Reklama

Anioł Pański

Franciszek: Maryja uczy nas przeżywania Adwentu

Maryja podtrzymuje nas w naszej wędrówce do Bożego Narodzenia, ponieważ uczy nas jak przeżywać obecny okres Adwentu w oczekiwaniu na Pana - powiedział papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym południową modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie.
Drodzy bracia i siostry! Druga niedziela Adwentu przypada w dniu uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i nasze spojrzenie pociąga piękno Matki Jezusa, naszej Matki! Z wielką radością Kościół kontempluje „pełną łaski” (Łk 1,28), tak jak Bóg na nią spojrzał od pierwszej chwili w swoim planie miłości. Maryja podtrzymuje nas w naszej wędrówce do Bożego Narodzenia, ponieważ uczy nas jak przeżywać obecny okres Adwentu w oczekiwaniu na Pana.

Ewangelia św. Łukasza przedstawia nam dziewczynę z Nazaretu, małej miejscowości w Galilei, na peryferiach imperium rzymskiego, a także na peryferiach Izraela. Mimo to na nią skierowało się spojrzenie Pana, który ją wybrał, aby stała się Matką Jego Syna. W perspektywie tego macierzyństwa, Maryja została zachowana od grzechu pierworodnego, to znaczy tego zerwania jedności z Bogiem, z innymi i ze stworzeniem, które rani głęboko każdego człowieka. Ale ta rana została uprzednio uzdrowiona w Matce Tego, który przyszedł, aby wyzwolić nas z niewoli grzechu. Niepokalana jest wpisana w Boży plan; jest owocem miłości Boga, zbawiającego świat.

A Matka Boża nigdy nie oddaliła się od tej miłości: całe Jej życie, cała Jej istota jest „tak” powiedzianym Bogu. Ale z pewnością nie było to dla niej łatwe! Gdy anioł nazwał Ją „łaski pełna” (Łk 1,28), Ona „zmieszała się bardzo”, gdyż w swej pokorze czuła się przed Bogiem niczym. Anioł Ją pocieszył: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” (w. 30). Kiedy zwiastowanie jeszcze bardziej ją poruszyło, także ponieważ nie była jeszcze żoną Józefa, to Anioł dodał: „Duch Święty zstąpi na Ciebie. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (w. 35). Maryja słuchała, była wewnętrznie posłuszna i odpowiedziała: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa” (w. 38 ).

Reklama

Tajemnica tej dziewczyny z Nazaretu, która jest w sercu Boga, nie jest nam obca. Bo Bóg rzeczywiście kieruje swoje spojrzenie miłości na każdego mężczyznę i kobietę! Apostoł Paweł mówi, że Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani” (Ef 1,4). Również od zawsze zostaliśmy wybrani przez Boga, aby żyć życiem świętym, wolnym od grzechu. Jest to plan miłości, który ponawia za każdym razem, kiedy do Niego się zbliżamy, zwłaszcza w sakramentach.

Tak więc w tym święcie, kontemplując naszą Niepokalaną Matkę, rozpoznajemy również nasze najprawdziwsze przeznaczenie, nasze najgłębsze powołanie: być kochanym , być przekształconym przez miłość. Spójrzmy na Nią i pozwólmy, by Ona na nas spoglądała, abyśmy nauczyli się być bardziej pokornymi, a także odważniejszymi w pójściu za Słowem Bożym, aby przyjąć serdeczne objęcia jej Syna Jezusa; objęcia, które dają nam życie, nadzieję i pokój.

2013-12-08 13:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek u św. Marty: bycie chrześcijaninem to przyjęcie drogi Jezusa aż po krzyż

2020-02-20 12:12

[ TEMATY ]

Franciszek

Catholic News Service/facebook.com

Chrześcijanin to człowiek, który przyjmuje drogę przebytą przez Jezusa dla naszego zbawienia - to znaczy drogę upokorzenia – powiedział papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii (Mk 8,27-33) zawierającego wyznanie Piotra, że Jezus jest mesjaszem i zapowiedź męki. Zachęcił do konsekwentnego życia wiarą, aby nie używać chrześcijaństwa do robienia kariery.

Franciszek zauważył, że Ewangelia uczy nas etapów, które przebyli już apostołowie, prowadzących do poznania Jezusa. Zaznaczył, że są to: poznać, wyznać oraz zaakceptować drogę jaką Bóg dla Niego wybrał.

Papież podkreślił, że poznanie Jezusa dokonuje się poprzez lekturę Ewangelii, katechezę, uczestniczymy we Mszy św. Następnym etapem jest wyznawanie Jezusa, czego nie możemy uczynić o własnych siłach.

„Możemy wyznawać Jezusa jedynie mocą Boga, mocą Ducha Świętego. «Nikt (...) nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus» (1 Kor 12, 3) – mówi św. Paweł. Nie możemy wyznać Jezusa bez Ducha, dlatego wspólnota chrześcijańska musi zawsze poszukiwać siły Ducha Świętego, aby wyznać Jezusa, powiedzieć, że On jest Bogiem, że jest Synem Bożym” – powiedział Ojciec Święty.

Następnie Franciszek przypomniał, że Pan Jezus nauczał apostołów, iż musi „wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie”.

„Wyznanie Jezusa oznacza wyznanie Jego śmierci, Jego zmartwychwstania a nie jedynie : «Ty jesteś Bogiem» i by na tym poprzestać. «Dla nas przyszedłeś i dla mnie umarłeś. Zmartwychwstałeś. Ty nam dajesz życie. Obiecałeś Ducha Świętego, by nas prowadził». Wyznanie Jezusa oznacza akceptację drogi, którą dla niego wybrał Ojciec: drogi upokorzenia. Paweł, pisząc do Filipian, mówi, że Bóg posłał swego Syna, który «uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej» (Flp 2, 8). Jeśli nie zaakceptujemy drogi Jezusa, drogi upokorzenia, którą obrał On dla odkupienia, to nie tylko nie jesteśmy chrześcijanami: zasłużymy na to, co Jezus powiedział Piotrowi: «Zejdź Mi z oczu, szatanie!»” – stwierdził papież.

Ojciec Święty zauważył, że szatan dobrze wie, iż Jezus jest Synem Bożym, ale Jezus odrzuca jego wyznanie, tak jak odsuwa od siebie Piotra, który odrzuca drogę obraną przez Jezusa. „Wyznanie Jezusa to akceptacja drogi pokory i upokorzenia. A kiedy Kościół nie idzie tą drogą, błądzi, staje się światowy” – zaznaczył Franciszek.

„A kiedy widzimy wielu dobrych chrześcijan, mających dobrą wolę, ale mylących religię ze społeczną koncepcją dobroci, przyjaźni, kiedy widzimy wielu duchownych, którzy mówią, że idą za Jezusem, ale dążą do zaszczytów, życia w luksusie, dróg światowości, to nie szukają Jezusa: szukają siebie. Nie są chrześcijanami; mówią, że są chrześcijanami, ale z imienia, ponieważ nie akceptują drogi Jezusa, drogi upokorzenia. A kiedy czytamy w historii Kościoła o wielu biskupach, którzy tak żyli, a także wielu zeświecczałych papieżach, którzy nie znali drogi upokorzenia, jej nie zaakceptowali, to musimy się nauczyć, że to nie jest ta droga” – powiedział papież.

Na zakończenie swego rozważania Ojciec Święty zachęcił, by prosić o łaskę konsekwencji chrześcijańskiej, by „nie używać chrześcijaństwa do robienia kariery, o łaskę pójścia za Jezusem na Jego sposób, aż po upokorzenie".

CZYTAJ DALEJ

Depresja - choroba naszych czasów

Niedziela Ogólnopolska 48/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

depresja

stock.adobe.com

Kiedy kończy się zły nastrój, a zaczyna się choroba? Z prof. Łukaszem Święcickim – kierownikiem II Kliniki Psychiatrycznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – rozmawia Mateusz Wyrwich

MATEUSZ WYRWICH: – Późna jesień, krótki dzień – czujemy się zmęczeni. Powiadamy: prześpię się i jakoś to przejdzie. Mamy jednak kłopoty ze snem. Tymczasem za zaburzeniami snu może się kryć depresja. Kolokwialnie i „po domowemu” – deprecha. Wielu ją bagatelizuje, tymczasem depresja to groźna choroba...

PROF. ŁUKASZ ŚWIĘCICKI: – Bardzo groźna. Chociażby dlatego, że 10-25 proc. osób chorych na depresję popełnia samobójstwo. Przy czym rozpoznaje się 20-30 proc. depresji.

Bywa, że niektórzy chorzy potrafią żyć z depresją przez 10 lat, a pewnego dnia, zmęczeni chorobą, odbierają sobie życie.
Nadto nie ulega wątpliwości, że u chorych na depresję częściej występują takie choroby, jak: cukrzyca, nadciśnienie, choroba niedokrwienna serca czy nowotwory. Można więc powiedzieć, że depresja jest dziś jedną z najgroźniejszych chorób. Ale jest chorobą uleczalną, a im wcześniej zacznie się ją leczyć, tym większa jest szansa wyleczenia. Jeśli natomiast proces depresyjny trwa bardzo długo, to pojawia się wiele wtórnych okoliczności podtrzymujących chorobę i potem bardzo trudno jest to kłębowisko problemów rozwikłać.

– Istnieje jednak przekonanie społeczne – ale też pogląd niektórych medyków – że depresja nie jest niczym innym niż rodzajem większego czy bardziej patologicznego smutku...

– Absolutnie się z tym nie zgadzam i walczę z takim przekonaniem. Depresja zawsze była groźna. W polskim piśmiennictwie wspomina się o niej już w XV wieku. Wprawdzie wzmianki o tej chorobie nie pojawiają się jeszcze w pismach medycznych, lecz już całkiem jednoznacznie w piśmiennictwie o charakterze religijnym. W swoim poemacie ks. Jędrzej Gałka nazywa ją: tszczyca. Czytamy więc: „Chcem-li tszczyce zabyć,/A pokoja nabyć,/ Musimy się modlić”. Tszczyca to inaczej tęsknica. Owa tęsknica to bolesna pustka, obojętność. W depresji jest to główny motyw nastrojowy. Tęsknota nie wiadomo za czym. Poczucie niewypełnienia wewnętrznego.

– Jest jesień, niewiele słońca, które doładowuje nasz organizm. Czy o tej porze roku mamy większą skłonność do zapadania na depresję?

– Przeprowadziliśmy z moją asystentką – dr Moniką Dominiak badania, które jasno pokazują korelację między pogodą a zachorowalnością. Zestawiliśmy przyjęcia pacjentów do naszego instytutu z powodu depresji z ostatnich 10 lat z danymi Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na temat światła słonecznego. I co się okazało? Że zależność jest ewidentna. Im mniej słońca, tym większa zachorowalność. Przy czym – co ciekawe – ta zależność jest modyfikowana płcią.

– No właśnie, badania wykazały też, że depresja jest 3-4 razy częściej rozpoznawana u kobiet niż u mężczyzn, ci zaś 6 razy częściej popełniają samobójstwa. Dlaczego?

– Mężczyzna przychodzi do lekarza z reguły po to, by powiedzieć, że... nic mu nie jest. Słyszy się, że mężczyźni to histerycy, bo jak dostają kataru, to wzywają karetkę pogotowia. Tymczasem fakty są takie, że im mężczyzna jest ciężej chory, tym bardziej nadrabia miną. Przychodzi do lekarza i mówi: „No, nie jest ze mną tak źle”. Jedna z moich współpracownic pisze pracę doktorską na temat depresji u mężczyzn. Jesteśmy przekonani, że taka postawa bierze się zazwyczaj z fałszywego stereotypu męskości. W ubiegłym roku w Polsce samobójstwa popełniło ok. 700 kobiet i ok. 4,9 tys. mężczyzn. Ta szokująca różnica wynika w dużym stopniu właśnie z ukrywania przez mężczyzn swojego problemu. Tymczasem kobiety o wiele chętniej zgłaszają się do lekarza, który się nimi zajmuje.

– Pokutują jeszcze w narodzie opinie, że depresja to kara, klątwa?

– To nonsens. Depresja nie różni się w swej istocie od innych chorób. Jest to choroba częściowo biologiczna, ale do jej powstania przyczyniają się też czynniki zewnętrzne. Od początku do końca jest to jednak choroba. Równie dobrze można by myśleć, że grypa jest karą za grzechy, bo ktoś np. palił papierosy na dworze, a palenie papierosów jest grzechem – zaziębił się, no i zachorował na grypę. Jest w tym logika? Jest w tym sens? Ano, jest, ale jakoś nie słyszałem, żeby ludzie tak mówili. A powinni, bo przecież człowiek sam się wystawił na niebezpieczeństwo zachorowania. Tymczasem jest to nonsens. Co, oczywiście, nie znaczy, że nieład moralny nie sprzyja zachorowaniu na depresję. Niewątpliwie sprzyja. Jeśli człowiek jest ze sobą wewnętrznie skłócony – nie żyje w jakiejś wewnętrznej harmonii, to oczywiście, choroba łatwo w niego „wejdzie”.

– Kiedy powinny nas zaniepokoić nasze zniechęcenie, zmęczenie? Co wskazuje na to, że być może są to początki depresji?

– Takim wskaźnikiem są przede wszystkim zaburzenia snu – jeśli ktoś długotrwale i bez specjalnego powodu nie może spać. Przykładowo: wieczorem nie możemy się doczekać, żeby się położyć. Kładziemy się i nawet szybko zasypiamy, ale budzimy się po dwóch, trzech godzinach, spoceni, wylęknieni, z szybko bijącym sercem. I często z bardzo przykrymi myślami. Druga rzecz, bardzo ważna, to właśnie przykre myśli. Jeśli złapiemy się na tym, że mamy bardzo nierealistyczną ocenę tego, co nas otacza, to jest to już jakiś dzwonek ostrzegawczy. W rzeczywistości bowiem wszystko nam idzie dobrze. Otaczający nas ludzie mają pozytywną o nas opinię, ale my mamy wrażenie, że wszystko robimy źle. To też jest sygnał, że coś z nami nie tak. Wtedy na pewno powinno się pójść do psychiatry. Każdy moment jest bardzo groźny, najgroźniejszy jest jednak ten, kiedy ni stąd, ni zowąd przyjdzie człowiekowi do głowy: a może powinienem popełnić samobójstwo? Wtedy następnego dnia trzeba koniecznie pójść do psychiatry. Nie ma bowiem takiej możliwości, by zdrowy człowiek miał takie myśli.

– Ale przecież do dziś wizyta u psychiatry czy nawet u psychologa to wstydliwa sprawa, swego rodzaju stygmatyzacja. Wprawdzie w ciągu minionego ćwierćwiecza nastąpiła duża zmiana w podejściu do tego problemu, jednak wciąż nie jest to wystarczające.

– Niedawno miałem pacjenta z powiatowego miasta, nauczyciela. Leczył się u mnie na depresję i zabrakło mu leków. Poszedł do psychiatry w swoim miasteczku tylko po receptę. Zaraz po wizycie zadzwonił do mnie i powiedział: „Panie profesorze, stała się straszna rzecz! Kiedy byłem w poczekalni, widział mnie ojciec jednego z uczniów”. Powiedziałem mu, że przecież to nic takiego. Następnego dnia dowiedziałem się, że... popełnił samobójstwo. Wciąż ma miejsce duża stygmatyzacja psychiatryczna i jest tak silna, że ludzie wykształceni, mądrzy są gotowi odebrać sobie życie tylko dlatego, że ktoś ich widział u psychiatry.

CZYTAJ DALEJ

Papież w Bari: bądźmy gościnni, nie obawiajmy się brata w potrzebie

2020-02-23 10:20

[ TEMATY ]

uchodźcy

synod

biskupi

migranci

papież Franciszek

Bari

Morze Śródziemne

źródło: vaticannews.va

Morze Śródziemne jest strategicznym regionem, którego równowaga odbija się także na innych częściach świata. Stąd, jako chrześcijanie, musimy być niestrudzonymi budowniczymi pokoju. Papież Franciszek mówił o tym w Bari na zakończenie spotkania „Morze Śródziemne, granicą pokoju”, w którym uczestniczyli biskupi z 20 krajów.

Ojciec Święty podkreślił, że „retoryka starcia cywilizacji służy jedynie usprawiedliwieniu przemocy i podsycaniu nienawiści”. Wezwał też do otwartości na migrantów i ich pełnej godności integracji. Nie da się tego zrobić wznosząc mury czy rozbudzając strach.

Papieskie przemówienie stanowiło swoiste podsumowanie pięciodniowych obrad, w centrum których stała kwestia pokoju, migracji oraz przyszłości Kościoła i społeczeństw w regionie śródziemnomorskim. Franciszek wskazał, że w Bari został zainicjowany proces słuchania i wzajemnej konfrontacji, który może przyczynić się do budowania pokoju w tym kluczowym regionie świata. Przypomniał, że nad Morzem Śródziemnym ukształtowała się nasza cywilizacja, jako wynik spotkania różnych narodów, co stanowi zobowiązanie dla dzisiejszych społeczeństw do budowania większej bliskości. Papież wskazał, że znaczenie tego regionu z biegiem wieków nie zmalało, ale wprost przeciwnie w czasach globalizacji nabrało jeszcze większego znaczenia. „Region śródziemnomorski to skrzyżowanie ważnych interesów i wydarzeń z punktu widzenia społecznego, politycznego, religijnego i gospodarczego. Morze Śródziemne pozostaje obszarem strategicznym, którego równowaga wywiera swój wpływ także na inne części świata” – wskazał.

Franciszek podkreślił, że przekazywanie wiary musi wykorzystywać dziedzictwo, które przechowuje region Morza Śródziemnego. „Głoszenie Ewangelii nie może być oddzielone od zaangażowania na rzecz dobra wspólnego” – mówił Franciszek zachęcając do bycia niestrudzonymi budowniczymi pokoju

„Dziś obszar śródziemnomorski jest zagrożony wieloma ogniskami niestabilności i wojen, zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w różnych państwach Afryki Północnej, a także między różnymi grupami etnicznymi, jak również religijnymi i wyznaniowymi. Nie możemy zapominać o wciąż nierozwiązanym konflikcie między Izraelczykami a Palestyńczykami, który grozi niesprawiedliwymi rozwiązaniami, a zatem zapowiadającymi nowe kryzysy – mówił Papież. – Wojna, która przeznacza zasoby na zakup broni zamiast na wsparcie dla rodzin, zdrowie i edukację, jest „nonsensem”, zgodnie z powiedzeniem św. Jana XXIII. To prawdziwe szaleństwo, ponieważ szaleństwem jest niszczenie domów, mostów, fabryk, szpitali, zabijanie ludzi i niszczenie zasobów, zamiast budować relacje międzyludzkie i gospodarcze. To obłęd, z którym nie możemy się pogodzić: wojny nigdy nie można uważać za coś normalnego, ani zaakceptować jako nieuniknionego sposobu uregulowania rozbieżności i sprzecznych interesów. Ostatecznym celem każdego społeczeństwa pozostaje pokój, do tego stopnia, że «nie ma żadnej alternatywy dla pokoju».“

Franciszek wskazał, że niezbędnym warunkiem budowania pokoju, który Kościół i wszelkie instytucje cywilne muszą zawsze uważać za priorytet, jest sprawiedliwość.

„Jest ona deptana tam, gdzie nie są brane pod uwagę potrzeby ludzi i gdzie niesprawiedliwe interesy gospodarcze przeważają nad prawami jednostek i wspólnoty. Sprawiedliwość jest również utrudniona przez kulturę odrzucenia, która traktuje ludzi tak, jakby byli rzeczami, a także generuje i powiększa nierówności, tak że nad brzegami tego samego morza żyją społeczeństwa obfitości oraz inne, w których wielu walczy o przetrwanie – mówił Ojciec Święty. – Do przezwyciężenia tej kultury zdecydowanie przyczyniają się niezliczone dzieła miłosierdzia, edukacyjne i formacyjne prowadzone przez wspólnoty chrześcijańskie. Za każdym razem, gdy diecezje, parafie, stowarzyszenia, wolontariusze czy poszczególne osoby starają się wspierać tych, którzy są opuszczeni lub potrzebują pomocy, Ewangelia zyskuje nową siłę przyciągania.“

Papież wskazał, że w dążeniu do dobra wspólnego - które jest innym imieniem pokoju - należy przyjąć kryterium wskazane przez La Pirę: kierujcie się „oczekiwaniami ludzi ubogich”.

Pytał: „na co zda się społeczeństwo osiągające coraz to nowe rezultaty technologiczne, ale stające się mniej solidarne wobec potrzebujących?”. I odpowiadał: „Wraz z głoszeniem Ewangelii przekazujemy logikę, dla której nie ma ostatnich, i dążymy do tego, aby Kościół, poprzez coraz bardziej aktywne zaangażowanie, był znakiem uprzywilejowanej troski wobec maluczkich i ubogich”.

Ojciec Święty wskazał, że wśród tych, którym w regionie Morza Śródziemnego jest najtrudniej są osoby uciekające przed wojnami lub opuszczające swą ojczyznę w poszukiwaniu życia godnego człowieka.

Ich liczba powiększyła się ze względu na narastanie konfliktów i dramatyczne zmiany klimatyczne. Jednocześnie upowszechniło się wobec ich losu poczucie obojętności, a nawet odrzucenia. Przywołuje to postawę piętnowaną w wielu przypowieściach ewangelicznych, o tych, którzy zamykają się w swoim bogactwie i niezależności, nie zauważając tych, którzy czy to słowami czy też po prostu swoim stanem ubóstwa wołają o pomoc. „Coraz powszechniejsze staje się poczucie strachu, który prowadzi do wzmocnienia obrony przed tym, co instrumentalnie przedstawia się jako inwazję” – przestrzegał Papież.

„Retoryka starcia cywilizacji służy jedynie usprawiedliwieniu przemocy i podsycaniu nienawiści. Niedomagania lub słabość polityki są źródłem radykalizmów i terroryzmu. Wspólnota międzynarodowa poprzestała na interwencjach militarnych, podczas gdy powinna budować instytucje gwarantujące równe szanse i miejsca, w których obywatele mogliby przejąć odpowiedzialność za dobro wspólne – mówił Papież. I zachęcał: - Bracia, podnieśmy głos, aby prosić rządy o ochronę mniejszości i wolności religijnej. Prześladowania, których ofiarami są przede wszystkim, ale nie tylko, wspólnoty chrześcijańskie są raną, która rozdziera nasze serce i nie może pozostawiać nas obojętnymi.“

Papież podkreślił, że nie można pogodzić się z tym, że ci, którzy szukają nadziei drogą morską, umierają bez otrzymania pomocy lub, że ci, którzy przybywają z daleka, stają się ofiarami wykorzystywania seksualnego, są niedostatecznie wynagradzani lub wykorzystywani przez mafię.

„Gościnność i godna integracja to etapy niełatwego procesu; nie do pomyślenia jest jednak, by można mu było stawić czoło poprzez wznoszenie murów” – zauważył Franciszek. Podkreślił, że konieczne jest wypracowanie teologii gościnności i dialogu, która zreinterpretowałaby i zaproponowała na nowo nauczanie biblijne. Wskazał, że zbyt często miały miejsce konflikty oparte na wypaczonym przekonaniu, że przeciwstawiając się tym, którzy nie podzielają naszego przekonania, bronimy Boga. „W istocie ekstremizmy i fundamentalizmy zaprzeczają godności człowieka i jego wolności religijnej, powodując upadek moralny i pobudzając do antagonistycznej koncepcji relacji międzyludzkich. Z tego też powodu pilnie potrzebne jest ożywione spotkanie różnych religii, powodowane szczerym szacunkiem i pragnieniem pokoju” – zauważył Ojciec Święty. Jako dobre narzędzie na tej drodze wskazał „Dokument o ludzkim braterstwie”. „Ci, którzy wspólnie ubrudzili sobie ręce, by budować pokój i praktykować gościnność, nie będą już mogli zwalczać się z powodu wiary, ale pójdą drogami konfrontacji pełnej szacunku, wzajemnej solidarności i dążenia do jedności” – podkreślił Franciszek.

Na zakończenie swego przemówienia do biskupów z regionu śródziemnomorskiego Papież stwierdził, że stoją przed nimi ważne wyzwania: odbudowanie zerwanych więzi, podźwignięcie miast zniszczonych przez przemoc, sprawienie, aby rozkwitł na nowo ogród tam, gdzie dziś są ziemie jałowe, zaszczepienie nadziei tym, którzy ją utracili i zachęcenie tych, którzy zamknęli się w sobie, by nie bali się brata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję