Reklama

Dni Radości w Gnieźnie

2013-10-28 10:22

Magdalena Grubczak

Magda Grubczak

Od 25 do 27 października trwały w Gnieźnie Dni Radości - organizowane przez Stowarzyszenie Młodzieży Wiosło oraz Diecezjalne Duszpasterstwo Młodzieży Wiosło rekolekcje oparte na rytmie dnia znanym z Taizé. To już kolejne tego typu spotkanie odbywające się w naszej archidiecezji. Po raz pierwszy jednak ma ono wymiar ogólnopolski.

Już wczesnym popołudniem do Gniezna zaczęli przybywać uczestnicy rekolekcji. Przyjechało ok. 105 osób z całej Polski, w tym prowadzący punkty przygotowań do Europejskiego Spotkania Młodych, które na przełomie roku odbędzie się w Strasburgu. Pojawili się również goście z samego Taizé - brat Marek oraz siostra Grażyna. Przyjęcie uczestników miało miejsce w Lamusie, gdzie otrzymywali „pakiety” w postaci Książeczki Dni Radości ze śpiewnikiem, folderów Gniezna oraz identyfikatorów stanowiących też „bilety” umożliwiające przejazd komunikacją miejską. Rozdzielono również zakwaterowanie. I tutaj pojawiło się kolejne novum. Po raz pierwszy bowiem osoby przyjeżdżające na rekolekcje były goszczone przez rodziny.

Pierwszym „duchowym” elementem spotkania była modlitwa w dawnym kościele bożogrobowców pw. św. Jana Chrzciciela. Zakończyła się ona adoracją Krzyża. Po niej uczestnicy udali się do rodzin, aby nabrać sił przed obfitym w wydarzenia drugim dniem spotkania. Warto wskazać, iż motyw z fresków z tej świątyni stanowił inspirację do wykonania dekoracji w jednej z hal modlitwy podczas Europejskiego Spotkania Młodych w Poznaniu na przełomie 2009 i 2010 roku.

Reklama

Następnego dnia rano uczestnicy spotkali się w kościele pw. Chrystusa Wieczystego Kapłana na Mszy św. Po wspólnej Eucharystii udali się do Domu Sióstr Pallotynek. Tam najpierw wysłuchali wprowadzenia biblijnego przygotowanego przez ks. dr. hab. Pawła Podeszwę, a później refleksje na temat usłyszanego Słowa Bożego wymieniali, dzieląc się przemyśleniami w małych grupkach. Po modlitwie południowej udali się na obiad.

Następnie przewidziane było spotkanie dla osób odpowiedzialnych punkty przygotowań do Europejskiego Spotkania Młodych. Kolejny punkt dnia stanowił podwieczorek, podczas którego można było porozmawiać z naszymi gośćmi z samego Taizé - bratem Markiem oraz siostrą Grażyną. Później przyszedł czas na warsztaty. Uczestnicy mogli pójść do sióstr karmelitanek, zwiedzić katedrę i Muzeum Archidiecezjalne albo posłuchać świadectwa przedstawicieli stowarzyszenia „Jest nadzieja, więc warto żyć”. Dzień zakończyła wieczorna modlitwa ze świecami. Do gnieźnieńskiej katedry, oprócz uczestników, przybyli także: bp Bogdan Wojtuś, sttarosta powiatu gnieźnieńskiego Dariusz Pilak, prezydent Gniezna Jacek Kowalski oraz wiceprezydent Gniezna Rafał Spachacz. Nie zabrakło również rodzin goszczących „pielgrzymów zaufania”.

Niedziela rozpoczęła się Eucharystią. Odbyła się w kościele pw. św. Jerzego, a przewodniczył jej brat Marek z Taizé. Później, w domu sióstr pallotynek, uczestnicy wysłuchali przygotowanego przez ks. dr. hab. Pawła Podeszwę wprowadzenia biblijnego, następnie refleksjami na temat Słowa Bożego dzieliliśmy się w małych grupkach. Trzydniowe spotkanie zakończyła modlitwa południowa.

Serdecznie dziękujemy wszystkim tym, którzy pomogli nam, Stowarzyszeniu Młodzieży Wiosło oraz Diecezjalnemu Duszpasterstwu Młodzieży Wiosło, w przygotowaniu Dni Radości. Mamy nadzieję, że dla wszystkich zaangażowanych i uczestniczących spotkanie to okazało się prawdziwym czasem radości, który wyda trwałe owoce.

Tagi:
Taize Gniezno

Reklama

Noc Świętych w Gnieźnie

2019-11-01 11:07

bgk / Gniezno (KAI)

Franciszkańscy misjonarze i męczennicy bł. Michał Tomaszek i bł. Zbigniew Strzałkowski byli patronami i bohaterami tegorocznej XV Nocy Świętych w Gnieźnie. Modlitewne czuwanie przed uroczystością Wszystkich Świętych odbyło się także w ponad dwudziestu innych miastach i parafiach archidiecezji gnieźnieńskiej.

Archiwum Sióstr Franciszkanek MI

Gnieźnieńska Noc Świętych jest jedną z najstarszych, o ile nie najstarszą w Polsce. Organizowana od 2005 roku miała być początkowo alternatywą dla coraz powszechniejszych haloweenowych zabaw. Z czasem nacisk położono przede wszystkim na zaakcentowanie istoty uroczystości Wszystkich Świętych, a więc radości świętych obcowania i przypomnienie, że do tej radości i wspólnoty wszyscy jesteśmy powołani.

„Jesteśmy jedną rodziną. Rodziną, którą łączy Jezus Chrystus. To rodzina bardzo konkretna, nie wydumana, nie wymyślona, ani nie wystraszona jakimiś zjawami czy widziadłami. To rodzina, w której jesteśmy sobie naprawdę bliscy” – mówił w czasie czuwania Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Wskazał też na przypomnianych tego wieczoru błogosławionych Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego, stwierdzając, że ich historia, ich świadectwo i tak niedawne męczeństwo uświadamiają nam bardzo konkretnie, że świętość dzieje się tu i teraz, przechodzi przez środek naszego życia.

Historię franciszkańskich męczenników zamordowanych w sierpniu 1991 roku w peruwiańskim Pariacoto przez terrorystów z Komunistycznej Partii Peru przypomniała młodzież wraz z franciszkanami w specjalnie przygotowanej na tę okazję inscenizacji. W klimat tamtych odległych miejsc, poprzez peruwiańską muzykę, wprowadził obecnych gnieźnieński artysta Dawid Jung. W czasie spotkania śpiewał też Chór św. Ojca Pio z parafii farnej, która jest organizatorem gnieźnieńskiej Nocy Świętych.

Wcześniej zebrani w kościele garnizonowym modlili się Litanią do Wszystkich Świętych, w czasie której do ołtarza przyniesiono relikwie świętych i błogosławionych z kościołów i wspólnot zakonnych Gniezna i okolic.

Po zakończeniu czuwania wyruszyła procesja z relikwiami i światłem, która przeszła tym razem wyjątkowo nie do katedry gnieźnieńskiej, ale do kościoła ojców franciszkanów, gdzie odbyła się adoracja Najświętszego Sakramentu. Po błogosławieństwie, wszystkich uczestników spotkania zaproszono na gorącą herbatę i ciasto do gnieźnieńskiego Centrum Edukacyjno-Formacyjnego.

Noc Świętych w różnej formule, odbyła się także w ponad dwudziestu innych miastach i parafiach archidiecezji gnieźnieńskiej m.in. w Inowrocławiu, Strzelnie, Szamocinie, Wilczynie, Miłosławiu, Gniewkowie, Trzemesznie, Strzałkowie, Juncewie, Chodzieży, Zagórowie, Wrześni, Kruszwicy, Pobiedziskach, Golinie, Wągrowcu, Nekli i Gębicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Szwecji

2019-12-10 20:13

wpolityce.pl

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla za rok 2018, Olga Tokarczuk, odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Karola XVI Gustawa. Ceremonia noblowska odbywa się we wtorek w filharmonii sztokholmskiej.

wikipedia.org

Laureaci Nagrody Nobla dostają złote medale z wygrawerowanym wizerunkiem fundatora Alfreda Nobla oraz łacińską inskrypcją „Inventas vitam iuvat excoluisse per artes”. Są one wykonane ręcznie z 18-karatowego złota i ważą 175 gramów. Dyplomy są wykonane ręcznie przez artystów, jest na nich zdjęcie, imię i nazwisko laureata oraz cytat z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla.

Olga Tokarczuk została poproszona o odebranie wyróżnienia przez Pera Waesterberga z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na cześć noblistki.

Pani Tokarczuk, Akademia Szwedzka gratuluje wam. Proszę o odebranie Literackiej Nagrody Nobla z rąk jego królewskiej mości króla Szwecji — powiedział Waesterberg po polsku.

Polska pisarka - ubrana w czarną, aksamitną suknię do ziemi - wyszła na scenę sztokholmskiej filharmonii jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla.

Podczas odbierania przez polską noblistkę medalu i dyplomu wszystko przebiegło zgodnie z planem, także zapisany w protokole trzykrotny ukłon, który nie udał się w 1996 r. Wisławie Szymborskiej. Poetka w tym właśnie momencie ceremonii pomyliła się. Olga Tokarczuk swoje trzy ukłony wykonała bez pomyłek.

Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci — mówił Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje „połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te „czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: „o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata” — wyjaśnił Waesterberg.

Jej powieść „Bieguni” to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice — podkreślił.

Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry — ocenił Waesterberg.

„Księgi Jakubowe” laudator nazwał „największym dziełem” pisarki. Dodał, że „z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”.

Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie — podsumował Per Waesterberg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem