Reklama

Bohater wiary i Ojczyzny

Niedziela toruńska 19/2011

Wymagający od siebie i innych
cieszył się opinią doskonale wprowadzającego
młodych wikarych w obowiązki kapłańskie
Ks. Franciszek Śmigocki

Roman Dembiński urodził się 6 kwietnia 1876 r. w Łowinie w powiecie świeckim rok po zakupieniu przez rodziców majątku o ówczesnej nazwie Luisenhof. Był najstarszy z siedmiorga dzieci Floriana herbu Rawicz i Elżbiety z Donimirskich pieczętujących się herbem Brochwicz. Jego życie miało upłynąć pod znakiem Maryi: ochrzczony w kościele parafialnym pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Serocku (wtedy dekanat fordoński, teraz koronowski); był proboszczem parafii pod takim samym wezwaniem w Pokrzydowie, a przedtem wikariuszem w parafii Mariackiej w Toruniu. Bóg hojnie obdarzył obie rodziny powołaniami. Wymieńmy choćby spokrewnioną z Dembińskimi bł. Matkę Marię Karłowską i o. Feliksa Czarlińskiego, jezuickiego misjonarza w Afryce ze strony matki. Obecnie w tej sztafecie służby Bogu uczestniczy jego cioteczny wnuk o. Krzysztof Lipowicz, dominikanin.
Droga jego edukacji była klasyczna dla młodzieńca z polskiej, patriotycznej rodziny. Po 4 latach w pelplińskim Collegium Marianum, jedynej szkole średniej na Pomorzu z obowiązkowym językiem polskim, w 1889 r. rozpoczął naukę w gimnazjum chełmińskim. Przez 5 lat aż do matury w 1897 r. należał tu do Towarzystwa Filomatów i prowadził liczącą kilkaset tomów bibliotekę, największy księgozbiór filomacki na Pomorzu pochodzący ze składek uczniowskich (por. Jerzy Szews, „Filomaci Pomorscy”, Warszawa 1992).
Jesienią 1897 r. wraz z sześcioma kolegami z gimnazjum wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie, by 17 marca 1901 r. stanąć do święceń kapłańskich. W 1901 r. został wikariuszem w parafii pw. Panny Marii w Toruniu, gdzie czekało go trudne doświadczenie: wrześniowy proces filomatów. Choć nie zasiadł na ławie oskarżonych, nietrudno sobie wyobrazić, jak przeżywał sytuację swoich przyjaciół postawionych przed pruskim sądem, zwłaszcza że niektórych ukarano więzieniem.
1 czerwca 1907 r. objął po zmarłym ks. Alojzym Zygmanowskim probostwo w Pokrzydowie blisko Brodnicy, gdzie kontynuował dzieło poprzedników i ożywił religijność parafian. Po 2 dekadach jego pracy sześciuset (co piąty!) należało do Bractwa Żywego Różańca, 170 do Arcybractwa Straży Honorowej Serca Jezusowego, zaś Apostolstwo Modlitwy objęło 100 osób. Z końcem lat 20. animował Towarzystwo Młodzieży Katolickiej. Podniósł rangę miejscowego chóru, przekształcając go w 1909 r. w Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”. Wyrazem jego troski o chorych był szpital dla 10 osób. Stopniowo wzbogacał wyposażenie kościoła, także o przedmioty zabytkowe, jak XVIII-wieczny rokokowy feretron z rzeźbą wyobrażającą patronkę świątyni Niepokalanie Poczętą Najświętszą Maryję Pannę.
„Ksiądz starej daty, posyłali do niego dla nabycia szlifu” - wspominał kapłan z jego dekanatu. Charyzmatycznego proboszcza pamiętają do dziś jego ministranci: Roman Cichoracki (ur. 1926 r.) 3 lata przed wojną asystował swojemu proboszczowi w poświęceniu mleczarni. Być może ks. Roman był na lekcji religii w jego klasie jako wizytator szkół powszechnych w dekanacie brodnickim. W 1938 r. ten kapłan cieszący się powszechnym autorytetem został dziekanem brodnickim.
Proboszcz pokrzydowski łączył posługę kapłańską z pracą organiczną, która w zaborze pruskim była sposobem walki o polskość. Wśród gospodarzy szerzył oświatę rolniczą, uświadamiał im konieczność utrzymania ziemi w polskich rękach; m.in. w tym celu w 1910 r. założył w Pokrzydowie kółko rolnicze. W 1912 r. został prezesem Banku Spółdzielczego w Brodnicy, nazywanego potocznie bankiem „polskim”, instytucji, która kredytowała polskie rolnictwo, handel i rzemiosło powiatu. „Niemal każda służąca i każdy parobczak miał książeczkę oszczędnościową w Banku i dlatego społeczeństwo polskie finansowo nie było zbyt zależne od Niemców” (por. Sylwester Bizan, „Powiat i miasto Brodnica w walkach o niepodległość 1914-1920 rok”, Brodnica 1938). W 1927 r. wszedł do zarządu Pomorskiego Towarzystwa Rolniczego jako II wiceprezes; w 1932 r. został prezesem honorowym.
W przełomowym czasie po klęsce pruskiego zaborcy w I wojnie światowej, w latach 1918-1919, gdy rozstrzygała się przynależność państwowa Pomorza i ziemi michałowskiej wziął wybitny udział w tworzeniu podstaw polskiej władzy i polskiej oświaty. Już w maju 1918 r. z inspiracji ks. Feliksa Bolta, emisariusza Tajnego Komitetu Obywatelskiego, wstąpił do brodnickiego oddziału tej organizacji, która miała na celu przejęcie administracji przez władze polskie. 25 listopada 1918 r. uczestniczył w zorganizowanym w Pokrzydowie wiecu patriotycznym, w którym uczestniczyło ok. 800 osób. Zgromadzeniu przewodniczył Adam Geissel, mąż jego siostry Ludwiki, agronom, współorganizator Rady Ludowej i Straży Ludowej w powiecie brodnickim. Ks. Dembiński wygłosił wtedy prelekcję pt. „Położenie polityczne a sprawa polska”. W Powiatowej Radzie Ludowej zajął się sprawami oświaty; jako prezes Komisji Szkolnej przygotowywał nauczycieli do pracy w polskich szkołach, organizując dla nich wykłady z literatury i historii ojczystej. Po wsiach organizował naukę polskiego dla osób starszych i młodzieży pozaszkolnej. „Jemu (…) zawdzięczać należy, że mimo licznych trudności ani jedna szkoła w powiecie brodnickim nie zmudziła ani jednego dnia w ciągłości pracy” - pisze Sylwester Bizan, bezpośredni uczestnik tamtych wydarzeń. Ks. Jan Walkusz zalicza go do księży, którzy „szczególnie wyróżnili się w tym procesie, a tym samym inspirowali innych” (por. „Duchowieństwo katolickie diecezji chełmińskiej 1918-1939”, Pelplin 1992). Władze odrodzonej Ojczyzny uhonorowały jego pracę najpierw srebrnym, później Złotym Krzyżem Zasługi. W wolnej Polsce tak jak liczni pomorscy księża uczestniczył w życiu politycznym i był zwolennikiem endecji. W 1929 r. został członkiem zarządu i mężem zaufania w placówce powiatowej Stronnictwa Narodowego.
Cenił rodzinne więzi. Przyjął do siebie ojca, a plebania stała się domem Dembińskich. Tutaj odbył się ślub jego najmłodszej siostry Ludwiki. Zażyłość cechowała jego stosunki z ciotecznym bratem ppłk. Augustem Donimirskim, pierwszym dowódcą 18. Pułku Ułanów Pomorskich i bohaterem wojny polsko-bolszewickiej, który po śmierci ojca (powstańca z 1863 r.) „zamienił miecz na lemiesz”, by utrzymać rodowy majątek najpierw w Zajezierzu k. Sztumu, a po przegranym plebiscycie na Powiślu w pobliżu Nowego po polskiej stronie Wisły. Przyjazdy pułkownika (własnym autem!) stanowiły z pewnością cenną atrakcję dla pokrzydowian, w dodatku były źródłem konkretnych korzyści. „Zawsze «naciągał» wszystkich w rodzinie na finansowanie swoich pomysłów związanych z parafią. Np. stworzył spółkę do wydobycia torfu w celach opałowych” - dzieli się opinią jego bliskich o. Krzysztof Lipowicz, wnuk jego siostry Ludwiki. Zapewne dzięki pomocy rodziny wzbogacił kościół o nowe dzwony. Z większym, „Stanisławem” z 1924 r., wiąże się domowa legenda: Miał przypominać jego zmarłego w dzieciństwie brata; Staś podobno chciał być księdzem i Roman mu obiecał, że zostanie kapłanem za niego. W 1926 r. zakupił dzwon - „Kazimierz”; tak miał na imię jego zmarły w dzieciństwie siostrzeniec Bończa-Rutkowski.
Po wybuchu wojny przekonał siostrę, by zamieszkała z nim na plebanii, „aby było raźniej”. Obawiał się przyjścia Niemców, jednak spowiadał po polsku i mimo ostrzeżeń nie zdecydował się na opuszczenie swojej parafii. W nocy z 8 na 9 września 1940 r. „przyszli po niego”. Stało się to podczas akcji aresztowań wśród polskich księży oszczędzonych w czasie „krwawej jesieni” 1939 r. Zdaniem Zbigniewa Girzyńskiego represje te objęły księży, którzy spowiadali po polsku lub posiadali wysokie odznaczenia państwowe (por. „Towarzysze męczeńskiej drogi bł. ks. Stefana Frelichowskiego”, Toruń 2005). Ks. Dembiński winien obu tym „zbrodniom” został osadzony w „przedpieklu”, jak nazywano obóz w Stutthofie, jako „numer 10099”. Jego los podzielili aresztowani tego samego dnia księża z jego dekanatu: proboszcz z Lembarga, prezes Towarzystwa Naukowego w Toruniu ks. Alfons Mańkowski (nr 10104) i proboszcz z Brodnicy ks. Walerian Ossowski (nr 10107). Obu wkrótce zamęczono w lagrze.
Ks. Dembiński dzięki staraniom rodziny wyszedł z obozu 27 listopada, jednak nie dotarł żywy do swojej parafii. Wycieńczony, zmarł w szpitalu w Brodnicy 29 grudnia 1940 r., dokładnie w 50. rocznicę śmierci ks. Jana Kamrowskiego, budowniczego kościoła w Pokrzydowie. W cieniu tej świątyni spoczął także ks. Roman, którego ciało potajemnie wykupiła i przewiozła siotrzenica Janina Geissel. Tajnego pochówku dokonał ks. Franciszek Śmigocki, przed wojną proboszcz w pobliskim Żmijewie (od 1942 r. w Górznie), przyjaciel i spowiednik rodziny.
W kościele przy wejściu upamiętnia ks. Dembińskiego i pozostałych duszpasterzy pokrzydowskiej parafii okazała tablica z czarnego marmuru „Pro memoria…”. Jej fundator, obecny proboszcz ks. kan. Zenon Żmijewski oraz jego parafianie zanoszą tam światło i modlitewne intencje.
Odwiedzający Pokrzydowo zwracają uwagę na niewielki obelisk stojący w pobliżu kościoła. Ks. Roman Dembiński postawił go ku czci parafian poległych za Polskę w czasach, gdy wykuwała się jej wolność i polecił wyryć na nim ich nazwiska. Na początku okupacji Niemcy zniszczyli pomnik. Po wojnie ten znak pamięci został odnowiony, choć w zmienionej postaci. Przywrócono też napis: „Cześć bohaterom wiary i Ojczyzny”, który możemy odnieść do kapłańskiej posługi pokrzydowskiego proboszcza.

Wyrazy wdzięczności kieruję do o. Krzysztofa Lipowicza OP i Wojciecha Lipowicza, krewnych ks. Dembińskiego, za udostępnienie rodzinnego archiwum, cenne rady i duchowe wsparcie. Dziękuję też za pomoc ks. kan. Zenonowi Żmijewskiemu, proboszczowi z Pokrzydowa i Wiktorowi Kamińskiemu, wieloletniemu dyrektorowi miejscowej szkoły

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mija 5 lat od zwycięskiej dla Andrzeja Dudy II tury wyborów

2020-05-24 08:58

[ TEMATY ]

Andrzej Duda

Artur Stelmasiak

Dziś mija 5 lat od zwycięskiej dla Andrzeja Dudy drugiej tury wyborów prezydenckich. Uzyskując 51,55 proc. głosów pokonał ubiegającego się wówczas o reelekcję Bronisława Komorowskiego.

6 sierpnia 2015 r. Andrzej Duda złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym: – Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. Przysięgę zakończył słowami: Tak mi dopomóż Bóg.

W orędziu przed Zgromadzeniem Narodowym, dziękując za wybór, Andrzej Duda złożył deklarację, że uczyni wszystko, żeby nie zawieść oczekiwań. Apelował też o szacunek. – Dziś mówię do ludzi o różnych poglądach, o różnym światopoglądzie, wierzących i niewierzących – proszę o wzajemny szacunek, byśmy szanowali swoje prawa oczywiście bez narzucania ich innym, ale byśmy umieli te prawa nawzajem szanować – powiedział. Wskazywał też na konieczność podnoszenia codziennego poziomu życia rodzin.

CZYTAJ DALEJ

50 Róż dla dzieci

2020-05-24 21:57

krasnobrod-sanktuarium.pl

W przeciągu 6 lat przy sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Krasnobrodzie powstało 50 Róż Różańcowych Rodziców. Choć idea modlitwy rodziców za dzieci powstała w Gdańsku, to na Roztoczu przyjęła się ona z ogromnym entuzjazmem.

- W trakcie tej modlitwy prosimy Pana Jezusa, przez wstawiennictwo Jego Matki i świętych patronów, o uzdrowienie relacji rodzice-dzieci, o to aby skutki naszych, czyli rodziców, grzechów, nie dotykały dzieci oraz o pełnię błogosławieństwa Bożego dla naszych dzieci. Przez lata modlitwy ukształtowały się intencje tej modlitwy, potwierdzone licznymi świadectwami. Kilkoro rodziców z Krasnobrodu, usłyszawszy świadectwa ogromnej mocy tej modlitwy i mając świadomość licznych zagrożeń czyhających dziś na dzieci, zapragnęło zapoczątkować i rozpowszechnić taki rodzaj modlitwy na naszej Roztoczańskiej ziemi w domu naszej Matki, Pani Krasnobrodzkiej. Pomysł ten z radością pobłogosławił gospodarz tego miejsca ks Eugeniusz Derdziuk obejmując tym samym duchową opiekę nad tym dziełem – wyjaśniła inicjatorka dzieła, Marzena Kałuża.

Szczególnym patronem Róż Różańcowych w Krasnobrodzie jest Jan Paweł II. Jak przyznają inicjatorzy oraz członkowie Róż, opieka Matki Bożej nad ich dziećmi doskonale wpisuje się w charakter krasnobrodzkiego sanktuarium. Współczesność jest dla młodych ludzi niebezpieczna i bardzo niepewna. To właśnie modlitwa ma dać im nie tylko poczucie opieki Maryi i Opatrzności Bożej, ale i stanowi rodzicielski wymiar miłości.

- Wierzę że modlitwa potrafi zdziałać cuda. A matka nie może dać dziecku cenniejszego daru niż modlitwą za niego – przyznała Agnieszka Kostrubiec, członkini Róży Różańcowej, która obecnie w modlitwie powierza piątkę swoich dzieci.

50 Róża powstała 13 maja 2020 roku podczas Nabożeństwa Fatimskiego, sprawowanego tradycyjnie przy kaplicy objawień w Krasnobrodzie czyli tak zwanej Kaplicy na wodzie.

- Z wielką radością mogliśmy przyjąć przyrzeczenie rodziców, którzy utworzyli 50 Różę. W każdej Róży jest dwadzieścia osób, czyli tysiąc rodziców modli się za swoje dzieci. W Różach modlą się także rodzice chrzestni. Nie wszyscy mamy dzieci, ale chyba każdy z nas jest rodzicem chrzestnym. Rodzice ofiarowali 50 białych róż, które złożyli przed ołtarzem przy Kaplicy na wodzie. Niech wszystkim rodzicom modlącym się w Różach Bóg błogosławi a Niepokalana Matka, która tak prosi o różaniec, otula te dzieci – powiedział kustosz sanktuarium, ks. prał. Eugeniusz Derdziuk.

Nie dla wszystkich modlitwa różańcowa jest prosta, jednak z każdym dniem umożliwiała zgłębianie tajemnic miłości.

- Różaniec do tej pory nie był mi szczególnie bliski. Mając świadomość swoich słabości jako człowiek i jako matka chciałam, żeby ktoś zaopiekował się moimi dziećmi. Bałam się tylko tego zobowiązania, codziennego odmawiania dziesiątki różańca. Okazało się jednak, że to wciąga. Kto jak nie Ona, jak Maryja, zaopiekuje się moimi dziećmi. Miałam już małego Dominisia i byłam w ciąży oczekując na Madzię. To właśnie wtedy postanowiłam przyłączyć się do Róży – wyjaśniła Dominika Burak, obecnie mama trójki wspaniałych dzieci i inicjatorka Róży Różańcowej modlącej się za swoich współmałżonków. Aktualnie przy krasnobrodzkim sanktuarium powstaje druga tego typu Róża.

Apel Matki Bożej, by Jej dzieci odmawiały różaniec jest wciąż żywy. Z radością i nadzieją należy spoglądać w te miejsca, gdzie wierni w imię Boga poświęcają swoją modlitwę w intencji swoich bliskich.

- Nie ma silniejszej modlitwy od tej, gdy rodzice modlą się za swoje dzieci – powiedział ks. prał Eugeniusz Derdziuk.

Ewa Monastyrska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję