Reklama

Żeby Waldek nie został bezdomny

Waldemar Klimek przeżył tragedię: w pożarze 29 listopada 2011 r. za jednym zamachem stracił młodszego brata i dom. Jaki ten dom był, to był, ale własny, rodzinny, a brat, wiadomo - najbliższy człowiek, od lat mieszkali razem. To, że Waldek ma gdzie spędzać święta, że ma stół, na którym pieczołowicie rozłoży święcone, zawdzięcza całej wsi, dosłownie. Bo wszyscy jak jeden mąż stanęli do pracy i otworzyli portfele, żeby Klimkowi odbudować dom. „Żeby Waldek nie został bezdomny” - mówią dzisiaj

Niedziela kielecka 15/2012

Od tragedii do mobilizacji

Zgrabny domek prezentuje się optymistycznie w pełnym wiosennym słońcu, w oknach firanki, kwiat na parapecie. Spotykamy się mniej więcej w środku Koczanowa; daleko od Kielc, to już powiat Proszowice, województwo małopolskie, ale nadal obszar diecezji kieleckiej. Waldemar Klimek i grupka mężczyzn najbardziej zaangażowanych w budowę, wciąż na nowo przeżywają tragedię i działania na placu budowy.
Dom braci Klimków był stary i zaniedbany, dawno pamiętający lepsze czasy, mógł mieć nawet ponad sto lat. Była w nim i szkoła, i karczma żydowska, i skup mleka. Cztery pokolenia tutaj przemieszkały.
W tamten fatalny listopadowy wieczór Waldemar oglądał telewizję u sąsiadów, a Henryk prawdopodobnie zasnął, i czy to od papierosa, czy od piecyka - pożar rozprzestrzenił się natychmiast. Ratowali, ale ogień był szybszy, Henryka Klimka nie uratowano, a z domu została kupka popiołu i smutne zwęglone fragmenty. - Nieszczęście i fatalny zbieg okoliczności - mówią dzisiaj. - Ja wtedy nie myślałem, nie oceniałem. Po takiej tragedii nic nie umiałem powiedzieć - dodaje Waldek.
Na drugi dzień szybka narada na pogorzelisku: trzeba coś zrobić, pomóc Waldkowi. Razem wychowywaliśmy się, razem do szkoły, dobre z nich chłopaki, uczciwe… - To zasługa Marka Kaczora i sołtysa Staszka Kukuły - stwierdzają dzisiaj, gdy odbudowa szczęśliwie się udała. Bo wtedy, na tamtym pogorzelisku, zapadła decyzja: odbudowujemy. 3 grudnia zwołali zebranie, na którym zjawiło się 22 mieszkańców. Ustalili po 100 zł z każdego domu. Nie sprzeciwił się nikt.

Na placu budowy

Mieszkańcy Koczanowa są skromni i pracowici. Nie dostrzegają niczego specjalnie wielkiego w tym fakcie, ale „100 zł od numeru” w dobie kryzysu, w czasach zanikania tradycyjnych więzi międzyludzkich, sąsiedzkich - gest musi robić wrażenie.
Klimek zamieszkał u państwa Bieńków, a tymczasem przy ciepłej i pogodnej początkowo zimie - budowa ruszyła (najpierw załatwianie formalności, pozwoleń itp.). Kierował nią Mariusz Gorczyca, doświadczony w branży budowlanej, który był na placu „dzień w dzień, od rana do wieczora, śniadanie jadł razem z obiadem”. Pomagali mu Robert i Tomasz Gorczyca, każdego dnia do budowy stawali inni ludzie tak, aby nie było zastoju. Ot, choćby Józef Majcherczyk - reprezentant starszego pokolenia, 78 lat, założyciel straży pożarnej, a „łopatą śmigał jak młody”.
Zbigniew Kaczmarczyk pochodzi z Krakowa, a stąd, z Koczanowa - jego mama, tutaj ma swój oddziedziczony kawałek miejsca na ziemi, gdzie czuje się o niebo lepiej niż w Jaworzni (tam obecnie mieszka na stałe). Zna tutaj wszystkich jak swoich. Dla Waldka kupił i przywiózł glazurę na posadzkę. Bywa w Koczanowie co 2 tygodnie, więc mógł oceniać szybkie tempo prac i „nadzwyczajne, wzruszające zaangażowanie całej wsi”.
Sołtys Stanisław Kukuła, Marek Kaczor, Rafał Klimek, Zbigniew Kaczmarczyk, Józef Majcherczyk, Wiesław Czarnecki, Roman Szczygieł jeszcze raz w ciepłą marcową sobotę, przy stole wystawionym przed remizę (też sami ją zbudowali, podobnie szkołę), wspominają tamtą mobilizację. Przeglądają zdjęcia, dorzucają kolejne nazwiska zaangażowanych w sprawę: Wiesław Przededwórny, Mariusz Przededwórny, Paweł Przededwórny, Jacek Wieczorek, Hieronim Cichy, Włodzimierz Klaza, Andrzej Bieniek, Paweł Bieniek, Artur Bieniek, Krzysztof Libura i jeszcze inni, których wymienić nie sposób, bo to niemal wszyscy mężczyźni ze wsi. - Pracowaliśmy jak jedna wielka rodzina. Była to okazja dla wszystkich do spełnienia dobrego uczynku - ocenia Marek Kaczor.

Reklama

Społeczny (wy)czyn w statystyce

Sołtys Kukuła sumiennie spisał i obliczył ile, kiedy, kto, co. Razem studiujemy protokół.
W efekcie zbiórki „od każdego numeru” zebrano 5670 zł. Ks. Czesław Parkita, proboszcz z Bobina (Koczanów należy do parafii Bobin), udostępnił puszki i zorganizowano zbiórkę po Mszach św. w jedną z niedziel - zebrano ponad 2 tys. zł. Bank Spółdzielczy w Proszowicach, gmina (opieka społeczna) - kolejne prawie 4 tys. zł. Caritas Kielecka także wsparła odbudowę finansując zakup więźby dachowej i blachy na przykrycie (ponad 4,5 tys. zł). „Prywatni przedsiębiorcy sponsorowali część materiałów budowlanych” - czytamy w sprawozdaniu. To np. okna, drzwi wejściowe z futryną, deski, drut zbrojeniowy, piach. Wśród darczyńców byli mieszkańcy Proszowic, Donatkowic, Bobina, Kazimierzy Wielkiej. Straż pożarna w Koczanowie udostępniła energię na czas budowy. Wartość materiałów dostarczonych przez sponsorów wynosi 7 tys. zł. Całkowity kosztorys budynku zamknął się kwotą 30 tys. 732 zł (na dzień dzisiejszy), a mieszkańcy przepracowali 950 roboczogodzin.

„My Waldka przypilnujemy”

- Waldek, a byłeś ty dzisiaj w kościele? - pyta wprost Wiesław Czarnecki. Jest sobota, więc szybko wyjaśnia, że mają w parafii rekolekcje, a „kto jak to, a Waldek ma chyba za co Bogu dziękować!”. - Jako rodzina wiejska będziemy mu patrzeć na ręce. Nie może dnia spędzać przed telewizorem, który dostał, praca czeka - mówi Marek Kaczor.
Waldek Klimek ma ponad 50 lat, trudno więc o stałą pracę, ale od dawna dobrze sobie radził w robotach sezonowych, rolniczych, gospodarczych, których w okolicy nie brakuje. Na przykład? - Na przykład przy budowie tuneli foliowych. Waldek umie to robić, a gospodarze o nim pamiętają. Czuwa nad nim opieka społeczna i Caritas Kielecka z placówki w Proszowicach, skąd np. przez całą zimę dowożono mu posiłki i gdzie zawsze obowiązkowo może liczyć na miejsce przy wigilijnym stole lub na wielkanocne święcone.
Dzięki wyjątkowej w obecnych realiach społecznych mobilizacji całej wsi, Waldemar Klimek zamieszkał w nowym domku już 25 stycznia 2012 r., tuż przed wielką falą mrozów. Uf, zdążyli; kobiety uszyły firanki, M. Kaczor ofiarował meble, podłączono prąd. Jeszcze do wykończenia jest drugi pokój, będzie też łazienka. Skromnie, bo i Waldek jest skromny - razem 40 m2, ale schludnie, słonecznie. Optymistycznie.
Z czasem Waldek chciałby się ogrodzić na tej swojej ojcowiźnie. - Jestem wdzięczny całej mojej wsi. Niech im Bóg wynagrodzi - mówi.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lublin: terapia innowacyjna u pacjentów z COVID-19 przyniosła bardzo dobry efekt

2020-04-04 08:58

[ TEMATY ]

wywiad

lekarz

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Terapia innowacyjna, której w Lublinie poddano trzech pacjentów z COVID-19, doprowadziła w drugiej dobie po podaniu leku do poprawy ich stanu klinicznego. Udało się zahamować postęp choroby i uniknąć podłączenia ich do respiratora – powiedział kierownik kliniki chorób zakaźnych szpitala w Lublinie dr hab. Krzysztof Tomasiewicz.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie przybliżył w rozmowie z PAP szczegóły przebiegu terapii lekiem, który zastosowano poza wskazaniami rejestracyjnymi mechanizmów jego działania, a także wymogi prawne związane z przeprowadzeniem takiego leczenia.

PAP: Dlaczego zdecydowaliście się na zastosowanie tej pionierskiej metody?

Krzysztof Tomasiewicz: Decyzja o podjęciu terapii została oparta po pierwsze na analizie mechanizmów patogenetycznych, jakie występują w COVID-19, a po drugie po zapoznaniu się z nielicznymi, pojedynczymi wynikami podawania tego leku w Chinach, we Włoszech czy też ostatnio w Hiszpanii.
Rozpatrywaliśmy zastosowanie różnych cząstek działających na układ immunologiczny. Ostatecznie, po ocenie możliwych korzyści i ryzyka związanego z podaniem leków, dokonaliśmy wyboru leku, który blokuje receptor dla interleukiny 6. Była to trudna decyzja, ponieważ dotyczyła zastosowania leku poza wskazaniami rejestracyjnymi, ale chodziło o ratowanie życia pacjentów.

- Jaki jest mechanizm działania leku?

- Zastosowaliśmy lek, który ma zablokować receptor dla jednej z interleukin, a przez to zatrzymać nadmierną reakcję zapalną. Wiadomo, że ciężkie następstwa zakażenia, a więc niewydolność oddechowa i niewydolność wielonarządowa, są związane z gwałtowną burzą cytokinową, która sprawia, że układ immunologiczny, broniąc się przed zakażeniem, niszczy organizm. Nie jest to leczenie przeciwwirusowe, lecz terapia konsekwencji zakażenia.

- Jak ona przebiegała i ilu pacjentów nią objęliście?

- Terapia polega na podaniu dożylnym leku w dwóch dawkach w odstępach kilkunastu godzin. Objęliśmy nią trzech pacjentów, u których istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo zastosowania w kilku najbliższych godzinach leczenia oddechem wspomaganym (podłączenia do respiratora). Naszym zdaniem był to optymalny moment na zastosowanie tego typu leczenia. Zarówno wcześniejsze podanie leku, jak i, niestety, podanie go w okresie już podłączenia do respiratora wydaje się zmniejszać szansę na uzyskanie pozytywnego efektu terapeutycznego.

- W jakim wieku są pacjenci, czy mają jakieś współtowarzyszące choroby?

- Są to pacjenci między 60. a 75. rokiem życia, z chorobami współistniejącymi, a więc bezpośrednio zagrożeni negatywnymi następstwami zakażenia SARS-CoV-2.

- Jak następowała poprawa ich stanu zdrowia?

- Już w drugiej dobie po zastosowaniu leku u wszystkich pacjentów doszło do poprawy stanu klinicznego, przy czym aktualnie u dwóch jest to poprawa bardzo spektakularna, ze znaczną poprawą parametrów oddechowych, a w badaniach laboratoryjnych ze spadkiem parametrów zapalnych, takich jak ferrytyna, CRP czy prokalcytonina.
Trzeci pacjent również się poprawia, przy czym ta poprawa następuje wolniej. Lek wciąż działa i konieczna jest dalsza obserwacja. Najważniejsze, że udało się zahamować postęp choroby i pacjenci uniknęli leczenia przy pomocy respiratora.

- Jak wygląda procedura zezwolenia na przeprowadzenie eksperymentalnych metod?

- Terapia eksperymentalna wymaga zgody komisji bioetycznej. Składany jest protokół badania, w którym określa się zasady przeprowadzenia eksperymentu medycznego, formularz informacji dla pacjenta i świadomej zgody pacjenta. Ponieważ sytuacja była nadzwyczajna, poprosiłem Komisję Bioetyczną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie o pilne rozpatrzenie mojego wniosku i w ciągu kilku dni uzyskałem zgodę, za co bardzo Komisji dziękuję. Nikt nie miał wątpliwości, że na szali jest ratowanie życia ludzkiego.

- Kto na świecie stosuje tę terapię i jakie są doniesienia o jej skuteczności?

- Terapia była stosowana u pojedynczych pacjentów w Chinach, we Włoszech i w Hiszpanii. Pierwsze doniesienia są bardzo optymistyczne, przy czym wydaje się, że zastosowany przez nas wybór czasu podania – w okresie narastania objawów niewydolności oddechowej – wydaje się najbardziej optymalny. We wspomnianych przypadkach zagranicznych z tym wyborem było różnie, co może mieć wpływ na skuteczność.

- Jak pan ocenia obecną sytuację epidemii z punktu widzenia osoby, która na co dzień walczy z COVID-19?

- Najważniejsze jest, aby nie doszło do przepełnienia pojemności systemu opieki zdrowotnej, a więc, by starczyło łóżek i respiratorów dla pacjentów, a także, aby było wystarczająco dużo pracowników opieki medycznej. Niestety takie zdarzenia obserwujemy we Włoszech czy w Hiszpanii. Rozwiązania systemowe i organizacyjne są bardzo ważne dla utrzymania kontroli nad sytuacją związaną z epidemią COVID-19.
Jeżeli dzięki wprowadzonym restrykcjom w kontaktach w przestrzeni publicznej uda się dokonać spłaszczenia krzywej zachorowań, a wszystko na to wskazuje, to epidemia może trwać dłużej, ale nie będzie gwałtowna, a to również pozwala na uniknięcie olbrzymiej liczby zgonów. Mam nadzieję, że na przełomie maja i czerwca będziemy już po szczycie zachorowań i w fazie wygaszania epidemii.

CZYTAJ DALEJ

List do kapłanów na Wielki Czwartek

2020-04-07 12:21

Agnieszka Bugała

– Można odnieść wrażenie i wielu tak sądzi, że to co stanowiło jedno z najważniejszych zadań posługiwania kapłańskiego: budowanie wspólnoty – zostało nam odebrane – napisał w liście do kapłanów abp Józef Kupny. Metropolita wrocławski prosi księży, by w Wielki Czwartek, w czasie kiedy on będzie sprawował w katedrze Mszę krzyżma, zgromadzili się przy diecezjalnym radiu.

List trafił dziś do wszystkich proboszczów i wikariuszy, posługujących w archidiecezji wrocławskiej. Hierarcha nie ukrywa, że powodem jego napisania była niemożność spotkania się z duchownymi w dniu, kiedy tradycyjnie odnawiali oni przyrzeczenia kapłańskie. Zwraca jednak uwagę, że chociaż forma świętowania ustanowienia przez Jezusa sakramentów Eucharystii i kapłaństwa ulega zmianie, to treść tego święta pozostaje niezmienna.

– Nie zmienia się nasze poczucie wdzięczności Jezusowi Chrystusowi za powołanie i posłanie nas do posługi we wrocławskim Kościele – zaznacza ksiądz arcybiskup.

W dalszej części swojego pisma pasterz Kościoła wrocławskiego podkreśla, że obrzędy święceń prezbiteratu bardzo duży nacisk kładą na zadanie budowania wspólnoty, przed jakim staje każdy kapłan.

– W modlitwie, która stanowi istotny element sakramentu święceń biskup prosił Boga, by na całe kapłańskie życie wyposażył Was w moc Ducha Świętego tak, by Wasze posługiwanie prowadziło do zjednoczenia wszystkich w Chrystusie – napisał ksiądz arcybiskup, tłumacząc, że zanim duchowni będą mogli skutecznie wypełniać to zadanie sami muszą poczuć się częścią wspólnoty, czyli komunii ludzi, których połączyła wspólna misja, miłość do Jezusa, którzy potrafią być dla siebie braćmi, którzy ze sobą współpracują i którzy potrafią sobie nawzajem pomagać.

– Jaka jest ta wspólnota, zależy od każdego z nas -zaznacza abp Kupny.

Metropolita wrocławski tłumaczy przy tym, że chociaż księża nie mogą spotykać się z wiernymi na Eucharystii, nie przygotowują dzieci do Pierwszej Komunii Świętej, a w wielu parafiach nie odbyły się rekolekcje wielkopostne, to jednak nie znaczy, że wspólnoty parafialne, w których oni posługują przestały istnieć.

– One nadal żyją i potrzebują tego, by umacniać się słowem Bożym – tłumaczy ksiądz arcybiskup, dopowiadając:

– Podobnie, jak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa musimy położyć nacisk na budowanie wspólnoty Ducha tak, by kiedy to będzie możliwe, mogła ona objawić się poprzez zewnętrzne znaki i gesty.

Na zakończenie pasterz Kościoła wrocławskiego zaprasza duchownych z Dolnego Śląska, by stworzyli wspólnotę duchową.

– Dziś do takiej wspólnoty chcę Was zaprosić – pisze i dodaje: – Modlę się za Was codziennie, mając w pamięci słowa, które wypowiadam namaszczając dłonie neoprezbiterów: „Nasz Pan, Jezus Chrystus, którego Ojciec namaścił Duchem Świętym i mocą, niech Cię strzeże”. Tak, proszę, by Bóg Was strzegł, byście w tej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy nadal „uświęcali lud chrześcijański i składali Bogu ofiarę”.

Ksiądz arcybiskup prosi, by w Wielki Czwartek o 10.00 księża połączyli się z nim duchowo za pośrednictwem Katolickiego Radia Rodzina, które będzie transmitowało Mszę Krzyża.

– Mówiliśmy wiernym w ostatnich dniach, że transmisje Mszy świętych nie zastępują osobistego udziału w Eucharystii, ale mogą pomóc łączyć się ze wspólnotą Kościoła. Dziś sami połączmy się we wspólnym słuchaniu i rozważaniu słowa Bożego i na modlitwie – wyjaśnia abp Kupy, dziękując prezbiterom za wszystko, co w tym trudnym czasie robią dla wiernych i dodając: – Na największe, najpiękniejsze i najważniejsze święta naszej chrześcijańskiej wiary życzę Wam nadziei, którą umacnia widok pustego grobu Jezusa. On bowiem przypomina, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, ale do Boga, w Którego wierzymy i Któremu służymy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję