Reklama

Co dalej z Kościołem na Ślęży?

Krzysztof Kunert
Edycja wrocławska 34/2012

Pękające ściany, osuwające się schody i zamknięte zardzewiałą kratą drzwi - taki obraz zabytkowego kościoła zobaczy każdy, kto znajdzie się na szczycie Ślęży, góry, będącej jedną z najważniejszych turystycznych atrakcji Dolnego Śląska

Ze względu na bliskość Wrocławia, Świdnicy czy Dzierżoniowa w masywie Ślęży znakomicie rozwija się turystyka. W wakacje na szczyt Śląskiego Olimpu gęstą siecią szlaków wchodzą codziennie tłumy, nie tylko polskich amatorów górskich wycieczek. Warto się pomęczyć, gdyż widok ze szczytu zapiera dech w piersiach. Widać stąd Wrocław, Karkonosze, a przy dobrej pogodzie całą panoramę Dolnego Śląska. Jednak nie wszystko cieszy oko.

Atrakcja turystyczna

Spoglądając na stojący na szczycie Ślęży i popadający w ruinę zabytkowy kościół pw. Nawiedzenia NMP, pozostaje tylko załamać ręce. - Jeszcze kilka lat temu wyglądał całkiem przyzwoicie, odbywały się w nim nabożeństwa, można też było po prostu do niego wejść i się pomodlić - dziwi się zagadnięta na szczycie turystka z pobliskiego Strzelina. Kiedyś z pobliskiej Sobótki przychodziły tu pielgrzymki, w wyremontowanym w 2002 r. budynku odprawiano Msze św., organizowano koncerty, dziś zarośnięta chwastami świątynia robi fatalne wrażenie i mówiąc wprost, odstrasza. Tym bardziej, że zaniedbane otoczenie to nie wszystko. Prawdziwym problemem jest stan techniczny budynku. Popękane ściany, osuwająca się posadzka i zdewastowane schody to tylko wierzchołek góry lodowej.

Grozi zawaleniem?

Zamkniętym dziś na cztery spusty kościołem już kilka lat temu zainteresowali się mieszkańcy Sobótki. W Internecie znaleźć można filmy przedstawiające obecny stan pozostawionej samej sobie świątyni. Co pokazują? Już z zewnątrz budynek kościoła przedstawia przygnębiający widok. Nieuprzątnięte śmieci i zielsko wokół świątyni, ubytki w murze zewnętrznym oraz rozwalające się schody, na których do niedawna setki turystów robiło sobie zdjęcia - zasmucają. Na tym jednak nie koniec. W bardzo złym stanie technicznym znajduje się wieża kościoła. Brakuje części poszycia dachu, a niektóre z oderwanych elementów niszczeją na tarasie widokowym wieży. Brak zabezpieczenia powoduje, że wilgoć (szczyt Ślęży znany jest z częstych opadów) rozsadza zewnętrzne mury - w samym murze pokrytym oryginalnie zabezpieczającą go blachą istnieją już spore ubytki - grożąc jej zawaleniem. Przez uszkodzony dach po ścianach klatki schodowej w deszczowe dni cieknie woda, mocno zawilgocony jest również drewniany chór, którego deski odkształcają się i gniją. A wnętrze kościoła? Już w drzwiach świątyni uderza zapach stęchlizny. Wilgoć jest tu zresztą wszechobecna. W niektórych miejscach zmurszałe cegły tracą właściwości trzymania muru, a tym samym obniżają jego wytrzymałość. Samo wnętrze to jedna wielka odkrywka. Zamiast posadzki mamy głęboką, kilkumetrową - słabo lub w niektórych miejscach niezabezpieczoną wcale - ogromną dziurę. Żałosny widok przedstawia ołtarz główny - zakurzony i prowizorycznie podstemplowany - dużo bardziej przypomina zaniedbany nagrobek. Nietrudno zauważyć, że po jego lewej stronie, do głębokiego dołu osuwa się ziemia, a niektóre spoiny mają nienaturalną wielkość. Drewniane stemple podtrzymują też jedną ze ścian zewnętrznych świątyni. Bardzo niepokoi stan drewnianego chóru. Jego konstrukcja miejscami odchyla się od pionu, tworząc szerokie na kilka centymetrów szczeliny. Obrazu przygnębiającej całości dopełniają przepuszczające wilgoć nieszczelne okna oraz ślady wandalizmu. Jak mogło dojść do dewastacji odbudowanej w 2002 r. staraniem kard. Henryka Gulbinowicza świątyni?

Reklama

Badania archeologiczne

Kilka lat temu zgodę na przeprowadzenia prac otrzymali archeolodzy z Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy na szczycie Ślęży rozpoczęli badania związane z poszukiwaniem przejawów starożytnej słowiańskiej cywilizacji. Szefem projektu był prof. Aleksander Limisiewicz. Wspierała ich amerykańska Fundacja „The Mysteries of the World”, która deklarowała sfinansowanie badań. Finalnym celem prowadzonych prac miała być nowoczesna ekspozycja znalezisk wkomponowana w bryłę budynku. Faktycznie, badacze rozbili praktycznie całą posadzkę budynku, m.in. we wnętrzu świątyni w jej centralnej części zrobili głęboką, kilkumetrową odkrywkę. Używając m.in. georadaru, dokonali nawet kilku odkryć, np. odtworzyli przebieg murów istniejącego tu wcześniej zamku i na tej bazie stworzyli jego projekt. Ciekawe, że w badaniach - jak czytamy na stronie internetowej projektu www.projekt-cheops.com - wykorzystywano dane pozyskane m.in. dzięki hipnoterapii i radiestezji. Przez lata prof. Limisiewicz wielokrotnie starał się zainteresować swoimi pracami Ministerstwo Kultury. Za każdym razem bezskutecznie. Gdy pięć lat temu zabrakło pieniędzy, naukowcy porzucili miejsce pracy. I od tego czasu wokół niego nic się nie dzieje.

„Trzeba działać natychmiast!”

W zeszłorocznym reportażu Radia Wrocław, przygotowanym przez red. Krzysztofa Horwata, burmistrz Sobótki Stanisław Dobrowolski alarmował, że pozostawiony samemu sobie kościół niszczeje. - Nie mówię o zarośniętych schodach i całym otoczeniu, ale pękają mury w środku, ostemplowany jest ołtarz - ostrzegał samorządowiec. Niestety, ani budynek kościoła, ani działka, na której stoi, nie należą do gminy Sobótka, która nawet, gdyby chciała, nic nie może uczynić (właścicielem obiektu jest archidiecezja wrocławska, a jego opiekunem Seminarium Duchowne). A sprawa jest ważna, tym bardziej, że dla miasta nastawionego na turystykę, jakim jest Sobótka, Ślęża stanowi główny atut. Światełkiem nadziei w sprawie mają być wspólne działania samorządu w Sobótce i wrocławskiej archidiecezji, które zamierzają zwrócić się do Ministerstwa Kultury o pomoc. Jednak to działania długofalowe, w dodatku bez pewności sukcesu. To, co trzeba zrobić natychmiast, to zabezpieczyć świątynię przed możliwą katastrofą budowlaną, czyli mówiąc wprost, zawaleniem. Tym bardziej, że w jej pobliżu ciągle odbywa się ruch turystyczny! Drugorzędny, choć równie ważny jest remont osuwających się schodów, nie wspominając o uporządkowaniu najbliższego terenu, które obecnie bardziej przypomina śmietnisko niż otoczenie świątyni.

Kilka pytań zamiast zakończenia

Trudno też nie zadać kilku pytań. Kto odpowiada za pozostawioną samą sobie wielką dziurę wewnątrz kościoła? Czy głęboka, prowizorycznie zabezpieczona odkrywka nie grozi zawaleniem budynku? Czy nie zostały naruszone jego fundamenty? Czy o stanie technicznym kościoła jest zawiadomiony nadzór budowlany i wojewódzki konserwator zabytków? I wreszcie jaką rolę w całej tej sprawie odegrała Fundacja „Dar Światowida”, która współfinansowała badania na Ślęży, a która na swoich stronach internetowych oficjalnie nawiązuje do idei New Age? Zastanawia także, czy standardy badań archeologicznych zakładają badanie jednego zabytku kosztem dewastacji innego. Pytania można mnożyć. Jedno jest pewne, do sprawy kościoła na Ślęży na naszych łamach z pewnością wrócimy.

Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

W 2. połowie XVI wieku na ruinach istniejącego tu wcześniej zamku augustianie wznieśli drewnianą kaplicę. W latach 1698-1702 drewniany budynek zastąpiła murowana świątynia pw. Nawiedzenia NMP, która w nocy z 4 na 5 czerwca 1834 r. kościół doszczętnie spłonęła od uderzenia pioruna. Odbudowana w latach 1851-52 świątynia istnieje do dzisiaj.

Ewa Kowalewska: Wczoraj Irlandia – dzisiaj Polska!

2019-05-19 14:30

Ewa H. Kowalewska, prezes Human Life International w Polsce / Gdańsk (KAI)

Ostatnie wydarzenia w Polsce mogą i powinny budzić nasz największy niepokój. Agresywne konfrontacje, dezinformacja, manipulacje faktami, dezintegrujące społeczeństwo akcje – wszyscy to odczuwamy. Można wyróżnić zasadnicze dwie linie tego ataku. Pierwsza dotyczy naszych dzieci, druga naszych duszpasterzy.

Graziako

Zaledwie 20 lat temu Irlandia była krajem jednoznacznie katolickim. W niedzielnej Mszy uczestniczyło ok. 90% obywateli. W 1983 roku społeczeństwo poparło w referendum poprawkę do konstytucji, zapewniającą prawo do życia dla każdego poczętego dziecka i było z tego bardzo dumne. Większość za wielką wartość uznawała liczną, katolicką rodzinę, opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, która przekazuje wiarę i tradycję swoim dzieciom.

Dzisiejsza Irlandia całkowicie się zmieniła. Demokratycznie wybrany premier Leo Varadkar nie jest chrześcijaninem i publicznie oświadcza, że jest gejem. Doprowadził on do przeprowadzenia dwóch ogólnonarodowych referendów. Pierwsze dotyczące akceptacji tzw. małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci, drugie na temat wprowadzenia swobody aborcji na życzenie. Obydwa zdecydowanie wygrał, bo młodzi odcięli się od fundamentalnych zasad moralnych, głoszonych przez Kościół katolicki i z radością poparli jego propozycje. Teraz kościoły świecą pustkami, bo kapłani stracili autorytet, mało kto z młodych chce ich słuchać. Katolicka Irlandia przeżywa dramat utraty wiary.

Tak szybko? Jak to możliwe? To ważne pytania, ponieważ te zmiany nie nastąpiły same z siebie, ale były konsekwentnie stymulowane według określonego programu, nazywanego „scenariuszem irlandzkim”.

Nie ulega wątpliwości, że zastosowana tu została fachowo opracowana inżynieria społeczna. Warto się jej przyjrzeć dokładniej, odnosząc się do tych dwóch referendów. W jaki sposób można zmienić poglądy dorosłych ludzi, w dodatku oparte na fundamencie wiary? Oni są odporni, po prostu wiedzą swoje. Zmiany należy więc rozpoczynać od dzieci.

Otóż w Irlandii ok. 30 lat temu wprowadzono do szkół permisywną edukację seksualną według wzorca brytyjskiego. Irlandzkie dzieci otrzymywały wielką dawkę antychrześcijańskiej ideologii od 4 roku życia po kilka godzin w tygodniu. Pod pretekstem tolerancji uczono je akceptacji dla aktywności osób LGBT (do wyboru) oraz swobody seksualnej i co za tym idzie przyzwolenia na przerywanie niechcianej ciąży. To pokolenie po 30 latach przestało chodzić do kościoła i samo zmieniło obowiązujące prawo.

Kościół katolicki w Irlandii, wcześniej posiadający olbrzymią władzę i autorytet, zdecydowanie przegrał. Pojawiło się wielu kapłanów bez powołania, który dopuszczali się nadużyć. Wystarczyło nagłośnienie skandali. W Irlandii było to wyjątkowo łatwe, bo przypadki pedofilii zdarzały się często. Ludzie nie są ślepi, a krzywdzenie dzieci budzi wielki sprzeciw i obrzydzenie oraz utratę zaufania. W tej sytuacji wielu kapłanów bało się (lub nie chciało) protestować przeciwko pierwszemu referendum. Zabrakło odwagi do głoszenia prawdy. Drugie referendum było jakby kontynuacją pierwszej ofensywy. Młodzi już nie chcieli słuchać, zabrakło autorytetu Kościoła i żywej wiary.

Porównajmy to z obecną sytuacją w jeszcze katolickiej Polsce, która na tle ateizującej się Europy została samotną wyspą i usiłuje bronić swoich wartości. Akcja zmiany świadomości społecznej staje się coraz bardziej agresywna i jest prowadzona dwutorowo, podobnie jak w Irlandii.

Warto się zastanowić, skąd ten atak na nasze dzieci! Batalię przeciwko edukacji seksualnej typu brytyjskiego wygraliśmy wiele lat temu. W polskiej szkole obowiązuje, pozytywny i akceptowany przez rodziców, przedmiot „Wychowanie do Życia w Rodzinie”. Właśnie dzięki dobrej podstawie programowej polska młodzież nadal w większości opowiada się za tradycyjną rodziną i ochroną życia. Atak zaczął się od akcji wmawiania, że w polskiej szkole nie ma edukacji seksualnej. Nie jest to prawda, gdyż realizowana jest edukacja seksualna typu „A” – wychowanie do odpowiedzialności i abstynencji seksualnej nastolatków (według Amerykańskiego Instytutu Pediatrii). Wszystkie badania potwierdzają pozytywne efekty tego przedmiotu. Pomimo tego w mediach nieustannie pojawiają się twierdzenia, że trzeba wreszcie edukację seksualną wprowadzić do szkół i wiele osób, nie znając problemu, publicznie je popiera.

Wyraźnie widać, że podstawowym celem ataku jest właśnie szkoła i nasze dzieci. Wbrew podstawie programowej, obowiązującej w szkołach, gminy kilku dużych miast (np. Gdańska czy Warszawy) podjęły akcje wejścia do szkół z promocją zachowań IGBT oraz ideologii gender. Szokiem dla wielu była wypowiedź nowego wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja, że te propozycje są jedynie programem przejściowym, a celem jest uchwalenie prawa do adopcji dzieci przez tzw. małżeństwa jednopłciowe.

Równolegle pojawiło się zamieszanie w szkolnictwie poprzez strajk płacowy nauczycieli, zagrożenie egzaminów itd. Bardzo poważnym następstwem jest obniżenie autorytetu wielu nauczycieli oraz doprowadzenie do konfrontacji z uczniami. W kontekście akcji strajkowej w ogóle nie poruszano problemu czego, jak i przez kogo są uczone nasze dzieci. Można się spodziewać dalszej konfrontacji z początkiem roku szkolnego. Jeżeli nie uda się powstrzymać akcji wchodzenia przedstawicieli LGBT do polskich szkól, za kilkanaście lat, tak jak w Irlandii, ta młodzież straci wiarę i sama zmieni obowiązujące prawo.

Drugim elementem ataku jest wmawianie społeczeństwu, że za dramaty związane z pedofilią jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie Kościół katolicki. Seksualne wykorzystywanie dzieci jest dramatem, wielką ohydą i podlega prawu karnemu. Osoba, która się dopuszcza takich czynów, powinna być surowo ukarana, niezależnie od tego z jakiego środowiska pochodzi i jaki wykonuje zawód. Prawo dla wszystkich powinno być jednakowo surowe. Potrzebujemy obiektywnej prawdy, odpowiednich kar i prewencji. Ofiarom należny jest szacunek i pomoc. Można mieć jednak wątpliwości czy trafianie na łamy gazet jest dla nich w jakimkolwiek stopniu pomocne.

Problem pedofilii w szerokim zakresie ogólnoświatowym dotyczy milionów ludzi, zwłaszcza wykorzystywania biednych dzieci z Azji. Nikt nie przypomina o znanych sprawach sądowych w Polsce dotyczących nauczycieli, psychologów, trenerów, artystów czy znanych osób ze świata polityki i biznesu. Cisza!

Prowadzona akcja propagandowa ma na celu wskazać jako sprawców tylko kapłanów katolickich. Pseudo raport, przekazany papieżowi przez poseł Joannę Scheuring-Wielgus, składał się z doniesień prasowych bez weryfikacji. Na jego podstawie zrobiono mapę przypadków pedofilii w polskim Kościele, sugerującą, że jest to problem powszechny. Mnóstwo w tym pomówień i oszczerstw. Powstają kolejne filmy, których produkcja wiąże się z wielkimi kosztami. Przeciwko Irlandii szły wielkie pieniądze, które stymulowały realizację antykatolickich programów. Warto zadać pytanie, kto finansuje te filmy, manifestacje, raporty i programy czy kampanię „Wiosny” Biedronia, który coraz częściej jest przedstawiany jako kandydat na polskiego premiera.

Bieżących przypadków pedofilii niemal nie ma, więc ktoś wytrwale szuka w przeszłości, aby podgrzewać temat. Wyciągane są nazwiska zmarłych już dawno księży, którzy sami bronić się już nie mogą. Ten temat nie zniknie z naszych mediów. Będzie systematycznie wyciągany, stymulowany w celu podkręcania emocji i budowania postaw antykatolickich. Tymczasem jeżeli odetnie się pasterzy od stada, owce wilki zjedzą! To oczywiste! Kapłan jest krzewicielem wiary i szafarzem sakramentów, koniecznych do zbawienia. Zniszczenie zaufania do kapłanów, niszczy Kościół, pozbawia wiernych ochrony, naraża na odrzucenie wiary.

Widzę na Facebooku wypowiedzi nieznanych mi osób, że po obejrzeniu ostatniego filmu, nie puszczą dziecka do I Komunii. Nikt tego nie blokuje, tak jak moich informacji pro-life. Myślę, że to prowokacje, które mają służyć za przykład do naśladowania. Jeżeli dziecko nie będzie uczestniczyć w katechezie, nie będzie przystępować do sakramentów i uczestniczyć w grupach parafialnych, nie otrzyma żadnej „odtrutki” na indoktrynację ideologiczną serwowaną w szkole czy mediach. O to właśnie chodzi, bo głównym celem tej akcji jest doprowadzenie do kryzysu wiary! Chrystus i Jego przesłanie ma nie istnieć, tak jakby mogło być unicestwione przez ludzki grzech. Wtedy będzie można z nami zrobić dosłownie wszystko. Czyż to nam nie przypomina akcji z czasów komunizmu?

Polska ma szansę się obronić!

Polska nie jest jednak Irlandią. Mamy inne doświadczenia historyczne. Przeszliśmy przez trudny okres przymusowej ateizacji komunistycznej i obroniliśmy swoją wiarę! Do tych doświadczeń trzeba wracać i pokazywać naszym młodym tę perspektywę.

Po naszej stronie jest też czas. Takich zmian nie można przeprowadzić szybko, a oni tego czasu nie mają. Starają się więc atakować coraz bardziej frontalnie, a to budzi większy opór społeczny i daje dużo do myślenia.

Mamy też wiele ruchów i stowarzyszeń katolickich, również skupiających młodzież, które czynią Kościół żywym i zaangażowanym. Nie zabraniajmy dzieciom korzystać z tych spotkań. Te grupy są przyszłością Kościoła i naszą.

Polska jest bogata męczeństwem naszych kapłanów i podczas II wojny światowej, i w okresie dominacji komunizmu. Broni nas przesłanie, wielka odwaga i wiara Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego, krew bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów bestialsko mordowanych w tamtych trudnych czasach. Mamy przesłanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Nie dziwią więc próby podważania tych wielkich autorytetów i skandaliczne, nie poparte faktami, próby dyskredytowania Papieża Polaka kłamliwymi pomówieniami, że nie sprzeciwiał się pedofilii w Kościele. Czy nawet bezczelne próby jego „dekanonizacji”! Obrażanie naszych biskupów, krzykliwe i bezpodstawne wnioski o „delegalizację Kościoła”, jakby był jakąś nikomu niepotrzebną, skompromitowaną organizacją pozarządową, bluźniercze ataki na Matkę Bożą Częstochowską, „artystyczne” bluźniercze wystawy i spektakle dopełniają tego obrazu. W przeproszeniu potrzebna jest wielka narodowa modlitwa i ekspiacja. Mieliśmy i mamy wielu wspaniałych kapłanów, którzy są ludźmi wielkich poświęceń – ofiarni, kochani, autentyczni. Stójmy za nimi, brońmy ich i wspomagajmy. Bardzo ich potrzebujemy!

Zachowując spokój, musimy zdać sobie sprawę, że obecny atak na wiarę naszych dzieci jest potężny i podstępny. Posługuje się fake newsami, króluje w liberalnych mediach oraz ukrywa się w ciszy mediów społecznościowych.

Pamiętajmy, że ateiści atakujący Kościół, nie są w stanie zrozumieć, jak wielką siłę daje wiara i żywa Boża obecność. Wygramy z nimi tylko wtedy, jeżeli tę wiarę zachowamy, przekażemy ją naszym dzieciom i pozostaniemy wierni Jezusowi Chrystusowi, który jest naszym Królem i prowadzi swój Kościół. Wszystkie problemy musimy nieustannie zanosić przed Boży tron, prosząc o pomoc w tym dramatycznym zmaganiu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Maszewie

2019-05-24 22:23

Kamil Krasowski

Obraz św. Józefa Kaliskiego 23-24 maja nawiedził parafię św. Wojciecha w Maszewie Lubuskim. Naukę wygłosił tam misjonarz peregrynacji ks. Mariusz Iliaszewicz.

Zdjęcia za pośrednictwem ks. Andrzeja Skoblickiego
Naukę w Maszewie wygłosił misjonarz ks. Mariusz Iliaszewicz
Zobacz zdjęcia: Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Maszewie Lubuskim
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem