Reklama

Talent mam od Pana Boga

Jedyny wodzirej wśród geodetów i jedyny geodeta wśród wodzirejów w Polsce - mówi o sobie Marcin Brodziński z parafii Miłosierdzia Bożego, należący do Domowego Kościoła. - Talent mam od Pana Boga - podkreśla

Niedziela kielecka 5/2012

Kilkanaście lat temu jeszcze nie myślał o tym, że zostanie wodzirejem, do momentu aż spotkał się z mistrzem tej profesji - Kazimierzem Hojną. W pewnym sensie to spotkanie odmieniło jego życie. Hojna, dziś nota bene przyjaciel Marcina, prowadził wesele bezalkoholowe, na którym on był gościem. Korowody, układy, tańce, zabawy, gagi, kultura osobista, elegancja - cóż powiedzieć, był gwiazdą wieczoru, oczywiście zaraz po parze młodych. Marcin - od lat uznawany za duszę towarzystwa - czuł jakby ktoś tutaj przejął jego rolę. Zaczął trochę wspak pomysłów wodzireja podawać swoje propozycje. Doświadczony wodzirej nie irytował się, szybko zauważył talent Marcina i nawiązał z nim cichą nić porozumienia. Zaimponowało mu to, a dzięki tej współpracy (para Gosia i Arek Krajnowie - przyjaciele Marcina) miała fantastyczne wesele. Na zakończenie Kazimierz Hojna zaproponował Marcinowi: „Przyjedź na warsztaty dla wodzirejów w Katowicach”. Prowadzi go w 1994 r. fundacja Ruchu Światło-Życie w Ośrodku Profilaktyczno-Szkoleniowym im. Franciszka Blachnickiego. Inspiracją do działania jest dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka założone przez ks. Blachnickiego.
Wydawało mu się, że to nie dla niego, ale za namową przyjaciół (głównie Teresy Dziarmagi) pojechał.

Ambasador dobrej zabawy

Tam nauczył się bardzo wiele, przede wszystkim zrozumiał jaki sens mają bezalkoholowe wesela - dobrym ambasadorem i gwarantem udanej zabawy może być profesjonalny wodzirej, nie musi być nim alkohol.
Jaki powinien być dobry wodzirej? Marcin Brodziński ma swoją definicję. - Powinien być bardzo dobrym katolikiem, świadomym, że talent pochodzi od Pana Boga. Otwarty, potrafi porozmawiać z ludźmi, trochę psycholog. Od niego tak naprawdę uzależnione jest zadowolenie gości. Musi mieć każdą sekundę, minutę i godzinę imprezy pod kontrolą. Inspirator i pomysłodawca i ambasador dobrej zabawy. Na weselach, niekwestionowana gwiazda, ale drugiego planu, błyszczeć mają zawsze tylko młodzi. Brodziński prowadzi wesela, prymicje, festyny, przyjęcia, bale i wielkie imprezy w prestiżowych miejscach takich jak Hotel Sobieski, Hawełka w gmachu Sejmu RP, Sheraton, Novotel, w hotelu w Operze Leśnej w Sopocie i wielu, wielu innych bardziej lub mniej prestiżowych lokalach. Każde wydarzenie jest inne, do każdego należy podejść indywidualnie, z pełnym profesjonalizmem i dużym entuzjazmem. Trema jest zawsze, ale ona mobilizuje i daje potrzebną adrenalinę. Owszem są techniki i triki wodzirejskie, ale ten zawód to przede wszystkim osobowość. - Po pierwszym bloku tanecznym podchodzi do mnie mężczyzna i mówi: - Młody człowieku, jak ty to zrobiłeś? Bez kielicha wódki nigdy nie wychodzę na parkiet. Minęła ledwie godzina, a ja już zatańczyłem walca i poloneza, świetnie się bawię.
To sprawia ogromną satysfakcję, podobnie jak podziękowania od zadowolonej pary młodych. W sezonie każdy weekend ma zajęty, a rezerwacje są już czynione na 2013 rok.

Reklama

Niech żyje bal!

Jego marzeniem było zorganizowanie chrześcijańskiego balu karnawałowego w Kielcach. Studiował w Krakowie na Akademii Górniczo-Hutniczej geodezję. - Byłem związany z dominikańskim duszpasterstwem akademickim „Beczka”. Widziałem takie bale. To było piękne. Kielce nie miały takiego - z pompą, z klasą, na najwyższym poziomie. - To ma być bal na sto par! - marzył. - Powiedziałem o moim pomyśle ks. Sławomirowi Sarkowi, pracującemu wówczas z parafii św. Józefa Robotnika. Bardzo spodobała mu się ta idea. Parafia stała się organizatorem pierwszego balu na 400 osób. W tym karnawale odbędzie się już dziesiąty.
- Jeśli bal w Kielcach, to tylko w Wojewódzkim Domu Kultury w Sali Lustrzanej. Tutaj pachnie balami oficerskimi z przełomu wieków, wnętrza z klimatem dodają uroku i splendoru. Bal zaczyna się znakiem krzyża, a kończy błogosławieństwem. Tutaj nie ma miejsca na bylejakość, tuzinkowość, sprośność. Jest szyk, elegancja, dostojność, radość i spełnienie. Pary wychodzą z poczuciem, że były na najlepszej karnawałowej imprezie w mieście - przekonuje.
Najpierw za wodzirejem Marcinem wszyscy suną w dostojnym polonezie, następnie jest świetlisty walc ze świecami, a potem do białego rana: rock’n’roll, tango, swing i różne pląsy chrześcijańskie. Bal cieszy się wielkim zainteresowaniem i można spodziewać się że w tym roku, 18 lutego, znowu będzie bawiło się w WDK dwieście par. - Nie byłoby balu, gdyby nie zaangażowanie ks. Piotra Rojewskiego i Iwony Mróz - którzy są w organizacyjnym teamie niezastąpieni. Nie byłoby też balu bez ks. prał. Jana Iłczyka - można powiedzieć gospodarza tego Balu, który zawsze dodaje „ojcowskiej” otuchy i rozpoczyna corocznie bal krótką modlitwą - podkreśla Brodziński.
Dwa lata temu także z inicjatywy Brodzińskiego po raz pierwszy w Kielcach zorganizowano andrzejkowy świętokrzyski bezalkoholowy bal akademicki. Impreza odniosła pełny sukces. Przyszło dwieście osób. Kiedy studiowałem w Krakowie także odbywały się takie bale. Studencka brać może bawić się doskonale do białego rana bez żadnych wzmacniaczy, a rano bólu głowy i poczucia wstydu. Pomysł przedstawił najpierw o. Szymonowi Mrowcowi - odpowiedzialnemu w parafii św. Franciszka z Asyżu przy ul. Warszawskiej za duszpasterstwo akademickie „Francesco” i „Drabina” - dla absolwentów.
- Robimy to - odpowiedział od razu. Po nim inicjatywę przejął następca - o. Adam Gęstwa. W roli organizatorki balu, dbającej o każdy szczegół, doskonale sprawdza się Anna Choma. Zabawę zaczynamy znakiem krzyża, a kończymy błogosławieństwem, wtedy każdy gest, gag i cała zabawa są czytelne - mówi Wodzirej. W Andrzejki 2011 r. młodzież akademicka bawiła się już po raz drugi na balu. Zabawa trwała do białego rana. W tym roku również poprowadzi II Charytatywny Bal Nazaretański dla Zespołu Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej w Kielcach.

Reklama

Chrześcijanin, to człowiek twórczy, radosny…

Marcin Brodziński pochodzi z Olkusza. - Dom rodzinny był zawsze dla mnie miejscem, gdzie nie baliśmy się uśmiechnąć do siebie - mówi. Żart, wesoła historia, opowieść były rodzinnym kodem, w którym dobrze się rozumieli, sposobem na spędzanie wspólnie wolnego czasu czy rozładowanie emocji i napięć między rodzeństwem. - Zawsze jako mały chłopak lubiłem się przebierać. Przygotowywałem się czasem długo, aby pokazać się potem rodzicom i obserwować ten jeden moment, kiedy zobaczyli mnie - ich reakcję śmiech, zdziwienie, zaskoczenie - bezcenne. Oczywiście, rodzice uczyli nas także twardo stąpać po ziemi. Mama zawsze mówiła mi, abym szanował pracę i robił to, co potrafię robić najlepiej. Tato, czasem w twardych męskich rozmowach, uczył mnie budować relacje z drugim człowiekiem. Przestrzegał także przed pewnego rodzaju dewocją i powierzchowną pobożnością. Dzięki temu rozumiem, że prawdziwy chrześcijanin to człowiek radosny, twórczy, aktywny, potrafiący rozwiązywać problemy, otwarty na drugiego - tłumaczy.

Reklama

Razem w Domowym Kościele

Z żoną Jolą od 14 lat starają się angażować w życie parafii i wspólnoty Domowego Kościoła, którą w ich rodzinnej parafii pw. Miłosierdzia Bożego kieruje ks. Józef Majchrzyk. - On wie, gdzie zarzucić sieci, aby był dobry połów, jest dobrym rybakiem ludzi - mówi Marcin. W wakacje ks. Majchrzyk w parafii zorganizował razem z Domowym Kościołem Ruchem Światło-Życie pierwszy festyn rodzinny. Przyłączyło się do pomocy wiele osób. To była duża akcja ewangelizacyjna, która przynosi dobre owoce - opowiada. Marcin Brodziński przyjął oczywiście rolę prowadzącego. Znakomicie bawił dzieci, młodzież i dorosłych, proponując zabawy i konkursy, które otwierały wzajemnie na siebie uczestników festynu. Wielkim powodzeniem cieszyła się także randka dla małżonków z kinem pod gołym niebem. Idea spotkała się z zainteresowaniem. Pokazano „Ognioodpornych”. Wszyscy oglądający film byli zgodni - tę historię muszą obejrzeć wszystkie pary. W maju ubiegłego roku prowadził pierwszy w historii Kielc Marsz Życia. Z entuzjazmem i radością maszerowali mieszkańcy miasta, wspólnoty, stowarzyszenia i ruchy, by pokazać afirmację życia. W parku miejskim w muszli koncertowej Marcin Brodziński bawił ponad tysiąc osób, włączając publiczność w różnym wieku w taniec i śpiew.

Reklama

Nastawia życie na sygnał Pana Boga

Docenia formację, jaką proponuje od lat jemu i jego rodzinie Ruch Światło-Życie i jego gałąź rodzinną - Domowy Kościół. - Wspólnota jest bardzo potrzebna małżonkom. Kiedy słyszę jak moi znajomi się rozwodzą, chce mi się płakać. Rozwód to coś najgorszego dla rodziny - wyznaje. - Msza św., spotkania modlitewne i cykliczne dni skupienia w Centrum Spotkań i Dialogu w Skorzeszycach, choć wymagające, bardzo pomagają zlokalizować swoją pozycję, odpowiedzieć na pytanie: gdzie jestem? Pozwalają nastawić życie na sygnał, którym nadaje Pan Bóg. Są jak bardzo precyzyjny GPS. Czasem mogę usłyszeć: „jedziesz w złym kierunku, wróć najszybciej, jak to tylko możliwe”. Domowy Kościół umacnia jego relację z żoną, uczy przebaczenia, dialogu i codziennego budowania związku w miłości. - Nie jest cały czas super, przychodzą momenty trudne. Wtedy zastanawiamy się co należy zmienić, aby dalej iść w małżeństwie w miłości i radości. Czasem syn mówi mi: Tato, moi koledzy jadą z rodzicami do Bałtowa, a my? Tato, moi koledzy idą z tatą do kina w tę sobotę, a my? Wtedy jest mi głupio, że w natłoku obowiązków weekendowych trudno jest spędzić więcej czasu z Tosią (5 lat) Błażejem (10 lat) i Kubą (13 lat). Teraz z rodziną przygotowuje się do ferii zimowych, które chcą spędzić wyjątkowo. Zaznacza, że razem z żoną są wymagającymi rodzicami. - Uczymy nasze dzieci, że życie to nie ciągła zabawa. Pragniemy im pokazać, że nie zawsze jest przyjemnie, że życie jest czasem twarde, jednak rodzinny wypoczynek traktuje priorytetowo. Owszem, wciąż dostaje propozycje: „Marcin, można zrobić coś fajnego”, ale zawsze powtarza: - Ważne jest, aby się nie przeaktywizować, by mieć czas wyplewić chwasty w rodzinnym ogródku, być z rodziną, dlatego cenię rodzinną, wspólną modlitwę.

* * *

ULUBIONY TANIEC - tango z jego całą tajemnicą, pasją, energią
MARZENIA - aby moje dzieci wygrały ze mną w szachy.
PLANY - zorganizować w Kielcach Cykliczny Bal Niepodległościowy
PASJE - wiele, ale gitara i szachy - największe
ULUBIONA PIOSENKA - Maryli Rodowicz słowa: Agnieszki Osieckiej „Niech żyje Bal, bo to życie to Bal jest nad Bale, niech żyje bal drugi raz nie zaproszą nas wcale, orkiestra gra jeszcze tańczą i drzwi są otwarte, dzień warty dnia a to życie zachodu jest warte….” - to moje credo, Credo Wodzireja. Życie porównane do Balu, wstawiając do tej piosenki słowo „życie” zamiast „bal” - powstaje wspaniały poemat wodzireja. I jak pisał św. Augustyn: „Ludzie, nauczcie się tańczyć i śpiewać, bo aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z wami zrobić”.
STRÓJ WODZIREJA - elegancki. Najczęściej ubieram frak, na głowę zakładam cylinder-szapoklak, biała koszula, spinki do mankietów. Strój wodzireja to synonim elegancji i profesjonalizmu, to punkty, które dostaje się na wejściu za zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Kolejne, to praca.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Siostra prof. Zarzycka w „L’Osservatore Romano” o relacjach w życiu zakonnym

2023-02-02 07:36

[ TEMATY ]

Dzień Życia Konsekrowanego

Family News Service

Wartość naszej posługi zależy od tego, jak bardzo ufamy Bogu i czy potrafimy być blisko ludzi tam, gdzie stawia nas Bóg, oddając siebie dzień po dniu. Nie możemy czekać na idealne warunki, lepsze czasy i przemianę trudnych sióstr i braci – pisze siostra prof. Beata Zarzycka, psycholog religii i prorektor KUL. O wartości relacji w życiu zakonnym powiedziała Siostra Prorektor KUL do watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano” z okazji Światowego Dnia Życia Konsekrowanego.

Relacje z ludźmi – jak pisze siostra Zarzycka – rodzą się z relacji z Bogiem, a ich budowanie powinno zacząć się od modlitwy. „Bliskość we wspólnocie ma swoje źródło w Bogu, a uprzywilejowanym miejscem Jego spotykania jest modlitwa” – podkreśla Siostra Prorektor i dodaje, że przez modlitwę Bóg kształtuje w nas otwartość na innych i postawę gotowości do służby.

CZYTAJ DALEJ

Gromnica - świeca nieco zapomniana

[ TEMATY ]

święto

Ofiarowanie Pańskie

BOŻENA SZTAJNER

W święto Ofiarowania Pańskiego, zwane u nas świętem Matki Bożej Gromnicznej, mniej ludzi niż niegdyś przychodzi do naszych kościołów, by poświęcić świece. Do niedawna przychodziło więcej. Świece wykonane z pszczelego wosku, zwane gromnicami, były ze czcią przechowywane w każdym domu i często zapalane – wówczas, kiedy nadciągały gwałtowne burze, gradowe nawałnice, wybuchały pożary, groziła powódź, a także w chwili odchodzenia bliskich do wieczności. Były one znakiem obecności mocy Chrystusa – symbolem Światłości, w której blasku widziało się wszystko oczyma wiary.

Wprawdzie wilki zagrażające ludzkim sadybom zostały wytrzebione, ale na ich miejsce pojawiły się inne zagrożenia. Dziś trzeba prosić Matkę Bożą Gromniczną, by broniła przed zalewem przemocy i erotyzacji płynących z ekranów telewizyjnych i kolorowych magazynów, przed napastliwością sekt, przed obojętnością na los bliźnich, przed samotnością, przed powiększającą się falą ubóstwa, przed zachłannością, przed bezdomnością i bezrobociem, przed uleganiem nałogom pijaństwa, narkomanii, przed zamazywaniem granic między grzechem a cnotą, przed zamętem sumień.

CZYTAJ DALEJ

Kinszasa: papież spotkał się z przedstawicielami dzieł charytatywnych

2023-02-01 20:29

[ TEMATY ]

papież Franciszek

PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT

Ubóstwo i odrzucenie są obrazą człowieka – powiedział papież Franciszek spotykając się w nuncjaturze apostolskiej w Kinszasie z przedstawicielami dzieł charytatywnych działających w Demokratycznej Republice Konga.

Najpierw wysłuchał ich świadectw. O swojej niepełnosprawności, której można było uniknąć i o działalności stowarzyszenia, które pomaga takim osobom. 68-letni obecnie mężczyzna wspomniał, że gdy miał 4 lata, gdy rodzice zaprowadzili go do pobliskiego szpitala na poprawienie skręconej od urodzenia stopy. Na miejscu nie było lekarza i operację przeprowadził niefachowo jego asystent. Nie tylko nie pomógł, ale jeszcze doszło do zakażenia i w efekcie chłopiec stracił dwa palce, nastąpiło uszkodzenie nerwu i do dzisiaj Pierre cierpi z tego powodu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję