Reklama

Nasze zadanie: obudzić śpiących

Z ks. prał. Jerzym Steckiewiczem rozmawiał ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 39/2003


Kaplica pw. Matki Bożej Fatimskiej. Tutaj odprawiane są Msze św.

Z ks. prał. Jerzym Steckiewiczem, wikariuszem biskupim w Kaliningradzie, rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś

Ks. Ireneusz Skubiś: - Jest Ksiądz wikariuszem biskupim dla okręgu kaliningradzkiego. Na początku lat 90. pod względem organizacji kościelnej była to pustynia. Co skłoniło Księdza Prałata do pracy na terenie obecnej Rosji?

Ks. prał. Jerzy Steckiewicz: - Zawsze myślałem o pracy na Wschodzie. Myślałem o Grodnie, z którego pochodzę. Pan Bóg sprawił, że znalazłem się w Kaliningradzie, i rzeczywiście zaczynałem niemalże od zera. Przede mną był tam przez kilka miesięcy ks. Anpras Gawronskas z Litwy. Dołączyłem do niego w czerwcu 1991 r. Zamieszkałem w hotelu, Msze św. odprawialiśmy przy kościele Świętej Rodziny i tak trwało to trzy lata. Powoli gromadziliśmy ludzi.

- Czy ci, którzy zaczęli przychodzić do Księdza jako duszpasterza, byli Polakami, czy także ludźmi innych narodowości?

- W większości mieli korzenie polskie. Jako pierwsi odnaleźli się ci, którzy mieli kontakt z Kościołem na swoich ziemiach rodzinnych - na terytorium obecnej zachodniej Białorusi, Wileńszczyzny czy Ukrainy. Dość często przychodzili również ludzie pochodzenia litewskiego. Byli to głównie ludzie starsi, odczuwający jeszcze potrzebę kontaktu z duszpasterzem. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że powinniśmy łączyć religijność z narodowością. Zaproponowaliśmy lekcje religii i lekcje języka polskiego dla dzieci - zachęcałem księdza litewskiego, żeby uczynił podobnie dla dzieci litewskich. Dziadkowie zaczęli więc przyprowadzać do nas swoje wnuki. Na pierwszą lekcję religii w listopadzie 1991 r. przyszło dwoje dzieci. Na następną już czworo, pięcioro - i tak to się zaczęło. Dzieci bardzo nam pomogły.
Później, gdy już mieliśmy kontenery, a w nich kaplicę, bibliotekę, centrum polonijne, centrum pomocy humanitarnej Caritas, a w pewnym momencie nawet kolegium teologiczne, przychodzące na lekcje religii dzieci zaczęły przyprowadzać swoich rodziców. Możemy więc powiedzieć, że dzięki dzieciom znalazło się u nas średnie pokolenie. W tej chwili bardzo często udzielamy sakramentu małżeństwa właśnie tym, którzy 11, 12 lat temu byli dziećmi. Są to już ludzie przygotowani do małżeństwa tak jak w Polsce, przez kursy, poradnictwo rodzinne itp.

- Czy wcześniej była tam jakakolwiek struktura kościelna?

- Na początku nie było żadnej kościelnej struktury. Jeździliśmy po całym obwodzie kaliningradzkim, poszukując ludzi wierzących. Zaczepialiśmy ludzi na przystankach autobusowych, próbowaliśmy rozmawiać z nimi w centrum miasta, pytaliśmy o korzenie polskie, litewskie czy niemieckie. W ten sposób sami rozpoznawaliśmy teren i dawaliśmy się rozpoznać jako księża katoliccy, gotowi do pomocy duszpasterskiej na tym terenie.
Pierwszą parafię zarejestrowaliśmy w 1992 r. w Kaliningradzie - była to parafia Świętej Rodziny; potem - parafia św. Wojciecha, następna - w dawnej Tylży, obecnie Sowiecku. W tej chwili mamy już zarejestrowane 23 parafie. Możemy powiedzieć, że to już sieć kościołów.
Od samego początku w sposób świadomy staraliśmy się tam budować Kościół, a nie tylko jedną wspólnotę parafialną. Staraliśmy się tworzyć Kościół, który będzie miał wszystkie istotne elementy: nauczanie, czyli dzielenie słowa Bożego, ale również dzielenie chleba, a więc pomoc humanitarną. Stworzyliśmy kolegium teologiczne, które cieszy się ogromnym zainteresowaniem nie tylko katolików. Dla wielu ludzi w Rosji religia była utożsamiana z ciemnogrodem. Gdy przychodzą do kolegium, są zaskoczeni, że jest tam realizowany program wyższej uczelni. Są zdziwieni, że religia opiera się na filozofii, teologii, że nauka w tej dziedzinie jest tak mocno rozwinięta. Mamy wydawnictwo książkowe, wydajemy także gazetę w języku rosyjskim Kaliningradzkij Katoliczeskij Wiestnik. W ten sposób podnosimy też poziom wiedzy ludzi.

- Czy można powiedzieć, że jest to już takie zwyczajne duszpasterstwo, jak w Polsce czy w innym miejscu na świecie?

- Myślę, że jest to już całkiem zwyczajne, normalne duszpasterstwo, w którym pracuje 17 księży, 13 sióstr zakonnych i wielu katechetów świeckich; mamy 2 domy rekolekcyjne, a więc miejsca formacyjne dla wszystkich zainteresowanych, także organistów, ludzi do pracy socjalnej; prowadzimy systematyczne spotkania duchowieństwa z całego obwodu kaliningradzkiego, dni skupienia, rekolekcje itd.
W tej chwili w 10 parafiach pracują już księża. Dla porównania powiem, że na początku w niedziele odprawialiśmy po 7-8 Mszy św. Ja sam przez długi czas to przeżywałem, przejeżdżając w ten dzień ok. 400 km. Pierwsza Msza św. była o godz. 8.00, a ostatnia - o 20.00. Obecnie jest to już zupełnie inna rzeczywistość. Przede wszystkim odzyskaliśmy w obwodzie dwa kościoły: w Czerniachowsku, dawna Wystruć, i w miasteczku Bolszakowo, dawne Skajsgiry. W Sowietsku mamy nowo wybudowany kościół. Jest też osiem kaplic. W kilku miastach kaplice są w domach, np. w Bałtyjsku, dawnej Pilawie, kupiliśmy przedwojenny dom parafialny po pożarze i urządziliśmy tam dość dużą kaplicę, która wystarcza na potrzeby Bałtyjska. W Gwardziejsku udało się zakupić w centrum miasta zniszczony budynek, który był kiedyś hotelem, i tam urządziliśmy najpierw kaplicę, a teraz jest tam parafia, która gromadzi w każdą niedzielę na Mszach św. ponad 100 osób, mamy tam też dom rekolekcyjny.
W tym roku zrodziło się kolejne nasze marzenie. Niedaleko morza mamy dom dla dzieci - Dom św. Rafała. Spędzało tam tegoroczne wakacje ok. 250 dzieci. Chcielibyśmy, żeby w przyszłym roku liczba ta podwoiła się...
Możemy więc powiedzieć, że Kościół kaliningradzki już istnieje w pełnym tego słowa znaczeniu. Jest struktura, jest władza wykonawcza biskupa, są dwa dekanaty, dwóch dziekanów, są parafie, księża proboszczowie, księża wikariusze. W większości mamy już gdzie mieszkać, chociaż zdarzyło się ostatnio, że nowy proboszcz objął dwie parafie, w których nie ma ani miejsca zamieszkania, ani stałego miejsca sprawowania Mszy św.; w jednym z miast - w Pioniersku Msze św. są sprawowane w sanatorium; w innym mieście - w Swietłagorsku - w mieszkaniu prywatnym. W miasteczku Bagrationowsk ks. prał. Urbanowicz kupił sklep w budowie i już urządził tam kaplicę. Mamy nadzieję, że uda nam się tam szybko postawić kontenery i z czasem coś zbudować.
Okazuje się, że na terenie obwodu kaliningradzkiego jest wielu katolików, tylko oni śpią. Naszym zadaniem jest ich obudzić. Jest to bardzo radosna i twórcza praca, ponieważ widzimy, jak ludzie się zmieniają. Odzwyczajeni od praktyk religijnych - bo przecież jeżeli ktoś przez 40 lat nie uczęszczał na Mszę św., to nie odczuwa jej wewnętrznej potrzeby - z naszą pomocą zaczynają sobie uświadamiać ich znaczenie. Ostatnio przychodzą też do nas ludzie, którzy nie są pochodzenia polskiego, litewskiego czy niemieckiego, i proszą o chrzest. U nas katechumenat trwa rok, jednak wielu ludzi w sposób świadomy wybiera właśnie wyznanie katolickie.

- Pozostaję z wielkim podziwem dla tej ogromnej pracy Księdza Prałata i księży pracujących w obwodzie kaliningradzkim. Z pewnością są też jednak sprawy, które spędzają sen z oczu Księdza Prałata...

- Staram się tylko być dobrym Bożym narzędziem. A działa przede wszystkim Pan Bóg, bo owoce naszej pracy są natychmiast widoczne. To, że powstało tyle nowych obiektów i funkcjonuje wiele instytucji, to również wielka łaska Pana Boga dla nas, że udało się dobrze wykorzystać pomoc napływającą z Niemiec, że wiele parafii w Polsce zaprasza mnie z kazaniem niedzielnym i ofiaruje datki zebrane w tym dniu na tacę. To są cegiełki, z których powstają budowle.
W tej chwili naszą uwagę skupia największa budowla w Kaliningradzie - kościół św. Wojciecha. Znajduje się przy jednej z głównych ulic miasta - przy ul. Aleksandra Newskiego. Jest już przykryty dachem. Dachówkę dostaliśmy od p. Jopka z Polski. Teraz trzeba wykańczać wnętrze, zakładać ogrzewanie, okna, ocieplać i tynkować i należy jak najszybciej dokończyć część katechetyczną, która jest pod kościołem, a która okazuje się już teraz niewystarczająca. Jednak cieszymy się, że mamy kadry i możliwość owocnego gromadzenia ludzi. Prowadzimy katechizację dla dzieci, młodzieży i dla dorosłych, przychodzą również ludzie starsi. Chcielibyśmy bardzo, aby ten kościół jak najszybciej oddać do użytku, ponieważ jest już bardzo potrzebny.

- Myślę, że dobrze, iż z Czytelnikami „Niedzieli” dzielimy tę troskę, być może wielu zechce współuczestniczyć w tym wielkim budowaniu.

- Nasze działanie opiera się przede wszystkim na nadziei. I nie zawiedliśmy się. Z pomocą Bożą i bardzo wielu ludzi dobrej woli postępujemy w rozwoju. W trakcie budowy jest budynek kolegium teologicznego w Kaliningradzie - wykorzystaliśmy czas, że można było rozpocząć budowę. Może to trochę nieewangelicznie, bo Pan Jezus mówi, że trzeba mieć środki na wykończenie, ale gdybyśmy wtedy nie rozpoczęli, to w tej chwili byłoby to niemożliwe. Mamy również rozpoczętą budowę drugiego już domu dziecka. W obwodzie kaliningradzkim istnieje duży problem dzieci ulicy. Siostry Katarzynki objęły swoją opieką ok. 50 takich dzieci - zaczęły one chodzić do szkoły, otrzymują całodzienne wyżywienie, mają gdzie spędzać popołudnia, a dziesięcioro z nich mieszka tam na stałe. Dzieci wywodzą się w większości z rodzin będących w skrajnym ubóstwie lub patologicznych. Stąd ta nasza budowa.
W dwóch miastach rozpoczęliśmy budowę kaplic. W miasteczku Jantarnyj udało się zdobyć spalony budynek po byłej dyskotece - budujemy tam kaplicę. Otwieramy też dwie kolejne parafie w miastach, które mają kilkanaście tysięcy ludzi, i tam również trzeba będzie myśleć o budowaniu ośrodków duszpasterskich. Ludzie u nas są biedni, niewielu stać na to, żeby w każdą niedzielę przyjechać na Mszę św. Jeżeli jako Kościół wyjdziemy do ludzi, to w sposób skuteczny podamy im rękę. Pasywne oczekiwanie na wiernych byłoby tu zupełnie bezowocne. Dlatego naszym zadaniem jest stwarzanie bazy, miejsc, gdzie można się spotykać, dzielić się słowem Bożym i chlebem powszednim.

- Trzeba pamiętać, że wśród tych ludzi jest wielu Polaków...

- Zaistniało ostatnio pewne ciekawe zjawisko: na teren obwodu kaliningradzkiego zaczynają zjeżdżać Polacy z Kazachstanu. Oni po prostu chcą być bliżej Polski. Mamy już kilka takich wspólnot opartych na Polonii z Kazachstanu. Są to bardzo wartościowi ludzie, którzy szybko odnajdują się w naszych wspólnotach parafialnych. Oni wiedzą, że Kościół jest instytucją, która gromadzi, łączy. Widać, że dzięki spotkaniom duszpasterskim stają się bardziej przedsiębiorczy, biorą los w swoje ręce. Często mówią, że tutaj dostali nową nadzieję na życie, uwierzyli w ludzi, wierzą też, że kiedyś przyjadą do Polski. Szczególnie w tych wspólnotach staramy się nie tylko celebrować liturgię, ale uczyć języka polskiego. Tym rodzinom bardzo zależy, by ich dzieci mogły studiować w Polsce, być może znaleźć męża czy żonę i na stałe osiąść w ojczyźnie. W tym też staramy się im pomagać, już kilkanaście osób z tych rodzin studiuje w Polsce. To jest także bardzo wdzięczna i piękna działalność, gdyż ci ludzie udowadniają, że warci są pomocy.

- Być może i Kościół w Polsce powinien bardziej angażować się w tę pomoc Polakom z Kazachstanu. Zależy to wprawdzie od sfery rządowej, która dysponuje pieniędzmi i aktami prawnymi, ale wydaje się, że czynnik ludzki, bardzo zwyczajny, który objawia się we wspólnotach kościelnych, jest również bardzo ważny.
Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę dalszego tak porywającego zapału oraz coraz lepszych warunków zewnętrznych - by owoce były dorodne.

Reklama

Zmarł uczestnik Warszawskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę

2019-08-08 11:07

Ojcowie Marianie

Podczas pierwszego dnia pielgrzymki, w grupie 10 biała WPP, zmarł nagle jeden z pielgrzymów, który przez wiele lat był związany z grupą - Zygmunt Chodźko Zajko. Prosimy o modlitwę za niego i jego bliskich.

Niech słowa, które pielgrzymi usłyszeli w czasie porannej Eucharystii będą pocieszeniem i umocnieniem, bo naszą obietnicą jest życie wieczne. Chrystus Zmartwychwstał.

„Pan Bóg może stawiać ciebie wobec doświadczenia spraw, które ci się nie mieszczą w głowie i nie wiesz, jak pogodzić to, że Pan Bóg sobie poradzi z tym, z czym nikt nie może sobie poradzić. Jesteś bezradny zupełnie. I dzisiaj Słowo mówi – módl się. Bo mocny jest Ten, który udzielił obietnicy i godzien jest, aby Mu uwierzono. Czytaj Słowo i słuchaj tego, co On ci mówi. Wołaj i milcz słuchając odpowiedzi.” — z: Zygmunt Chodzko-Zajko

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Archidiecezja poznańska pomaga mieszkańcom Madagaskaru

2019-08-18 19:39

ks. ds / Poznań (KAI)

W Befasie na Madagaskarze odbyły się 17 i 18 sierpnia uroczystości dziękczynne za zbudowanie kościoła, szkoły i przychodni zdrowia – daru dla mieszkańców Madagaskaru z okazji jubileuszu 1050-lecia archidiecezji poznańskiej. „Dziękuję za pomoc w budowie kościoła, szkoły i przychodni, ale jeszcze bardziej dziękuję wam za to, że przybyliście tutaj, aby być z nami” – mówił do polskiej delegacji bp Marie Fabien Raharilamboniaina OCD.

fotolia.com

W uroczystościach w Befasie na Madagaskarze wzięli udział delegat abp. Stanisława Gądeckiego ds. misji ks. Dawid Stelmach, o. Wiesław Chojnowski z prokury misyjnej zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej, lekarz Jacek Jarosz, wiceprezes fundacji pomocy humanitarnej Redemptoris Missio i wolontariuszka fundacji, położna Sara Suchowiak.

Goście z Polski zostali wprowadzeni do parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Befasy w diecezji Morondava w uroczystym orszaku przez miejscowych parafian od granic miasteczka aż do kościoła.

18 sierpnia odbyła się Msza św. pod przewodnictwem o. Francisa Donatien Randriamalala, wikariusza generalnego diecezji Morondova. Podczas Eucharystii dziękowano za wkład archidiecezji poznańskiej w sfinansowanie budowy kościoła parafialnego w Befasy. Poświęcono m.in. pamiątkową tablicę z drewna palisandrowego zawierającą napis: „Podziękowanie dla archidiecezji poznańskiej za zbudowanie kościoła w Befasy na Madagaskarze, lata 2018-2019”.

Podczas uroczystości poświęcono także i dokonano otwarcia przychodni zdrowia „Chata Medyka” im. dr Wandy Błeńskiej, zbudowanej przez Fundację Redemptoris Missio przy wsparciu Fundacji dla Afryki i Caritas Polska. Przychodnia będzie służyć wszystkim mieszkańcom Befasy bez względu na wyznanie.

„Radość była przeogromna, pięknie pomalowani i ubrani Malgasze z wojowniczego plemienia Sakalava ze śpiewem na ustach czekali na nas już na progu wioski. Przeprowadzili nas sypiąc kwiaty i klaszcząc. Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego” – mówi o uroczystościach Sara Suchowiak.

„Gdy pierwszy raz myślałam o misjach medycznych, marzyłam, że będzie to właśnie na Madagaskarze. Udało się. Kraj przepiękny, ubogi, jednak nadrabia to malowniczymi krajobrazami, pracowitymi i życzliwymi ludźmi oraz atmosferą, w której pomimo wielu braków czujemy się świetnie” – relacjonuje swoje wrażenia wolontariuszka Redemptoris Missio.

Budowa kościoła i szkoły na Madagaskarze jest wotum wdzięczności archidiecezji poznańskiej za jubileusz 1050-lecia biskupstwa w Poznaniu. Misja w Befasy jest jednym z miejsc, które archidiecezja poznańska objęła swym patronatem. Archidiecezja wspiera też m.in. misje w Kibeho w Rwandzie, w Puerto Libertad w Argentynie i w Managua na Kubie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem