Reklama

Lekarz ma ratować nie zabijać!

Niedziela Ogólnopolska 29/2002

KS. PAWEŁ BEJGER: - Panie Profesorze, swego czasu głośno było o Panu w mediach. Nie zawsze Pana osoba była przedstawiana w sposób prawdziwy, rzetelny. W pomówieniach i osądach dominowała jak zawsze "Gazeta Wyborcza" czy "Trybuna". Artykuły zamieszczane w gazetach naruszyły Pana dobra osobiste, opinię o Panu jako lekarzu i człowieku. Dziś wiemy także, że nie pełni Pan już funkcji krajowego konsultanta w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Dlaczego tak się stało?
PROF. BOGDAN CHAZAN: - Nowy minister zdrowia, który objął resort jesienią ub.r., prawie natychmiast odsunął mnie z tego stanowiska, na które zostałem powołany w 1997 r., tłumacząc to brakiem zaufania. Mogę tylko przypuszczać, że sięga to swymi korzeniami znacznie głębiej. Po odwołaniu mnie z funkcji krajowego konsultanta zawieszona też została działalność Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny, którego jestem członkiem. Na początku kwietnia tego roku zawieszono mnie w wykonywaniu funkcji kierownika Kliniki Położnictwa i Ginekologii. Zarzuty, które mi postawiono, nijak się miały do dobrej opinii pacjentek o Klinice, jej poziomu mierzonego obiektywnymi wskaźnikami.
- Przybliżmy Czytelnikom "Niedzieli" funkcję i zadania, jakie Pan spełniał przez ok. 4 lata, będąc krajowym konsultantem w dziedzinie ginekologii i położnictwa.
B.Ch.: - Możemy powiedzieć, że krajowy konsultant jest to człowiek, którego powołuje minister, aby w danej dziedzinie medycyny służył pomocą, doradzał, formułował opinie, odpowiadał na różnego rodzaju kwestie. Do ubiegłego roku byłem zatem osobą, która odpowiadała w Polsce za funkcjonowanie specjalności położnictwa i ginekologii. Uważam, że swoje zadania wypełniałem dobrze. Zmniejszył się odsetek wcześniactwa, mniej było zgonów matek. Powstał też nowy program specjalizacji dla młodych lekarzy. Jak widać, nie wszystkim się to podobało.
- Nie pasował Pan do ludzi ministra Mariusza Łapińskiego?
B.Ch.: - Zdecydowanie. Zawsze mówiłem publicznie to, co myślę. Działałem na rzecz zdrowia kobiet także na forum międzynarodowym, w Światowej Organizacji Zdrowia. Nie mogłem jednak zgodzić się na to, by życie i zdrowie dziecka, także nienarodzonego, nie było brane pod uwagę. Uważałem i uważam nadal, że metody naturalnego planowania rodziny powinno się upowszechniać, ponieważ są tanie, dostępne, a także skuteczne. Niektóre środowiska liberalne, feministyczne z pomocą mediów przedstawiały moje poglądy bardzo tendencyjnie. Byłem przygotowany na to, że człowiek z takimi poglądami na pewno nie znajdzie poparcia w oczach nowego ministra. I tak się stało.
- Wokół spraw dotyczących obrony ludzkiego życia, także tego poczętego, toczy się burzliwa walka. Środowiska liberalne, feministyczne krzyczą wręcz o swoje prawa, które pozwalałyby na legalizację aborcji. Czy zatem życie dziecka nienarodzonego w naszej ojczyźnie jest zagrożone?
B.Ch.: - I to bardzo poważnie zagrożone. Ten stopień zagrożenia jest zróżnicowany. Gdybyśmy porównali sytuację w Polsce z innymi krajami, to można powiedzieć, że sytuacja u nas jest o wiele lepsza. Na zachodzie Europy dzieci z rozpoznanymi wewnątrzmacicznie zaburzeniami rozwojowymi na ogół nie dożywają chwili narodzin, są zabijane. W Polsce również się to zdarza. Obecnie funkcjonująca ustawa o ochronie życia poczętego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży określa pewne sytuacje, w których jest to prawnie dopuszczalne. Ale wśród personelu medycznego jest większa świadomość, że zarodek i płód to formy życia ludzkiego.
- Czy są takie ośrodki, tacy ludzie, którzy głośno wołają o zmianę ustawy antyaborcyjnej?
B.Ch.: - Z pewnością tak. Odnoszę wrażenie, że to wszystko, co działo się w Łomży, wokół postawy pana ordynatora Poppe, to są, powiedziałbym, takie harce na przedpolu, badanie, jak ludzie się zachowają. Najpierw sprawdzenie terenu, postaw ludzi, potem wprowadzenie aborcji na życzenie. Czyni się tak, aby móc później powiedzieć, że ludzie sami o tym zdecydowali. Do tego jeszcze dojdą hasła o demokracji, tolerancji, prawach kobiet.
- Panie Profesorze, a gdyby Pan był na miejscu Pana Ordynatora, postąpiłby Pan tak samo?
B.Ch.: - To trudno powiedzieć. Chciałbym tak samo postąpić. Tu Pan Ordynator miał sytuację bardzo trudną. Łomża jest miastem, gdzie wszyscy się znają, i jego postawa była z pewnością szeroko komentowana, znalazł się na świeczniku. Pojawiły się grupy, które tak jak media potępiały jego decyzję, i byli inni. Aby wygrać w tej walce, trzeba było ogromnej determinacji i odwagi. Podziwiam Pana Ordynatora za jego niezłomną postawę i życzyłbym wszystkim kolegom takiej odwagi i determinacji w rozwiązywaniu trudnych spraw, których w naszym zawodzie nie brakuje.
- Sprawa łomżyńska była dyskutowana wśród Pańskich kolegów. Jakie opinie pojawiały się najczęściej?
B.Ch.: - Rozmawialiśmy o tym na licznych spotkaniach, odprawach. Niepokojące było, że całą sprawę nagłośniono jednostronnie, wybiórczo. Nawiązałem wtedy kontakt z Panem Ordynatorem, który uświadomił mi, że jest inaczej, że w artykułach prasowych zafałszowano prawdę. Dzisiaj, po kilku tygodniach od tamtego wydarzenia, chyba każdy wie, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.
DR LESZEK POPPE: - Myślę, że cała ta sprawa dotyczy nie tylko jednej osoby czy jednej rodziny, nie jest sprawą, którą można zamknąć tylko w granicach Łomży, która stała się pewnym ośrodkiem doświadczalnym. Za nim stoją potężne stowarzyszenia, partie, które za wszelką cenę chcą pokazać, że chore dziecko nie ma prawa żyć, że trzeba je wyeliminować.
- Opinia społeczna często kształtowana jest przez ośrodki medialne. Wiemy doskonale, jaką rolę odegrały media w tzw. sprawie łomżyńskiej, w Pańskiej sprawie,
Panie Profesorze. Czy mamy jakąś szansę, by zaczęła zwyciężać prawda?
B.Ch.: - Media to czwarta władza, ale nie władza zwycięża - zwycięża prawda. Dostało mi się rzeczywiście od mediów, i to porządnie. Przedstawiano niektóre sprawy niezgodnie z rzeczywistością, tendencyjnie formułowano wnioski, a co gorsza - nie przyjmowano do wiadomości wyjaśnień, pism, telefonów. Szczerze mówiąc, byłem naiwny, sądząc, że prasa teraz już mówi prawdę, że prasa kłamała tylko w czasach realnego socjalizmu. Od tamtych czasów niewiele się zmieniło.
L.P.: - Zauważcie Państwo: na pierwszej rozprawie było wielu dziennikarzy, na drugiej prawie wcale, a i ci, którzy byli, nie podali informacji. Niech ludzie żyją oskarżeniami z poprzedniej rozprawy.
- Przejdźmy do innego tematu, który coraz częściej pojawia się w naszym życiu: brak poszanowania daru płodności przez młodych ludzi.
B.Ch.: - Prawdą jest, że młodzi ludzie nie szanują swojej płodności i nie dbają o nią. W Polsce z roku na rok zwiększa się liczba małżeństw, które w pewnym momencie swego życia stwierdzają, że nie mogą mieć dziecka. Młodzi muszą pamiętać, że płodność nie jest dana człowiekowi raz na zawsze. Człowiek powinien o nią dbać. Życie niezgodne z zasadami Dekalogu, zasadami moralnymi, prawem naturalnym może na zawsze pozbawić szansy na rodzicielstwo. Chcę jeszcze w tym miejscu powiedzieć, że odkładanie macierzyństwa na późniejsze lata jest nierozsądne. Zajście w ciążę w późniejszym czasie, po kilku latach trwania małżeństwa, jest trudniejsze. Dziwna to postawa, kiedy planuje się najpierw dom, kupno samochodu, piękny ogród, a na koniec dziecko. Ostrzegam, może być za późno.
- Problem późnego macierzyństwa nie jest tylko winą samych małżonków. Spotykam się z głosami kobiet, które mówią wprost, że aby otrzymać pracę, muszą podpisać zaświadczenie, że w najbliższym czasie nie zdecydują się na macierzyństwo.
L.P.: - Spotykam się z taką praktyką. Nie mówię tu o Łomży. Zachowanie pewnych, powiedziałbym, biznesmenów względem macierzyństwa jest przerażające. Nie liczy się człowiek, rodzina, liczy się dochód, ekonomia. Niepokoi fakt, że takie praktyki pojawiają się coraz częściej. Dziwi tylko zachowanie feministek, które akurat w tej sprawie nie czynią nic.
- Wyobraźmy sobie taką sytuację: rodzice dowiadują się, że ich dziecko urodzi się z jakąś wadą, chorobą...
B.Ch.: - To jest cały etap reakcji psychologicznych. Najpierw jest niedowierzanie, później bunt, dopiero po upływie dłuższego czasu następuje przyjęcie takiej wiadomości i jej spokojne analizowanie. Rodzice muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej; muszą podjąć decyzję. Bardzo ważna jest tu pomoc najbliższych, przyjaciół, personelu medycznego. Właśnie w takiej chwili tych ludzi nie można zostawić samym sobie. Wtedy konieczny jest dialog. Proszę wierzyć, oni muszą poczuć, że ktoś się nimi interesuje, że chce pomóc, chce ich dobra i dobra ich chorego dziecka.
- Czy nie byłoby dobrze, gdyby w naszej ojczyźnie powołany został katolicki uniwersytet medyczny?
B.Ch.: - Wydział lekarski na takim, katolickim uniwersytecie jest bardzo potrzebny. Do realizacji tego celu droga jednak daleka i trudna. Obyśmy jak najprędzej doczekali się najpierw takiej decyzji, a potem inauguracji roku akademickiego.
- Co sądzicie Panowie, czy będzie w Polsce wprowadzona eutanazja?
B.Ch.: - W najbliższej przyszłości na pewno nie.
L.P.: - Mam nadzieję, że świat lekarski będzie temu przeciwny. Nikt nie ma prawa odebrać choremu nadziei. Nie wyobrażam sobie, aby lekarz mógł przyczynić się do śmierci pacjenta.
- Serdecznie dziękuję za rozmowę. Pozostańmy także w nadziei, że w naszej ojczyźnie będzie większe zrozumienie dla poczętego życia.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wielki misjonarz

Był współzałożycielem Towarzystwa Jezusowego (Zakonu Ojców Jezuitów) wraz ze św. Piotrem Faberem i św. Ignacym Loyolą. Nazywany jest niezłomnym misjonarzem i apostołem Dalekiego Wschodu.

Święty Franciszek Ksawery studiował teologię w Paryżu. Po uzyskaniu tytułu magistra przez jakiś czas wykładał w Collége Dormans-Beauvais. To tutaj poznał św. Piotra Fabera (1526 r.), a kilka lat później (1529 r.) spotkał się ze św. Ignacym Loyolą. Razem postanowili założyć nową rodzinę zakonną. 15 sierpnia 1534 r. na wzgórzu Montmartre w kaplicy Męczenników trzej przyjaciele oraz czterej inni towarzysze złożyli śluby zakonne, poprzedzone ćwiczeniami duchowymi pod kierunkiem św. Ignacego. Następnie udali się do Rzymu, gdzie Franciszek otrzymał święcenia kapłańskie 24 czerwca 1537 r. Po święceniach w latach 1537-38 apostołował w Bolonii.

CZYTAJ DALEJ

Prof. M. Melnyk: Zrozumieć Papieża. Rytuały, symbole, gesty…

2022-12-03 08:00

[ TEMATY ]

Ukraina

Franciszek

wojna na Ukrainie

Grzegorz Gałązka

„Papieskie słowa i obrzędy związane z wojną rosyjsko-ukraińską są nierozłączne. Papież często więcej komunikuje przez obrzęd, gest i symbole religijne niżeli przez tekst werbalny. Papież wojnę przeżywa w sakralnej przestrzeni znaków i symboli. Papieskie myśli można «widzieć» na kilku poziomach komunikacyjnych” – pisze prof. Marek Melnyk w artykule pt. „Zrozumieć Papieża. Rytuały, symbole, gesty…”.

Teolog i religioznawca, zajmujący się historią Kościoła greckokatolickiego i dialogiem polsko-ukraińskim z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, zaznacza: „Gdybyśmy wyraźnie oddzielili papieskie słowa i symbole, przez które mówi o wojnie na ziemi ukraińskiej, to jego przekaz zawiera wyraźne potępienie wojny jako uobecnienie zła w zbawionym świecie. Papież nieustannie przypomina, że zło jest a nie powinno być. Papież jest zrozumiały bez słów. Jego komunikat wykracza poza to, co można zwerbalizować, uchwycić pojęciami, wypowiedzieć, napisać. Papież chce być zrozumiany przez mowę gestu, symbolu, misterium”.

CZYTAJ DALEJ

Każdy jest ważny i potrzebny. 75 lat Karty END

2022-12-03 19:09

Marzena Cyfert

Eucharystia w kościele św. Antoniego na Karłowicach

Eucharystia w kościele św. Antoniego na Karłowicach

Małżonkowie zrzeszeni w ruchu duchowości małżeńskiej Equipes Notre-Dame, jak również wszyscy chętni, przybyli dzisiaj do parafii św. Antoniego we Wrocławiu, by świętować 75-lecie Karty Equipes.

Ruch Equipes Notre-Dame to największy na świecie katolicki ruch duchowości małżeńskiej. Jego celem jest pomaganie małżonkom w drodze do świętości. Formacja w ruchu to konkretne sposoby pomagające we wzrastaniu w małżeństwie oraz w miłości do Boga i bliźniego. Początki ruchu sięgają czasów przed wojną, kiedy to kilka małżeństw zwróciło się do ks. Henry`ego Caffarela z prośbą o pomoc w rozwoju i wspólnym dążeniu do świętości. To był początek ruchu Equipes Notre-Dame. 8 grudnia 1947 r. została proklamowana Karta Equipes uznana za akt założycielski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję