Reklama

Talent mam od Pana Boga

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 5/2012

Jedyny wodzirej wśród geodetów i jedyny geodeta wśród wodzirejów w Polsce - mówi o sobie Marcin Brodziński z parafii Miłosierdzia Bożego, należący do Domowego Kościoła. - Talent mam od Pana Boga - podkreśla

Kilkanaście lat temu jeszcze nie myślał o tym, że zostanie wodzirejem, do momentu aż spotkał się z mistrzem tej profesji - Kazimierzem Hojną. W pewnym sensie to spotkanie odmieniło jego życie. Hojna, dziś nota bene przyjaciel Marcina, prowadził wesele bezalkoholowe, na którym on był gościem. Korowody, układy, tańce, zabawy, gagi, kultura osobista, elegancja - cóż powiedzieć, był gwiazdą wieczoru, oczywiście zaraz po parze młodych. Marcin - od lat uznawany za duszę towarzystwa - czuł jakby ktoś tutaj przejął jego rolę. Zaczął trochę wspak pomysłów wodzireja podawać swoje propozycje. Doświadczony wodzirej nie irytował się, szybko zauważył talent Marcina i nawiązał z nim cichą nić porozumienia. Zaimponowało mu to, a dzięki tej współpracy (para Gosia i Arek Krajnowie - przyjaciele Marcina) miała fantastyczne wesele. Na zakończenie Kazimierz Hojna zaproponował Marcinowi: „Przyjedź na warsztaty dla wodzirejów w Katowicach”. Prowadzi go w 1994 r. fundacja Ruchu Światło-Życie w Ośrodku Profilaktyczno-Szkoleniowym im. Franciszka Blachnickiego. Inspiracją do działania jest dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka założone przez ks. Blachnickiego.
Wydawało mu się, że to nie dla niego, ale za namową przyjaciół (głównie Teresy Dziarmagi) pojechał.

Ambasador dobrej zabawy

Tam nauczył się bardzo wiele, przede wszystkim zrozumiał jaki sens mają bezalkoholowe wesela - dobrym ambasadorem i gwarantem udanej zabawy może być profesjonalny wodzirej, nie musi być nim alkohol.
Jaki powinien być dobry wodzirej? Marcin Brodziński ma swoją definicję. - Powinien być bardzo dobrym katolikiem, świadomym, że talent pochodzi od Pana Boga. Otwarty, potrafi porozmawiać z ludźmi, trochę psycholog. Od niego tak naprawdę uzależnione jest zadowolenie gości. Musi mieć każdą sekundę, minutę i godzinę imprezy pod kontrolą. Inspirator i pomysłodawca i ambasador dobrej zabawy. Na weselach, niekwestionowana gwiazda, ale drugiego planu, błyszczeć mają zawsze tylko młodzi. Brodziński prowadzi wesela, prymicje, festyny, przyjęcia, bale i wielkie imprezy w prestiżowych miejscach takich jak Hotel Sobieski, Hawełka w gmachu Sejmu RP, Sheraton, Novotel, w hotelu w Operze Leśnej w Sopocie i wielu, wielu innych bardziej lub mniej prestiżowych lokalach. Każde wydarzenie jest inne, do każdego należy podejść indywidualnie, z pełnym profesjonalizmem i dużym entuzjazmem. Trema jest zawsze, ale ona mobilizuje i daje potrzebną adrenalinę. Owszem są techniki i triki wodzirejskie, ale ten zawód to przede wszystkim osobowość. - Po pierwszym bloku tanecznym podchodzi do mnie mężczyzna i mówi: - Młody człowieku, jak ty to zrobiłeś? Bez kielicha wódki nigdy nie wychodzę na parkiet. Minęła ledwie godzina, a ja już zatańczyłem walca i poloneza, świetnie się bawię.
To sprawia ogromną satysfakcję, podobnie jak podziękowania od zadowolonej pary młodych. W sezonie każdy weekend ma zajęty, a rezerwacje są już czynione na 2013 rok.

Niech żyje bal!

Jego marzeniem było zorganizowanie chrześcijańskiego balu karnawałowego w Kielcach. Studiował w Krakowie na Akademii Górniczo-Hutniczej geodezję. - Byłem związany z dominikańskim duszpasterstwem akademickim „Beczka”. Widziałem takie bale. To było piękne. Kielce nie miały takiego - z pompą, z klasą, na najwyższym poziomie. - To ma być bal na sto par! - marzył. - Powiedziałem o moim pomyśle ks. Sławomirowi Sarkowi, pracującemu wówczas z parafii św. Józefa Robotnika. Bardzo spodobała mu się ta idea. Parafia stała się organizatorem pierwszego balu na 400 osób. W tym karnawale odbędzie się już dziesiąty.
- Jeśli bal w Kielcach, to tylko w Wojewódzkim Domu Kultury w Sali Lustrzanej. Tutaj pachnie balami oficerskimi z przełomu wieków, wnętrza z klimatem dodają uroku i splendoru. Bal zaczyna się znakiem krzyża, a kończy błogosławieństwem. Tutaj nie ma miejsca na bylejakość, tuzinkowość, sprośność. Jest szyk, elegancja, dostojność, radość i spełnienie. Pary wychodzą z poczuciem, że były na najlepszej karnawałowej imprezie w mieście - przekonuje.
Najpierw za wodzirejem Marcinem wszyscy suną w dostojnym polonezie, następnie jest świetlisty walc ze świecami, a potem do białego rana: rock’n’roll, tango, swing i różne pląsy chrześcijańskie. Bal cieszy się wielkim zainteresowaniem i można spodziewać się że w tym roku, 18 lutego, znowu będzie bawiło się w WDK dwieście par. - Nie byłoby balu, gdyby nie zaangażowanie ks. Piotra Rojewskiego i Iwony Mróz - którzy są w organizacyjnym teamie niezastąpieni. Nie byłoby też balu bez ks. prał. Jana Iłczyka - można powiedzieć gospodarza tego Balu, który zawsze dodaje „ojcowskiej” otuchy i rozpoczyna corocznie bal krótką modlitwą - podkreśla Brodziński.
Dwa lata temu także z inicjatywy Brodzińskiego po raz pierwszy w Kielcach zorganizowano andrzejkowy świętokrzyski bezalkoholowy bal akademicki. Impreza odniosła pełny sukces. Przyszło dwieście osób. Kiedy studiowałem w Krakowie także odbywały się takie bale. Studencka brać może bawić się doskonale do białego rana bez żadnych wzmacniaczy, a rano bólu głowy i poczucia wstydu. Pomysł przedstawił najpierw o. Szymonowi Mrowcowi - odpowiedzialnemu w parafii św. Franciszka z Asyżu przy ul. Warszawskiej za duszpasterstwo akademickie „Francesco” i „Drabina” - dla absolwentów.
- Robimy to - odpowiedział od razu. Po nim inicjatywę przejął następca - o. Adam Gęstwa. W roli organizatorki balu, dbającej o każdy szczegół, doskonale sprawdza się Anna Choma. Zabawę zaczynamy znakiem krzyża, a kończymy błogosławieństwem, wtedy każdy gest, gag i cała zabawa są czytelne - mówi Wodzirej. W Andrzejki 2011 r. młodzież akademicka bawiła się już po raz drugi na balu. Zabawa trwała do białego rana. W tym roku również poprowadzi II Charytatywny Bal Nazaretański dla Zespołu Szkół Sióstr Nazaretanek im. św. Jadwigi Królowej w Kielcach.

Reklama

Chrześcijanin, to człowiek twórczy, radosny…

Marcin Brodziński pochodzi z Olkusza. - Dom rodzinny był zawsze dla mnie miejscem, gdzie nie baliśmy się uśmiechnąć do siebie - mówi. Żart, wesoła historia, opowieść były rodzinnym kodem, w którym dobrze się rozumieli, sposobem na spędzanie wspólnie wolnego czasu czy rozładowanie emocji i napięć między rodzeństwem. - Zawsze jako mały chłopak lubiłem się przebierać. Przygotowywałem się czasem długo, aby pokazać się potem rodzicom i obserwować ten jeden moment, kiedy zobaczyli mnie - ich reakcję śmiech, zdziwienie, zaskoczenie - bezcenne. Oczywiście, rodzice uczyli nas także twardo stąpać po ziemi. Mama zawsze mówiła mi, abym szanował pracę i robił to, co potrafię robić najlepiej. Tato, czasem w twardych męskich rozmowach, uczył mnie budować relacje z drugim człowiekiem. Przestrzegał także przed pewnego rodzaju dewocją i powierzchowną pobożnością. Dzięki temu rozumiem, że prawdziwy chrześcijanin to człowiek radosny, twórczy, aktywny, potrafiący rozwiązywać problemy, otwarty na drugiego - tłumaczy.

Razem w Domowym Kościele

Z żoną Jolą od 14 lat starają się angażować w życie parafii i wspólnoty Domowego Kościoła, którą w ich rodzinnej parafii pw. Miłosierdzia Bożego kieruje ks. Józef Majchrzyk. - On wie, gdzie zarzucić sieci, aby był dobry połów, jest dobrym rybakiem ludzi - mówi Marcin. W wakacje ks. Majchrzyk w parafii zorganizował razem z Domowym Kościołem Ruchem Światło-Życie pierwszy festyn rodzinny. Przyłączyło się do pomocy wiele osób. To była duża akcja ewangelizacyjna, która przynosi dobre owoce - opowiada. Marcin Brodziński przyjął oczywiście rolę prowadzącego. Znakomicie bawił dzieci, młodzież i dorosłych, proponując zabawy i konkursy, które otwierały wzajemnie na siebie uczestników festynu. Wielkim powodzeniem cieszyła się także randka dla małżonków z kinem pod gołym niebem. Idea spotkała się z zainteresowaniem. Pokazano „Ognioodpornych”. Wszyscy oglądający film byli zgodni - tę historię muszą obejrzeć wszystkie pary. W maju ubiegłego roku prowadził pierwszy w historii Kielc Marsz Życia. Z entuzjazmem i radością maszerowali mieszkańcy miasta, wspólnoty, stowarzyszenia i ruchy, by pokazać afirmację życia. W parku miejskim w muszli koncertowej Marcin Brodziński bawił ponad tysiąc osób, włączając publiczność w różnym wieku w taniec i śpiew.

Nastawia życie na sygnał Pana Boga

Docenia formację, jaką proponuje od lat jemu i jego rodzinie Ruch Światło-Życie i jego gałąź rodzinną - Domowy Kościół. - Wspólnota jest bardzo potrzebna małżonkom. Kiedy słyszę jak moi znajomi się rozwodzą, chce mi się płakać. Rozwód to coś najgorszego dla rodziny - wyznaje. - Msza św., spotkania modlitewne i cykliczne dni skupienia w Centrum Spotkań i Dialogu w Skorzeszycach, choć wymagające, bardzo pomagają zlokalizować swoją pozycję, odpowiedzieć na pytanie: gdzie jestem? Pozwalają nastawić życie na sygnał, którym nadaje Pan Bóg. Są jak bardzo precyzyjny GPS. Czasem mogę usłyszeć: „jedziesz w złym kierunku, wróć najszybciej, jak to tylko możliwe”. Domowy Kościół umacnia jego relację z żoną, uczy przebaczenia, dialogu i codziennego budowania związku w miłości. - Nie jest cały czas super, przychodzą momenty trudne. Wtedy zastanawiamy się co należy zmienić, aby dalej iść w małżeństwie w miłości i radości. Czasem syn mówi mi: Tato, moi koledzy jadą z rodzicami do Bałtowa, a my? Tato, moi koledzy idą z tatą do kina w tę sobotę, a my? Wtedy jest mi głupio, że w natłoku obowiązków weekendowych trudno jest spędzić więcej czasu z Tosią (5 lat) Błażejem (10 lat) i Kubą (13 lat). Teraz z rodziną przygotowuje się do ferii zimowych, które chcą spędzić wyjątkowo. Zaznacza, że razem z żoną są wymagającymi rodzicami. - Uczymy nasze dzieci, że życie to nie ciągła zabawa. Pragniemy im pokazać, że nie zawsze jest przyjemnie, że życie jest czasem twarde, jednak rodzinny wypoczynek traktuje priorytetowo. Owszem, wciąż dostaje propozycje: „Marcin, można zrobić coś fajnego”, ale zawsze powtarza: - Ważne jest, aby się nie przeaktywizować, by mieć czas wyplewić chwasty w rodzinnym ogródku, być z rodziną, dlatego cenię rodzinną, wspólną modlitwę.

* * *

ULUBIONY TANIEC - tango z jego całą tajemnicą, pasją, energią
MARZENIA - aby moje dzieci wygrały ze mną w szachy.
PLANY - zorganizować w Kielcach Cykliczny Bal Niepodległościowy
PASJE - wiele, ale gitara i szachy - największe
ULUBIONA PIOSENKA - Maryli Rodowicz słowa: Agnieszki Osieckiej „Niech żyje Bal, bo to życie to Bal jest nad Bale, niech żyje bal drugi raz nie zaproszą nas wcale, orkiestra gra jeszcze tańczą i drzwi są otwarte, dzień warty dnia a to życie zachodu jest warte….” - to moje credo, Credo Wodzireja. Życie porównane do Balu, wstawiając do tej piosenki słowo „życie” zamiast „bal” - powstaje wspaniały poemat wodzireja. I jak pisał św. Augustyn: „Ludzie, nauczcie się tańczyć i śpiewać, bo aniołowie w niebie nie będą wiedzieli, co z wami zrobić”.
STRÓJ WODZIREJA - elegancki. Najczęściej ubieram frak, na głowę zakładam cylinder-szapoklak, biała koszula, spinki do mankietów. Strój wodzireja to synonim elegancji i profesjonalizmu, to punkty, które dostaje się na wejściu za zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Kolejne, to praca.

Reklama

Czym jest doświadczenie „nocy ciemnej” w życiu duchowym?

2019-10-16 15:25

mp, ps / Kraków (KAI)

- Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary – mówi KAI Piotr Słabek, współorganizator sesji „Kiedy nastaje mrok. Doświadczenie nocy ciemnej w życiu codziennym”, organizowanej w świetle duchowości św. Jana od Krzyża, która odbędzie się od 22 do 24 listopada br. w Lubogoszczy. Słabek wyjaśnia przy okazji jaka jest różnica pomiędzy duchową „ciemną nocą” – która jest okazją do wzrostu, a depresją, wymagającą specjalistycznego leczenia.

©Alex Motrenko/fotolia.com

A oto tekst rozmowy:

- Kogo dotyczy „noc ciemna” w życiu duchowym?

Piotr Słabek: Zaproszenie dotyczy wszystkich, którzy zakochali się w Bogu i chcą się z nim jak najściślej zjednoczyć. „Noc ciemna” pomoże im w oderwaniu się od rzeczy tego świata, które rozpraszają i oddalają od Stwórcy.

Bo przecież noc ułatwia zwrócenie wzroku jedynie w kierunku Boga. Paradoksalnie to bliskość i intensywność światłości sprawia, że nic nie widzimy i postrzegamy nieskończoną jasność jako nieprzeniknioną ciemność.

Natomiast każde szczere pragnienie bliskości Boga, wcześniej czy później nieodłącznie wiąże się z oczyszczeniem, odsunięciem od siebie wewnętrznych i zewnętrznych rzeczy, spraw, które rozpraszają i oddalają od Boga.

Oczyszczanie jest głównie skierowane przeciw korzeniom namiętności, pożądań. Według Ewagriusza z Pontu są nim egoizm i miłość własna. Doświadczenie „nocy” pomaga pokonywać egoizm, lenistwo, niecierpliwość, zazdrość, osądzanie bliźnich, obmowę, szukanie siebie we wszelkich praktykach pobożnych. W procesie tym dokonuje się oczyszczenie z uzależnień, wyzwolenie się z ciasnych schematów myślowych oraz różnorakich przywiązań, przyzwyczajeń, uprzedzeń.

- Czy w życiu codziennym można przeżywać „noc ciemną”?

- W jakimś stopniu ”noc ciemna” wpisuje się w życie każdego chrześcijanina, a szczególnie w życie codzienne. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim z tego powodu, że podczas nocy sam Bóg oczyszcza nas i przemienia na głębokim poziomie naszego serca. To poziom, do którego sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć.

To zasadnicza różnica między tzw. oczyszczeniem czynnym, (tym którego dokonujemy naszymi siłami) a biernym (którego dokonuje Bóg). Oczyszczenie bierne dotyczy głębi serca, podświadomości.

W najskrytszych zakamarkach naszego serca - jak wyjaśniał św. Jan od Krzyża - jest „tron”. A na nim wygodnie siedzi nasze „ja” i nie zamierza nikomu ustąpić miejsca. Jeśli zaprosimy tam Boga, to doświadczenie Jego miłości zintegruje nas wewnętrznie i stopniowo pozwoli zdetronizować nasze „ja”. Jeśli Bóg jest na swoim miejscu tzn. na tronie naszego serca i życia, to wszystko inne jest również na swoim miejscu.

Trzeba więc pozwolić „dać się przemieniać” przez Boga na Jego obraz. I to jest trudne bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Człowiek podświadomie nie chce oddać inicjatywy Bogu. Nie chce, by Bóg działał w jego wnętrzu i przemieniał go. Nasze "ja" chce wyznaczyć kierunek naszemu życiu, chce zawsze mieć inicjatywę.

Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary.

- W jaki sposób możemy kroczyć poprzez „noc ciemną”? Kto jest naszym przewodnikiem na tej drodze?

- Przewodnikami jest pragnienie, tęsknota za Bogiem i przede wszystkich wiara, ciągle oczyszczana w „nocy ciemnej”.

Droga pozornej ciemności, pustki i nicości jest w istocie drogą poznania Boga. Jest to droga przebóstwienia dokonującego się w życiu codziennym - tu i teraz.

Paradoksalnie noc ciemna jest jakąś formą kontemplacji Boga, można by powiedzieć „kontemplacji ciemnej”. Rozwinięta szczególnie w tradycji wschodniej teologia negatywna tzw. teologia apofatyczna, ciągle wskazuje na to, że Bóg jest nieskończoną tajemnicą, jest nieskończenie inny od nas i od tego co nas otacza. O wiele więcej o Nim nie wiemy niż wiemy. Na drogę modlitwy kontemplacyjnej wkraczamy przez zachwyt i zauroczenie się Bogiem.

- Jak rozeznać czym jest „noc ciemna” a czym nie jest?

- Doświadczeniu „nocy” towarzyszy oschłość, bezradność, brak pewności, pokusy, załamania. By przetrwać ten rodzaj biernego oczyszczenia, konieczna jest stałość, ufność, zawierzenie Bogu, cierpliwość, wytrwałość, pokorna nadzieja.

Każdy człowiek przeżywa swój rodzaj nocy. Jest ona wcześniej czy później doświadczeniem każdego, kto pragnie pójść za Bogiem i prowadzić głębokie życie duchowe. Kto szuka bliskich relacji z Bogiem i tęskni za Nim, ten jej doświadczy.

Człowieka wtedy otacza niezmierzona światłość, którą odbiera się jako nieprzenikniętą ciemność. Jest to czas, gdy trudno odczuć obecność Boga, która naznaczona jest przede wszystkim milczeniem. Mamy wówczas doświadczenie nieobecności Boga.

- Czy istnieją różnice miedzy doświadczaniem „nocy ciemnej” a doświadczeniem depresji?

- Zarówno w depresji jak i w „ciemnej nocy” ludzie doświadczają własnej bezsilności, bezbronności, samotności, opuszczenia i wyobcowania. Czują się bezwartościowi, wewnętrznie odwróceni, winni i grzeszni. Przeżycie to jest przesycone lękiem, beznadziejnością i bezsensownością. Na tym jednak kończą się podobieństwa.

Lekką depresję można często pomylić z „acedią” (duchową depresją), nie z „nocą ciemną”. Istnieje zasadnicza różnica między depresją zwłaszcza głęboką, a „nocą ciemną”.

„Noc ciemna” jest poprzedzona duchowym doświadczeniem. Jest to przede wszystkim religijne doświadczenie ludzi pragnących Boga, którzy idą w Jego kierunku. Ból i cierpienie jest spowodowane brakiem odczuwalnego doświadczenia Bożej obecności. Tam gdzie jest autentyczna „noc ciemna”, tam jest prawdziwe doświadczenia duchowe. W sytuacji tej, mimo bólu, cierpienia, człowiek stawia czoła swojemu codziennemu życiu, nie zaniedbuje swoich obowiązków. Głęboka depresja, często ze względu na swój przebieg jest w stanie tak osłabić cały organizm człowieka, że jakakolwiek aktywność zawodowa czy rodzinna jest w zasadzie wykluczona.

Doświadczenie „nocy ciemnej” może osłabiać naszą aktywność zawodową, ale jej zupełnie nie wyklucza, jest to bowiem doświadczenie duchowe a nie choroba łącząca objawy psychiczne z fizjologicznymi.

Przykładem tego zjawiska było długotrwałe przeżywanie „nocy ciemnej” św. Matki Teresy, przy jednoczesnym, mocnym zaangażowaniu w pomoc potrzebującym i niezwykłą aktywność dotyczącą akcji charytatywnych jak i kierowania zgromadzeniem zakonnym.

Duchowe doświadczenie ma psychologiczne podstawy. Depresja wpływa na ludzką psychikę, podobnie jak szereg innych chorób np. cukrzyca, niedoczynność tarczycy itp. Nie ma jednak powodu by przeakcentować jej wymiar duchowy. Na depresję mogą cierpieć osoby religijne, podobnie jak chorują na inne różne choroby w tym i choroby psychiczne.

Depresję trzeba leczyć farmakologicznie i psychoterapeutycznie, bo prowadzi do zrujnowania psychiki i ciała, wyniszcza cały organizm, uniemożliwia radzenie sobie z codziennością.

Natomiast „Noc ciemna” poddaje w wątpliwość obraz własnej osoby, obraz Boga. Oczyszcza duchowo z różnych iluzji religijnych, jednak nie eliminuje z życia codziennego i nie prowadzi do długiej hospitalizacji.

Jednym z elementów, pozwalających odróżnić czy ktoś cierpi na depresję, czy przeżywa noc ciemną jest wewnętrzna wolność. Ciężkiej depresji towarzyszy apatia i wyczerpanie organizmu, pacjent opada z sił, czuje się wewnętrznie przymuszony czy zniewolony swym psychicznym stanem do smutku i beznadziei. Najbardziej niebezpieczny moment jest przy leczeniu farmakologicznym wtedy, gdy pacjent nabiera więcej sił fizycznych – pozostawiony bez opieki może zrealizować często występujące w tej chorobie myśli samobójcze.

W „nocy ciemnej” cierpienie wiąże się z wewnętrzną pustką i brakiem doświadczenia Boga. Jest to noc próby wiary czy nawet jej okresowej utraty. Nie czuje się, że Bóg w ogóle istnieje. Z braku doświadczania Boga wynika doświadczenie małości, grzeszności i słabości. Ma ono jednak inny wymiar niż postawy depresyjne, gdzie człowiek całkowicie widzi wszystko w czarnych kolorach, jest odcięty od siebie i od obecności drugiego człowieka, pełen rozpaczy.

Nawet pośrodku ciemnej nocy, można się czuć mimo wszystko wolnym. Pragnienie i tęsknota Boga są jednocześnie powodem olbrzymiego cierpienia jak i większej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Dec: świętość jest dla wszystkich

2019-10-17 08:50

ako / Targoszyn (KAI)

- Świętość jest dla wszystkich. Nie tylko dla osób duchownych, także dla świeckich, małżonków - mówił bp Ignacy Dec, przypominając życiorys św. Jadwigi Śląskiej. Ordynariusz świdnicki przewodniczył Mszy św. odpustowej w kościele pw. św. Jadwigi Śląskiej w Targoszynie w parafii Rogoźnica. W homilii zwrócił uwagę, że św. Jadwiga Śląska jest patronką dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

W homilii bp Dec przypomniał życiorys patronki Śląska. - Wraz z jej wspomnieniem wracamy do dwunastego wieku. Przybyła do Wrocławia w trzynastym roku życia z Bawarii, by poślubić księcia śląskiego Henryka Brodatego. Urodziła w małżeństwie kilkoro dzieci. Jedni mówią, że pięcioro, inni, że siedmioro, dokładnie nie wiemy, bo wśród historyków zdania są podzielone. Oprócz jednego dziecka pochowała wszystkie. Możemy sobie wyobrazić, co przeżywa matka uczestnicząca w pogrzebie swojego dziecka... - mówił.

Podkreślił, że św. Jadwiga była człowiekiem modlitwy, codziennie uczestniczyła we Mszy św., starała się pełnić wolę Bożą i służyć ludziom.

Ordynariusz diecezji świdnickiej przypomniał też, że posługa papieska Jana Pawła II związana była ze św. Jadwigą Śląską przez to, że został wybrany na biskupa Rzymu właśnie 16 października.- Św. Jadwiga, patronka dnia wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża, to apostołka pokoju, miłosierdzia i pełnienia woli Bożej. Bądźmy jej naśladowcami - zachęcał biskup.

Podczas Eucharystii bp Dec poświecił nowy dzwon ufundowany z okazji 15-lecia diecezji świdnickiej i 50-lecia kapłaństwa Pierwszego Biskupa Świdnickiego oraz poświecił nową kropielnicę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem