Reklama

Niosą Boga ludziom

2 lutego swój dzień obchodzą osoby życia konsekrowanego. Spotykamy je na co dzień w naszych parafiach, szkołach, zakładach opieki, szpitalach. W tym roku łamy naszego pisma oddajemy żeńskim wspólnotom działającym w Częstochowie, aby siostry opowiedziały, czym żyją i czym zajmują się na co dzień

Misyjny dar za rodziny

Zgromadzenie Sióstr Nazaretanek wybrałam dlatego, że ma w charyzmacie szerzenie królestwa Bożego wśród innych, ale szczególnie wśród rodzin. Chcę się przede wszystkim poświęcić rodzinie, skoro rezygnuję z założenia własnej. Pochodzę z diecezji częstochowskiej. Wychowałam się w dużej rodzinie, było nas sześcioro rodzeństwa i zawsze byliśmy w bliskich relacjach. Paradoksalnie mój wybór nie od razu spotkał się ze zrozumieniem wśród bliskich. Ale Pan Bóg wszystkim kierował, uczył mnie ducha pokory. Wielkim wsparciem była dla mnie postać naszej założycielki - bł. m. Franciszki Siedliskiej. Ona też miała wiele trudnych doświadczeń w rodzinie. Ojciec był przeciwny jej wyborowi. Ta sytuacja była trochę podobna do mojej i to dodawało mi sił przez te wszystkie lata. Gdy czytałam jej życiorys, listy i dzienniczki, odnajdywałam tam siebie i otrzymywałam od matki podpowiedzi i wskazówki, co dalej robić. Bł. Jan Paweł II, gdy wynosił naszą założycielkę na ołtarze, powiedział, że charyzmat wybrany przez nią jest dziś jeszcze bardziej aktualny niż w czasach, w których ona żyła. Już w XIX wieku dostrzegała kryzys życia wiarą. Zgodnie z jej wolą nasze zgromadzenie podejmuje różne zadania pomocy rodzinie. Siostry prowadzą przedszkola, szkoły, katechizują, pracują z dziećmi upośledzonymi, chorymi, ubogimi. W tym roku podejmujemy pracę misyjną w Afryce. To w naszych dziejach pierwsze tego typu doświadczenie. Wiemy, że potrzeba ewangelizacji jest tam wielka. Będziemy pracować z dziećmi i z rodzinami. Pęd do nauki wśród młodzieży jest duży, ale szkoły są przepełnione. W klasach jest przeciętnie 50-60 osób. Zwykle tam, gdzie jest ubóstwo materialne, jest też wiele radości.
W pierwszej grupie udajemy się do Ghany we cztery. Jedna siostra z USA, jedna z Anglii, nauczycielka angielskiego z Krakowa i ja. Znajomość angielskiego była jednym z warunków wyjazdu. Ja mam doświadczenie pracy za granicą. W latach 90. byłam przez pięć lat w naszej placówce w Australii. Mam też ogromne doświadczenie w pracy z młodzieżą, od przedszkolaków aż po studentów. I obserwuję, że problemy wszędzie są takie same. Najważniejsze jest po prostu być z młodymi ludźmi, z nimi się modlić, z nimi pracować. Nieważne jest, co ja im powiem, ważne jest, by dawać świadectwo. Dziś same słowa bez pokrycia nic nie znaczą. Do nikogo nie docierają. Właśnie to pociągało młodych w Janie Pawle II najbardziej, że była zgodność słów z czynami. I jeśli człowiek naprawdę zaufa Panu Bogu, to On daje mu wiele darów, wiele łask, wiele problemów się rozwiązuje. Mam w sobie bardzo dużo pokoju. Nie czuję, że to jest jakiś czyn odwagi, a tylko wypełnianie tego, co Pan Bóg mi przygotował. Miałam wiele obaw i rozmawiałam o tym z moim spowiednikiem - śp. ks. Grzegorzem Ślęzakiem. Chcę ofiarować ten mój trud misyjny w Afryce za rodziny, które spotkałam na swojej drodze, za moją własną rodzinę i te, wśród których pracuję. Nieraz proszona o mediacje w rodzinach, które się rozpadały, byłam świadkiem bólu dzieci, ich traumatycznych przeżyć. Doświadczyłam swojego ubóstwa, swojej bezradności i wiem, że bez Bożej pomocy niczego nie można osiągnąć. Przez 28 lat życia zakonnego doświadczam, że tu nie chodzi o to, ile ja potrafię, ale na ile zawierzę Panu Bogu, i On to wszystko poukłada. Czuję się szczęśliwa na tej drodze, w tym zgromadzeniu.

Siostry Nazaretanki prowadzą w Częstochowie dwa przedszkola, dom pielgrzyma, diecezjalny dom rekolekcyjny w Olsztynie, pracują w Częstochowskiej Kurii Biskupiej i w licznych parafiach naszej diecezji.

Potrzeba świadectwa

Reklama

Zmartwychwstanki poznałam na studiach. Na mojej drodze życia Pan Jezus postawił starszą siostrę. Ujęła mnie jej prostota, skromność ubioru i sedeczność. Zaczęłam przychodzić do sióstr na dni skupienia i poznawać je lepiej. One rzeczywiście żyły dla Boga i Jego chwały. Zrozumiałam, że w tej duchowości sióstr zawarta jest cała tajemnica paschalna. „Przez krzyż i śmierć do zmartwychwstania i chwały”. Każdy z nas przechodzi tę drogę i to niezależnie, czy jest osobą konsekrowaną czy świecką, bo od krzyża uciec się nie da. Jeżeli potraktujemy krzyż jako bramę, otwiera się perspektywa zmartwychwstania, a więc to, czego tak naprawdę szukałam. Przez sam fakt, że zgromadzenie założyły matka z córką - bł. Celina i Jadwiga Borzęckie, wydało mi się ono wyjątkowe. Celem założycielek było chrześcijańskie nauczanie dziewcząt. Chciały przenieść na grunt zakonny atmosferę rodzinnego domu - wiary, umiłowania woli Bożej, serdeczności, zrozumienia, gościnności i to matkom się udało. Zachwyciło mnie to, że siostry żyją skromnie w świecie pełnym przepychu. Dziś coraz częściej, zwłaszcza na Zachodzie, także siostry zakonne podążają za ulotną modą. Ale ja nie szukałam sióstr z laptopami. Stwierdziłam, że jak skoczyć, to na głęboką wodę, w ramiona Pana Jezusa. Jestem w zgromadzeniu 8. rok i nie żałuję.
Pracuję z młodymi i mówię im o powołaniu do życia zakonnego czy kapłańskiego. Trzeba ukazywać im piękno tej drogi zakochania się w Jezusie. I oni tego słuchają, zachwyceni. W ich głowach na pewno nieraz przemknie myśl: „A może to mnie Pan Jezus woła…”. Choć za chwilę zaprzeczą, ziarno zostaje zasiane. Ale dziś słowa nie wystarczą, trzeba dawać świadectwo. Młodzież jest bardzo wrażliwa na prawdę. Jeżeli nie będę autentyczna w swoim przekazie, jeśli młodzi zauważą, że inaczej mówię, a inaczej postępuję, poniosę nie tylko klęskę wychowawczą. Stracą do mnie zaufanie. Ale to nie będzie strata tylko dla nich - także dla mnie. Kiedyś się obudzę i zauważę, że żyję zupełnie czymś innym, jestem innym człowiekiem, niż chciałam być. Siostry muszą zachowywać pewne zasady. Jeśli je przekraczają, nie mogą spodziewać się zrozumienia. Młodzi szukają autorytetów i często zanim dotrą do Chrystusa, spotykają różnych ludzi. Obyśmy byli dla nich świadectwem Jego miłości i znakiem Jego obecności. Często to my gasimy ich zapał, nie dajemy im szans rozwoju, narzekamy, że młodzież jest zła i niczym się nie interesuje. A to nieprawda. To, co młodzież ma w sobie, to jest zmartwychwstanie. To jest niesamowity potencjał, energia. Jeśli tę siłę dobrze ukierunkujemy, to będzie jak turbina napędzająca dobro, które pozwoli im ukształtować samych siebie i świat wokół po Bożemu, jak mówił bł. Jan Paweł II i pozwoli im zrozumieć, że to „w Bogu na zawsze jest szczęście” (bł. M. Celina).

Siostry Zmartwychwstanki prowadzą w Częstochowie szkołę podstawową i gimnazjum. Posługują chorym w szpitalach.

Miłość przez obecność

Zgromadzenie Sióstr św. Józefa założył w XIX wieku we Lwowie św. ks. Zygmunt Gorazdowski. Oparte jest ono na regule franciszkańskiej. Nasz charyzmat uzdalnia nas do życia słowami Jezusa: „Miłujcie się nawzajem, tak jak Ja was umiłowałem. Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali” (por. J 13,34-35). Nasze powołanie wyraża się w konkretnych czynach miłosierdzia, pełnionych wobec ubogich dla miłości Bożej. Ów konkret przybiera różne formy posługi, tak jak różne jest ubóstwo człowieka.
Realizując charyzmat miłości odpowiadamy na potrzeby Kościoła i wychodzimy im naprzeciw. Prowadzimy różne ośrodki wychowawcze i lecznicze, przedszkola, świetlicę, dom dziecka, katechizujemy w szkołach, pełnimy posługi pielęgniarskie w szpitalach, opiekę nad osobami starszymi, posługę w kuchni. Podejmujemy także posługę misyjną w Afryce i Brazylii. W Częstochowie prowadzimy Specjalny Ośrodek Wychowawczy dla dziewcząt. Dzieci przebywają tu od poniedziałku do piątku, z możliwością pozostania na weekend. Wśród naszych wychowanek są dzieci, których rodzice mają ograniczone prawa rodzicielskie lub nie mają rodziców i dla nich wszystkich tworzymy drugi dom. Siostry, przeżywając miłość Boga i miłość we wspólnocie, starają się dawać ją innym, m.in. naszym podopiecznym w ośrodku. W naszym domu prowadzimy także spotkania i rekolekcje dla młodzieży.
Pan Bóg, powołując kogoś do konkretnego zgromadzenia, uzdalnia go też swoją łaską do pełnienia powierzonych zadań. Od 11 lat jestem w Zgromadzeniu, a od 8 lat pracuję w tej placówce z dziećmi. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że mogę robić coś, w czym się spełniam i czuję, że jestem na swojej drodze życia. Praca, choć trudna, daje radość, bo mogę dawać miłość, którą doświadczam i odkrywam w miłości Boga i drugiego człowieka. Czasem widać też efekty pracy - jak powierzone nam wychowanki pokonują swoje ograniczenia i stają się duchowo coraz piękniejsze. Wyczuwam w nich ogromny głód miłości. Jeśli im nie damy miłości i nie napełnimy wiarą, że potrafią żyć inaczej niż środowisko, z którego wyszły, na nic zdadzą się różne techniki psychologiczne czy terapeutyczne. My musimy dać im to, co inne dzieci wynoszą z domu. Często czuję moją ograniczoność, że po ludzku już nic nie mogę pomóc - ale tu powstaje wielka przestrzeń do zaufania Panu Bogu. Jeśli nie otrzymywałabym pomocy od Pana, to praca byłaby ciężarem.
Nasze wychowanki potrzebują przyjęcia i akceptacji ich takimi, jakimi są, ze wszystkimi ograniczeniami i barierami, jakie mają. My dajemy im taką możliwość. Mogą też rozwijać się w tym, co lubią - w tańcach, zajęciach plastycznych, kulinarnych, robótkach ręcznych, itp. Ważne jest też, żeby dzieci wychodziły poza ośrodek, by mogły się usamodzielnić, bo wtedy będzie im łatwiej wrócić do swojego środowiska i dajemy im taką możliwość. Przychodzą do nas dzieci coraz trudniejsze i trzeba szukać nowych dróg, żeby do nich dotrzeć i im pomóc. Jesteśmy z naszymi wychowankami na co dzień. Widzimy ich rozwój i porażki. W naszym domu miłość objawia się poprzez towarzyszenie młodemu człowiekowi w jego wysiłku ku dorosłości. Oczywiście, my też mamy trudności i chwile zniechęcenia, ale jest wspaniałe jest to, że mamy wspólnotę zakonną, w której możemy dzielić się swoimi problemami -tak jak w rodzinie. Mamy też szczególne źródło siły, jakim jest nasza więź Jezusem. Modlitwa, bycie z Bogiem i zawierzenie Mu wszystkiego, co trudne sprawia, że to On wtedy napełnia serce pokojem, radością i siłą i nadaje sens temu, co robię.

Siostry św. Józefa prowadzą w Częstochowie Specjalny Ośrodek Wychowawczy dla dziewcząt, przy którym mieszczą się szkoła podstawowa i gimnazjum im. o. Augustyna Kordeckiego; www.jozefitki.pl

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szczecin: Pobicie księdza

2021-09-16 14:17

[ TEMATY ]

Szczecin

Magdalena Pijewska/Niedziela

Sprawą pobicia księdza i znieważenia krzyża zajmują się szczecińska policja i prokuratura. Zatrzymany został 33-letni mężczyzna.

Policjanci zgłoszenie otrzymali po godz. 10 w środę. Do przedsionka kościoła na szczecińskich Pomorzanach wszedł mężczyzna, który miał połamać krzyż i uderzyć księdza, który chciał go powstrzymać.

CZYTAJ DALEJ

Podziękuj Bogu za drugą, trzecią i kolejną szansę, którą ci daje

2021-09-16 09:12

[ TEMATY ]

ksiądz

Jezus

Karol Porwich/Niedziela

Hymnem do Ducha Świętego odśpiewanym w łódzkiej bazylice archikatedralnej rozpoczęły się doroczne rekolekcje dla księży diecezjalnych i zakonnych, którym w dniach 15 – 17 września przewodniczy abp Grzegorz Ryś. Pierwsze rozważanie rekolekcyjne zostało oparte o fragment ewangelii św. Marka (Mk. 1.1-8)

Przyglądając się postaci św. Marka, łódzki pasterz wskazał na trzech uczniów Jezusa, którzy byli mistrzami dla autora Ewangelii. – Trzech uczniów Jezusa Chrystusa: Barnaba, Piotr i Paweł przekazywali Markowi wiarę. Chcę dzisiejszego wieczoru zatrzymać się tylko na tym jak ten przekaz się dokonywał, bo to jest coś, w czym każdy z nas może się odnaleźć, ale potrzebujemy się odnaleźć razem – zauważył arcybiskup.

CZYTAJ DALEJ

USA: W Waszyngtonie uczczono pamięć prof. Juliana Kulskiego, powstańca i znanego architekta

2021-09-17 19:52

[ TEMATY ]

pogrzeb

powstaniec

Waszyngton

Wikipedia

Julian Eugeniusz Kulski

Julian Eugeniusz Kulski

W Waszyngtonie odbyła się w piątek msza żałobna po śmierci prof. Juliana Eugeniusza Kulskiego, uczestnika Powstania Warszawskiego, cenionego architekta i działacza. Był wielkim Polakiem, bohaterem powstania; przyczynił się do rozwoju polsko-amerykańskich relacji - podkreślił premier Mateusz Morawiecki.

"Dziś żegnamy postać szczególnie zasłużoną dla odzyskania niepodległości przez Polskę, osobę, która wielce przyczyniła się do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i postaw patriotycznych, a także do budowy dobrych stosunków polsko-amerykańskich" - napisał premier w liście odczytanym przez ambasadora Piotra Wilczka podczas mszy w katedrze św. Mateusza Apostoła w Waszyngtonie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję