Reklama

Wierność po Słowacku

14 września Jan Paweł II beatyfikował w Bratysławie dwoje męczenników Kościoła katolickiego na Słowacji. Biskup greckokatolicki Vasyl Hopko i s. Zdenka Schelingova zostali w latach stalinowskich aresztowani, skazani na długoletnie wyroki i zmarli wskutek wycieńczenia. Polacy wciąż mało wiedzą o skali represji wobec Kościoła za naszą południową granicą. Była ona nieporównywalna nawet z polskimi doświadczeniami z epoki Bieruta.

Niedziela Ogólnopolska 39/2003

S. Cecylia (Zdenka) Schelingova
Bp Vasyl Hopko

Represje

Po zdobyciu władzy w Czechosłowacji - w lutym 1948 r. komunistyczna StB (Statni Bezpecznost) rozpoczęła program niszczenia Kościoła katolickiego w tym kraju. Specjalna sekcja politbiura KPCz, tzw. kościelna szóstka, przygotowywała plan represji, uznający katolików za jednych z najgroźniejszych przeciwników reżimu. Na Słowacji walka ta ułatwiona była z racji specyficznych wojennych doświadczeń tego kraju. W latach 1939-45 na czele uzależnionego od Hitlera państwa słowackiego stanął katolicki ks. Jozef Tiso. Po wojnie komuniści ukuli specjalną nazwę na określenie państwa ks. Tiso: „farska republika” (republika proboszczów). Wojenne poparcie dużej części duchowieństwa na rzecz państwa Tiso wykorzystano do skompromitowania całego Kościoła.
Zaczęło się od oskarżeń o kolaborację - aresztowania obejmowały coraz liczniejszych księży. Do aresztu trafił biskup spiski Jan Vojtassak - czołowa postać słowackiego Kościoła. „Piątą kolumną” władz, rozbijającą Kościół od wewnątrz, stał się ruch „postępowych” księży - „Pacem in Terris”.
W nocy z 12 na 13 kwietnia 1950 r. w ramach akcji „P” przeprowadzonej na terenie całej CSRS rozwiązano na Słowacji wszystkie zakony. Zakonników i zakonnice zwożono do wyznaczonych wcześniej „klasztorów koncentracyjnych”, gdzie trzymano ich pod ścisłym nadzorem bezpieki. Najgorszy jednak los szykowano obrządkowi greckokatolickiemu. Jak zwykle, wzory przychodziły z Moskwy.
W lutym 1946 r. NKWD zwołało do Lwowa synod ukraińskich grekokatolików, gdzie przy pomocy części zastraszonych hierarchów ogłoszono przyłączenie ukraińskich grekokatolików do zwasalizowanej Cerkwi prawosławnej.
Na wzór Moskwy - władze czechosłowackie zaplanowały podobną inscenizację na synodzie w Preszowie 28 kwietnia 1950 r. Całą operację zmontowało StB w porozumieniu z egzarchą Jelewferijem - głową Kościoła prawosławnego w CSRS - podległym w pełni Moskwie. W chwili próby odważny protest wobec likwidacji Kościoła greckokatolickiego złożyli dwaj greckokatoliccy biskupi - bp Pavolo Gojdicz (beatyfikowany w czasie poprzedniej wizyty Jana Pawła II na Słowacji wraz z unickim redemptorystą Dominikiem Trczką) oraz beatyfikowany obecnie bp Vasyl Hopko. Ich heroiczne non possumus skazało ich na długie lata prześladowań, tortur i więzienia.

Młot na komunistów

Vasyl Hopko, urodzony w 1904 r. w biednej wsi Hrabske k. słowackiego Preszowa, stracił ojca od rażenia piorunem, gdy miał rok życia. Gdy miał cztery lata, jego matka zostawiła go u zaprzyjaźnionej rodziny i sama wyjechała „na saksy” do Ameryki. Mimo greckokatolickiego wyznania - Hopko dostał się do ewangelickiego gimnazjum w Preszowie, słynącego z wysokiego poziomu nauczania. Po ukończeniu z wyróżnieniem gimnazjum młody Hopko postanowił zostać duchownym. Chciał dołączyć do matki za oceanem i uzyskał nawet zgodę bp. Vasilija Takacha na wyjazd po święceniach do amerykańskiego Pittsburgha, gdzie była duża diaspora rusińska.
Plany te zburzył ciąg chorób, zakończonych paroma operacjami. Swoje ciężkie doświadczenia uznał za znak, że powinien zostać w kraju, i w 1929 r. został wyświęcony na księdza. Administrator apostolski Preszowa - bp Pavolo Gojdicz wysłał go na parafię greckokatolicką do stołecznej Pragi.
Na przełomie lat 20. i 30. do Pragi przybyło sporo greckokatolickich Słowaków i Rusinów. Bogata Praga przyciągała bezrobotnych z najbiedniejszych rejonów republiki.
Młody proboszcz praskiej parafii św. Klimenta szybko stał się głośny. Zasłynął jako kapłan niezwykle skuteczny w przeciwdziałaniu komunistycznej agitacji. Biedni przybysze ze Słowacji i Zakarpacia w czasach wielkiego kryzysu byli naturalnym obiektem zainteresowań komunistów.
W uznaniu swoich sukcesów Hopko otrzymuje tytuł prałata honorowego. Uzyskuje też stopień doktora na Wydziale Teologii Uniwersytetu Karola i błyszczy jako wykładowca greckokatolickiego Seminarium w Preszowie.
Skuteczna kontrpropaganda greckokatolickiego prałata zwróciła uwagę słowackich komunistów. Oświecony i nowoczesny kler greckokatolicki był dla nich zagrożeniem w walce o rząd dusz w najbiedniejszych rejonach Słowacji. Nienawiść i pamięć o skuteczności Hopki wyjdzie na jaw po wojnie.
Po powstaniu państwa słowackiego w 1939 r. zaczynają się pierwsze kłopoty. Ideologia panslowakizmu niechętnie znosi przywiązanie rusińskich grekokatolików do swojego języka. Pojawiają się naciski na rzecz słowakizacji grekokatolików. Rośnie nacisk na krytycznego wobec rządów ks. Tiso bp. Pavola Gojdicza i uważanego za jego prawą rękę - ks. prał. Hopko. Ten ostatni zmuszony zostaje do porzucenia wykładów w preszowskim Seminarium.
Gdy minęła wojna, Hopko natychmiast zaczął organizować życie intelektualne grekokatolików i okazał talent medialny. W 1946 r. założył czasopismo Błagowiestnik, które szybko obrosło licznymi publikacjami i klubem książki.
Na wniosek bp. Gojdicza ks. prał. Hopko zostaje jego biskupem pomocniczym. Jednak na Słowację szybko docierają wieści o likwidacji Kościoła unickiego na sąsiedniej Ukrainie. Sowieci obawiają się, że granicząca z Ukrainą Słowacja może stać się punktem oparcia dla ukraińskich grekokatolików. Moskwa instruuje czechosłowacką bezpiekę, jak skopiować synod lwowski. Na sfingowanym synodzie w Preszowie bp Gojdicz i jego biskup pomocniczy Hopko odrzucają bezprawny przymus połączenia się z prawosławiem. Na 350 obecnych kapłanów wyparcia się swego Kościoła odmawia 253 księży. Natychmiast następują masowe aresztowania. Bp Gojdicz zostanie skazany w sfingowanym procesie na dożywocie. Mimo zwolnienia - umrze wskutek wycieńczenia w 1960 r.
Podobny los spotyka także bp. Hopko. W trakcie śledztwa śledczy powtarzają mu do znudzenia, że w razie przejścia na prawosławie zostanie natychmiast zwolniony.
Konwersja na prawosławie Gojdicza lub Hopki miała służyć do złamania oporu wiernych. Ani jeden, ani drugi nie zdradzili Rzymu.
W centralnej katowni stalinowskiej Czechosłowacji - w więzieniu w Ruzinie - Hopko katowany jest w celu złożenia spreparowanych zeznań na potrzeby procesu pokazowego. W izolowanej ciemnej celi Biskup traci poczucie czasu. Jest karmiony chlebem i wodą. Skatowane stopy odmawiają posłuszeństwa. W końcu władze tracą nadzieję na jego konwersję i przeprowadzają parodię sądu. Wyrok za „działalność wywrotową” i za „wrogie wobec republiki kontakty z obcymi państwami” (chodzi o Stolicę Apostolską - przyp. P. S.) wynosi 15 lat więzienia.
W ramach szykan bp Hopko przerzucany jest z więzienia do więzienia. W sumie „zwiedził” 21 zakładów karnych, na czele z tymi o najbardziej ciężkim rygorze. „Przeszedłem przez chwile, których nie życzyłbym najgorszemu wrogowi. Tym niemniej uznaję moje więzienne dni, moje upokorzenia za wielką naukę. W więzieniu nauczyłem się, jak służyć braciom w potrzebie” - napisze potem w swoich wspomnieniach. Więzienny reżim niszczy zdrowie Biskupa. Władze więzienne odmawiają mu opieki lekarskiej.
Dopiero w 1964 r. na skutek ostrzeżeń więziennego lekarza, że Biskup może umrzeć w więzieniu, władze zgadzają się wypuścić go „za dobre sprawowanie”. Ale mimo zwolnienia nie może on decydować o swoich losach. Zostaje skierowany do nadzorowanego przez StB „domu koncentracyjnego” w Osieku na Morawach, gdzie przebywa już 160 sióstr z rozwiązanych zakonów.
Gdy w 1968 r. w wyniku politycznej liberalizacji Praskiej Wiosny Kościół greckokatolicki zostaje znów zalegalizowany, bp Hopko opuszcza Osiek i wraca do pracy nad odtworzeniem eparchii (diecezji) greckokatolickiej w Preszowie, uznanej oficjalnie przez władze 13 czerwca 1968 r.
Po sądowej rehabilitacji wydawało się oczywiste, że bp Hopko wróci na biskupi tron. Tak się jednak nie stało. Krótki moment odwilży nie został wykorzystany do ponownego obsadzenia biskupstwa.
Dwa miesiące potem Czechosłowację zajmują czołgi sowieckie. Nowa ekipa Husaka wraca do polityki „przykręcania śruby” wobec Kościoła.
Ostatnie siedem lat życia bp Hopki to okres powolnego wygasania życia kapłana, którego zdrowie zrujnowano w okrutnym śledztwie i nieludzkich więzieniach. Pielęgnowany przez siostry w Preszowie, powtarza, że szykuje się do powrotu do domu. Dopiero po pewnym czasie siostry pojmują, że Biskup mówi o niebieskim domu Ojca.
Umiera 23 czerwca 1976 r. jako sumienie słowackich grekokatolików.

Reklama

Skromna siostra z Bratysławy

Na tle brutalnej walki z Kościołem w latach stalinowskich los s. Zdenki Schelingovej może jawić się jako jedna tylko z wielu tragedii. Jednak to właśnie ta skromna siostra zakonna, pracująca w państwowym szpitalu, została wyniesiona decyzją Stolicy Apostolskiej wraz z bp. Hopko do beatyfikacji.
Zdenka Schelingova urodziła się w 1916 r. we wsi Kriwa na słowackiej Orawie. Urodzona jako 10. dziecko w ubogiej rodzinie chłopa - wybrała życie zakonne w Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia Świętego Krzyża. W styczniu 1943 r. przyjęła zakonne imię Cecylia, rozpoczynając pracę w szpitalach. Od początku lat 50. pracuje na wydziale rentgenologicznym szpitala w Bratysławie.
W tym czasie do szpitala trafiają na obserwację także osoby więzione w areszcie śledczym bezpieki.
Zimą 1952 r. s. Zdenka spotyka w szpitalu księdza katolickiego, którego przywieziono z katowni bratysławskiej bezpieki. Siostra pomaga księdzu w ucieczce. Bezpieka wpada na jego trop, ale zastawia pułapkę. Zaczyna się droga Siostry do aresztowania, bestialskiego śledztwa i więzienia.
Kim był uratowany kapłan? Biskup spiski Francisek Tronda spotkał go jako młody ksiądz w latach 60. Relacjonuje: „Po ucieczce ze szpitala ksiądz został aresztowany ponownie i po strasznych przeżyciach w więzieniach wyszedł na wolność dopiero na początku lat 60. Świadomość, że z jego powodu Siostra została potem aresztowana, męczyła jego sumienie. Na jego prośbę jego nazwiska władze kościelne nie ujawniły do dziś”.
Pułapka bezpieki wygląda następująco: Do szpitala trafia grupa 6 kapłanów, których czeka dalsze śledztwo. Siostra w porozumieniu z dozorcą więziennym układa plan ich ucieczki. Nie jest on całkiem irracjonalny. Wielu kapłanom udaje się wtedy uciec do Austrii. W grupie organizującej akcję jest jednak donosiciel - szofer, który podejmuje się wywieźć ze szpitala uciekinierów.
29 lutego 1952 r. rano pielęgniarki ostrzegają s. Zdenkę, że agenci bezpieki obstawili szpitalną kaplicę, czekając aż Siostra przyjdzie na codzienną modlitwę. Według relacji zebranej przez historyka Antona Habovstiaka, s. Cecylia świadomie wybrała swój los. „Przyszła i na mnie kolej. Już do nich idę” - mówi koleżankom i chwilę potem zostaje aresztowana.
Następują miesiące bestialskich przesłuchań. Wpierw śledczy chcą wydobyć informacje o jakiejś wielkiej organizacji podziemnej, która miała organizować przerzuty księży. Potem zmuszają Siostrę do podpisania sfingowanych zeznań na potrzeby pokazowego procesu.
W 1974 r. wydawane w Rzymie kościelne pismo Hlasy z Rima zamieszcza anonimową relację przyjaciółki Siostry, której w czasie jednego z więziennych widzeń Siostra opowiedziała szczegóły śledztwa. „Kiedy odmówiłam podpisania nieprawdziwych zeznań, zaprowadzono mnie do piwnicy z wielką kadzią. Mój śledczy trzymał mi głowę pod wodą aż się dusiłam. Gdy puścił mnie i zapytał o potwierdzenie zeznań - pokręciłam tylko głową na znak sprzeciwu. Wtedy znów wcisnął mnie pod wodę i robił tak z dziesięć razy. Gdy w końcu omdlałam, wrzucono mnie do celi bez okien...”.
Zmieniający się kolejno śledczy stosowali wobec Siostry tzw. młynek, co w żargonie czechosłowackich bezpieczniaków oznaczało przesłuchania non stop, dzień i noc, bez możliwości choćby chwili snu. W pustej, izolowanej celi, pozbawionej światła, Siostra spała na gołym betonie.
S. Zdenka opowiadała, że w izolatce nie wiedziała, czy jest dzień, czy noc. Zatraciła rachubę czasu. W końcu - podobnie jak w wypadku bp. Hopki - bezpieka zrezygnowała z prób zdobycia podpisu. Po miesiącach kaźni przeniesiono s. Zdenkę do lepszej celi. Współwiężniarki pocieszały ją, że teraz będzie lepiej odżywiana, by nie ujawnić swym wyglądem tortur na pokazowej rozprawie.
W czerwcu 1952 r. w wielkim procesie o planowanie ucieczki księży obok Siostry sądzono także jej dwie wspólniczki: Katarinę Lukavicovą oraz Marię Sandtnerovą. Rozprawę nagłośniono w prasie jako przykład spisku kleru przeciw socjalistycznemu państwu.
17 czerwca 1952 r. s. Zdenkę skazano na 12 lat więzienia, Lukavicovą - na 11 lat, a Sandnerovą - na 7 lat. Dla niepoznaki na pozorowany wyrok 10 miesięcy skazano prowokatora bezpieki - wspomnianego już szofera Jozefa Jurana.
Co charakterystyczne dla istoty systemu - po procesie skazaną na więzienie i udręczoną Siostrę obciążono dodatkowo sumą 4710 koron tytułem kosztów sądowych. Zakonnica zmuszona była pisać podanie do sądu o umorzenie opłaty z racji nieposiadania żadnego osobistego majątku.
Po śledztwie Siostra nie odzyskała już zdrowia. W więzieniu zaczęła gasnąć w oczach. Zbierane przy procesie beatyfikacyjnym relacje współwięźniów poświadczają, że w imię wiary wyzbyła się nienawiści wobec swoich prześladowców. W pamiętniku, jaki zdołano wydobyć z więzienia, pisała: „Nie bójmy się cierpieć. Bóg daje nam zawsze dokładnie tyle odwagi, co cierpienia. A kiedy skończy się cierpienie, pojawi się łaska. (...) Bóg jest jak słońce. Nie zastraszy mnie ani wiatr, ani gęste chmury. To tylko krótka chwila przed momentem, gdy zza chmur wyłoni się moje ukochane słoneczko”.
Kiedy wycieńczonemu organizmowi zaczęła zagrażać śmierć - 16 kwietnia 1955 r. władze wypuściły Siostrę na wolność. Trzy miesiące później - 31 lipca 1955 r. s. Zdenka zmarła. Jej ostatnim przywilejem był pogrzeb w sukni zakonnej.

* * *

Wierny unii z Rzymem Biskup i skromna Siostra, próbująca ratować uwięzionych księży - to tylko dwa życiorysy potwornej fali represji, które dotknęły słowacki Kościół w latach stalinowskich. W odróżnieniu od Polski - w Czechosłowacji brutalne represje trwały aż do połowy lat 60. Co więcej, przykład bp. Hopki i s. Schelingovej pokazuje, że więzienia komunistyczne miały charakter eksterminacyjny. Warunki wyroków skazywały duchownych na śmierć z wycieńczenia, której termin zależał jedynie od siły organizmu skazanych.
Dziś Kościół słowacki sięga po przykład dwojga Męczenników, aby oddać hołd niezłomnym i przypomnieć, jaką cenę za wiarę jeszcze przecież całkiem niedawno płacili ludzie Kościoła.
W opanowywanej dziś z wolna przez konsumeryzm Słowacji biskupi przypominają o cnocie wierności Kościołowi. Jak ostrzegają, wielu chrześcijan chce dziś na Słowacji wierzyć, że ma kontakt z Bogiem, ale uważają, że nie potrzebują do tego Kościoła. Przykład słowackich Męczenników pokazuje głębię wierności wobec Kościoła. Dziś Jan Paweł II wynosi ich na ołtarze.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wywieś flagę 14 kwietnia – Święto Chrztu Polski

2020-04-08 12:17

[ TEMATY ]

ojczyzna

flaga

Ks. Mieczysław Puzewicz

Akcja Katolicka w Polsce wraz z Fundacją "Słowo” zaprasza do Świętowania Chrztu Polski. Zachęca Rodaków do włączenia się w dniu 14 kwietnia 2020 w akcję „Wywieś flagę”.

- Wywieszanie w tym dniu flagi państwowej, nie tylko podkreśli wagę tego Święta w naszej Ojczyźnie, ale też w tym trudnym czasie pandemii koronawirusa, nie pozwoli zapomnieć o naszych chrześcijańskich korzeniach - przekonują organizatorzy akcji.

Przypominają, że rok temu, 9 kwietnia 2019 r. w Dzienniku Ustaw została ogłoszona ustawa „Święto Chrztu Polski”. Na mocy tej ustawy święto to, jest Świętem Państwowym obchodzonym w dniu 14 kwietnia. Na podstawie badań historycznych, data ta jest uznana jako dzień narodzin Państwa Polskiego z racji przyjęcia przez Mieszka I chrztu. Jest to jedna z najważniejszych dat w historii Polski, która rozpoczęła chrystianizację naszej Ojczyzny i dała początek naszej państwowości.

CZYTAJ DALEJ

Ameryka na wojnie z wirusem

2020-04-08 21:52

[ TEMATY ]

USA

pomoc

wojna

epidemia

Stany Zjednoczone

Ameryka

koronawirus

Mikołaj "Vonsky" Teperek, "Vonsky Channel"

Chicago

Gwałtownie rosnąca w Ameryce liczba zakażonych nowym chińskim koronawirusem SARS-CoV-2, która w chwili pisania tego artykułu wynosiła już ponad 400 tyś. osób, zmusza władze federalne oraz stanowe do podejmowania coraz dalej idących środków prewencyjnych mających ograniczyć skutki pandemii. Do tej pory w USA zmarło prawie 13 tyś. obywateli.

Prezydent Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu w USA stanu nadzwyczajnego, taki krok miał m.in. umożliwić przekazanie poszczególnym stanom dodatkowych miliardów dolarów na walkę z koronawirusem. Stany Zjednoczone postanowiły przeznaczyć na ten cel astronomiczne kwoty pieniędzy i tym samym, mówiąc kolokwialnie, utopić skutki pandemii w morzu gotówki. Jeszcze w połowie marca, na Kapitolu przyjęto pierwszą specustawę pomocową, którą następnie podpisał prezydent Trump. Przewidywała ona m.in. nieodpłatne wykonywanie testów na obecność koronawirusa oraz płatne urlopy dla chorych na Covid-19 pracowników, za które zapłaci rząd federalny. Sprawa była istotna, bowiem w Ameryce nie ma gwarancji płatnych urlopów zdrowotnych na poziomie federalnym – kwestie tą reguluje ustawodawstwo stanowe oraz indywidualne umowy na linii pracodawca-pracownik.

Zaraz po ogłoszeniu swojej decyzji o stanie nadzwyczajnym republikański prezydent zawierzył Stany Zjednoczone opiece Boga. „Jesteśmy krajem, który na przestrzeni swojej historii zawsze zwracał się do Boga po ochronę i siłę na trudne czasy” – stwierdził Trump, prosząc Amerykanów o modlitwę za ojczyznę.

Obniżka podatków?

W kolejnym kroku Biały Dom rozważał radykalną obniżkę podatków od wynagrodzeń pracowniczych, co miało odciążyć zwykłych amerykańskich pracowników oraz przedsiębiorców. Pomysł ten napotkał jednak na ponadpartyjny sprzeciw w Kongresie. Republikanie oraz demokraci byli zgodni co do tego, że jest to rozwiązanie niezwykle kosztowne dla skarbu państwa, a pomoc jaka za jego sprawą dotarłaby do Amerykanów byłaby zbyt wolna i niewystarczająco skuteczna. Na Kapitolu oszacowano te koszty na 90 miliardów dolarów miesięcznie, co w skali roku dałoby astronomiczną kwotę rzędu 1 biliona dolarów amerykańskich. Dziennik „The New York Times” przypomniał, że to więcej niż kwota, którą w 2008 roku rząd federalny USA przeznaczył na ratowanie sektora finansowego Wall Street oraz więcej niż zakładała specjalna ustawa pomocowa z 2009 roku mająca zminimalizować skutki ogromnej wówczas recesji gospodarczej.

Pozbawiony tych wpływów budżet Ameryki, mógłby mieć problem z wypłatą emerytur oraz świadczeń socjalnych dla najbiedniejszych obywateli. Obniżka podatków najbardziej odcisnęłaby się bowiem na funduszu ubezpieczeń społecznych, programach darmowej opieki medycznej medicare oraz medicaid dla osób ubogich oraz w podeszłym wieku i innych świadczeniach pomocowych dla najbiedniejszych.

Proponowana przez Biały Dom obniżka podatków zwiększyłaby wynagrodzenia średnio o 7,65 proc. jednak nie uwzględniałaby osób zarabiających głównie z napiwków oraz pracowników sezonowych, a to właśnie te grupy zawodowe bardzo mocno odczuwają negatywne skutki obecnej sytuacji. Zmniejszenie opodatkowania wynagrodzeń dotyczyłoby także wyłącznie osób zatrudnionych, bezrobotni nie skorzystaliby w żaden sposób z tej pomocy, a tych za oceanem niestety lawinowo przybywa.

Tylko w przeciągu dwóch tygodni pracę w USA straciło 10 milionów Amerykanów, realia okazały się więc dużo gorsze od i tak nieoptymistycznych prognoz. Po drugiej stronie Atlantyku w jeden zaledwie miesiąc bezrobocie wzrosło aż o 0,9 punktów procentowych z pułapu 3,5 proc. w lutym do 4,4 proc. w marcu. Co więcej, eksperci spodziewali się znacznie mniejszego wzrostu – zaledwie do poziomu 3,8 proc.

Jest pewne, że statystyka ta ulegnie radykalnemu pogorszeniu w kwietniu, kiedy spłynął nowe dane. Obecne pochodzą bowiem z połowy marca, czyli z okresu przed największą falą zwolnień spowodowanych pandemią chińskiego koronawirusa. Dziennik „The Wall Street Journal” sugeruje, że w najbliższym czasie z amerykańskiego rynku pracy znikną wszystkie miejsca pracy, które przez ostatnią dekadę wytworzyli przedsiębiorcy z USA. Za oceanem mówi się, że bezrobocie może tu wynieść nawet 25 proc., czyli podobnie jak w czasach Wielkiego Kryzysu z 1929 roku. Po kryzysie finansowym z lat 2008 – 2009 wzrosło ono do poziomu ok. 10 proc. co jak na realia amerykańskie było wynikiem tragicznym. Obecnie problemem nie jest już tylko sam fakt masowego zwalniania pracowników, ale nader wszystko dynamika tego procesu – ludzie tracą pracę de facto z dnia na dzień. Ponadto, obecny wśród amerykańskich konsumentów wysoki optymizm w okresie poprzedzającym kryzys spowodował, że nie są oni przygotowani na zbliżający się wielki krach.

Czeki dla każdego

Widząc brak aprobaty w Kongresie dla pomysłu daleko idącej obniżki podatków od wynagrodzeń pracowniczych, administracja Donalda Trumpa zaproponowała odmienną strategię polegającą na jednorazowym przekazaniu większości Amerykanom czeków finansowych. Chodzi o osoby zarabiające poniżej 75 tyś. dolarów rocznie.

Podatnicy otrzymają 1200 dolarów oraz po 500 dolarów na każde dziecko. Dla mocno wolnorynkowej Ameryki takie posunięcie jest czymś absolutnie ekstremalnym.

Zachodnioeuropejski model państwa opiekuńczego o wysokich i powszechnym zasiłkach socjalnych, jest bowiem przez ogromną część amerykańskiego społeczeństwa oraz tutejszej klasy politycznej uważany za rozwiązanie niezwykle szkodliwe. Niemniej, nie jest ono czymś nowym w amerykańskiej polityce. W trakcie kryzysu ekonomicznego z roku 2008 Kongres wprowadził podobny pakiet stymulujący gospodarkę. Wówczas na konta amerykańskich podatników wpłynęło średnio po 600 dolarów jednorazowego zasiłku, a całość tej pomocy w perspektywie kilku miesięcy wyniosła ok. 100 miliardów dolarów. Dzisiaj panuje przekonanie, że wpompowanie tak dużej sumy pieniędzy było dla amerykańskiej gospodarki bardzo istotnym środkiem minimalizującym druzgocące skutki załamania się rynków finansowych. Obecna skala pakietu pomocowego jest jednak bezprecedensowa w amerykańskiej historii. Specustawa pod koniec marca została przegłosowana przez Senat oraz Izbę Reprezentantów, a prezydent Trump podpisał ją 27 marca. Przewiduje ona wpompowanie w amerykańską gospodarkę astronomicznej kwoty 2,2 bilionów dolarów. Ojczyzna Wuja Sama w walce ze skutkami pandemii wytoczyła zatem najcięższe działa, z którymi nie mogą równać się żadne rozwiązania zaproponowane przez jakikolwiek inny kraj na świecie.

Oprócz bezpośrednich transferów pieniężnych, które trafią do kieszeni obywateli USA, ustawa przewiduje także ogromną pomoc dla biznesu.

Waszyngton przeznaczy 500 miliardów dol. dla branż, które znalazły się w kryzysie, a kolejnych 350 miliardów trafi do amerykańskich przedsiębiorców w formie specjalnych rządowych pożyczek dla małych firm. Mają one pokryć pensje pracowników przez 8 tygodni i zostaną umorzone w przypadku, gdy dana firma nie będzie w tym okresie przeprowadzać zwolnień. „Pomoże to firmom utrzymać swoich pracowników i pozwoli naszej gospodarce szybko przyspieszyć, gdy tylko pokonamy wirusa” – powiedział prezydent Donald Trump.

Steven Munchin, sekretarz skarbu USA oświadczył, że jego departament przygotuje regulacje, które umożliwią udzielanie tych kredytów przez praktycznie wszystkie banki ubezpieczone przez Federalną Korporację Gwarantowania Depozytów. Chodzi o to, by pożyczki szybko i w łatwy sposób trafiały bezpośrednio do przedsiębiorców. Munchin obiecał także, że cały proces będzie niezwykle prosty, a przyznanie kredytu i jego wypłacenie na konto przedsiębiorcy ma odbywać się jeszcze tego samego dnia.

„To będzie bardzo prosty system, dzięki któremu pieniądze trafią do kieszeni małych przedsiębiorców” – zapowiedział na konferencji prasowej w Białym Domu sekretarz Steven Munchin.

Wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego w połowie marca przez amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs wskazują, że 51 proc. małych przedsiębiorców w USA nie będzie wstanie przetrwać kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa dłużej niż 3 miesiące. Natomiast 96 proc. z nich już teraz przyznaje, że ich biznes ucierpiał w wyniku rozprzestrzeniania się choroby Covid-19 wywoływanej przez groźny patogen z Chin. Według danych amerykańskiej, federalnej agencji ds. małych przedsiębiorstw (SBA – przyp. red.) w całych Stanach Zjednoczonych istnieje prawie 31 milionów małych firm, które odpowiadają za zatrudnienie 47,3 proc. osób pracujących dla sektora prywatnego. Ustawa przewiduje również 250 mld. na pomoc bezrobotnym oraz 100 miliardów dolarów pomocy dla szpitali.

Demokratka Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów zapowiedziała utworzenie specjalnej, ponadpartyjnej komisji mającej monitorować działania Białego Domu względem pandemii koronawirusa oraz to, jak administracja prezydenta Trumpa rozdysponowuje przegłosowane w Kongresie 2,2 biliony dolarów. Na tą informację szybko zareagował Trump, który określił te próby mianem kolejnego polowania na czarownice. Podobnego zdania są republikańscy liderzy w Kongresie, którzy również widzą w tym próbę uprawiania polityki w sytuacji, gdy potrzeba ponadpartyjnej solidarności i współpracy.

To, co proponuje Nancy Pelosi to jest uprawianie polityki i partyjnych śledztw w dobie walki z pandemią. Nie! To nie czas na takie rozgrywki! Wszystkie ręce na pokład, wszyscy jesteśmy Amerykanami i zapominamy o różnicach, bo teraz czas na jedność narodową i walkę z wirusem – tak w skrócie można podsumować stanowisko przywództwa partii republikańskiej i samego prezydenta Donalda Trumpa. Pojawiają się głosy, że to będzie komisja całkowicie partyjna, służąca politycznym celom partii demokratycznej i mająca uderzyć w Trumpa przed wyborami prezydenckimi. Sam fakt tego, że będą w niej zasiadać również kongresmeni republikańscy nie zmieni tego faktu.

Testy to podstawa

Na mocny prezydenckiego dekretu zamknięto granicę z Kanadą, a wcześniej wstrzymano także ruch z Unii Europejskiej. Biały Dom swoją decyzję tłumaczył m.in. tym, że kraje UE nie wprowadziły na czas tak rygorystycznych środków prewencyjnych jak jego administracja. Chodzi m.in. o szybkie zamknięcie swoich granic dla przybyszów z Chin i innych punktów zapalnych.

Po drugiej stronie Atlantyku, na wywoływaną przez koronawirusa chorobę zmarło do tej pory 161 chorych. Realna liczba zainfekowanych jest jednak znacznie większa. Nie widać tego w statystykach z powodu braku możliwości przebadania wszystkich obywateli. W połowie marca władze stanu Ohio szacowały jednak, że chorzy mogą tam stanowić nawet 1 proc. społeczeństwa, czyli ok. 100 tyś. ludzi. Tamtejszy departament zdrowia zdecydował o wstrzymaniu lokalnych prawyborów partii demokratycznej. Pomimo pandemii odbyły się one jednak w wielu innych stanach, m.in. na Florydzie i w Arizonie. Obecnie w kuluarach waszyngtońskiej polityki coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu głosowania korespondencyjnego w zbliżających się jesiennych wyborach prezydenckich oraz parlamentarnych. Prezydent Donald Trump stwierdził jednak, że takie rozwiązanie może stwarzać niebezpieczeństwo nadużyć i oszustw wyborczych. Dodał także, że termin wyborów nie zostanie przesunięty z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa.

Administracja USA była oskarżana o zbyt małą liczbę przeprowadzanych testów oraz opóźnioną reakcję i początkowe bagatelizowanie problemu. Wynikało to jednak po części z faktu, że Amerykanie chcieli opracować własne, dokładniejsze sposoby wykrywania koronawirusa, niż te rekomendowane przez WHO i stosowane w Europie.

Początkowo prace nad testami przeprowadzały wyłącznie państwowe laboratoria należące do rządowej agencji CDC – Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, amerykańskiego odpowiednika sanepidu. W dodatku opracowane przez CDC testy okazały się wadliwe i agencja musiała wprowadzić do nich ulepszenia. Obecnie do akcji wkroczyły także prywatne laboratoria, co w czasie stanu nadzwyczajnego wymagało specjalnej zgody ze strony amerykańskiej Agencji Żywności i Leków.

Amerykańska służba zdrowia pod względem dostępności miejsc w szpitalach oraz liczby sprzętu medycznego, w szczególności kluczowych przy walce z koronawirusem respiratorów, jest dużo lepiej przygotowana do stawienia czoła trwającej pandemii, niż kraje Starego Kontynentu. Amerykański prezydent może powołać się na specjalne prawo z lat 50-tych dające mu prawo zmuszać prywatne firmy do przestawiania swojej produkcji na wytwarzanie np. respiratorów oraz innego kluczowego sprzętu. Obecnie taki krok nie jest konieczny, bowiem wielkie amerykańskie koncerny wyrażają chęć współpracy z rządem federalnym i już teraz rozpoczynają ich produkcję. Donald Trump planuje rozpocząć zakrojony na szeroką skalę eksport respiratorów do Europy, gdy tylko zaspokojone zostaną wewnętrzne potrzeby Stanów Zjednoczonych.

Działania lokalne i federalne

Działania prewencyjne podejmowane za oceanem nie są ujednolicone w skali całego kraju. Wszelkie restrykcje różnią się w zależności od konkretnego regionu. Władze stanowe oraz lokalne mają bowiem w tej kwestii dużą niezależność od rządu federalnego. Prezydent Donald Trump zaapelował o unikanie zgromadzeń większych niż 10 osób. Burmistrz Nowego Jorku, podobnie jak jego koledzy z wielu innych dużych miast, a także gubernatorowie rosnącej liczby stanów wydali decyzje o zamknięciu restauracji, barów, szkół, a często także teatrów, kin, kasyn i podobnych miejsc.

W wielu częściach kraju ograniczone zostało także świadczenie usług medycznych. Gubernator Florydy – republikanin Ron DeSantis – 19 marca wydał zakaz obsługiwania pacjentów, których przypadki nie są pilne. Restrykcje mają póki co obowiązywać do 8 maja. Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielami stanowej branży medycznej, wcześniej istniało jedynie takie zalecenie, do którego nie wszyscy od razu się zastosowali. „Możemy jedynie przyjmować pacjentów w nagłych wypadkach, takich jak ból zęba, dyskomfort, infekcja. Dozwolone są również zabiegi, które będą zapobiegać pogorszeniu się zdrowia pacjenta, czyli np. założenie korony na zęba, który nie boli, jednak opóźnienie leczenia spowoduje infekcje lub też jego utratę.” – mówi „Niedzieli” Renata Szyfner-Hurd, menadżerka dużego zakładu dentystycznego Dr. Ilya Freyman DMD w Longwood na Florydzie. W Ameryce całkowicie sparaliżowany jest także sport zawodowy. Wraz z nadejściem wiosny nie ruszyła tam ciesząca się ogromną popularnością liga bejsbolowa MLB. Wszystkie inne ligi również zostały zawieszone, w tym rozgrywki futbolu amerykańskiego – ulubionej dyscypliny po drugiej stronie Atlantyku.

Godzina policyjna?

Gubernator stanu New Jersey Philip D. Murphy nie wykluczył wprowadzenia godziny policyjnej. Na podobny krok zdecydowało się już należące do USA Portoryko. Jak podał konserwatywny dziennik „New York Post”, administracja Białego Domu zaprzeczyła jednak, jakoby rozważała wprowadzenie godziny policyjnej w całej Ameryce.

Pod koniec marca prasa za oceanem poinformowała, że Pentagon opracował tajny plan działania na wypadek, gdyby sprawy zaczęły przybierać tragiczny obrót. Jeżeli zagrożona będzie ciągłość władzy np. w skutek zarażenia się członków gabinetu Donalda Trumpa, kolejnych amerykańskich kongresmenów czy wiekowych przecież sędziów Sądu Najwyższego, wówczas władzę w kraju ma przejąć wojsko. Wprowadzenie przepisów tożsamych ze stanem wojennym rozważane jest także w sytuacji masowych zamieszek z użyciem przemocy wywołanych ogromną recesją, drastycznym wzrostem bezrobocia i problemami z zaopatrzeniem sklepów w niezbędne do życia produkty spożywcze.

Wiele sklepów m.in. w Nowym Jorku i Chicago, barykaduje swoje witryny w obawie przed włamywaczami oraz ewentualnymi zamieszkami. Ulice wielkich amerykańskich metropolii, na co dzień tętniących życiem, całkowicie opustoszały. Obrazki te coraz bardziej przywołują na myśl post-apokaliptyczną rzeczywistość znaną z filmów Hollywoodu. Ameryka wstrzymuje oddech i czeka.

Nowy Jork w potrzasku

Amerykańskim epicentrum koronawirusa jest miasto Nowy Jork, to tam sytuacja jest najtragiczniejsza.

W popularnym Central Parku zbudowano szpital polowy mający odciążyć te, które zajmują się pacjentami chorymi na Covid-19. Znajduje się tam 68 łóżek. Pentagon wysłał także do Nowego Jorku „Comfort” – statek szpitalny amerykańskiej marynarki wojennej. Na jego pokładzie pomoc medyczną uzyskują chorzy znajdujący się w pilnej sytuacji, która jednak nie jest związana z koronawirusem. Liczba łóżek na tym pływającym kolosie wynosi aż 1000. W szpital przekształcono także centrum kongresowe Javits Center tworząc dodatkowych 1000 łóżek oraz kompleks stadionowy USTA Billie Jean King National Tennis Center zapewniając kolejnych 350.

Burmistrz miasta Bill de Blasio powiedział, że Nowy Jork potrzebuje większej pomocy, by poradzić sobie z pandemią koronawirusa i zaapelował do Białego Domu o przysłanie dodatkowej pomocy medycznej, m.in. lekarzy wojskowych. Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego wysłała na pomoc Nowojorczykom 250 karetek pogotowia, 85 ciężarówek-chłodni, które będą służyć jako tymczasowej, polowe kostnice oraz 500 techników i ratowników medycznych. Z całego kraju do Nowego Jorku przybywa także inni pracownicy medyczni, lekarze oraz 2 tyś. pielęgniarek.

Sytuacja jest tak tragiczna, że władze Nowego Jorku szykują się do organizacji tymczasowych pochówków dla ofiar zmarłych na Covid-19. Ciała mają być chowane w masowych grobach, które powstaną na wyspie Hart Island należącej administracyjnie do nowojorskiej dzielnicy Bronx.

Pustki w sklepach

O historycznej skali kryzysu za oceanem świadczą puste półki w wielu amerykańskich sklepach. Dla kapitalistycznej Ameryki, na co dzień przepełnionej masą wszelakich, różnorodnych produktów, taka sytuacja to niezwykła rzadkość. Amerykanie w obawie o problemy z dostawami żywności i brak najpotrzebniejszych produktów tłumnie ruszyli do marketów, wykupując ogromne ilości asortymentu. Najszybciej zabrakło papieru toaletowego. Ogólnonarodowa histeria udzieliła się wielu ludziom do tego stopnia, że zaczął on znikać również z publicznych toalet np. na lotniskach. W drugiej kolejności Amerykanie zaopatrują się w produkty spożywcze o długiej dacie przydatności – makarony, mąki, mleko UHT czy konserwy. Pozostałych produktów spożywczych nie brakuje.

Braki towarów widać również w popularnej wśród nowojorskiej Polonii Biedronce, znajdującej się na Greenpoincie.

Są to dokładnie te same schematy zachowań, które obserwujemy w Polsce. Jak widać, wbrew niektórym opiniom, nie jest to skutek postkomunistycznej mentalności naszych rodaków, a typowe dla każdego społeczeństwa zachowanie w czasach kryzysu i zbiorowej paniki. Prezydent Donald J. Trump zaapelował do obywateli, by nie ulegali zakupowej histerii i nie szturmowali sklepów w celu wykupowania ogromnych ilości produktów. Powiedział także, że nie ma potrzeby gromadzenia zapasów, bo dostawy nie zostaną wstrzymane. Przedstawiciele sklepów detalicznych, o czym poinformował Trump, mieli go poprosić o zwrócenie się do Amerykanów, by ci odwiedzając markety kupowali po prostu mniej.

„Nie musicie aż tyle kupować. Spokojnie. Rozluźnijcie się.” – powiedział rodakom prezydent USA.

Do broni!

W czasach kryzysu Amerykanie mają także w zwyczaju masowo ruszać do sklepów sprzedających broń palną. Po drugiej stronie Atlantyku wielu ludzi upatruje w broni palnej środek gwarantujący bezpieczeństwo, szczególnie w sytuacji, gdy pomoc ze strony lokalnej policji czy biura szeryfa może nie nadejść na czas. Z całego kraju spływają filmiki i zdjęcia przestawiające opustoszałe sklepy oferujące wszelakiego rodzaju pistolety, karabinki i strzelby. W dużych ilościach wykupowana jest także amunicja. W większości stanów przepisy regulujące dostęp do broni są bardzo liberalne. Amerykanie uważają to za jedną ze swoich podstawowych konstytucyjnych wolności i lubią z niej korzystać.

„Pomimo wczesnych godzin popołudniowych, gdy normalnie zbyt wielu ludzi tu nie ma, kolejka była przeogromna. Ludzie kupują amunicję w ogromnych ilościach.” – mówi „Niedzieli” Sebastian Niegowski, polski dziennikarz z Florydy.

Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielem jednej z polskich firm produkujących broń m.in. na rynek amerykański, jeżeli kryzys potrwa dłużej, to w USA może zacząć brakować również popularnych karabinków z serii AK. Ich produkcja odbywa się głównie w krajach byłego Układu Warszawskiego.

„O ile my pracujemy, o tyle Bułgarzy i Rumuni zatrzymali swoje fabryki” – mówi „Niedzieli” nasz informator.

Jedzenie „na wynos”

Wiele firm z branży gastronomicznej niezależnie od rozporządzeń lokalnych władz wprowadza własne ograniczenia dotyczące dalszego świadczenia swoich usług. McDonald’s – jedna z najpopularniejszych amerykańskich sieci fast-food – zapowiedział zamknięcie wszystkich swoich restauracji w Stanach Zjednoczonych. Pozostawiona została jedynie opcja zamawiania jedzenia w okienkach samochodowych McDrive, „na wynos” oraz w dostawie przez UberEats, firmę obecną także na polskim rynku. Zwiększono także liczbę pojemników z żelami dezynfekującymi. Przedstawiciel innej popularnej sieci „Five Guys” poinformował o nowej polityce firmy – chorzy pracownicy proszeni są o pozostanie w domach, a w samych restauracjach zwiększono częstotliwość sprzątania i dezynfekcji. Wiele firm gastronomicznych ogranicza również swoje godziny otwarcia. Stołówki w nowojorskich szkołach publicznych, do których codziennie uczęszcza ok. 1,1 miliona uczniów, cały czas będą wydawały swoim podopiecznym posiłki na wynos.

Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych amerykańskich miastach i stanach, w których podjęto decyzję o zamknięciu szkół publicznych m.in. w Baltimore w stanie Maryland. Na terenie całego miasta działa tam już 10 punktów wydawania posiłków, a służby sanitarne dbają, by ich dystrybucja odbywała się bezpiecznie, bez generowania dużych skupisk ludzi. Z takiej formy żywienia oprócz uczniów poniżej 18. roku życia korzysta także wiele osób borykających się z różnymi formami niepełnosprawności.

Anthony Fauci, szef amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia oszacował, że upłynie przynajmniej kilka miesięcy, zanim życie w Stanach Zjednoczonych powróci do normy.

Wskaźniki poparcia dla Trumpa w początkowym stadium ataku chińskiego wirusa były korzystne, natomiast obecnie trend ten ulega pogorszeniu. Według badań, na które powołuje się telewizja CNN, 55 proc. Amerykanów uważa, że władze federalne wykonały „słabą robotę” i nie sprostały zadaniu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa.

Trwająca w USA kampania prezydencka sprawia, że pandemia koronawirusa będzie dla urzędującego prezydenta najważniejszym testem, który przesądzi o jego ewentualnej reelekcji.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję