Reklama

Trzecia tajemnica fatimska

Niedziela Ogólnopolska 36/2000

Archiwum sanktuarium w Fatimie

Dzieci fatimskie, którym objawiła się Matka Boża – Hiacynta, Łucja i Franciszek

26 czerwca 2000 r. papież Jan Paweł II ujawnił treść trzeciej tajemnicy fatimskiej. W tym temacie z abp. Tarcisio Bertone SDB - sekretarzem Kongregacji Nauki Wiary - rozmawia Włodzimierz Rędzioch

ABP TARCISIO BERTONE urodził się w Romano Canavese we Włoszech w 1934 r. Zafascynowany duchowością św. Jana Bosco, rozpoczął formację salezjańską. W 1960 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Następnie uzyskał licencjat z teologii i doktorat z prawa kanonicznego. Od 1967 r. wykładał na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. W 1989 r. został wybrany rektorem tego Uniwersytetu.
Oprócz działalności naukowej i dydaktycznej prowadził aktywną działalność publicystyczną. Współpracował w przygotowaniu nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego. W 1991 r. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem metropolitą Vercelli - najstarszej diecezji Piemontu, a w 1995 r. powołał na stanowisko sekretarza Kongregacji Nauki Wiary.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: - Przed opublikowaniem trzeciej części tajemnicy fatimskiej pojechał Ksiądz Arcybiskup do Portugalii, by spotkać się w imieniu Papieża z s. Łucją. Jaki był cel tej wizyty?

ABP TARCISIO BERTONE SDB: - Jak pisze Ojciec Święty w swym liście do "Czcigodnej Siostry Marii Łucji", zostałem wysłany, "aby zadać kilka pytań dotyczących interpretacji ´trzeciej części tajemnicy fatimskiej´". Chociaż s. Łucja stwierdziła, że " jej została jedynie powierzona wizja, której interpretacja należy do Kościoła", wydawało się rzeczą pożyteczną sprawdzić, czego doświadczyła i co odczuła wraz z innymi świadkami objawień.

- Jak przebiegało spotkanie?

- Syntetyczny opis mojego spotkania z s. Łucją znajduje się w dokumencie Orędzie Fatimskie, który został przedstawiony na konferencji prasowej w Watykanie 26 czerwca br. S. Łucja jest osobą luminosa, świadomą, że otrzymała konkretną misję. Pokorna i posłuszna, uznaje swe granice, lecz jest jednocześnie bardzo zdecydowana, gdy chodzi o dokładne wyjaśnienie orędzia powierzonego jej przez Matkę Bożą. W ciągu swego długiego życia (ma 93 lata) s. Łucja nigdy nie cofała się przed trudnościami, cierpiała, walczyła, dopóki nie przekonała wszystkich. Dziś na nowo przeżywa i odczytuje - z jasnością umysłu i spokojem, które czynią ją jeszcze bardziej przekonywającą - wszystkie wydarzenia, w których uczestniczyła, i słowa, które były do niej skierowane. S. Łucja jest "świadkiem" w najdonioślejszym sensie tego słowa.

- Czy wiadomo, dlaczego s. Łucja domagała się, aby trzecia część tajemnicy fatimskiej była odczytana dopiero po 1960 r.?

- Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Gdy s. Łucja wręczyła w 1944 r. ówczesnemu biskupowi Leirii-Fatimy zapieczętowaną kopertę zawierającą trzecią część tajemnicy, na drugiej, zewnętrznej kopercie napisała, że będzie mógł ją otworzyć patriarcha Lizbony lub biskup Leirii dopiero po roku 1960. Na moje pytania: "Dlaczego właśnie po roku 1960? Czy to Matka Boża wyznaczyła tę datę?" - s. Łucja odpowiedziała: "To nie Matka Boża, ale ja sama umieściłam datę 1960 r., bo według mojego rozeznania przed 1960 r. nie można było tego zrozumieć, zrozumiano by to dopiero po roku 1960. Teraz można zrozumieć lepiej. Ja opisałam to, co widziałam, interpretacja nie należy do mnie, ale do Papieża".
Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że Siostra pisała swoje wspomnienia w 1944 r. i prawdopodobnie rok 1960 wydawał jej się dostatecznie odległy, by wypełniły się słowa przepowiedni.

- Czy s. Łucja utożsamia "biskupa odzianego w biel" z Janem Pawłem II?

- Problem ten, tak jak można sobie wyobrazić, był jednym z najważniejszych dyskutowanych w czasie rozmowy. Na moje pytanie: "Czy główna postać z wizji to Papież?" s. Łucja natychmiast odpowiedziała twierdząco, wyjaśniając, że troje pastuszków bardzo było zasmuconych cierpieniem Papieża, a Hiacynta powtarzała: "Coitadinho do Santo Padre, tenho muita pena dos pecadores!" ("Biedniutki Ojciec Święty, bardzo cierpi z powodu grzeszników!"). Następnie dodała: " Nie znaliśmy imienia Papieża, Pani nie powiedziała nam imienia Papieża, nie wiedzieliśmy, czy był to Benedykt XV, Pius XII, Paweł VI czy Jan Paweł II, ale to Papież cierpiał i z jego powodu my także cierpieliśmy".
Jeżeli chodzi o fragment tekstu dotyczący "biskupa odzianego w biel", tzn. Ojca Świętego - jak to zaraz pojęli pastuszkowie w czasie wizji, który zabity upada na ziemię - s. Łucja całkowicie zgadza się z przekonaniem Jana Pawła II, że "macierzyńska dłoń kierowała biegiem kuli i Papież w agonii zatrzymał się na progu śmierci" (Jan Paweł II, Rozważanie skierowane z Polikliniki Gemelli do biskupów włoskich, 13 maja 1994 r.).

- Wydawało się, że po opublikowaniu trzeciej części tajemnicy fatimskiej będziemy już wiedzieć wszystko na temat objawień w Fatimie. Tymczasem ukazała się sensacyjna wiadomość, że s. Łucja przygotowała do druku książkę. Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup powiedzieć coś na ten temat?

- Tak jak już powiedziałem w czasie konferencji prasowej, chodzi o duchowe refleksje na temat orędzia fatimskiego, które s. Łucja podaje z prostotą, dodając konkretne sugestie. Jest to jej odpowiedź na ciągle otrzymywane listy z pytaniami na temat objawień oraz słów Matki Bożej i ich interpretacji. S. Łucja, nie mogąc odpowiedzieć wszystkim osobiście, zwróciła się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o pozwolenie na opublikowanie dzieła zatytułowanego Os apelos da mensangem de Fatima, w którym daje całościową odpowiedź na zadawane jej pytania (Stolica Apostolska wyraziła zgodę na wydanie książki). Stałym punktem odniesienia tekstów zawartych w książce jest zalecenie Matki Bożej, które Siostra uważa za trzon Jej orędzia: "Nie obrażajmy więcej Boga, Naszego Pana, który jest już bardzo obrażany" (objawienie z 13 października 1917 r.).
Tekst książki to 334 strony maszynopisu. Praktycznie nie dodaje on nic nowego do orędzia fatimskiego, lecz go interpretuje i przyczynia się do jego upowszechnienia, wyjaśniając, jak stosować w życiu chrześcijańskim zawarte w nim zalecenia w ramach wierności przykazaniom Bożym. Uważam, że książka może ukazać się w Fatimie dosyć szybko: jeżeli nie w czasie Roku Świętego, to na pewno na początku 2001 r.

- W ostatnich miesiącach Kongregacja Nauki Wiary zajmowała się przygotowaniami do opublikowania tekstu trzeciej części tajemnicy fatimskiej. Jakimi problemami zajmuje się obecnie Kongregacja, której Ksiądz Arcybiskup jest sekretarzem?

- Jak wiadomo, Kongregacja Nauki Wiary ma delikatne zadanie współpracowania z Ojcem Świętym w obronie autentycznej wiary chrześcijańskiej i jej promowania wśród ludu Bożego. Jest to zadanie uniwersalne, a co za tym idzie - dotyczy problemów doktrynalnych i duszpasterskich wszystkich Kościołów lokalnych. Dlatego też, nawet w okresie letnim, nasza dykasteria prowadzi bardzo ożywioną korespondencję z biskupami, przełożonymi generalnymi instytutów życia konsekrowanego, jak również z wieloma wiernymi świeckimi. Obecnie zajmujemy się przygotowaniem dokumentu, który mam przyjemność zaanonsować. Jest to deklaracja naszej Kongregacji pt. Dominus Jesus - Unicita e universalita salvifica di Gesu Cristo e della Chiesa ("Jedyność i powszechność zbawcza Jezusa Chrystusa i Kościoła").
Deklaracja Dominus Jesus podkreśla przede wszystkim pełnię i definitywny charakter objawienia Jezusa Chrystusa. Czyni to w dzisiejszym kontekście dialogu między wiarą chrześcijańską a tradycjami innych religii.
Dokument został podpisany 6 sierpnia 2000 r. - święto Przemienienia Pańskiego - a będzie zaprezentowany prasie 5 września br.

- Ekscelencjo, niedługo uda się Ksiądz Arcybiskup z wizytą do Polski. Jaki jest cel tej podróży?

- Moja podróż ma czysto duszpasterski cel. Przede wszystkim odwiedzę wspólnotę salezjańską w Lubinie, mieście, z którego pochodzi mój sekretarz - ks. Jan Piechota. Biskup legnicki niedawno poświęcił tam nowy kościół - pw. św. Jana Bosko, przy którym powstało oratorium i centrum dla młodzieży. Wkrótce powstanie także gimnazjum, które będzie miejscem formacji dla okolicznej młodzieży.
Następnie udam się do Poznania, do parafii, z której pochodzi pięciu młodych męczenników beatyfikowanych przez Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r.; tam przyjmę śluby zakonne nowych salezjanów.
Później odwiedzę diecezję sosnowiecką i jej biskupa Adama Śmigielskiego - salezjanina. Pojadę także do salezjańskiego Seminarium w Krakowie. Będę więc miał okazję spotkać się nie tylko z moimi współbraćmi salezjanami, lecz również z niektórymi arcybiskupami i biskupami, których spotkałem już w Polsce lub w Rzymie w czasie ich wizyty " ad limina Apostolorum".
Oczywiście, udam się także do Sanktuarium w Częstochowie, by oddać cześć Matce Bożej Jasnogórskiej i podziękować Jej za matczyną opiekę nad rodziną ludzką, która ciągle potrzebuje nawrócenia i przebaczenia.

- Dziękuję za rozmowę.

Ocena: +6 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy jesteś, Panie?

2020-08-05 07:20

Niedziela Ogólnopolska 32/2020, str. IV

Żadne słowo Ewangelii, które czytamy i słyszymy, nie jest bez znaczenia. Zarówno w czytaniu z Księgi Królewskiej, jak i w Ewangelii Mateusza Bóg daje polecenie: „Wyjdź, by stanąć na górze wobec Pana” (1 Krl 19, 11), a w przypadku Piotra sam domaga się jego wydania: „Każ mi przyjść do siebie” (por. Mt 14, 28). Czas wakacji, ale i czas pandemii mogą nas rozleniwić w relacji z Bogiem, On jednak nie odpoczywa w trosce o nasze uświęcenie. Kiedy chcielibyśmy trochę „świętego spokoju”, Bóg uobecnia się w naszych codziennych trudach i zmartwieniach, walkach oraz przeciwnościach. Nie ma możliwości, aby spotkać Boga w „świętym spokoju”.

Droga do świętości to nieustanne zmaganie, niepokój, a nawet lęk i trwoga. To ciągłe wspinanie się ku górze, w pocie czoła i zmęczeniu. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i niszcząca skały to obraz wielu sytuacji, których nie rozumiemy, a myślimy, że nasze życie zostało przez nie zrujnowane. Czy był tam jednak Pan? Czy był w tym trzęsieniu ziemi, gdy zawaliło się nasze życie? A w ogniu, który trawi wszystko, co zbudowaliśmy, ułożyliśmy? Albo w łodzi naszego życia miotanej falami? Wiele musi się wydarzyć, abyśmy poczuli łagodny szmer obecności Pana. Może jako chrześcijanie chcielibyśmy od Boga „świętego spokoju”, ale go nie dostaniemy. Piotr wymusza wręcz od Jezusa odpowiedź, jakby chciał od Niego potwierdzenia, że to tak ma być, że tego naprawdę chce. Boimy się. Łódź miotana falami tonie, a On tak spokojnie idzie po wodzie. Może to nie Jezus, może to zjawa? Bóg musi ogołocić nas ze wszystkiego, co ogranicza nasze zaufanie do Niego. Musi pozostać tylko On i ja.

Wyjście Piotra z łodzi było aktem nie do uwierzenia. Jak mógł iść po wodzie? Przecież wiedział, że to niemożliwe, ale żeby dojść do Jezusa musiał wyjść ze swojej łodzi, cokolwiek by ona symbolizowała. Myślę, że wielu z nas ma swoje łodzie, w których próbujemy poczuć się bezpiecznie. Jesteśmy nasyceni jak apostołowie chlebem i wydaje się nam, że mamy wszystko, a tymczasem przychodząca burza i kroczący po jeziorze Jezus rozbijają to, co sobie poukładaliśmy. Musimy wyjść, by zaufać Bogu. Piotr się zawahał, my również nie raz, nie dwa zawołamy: „Panie ratuj”. I jeśli nawet wrócimy do naszej łodzi, to już z Jezusem.

I to jest ten wyjątkowy dzień, który mam nadzieję, wielu z was już przeżyło, albo Pan dopiero przygotowuje was do tego dnia. I może u różnych mistyków czy teologów ten moment naszej wiary będzie nazwany inaczej, to jednak już wiem, że jest ze mną Chrystus. Płynąc dalej łodzią mojego życia, wiem, że On jest ze mną, że uciszy każdą burzę, a każde kolejne życiowe doświadczenie, nawet najboleśniejsze, połączy mnie z nim jeszcze bardziej, by po wszystkim poczuć łagodny szmer wiatru, w którym jest Pan.

CZYTAJ DALEJ

Coraz więcej Polaków upamiętnia dzieje przodków

2020-08-09 18:51

[ TEMATY ]

historia

Przodkowie

©Gabriele Rohde/fotolia.com

Coraz więcej Polaków szuka swoich korzeni, upamiętnia dzieje swoich przodków. Szukają w archiwach i księgach parafialnych, na podstawie dostępnych dokumentów rodzinnych odtwarzają ich przeszłość. – Nie jest to wyraźny trend, ale na podstawie moich obserwacji wynika, że istotnie takie poszukiwania są dość częste, z pewnością obserwujemy też duże zainteresowanie historią – mówi KAI socjolog kultury prof. Andrzej Tyszka.

Na pytanie czemu to robią, zainteresowani odpowiadają: żeby ocalić pamięć o przodkach, wzmocnić tożsamość, odkryć korzenie.

Wraz z pięciorgiem rodzeństwa prof. Tyszka dwa lata temu wydał w kilkunastu egzemplarzach życiorys swojego ojca, Wacława Tyszki, powstańca warszawskiego, który walczył na górnym Czerniakowie w zgrupowaniu pod dowództwem płk. Zygmunta Netzera ps. Kryska. Niestety zginął osierociwszy sześcioro dzieci, które w 74. rocznicę śmierci wydały publikację, poświęconą ojcu.

„Jest taki dom” to niewielka publikacja, wydana przez Edwarda Dreszera, właściciela drukarni, b. Prezesa Polskiej Izby Druku. Jest to opowieść i dziadkach po linii matki, Władysława i Aleksandry Cichoszów, którzy mieszkali w skromnym ceglanym domu w Gorzkowie niedaleko Krasnego Stawu. Byli nauczycielami, w czasie odrodzenia Polski byli członkami POW, krzewili oświatę, byli animatorami życia kulturalnego w powiecie krasnostawskim, inicjowali powstawanie kolejnych szkół, funkcjonujących do dziś.

W czasie okupacji wstąpili do AK i organizowali pomoc dla jej członków. Przypłacili to prześladowaniami przez władzę ludową, w książce jest wstrząsający opis rewizji agentów UB, którzy w poszukiwaniu jednego z członków podziemia rewidują dom, a żeby ich praca była bardziej efektywna, przystawiają lufę do głowy niemowlęcia, starszej siostry Edwarda Dreszera. Wprawdzie ubek dostaje za to w głowę polanem, ale członkowie rodziny zostają pobici, a dziadek trafia do więzienia.

- Żeby takie historie zebrać, rodzina musi mieć jakieś materiały – mówi prof. Tyszka. Zdjęcia, opowieści, przekazy rodzinne, listy, dowody osobiste, dyplomy rozmaitych uczelni, akta kupna i sprzedaży, zaproszenia na śluby i uroczystości, wizytówki. Z takich fragmentów można się wiele dowiedzieć i poskładać w całość, a liczne fakty można sprawdzić w księgach parafialnych. - Ale nieraz niespodziewanie wypływają pamiętniki i wspomnienia, o których potomkowie autorów nie mieli pojęcia. Wtedy odkrywają nieznany świat dziadków i pradziadków, fascynująca przygoda – mówi prof. Tyszka.

Socjolog zwraca uwagę, że przeważnie odtwarza się zwyczajne losy Polaków, nie tylko tych, którzy walczyli i ginęli, nie tylko historie bohaterskie. – Wciąż upominam się o historie cywilne, o życie rodzinne, gospodarcze, o dzień powszedni zwykłych ludzi – rzemieślników, rolników, inteligencji miejskiej – aptekarzy, nauczycieli, lekarzy. - Mamy tendencje do skupiania się na walkach i nadzwyczajnych wydarzeniach, tymczasem codzienność jest równie fascynująca – podkreśla prof. Tyszka. Dodaje, że w o wiele łatwiejszej sytuacji są osoby pochodzenia szlacheckiego, którzy mogą czerpać informacje z herbarzy i sporządzonych drzew genealogicznych. Wielkie magnackie rody specjalnie zatrudniały genealogów, którzy sporządzali drobiazgowe wykresy, związane z pochodzeniem i pokrewieństwami przodków.

Prof. Anna Doboszyńska, pulmonolog z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, pochodząca ze szlachty wileńskiej, ma opracowane genealogie po mieczu – ojcu prof. Leonie Doboszyńskim. Chce ona wydać książkę, upamiętniającą rodziców Janinę i Leona. Wiąże się to z interesującymi dziejami rodu, osiadłego od ponad trzystu lat na Litwie, ale także babki, Barbary Kokoczaszwili, którą pradziad pani profesor Ireneusz poślubił w dalekiej Gruzji pod koniec I wojny światowej. W archiwach rodzinnych przechowywane są dwa drzewa genealogiczne – Kokoczaszwilich i Doboszyńskich. Historia Leona jest, używając słów prof. Tyszki, zwyczajna i związana z walką – jako żołnierz AK brał on udział w akcji „Burza” w Wilnie, a po wyparciu z rodzinnych stron w PRL stał się niekwestionowanym autorytetem łąkarstwa, był autorem licznych prac badawczych, promował doktorów, brał udział w konferencjach naukowych.

Na pytanie, czemu obecnie można zaobserwować ożywienie w prywatnych badaniach dziejów rodziny, prof. Tyszka odpowiada, że wiele przeżyć Polaków było traumatycznych. – W czasach PRL rodzice często nie opowiadali o swoich przeżyciach wojennych czy zaangażowaniu w konspirację także w obawie, że dzieci coś powiedzą w szkole i będą kłopoty. A do zbierania takich materiałów, wydawania ich w niskonakładowych publikacjach, potrzebny jest pewien komfort.

Można też odnotować ożywienie zainteresowań historią. Książki historyczne cieszą się sporym zainteresowaniem, targi książek o tej tematyce także. – Wiele osób na własny użytek nakłada opowieści i przekazy rodzinne na wydarzenia, znane z podręczników historii. I nieraz otrzymują zaskakujące efekty, pogłębiają swoją wiedzę, czasem odkrywają, jak bardzo bieg historii zależy od zachowań zwykłych, zapomnianych przez dziejopisów ludzi – mówi prof. Tyszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję