to odwdzięczyć (…). U mnie nic nowego. Ze zdrowiem czuję się zawsze jednakowo, chociaż obecnie jestem bardzo chudy. 24 maja br. byłem na prześwietleniu - płuca i serce w porządku. Mam nadzieję, że jeszcze dłuższy czas pociągnę”.

Tragiczna śmierć, tragiczny pogrzeb

10 dni później, 18 czerwca 1952 r. ks. Oborski zmarł. Zdaniem ks. Daniela Wojciechowskiego, opierającego się m.in. na informacjach zebranych przez Marka Skupina, który dotarł do świadków ostatnich dni życia księdza, przyczyną zgonu było brutalne pobicie, w wyniku którego uszkodzone zostały narządy wewnętrzne. Zmaltretowany kapłan trafił do miejskiego szpitala, gdzie na nieprzytomnym dokonano operacji. Zarząd więzienia w oficjalnym dokumencie jako przyczynę zgonu wymienił zapalenie otrzewnej.
Z relacji ks. Gadomskiego wynika, że więźniów chowano bez trumny, ciało wrzucając do grobu. Jednak na wieść o śmierci księdza więźniowie buntem wymusili pochowanie go w sutannie i w trumnie. Po przybyciu rodziny księdza do Rawicza, z pomocą proboszcza miejscowej parafii, ks. dr. Wiktora Koperskiego, świtem zorganizowano potajemny pogrzeb. Ciało przeniesiono do grobu na terenie cmentarza parafialnego, na starym miejscu usypując kopczyk i zostawiając tabliczkę z numerem. Otworzono trumnę, proboszcz nałożył swoją stułę, odprawił nabożeństwo. Do 1956 r. grób księdza był bezimienny, potem rodzina to zmieniła. Obecny pomnik ufundowali dla swojego profesora w 1970 r. księża wyświęceni w roku 1945, w 25. rocznicę święceń. Mszę św. w Rawiczu odprawił i poświęcił pomnik, w obecności kilku księży przybyłych z różnych stron, ks. Zbigniew Gadomski.

W tekście korzystałam z informacji własnych oraz zawartych w: „Księża niezłomni. Męczennik tajemnicy sumienia” („Niedziela kielecka” 2/2004); Sławomir Sztaba, „Sprawa ks. dr. Piotra Oborskiego”, strona diecezji sosnowieckiej, Ks. Daniel Wojciechowski: „Męczennik tajemnicy sumienia” („Wiara”, 11 X 2007), „Przegląd Olkuski”, 20 V 2010, „50 lat służby kapłańskiej Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie” pod red. ks. E. Chata.

W następnym numerze sylwetka Michała Ćwierza ze wspólnoty W Pieczy Najwyższego

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kiciński: Św. Jadwiga postępowała jak Maryja

2019-10-17 00:12

Agata Pieszko

Kościół 16 października wspomina św. Jadwigę, patronkę Polski, Śląska i archidiecezji wrocławskiej. Wspomina także dobrą żonę, kochającą matkę i mądrą władczynię, która pojawiła się we Wrocławiu w 1190 r.

Agnieszka Bugała
Zdjęcie wizerunku św. Jadwigi z Bazyliki pw. Św. Jadwigi w Trzebnicy

Uszanowała polskość

Gdy Jadwiga trafiła na dwór księcia Bolesława Wysokiego, ojca jej przyszłego męża, Henryka I Brodatego, zaraz nauczyła się języka polskiego i biegle się nim posługiwała. To bardzo cenne, że dziewczyna urodzona w Andechs w Niemczech przyjęła nasze zwyczaje oraz język!

Dobra żona i kochająca matka

Jadwiga i Henryk byli przeciwieństwem małżeństwa zawartego z rozsądku, czy dla skrzyżowania się wielkich rodów królewskich. Naprawdę się kochali, a owocem ich miłości było siedmioro dzieci. Niestety jednak czworo z nich zmarło. Mimo ogromnej miłości, małżonkowie byli związani ślubem czystości zawartym w 1209 r. roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem (źródła historyczne podają, że księżna mogła mieć wtedy około 33 lat, a Henryk Brodaty około 43 lat).

Uczy, jak znosić krzyż

Jadwiga doświadczyła w swoim życiu wiele cierpienia – utrata dzieci, śmierć męża, śmierć siostry Gertrudy za sprawą morderstwa, czy hańba ściągnięta na rodzinę przez siostrę Agnieszkę, która była matką dzieci z nieprawego łoża. Mimo tych dopustów Bożych, Jadwiga nadal z pokorą modliła się i czyniła dobro.

Mądra władczyni

Trzeba nam pamiętać, że na dworze świętej nie brakło ciepła oraz dobrych zwyczajów. Księżna dbała o służbę i czuwała nad tym, by chronić uciśnionych oraz najuboższych. Budowała szpitale, domy opieki, kościoły, klasztory, miejsca, w których ludzie jednali się ze sobą. Popierała szkołę katedralną we Wrocławiu, słała więźniom żywność i ubrania. Mówi się także o tym, jakoby zamieniała więźniom karę śmierci czy długich lat więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Sama Jadwiga wraz ze swoim mężem ufundowała klasztor cysterski. Bazylikę św. Jadwigi w Trzebnicy możemy odwiedzać do dzisiaj, szczególnie w trakcie sierpniowej i październikowej pielgrzymki.

Jak Maryja

– Św. Jadwiga straciła wszystko. Została z niczym. Umierała w wielkim opuszczeniu, ale tak naprawdę umierała z Jezusem i z Maryją w ręku, której tak bardzo się trzymała. Zobaczcie, że Jadwiga na każdym etapie swojego życia postępowała tak, jak Maryja. Kiedy miała rodzinę, kochała męża i swoje dzieci, kiedy straciła dzieci, stała się matką dla wszystkich ludzi. Była najszczęśliwsza na świecie, dając siebie innym – mówił we wspomnienie św. Jadwigi o. bp Jacek Kiciński na mszy wspólnotowej młodych małżeństw. Jadwiga była tak posłuszna mężowi, że mimo swoich racji, zawsze pozostawiała mu ostatnie zdanie. Henryk Brodaty chętnie przystawał jednak na jej mądre, sprawiedliwe i dobre decyzje. Czy to nie przypomina relacji Jezusa z Maryją?

Biskup Jacek poskreślał także, że szczęśliwa kobieta to taka, która pokocha samą siebie tak, jak kocha innych. Św. Jadwiga była tym bardziej szczęśliwa, im bardziej cierpiała.

– To była chodząca dobroć, ona zapominała o sobie. Skąd czerpała siły? Odpowiedź jest prosta: Jadwiga czerpała swoje siły z modlitwy. Sam się zastanawiam, co robię, gdy nie mam sił? Co wy robicie, kiedy nie macie już siły – pytał o. Jacek.

Jadwiga u swojego kresu zamieszkała w klasztorze cysterek w Trzebnicy, gdzie prowadziła bardzo ascetyczne życie, pełne pokuty, postu i wyrzeczeń. Dobrze jest uciekać się do niej w trudnych sprawach, szczególnie prosząc o łaskę pokoju i pojednania. Polecajmy jej Wrocław, który także powinien cechować się właściwymi obyczajami i walką o sprawiedliwość oraz dobro, ponieważ taki był dwór św. Jadwigi Śląskiej, mądrej patronki naszej archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem