Reklama

600 lat z Matką Bożą Nabroską

Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 32/2011

Witaj Nabroska Matko jedyna./Uproś nam łaskę u Swego Syna./Uproś nam łaskę Niepokalana./Uproś Maryjo, Matko kochana”. Słowami tej pieśni wierni witają Matkę Bożą Nabroską podczas odsłonięcia Jej cudownego obrazu. Każdego dnia rzesze młodych i starszych przybywają w to miejsce, by otrzymać od swojej Matki potrzebne łaski. Proszą, dziękują i przepraszają…
16 lipca br. w Nabrożu w sposób szczególny dziękowano za 600-lecie powstania miejscowości i parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To jedna z najstarszych parafii w diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Jej powstanie datuje się na 15 listopada 1411 r. dzięki fundacji Jana Sumnika i jego żony Agnieszki. Pierwsza świątynia nosiła wezwanie Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Świętych. Zatwierdzenia dokumentu fundacji Jana Sumnika dokonał bp Paweł z Chełma w 1470 r. Później kościół murowany powstał dzięki łasce Samuela Łaszcza, prawdopodobnie jako wotum za wyrządzone w życiu zło. Fakt ten potwierdza tablica pamiątkowa z datą fundacji 1684 r. i herbem darczyńcy we wnętrzu świątyni. Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny konsekrował w 1690 r. biskup chełmski Stanisław Święcicki.
Wiara czyni cuda. O nich mogłam usłyszeć z ust pielgrzymów. Ci z Tyszowiec często podkreślali, że Matka Boża z Nabroża jest matką naszą i waszą. Dlaczego? Odpowiedzi należy doszukiwać się w wydarzeniach historycznych związanych z tym miejscem. 25 maja 1944 r. została podpalona świątynia w Nabrożu. Kościół spłonął prawie doszczętnie. Z relacji świadków wiadomo, że nietknięty był tylko ołtarz z obrazem Matki Bożej Szkaplerznej, co przez miejscową ludność zostało przyjęte jako cud. Partyzanci zdjęli obraz i wraz z ołtarzem zawieźli do kościoła w Tyszowcach. Tam przez 4 lata wierni parafii nabroskiej i okolicznych miejscowości zmierzali, by modlić się przed cudownym wizerunkiem. Obraz powrócił do Nabroża 16 lipca 1948 r. podczas uroczystej procesji, której przewodniczył biskup lubelski Stefan Wyszyński. Te wydarzenia potwierdziły jeszcze raz, że Pani z Nabroża była Matką wszystkich. „Dla ojców naszych była Częstochowską, Kalwaryjską, Siewną czy Szkaplerzną. Zostały po Niej pieśni, obrazy, rzeźby przydrożne i szkaplerze. A my - nowe pokolenie Polaków - patrzymy się z zażenowaniem na to maryjne przywiązanie naszych ojców i matek” - powiedział w homilii bp Wacław Depo. Dodał, że trudno się dziwić kultowi Bogarodzicy, który potrafi przemieniać serca i umysły ludzi tej ziemi. A szczególnie wtedy, gdy doda się wszystkie święta maryjne w ciągu roku. Nie jest łatwo przyjąć Maryję jako swoją matkę. Również Kościołowi nie jest dziś łatwo iść maryjną drogą. Chrystus dał nam Maryję z wysokości krzyża. Nie jest łatwo zgodzić się na wzór Maryi i na życie w cieniu Boga. Ordynariusz odniósł się w tym miejscu do osoby św. Jana Apostoła Ewangelisty. A ten zapisał, że Chrystus przyszedł do swoich, a oni go nie przyjęli. Bardziej umiłowali ciemność. I przypomniał, że Słowo stało się Ciałem przez Maryję i zamieszkało wśród nas. Na koniec bp Depo odniósł się do postawy ówczesnego bp. Stefana Wyszyńskiego, który 16 lipca 1948 r. w uroczystej procesji, z ponad 10-tysięczną rzeszą wiernych, dokonał aktu przeniesienia obrazu Matki Bożej do Nabroża. „Nie ma Prymasa Wyszyńskiego wśród nas fizycznie, bo odszedł 30 lat temu. Ale i teraz naród nasz staje wobec próby podziału biskupów na lepszych i gorszych. Nie wierzcie - wzywał hierarcha - kto wam mówi prawdę, kto ma odwagę mówić prawdę! I dzisiaj próbuje się znów tą samą metodą kłamstwa uzasadniać drogi dla braku ufności pomiędzy biskupami, kapłanami i ludźmi. Pamiętajmy słowa Prymasa, który mówił: Kościół w Polsce nie miał zwyczaju opuszczać narodu. Nie ma tego zwyczaju i dzisiaj! Nie daje się podzielić, na lepszych i gorszych. Polska jest jedna i Kościół Chrystusowy jest jeden! Chrystus zapłacił sobą, żebyśmy byli jedno. Jesteśmy narodem oddanym na własność Bogu i nie możemy o tym zapomnieć, przez pośrednictwo Maryi” - zaapelował Pasterz diecezji. W imieniu wszystkich poprosił Panią Nabroską: „Maryjo, bądź z nami w każdy czas, aby nigdy w Ojczyźnie naszej nie zabrakło wierności Bogu, krzyżowi i Ewangelii. Bądź z nami w każdy czas!”.
Do wizerunku Matki Bożej wędrowały pielgrzymki z pobliskich miejscowości zwane kompaniami. Najstarsza i najbardziej znana to kompania tyszowiecka. 16 lipca do Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej przybyła 70-osobowa grupa pielgrzymów z parafii św. Leonarda w Tyszowcach. Przewodził jej ks. Mateusz Januszewski. Zdaniem wikariusza: „Wierni chcieli przez to oddać cześć Matce Najświętszej i pokłonić się Tej, która wyprasza tak wiele łask dla okolicznej ziemi, jak również mieszkańców ziemi tyszowieckiej”.
Sięgając do początków historii Cudownego Obrazu Matki Bożej Nabroskiej warto przypomnieć, że twórca i data powstania obrazu Matki Bożej Szkaplerznej nie są dokładnie znane. Datuje się go na wiek XVIII (Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. VIII, Powiat Hrubieszowski). Od wielu lat obraz ten otaczany był szczególnym kultem. Doniosłości znaku Bożego i kultu zaczął nabierać od wspomnianej daty spalenia kościoła i niewytłumaczalnego fizycznie nienaruszenia ołtarza i obrazu przez wielką siłę ognia i temperatury. O kulcie obrazu świadczą piesze pielgrzymki i liczne wota, niektóre zachowane jeszcze z okresu wojen napoleońskich. W 1994 r. wprowadzono w parafii Nowennę do Matki Bożej Nabroskiej. Nabróż był również stacją pobytu figury Matki Bożej Fatimskiej (23 stycznia 1996 r.). Niezwykle doniosłym wydarzeniem była koronacja obrazu Matki Bożej Nabroskiej (13 lipca 2002 r.). To tam od kilku lat odbywają się zjazdy dzieci pierwszokomunijnych i młodzieży gimnazjalnej. Zainteresowanych historią Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Nabrożu odsyłam na stronę internetową parafii: www.nabroz.pl.

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Każdy jest misjonarzem

2019-10-21 04:59

Urszula Buglewicz

Paweł Wysoki

Z woli papieża Franciszka październik przeżywany jest jako Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny. Z tej okazji Centrum Misyjne z s. Ireną Karczewską FMM i ks. Wojciechem Rebetą, dyrektorem Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Lubelskiej, zorganizowało forum pt. „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa z misją w świecie”.

Jesteśmy dla innych

Spotkanie różnych środowisk misyjnych odbyło się 5 października. W gościnnych progach „Domu Nadziei” Caritas zgromadzili się przedstawiciele zgromadzeń, stowarzyszeń i grup ukazujących różnorodność animacji misyjnej w diecezji. O swojej pracy na krańcach świata oraz o modlitewnej i materialnej pomocy niesionej misjonarzom i mieszkańcom różnych kontynentów mówiły osoby konsekrowane, m.in. Ojcowie Biali i Siostry Białe, Księża Werbiści, siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi oraz Urszulanki Unii Rzymskiej. Przedstawiciele zgromadzeń zakonnych podkreślali, że całym życiem starają się służyć misjom i budzeniu świadomości misyjnej wśród wiernych. - Nie robimy nic więcej, jak oddajemy Bogu swoje życie i czas, by służyć misjom. Jesteśmy dla innych; cały wysiłek i całe serce oddajemy na chwałę Bożą i dla pożytku bliźnich - zapewniał o. Stefan Kukuła SVD.

Znaczną część prezentacji wypełniły informacje o misyjnej aktywności dzieci; przedstawicielami małych misjonarzy byli ich nauczyciele i rówieśnicy z ognisk w Wandalinie (parafia Boby) i Lublinie (parafia św. Józefa oraz Szkoła Podstawowa Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej). O ognisku misyjnym zrzeszającym młodzież Zespołu Szkół Technicznych w Chełmie opowiadał ks. Mariusz Kruk. Charakter pracy parafialnych grup misyjnych zaprezentowali wierni z parafii pw. św. Antoniego w Lublinie, którzy podczas minionych wakacji odbyli podróż do Rwandy. Zgromadzeni wysłuchali również informacji nt. misyjnej działalności stowarzyszeń Żywego Różańca. Maitri i AfricaMed.

Misyjny zapał

Gośćmi forum byli Teresa Kmieć - siostra Heleny Kmieć, świeckiej misjonarki zamordowanej w Boliwii, oraz ks. Franciszek Jabłoński, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Gnieźnieńskiej.

- Misje w naszym życiu obecne są na różne sposoby, poczynając od modlitwy poprzez różne lokalne działania, skończywszy na wyjeździe do konkretnego kraju, by tam głosić Chrystusa. Każdy powinien w tej dziedzinie odnaleźć miejsce dla siebie - mówiła Teresa Kmieć. Dzieląc się historią życia swojej rodziny, naznaczonej niespodziewaną śmiercią siostry, podkreślała, że Helena często powtarzała, iż doświadczyła tyle miłości od innych, że powinna dzielić się nią z tymi, którym jej brakuje. Powołaniem świeckiej misjonarki było niesienie bliźnim, a szczególnie zaniedbanym i ubogim dzieciom, radości i miłości. - Jej zapał misyjny wypływał z poczucia, że sam Jezus ją prowadzi - dzieliła się Teresa Kmieć. Siostra zamordowanej misjonarki zwróciła uwagę, że gotowość niesienia Dobrej Nowiny i zwykłej ludzkiej pomocy była naturalną konsekwencją wychowania w rodzinie dbającej o przekaz wiary i chrześcijańskie wartości.

Drugi z gości, ks. Franciszek Jabłoński, zachwycił słuchaczy prelekcją nt. „Ochrzczeni i posłani w animacji misyjnej”. Wskazał, że rozbudzenie świadomości misyjnej ma dokonywać się na wielu płaszczyznach, ale pierwszą i podstawową jest osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem. Jak tłumaczył, wiara to nie „chodzenie do kościoła”, ale osobista relacja i formacja. Początkiem tej drogi, a zarazem bramą i biletem do nieba, jest chrzest, z którego wypływa obowiązek dawania świadectwa wiary. - Każdy jest uczniem i misjonarzem, bo otrzymuje i przekazuje innym wiarę - wyjaśniał, zachęcając do „misyjnej kreatywności”, zwłaszcza w rodzinach.

Zasada miłości

Zwieńczeniem spotkania była Msza św. sprawowana w archikatedrze lubelskiej pod przewodnictwem bp. Mieczysława Cisło. - Powinniśmy uświadomić sobie jeszcze bardziej, że jesteśmy misjonarzami posłanymi by głosić Chrystusa. Modlitwą ogarniamy potrzeby Kościoła, by być wsparciem dla tych, którzy są na froncie misyjnej pracy - mówił Ksiądz Biskup.

W homilii bp Cisło podkreślał, że „pierwszym misjonarzem jest Jezus Chrystus, który daje nam miłość”. - Miłość czyni nasze życie darem dla innych; bez miłości, bez daru z siebie, nie ma misji - wyjaśniał. Pasterz zwrócił uwagę, że nie trzeba jeździć po świecie, by być misjonarzem. Przykładem są święci, np. Teresa od Dzieciątka Jezus i siostra Faustyna. - Każdy może zaangażować się na rzecz misji przez modlitwę, cierpienie, solidarność z misjonarzami, interesowanie się ich losem i wsparcie materialne. Wraz z chrztem świętym zostaliśmy włączeni do Kościoła, który ze swej natury jest misyjny. Duch Święty, którego otrzymaliśmy w sakramencie bierzmowania, uzdalnia nas do działania. Każdy ochrzczony jest misjonarzem; to zadanie nie tylko zgromadzeń misyjnych czy osób duchownych, ale każdego chrześcijanina. Jedni mogą modlić się w intencji misji, inni podejmować różne działania, a jeszcze inni pracować na „froncie” misyjnym - mówił Ksiądz Biskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem