Reklama

Przed 600-leciem sanktuarium

U Ludźmierskiej Matki

Niedziela Ogólnopolska 30/2000


(...) Matko Boska Ludźmierska
kochająca Panienko
serca nasze
tak różne
nanizaj na paciorki różańca
w swoje dłonie weź
by połączyły się
w jedno
serce bijące dla Boga

Na szlaku mojego pielgrzymowania do kościołów jubileuszowych leży Ludźmierz, wielka wieś u stóp Tatr na Podhalu. W centrum wsi, nad brzegiem Czarnego Dunajca, znajduje się kościół-sanktuarium, murowana neogotycka budowla, wzniesiona na miejscu starego drewnianego kościółka. Od wieków w tym kościele czczona jest słynąca łaskami figura Matki Bożej z Dzieciątkiem, zwana Królową czy też Gaździną Podhala. Zgodnie z przekazywaną tradycją, rzeźbę, wykonaną ok. 1400 r. w drewnie lipowym, ofiarował kościołowi pewien kupiec jako wotum za ocalenie życia.
Figura ludźmierska została koronowana 15 sierpnia 1963 r. przez Prymasa Tysiąclecia - kard. Stefana Wyszyńskiego. Górale dobrze pamiętają ten moment. Gdy biskupi błogosławili figurę, Matce Bożej wypadło z ręki berło. Uchwycił je bp Karol Wojtyła. Prymas Wyszyński powiedział wówczas: "Matka Boża, Karolu, oddała Ci władzę". Karol Wojtyła pokochał Matkę Ludźmierską. Gdy po raz pierwszy przybył tu jako kardynał, witająca go dziewczynka życzyła mu, by został papieżem. - Był poważny, zamyślił się nad tym życzeniem - wspomina ks. prob. Tadeusz Juchas, kustosz ludźmierskiego Sanktuarium.
Kiedy życzenia się spełniły, wierni z radością modlili się tutaj w intencji Ojca Świętego. Oczekiwali jego wizyty przez kilka lat.
- Jan Paweł II miał nawiedzić sanktuarium, gdy był Światowy Dzień Młodzieży w 1991 r. Nie doszło do tego z różnych przyczyn. Przygotowania były w toku, już nawet fotel czekał na Papieża - mówi ks. Juchas.
Ten pusty fotel umieszczony został w sanktuarium przed wielkim ołtarzem. Przez kilka lat był jakimś swoistym wyzwaniem, wołaniem o modlitwę wspierającą apostolskie dzieło Jana Pawła II, ale również i o to, jeśli taka wola Boża i Matki Bożej, żeby Jan Paweł II przybył do sanktuarium w Ludźmierzu. Ten wymodlony dzień przyszedł 7 czerwca 1997 r. Ludzie mówią, że od tego dnia tylko koniec świata będzie większym wydarzeniem dla Ludźmierza.
Dziś przy drzwiach świątyni znajduje się pamiątkowa tablica zawierająca słowa Ojca Świętego, które wygłosił w czasie wizyty: " Wiem, że każdego dnia gromadzicie się tu, aby oddawać Jej opiece wszystkie sprawy Kościoła i Następcy św. Piotra. Dziękuję Wam za to ogromne dzieło modlitwy. Bardzo jej potrzebuję i nadal Was o nią proszę".
W tablicę wkomponowano małe serce symbolizujące więź Papieża z rodakami. Można dotknąć tego serca i ofiarować swoją modlitwę do Ludźmierskiej Matki w intencji Ojca Świętego.

Reklama

Wewnątrz świątyni stoją uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 z Mszany Dolnej. Siostra urszulanka opowiada im historię sanktuarium, wspomina spotkania Papieża z mieszkańcami Skalnego Podhala. Informuje o włamaniu do kościoła, o kradzieży berła i koron, przypomina prośbę Papieża, aby w tym miejscu szczególnie modlić się na różańcu.
Wchodzą następne grupy pielgrzymów. Przed sanktuarium zatrzymują się autokary z rejestracjami z różnych stron kraju. Przyjeżdżają, aby zobaczyć miejsce, w którym trzy lata temu Ojciec Święty modlił się na różańcu z góralami.
Do tego sanktuarium zawsze przychodzę z sercem przepełnionym szczególną wdzięcznością dla Królowej Podhala, która kilkadziesiąt lat temu cudownie uzdrowiła moją Mamę.
Przy studzience, gdzie pielgrzymi nabierają cudownej wody, rozmawiam z dziećmi. Bardzo przeżyły spotkanie z Matką.
- Byłam tu pierwszy raz i to miejsce wywarło na mnie duże wrażenie. Odczułam, że jest tu obecna Matka Boża, że Jej dobroć " weszła" do mnie i stałam się lepsza - mówi Natalia. - Po wyjściu z sanktuarium pogodziłam się z koleżanką. Gdy obmyłam się wodą, poczułam, jakby mnie coś oświetliło, przeżyłam to. Czy zyskałam odpust zupełny?
Wskazuję na tablicę umieszczoną przed wejściem do świątyni. Znajdują się na niej wyrzeźbione w drewnie informacje o warunkach uzyskania odpustu jubileuszowego. Dzieci czytają z zaciekawieniem.
Sanktuarium Matki Bożej w Ludźmierzu przygotowuje się do jubileuszu 600-lecia. 15 sierpnia br. odbędą się centralne obchody z udziałem Polonii Podhalańczyków z całego świata. To 600-lecie wpisane jest w Wielki Jubileusz Kościoła Powszechnego w 2000-lecie przyjścia na świat Chrystusa, a także w Milenium Biskupstwa Krakowskiego. To cystersi przynieśli tu Chrystusa.
- Od 600 lat doświadczamy ogromnej miłości Matki, która nas prowadzi zawsze do Jezusa, która ukazuje, że jeżeli Jezus jest obecny w życiu i blisko człowieka, to jest największe szczęście, największa mądrość, największy pokój - mówi Ksiądz Kustosz. - Takie właśnie oczekiwania towarzyszą przybywającym tutaj pielgrzymom.
W rzesze pielgrzymujących wpisał się również Papież Jan Paweł II. W tym miejscu, gdzie była prowadzona modlitwa różańcowa z Ojcem Świętym w 1997 r., powstaje dziś Ogród Różańcowy. Górale nie zawiedli i wcielają w życie słowa Ojca Świętego.

Modlitwa różańcowa nabrała w Ludźmierzu głębokiego wymiaru. Powstał Ogród Różańcowy - dar górali oraz Polonii amerykańskiej i kanadyjskiej na Jubileusz 2000-lecia Chrześcijaństwa, 1000-lecia Biskupstwa Krakowskiego, 600-lecia kultu Matki Bożej Ludźmierskiej. To również pamiątka wizyty Jana Pawła II oraz pamięć przesłania różańcowego Ojca Świętego.
Wznoszony na placu o powierzchni 2 ha obiekt uformowany będzie w postaci drogi z 15 kaplicami - figurami poszczególnych tajemnic, wyrzeźbionymi w białym marmurze kararyjskim. Rzeźby powstały w pracowniach artystów Marka Blajerskiego i Jacka Osadczuka. We wschodnim rogu ogrodu znajduje się kilkumetrowy kurhan - Grób Pański, pokryty roślinnością tatrzańską. Pomyślany jest jako miejsce modlitwy za zmarłych. W środku stanie pomnik modlącego się na różańcu Jana Pawła II. Jest to fundacja kapłanów wywodzących się z Podhala, Orawy, Spiszu, kapłanów związanych z sanktuarium ludźmierskim, a także fundacja Polonii kanadyjskiej. Ogród został zaprojektowany przez architekta z Nowego Targu - Jerzego Głodkiewicza. Jego dziełem są stylowe krużganki, ołtarz polowy, stacje Drogi Krzyżowej. W tyle ogrodu powstaną pawilony z salą konferencyjną i salami wystawowymi. Nie przesłonią one widoku gór, budynki bowiem będą niskie, wkomponowane w otoczenie.
Gdy niedawno odwiedziłam Ludźmierz, na placu trwały prace. Mężczyźni zawieszali dzwon nad bramą Trzeciego Tysiąclecia. Spotkałam ks. Tadeusza Juchasa. - Tak jak ojcowie nasi postawili na Giewoncie krzyż, który jest chlubą ich pokolenia, tak i my chcemy, żeby nasze pokolenie identyfikowało się z najwyższymi wartościami Kościoła - powiedział. - Tą wartością, którą nam Ojciec Święty przyniósł w darze, jest modlitwa różańcowa.
Na bramie będzie umieszczony cytat - słowa Jezusa Chrystusa zaczerpnięte z Ewangelii: "Czy Syn Człowieczy zastanie wiarę, kiedy powróci?".
- Czy jesteś gotów tę wiarę przenieść w następne pokolenie, następny wiek, następne tysiąclecie? - zapytał Ksiądz. - Jeżeli jesteś gotów podjąć apostolskie dzieło szerzenia wiary, dawania świadectwa wierze, możesz przejść przez tę bramę wiary, zadzwonić dzwonem i powiedzieć: "Jestem".
Jesteśmy zabiegani, zagonieni. Ten Ogród ma być momentem zatrzymania, refleksji. W ciszy przyrody, w otoczeniu pięknych gór, Turbacza i Tatr, mamy odnaleźć swoje miejsce, które nam Bóg Stwórca dał. Trzeba również przypomnieć, że każdy następca św. Piotra ma prawo od nas oczekiwać modlitwy. Każdego musimy otoczyć modlitwą, ogarnąć sercem.
Z uroczystością 600-lecia związany jest zlot górali polskich z całego świata. Przyjadą do Ludźmierza, bo identyfikują się z chrześcijańskimi korzeniami katolickich przodków, bo i ich obowiązuje nakaz niesienia wielkiego przesłania Ewangelii. Pomocy w tym dziele szukać będą u Matki Najświętszej.
Jeszcze tu nieraz powrócę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zielone Świątki, tatarak w kątki!

Po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy przez długie wieki w sposób najbardziej uroczysty świętowano właśnie Zesłanie Ducha Świętego. Jest to jedno z najstarszych świąt Kościoła wprowadzone już w II w. To Duch Święty napełnił mocą i żywą wiarą Apostołów tak, by na całym świecie mogli głosić prawdy wiary Chrystusowej.
W początkach chrześcijaństwa święto nosiło nazwę pentekoste - pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, tradycje zielonoświątkowe łączą się jeszcze z elementami obyczajów pogańskich, szczególnie z tymi, które wiązały się ściśle ze świętem rolników i pasterzy. Obfitowały one w pieśni, modlitwy, procesje błagalne wśród pól o dobry urodzaj. W narożnikach pól zatykano gałązki zieleni, by chronić od gradobicia.
Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyła radość z tej najpiękniejszej pory roku. Domy i obejścia musiały być udekorowane kaskadami zieloności, wśród której pierwsze miejsce zajmowały brzezina, jodła, klon i tatarak. Gałęzie zatykano za obrazy i belki, układano je na sprzętach i pułapach, a podłogę wysypywano rześko pachnącym tatarakiem.
„Musiało być wszędzie zielono: w oknach, ścianach, płotach - musiało się mienić świeżym liściem (...). W okolicach Pińczowa na ten dzień mieszkańcy wsi rozrzucają tatarak po podłodze w izbach i przed sieniami, a ponadto majętniejsi włościanie pieką na te święta placek z twarogiem, powszechnie tu nazywany kołaczem” (W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, reprint Kielce 2000, s. 25).
Zieleń była od czasów pogańskich łączona z tymi dniami. Zielone wieńce zdobiły głowy dziewcząt, a wieńce z liści brzozy, dębu i klonu zakładano nawet na szyje koni i rogi bydła, zaś wianuszki z polnych kwiatów opasywały szyje gęsi i kaczek. Wybór liści nie był przypadkowy; delikatna brzoza miała wzbudzać miłość i sympatię, dąb zapewniał przyjaźń i długie życie, a klon - zdrowie. Wierzono, że cechy te przechodzą z liści na zwierzęta.
Zielonym Świętom towarzyszyły zabawy ludowe, m.in. gonitwy czy wdrapywanie się na wysoki słup zwany majem (np. w okolicach Bliżyna), chodzenie po domach z „gaikiem” i zbieranie datków. Nie brakowało wówczas zabaw o charakterze matrymonialnym. Zdaniem przede wszystkim Oskara Kolberga, jak i innych etnografów, zwyczaje tego święta trzeba łączyć z tradycją sobótkową. W naszym regionie była ona szczególnie związana z Łysicą i okolicami Świętego Krzyża, gdzie świętowano według wręcz pradawnego schematu pogańskiego, a ponadto łączono to z organizacją w tych dniach jarmarku.
Jeszcze w średniowieczu Kościół zwalczał te zabawy jako uporczywe pozostałości pogańskie, pozwalając tylko na „majenie obejść zielenią, jako otwieranie zielonych bram dla Ducha Świętego, aby zechciał nawiedzić domy dla oświecenia serc i umysłów mieszkańców” (H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 258). W 1468 r. król Kazimierz Jagiellończyk zakazał urządzania w tych dniach zgromadzeń na Łysej Górze. Z powodu „niezliczonych, gorszących wypadków” Kościół zabraniał także surowo obrzędów na Łyśćcu, ale zebrania przeniosły się wówczas na Górę Witosławską - prawdopodobnie dawne pogańskie miejsce kultowe w Paśmie Jeleniowskim.
Zwyczaj ogni sobótkowych w drugi dzień Zielonych Świąt do niedawna bywał praktykowany w niektórych rejonach. Tak oto Władysław Anczyc pisał przed laty o sobótkach:
„Rzecz szczególna, że gdy w innych stronach Polski obrzęd ten od wieków odbywa się w wigilię św. Jana, w Krakowskiem palą sobótki w dzień Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od Wzgórz Chełmskich aż po mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącami ognisk po wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy. Przy każdym ognisku mnóstwo włościan otacza kręgiem palący się stos gałęzi i słomy, wciąż podsycany. W pośrodku bucha ciemnym płomieniem beczka smolna umyślnie na ten cel u smolarzy zakupiona. Dookoła stosu biegają chłopcy, często skaczący przez ogień, jakby przez kąpiel dla oczyszczenia grzechów...”.
Od 1931 r. Zielone Świątki stały się świętem ruchu ludowego, kiedy to stare tradycje zaczęto łączyć z wystąpieniami i wiecami ludowymi. W polskim kalendarzu Zielone Święta trwały dwa dni aż do r. 1957, kiedy to drugi dzień przestał być dniem wolnym

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.

CZYTAJ DALEJ

Doszliśmy za wszystkich z Łowickiej Pielgrzymki

2020-05-31 15:22

[ TEMATY ]

Jasna Góra

koronawirus

pandemia

pielgrzymka łowicka

źródło: BPJG

Wielkie wzruszenie towarzyszyło wejściu 365. Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Pierwsza w tym roku piesza pielgrzymka, nazywana ‘jaskółką’ pielgrzymowania, mimo trudności na trasie pielgrzymowania, dotarła do Matki Bożej w sobotę, 30 maja.

Pielgrzymka wyruszyła z Łowicza na Jasną Górę 25 maja. Jeszcze tego samego dnia została zatrzymana przez policję, gdyż według funkcjonariuszy doszło do naruszenia przepisów dotyczących epidemii, a bezpośrednim powodem zatrzymania pielgrzymki było nielegalne zgromadzenie. Część pątników wróciła do domów, a część kontynuowała pielgrzymkę. We wtorek, 26 maja, łowicką pielgrzymkę rozwiązano. Od 27 maja pielgrzymka powróciła na szlak, ale odbywała się w innej formie - ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki, dostał pozwolenie na przemarsz 5-ciu osób.

Mimo padającego deszczu, tradycyjnie, trzykrotnie padali na twarz pielgrzymi z Łowicza przed Szczytem jasnogórskim. Oddali hołd pod pomnikiem Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Łzy wzruszenia widać było w oczach pielgrzymów, kiedy witali się z Matką Bożą w Kaplicy Cudownego Obrazu.

Na swych pielgrzymów czekał bp Józef Zawitkowski, biskup senior z Łowicza. „Żebyście wiedzieli, jakie to dla mnie jest przeżycie - mówił w rozmowie z dziennikarzami bp Zawitkowski - Oni idą 365 razy, a ten rok - 1100 lat od Cudu nad Wisła, 100 lat urodzin papieża, trzeba lecieć, jaskółki...ale epidemia. Wiara mocniejsza jest od epidemii, wiara mocniejsza jest od panowania. Szli, mieli przygody. To nie pierwszy raz, rozpędzali ich Kozacy, rozpędzali ich zaborcy, strzelali do nich Niemcy, aresztowali ich ubowcy, ale co tam. Żebyście znali dusze Łowiczaka - wszystko przejdą, wszystko przeminą i Matce Boskiej śpiewają z taką radością. Wy nie znacie tych Księżaków, oni mają dusze twarde i zostanie to im w sercu. Następna pielgrzymka, 366. będzie większa, bo to jest doświadczenie, które umacnia wiarę”.

„Módlcie się z nami, my będziemy modlić się za was - prosił biskup Zawitkowski - Pan Bóg odmieni nasz los ku dobremu. Jutro Zielone Świątki, będzie już wszystko inaczej, w kościele będą wszyscy, już nie będą nam wymierzać miejsca, a przyjdzie czas, że Pan Bóg nas pozna, jak zdejmiemy maski”.

Słowa powitania do Łowiczaków skierował w Kaplicy Matki Bożej o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry.

Ojciec przeor porównał Pielgrzymkę Łowicką do gołębicy, która przynosząc Noemu zielony, świeży listek oliwki, zwiastowała, że wody potopu opadają: „Mam nadzieję, że wy przychodzicie jak jaskółka i jak gołębica pokoju, żeby nam zwiastować, że to, o co prosiliście, o ustąpienie pandemii, o potrzebne łaski nie tylko dla waszego diecezjalnego Kościoła, ale dla całej naszej Ojczyzny, przez trud, gorliwą modlitwę i pokutny charakter tej pielgrzymki, która odbyliście, że to wszystko przez ręce Maryi, zostanie nam dane”.

„Bardzo się cieszę, że mogę was tutaj witać. Waszej pielgrzymki nie powstrzymały wojny, zabory, stan wojenny, inne epidemie. Wasi ojcowie w 1894 roku pielgrzymowali prosić także o uwolnienie od epidemii cholery i wówczas wyprosili te łaskę dla Łowicza. Dzisiaj pieszo tutaj przyszły 22 osoby, ale są też inni, którzy dojechali, cała rzesza duchowych pielgrzymów”.

„Przychodzicie tutaj jako zwiastuni dobrej nowiny - podkreślał ojciec przeor - Jako ci, którzy już nie tylko w tym roku w imieniu Łowicza, ale myślę całej Ojczyzny, po tych ponad dwóch miesiącach czasu, kiedy ta Kaplica była niemalże opustoszała, przychodzicie i w tym pierwszym dniu, kiedy możemy się tutaj gromadzić tak jak zawsze, bez żadnych limitów, przychodzicie, aby zwiastować, że Maryja jest Tą, która w sposób potężny oręduje za nami. Jej zawierzamy naszą Ojczyznę, Kościół w Polsce, wasze rodziny, diecezję łowicką”.

„Pielgrzymowanie jak zawsze było wspaniałe - zapewnia ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki - Najważniejsza jest intencja, z jaką idziemy. Wiadomo, że były troszeczkę problemy z naszym wyjściem z Łowicza. Na szlaku spotkały nas nieprzewidywane wydarzenia, ale Matka Najświętsza zostawiła tych, których chciała, i najważniejsze, że jesteśmy na Jasnej Górze. Wyprosiliśmy intencje, jedna już się spełniła, bo prosiliśmy o deszcz, zmoczyło nas dwa razy i dzisiaj myślałem, że będzie jeszcze ulewniejszy, ale Pan Bóg nas pokropił tak, byśmy czyści weszli na Jasną Górę. Ufam, że ta pandemia ustanie, bo o to prosiliśmy cała drogę”.

„Trzeba wyjść z domu - radził kolejnym pielgrzymkom, ks. Frelek - Po prostu trzeba wyjść z domu, nie bać się. Co będzie dalej? Pan Bóg sprawi, że będzie wszystko dobrze, ale trzeba się odważyć i wyjść na pątniczy szlak”.

*

Pielgrzymi z Łowicza zebrali się na Mszy św. o godz. 15.30, której w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył biskup Józef Zawitkowski. Na Eucharystii zgromadzili się pielgrzymi piesi, mieszkańcy Łowicza, którzy dotarli autokarami na powitanie pielgrzymki, a także władze samorządowe.

„Łowiczanie kochani, nie powinienem dziś mówić kazania. Wy jesteście głośnym krzykiem, jak ja was za to kocham” - mówił na początku Mszy św. bp Zawitkowski, któremu wzruszenie wyraźnie odbierało głos.

Kazanie było „przypowieścią, bajką, ale prawdziwą z morałem”. Ks.biskup mówił o pielgrzymce - ‘jaskółce’, która na Jasną Górę przyleciała w śmiertelną pandemię.

„Matko Częstochowska, ‘jaskółki’ przyleciały - mówił w homilii biskup senior z Łowicza - 365. Łowicka Piesza Pielgrzymka przyszła do Ciebie, ale taka smutna, jak nigdy, taka szara, w maskach, podziobana, bez tańców, bez śpiewów, rozżalona, ale przyszła”.

„O moje ptaszyny kochane, kto was tak na żółto i pomarańczowo pomalował? Dlaczego macie czarne maski? Dlaczego nosicie na dziobach żałobę? Biedne moje. Ze starego starostwa i z miejskiego ratusza pelikany przyleciały i są z wami, już nie płaczcie, nie jesteście sami”.

„Policjanci drodzy, wiem, że to nie wasza wina - mówił ks. biskup nawiązując do policyjnych kontroli pielgrzymów - Jakiś jastrząb, albo kruk drapieżny tak wam kazał. Niech Pan Bóg mu przebaczy (...) Panowie pamiętajcie, że wiara mocniejszą jest od panowania, a wyście nam kościoły na metry pomierzyli. To nie tak, panowie”.

Pielgrzymkę zakończyły słowa podziękowań.

Tradycją łowickiego pielgrzymowania jest przybywanie do Maryi Częstochowskiej na Zielone Świątki, czyli uroczystość Zesłania Ducha Świętego. W częstochowskim sanktuarium Łowicka Pielgrzymka zwana jest „jaskółką pieszego pielgrzymowania”, bo to właśnie ona rozpoczyna ‘sezon pielgrzymkowy’ na Jasną Górę.

Łowicka Piesza Pielgrzymka jest jedną z najstarszych w Polsce. Pątnicy wędrują na Jasną Górę nieprzerwanie od 1656 roku. Podczas tegorocznej pielgrzymki przypomniano, że 125 lat temu pątnicy z Łowicza uprosili ustanie zarazy cholery, która dziesiątkowała ich miasto.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję