Reklama

Polskiej pracy należy się szacunek

2013-09-15 09:18

Abp Sławoj Leszek Głódź

Bożena Sztajner

ZOBACZ MATERIAŁ WIDEO: tv.niedziela.pl.

„Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
I odnów we mnie moc ducha” (Ps 51 (50), 12).

Przybyliśmy na Jasną Górę!

Reklama

Księże Biskupie Kazimierzu, delegacie Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy!
Ojcowie i Bracia Paulini, Kustosze Jasnogórskiego Sanktuarium!
Kapłani Kościoła i Ojczyny, pośród nich duszpasterze ludzi pracy!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Panie Przewodniczący NSZZ Solidarność!
Bracia i Siostry z Solidarności, którym dziś przewodzi Region Łódzki,
organizator tegorocznej pielgrzymki!
Umiłowana wspólnoto polskiej pracy!

Witam was w polskiej Kanie. Na Jasnej Górze Zwycięstwa. W duchowej stolicy narodu. Miejscu przemiany polskich serc. Nieustającej modlitwy o nasze osobiste sprawy, rodziny, naród, ojczyznę. Czuwania przy wartościach, które Polskę stanowią.

W tym świętym miejscu, gdzie Maryja ukazuje swoje miejsce w tajemnicy Chrystusa i Kościoła, zawsze czuliśmy się wolni. Doświadczaliśmy też tego, że polski naród ma Matkę, daną nam ku obronie przed rozmaitymi zagrożeniami.

Opiekunkę. Wspomożycielkę. Przewodniczkę naszych dróg, ku temu, który jest owocem Jej żywota – Jezusowi.

I.Fundament gmachu Ojczyzny

Dziś w sposób szczególny potrzebujemy odczucia macierzyńskiej obecności Maryi. Jej miłości, łagodności, dobrej rady.

Wczoraj zakończył się wielki protest ludzi pracy, którego widownią była Warszawa. Jeszcze jego echo nie umilkło, słychać je w Polsce całej. Wielu z was, dziś tu obecnych, szło wczoraj ulicami Stolicy w tym wielkim pochodzie ludzi pracy skupionych w związkach zawodowych. Uczestniczyło w manifestacjach poprzednich dni. „Więcej wolności dla Polaków”, „Dość lekceważenia społeczeństwa” – takie były przewodnie hasła kilkudniowych manifestacji. Podjętych nie z politycznego wyrachowania – takie opinie można było usłyszeć. Nie z pragnienia obalenia rządu. Wczoraj zatrzasnęły się drzwi gabinetów ministerialnych, ale dziś Maryja otwiera swe ramiona i zaprasza. Przychodzicie do Niej jak dzieci do Matki.

Wielotysięczna rzesza związkowców pragnęła dobitnie wyrazić: słowami, petycjami, obecnością, że – ich zdaniem – rząd lekceważy społeczeństwo i związki zawodowe, że zerwane zostały wzajemne relacje, zgasł społeczny dialog. Był to także protest przeciw narzucaniu wspólnocie pracy decyzji o fundamentalnym znaczeniu dla życia milionów, pośród nich tej szczególnie bulwersującej – o wydłużeniu czasu pracy – bez pytania o akceptację. Miał uświadomić rządzącym, że polskiej pracy należny jest szacunek i życzliwa troska.

A także ukazać prawdę, która dziś jest spychana w cień, w różny sposób wypłukiwana ze zbiorowej świadomości. Prawda ta brzmi. To ludzie pracy są solą polskiej ziemi!

Nie byłoby Polski, gdyby nie było polskiej pracy. To praca pokoleń Polskę tworzyła, umacniała, czasem ocalała. To praca tworzy wymierne wartości – materialne, gospodarcze, społeczne. Wczoraj i dziś. Stanowi fundament gmachu ojczyzny. Od tego jak jest on mocny, z jakiego materiału został utworzony, jakimi wartościami zespolony, zależy jego stabilność i trwanie.

Tu, na Jasnej Górze, w miejscu, gdzie we wspólnocie zawierzenia wielbimy Boga w Trójcy Świętej Jedynego, gdzie otwieramy nasze serca ku Matce Chrystusowej, trzeba przypomnieć, że wielkość ludzkiej pracy, jej godność, znaczenie, wynika z Bożego rozrządzenia, z Bożych przykazań. Nikt ich nie może zmienić, ani parlamenty ani żadne ludzkie najwyższe autorytety. Praca to Boży program dla człowieczego życia. Z pracy swojej ma człowiek pożywać chleb codzienny (por. Rdz 3, 17 nn). Przez pracę ziemię czynić sobie poddaną.

Drodze Kościoła towarzyszy refleksja o pracy, jej roli sprawczej dla rozwoju człowieka, także w jego duchowym aspekcie. Znalazła bogaty wyraz w wielkich encyklikach papieży ostatnich wieków: Leona XIII – Rerum novarum i Jana Pawła II – Laborem exercens. Znajduje odbicie w solidarności Kościoła z ludźmi pracy. W szczególny sposób dochodzi do głosu tam, gdzie następuje zagrożenie wartości pracy, jej społeczna degradacja, wyzysk ludzi pracy, deprecjonowanie ich godności. Dlatego godzi się przypomnieć słowa Prymasa Tysiąclecia: „w sporze między władzą a ludem, rację ma zawsze lud”.

Z tej postawy solidarności z ludzką pracą wynika także akceptacja Kościoła dla działalności związków zawodowych. Są one powołane dla zabezpieczenia nie tylko bytowych interesów ludzi pracy, nie tylko ułożenia właściwych relacji między pracodawcami a pracownikami. Są także stróżami pracowniczej godności.

Kto twierdzi, że czas związków zawodowych się kończy, daje wyraz swojej arogancji w stosunku do ludzi pracy, niezrozumieniu nie tylko ich potrzeb, także godności pracy ludzkiej, której należny jest szacunek i ochrona. Projekty ustaw o eksterminacji związków zawodowych, o odbieraniu pomieszczeń itp., to duch niczym rodem ze stanu wojennego.

Kościół swoją szczególną powinność upatruje „w kształtowaniu takiej duchowości pracy, która wszystkim ludziom pomoże przez nią przybliżać się do Boga – Stwórcy i Odkupiciela” (Jan Paweł II, Laborem exercens). Bowiem człowiek swą pracą uczestniczy w dziele Stwórcy. Więcej, staje się adresatem Chrystusowej Ewangelii pracy. Przepowiadanej Jego Słowem, także osobistym świadectwem – w Nazarecie, w warsztacie św. Józefa cieśli. W tym Bożym kontekście jeszcze wyraziściej rysuje się znaczenie pracy – podstawowego wymiaru bytowania człowieka. Także przekonanie, że praca powinna zajmować naczelne miejsce w całej sferze polityki społecznej i gospodarczej.

II. Jesteśmy powołani do Prawdy

Umiłowani!

Dziś do trony Królowej Polski przynosicie brzemię goryczy. Rwie się tkanka społeczna, zaogniają międzyludzkie relacje. Niekiedy wydawać się może, że jest coraz dalej człowiekowi do drugiego człowieka. Macie świadomość, że taka sytuacja przygnębia, duchowo deprecjonuje, obezwładnia.

Chrystus daje wam pociechę, ukazuje drogę wyjścia z tej sytuacji. W świetle Ewangelii dzisiejszej niedzieli warto spojrzeć na nasze ludzkie spory, czasem zda się niemożliwe do rozwiązania, na nasze problemy, które trafiają czasem na mur niechęci, wrogości, niezrozumienia. Można skruszyć ten mur! Przytoczę słowa z listu Pani Joanny Wojciechowicz z USA, z Oregonu nad Pacyfikiem. Po wysłuchaniu mojej homilii z 31 sierpnia br. w Bazylice św. Brygidy napisała: „Jestem z całego serca wdzięczna za pamięć o nas, zapomnianych i skrzywdzonych, często schorowanych inwalidów, weteranów strajków 1980 i 1988, internowanych lub więzionych, którzy w późniejszych latach 90-tych a nawet i potem, nie uzyskali pomocy od państwa. (…)Wielu z nas ciągle nie może wrócić, bo ani nie ma gdzie mieszkać ani też za co żyć. Ja sama jestem najlepszym przykładem: brałam udział w strajku 1980, jako tak zwana ‘osoba wspomagająca’, po czym od pierwszego dnia istnienia ‘Solidarności’ pracowałam w niej. Byłam kierownikiem Działu, Rozpowszechniania informacji, działu który zatrudniał 43 osoby (obejmował Radiową Agencję Solidarności, Dział Plastyczny i Fotograficzny i słynną ‘Parszywą Dwunastkę’, czyli tzw. grupę szybkiego reagowania). (…) Jeśli w ciągu ostatnich lat, polskie opuściło ponad 2 miliony obywateli, to przecież jest to strata na miarę wojennej! Jeśli telewizja TVN 24, (którą tu na końcu świata jako jedyną mogę zobaczyć), zachęca do brania pożyczek na wyprawkę dzieci do szkoły - to nie wiele wywalczyliśmy lat temu trzydzieści trzy”.

Umiłowani w Panu!

Słuchaliśmy dziś perykopy z Ewangelii według św. Łukasza o synu marnotrawnym. O tym, „co zginął a odnalazł się”. Zbłądził na drogach świata, przekreślił samego siebie i powrócił do ojca, który go przez czas oddalenia nieprzerwanie miłował, nie odtrącił, przebaczył, wyprawił ucztę radości i wdzięczności. Współbrzmi z tym obrazem miłującego, przebaczającego ojca, obraz pasterza, który wyrusza w poszukiwanie zagubionej owcy, obraz kobiety, która poszukuje zagubionej drachmy i cieszy się z sąsiadkami radością z jej odnalezienia.

Jezusowa perykopa o Bożej miłości, miłosierdziu, trosce. Ukazuje perspektywę nawrócenia. A wraz z nim ocalenia, nadziei, możliwości odbudowania tego, co utracone.

Bóg poszukuje pogubionych ludzkich serc. Gotów jest, jak ten dobry pasterz, zostawić swoje stado, aby ruszyć na poszukiwanie zagubionego człowieka. Wychodzi pierwszy na jego spotkanie. Wzywa do przyjęcia ofiarowanego zbawienia, zachęca do nawrócenia, ukazuje radość, z jaką przyjmuje tych, którzy do niego wracają. „Ten brat twój był umarły, a znów ożył: zaginął; i odnalazł się”.

Ku takiej perspektywie otwartych ku człowiekowi ramion przebaczającego Boga prowadzi modlitwa Mojżeszowa z pierwszego czytania o ocalenie swego ludu. Jej realizację ukazuje List do Tymoteusza w którym św. Paweł, ongiś „bluźnierca, prześladowca i oszczerca”, dzieli się radością z doznanej łaski, z miłosierdzia, z Jezusowej wielkoduszności wobec niego, teraz żarliwego apostoła Dobrej Nowiny.

W perspektywie ocalającej miłości Boga, Jego bezustannej gotowości do poszukiwania tych, którzy się pogubili, oddalili, porzucili to, czym żyli, możemy patrzeć na naszą pielgrzymkę. Wiecie dobrze, że zrodziła się z pragnienia znalezienia Bożej perspektywy dla zmagań ludzi pracy z rzeczywistością stanu wojennego. Szukaliście wtedy „mocy ducha”, by przetrwać. Jesteście trochę starsi, ale jako Solidarność – na nowo młodsi.

Już trzydziesty pierwszy raz przychodzicie tu, na Jasną Górę, w Pielgrzymce Ludzi Pracy. Pierwszy raz w 1983 roku z błogosławionym księdzem Jerzym Popiełuszką. On tę pielgrzymkę zainicjował, poprowadził. Jesteście spadkobiercami tego bogatego wiana modlitwy, refleksji ewangelicznych czynów Błogosławionego, skierowanych ku polskiej pracy, jej etosowi, związkach z życiem narodu i jego drogą.

Błogosławiony Ksiądz Jerzy. Jeden z tych przepełnionych Bożym i polskim duchem kapłanów. A był też z nim ks. Henryk Jankowski. Wtedy - latem 1980 roku, odczytali znaki czasu, bez wahania poszli z ewangeliczną i sakramentalną posługą do strajkujących ludzi pracy. W jego wypadku była to Huta Warszawa. Towarzyszył kapłańską posługą drodze Solidarności. Podjętej przez nią twórczej pracy nad polską pracą. Odsłanianiu ukrywanych przez lata wartości narodu i jego niepodległościowego nurtu. Tamtej, tak mocno wtedy zawiązanej więzi między wspólnot polskiej pracy a Chrystusem. Potem, w stanie wojennym, umacniał polską nadzieję uosobioną w zepchniętej do podziemia „Solidarności”.

Był przekonany – jak wielu rodaków w tamtych latach – że w wolnej Polsce, która z woli Bożej Opatrzności nadejdzie, idea solidarności stanowić będzie normę ładu społecznego w ojczyźnie, że to o nią wesprze swoje funkcjonowanie państwo. Przypominał: „Jesteśmy powołani do prawdy. Jesteśmy powołani do świadczenia o prawdzie swoim życiem”.

Dał takie świadectwo prawdzie. Męczennik z nienawiści do wiary Chrystusowej, do wartości, którym służył. „Patron naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, jak Chrystus” – tak mówił o Nim błogosławiony Jan Paweł II.

III. Nie można stwarzać fikcji wolności

Umiłowani!

Można pytać ile w tym waszym pielgrzymowaniu jasnogórskim do tronu Królowej Polski jest wierności dziedzictwu błogosławionego Kapłana Męczennika? Ile przywiązania do tamtego projektu Polski jutra wspartej na idei solidarności?

Mamy świadomość, że system neoliberalny, który zapuścił głęboko korzenie w nurt polskiego życia, w system gospodarczy, obrał inne preferencje, inne drogi. Na plan pierwszy wysunęło się to, co określa się mianem przedsiębiorczości i kapitałem. Przyszła likwidacja wielu zakładów. Przekształceń własnościowych. Procesów, które generowały trudne problemy, stawiały niewygodne pytania, choćby te o powiązania ludzi starego systemu z nowym, o tzw. uwłaszczenie komunistycznej nomenklatury. Przyszły symptomy sytuacji, przed którą przestrzegał Ojciec Święty Benedykt XVI, mówiąc, że to liberalne myślenie nie akceptujące wpływów o charakterze moralnym „doprowadziło do systemów i rozwiązań, które podeptały wolność osoby i grup społecznych i które nie były w stanie zapewnić sprawiedliwości”(Caritas in veritate).

Ludzie pracy przestali być traktowani jako sól polskiej ziemi. Siła sprawcza dynamizmu życia narodu. Z bólem, ze wzrastającym niepokojem spostrzegamy, że podmiotowość polskiej pracy, jej społeczna, narodotwórcza rola spychana jest przez gospodarczych decydentów na plan dalszy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami dla ludzi pracy. Polska praca dziś często traktowana jest po macoszemu, krzywdzona, czasem poniewierana, wydziedziczana z nabytych praw. Umowy śmieciowe to zmora. Pracujący nie wypracują emerytury, grozi im nędza na starość.

O niektórych z tych krzywd było głośno w ostatnich dniach: wysokie bezrobocie, wilcze prawa w stosunkach pracy, przykład – tzw. umowy śmieciowe, ustawa o elastycznym czasie pracy. Projekty antyzwiązkowych ustaw, m.in. ograniczające funkcjonowania związku w zakładach pracy, kolejne zagrożenie systemu emerytalnego. To tylko niektóre pozycje z obszernego katalogu decyzji, projektów, które świat pracy ocenia negatywnie, przeciw którym protestuje.

Wciąż powraca pytanie dlaczego zatracona została idea solidarności oddziaływująca niegdyś – jakże mocno – na różne dziedziny polskiego życia? Dlaczego w okresie inicjowania przemian, idea ta nie została aplikowana do nowej historycznej sytuacji w jakiej w 1989 r. znalazła się Polska? Dlaczego poczęła być z rozmysłem krytykowana, umniejszana, redukowana, nie znalazła miejsca w projektach modernizacyjnych?

Dlaczego przegrywała w zetkniecie z nowymi prądami, choćby mocno forsowanym i reklamowaną ideologią europejskości, tak bezkrytycznie wprowadzaną pod dach ojczyzny? Więcej przeciwstawianej polskości – ujmowanej niemal jako synonim zacofania, archaiczności, nie pasującego do europejskich standardów nacjonalizmu.

Dziś wyraźniej, niż to miało miejsce kilka lat temu, zdajemy sobie sprawę z tych ran odniesionych przez bezkrytyczną akceptację tego, co napływało do nas: a było w tym wiele śmiecia i brudu. Wielu z tamtych ran do dziś nie sposób zasklepić. Zainfekowały polski organizm, nieraz skutecznie, ideologiami, prądami, niegodnymi, nihilistycznymi, wymierzonymi w Boże prawa, w chrześcijańskie zasady moralne, wartości bliskie Polakom, ich historycznej drodze: wiarę, patriotyzm, przywiązanie do tradycji, więzi pokoleniowe, społeczne nastawienie. Węgrom udało się przezwyciężyć te trudności. Uczyli się na naszym doświadczeniu, ale i na naszych błędach.

Bracia i Siostry!

Jeszcze raz wrócę do dziedzictwa przeszłości, do fundamentów III Rzeczypospolitej. Do Solidarności. To był wielki ruch ku wolności. Obywatelskiej, narodowej, społecznej. Ku takiej wolności, która nie krzywdziła innych, nie wywoływała niepokoju sumień. „Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa”, mówił w jednej ze swych homilii błogosławiony ksiądz Jerzy. Tak rozumiana wolność mogła stanowić drogowskaz nowej drogi ojczyny. Tak się jednak nie stało.

Już na początku historycznych przemian, w 1991 roku, błogosławiony Jan Paweł II w Kielcach, na szlaku swej IV Pielgrzymki do Ojczyny, stwierdzał, odnosząc się do polskich spraw – pamiętamy tamte jego słowa gwałtowne, przepełnione bólem, wypowiedziane podczas gromów wiosennej burzy – że „nie można stwarzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia”. Dawał tego przykłady: burzenie ładu moralnego w rodzinach, zgodę na zabijanie poczętych dzieci. Żądał od nas, abyśmy podjęli jako naród, jako państwo, wielką pracę „wychowania do wolności, tej prawdziwej, dojrzałej skutecznej”.

Jaki dziś jest kształt wolności – tej „prawdziwej, dojrzałej, skutecznej”. Wolności skierowanej ku dobru, pozytywnym wartościom, sprawom obywatelskim? W ostatnich dniach wiele się mówiło o instytucji referendum obywatelskiego. To ważny czynnik demokracji, tej bezpośredniej. Dający obywatelowi prawo do współdecydowania o istotnych sprawach dla ogółu, środowiska. Swego czasu zebrano dwa i pół miliona podpisów pod wnioskiem o referendum emerytalne – na próżno. A przecież referendum to zdobycz demokracji.

IV. Który skrzywdziłeś człowieka prostego

O tzw. kulturze wykluczania, stygmatyzowania, mówił nie tak dawno, podczas spotkanie z młodzieżą w Rio de Janeiro Ojciec Święty Franciszek. O jej społecznych, moralnych, mentalnych skutkach. Jest i u nas, zbiera swoje żniwo goryczy, smutku. Można pytać czy to tylko znak czasu? A może także dowód zaniku empatii, oschłości serc, nieumiejętności rozwiązywania wielkich społecznych problemów?

Jak inaczej jak nie wykluczeniem nazwać sytuację młodych Polaków – jest ich dwa miliony – emigrantów, za pracą, za chlebem. Wykluczonych z marzeń, z aspiracji, z możliwości wykorzystywania wiedzy zdobytej w szkole, na studiach. Na ile może pomaga im duszpasterstwo polskie.

Czy system gospodarki wolnorynkowej nie wyklucza z przestrzeni ojczyny własności polskiej – przez wyprzedaż, przez prywatyzację? Jakże łatwo, bezrefleksyjnie zaprzepaszczano polską własność. Przecież jest to wyzbywanie się gospodarczej suwerenności. Polska ziemia stała się krainą nowej kolonizacji. Mnożą się na niej udzielne księstwa – supermarketów, innych handlowych molochów. Nie ma do nich dostępu polskie prawo podatkowe, nie ceni się tam zbytnio prawa pracy. Te księstwa obcego kapitału stanęły w pierwszym szeregu tych, którzy wydali walkę świętowaniu niedzieli – dla nich to dzień targowej oferty, czasem bardziej atrakcyjnej niż w pozostałe dni tygodnia.

A wykluczenie wielkich grup ludzi pracy: stoczniowców, portowców, górników. Tej wielkiej masy upadłościowej. Pośród której tylu jest bohaterów drogi solidarności.

Wykluczanie z przestrzeni medialnej. Wiele miesięcy trwała walka Telewizji Trwam. O co? O normalność. O prawa katolickiej stacji w kraju katolickim? Wykluczanie z godności? Czyż tak nie można zdefiniować sytuacji w jakiej się znalazła polska rodzina? Kiedy coraz mocniej rozlega się pukanie do parlamentu, aby zalegalizować to, co jest anty-małżeństwem, anty-rodziną. Zrównać w prawach z rodziną, uświęconą sakramentem, opartą na prawie miłości, na odwiecznym, przez Boga ustanowionym związku mężczyzny i kobiety – „mężczyzną i niewiastą stworzył ich”.

A wykluczanie wartości rodzinnych i tych, które dotąd przekazywała szkoła? Coraz więcej prób przenikania do podręczników, programów szkolnych antychrześcijańskich ideologii. Wśród nich jest ideologia gender, która walczy z ideą rodziny, małżeństwa, pojęciem płci biologicznej. Zdaniem Ojca Świętego Benedykta XVI stanowi większe zagrożenie niż komunizm.

Ile tych kpin z moherów – kobiet polskich, matek, babć, godnych szacunku: skromnych, oddanych bliskim, wiernych, wpatrzonych w Wizerunek Maryi.

Ileż tych szyderstw z ‘sekty smoleńskiej’, z ‘religii smoleńskiej’ – z ludzi zranionych tamtą wielką tragedią. Którzy pamiętają o poległych. Dążą do prawdy – bez manipulacji, bez zakłamań. Każdego miesiąca idą w Warszawie Krakowskim Przedmieściem w modlitewnym pochodzie pamięci.

Wykluczanie ludzi biednych, starych, chorych. Gdzie te gruntowne, zapowiadane, oczekiwane reformy systemowe służby zdrowia? Gdzie godna starość, bez pomocy opieki społecznej, Caritas, rodziny?

„Który skrzywdziłeś człowieka prostego śmiechem nad jego krzywdą wybuchając...”. Z Krzyży Gdańskich, z pomnika poświęconego pamięci ofiar Grudnia 1970 roku, wołają te słowa. Niestety, nie są tylko skierowane ku przeszłości. Są znakiem teraźniejszości.

Pomóż nam Matko, zamienić mowę wykluczenia, w słowa miłości i przebaczenia.

V. Sztandar naszej wiary

Umiłowani!

„Wielki naród musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władza jego państwa nie nosi go dość wysoko” – to słowa Romana Dmowskiego, jednego z twórców Polski Niepodległej.

Nieście ten sztandar wiary, bo to właśnie taki czas, taka chwila.

Jeszcze wiszą krzyże, w urzędach, w instytucjach… Jeszcze wojsko w pielgrzymkowym ordynku idzie do trony Maryi, swej Hetmanki.

Ale już słychać krzyk sprzeciwu, oskarżenie o obywatelskie nieposłuszeństwo, kiedy rozlegnie się głos pasterza Kościoła, mówiącego, że prawa Bożego nie może zastąpić żadne prawo stanowione przez ludzi.

Ale progi parlamentu przekroczyły projekty ustaw sprzeczne z chrześcijańską wizją człowieka, małżeństwa, rodziny.

Podobnie jak w laicyzującej się w szybkim tempie Europie, także w Polsce „chrześcijaństwo czuje się oddane nietolerancyjnej presji, która najpierw je ośmiesza (…) następnie w ramach pozornej rozumności chce ograniczyć przestrzeń jego życia i działania” (Benedykt XVI).

Mimo tych przeciwności Kościół idzie drogami ojczyzny wierny Bogu, Chrystusowi, Ewangelii. Wierny Ojcu Świętemu, strażnikowi wiary i depozytu wieków. Papież Franciszek przypomniał nam na jednej z audiencji prawdę o Kościele, o naszym chrzcie. Tylko w Kościele dokonuje się zbawienie, przebaczenie, rozgrzeszenie, uświęcenie. Kościół Towarzyszy narodowi w jego drodze ku zbawieniu. Oczekuje w stosunku do siebie normalności, rzetelności, także szacunku zaskarbionego posługa wieków w ojczyźnie, także w najcięższych dla niej czasach.

Umiłowani!

W tej perspektywie ocalającej miłości Boga, Jego bezustannej gotowości do poszukiwania tych, którzy się pogubili na drogach życia, patrzmy na naszą pielgrzymkę, nasze doroczne spotkanie tu, w polskiej Kanie, wypowiedziane tu słowa, modlitwy, skierowane ku sercu Matki pragnienia.

Dotyczą naszych osobistych spraw, rodzin, wspólnot życia i pracy. Kierujemy je ku ojczyźnie, życząc jej głębokiej, twórczej przemiany nowych impulsów rozwoju, odwrotu od doktryny, która czyni z niej swoistą gospodarczą kolonie, deprecjonuje ludzi pracy. Tym, których sukces wyborczy postawił u steru rządów, przypominamy, że Polska nie jest własnością zwycięskiej partii, czy rządzącej koalicji. Jest wielkim dobrem narodu. Nie można jej spraw rozwiązywać bez perspektywy przyszłości, bez poczucia odpowiedzialności wobec tych, co przyjdą jutro. Uciekać od prawdy, kluczyć, wielosłowiem przysłaniać problemy, rzucać obietnice w wyborczym ferworze, nic potem nie warte, nie poodejmować wyzwań, utrwalać obraz opozycji jako siły destrukcyjnej i nieodpowiedzialnej, promować partyjny egoizm.

Jesteśmy dziećmi, miłującego Boga, który wychodzi nam na spotkanie, otwiera ku nam ramiona. Tych, co się oddalili, cierpliwie poszukuje, tych, co idą za nim, wspomaga w ich drodze. A ta droga prowadzi przez polską ziemię. Praojcowie nasi otworzyli jej granice dla Chrystusa, Jego Matki, Kościoła, wiary świętej – na trwanie. Cieszymy się, że na nasz polski Jubileusz chrztu narodu przybędzie Ojciec Święty Franciszek.

Polska – ziemia Chrystusa, ziemia Jego Matki – Królowej naszego Narodu. Ewangelicznego siewu i plonu, który wzrasta dobrem. Tego, co w niej wielkie i piękne Z takiej Polski przybywacie, do niej wrócicie.

Dwa dni temu minęła rocznica Wiktorii Wiedeńskiej. Zwycięskiej bitwy, co ocaliła Europę. Jak tamta, ponad dwieście lat później, na przedpolach Warszawy. Jak ta, bezkrwawa, która zaczęła się w stoczniach Wybrzeża. Zwycięska bitwa Solidarności pod znakiem Maryi.

Jest wrzesień. Czas pamięci o 1 i 17 września, o polskiej drodze, o misterium iniquitatis, które stało się jej udziałem. Na warszawskich Powązkach z dołów śmierci wydobywane są kości bohaterów, ofiarnych żołnierzy polskiej wolności – ofiar komunistycznego bezprawia. Cześć i chwała bohaterom, coraz częściej rozbrzmiewa to hasło. Skandują je młodzi Polacy. Wydobywają z cienia niepamięci pokolenie, które ocaliło Polskę.

Umiłowani!

Wrócicie do siebie. Do swoich domów, do rodzin, do środowisk pracy. Pomnażajcie dobro, któremu służycie. Pomnażajcie społeczną miłość, pomnażajcie nadzieję. Bo przecie wbrew tym zaniechaniom, wbrew tym ciemnym barwom o których była mowa jest wiele dobra, twórczej pracy, społecznej miłości, obywatelskiej aktywności.

Niech waszą dobrą drogę wspomagają i błogosławią świeci Patronowie Ojczyny, także błogosławiony ksiądz Jerzy, który was tu przyprowadził – na trwanie przy Maryi, na modlitwę, na zawierzenie spraw polskiej pracy, dziedzictwa Solidarności, tej, która was zna, Matki pięknej miłości, naszej Matki.

Jesteśmy dziećmi Boga, mieszkańcami stworzonego przez Niego świata, „Świat Boga – to słowa Ojca Świętego Franciszka – jest światem, w którym każdy czuje się odpowiedzialny za drugiego człowieka”.

„Czyż prawdziwa wolność wyboru dróg – pyta Ojciec Święty – którymi mamy iść w tym świecie, to nie jedynie ta, która wiedzie do dobra wszystkich i jest inspirowana przez miłość?”

Ruszajcie w taką drogą, ku Polsce, ku waszym środowiskom pracy i życia. W imię Chrystusa i Maryi.

„Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste/ I odnów we mnie moc ducha”.

Daj nam Maryjo moc ducha! Daj nam Maryjo moc wiary! I Przymnóż nam moc nadziei! Bo taki Maryjo jest cel naszej pielgrzymki! Amen.

Tagi:
Jasna Góra abp Głódź

Reklama

Kard. Sarah na Jasnej Górze: Bóg znika z horyzontu ludzkości

2019-11-15 15:34

it / Jasna Góra (KAI)

Na Jasnej Górze odbyło się 30. Ogólnopolskie Forum Szkół Katolickich. Gościem specjalnym spotkania był kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. - Bóg Abrahama znika dziś z horyzontu ludzkości, Jezus Chrystus jedyny Zbawiciel i Odkupiciel jest eliminowany - mówił kardynał podczas Mszy św. Podkreślał, że każdy z nas jest odpowiedzialny za swoją wieczność.

Niedziela TV

Zwracając się do nauczycieli kard. Sarah zachęcał, by mieli zawsze w sercu pragnienie przekazywania swoim uczniom tego słuszne, dobre i piękne, obierając za przykład patrona dnia dzisiejszego, nauczyciela Tomasza z Akwinu św. Alberta Wielkiego. Podkreślał, że zadanie wychowawcy jest piękne, delikatne, ale i trudne.

- Przypomina trud wieśniaka, który uprawia jałową niekiedy ziemię, zarośniętą chwastami po jesiennych zasiewach – zauważył kaznodzieja. Jednak zachęcał: „nigdy nie traćcie nadziei co do swoich uczniów, ufajcie, być może są wśród nich nowi Tomasze z Akwinu, postępujcie więc jak św. Albert Wielki dajcie swoim uczniom i studentom przykład umysłu ciekawego odkrywania świata i pasjonującego się mądrością”.

Prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów podkreślał, że „katolicki nauczyciel ukazuje swoim nauczaniem harmonię ludzkiej wiedzy a swoim życiem rozumienie zaangażowania w służbę prawdzie Ewangelii”.

Kard. Sarah zauważył, że w naszych czasach ewangelizacja przechodzi przez dialog z obecnie istniejącą kulturą. - Jak stwierdził papież Benedykt XVI uczniowie Chrystusa uznają i chętnie przyjmują autentyczne wartości kultury naszych czasów, takie jak: wiedza naukowa i rozwój technologii, prawa człowieka, wolność wyznawania religii, demokracja, nie jest im też obca niebezpieczna kruchość ludzkiej natury, która stanowi zagrożenie dla drogi człowieka w każdym kontekście historycznym – mówił w kazaniu.

BPJG Krzysztof Świertok

Dodawał, że człowiek „docenia znaczenie tej kruchości, przede wszystkim nie lekceważy wewnętrznych napięć i sprzeczności naszej epoki, dlatego dzieło ewangelizacji nigdy nie jest zwykłym przystosowaniem do różnych kultur, lecz zawsze jest także oczyszczeniem, odważnym zerwaniem, które staje się dojrzewaniem i uzdrawianiem, otwarciem, które umożliwia narodziny nowego stworzenia będącego owocem Ducha Świętego”.

Gość Forum podkreślał, że współczesny człowiek nazbyt często żyje zanurzony w obecnym świecie wcale nie zabiegając o Królestwo Boże, tymczasem trzeba bardzo uważnie obserwować znaki czasu i czuwać. - Prośmy o łaskę stanu czujności, stanu modlitwy zarówno w studiowaniu jak i nauczaniu – mówił kaznodzieja.

Odnosząc się do Cudownego Obrazu matki Bożej kardynał zauważył, że „Ewangelia przypomina czym różni się ikona, która kieruje nas ku Bogu, od idola, który zwraca ku sobie wszystko czego dotknie”. - W jasnogórskim sanktuarium Matka Boża trzyma Jezusa i kieruje na Niego nasze spojrzenia. Niech Maryja uczyni z nas ikony Boga, byśmy swoich uczniów prowadzili do Boga i nieśli Chrystusa otaczającym nas ludziom" - zakończył kazanie gość z Watykanu.

Tematem Forum Szkół Katolickich jest powołanie chrześcijanina do dawania świadectwa, które buduje Kościół. W dwudniowym spotkaniu uczestniczy ok. 500 dyrektorów i nauczycieli. Wpisuje się ono też w jubileusz 25 lat istnienia Rady Szkół Katolickich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boliwia: wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka

2019-11-17 20:18

Ks. Szymon Zurek (Vaticanews) / Santa Cruz del Sierra (KAI)

W Boliwii kontekst Światowego Dnia Ubogich w tym roku jest zupełnie wyjątkowy. Trwający trzy tygodnie kryzys rządowy, spowodował zwiększenie niepokoju w społeczeństwie i masowe protesty. W kraju rośnie bieda i wiele rodzin nie ma co jeść. W pomoc potrzebującym aktywnie włączają się Caritas i inne organizacje kościelne.

Galyna Andrushko/pl.fotolia.com

Pokojowy, ale jednak protest, blokady, niemożność realizowania codziennych obowiązków, podjęcia pracy: wszystko to przyczyniło się do tego, że w peryferyjnych dzielnicach np. dwumilionowego miasta Santa Cruz de la Sierra, wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka. Należałoby właściwie wskazać, że Dzień Ubogich trwa w tutejszych parafiach od ponad dwóch tygodni. Sąsiedzi organizują między sobą tzw. „olla común” czyli wspólne gotowanie, mając na względzie przede wszystkim te rodziny, którym nie starcza pieniędzy na zakup żywności. "Jest to piękne świadectwo solidarności między sąsiadami, bez względu na wyznanie wiary czy przekonania polityczne" – uważa pracujący tam polski kapłan ks. Szymon Zurek.

W parafiach grupy Caritas rozeznawały w tych dniach konkretne potrzeby najbardziej potrzebujących rodzin, by móc przygotować na Niedzielę Ubogich obiady i zanieść je do dzielnic. Np. w parafii św. Franciszka z Asyżu przygotowano ponad 450 porcji obiadów. W całe to dzieło byli zaangażowani członkowie wszystkich grup parafialnych: katechiści, grupa młodzieżowa, grupy muzyczne, lektorzy, animatorzy Kościelnych Wspólnot Podstawowych, Legion Maryi.

Ks. Zurek podkreślił, że w tym szczególnie trudnym czasie dla Boliwijczyków, możliwość podzielenia się z najbardziej potrzebującymi braćmi i siostrami, jest piękną okazją do praktykowania przykazania miłości, przelania wiary, którą żyją, która im dała tyle siły w trudnych dniach kryzysu, w konkretny czyn miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem