Reklama

Nie gaście ducha Ojca Maksymiliana

Agnieszka Lorek
Edycja sosnowiecka 32/2011

Kończy się ogłoszony przez Zakon Braci Mniejszych Konwentualnych w Polsce Rok Kolbiański. Jego czas wyznaczały daty: 14 sierpnia 2010 r. - 15 sierpnia 2011 r. Motywem tej inicjatywy była przypadająca na niedzielę 14 sierpnia 2011 r. 70. rocznica męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana. Rok Kolbiański stał się także odpowiedzią na wezwanie sł. Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego: „Nie gaście ducha Ojca Maksymiliana!”

Zachęta, by nie gasić ducha św. Ojca Maksymiliana zachowuje swoją aktualność i znaczenie, gdyż jego postać jest źródłem inspirującym i nieustannie wskazuje drogę. Co do tego wątpliwości nie ma proboszcz parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Łazach, ks. Jarosław Piekarz, który uważa, że w tym wyjątkowym czasie św. Maksymilian tak pokierował myślami, sercami i umysłami ludzkimi, że po 23 latach od erygowania łazowskiej wspólnoty nareszcie drgnęła sprawa budowy kościoła. Zamysł o budowie nowego domu Bożego istnieje tu od samego początku; wybudowana kaplica miała służyć jedynie jako tymczasowa i tymczasową pozostała do dziś, choć już niedługo parafia obchodzić będzie srebrny jubileusz istnienia.
„Parafie, które utworzone zostały w tym samym czasie, co nasza, mają już swoje kościoły, domy parafialne, zostały konsekrowane, w pełni funkcjonują. Tutaj sprawa ciągnie się latami. Jestem jednak pełen wiary i nadziei, że na poświęconym w czerwcu br. przez ordynariusza naszej diecezji, bp. Grzegorza Kaszaka placu pod budowę nowej świątyni niedługo rozpocznie się prawdziwy budowlany ruch” - optymistycznie nastraja Ksiądz Proboszcz, który od roku przewodzi łazowskiej wspólnocie. Być może fakt, że ks. Jarosław zna się na budownictwie wpłynie na fakt, że rychło zobaczymy rosnące mury świątyni? „Oj, żeby to ode mnie zależało…, ale może ten zawód trochę dopomoże, bo ogólne poglądy na sprawy budowlane posiadam” - uśmiecha się ks. Piekarz.

Milowy krok

Najważniejsze jednak jest to, że temat budowy nowego kościoła nie jest tylko tematem do rozmów, ale podjęte inicjatywy to prawdziwy milowy krok w drodze do wznoszenia świątyni. Ostatni rok był intensywny jeśli chodzi o wszelkie sprawy formalno-prawne. Niemała w tym zasługa burmistrza miasta i gminy Łazy, Macieja Kaczyńskiego oraz miejscowych radnych, którzy uwzględnili w planie zagospodarowania przestrzennego miasta grunt pod cele kultu. Działka pod budowę kościoła została zakupiona za symboliczną kwotę w ub.r. Jej powierzchnia to 4 tys. m kw., teren byłych ogródków działkowych przy ul. Częstochowskiej. Wydaje się, że to bardzo dobra lokalizacja jeśli chodzi o dostęp wiernych, ponieważ przyszły kościół usytuowany będzie w bezpośrednim sąsiedztwie bloków mieszkalnych. „Nowa świątynia, według projektu architekta Włodzimierza Cichonia z Kielc, będzie 3-nawowa, o powierzchni użytkowej ok. 400 m kw.” - uchyla rąbka tajemnicy Proboszcz parafii, który nie marnował czasu i przy licznych obowiązkach związanych z nową parafią wystarał się także o opracowanie architektoniczne nowego kościoła, którego na razie strzeże jak oka w głowie. „W odpowiednim czasie parafianie zobaczą projekt nowego kościoła; czekali tyle lat, poczekają i kilka tygodni, zanim wszystko dopięte zostanie na ostatni guzik, zanim projekt zostanie ostatecznie zatwierdzony przez diecezjalną komisję ds. budowy i konserwacji kościołów” - mówi ks. Jarosław. Choć ruch na placu kościelnym trwa już od kilku miesięcy - bo trzeba było uporządkować teren, ogrodzić go, przygotować do poświęcenia - to sprzęt ciężki wjedzie tu najprawdopodobniej wiosną 2012 r., by rozpocząć wykopy pod fundamenty.

Prastare Łazy

Łazy zamieszkuje obecnie ok. 7 tys. osób. Przez obszar miasta przebiega linia kolejowa Katowice - Warszawa obudowana stacją rozrządową. Pas terenów kolejowych przecina miasto na dwie części, które powiązane są jedynie tunelowym przejazdem drogowym oraz kładką dla pieszych. Pospolicie mówi się o starych i nowych Łazach. To właśnie w tych ostatnich w latach 60. XX wieku powstało nowe osiedle „Podlesie”, które w czasach PRL-u przemianowano na osiedle ZMS. W latach 1968-69 oddano osiem bloków, a następne w latach 70., 80., i 90. Liczba mieszkańców tej części Łaz wzrosła wówczas do 3 tys. osób. To z kolei stało się inspiracją do utworzenia w tej części miasta odrębnej placówki duszpasterskiej. Biskup częstochowski Stanisław Nowak 1 lipca 1987 r. powołał do życia nową parafię pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Sięgając do początków miejscowości warto nadmienić, że po raz pierwszy wzmiankowana jest w źródłach pisanych w 1442-43 r., w dokumencie sprzedaży Księstwa Siewierskiego przez bp. Zbigniewa Oleśnickiego. Kolejne wzmianki dotyczące miejscowości pochodzą z dokumentu króla Kazimierza Jagiellończyka datowanego na 1456 r. Łazy wymienione są także w „Liber Beneficiorum” Jana Długosza z lat 1470-80.
Rozwój miejscowości związany jest z budową warszawsko-wiedeńskiej linii kolejowej w latach 1845-48 oraz rozwojem przemysłu w rejonie Zagłębia Dąbrowskiego. Przed powstaniem parafii św. Michała Archanioła w Łazach wierni należeli do parafii św. Jakuba w Ciągowicach. 25 listopada 1920 r. parafię w Łazach erygował biskup kielecki Augustyn Łosiński. Z niej zrodziła się wspólnota św. Maksymiliana, w której historię wpisało się na trwałe pięciu duszpasterzy, którzy animowali jej życie duchowe oraz wznosili kościół materialny. Wymienić w tym miejscu należy pierwszego proboszcza, ks. Juliana Oleksego, budowniczego tymczasowej kaplicy, służącej do dziś jako miejsce spotkań liturgicznych, nieżyjącego już śp. ks. Jana Maja, który wybudował plebanię oraz ks. Jerzego Małotę, ks. Zygmunta Skipirzepę - kontynuatorów dzieł duchowych i materialnych swoich poprzedników, oraz obecnego proboszcza, ks. Jarosława Piekarza.

Reklama

Wyczekiwanie

Obecnie parafia liczy niespełna ok. 2500 tys. mieszkańców. Część z nich to rodowici mieszkańcy Łaz, druga to przybysze, którzy zwłaszcza weekendy spędzają u swoich najbliższych, poza miastem. Rezultat jest taki, że po prostu nie ma ich w kościele na coniedzielnej Mszy św. Może właśnie dlatego nie czują zbyt wielkiej przynależności do nowej wspólnoty. „Troską moich poprzedników było skonsolidowanie parafii. I ja tego pragnę, aby wierni tej wspólnoty poczuli się jak w rodzinie, aby zespolili się z problemami i radościami, które tutaj się dzieją” - mówi Ksiądz Proboszcz. Z pewnością w realizacji tych pragnień pomocna będzie świątynia z prawdziwego zdarzenia, dom parafialny, który stanie się ośrodkiem kultury dla dzieci i młodzieży. Planów jest wiele” - zaznacza Ksiądz Proboszcz.
Tymczasem w parafii trwa wielkie wyczekiwanie, co z tego wszystkiego wyniknie? Czy się uda? „Wielu parafianom zależy na nowym kościele, nie brakuje jednak tych, którzy powątpiewają. Jedno jest pewne, że osiedle zubożało. Ludzie stracili optymizm, bo stracili też pracę. Pamiętam czasy, kiedy odwiedzałam tę parafię, kiedy byłem wikariuszem w Ogrodzieńcu, jeszcze za ks. Maja, kaplica wówczas była pełna, dziś zaledwie 17 proc. uczestniczy w życiu wspólnotowym” - mówi ks. Jarosław Piekarz.

Wszystko jest możliwe

Miniony rok dla Maksymilianowej wspólnoty był przełomowy, ponieważ na przestrzeni lat mieszkańcy nie bardzo wierzyli już w poderwanie się do wznoszenia kościoła. Trzeba czasu, aby niektórzy przekonali się, że to jest możliwe, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko jest zapał, chęci i zaangażowanie. Powstał parafialny komitet budowy kościoła w Łazach, który wspomaga Proboszcza, a także podejmuje decyzje w sprawach finansowych. Proboszcz parafii podziwia i jest ogromnie wdzięczny wszystkim tym, którzy widzą w sens, którzy wspierają rozpoczynające się dzieło modlitwą i ofiarami. Tu ukłon w kierunku parafian, a także władz miasta, którzy łaskawym okiem patrzą na rodzące się dzieło pod patronatem św. Maksymiliana.
Zapewne wspaniały Patron, który fascynuje swoją osobowością i postawą, a który jest autorem utworzenia wielkiego, słynnego w całym świecie ośrodka w Niepokalanowie, nie zostawi samych wiernych tej wspólnoty. „Pewnie nasze sprawy są mu szczególnie znane i bliskie, ogromnie w to wierzę, a myśl ta jest bardzo motywująca na przyszłość” - stwierdza ks. Jarosław Piekarz.

Reklama

Chodzenie do kościoła wydłuża życie

2016-06-15 21:52

Artur Stelmasiak

Trwające aż 16 lat badania Uniwersytetu Harvarda wskazują, że chodzenie do Kościoła i uczestniczenie w uroczystościach religijnych wydłuża życie aż o 33 proc. Wyniki badań zostały opublikowane przez jedno z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie.

Małgorzata Młynarska
Uroczystości jubileuszowe w jarosławskiej świątyni pw. Trójcy Przenajświętszej

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przeanalizowali dane na temat stylu życia 74 534 kobiet, które w latach 1992-2012 brały udział w Nurses' Health Studies. Wszystkie badane kobiety były w roku 1992 wolne od chorób krążenia i nowotworów. Uczestniczki odpowiadały na pytania dotyczące diety i zdrowia, a także dotyczące uczestnictwa w obrzędach religijnych. Okazało się, że u kobiet, które brały udział w obrzędach religijnych, stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu.

- Jak się okazuje, największym propagatorem zdrowego trybu życia jest prosty proboszcz parafii, który swoich parafian zachęca do relacji z Jezusem i udziału w nabożeństwach – twierdzi ks. Sławomir Abramowski, proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Warszawie, który jest z wykształcenia także lekarzem.

Wynika badań jednoznacznie wskazują, że w ciągu 16 lat trwania badania stwierdzono o 33 procent mniejsze ryzyko zgonu u kobiety uczestniczące w nabożeństwach, w porównaniu z tymi, które do kościoła nie chodziły. Kobiety religijne o wiele rzadziej umierały na choroby układu krążenia i nowotworowe. Badanie pokazało też większy optymizm kobiet uczestniczących w nabożeństwach i mniejszą podatność na depresję.

- Do tej pory wszyscy myśleli, że zachęcając do chodzenia do kościoła zachęcam tylko do życia wiecznego. Teraz jest już medycznie udowodnione, że jestem również po prostu propagatorem zdrowego stylu życia – pisze na profilu facebookowym parafii ks. Abramowski. - Który z lekarzy, moich kolegów po fachu może się pochwalić taką skutecznością w profilaktyce poważnych schorzeń układu krążenia i nowotworów.

To jedne z największych badań tego typu. Spośród 74 534 kobiet w przeciągu 16 lat odnotowano 13 537 zgonów, w tym 2721 zgonów z powodu sercowo-naczyniowych i 4479 zgonów z powodu raka. Po wielu zmiennych i uwzględnieniu głównych czynników ryzyka okazało się, że kobiety uczestniczące w nabożeństwach częściej niż raz w tygodniu wykazały o 33 proc. mniejszą śmiertelność.

Wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda zostały opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych pism medycznych na świecie JAMA Internal Medicine. „Religia i duchowość może być niedoceniana przez medycynę czynnikiem w tym, aby lekarze mogli odpowiednio diagnozować swoich pacjentów” - piszą autorzy badania na stronie The Jama Network.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Orzechu, dziękujemy!

2019-06-16 21:13

Agata Pieszko

Weszłam dziś do małej, dusznej kaplicy na Bujwida. Dawno mnie tu nie było. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to piękne, polne kwiaty, które stały przed ołtarzem na drewnianych pniach. Następnie tłum ludzi, w tym studenci siedzący starym zwyczajem na czerwonym dywanie w czarne kropki. Nazwaliśmy go kiedyś „arbuzem”. Za chwilę rozbrzmiała pieśń do Ducha Świętego i rozpoczęła się jubileuszowa Msza Święta. Msza kapłana, który służy Bogu i ludziom od 55 lat!

Agnieszka Bugała
Ks. Stanisław Orzechowski, bp Andrzej Siemieniewski i najmłodszy z braci Orzecha wraz z małżonką

–Tak na oko, to wszystkich Was znam – mówił do wiernych ks. Stanisław Orzechowski – Ze wszystkich rzeczy, które spotkały mnie na świecie, najlepszą jest Msza Święta. Cieszę się, że mogę w tej Mszy Świętej Was przygarnąć i polecić Panu Bogu.

Dziś spotkaliśmy się na styku pokoleń. Orzech faktycznie nas wszystkich zna. Kojarzy studentów, którzy przychodzili do duszpasterstwa 55 lat temu, poznał ich dzieci, które swoją drogą niejednokrotnie też zadomowiły się w „Wawrzynach”.

Dzisiejszy dzień jest uroczystością Trójcy Świętej. O. Piotr Bęza zastanawiał się, jak połączyć Orzecha z tą niezwykłą tajemnicą.

–To, co jest ważne w Trójcy Świętej, to relacja. Jak patrzymy na życie Orzecha, to jego relacja z Panem Bogiem wychodzi na pierwszy plan, ale także relacje z drugim człowiekiem. Ja zwracam uwagę na to, że Orzech ma niezwykłą pamięć i jak na początku Mszy Św. powiedział, że wszystkich tutaj zna, to nie kłamał. On troszczy się o relacje – mówił o. Piotr Bęza CMF, Prowincjał Polskiej Prowincji Misjonarzy Klaretynów

– Mam powiedzieć kazanie na 55-lecie kapłaństwa Orzecha, a ja nawet nie żyję tyle lat. Większość z nas pewnie chciałaby dziś usłyszeć właśnie jego, bo przez wiele lat karmił nas swoimi kazaniami, więc wpadłem na genialny pomysł-będę go cytował – powiedział na rozpoczęcie homilii o. Piotr.

Ojciec Piotr przez 6 lat pomagał Orzechowi w prowadzeniu studentów. Przez ten czas zdążył zapisać wiele jego złotych myśli oraz wiążących się z nim zabawnych sytuacji, którymi podzielił się z nami z ambony. Każdy cytat Orzecha wywoływał albo poruszenie, albo salwy śmiechu.

Każdy z nas zebranych dziś w kaplicy na Bujwida mógłby się podzielić co najmniej jednym szczególnym wspomnieniem z Orzechem. My przywołaliśmy na pamięć np. dyżury kuchenne na Białym Dunajcu, które wzbudzały niepokój szczególnie u studentek.

– Jedna ze studentek na Obozie w Białym Dunajcu po dyżurze kuchennym podeszła do mnie i powiedziała: Proszę Ojca, ja się już nie boję żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Wystarczyły trzy dni dyżuru z Orzechem – wspominał o. Piotr.

Fakt. Orzech jest wymagający. Czasem szorstki. Nie szczędzi ostrych słów. Ja właśnie za to go cenię. W duszpasterstwie zrozumiałam, że życie takie jest. Czasem szorstkie, nie szczędzi gorzkich słów i nieustannie wymaga.

Orzech jest wymagający, ale przede wszystkim wobec siebie. Uczył nas nie tylko tego, że trzeba pracować nad sobą, ale sam przez całe swoje życie pracował fizycznie, pracował z nami. Uczył dziewczyny jak oskubać gęś, a chłopaków, jak po wykopkach usypać kopiec z ziemniaków. Pokazywał, że trzeba wziąć się do ciężkiej pracy, żeby to wymagające życie było piękne.

„Wawrzyny”. Miejsce, w którym muzyczni się mylą, ktoś przejęzycza się przy ogłoszeniach, a ksiądz krzyczy z ambony. I co z tego? Właśnie nic! Tutaj można być nieidealnym, tutaj można się pomylić, tutaj Orzech nauczył nas, że nie można być „dudusiem”, albo „pudelkiem mamusi”, tylko pracować nad sobą i żyć blisko Boga, przyjmując nawet krytyczne uwagi. W jednej chwili zrozumiałam, dlaczego było mi tu tak dobrze. Tutaj mogłam być sobą, bo Orzech swoją postawą pokazał mi niezwykły dystans.

Dzisiejsza Eucharystia była taka, jakiej Orzech by chciał. Nie był w centrum. W centrum stał jak zwykle Jezus Chrystus w Trójcy Najświętszej i ukochana Matka Boska, która jak sam stwierdził „doskonale do Nich pasuje”. Uwielbienie było pełne tańca, a schola zaśpiewała jedną z jego ukochanych pieśni „Wody Jordanu”.

Orzechowi na koniec jubileuszowej Mszy Świętej oficjalnie dziękowali obecni Prezydenci Duszpasterstwa, Wspólnota Rodzin „Wiosna”, chór „Szumiący Jesion”, członkowie „Solidarności”, „Ruch Rodzin Nazaretańskich”, animatorzy Seminarium Odnowy Wiary, natomiast poza oczami odbyło się jeszcze wiele czułych rozmów, padło dużo ciepłych słów, pocałunków i uścisków. Jubileusz „Orzecha” przeżywał z nim jego najmłodszy brat z małżonką oraz bp. Andrzej Siemieniewski.

Oprócz mnóstwa kwiatów, owoców i słodkości Orzech otrzymał kołpaki jako zadatek na nowy samochód. Zbiórka na nowe, niepsujące się auto dla Orzecha ma potrwać do końca czerwca. Zbiórka na samochód dla Orzecha.

Po Mszy Świętej był czas na spotkanie, wspólne zdjęcia, wspomnienia i rozmowy przy cieście. Nie przy cateringu w dobrej restauracji dla wybranych. Spotkaliśmy się wszyscy. Po swojsku. Jak zwykle, bo tak chciałby nasz ukochany Wielkopolanin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem