Reklama

Pierwsza Komunia wszystko zaczyna

Witold Dudziński
Edycja warszawska 19/2011

W niektórych parafiach tegoroczne Pierwsze Komunie św. - z pewną przesadą - nazwano beatyfikacyjnymi

Pierwsza Komunia Święta powinna być świętem całej rodziny - powtarzają duszpasterze. Bo przygotowanie do tego sakramentu - dla dzieci zupełna nowość, dorosłym daje możliwość odnowienia wiary. Jeżeli z tej okazji nie skorzystają, Pierwsza Komunia może stać się jedynie miłym wspomnieniem, które powiększy zbiór rodzinnych zdjęć.
- To od rodziców najbardziej zależy, na ile głęboka i trwała będzie wiara ich dzieci - podkreśla ks. Grzegorz Reiss, marianin z parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Miłosierdzia na warszawskich Stegnach, gdzie do Komunii św. przystępuje tu po raz pierwszy 150 uczniów z trzech szkół.

Co jest najważniejsze

Parafia Posłania Uczniów Pańskich na Kępie Zawadowskiej jest młoda, a na jej terenie nie ma szkoły, dlatego Pierwsze Komunie - zastrzega proboszcz ks. Paweł Bijak - nie są liczne (w tym roku przystąpi czternastu uczniów). Dlatego ks. Bijak może dobrze poznać rodziny uczniów. Odwiedza ich w domach, nie są dla niego anonimowi. - W porównaniu z parafiami, gdzie do Komunii św. przystępuje po sto dzieci, to duży komfort - mówi.
Doskonale znają zatem zdanie księdza o istocie Komunii. Że najważniejsze jest przyjęcie Jezusa Chrystusa i Eucharystii i jak ważna jest pierwsza spowiedź. I że Komunia ma ogromny wpływ na formowanie młodego człowieka. Że reszta, w tym różne komunijne zwyczaje, to tylko jej miła otoczka, a nie istota. - Dlatego w czasie przygotowań. dążymy do tego, żeby rodzice przekazali dzieciom przesłanie Eucharystii. Skupiamy się na obecności Jezusa w domu i w sercach - mówi ksiądz.
Z wiarą, udziałem w sakramentach, a także z wiedzą religijną rodziców bywa różnie. Dlatego na ogół do Komunii trzeba przygotowywać i dzieci, i ich rodziców. W ramach przygotowań ks. Stanisław Dobkowski, proboszcz parafii św. Mikołaja Biskupa w Warce (do Komunii przystępuje prawie 70 dzieci) raz w miesiącu organizuje specjalną Mszę św. dla rodziców.
- Staram się wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. Mówię o symbolice Mszy św., jej historii - podkreśla ksiądz. Potem czasem rodzice przychodzą księdzu dziękować. Mówią: zrozumieliśmy wreszcie (albo przypomnieliśmy sobie!) o co w tej Mszy św. chodzi.

Przeżycie dla rodziców

Ks. Jan Ujma, proboszcz parafii Matki Bożej Królowej Pokoju na Młocinach (do Pierwszej Komunii przystępuje tu ok. 100 uczniów) z opowiadań matki wiedział, jakie to ważne wydarzenie dla rodziców. Potem, gdy prowadził zajęcia dla rodziców, to samo dostrzegł.
- Rodziny bardzo przeżywają sakramenty dzieci, a każdy taki sakrament to okazja do refleksji - mówi ks. Ujma. Rodzice chętnie przychodzą na spotkania dla nich organizowane, widać, że często to nie jest dla nich tylko mus - bo tego wymaga ksiądz - lecz potrzeba. Nawet dla tych, którzy żyją w związkach niesakramentalnych - podkreśla.
Na dobre poznanie rodzin mniejszą szansę mają w dużych parafiach, gdzie do Pierwszej Komunii przystępują liczne grupy uczniów. Właśnie od indywidualnych spotkań z uczniami i rodzicami (150 spotkań!) rozpoczął we wrześniu ub.r. przygotowania do tegorocznej Pierwszej Komunii marianin ks. Grzegorz Reiss. Tuż przed Komunią znów odbył indywidualne rozmowy z uczniami. - To kolejny etap poznawania kapłana z dzieckiem i jego rodzicami - podkreśla ks. Reiss.
W parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Wyznawców, prowadzonej przez pijarów na Siekierkach, sakrament przyjmie w maju ok. 50 dzieci. Choć grupa jest liczna, ojcowie pijarzy starają się poznać wszystkie rodziny. A służą temu także solidne - jak mówi proboszcz o. Jan Taff - przygotowania do majowych uroczystości.
- Samą Komunię św. poprzedza rozmowa - z dziećmi i rodzicami - i odnowienie przyrzeczenia chrztu - zaznacza o. Taff. - Kładziemy nacisk na przeżycie duchowe, wewnętrzne. Rodzice dwa razy w miesiącu uczestniczą w liturgii i w rodzaju scholi.

Reklama

Na całe życie

120 dzieci przygotowuje się w tym roku do Pierwszej Komunii św. w bazylice Najświętszego Serca Jezusowego na Pradze. - Akcent stawiamy na rodzinność przyjęcia sakramentu. Liczy się sakrament, a nie np. rodzinne spotkanie komunijne - podkreśla proboszcz ks. Dionizy Mróz, salezjanin. - Zaakcentowana jest odpowiedzialność za dar Pierwszej Komunii. I to, że nie jest to jednorazowe wydarzenie, lecz coś, co naznacza na całe życie. A np. rocznica Komunii nie jest niczym innym, lecz jej odnowieniem.
Bo choć duszpasterze od lat zwracają uwagę na istotę sakramentu i powściągają rodziców przed wystawnością komunijnych przyjęć, prezentów, niektórym wydaje się to walka z wiatrakami. Ks. Stanisław Dobkowski stale musi przypominać, żeby nie było przerostu formy nad treścią. Żeby ze strojów komunijnych nie robić rewii mody, że alkohol na przyjęciach komunijnych to nieporozumienie, że to uroczystość religijna, dopiero potem kulturowa, czy towarzyska. Że ma to być przeżycie przede wszystkim duchowe.
Jak zauważa ks. Dobkowski, kiedyś przystępowało się do Pierwszej Komunii raniutko, po cichutku, a przeżycie było bardziej kameralne. Z czasem zaczęło jednak wymykać się spod kontroli. Najpewniej z chęci dowartościowania uroczystości zaczęto ją rozbudowywać. Sakramentowi zaczęły towarzyszyć duże imprezy rodzinne. A dzieciom z czasem zaczęły się kojarzyć głównie z prezentami.
- Bez komputera, czy motorynki nie mogło się obyć. A sukienki i fryzury były tak wyszukane, jak te do ślubu - ocenia ksiądz. - Teraz Pierwsza Komunia zdaje się wracać do ram sprzed lat. Kapłani dbają o to, żeby dzieci nie zapamiętały jej jako wielkiej rewii mody i targowiska wyszukanych prezentów.

Na drodze do świętości

Atrakcyjnym akcentem przygotowań komunijnych w parafii bł. Edmunda Bojanowskiego na Wolicy (do Komunii przystępuje ok. 50 dzieci) był wyjazd dzieci i rodziców na rekolekcje w Tyńcu. Stało się to po raz pierwszy i okazało się pomysłem ze wszech miar trafionym. - To świetny sposób na skupienie przed Pierwszą Komunią - ocenia ks. Adam Zelga, proboszcz parafii. - Pojechali prawie wszyscy. Tych, którzy nie mogliby pojechać ze względów finansowych wsparła parafia i inni rodzice.
Ojcowie benedyktyni i ks. Adam Zelga przygotowali specjalny program tych rekolekcji. A wnętrza podkrakowskiego klasztoru działały na wyobraźnię dzieci i ich rodziców. Z pewnością inaczej, lepiej, chłonęły rekolekcje. Nie obyło się bez akcentów beatyfikacyjnych. Bo beatyfikacja Jana Pawła II - to temat, który w tym roku często przewijał się w czasie przygotowań komunijnych i będzie obecny w czasie tzw. Białych Tygodni. Do tego stopnia, że w niektórych parafiach tegoroczne Pierwsze Komunie z pewną przesadą nazwano nawet beatyfikacyjnymi.
Ks. Paweł Bijak, proboszcz parafii Posłania Uczniów Pańskich na Kępie Zawadowskiej przyznaje, że w przygotowaniach do Pierwszej Komunii, spotkaniach formacyjnych, organizowanych dla rodziców i dla dzieci, czterodniowych rekolekcjach wielkopostnych posługa Papieża-Polaka - obok bł. ks. Jerzego Popiełuszki - była obecna szczególnie. Jedno ze spotkań nosiło tytuł „Jan Paweł II przewodnikiem na drodze do świętości”.
Beatyfikacji Jana Pawła II będzie poświęcony też np. jeden z dni Białego Tygodnia w parafii na Siekierkach. - O Ojcu Świętym wspomnimy w homilii, opowiemy w pogadance - mówi proboszcz o. Jan Taff. - Jan Paweł II będzie też z pewnością obecny w modlitwach.

Potem Biały Tydzień

Biały Tydzień kończy Pierwszą Komunię Świętą. Nawiązuje do tradycji katechumenatu z pierwszych wieków Kościoła, kiedy nowo ochrzczeni przez tydzień po chrzcie św. nosili białe szaty. Symbolizuje czystość duchową, gotowość do przyjęcia sakramentu i podtrzymuje nastrój święta. Na ogół kolejne dni Białego Tygodnia poświęcone są różnym sprawom.
W Sanktuarium na Siekierkach jeden dzień poświęcony jest misjom i misjonarzom. Odbędzie się też pielgrzymka do klasztoru w Niepokalanowie. - Będzie Eucharystia, ale przewidujemy także zwiedzanie, a szczególnie atrakcyjne dla dzieci wydaje się muzeum straży pożarnej prowadzonej przez ojców franciszkanów - mówi o. Jan Taff.
O misjach mówi się także w bazylice na Pradze. - Dzieci otrzymują na Pierwszą Komunię także pieniądze. Prosimy ich o wsparcie datkami misji, uczymy w ten sposób uczniów hojności. W tym roku po raz pierwszy otrzymają krzyżyki wyrabiane na misjach w Afryce. To ma być wyraz wdzięczności za datki, podkreślenie, że idą na konkretny cel - tłumaczy ks. Grzegorz Reiss. Na koniec Białego Tygodnia w jego parafii przewidziany jest wyjazd do Lichenia. Za rok dzieci przystępujące teraz do Pierwszej Komunii czeka jeszcze pielgrzymka do Góry Kalwarii, do grobu bł. o. Stanisława Papczyńskiego, założyciela zakonu. Uczniowie otrzymują wtedy Pismo Święte. Uroczysta jest też intronizacja Pisma, odbywająca się na drugą rocznicę Pierwszej Komunii. To pogłębienie wiary i budowanie wspólnoty - tłumaczy ks. Reiss. Bo choć zdarza się, że po Pierwszej Komunii św. rodzice wypisują dzieci z religii, to jednak rzadkie przypadki - mówi ks. Grzegorz Reiss. Na ogół udział w tym sakramencie nic nie kończy, lecz wszystko zaczyna.

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czerna: 21. Ogólnopolskie Spotkanie Rodziny Szkaplerznej

2019-07-20 17:18

o. Włodzimierz Tochmański OCD / Czerna (KAI)

Spotkaniu Rodziny Szkaplerznej, czyli wszystkich noszących szkaplerz Maryi i pragnących go przyjąć, w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Czernej k. Krakowa 20 lipca przewodniczył bp Jan Piotrowski, ordynariusz diecezji kieleckiej. Było to już po raz 21. Ogólnopolskie Spotkanie przed łaskami słynącym obrazem Maryi na „polskiej Górze Karmel”. Rok temu przewodniczył bp Kaleta, biskup pomocniczy z Kielc.

Tupungato/Fotolia.com

Spotkanie odbyło się z udziałem władz państwowych, parlamentarzystów i władz samorządowych województwa oraz kilkudziesięciu kapłanów z kilkunastu diecezji, współbraci karmelitów bosych z Polski i z misji afrykańskich pod kierunkiem prowincjała o. Tadeusza Florka OCD z Krakowa oraz kilkoma tysiącami wiernych z ponad 60 miejscowości Polski południowej od Świdnicy do Lublina i Przemyśla.

Przybyły wszystkie zgromadzenia karmelitańskie, wspólnoty i grupy karmelitańskie, członkowie Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych, a przede wszystkim kilkadziesiąt wspólnot katolickiego stowarzyszenia wiernych Bractwa Szkaplerznego, jak i szeroko rozumianej Rodziny Szkaplerznej z południowej Polski z kilkunastoma pocztami sztandarowymi.

Spotkanie miało charakter formacyjny z konferencją o. Damiana Sochackiego OCD, redaktora naczelnego „Głosu Karmelu” z Krakowa. Tematem spotkania były słowa „Przy Maryi w mocy Bożego Ducha”, które nawiązują do obecnego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce. Podczas spotkania intronizowano relikwie św. Szymona Stock, karmelity z Anglii, który otrzymał szkaplerz od Matki Bożej w 1251 r.; od tej pory będą one w czerneńskim sanktuarium. Do Polski przywiózł je o. Szczepan Praśkiewicz OCD, konsultor Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Po Mszy św. wierni tłumnie je całowali.

Bp Piotrowski w homilii uwypuklił wagę obecności matki w życiu każdego człowieka i obecności Maryi, naszej serdecznej matki, w życiu człowieka wierzącego. Jeśli wiernie za Maryją w życiu podążymy Jej śladem (w Jej szkole – jak pisał św. Jan Paweł II), będziemy szli piękną drogą chrześcijańską.

Gości powitał i w klimat spotkania wprowadził przeor i kustosz sanktuarium o. Leszek Stańczewski OCD, a podziękowanie wygłosił o. prowincjał.

Nie zabrakło też powitań ze strony o. Włodzimierza Tochmańskiego OCD, prowincjalnego moderatora Bractwa Szkaplerznego. Moderowanie całości spotkania prowadził o. Jacek Pawlikowski OCD. Od strony muzycznej spotkanie upiększyły połączone chór „Cantate anima” z Tenczynka i schola Mariam z Czernej pod dyrygencką batutą Marii Sołek oraz solistka jazz-gospel Ewa Uryga.

Po Mszy św. czas spędzano na wzajemnym spotkaniu, obudzeniu więzi bratersko-siostrzanych, tak bardzo potrzebnych nam Polakom, oraz na odpoczynku, posiłku i zwiedzaniu sanktuarium, klasztoru, Drogi Krzyżowej, dróżek karmelitańskich dawnego eremu, sekretariatu Bractwa Szkaplerznego (Rodziny Szkaplerznej), nowoczesnego Domu Pielgrzyma, księgarni Karmelitana, multimedialnych muzeów karmelitańskiego i misyjnego, kameralnego kina duchowego, stoisk wydawnictwa, czy kiermaszu misyjnego. Wśród pielgrzymów popularnością cieszyły się podkoszulki z nadrukiem różańca i szkaplerza, kalendarze, małe medaliki włoskie oraz puzzle szkaplerzne dla dzieci.

Na wielkim kiermaszu misyjnym można było ufundować opłacenie studiów afrykańskim klerykom karmelitańskim z misyjnych państw Burundi i Rwandy, gdzie pracują karmelici bosi z Polski, poprzez nabycie rożnych pamiątek, książek i rzeczy. Długoletni misjonarz br. Ryszard Żak OCD podpisywał własną książkę o misjach.

Odbyły się też nabożeństwa nałożenia szkaplerza św. tym, którzy jeszcze go nie przyjęli (ponad 100 osób) oraz nabożeństwo eucharystyczne z odnowieniem przyrzeczeń szkaplerznych, różańcem i koronką do Bożego Miłosierdzia. Kilkaset osób w ciągu tego odpustowego tygodnia przyjęło piękny dar szaty Maryi - szkaplerz karmelitański. Można o nim więcej się dowiedzieć na portalu www.szkaplerz.pl.

W niedzielę 22 lipca przypada uroczystość św. Eliasza proroka, patrona Zakonu i patrona karmelitańskiego kościoła (dawnego eremickiego) w Czernej, połączona z poświęceniem pojazdów samochodowych i motocykli z okazji wspomnienia św. Krzysztofa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem