Reklama

VII Letnie Wieczory Organowe im. Profesora Klemensa Gudela w Lutoryżu

Przemysław Lis, Kierownik Artystyczny Festiwalu
Edycja rzeszowska 26/2011

Przed nami okres wakacji - czasu, w którym nie brak wydarzeń związanych z tzw. kulturą wysoką. Zalicza się do niej bez wątpienia także muzyka sakralna w jej przeróżnych formach. Od pewnego czasu, co jest niewątpliwą zasługą obecnego Ojca Świętego Benedykta XVI, daje się zauważyć pewien renesans muzyki kościelnej, wcześniej i dziś niestety często zaniedbywanej czy wręcz znieważanej przez zastępowanie jej formami niegodnymi liturgii czy świątyni Pańskiej. Wielu ma nadzieję na zmartwychwstanie - przynajmniej w jakiejś części - chorału gregoriańskiego czy klasycznej polifonii, które są jednym z najcenniejszych skarbów Kościoła. Oby taka odnowa nastąpiła jak najprędzej. Jakże cieszy fakt, że w wielu świątyniach, zwłaszcza miejskich, w czasie celebracji liturgicznych usłyszeć można klasyczną literaturę organową dawnych i nowszych mistrzów. Dobra muzyka, wypróbowana przez wieki, ma wielką siłę. Mówił o tym Benedykt XVI na zakończenie koncertu z okazji jego 80. urodzin: „Jestem przekonany, że muzyka - mam tu na myśli szczególnie Mozarta i oczywiście wielu innych kompozytorów - to naprawdę uniwersalny język piękna. Jest on w stanie łączyć ludzi dobrej woli na całej ziemi. Sprawia, że wznoszą oczy ku górze, otwierając się na Dobro i Piękno absolutne, których ostatecznym źródłem jest sam Bóg. Patrząc na przebieg mego życia, dziękuję Bogu, że dał mi muzykę niemal jak towarzyszkę podróży, która zawsze przynosiła mi pociechę i radość. Dziękuję też ludziom, którzy od najwcześniejszego dzieciństwa zbliżyli mnie do tego źródła natchnienia i spokoju”.
Proponuję zatem Państwu udział w koncertach VII Letnich Wieczorów Organowych imienia Profesora Klemensa Gudela. Mimo licznych trudności natury materialnej, tworząc tegoroczną edycję, miałem niezmiennie na względzie zapewnienie Państwu jak najwyższego poziomu prezentowanego programu.
Dzięki uprzejmości burmistrza Boguchwały Wiesława Dronki, jeden z koncertów (10 lipca) odbywać się będzie w zabytkowych i pięknych wnętrzach pałacu Lubomirskich w Boguchwale.
Pierwszorzędne miejsce zajmie muzyka organowa, prezentowana na koncertowym instrumencie kościoła Matki Bożej Częstochowskiej w Lutoryżu. Organy te dzięki swoim rozległym możliwościom brzmieniowo-kolorystycznym pozwalają na swobodną prezentację muzyki różnych epok. Ich brzmienie zaskakuje niezwykłą potęgą, o czym wspomniał prof. Joachim Grubich (jeden z najświetniejszych organistów) po swoim recitalu. Dużo miejsca poświęcimy także występom solistów i wykonawcom form kameralnych. W czasie ostatniego koncertu wystąpi znakomity chór ze Strzyżowa pod dyrekcją prof. Grzegorza Oliwy.
Podobnie jak w ubiegłym roku mam zaszczyt zaprezentować Państwu na zakończenie festiwalu własną kompozycję: Calix benedictionis na chór z organami. Utwór pochodzi z napisanego przeze mnie „Tryptyku ku czci Najświętszego Sakramentu”. Dane mi było rok temu prezentować jedną z tych trzech kompozycji w Krakowie w czasie koncertu z okazji 60-lecia kapłaństwa kard. Franciszka Macharskiego.
W roku bieżącym świat organistyki przeżywa znamienne rocznice: 200-lecie urodzin Franza Liszta, 100. rocznicę urodzin Jehanna Alain’a (poległego w czasie II wojny światowej na froncie w wieku 29 lat), oraz 40. rocznicę śmierci wielkiego organisty z paryskiego kościoła Saint-Sulpice Marcela Dupré. Ich dzieła usłyszymy w czasie festiwalu. Rok obecny to także 5. rocznica śmierci prof. Klemensa Gudela oraz podobnie 5. rocznica śmierci ks. kan. Czesława Przystasia, dawnego proboszcza w Lutoryżu, muzyka i dyrygenta, przenikniętego troską o wysoki poziom muzyczny w lutoryskiej świątyni.
Wyrażam słowa ogromnej wdzięczności bp. Kazimierzowi Górnemu, ordynariuszowi diecezji rzeszowskiej, za objęcie tegorocznej edycji festiwalu swoim, jakże zaszczytnym dla nas, patronatem honorowym. Dziękuję gospodarzowi lutoryskiej świątyni, ks. kan. Stanisławowi Boratynowi, za - jak co roku - niezwykle życzliwe przyjęcie festiwalu, wspaniałą współpracę i wielką wrażliwość na piękno i wartość dobrej muzyki. Dziękuję hojnym sponsorom (z Gminy Boguchwała na czele i przychylnym dla nas niezwykle Panem Burmistrzem), bez których „Letnie Wieczory” nie mogłyby istnieć. Wdzięcznością obejmuję wybitnych artystów, którzy z radością przyjęli zaproszenia koncertowe. Wielce doceniam kompetencje Bogumiły Płanety, prowadzącej z pasją i profesjonalizmem poszczególne muzyczne spotkania. Dziękuję wszystkim patronom medialnym, a także Lechowi Skoczylasowi z Krakowa za techniczne przygotowanie organów. Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wspierali mnie w dziele tworzenia festiwalu - serdecznie dziękuję.
Życzę Państwu wielu wzniosłych doznań natury duchowo-estetycznej. Dziękuję tym wszystkim, którzy już od lat regularnie są stałymi słuchaczami naszych koncertów. Niech nasze poszczególne spotkania z wielkimi dziełami muzycznymi wzbudzą w nas większą wrażliwość na piękno i nauczą doceniać to, co naprawdę wartościowe, to co nazwać można wielką sztuką.

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10


Komańcza 1956 r. - kard. Wyszyński przy pracy
Archiwum Instytutu Stefana Kardynała Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Vaněk: Jan Paweł II ważny również dla Czechów

2019-12-12 17:21

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Nie tylko dla Polaków Jan Paweł II odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Podobnie był on postrzegany również w ówczesnej Czechosłowacji. Wskazuje na to prof. Miroslav Vaněk, który w Czeskiej Akademii Nauk jest dyrektorem instytutu historii współczesnej. Wziął on udział w rzymskiej konferencji z okazji 30-lecia aksamitnej rewolucji.

Vatican News
Prof. Vaněk

Podkreśla on, że coraz częściej Czesi powracają do tego wydarzenia i postrzegają je jako swoisty ideał. Przez ostatnich 30 lat ludzie się w Czechach wzbogacili, wiedzą, że ich kraj się rozwinął, ale nie są dzięki temu bardziej szczęśliwi, zadowoleni z życia. Dlatego chętnie powracają w pamięci do aksamitnej rewolucji, do panującego wówczas braterstwa i jedności. W tamtych wydarzeniach szukają orientacji na przyszłość. Ważne jest również to, że w tamtych chwilach kluczową rolę odgrywał Jan Paweł II.

„Rola Jana Pawła II była ogromna. Jego wpływ wykraczał poza granice Polski, a także Europy Wschodniej i Środkowej. Nie można go oczywiście postrzegać w oderwaniu od innych czynników zarówno w polityce międzynarodowej, jak i na szczeblu lokalnym w Czechosłowacji, NRD czy Polsce. One też odegrały swoja rolę i bez nich wszystko to byłoby niemożliwe. Jednakże znaczenie Jana Pawła II w tych wydarzeniach daleko wykracza ponad to wszystko – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Vaněk. – Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję być w Watykanie. I kiedy przechodziłem obok grobu Jana Pawła II, musiałem się zatrzymać. Miałem takie wewnętrzne poczucie, że powinienem tu za coś podziękować, bo i dla mnie było to bardzo ważne. W ówczesnej Czechosłowacji Jan Paweł II wpłynął na postawę wielu ludzi. Pamiętajmy, że tuż przed aksamitną rewolucją była przecież kanonizacja św. Agnieszki, w czym bezpośrednio przejawiała się papieska działalność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem