Reklama

Wigilijny wieczór

Ewa Aszkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2000

Boże Narodzenie to najpiękniejsze, najuroczyściej obchodzone, a przy tym najbardziej rodzinne święta. W całym długim roku nie ma tak kameralnego, serdecznego dnia, jakim jest Wigilia. To jedyny dzień, w którym chcemy być wszyscy przy wspólnym, rodzinnym stole, pamiętamy o sąsiadach, zostawiamy wolne nakrycie dla zbłąkanego wędrowca i jesteśmy wzruszeni podniosłą atmosferą. Dla dorosłych wieczór wigilijny to wspomnienia sięgające dzieciństwa i młodości, to chwile smutku i tęsknoty za tymi, którzy odeszli. Dla dzieci Wigilia to najpiękniejszy, najradośniejszy wieczór w roku. Jest choinka, są prezenty, płoną światełka, łamiemy się opłatkiem, składamy sobie życzenia, a po tradycyjnych smakołykach śpiewamy kolędy.
Kolację wigilijną urządzam - wzorem naszych babek i prababek - z tradycyjnych, postnych, przy tym jakże wspaniałych potraw. Jest w nich nie tylko poezja tradycji, ale atmosfera rodzinnej więzi, serdeczności, ciepła i pojednania oraz świadomość, że podobnie wyglądał stół wigilijny sto lat temu, a może jeszcze dawniej. Łamiąc się opłatkiem, wybaczamy sobie wszelkie nieporozumienia i wyjątkowo mocno uświadamiamy sobie, jak bardzo się kochamy.
Gdy nadchodzi czas wigilijnej wieczerzy, moje myśli uciekają do rodzinnego domu, powracają wspomnienia, refleksje, a ja bardzo, bardzo się staram, by tradycje, jakie przejęłam, przekazać młodemu pokoleniu w taki sposób, by trwały, trwały, trwały. W ten wieczór nic nam nie zakłóca rodzinnej więzi, wyłączamy wszystkie media, a godziny przed wyjściem na Pasterkę przeznaczamy na wspomnienia, opowieści i śpiewanie kolęd przy jarzącej się światełkami choince.
Uczymy dzieci, że polskie kolędy, często bardzo stare, są prawdziwymi klejnotami polskiej pieśni ludowej i religijnej i powinno się je śpiewać w taki sposób, jak śpiewali je nasi przodkowie, bez zmian i udziwnień.
Nie zapominamy o tych, którzy odeszli. Zanim wszyscy zasiądziemy do uroczystej wieczerzy, odwiedzamy ich groby, stroimy je świerkowymi gałązkami i zapalamy znicze. Pamiętamy o zaproszeniu na wieczerzę osób samotnych - są zawsze z nami, a najserdeczniej i najczulej opiekują się nimi dzieci. To nauka, by zawsze szanować starszych, schorowanych, nieco mniej zamożnych i służyć im tym, co w życiu najważniejsze - życzliwością i sercem.
W mojej pamięci pozostał zwyczaj, który przez dziesięciolecia panował w domu Babci. Otóż, na każdą Wigilię zapraszani byli samotni, także ci znani Babci wyłącznie z widzenia - np. z kościoła. Wiele samotnych osób zaprzyjaźniło się z Babcią najserdeczniej i byli jej gośćmi do końca, nie tylko podczas Wigilii. Ale byli także goście jednorazowi. Za każdym razem, gdy na Wigilii pojawiał się ktoś nowy, Babcia wyciągała przepiękny biały obrus, nowy gość podpisywał się na nim dużymi, wyraźnymi literami, obok nazwiska pisał datę, a Babcia, w czasie gdy wszyscy śpiewali kolędy, brała koszyczek z kolorowymi nićmi, zakładała okulary, naparstek i pięknie pociągała nitką po autografie. Ten obrus to swojego rodzaju rodzinna księga pamiątkowa.
Dlaczego o tym opowiadam? Byśmy w panującym zagonieniu nie zapominali o samotnych, smutnych i opuszczonych. Zaprośmy ich do wigilijnego stołu, niech w ten wieczór w żadnym oku nie pojawia się łza smutku, w żadnym sercu nie zagości gorycz. Podzielmy się rodzinnym ciepłem, okażmy serce, wiedząc że Nowonarodzony jest w tym dniu szczególnie w nich.

Kulisy zakłócenia Mszy św. w Świdnicy. Zatrzymani złożyli wyjaśnienia

2019-09-17 08:33

wpolityce.pl

Grupa osób zakłóciła Mszę świętą w katedrze pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Świdnicy, mieli ze sobą kolorową flagę. Niektórzy świadkowie mówią wprost, że była to tęczowa flaga ruchu LGBT. Portal wPolityce.pl dowiedział się, jak wyglądało całe wydarzenie.

Bożena Sztajner/Niedziela

Okazuje się, że do zdarzenia doszło około godz. 8:50. Do Kościoła wtargnęły cztery osoby. Był to 24-letni mężczyzna oraz trzy kobiety w wieku: 49 lat, 41 lat oraz 26 lat.

Osoby te po wejściu do Kościoła znajdowały się w przedsionku katedry i zaczęły krzyczeć. W tej chwili ustalamy, jakie tam dokładnie słowa tam padły, ale świadkowie co do jednego są pewni – padły tam słowa: Bóg, Honor, Ojczyzna. Ponadto mężczyzna miał wyciągnąć kolorową flagę, niektórzy świadkowie mówili wprost, że to była tęczowa flaga. Tą flagą miał wymachiwać. W tym czasie do tych ludzi, którzy zakłócali Mszę, parafianie podeszli i podjęli działania, aby te osoby opuściły Kościół. Doszło tam do jakiegoś zamieszania. Między innymi nieustalona osoba, która interweniowała, wyrwała kolorową czy tęczową flagę 24-latkowi i wybiegła z nią z Kościoła

— relacjonował przebieg sytuacji w rozmowie z portalem wPolityce.pl prok. Marek Rusin z Prokuratury Rejonowej w Świdnicy.

Na miejsce przyjechała policja, i zatrzymała wspomniane cztery osoby. Nie udało się jednak zabezpieczyć kolorowej flagi. Na komendzie zatrzymanych zbadał lekarz. 26-latka została zwolniona z powodu swojego stanu zdrowia, ale odpowiedzialności nie uniknie.

Z „wolnej stopy” policjanci przedstawili jej jeszcze wczoraj zarzut, że 15 września 2019 roku wspólnie z trzema ustalonymi osobami przeszkadzała w publicznym wykonywaniu aktu religijnego w Kościele w ten sposób, że zakłócała nabożeństwo poprzez wznoszenie okrzyków. Przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Kobieta złożyła wyjaśnienia. Są jednak spore wątpliwości, czy jest to osoba zdrowa, dlatego został powołany biegły psychiatra, aby ją przebadać

— powiedział prok. Rusin.

Okazuje się, że osoby, które zakłóciły Mszę, spożywały wcześniej alkohol.

Wczoraj te osoby zostały zbadane na obecność alkoholu. Mężczyzna miał 2,4 promila alkoholu, natomiast dwie z tych kobiet nie były w stanie chuchnąć

— mówił prok. Rusin.

Dziś podobny zarzut jak 26-latka usłyszały pozostałe trzy osoby, uczestniczące w całym zdarzeniu.

Mężczyzna przyznał się do tego czynu. Nie mieszka w Świdnicy, przyjechał dzień wcześniej i spożywał razem z kobietami alkohol. Byli mocno nietrzeźwi. Wyjaśnił, że nad ranem doszedł do wniosku, że pójdzie się do Kościoła pomodlić. Zabrał ze sobą tę flagę i chciał ją wywiesić w Kościele. Dwie pozostałe osoby częściowo się przyznają – poszły do Kościoła się pomodlić, natomiast w kwestii krzyków zasłaniają się niepamięcią. Przyznały się wyrażając żal, przepraszają

— relacjonował całą sytuację prok. Rusin. Prokurator wobec tych osób zastosował dozór policji, mają się zgłaszać na policję w swoich miejscach zamieszkania dwa razy w tygodniu.

Prokurator na pytanie, czy zatrzymane osoby utożsamiają się z ruchem LGBT, odpowiedział:

Wszystko na to wskazuje, że po prostu najpierw spożywali alkohol, a później mężczyzna wziął tę flagę do Kościoła, żeby ją rozwiesić. Po co ją przywiózł do Świdnicy – nie potrafi tego wytłumaczyć. Nie utożsamiają się z żadnym ruchem. Zasłaniają się wypitym alkoholem, jest im wstyd – takie wyjaśnienia złożyły te osoby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

V. Messori: Kościół to nie firma, nie upadnie. Chrystus go nie opuści!

2019-09-18 17:03

vatcannews / Rzym (KAI)

„Wielu katolików jest zaniepokojonych, a nawet zrozpaczonych. Jako człowiek wierzący, chciałbym przypomnieć, że Kościół to nie firma, międzynarodowa korporacja czy państwo. A zatem nie może upaść” – powiedział Vittorio Messori. Czołowy katolicki apologeta, współtwórca książkowych wywiadów z kard. Ratzingerem, odniósł się do kryzysu we współczesnym Kościele.

Tama66/pixabay.com

Przyznał on, że powodów do zmartwień nie brakuje. Niepokój budzą na przykład niejasności związane z Synodem Biskupów o Amazonii. Szerzy się zamęt, ludzie są zdezorientowani. Messori przypomina jednak, że Kościół należy do Chrystusa, który kieruje nim z mądrością. „Myślę, że na koniec Ojciec zainterweniuje. Bóg przekracza nasze ograniczone możliwości postrzegania” – dodał włoski pisarz w wywiadzie dla portalu La Fede Quotidiana.

Niepokoi go natomiast narastający w Kościele konformizm. „Mówi się, że żyjemy w Kościele miłosierdzia, otwartego dialogu i szczerości, a zarazem wielu kardynałów i biskupów boi się podzielić swymi obawami”. Messori wspomina, że kiedy on sam postanowił się kiedyś podzielić swymi wątpliwościami na łamach dziennika Corriere della Sera, spotkały go za to obelgi i ostry atak ze strony niektórych katolickich mediów. Powstał nawet komitet, który domagał się, aby ten mediolański dziennik zerwał z nim współpracę. „Jestem zatem zaniepokojony, ale nie zrozpaczony. Chrystus nie opuści swego Kościoła” – dodaje na zakończenie włoski pisarz i apologeta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem