Reklama

Nie zmarnowałam mandatu zauf ania (2)

Niedziela częstochowska 40/2011

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Była Pani w Katyniu, kiedy wydarzyła się katastrofa smoleńska. Nie możemy dziś pominąć tego tematu, śmierci prezydenta Kaczyńskiego i tylu znakomitych osób...

JADWIGA WIŚNIEWSKA: -... ważnych i tak bardzo Polsce potrzebnych. 10 kwietnia 2010 r. jest jednym z najczarniejszych dni w naszej historii. Jesteśmy ponad rok po katastrofie i można zapytać, jak spisało się państwo polskie po tym, co się wydarzyło. Na pewno spisał się naród, który tak licznie przyszedł pożegnać swego ukochanego prezydenta. Naród, który nagle uświadomił sobie, jak wybitnym i wielkim człowiekiem był Lech Kaczyński. Naród, który zobaczył piękne zdjęcia Marii i Lecha Kaczyńskich, wcześniej ośmieszanych i poniżanych. Ten naród wcześniej jakby nie wiedział, że śp. Prezydent RP był profesorem prawa. Zginęli ludzie wybitni. Powołaliśmy wtedy w Sejmie, widząc, że państwo nie wykazuje się zbytnią aktywnością, zespół ds. ustalenia przyczyn katastrofy, tzw. zespół smoleński; gromadziliśmy dokumenty, spotykaliśmy się z ekspertami. Czy państwo zdało egzamin? Państwo przyjęło procedurę prawną, która jest nieuprawniona do badania przyczyn tego rodzaju katastrof. W mojej ocenie państwo nie zdało egzaminu. Czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie, że ginie przedstawiciel któregoś z państw europejskich i to państwo oddaje śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w obce ręce? Nie mamy dostępu do wraku samolotu, do dzisiaj nie mamy oryginału czarnych skrzynek, zeznania kontrolerów z wieży są zmieniane. Wokół katastrofy dzieją się dziwne rzeczy. Obolałe rodziny do tej pory nie wiedzą naprawdę, co tam się stało i co było przyczyną katastrofy. Przypomnę tu katastrofę nad Lockerby, kiedy rozbił się samolot: wydobyto wszystkie szczątki maszyny, przeprowadzono precyzyjną rekonstrukcję i na podstawie tego ustalono przyczyny wypadku. Tutaj dopuszczono do sytuacji, że przez wiele miesięcy miejsce katastrofy było niezabezpieczone, szczątki samolotu były wynoszone. Wszyscy pamiętamy zdjęcia tuż po katastrofie, kiedy Rosjanie cięli wrak maszyny. A przecież to jest podstawowy dowód w sprawie!
My, jako naród, mamy prawo do prawdy. Nie chciałabym, żeby tak jak na prawdę o Katyniu trzeba tu było czekać dziesiątki lat. Ta rana ciągle krwawi i boli. Nie można uwierzyć, że polski rząd dopuścił do tego, żeby lotnisko było niezabezpieczone. Po katastrofie p. Janicki, szef BOR-u, został podniesiony do rangi generała. Kuriozalna sytuacja. Pytałam na posiedzeniu komisji, za jakie zasługi dostaje tytuł generalski, jeśli na lotnisku Siewierny czekał jeden borowiec w funkcji kierowcy. Kiedy miał przylecieć do Polski Barack Obama, to ok. 2 tys. specjalistów przyjechało z USA zabezpieczać jego wizytę. To niewyobrażalny skandal, gdy chodzi o wizytę polskiego prezydenta!
Na 1. rocznicę katastrofy smoleńskiej natomiast administracja publiczna i rządowa wystawiła ok. 300 borowców - w sumie ok. 2 tys. strażników miejskich, policjantów, ponad 100 radiowozów. Przeciwko komu wystawili te kordony służb? Przeciwko narodowi, który przyjechał upamiętnić ofiary katastrofy. Gdyby p. Janicki był człowiekiem honoru, to sam podałby się do dymisji. Taką mamy sytuację, że w ustaleniu przyczyn katastrofy nie posunęliśmy się ani o krok, jesteśmy dalej petentem, nieśmiało pukającym do rosyjskich drzwi i proszącym o dostęp do podstawowych dowodów w sprawie. Anodina w swoim raporcie napluła Polakom w twarz. Jej przekaz był taki, że pijany gen. Błasik zmusił do lądowania nieodporną psychicznie załogę samolotu. W tym czasie premier rządu jeździ na nartach we Włoszech. Przecież wiedziano, kiedy raport będzie publikowany. Gdy przesyłana była wstępna wersja raportu w grudniu ub.r., premier powiedział, że raport w tej wersji jest nie do przyjęcia. Praktycznie nie zmieniono istotnych rzeczy, opublikowano go w tym samym zakresie i tak go przyjęliśmy. Komisja Millera po jakimś czasie pokazuje kolejny dokument, który ogłasza, że jest raportem. Dla mnie to nie jest raport. Jeśli nie mamy dostępu do podstawowych dowodów w sprawie, jak możemy ustalić przyczyny katastrofy? Obrazkowo możemy tę sytuację porównać do lekarza, któremu każe się badać pacjenta przez ścianę. Lekarz badający przez ścianę jest w takiej samej sytuacji, jak komisja Millera, która ustala przyczyny katastrofy, nie mając dostępu do podstawowych dowodów. To jest upadek państwa. Wielu mówi, że taki jest stan państwa, jak wraku samolotu TU-154. Nie oskarżam, ale mam prawo jako Polka żądać więcej, żeby prawda o katastrofie została ujawniona. Bo to, że popełniono grzechy ciężkie, zaniedbania, że nie dopełniono wymogów bezpieczeństwa, zabezpieczenia lotu - jest ewidentne i nikt z tym nie dyskutuje. To był samolot rządowy i rząd odpowiadał za zabezpieczenie tej wizyty. Jak zabezpieczył - widzimy. Jaką ma determinację w dochodzeniu do prawdy - też widzimy. I tak jak ostatnio premier skwitował lekko: Przepraszam rodziców dzieci, które w przedszkolu muszą teraz drogo płacić za dodatkowe godziny, tak za tę katastrofę nie wystarczy słowo przepraszam.

Ks. I. S.: - To jest także jeden z powodów, dla którego PiS powinien wygrać wybory, m.in. żeby wyjaśnić narodowi tę ogromnie ważną sprawę.
Jest Pani posłanką ziemi częstochowskiej. To piękna ziemia, ale wymagająca dużej czujności ze strony parlamentarzystów. Jak czuje się Pani jako spełniająca obowiązki posła tego terenu?

- Przede wszystkim czuję duży zaszczyt, że mogłam ziemię częstochowską reprezentować przez dwie kadencje w Sejmie. Dobrze poznałam specyfikę naszego regionu i staram się w sposób godny reprezentować interesy okręgu częstochowskiego na forum Sejmu oraz efektywnie reagować na potrzeby społeczności lokalnej. Mam nadzieję, że w odczuciu Czytelników „Niedzieli” nie zmarnowałam mandatu zaufania, jakim zostałam obdarzona. Reagowałam na potrzeby zgłaszane przez samorządy regionu częstochowskiego, ale też interweniowałam w sprawach ogólnych, ważnych. Statystyki sejmowe podają, że byłam najaktywniejszym posłem ziemi częstochowskiej, jeśli chodzi o liczbę składanych interpelacji, wystąpień sejmowych. A z innych rzeczy - to interweniowałam w sprawie rozbudowy Akademii Jana Długosza, modernizacji Politechniki Częstochowskiej, wielokrotnie zgłaszałam poprawki do budżetu związane z przebudową DK-1 i wiaduktu w okolicach skrzyżowania DK-1 i Jana Pawła II, upominałam się o utrzymanie Okręgowej Izby Lekarskiej w Częstochowie oraz Wydziału Gospodarczego Sądu Okręgowego w Częstochowie. Od wielu lat zauważamy, że Częstochowa i ziemia częstochowska w województwie śląskim jest marginalizowana. Dlatego też angażowałam się po stronie utrzymania tych instytucji w mieście, które już są, ale też przyczyniłam się do tego wspólnie z kolegami z PiS, żeby w Częstochowie powstał Oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Nigdy nie byłam obojętna na sprawy zgłaszane przez samorządowców, którzy zwracali się z prośbą o wsparcie dla ich wniosków. Zawsze w tych sprawach bardzo aktywnie interweniowałam.
Z ostatnich spraw związanych z ludźmi z radością muszę powiedzieć, że udało się pomóc firmie Best Work - chodzi o przywrócenie wypłat PFRON dla pracowników tej firmy, która była zagrożona - udała się interwencja w Warszawie i, co jest najważniejsze, miejsca pracy zostały utrzymane. Jesteśmy ziemią dość biedną, poziom bezrobocia w naszym subregionie jest wysoki. Tam, gdzie mogę pomóc, interweniuję na szczeblach ministerialnych, na szczeblu krajowym, by samorządowcy - wiedzą o tym - mogli na mnie liczyć. Wspierałam też remonty zabytków sakralnych w Złotym Potoku, w Truskolasach, w Wancerzowie, w Koziegłowach. Tam, gdzie można było remontować zabytki sztuki sakralnej i potrzebne było jakieś wsparcie, pomoc w otwarciu drzwi, ludzie wiedzieli, że zawsze mogą na mnie liczyć. Starałam się pracować przede wszystkim godnie, żeby dzisiaj móc stanąć przed ludźmi i kandydować po raz kolejny. Proszę więc o obdarzenie mnie zaufaniem, bo chcę pracować dla dobra naszego regionu częstochowskiego i dla dobra naszej Ojczyzny. Myślę, że te dwie kadencje pokazują, że potrafiłam pracować efektywnie.

Ks. I. S.: - Częstochowa, nazywana jest duchową stolicą Polski, była przez jakiś czas stolicą województwa, potem ten status został jej odebrany. Jesteśmy miastem powiatowym. Co Pani o tym sądzi?

- Z całą pewnością to, że przestaliśmy być województwem, ma wpływ na dzisiejszą kondycję naszego regionu. To wielka strata, która przyczyniła się do marginalizacji Częstochowy i całej ziemi częstochowskiej. Wszyscy parlamentarzyści ponad podziałami politycznymi powinni dokładać wszelkich starań, żeby utrzymać te instytucje państwowe, które w Częstochowie są, ale też myśleć, w jaki sposób można w Polsce i w świecie to miasto promować. Częstochowa jest duchową stolicą Polski. Myśląc o Częstochowie, przede wszystkim myślimy o Jasnej Górze, dokąd przybywa corocznie ok. 4, 5 mln ludzi, zanosząc Matce Bożej swoje troski i podziękowania.
Wsparcie dla Częstochowy powinno się wiązać przede wszystkim ze sprawami komunikacyjnymi. Dziś miasto stoi w korkach. To, że odcinek Stryków - Pyrzowice autostrady A1 nie będzie budowany, spowoduje, iż za 2 lata Częstochowa będzie miała jeszcze większy problem komunikacyjny niż obecnie. A1 jest budowana fragmentarycznie, będzie zrobiona od strony północnej i południowej, a tu będzie tzw. wąskie gardło. Wielokrotnie upominałam się w ministerstwie infrastruktury, by obwodnica Częstochowy dla jej mieszkańców była bezpłatna. Jesteśmy za biedni na to, by płacić za dojazd do pracy, a mieszkańcy naszego regionu muszą wjechać na obwodnicę i na autostradę. Tych spraw trzeba będzie pilnować i o nie zabiegać, patrzeć, czy rozwiązania infrastrukturalne sprawdzają się w Częstochowie, czy też nie i co trzeba zrobić, żeby miasto było bardziej drożne.

Ks. I. S.: - Czy widzi Pani możliwość przywrócenia tej ziemi statusu województwa?

Szczerze powiem, że będzie to bardzo trudne. Nie widać woli politycznej, żeby tworzyć nowe województwa. Owszem, ten temat powraca, szczególnie w kampaniach wyborczych samorządowych i parlamentarnych. Ale jest to naprawdę bardzo trudne. Ubolewam, że kiedyś nie zawalczyliśmy o to, żeby utrzymać Częstochowę jako miasto województwo, co wywalczono w Opolu. Tamten czas został, niestety, zmarnowany i stracony. Nie chciałabym składać obietnic bez pokrycia. Oczywiście, przyłączam się do każdej inicjatywy, która mówi, żeby promować naszą ziemię, żeby podnosić znaczenie regionu, w którym mieszkamy, ale nie sądzę, żeby w najbliższych latach udało się przywrócić Częstochowie status miasta wojewódzkiego.

Ks. I. S.: - Częstochowa to miasto pielgrzymkowe. Być może udałoby się wywalczyć dla Częstochowy jakiś status szczególny, jako miasta pielgrzymkowego, duchowej stolicy narodu, co dałoby zarówno mieszkańcom miasta, jak i Kościołowi częstochowskiemu pewną satysfakcję, że jednak życie w tym mieście jest nietypowe, szczególne, związane z klasztorem jasnogórskim... Ruch pielgrzymi łączy się z ruchem drogowym - pieszym, autobusowym, kolejowym, z drogami dojazdowymi, ze szczegółami technicznymi dotyczącymi większych skupisk ludzkich.

Zdecydowanie Częstochowa jest miastem wyjątkowym, do którego zmierzają - przy wykorzystaniu różnych środków komunikacji - pielgrzymi nie tylko z kraju, ale i z zagranicy. Sprawą bardzo ważną jest udrożnienie komunikacyjne Częstochowy. Przede wszystkim połączenie kolejowe i sprawna trasa DK1, która dzisiaj się korkuje. Jeśli chodzi o połączenia kolejowe, to trzeba stwierdzić, że ważne pociągi omijają Częstochowę. Od wielu lat zabiegam o to, żeby podróż do Warszawy i we wszystkich kierunkach była szybsza. Na pewno należy wzmocnić transport kolejowy, ale przede wszystkim zadbać o to, żeby wreszcie ruszył odcinek budowy autostrady A1 Stryków - Pyrzowice. No i trzeba samo miasto udrożnić komunikacyjnie. W tym roku mieliśmy Częstochowę na sierpień rozgrzebaną - mówię o utrudnieniu w dojściu na Jasną Górę. Spodziewałam się, że zostanie wygospodarowany jakiś pas przez centralny plac Biegańskiego, żeby pielgrzymki nie musiały boczną drogą go obchodzić.
Z roku na rok zwiększa się też liczba pojazdów. Jeśli nie zaplanuje się rozwoju komunikacyjnego Częstochowy i nie zadba w Warszawie o budowę A1, będzie nas czekał paraliż komunikacyjny.

Ks. I. S.: - Przewodniczący Rady Miasta p. Marek Balt starał się przeforsować pomysł obarczenia pielgrzymów podatkiem. Były już przygotowywane plany, żeby odbyła się sesja Rady Miasta na ten temat. Nie doszło do tego, ponieważ został przygotowany plan-ekspertyza, mówiący, że wprowadzanie w Częstochowie podatku tzw. klimatycznego nie ma uzasadnienia. Niemniej sam problem może jeszcze wrócić. O taki podatek wołał w swoim czasie PRL-owski komunistyczny prezydent tow. Jędras. Jak Pani Poseł postrzega takie dążenia ludzi SLD, którzy zdobyli władzę w Częstochowie?

- To jest sytuacja kuriozalna. Jestem zdziwiona, że w ogóle ktoś może w taki sposób podchodzić do ruchu pielgrzymkowego gdziekolwiek, a szczególnie w Częstochowie - duchowej stolicy Polski. To dzięki Jasnej Górze Częstochowa jest znana nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jeśli ktoś chce budować swoją karierę polityczną na takim fundamencie, to nie wróżę mu sukcesu. Wiem, że ten pomysł odbił się szerokim echem nie tylko w Częstochowie, ale wywołał zdziwienie i niesmak w całej Polsce.

Ks. I. S.: - Zobaczyliśmy niedawno Panią na Nowogrodzkiej z dziećmi i z innymi osobami. Jaki był cel tego przesłania, tak ciepło przyjętego przez ludzi?

- Cieszę się, że udało się pokazać, iż PiS potrafi szybko reagować na potrzeby i problemy Polaków. Ustawa, którą Sejm podjął, dotycząca przedszkoli, nie sprawdziła się w życiu. Szybko przedłożyliśmy nasz projekt nowelizacji, który rozwiązuje tę trudną sytuację rodziców. Dziś polskim rodzicom żyje się ciężko. Dodatkowe opłaty za przedszkole, naliczane przez samorządy w wielkim zróżnicowaniu, powodowały w niektórych miejscach w Polsce strajki. Zorganizowaliśmy konferencję prasową z udziałem dzieci naszych współpracowników, kandydatów PiS. To była świetne spotkanie, na którym zaprezentowaliśmy oczekiwane przez polskie rodziny rozwiązanie - projekt nowelizacji. Na konferencji był 7-miesięczny Franek, który niemalże zjadł naszą ustawę - tak bardzo mu pasowała. Mamy nadzieję, że Marszałek Sejmu spowoduje, iż będzie szybko procedowana. Dla nas polityka prorodzinna jest bardzo ważna. Dzisiaj w Polsce nie ma takiej polityki, nie ma rozwiązań, które wspierałyby polską rodzinę. A stoimy przed wielkim kryzysem demograficznym. Jesteśmy nie tylko społeczeństwem starzejącym się, ale wymierającym. Jeżeli państwo nie zaproponuje narodowi dobrej polityki prorodzinnej, to będziemy mieć ogromny kryzys na rynku emerytur, bo nie będzie miał na nie kto pracować. Polską rodzinę trzeba wesprzeć, a PiS ma dla niej bardzo dobry program.

Ks. I. S.: - Rozmawiałem z ministrem węgierskiego rządu, który był na Jasnej Górze, na temat polityki socjalnej Węgier i ratowania rodziny węgierskiej przez rząd premiera Orbana. Sądzę, że chrześcijańskie podejście do spraw rodziny powinno nastąpić w bardzo szybkim czasie w Polsce, co może uratować nasz kraj. Partia, która w swoich hasłach ma i prawo i sprawiedliwość, powinna doprowadzić Polskę do równowagi i ocalić kraj.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiedeńska kaplica świętego Stanisława Kostki

2020-09-18 15:29

[ TEMATY ]

Wiedeń

św. Stanisław Kostka

Katarzyna Dobrowolska

Św. Stanisław Kostka

Św. Stanisław Kostka

W dniu dorocznego wspomnienia św. Stanisława Kostki (1550–1568) warto przypomnieć jedno z ważniejszych miejsc w biografii patrona dzieci i młodzieży, jakim jest kaplica jego imienia w Wiedniu.

Krótkie życie polskiego świętego było mocno związane z naddunajską stolicą. Tutaj młody Stanisław spędził trzy niełatwe dla niego lata, które zadecydowały o jego dalszej drodze życiowej.

To właśnie w Wiedniu, w trakcie nauki w kolegium jezuickim oraz pod wpływem przeżyć mistycznych podczas ciężkiej choroby, powstało wielkie pragnienie wstąpienia do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego i całkowitego poświęcenia się Bogu – jako kilkunastoletni młodzieniec podporządkował całe swoje życie temu jedynemu życzeniu, kierując się maksymą „Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć.”

Stanisław Kostka przebywał w Wiedniu od lipca 1564 r. do sierpnia 1567 r. Przybył tu w wieku czternastu lat, wraz ze swoim starszym bratem Pawłem, w celu kontynuowania nauki w słynnym na całą Europę kolegium jezuickim. Początkowo mieszkali w konwikcie zakonu. Jednak po zamknięciu internatu przez cesarza Maksymiliana II w 1566 r. wynajęli mieszkanie w pobliskiej kamienicy przy Kurrentgasse 2. Niewielki pokój Stanisława znajdował się na pierwszym piętrze. Piętnaście lat po jego śmierci, w 1583 r., a jeszcze przed wyniesieniem go na ołtarze, pomieszczenie przez niego zamieszkiwane przebudowano na skromną kaplicę. Kamienica bardzo często zmieniała właścicieli. W latach czterdziestych XVIII w., dwadzieścia lat po kanonizacji św. Stanisława Kostki w 1726 r., ówczesna właścicielka domu Maria Barbara Koller von Mohrenfeld poleciła przebudować kaplicę, a jej wnętrze przyozdobić bogatymi ornamentami w stylu rokoko. W miejscu, gdzie wcześniej stało łóżko i gdzie Stanisław miał objawienia postawiono ołtarz. Nad nim sto lat później umieszczono obraz autorstwa austriackigo jezuity Franza Stechera. Scena nawiązuje do wizji św. Stanisława Kostki i przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem, św. Barbarę oraz anioła podającego Stanisławowi Komunię Świętą. Na suficie znajdują się freski przedstawiające dwie sceny – ucieczkę z Wiednia oraz przyjęcia Stanisława do rzymskiego nowicjatu Towarzystwa Jezusowego na Kwirynale przez Ojca Generała Franciszka Borgiusza.

Joanna Łukaszuk-Ritter

Kaplica św. Stanisława Kostki przetrwała do dnia dzisiejszego. Ponieważ znajduje się ona cały czas w rękach prywatnych, wiedzą o niej tylko nieliczni. Obecnym właścicielem jest Zrzeszenie Chrześcijańskich Gospodyń Domowych/Berufsverband christlicher Arbeitnehmerinnen (szczególną troską otaczała i nadal otacza to miejsce była preses, dziś 92-letnia Nora Brandl, dbając o dobro kaplicy w kontekście duchowym i finansowym), a opiekę duchową sprawują jezuici. Regularnie raz w miesiącu odprawiana jest tu Msza św. – każdego 13-go o godz. 7.30, na pamiątkę wspomnienia z 13 listopada w Kościele katolickim, kiedy to papież Klemens X w 1670 r. zezwolił Zakonowi Jezuitów na sprawowanie Mszy św. oraz odmawianie godzin liturgicznych ku czci Stanisława. Kaplica jest otwarta w trakcie oktawy św. Stanisława Kostki między 13 a 20 listopada (w godz. 7.30 – 12.00 i 15.00 – 18.00). Tradycja oktawy pielęgnowana jest w tym miejscu od końca XVIII w. Możliwość zwiedzania i odprawienia nabożeństwa istnieje również po wcześniejszym uzgodnieniu terminu.

Joanna Łukaszuk-Ritter

Joanna Łukaszuk-Ritter

Wiedeńskie ślady polskiego świętego to również pobliski plac Am Hof. Na nim mieścił się niegdyś konwikt i kościół jezuitów (dzisiejszy kościół pw. Dziewięciu Chórów Anielskich), do którego uczęszczał codziennie św. Stanisław Kostka. Tu na sklepieniu kaplicy Serca Jezusowego znajduje się fresk przedstawiający niebiańską scenę – Matkę Bożą oraz klęczącego przed nią św. Stanisława, trzymającego w ramionach Dzieciątko Jezu. Scena ta ponownie nawiązuje do wizji podczas choroby młodzieńca. Konający Stanisław doznał cudu uzdrowienia od Matki Bożej i usłyszał od niej polecenie wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego, co też, dzięki swojej głębokiej wierze i determinacji, rok później uczynił.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Krajewski na Mszy za zamordowanego księdza: miłość nigdy nie umiera

2020-09-19 17:08

Piotr Drzewiecki

Papieski jałmużnik reprezentował Ojca Świętego na Mszy w Como w intencji zamordowanego księdza Roberto Malgesiniego, zwanego też „księdzem wykluczonych”. Pieniądze ze zbiórki Franciszek przeznaczył na pomoc dla najbiedniejszych w diecezji.

Obecność na Mszy kard. Konrada Krajewskiego to gest solidarności Ojca Świętego z cierpiącymi z powodu utraty ks. Roberta, 51-letniego wikarego, pracującego w północnych Włoszech z „ludźmi ulicy”. „Papież Franciszek jest razem z nami, jednoczy się w bólu i modlitwie z rodziną zamordowanego. Ksiądz Roberto zmarł, więc teraz żyje. Miłość nigdy nie umiera” – powiedział papieski jałmużnik.

Pieniądze zebrane podczas Mszy oraz ze zbiórki prowadzonej na placach, gdzie transmitowana była Eucharystia, zostaną przeznaczone przez papieża na pomoc dla najuboższych w diecezji, z którymi pracował zamordowany ks. Roberto.

15 września w Como, na placu św. Rocha, ks. Malgesini idąc, jak co dzień, rozdawać posiłki najuboższym, został zaatakowany przez 53-letniego bezdomnego mężczyznę tunezyjskiego pochodzenia. Zmarł na miejscu na skutek odniesionych ran od noża. Morderca sam oddał się w ręce policji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję