Reklama

Odrodzić w Bogu

Niemiecki krzyż, ruska ikona, polski karmel

Niedziela Ogólnopolska 49/2003

Polski Karmel w Bornem-Sulinowie

„Mieliśmy już wówczas grono młodych ludzi zbierających się regularnie, by dyskutować narastające problemy społeczne i polityczne w myśl doktryny katolickiej, opartej o idee personalizmu. Marzyła się nam nowa Polska - «Królestwo Boże», którego głową państwa byłaby Regina Poloniae. Czyste marzenia. Nie orientowaliśmy się, że już w podziemiu czai się inny wróg, który sięgnie po władzę. Utarło się, że co roku na święto Chrystusa Króla urządzaliśmy zazwyczaj cykl wykładów. W 1943 r. wystawiliśmy też w naszym teatrze misterium, które napisał nasz polski dowódca obozu - płk Witold Morawski. Był to nieprzeciętny człowiek, który miał niepodważalny autorytet w obozie i wielki szacunek wśród Niemców. Z pierwszej wojny wyniósł Żelazny Krzyż niemiecki, a w czasie naszej niepodległości pracował jako attaché militaire w różnych stolicach - w Bukareszcie i Berlinie. Znał dobrze Göringa. Misterium przedstawiało średniowiecznego mnicha przepisującego Ewangelię według św. Jana o rozmowie Pana Jezusa z Piłatem. Jego postać była z boku sceny, a sceną przesuwały się jego wizje lat przyszłych. Wielka szkoda, że ten utwór na pewno zaginął” - napisał śp. Henryk Kieniewicz (1911-98), rodzony brat wybitnego historyka polskiego Stefana Kieniewicza (1907-92), jeden z kilku tysięcy polskich oficerów więzionych przez Niemców w Gross Born Oflag II D, w krótkim wspomnieniu, spisanym dla Sióstr Karmelitanek Bosych w Bornem-Sulinowie, z serdeczną prośbą, by dziękowały Panu Bogu za ich szczęśliwe ocalenie. Słowa te przeczytałam dzięki uprzejmości jego bratanicy - s. Marii Teresy od Jezusa, karmelitanki z Bornego-Sulinowa, w sobotę 16 sierpnia 2003 r., po upływie sześćdziesięciu lat od opisywanych wydarzeń, dziesięciu lat od odzyskania przez Polskę ostatniego okupowanego przez Sowietów miasta, sześciu lat od założenia tu Karmelu.
Wspólnotę w Bornem-Sulinowie utworzyły karmelitanki z klasztoru w Gdyni Orłowie, gdy znacznie przekroczyły ustalone zakonną regułą 21 osób. Przez kilka lat szukały odpowiedniego miejsca na nową fundację, ale żadne nie spełniało ich oczekiwań. Wiosną 1993 r. trafił do nich młody człowiek (jeszcze przed maturą) ze Szczecinka i zaczął im opowiadać o Bornem-Sulinowie, zachęcając do odwiedzenia miasta, w którym proboszczem był jego katecheta - ks. Remigiusz Szrajnert.
Po długich modlitwach i wahaniach siostry zdecydowały się przyjąć serdeczne zaproszenie ks. Szrajnerta i w czerwcu 1993 r. (krótko po uroczystym otwarciu miasta) przyjechały do Bornego-Sulinowa na rozeznanie. Zastały tu krajobraz jak po wojnie. Na każdym miejscu wszystko ją przypominało, począwszy od cmentarza, u wejścia którego zamiast krzyża - wyciągnięta do góry dłoń z pepeszą, dalej zaś opuszczone domy z powyrywanymi drzwiami i oknami, jakieś rozwalone hale, warsztaty, wszędzie gruz, śmieci, nieład, niewielu ludzi na ulicach.
Przez tę - zdawałoby się na pierwszy rzut oka - brzydotę przebijał się jakiś szczególny urok. Samo miejsce - las, cudne jezioro, niezwykła cisza - przyciągało wzrok, mimochodem wyzwalając zachwyt i dodając odwagi do pozostania tu na dłużej, a może nawet na zawsze, pomimo wyzierającej niemal z każdego kąta groźnej, przykrej i smutnej historii. Tak jak pierwszych jego mieszkańców - Borne-Sulinowo urzekło i siostry, które na swój nowy klasztor wypatrzyły dawny koszarowiec na skraju lasu, pod wysokimi świerkami, niedaleko jeziora. Wbrew obawom, czy to miasto wróci do życia i czy zdołają się tu utrzymać, złożyły do władz miasta stosowne pisma z prośbą o przyznanie im wybranego budynku i przylegającego do niego kawałka gruntu na zakonny ogród. Jeszcze w tym samym roku otrzymały pozytywną odpowiedź. Rok później podjęły prace remontowe i adaptacyjne.
Najpierw ktoś ufundował okna, a od 1 marca 1995 r. zacni budowlańcy kaszubscy, uczciwi i pracowici, od godz. 7.00 rano do 19.00 uwijali się na placu budowy. Nie zginęła ani jedna śruba, ani jeden gwóźdź, a wspierane finansowo przez sponsorów prace posuwały się szybko. Wielkim dobrodziejem był związany z Apostolstwem Fatimskim niemiecki ksiądz Martin Ubelhör z Fuldy, który systematycznie zasilał konto remontowe. Mimo sędziwego wieku dane mu było 25 maja 1997 r. uczestniczyć w poświęceniu domu przez ordynariusza koszalińsko-kołobrzeskiego - bp. Mariana Gołębiewskiego. Trzy miesiące później, w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej (15 sierpnia 1997 r.), dziewięć karmelitanek objęło swoją nową - niewykończoną jeszcze pod wieloma względami - placówkę w Bornem-Sulinowie i odśpiewało pierwsze Nieszpory w prowizorycznej kapliczce, na ścianie której zawisł piękny, drewniany, rzeźbiony, bardzo „niemiecki” w stylu krucyfiks - pierwszy dar Księdza Martina i wizerunek Bożej Rodzicielki - niewielka reprodukcja ikony Matki Bożej Włodzimierskiej, ofiarowana spontanicznie przez Matkę Przeoryszę z Gdyni.
Te dwa - o wielkiej, symbolicznej wymowie - prezenty-znaki: niemiecki krucyfiks i ruska ikona, nawiązujące do dziejów Bornego-Sulinowa, do jego tragicznej wojennej, niemieckiej historii (Gross Born) i równie bolesnej powojennej, sowieckiej (Borne-Sulinowo), na polskiej przecież ziemi, podpowiedziały siostrom nazwę ich nowego klasztoru - Karmel Maryi Matki Pojednania. Wracające do życia i polskości miasto wciąż bowiem potrzebuje wielkiej modlitwy o pojednanie między ludźmi i narodami, o pojednanie człowieka z sobą samym, a nade wszystko - z Bogiem. Swoją cichą modlitwą karmelitanki pragną przywrócić tę ziemię jej Stwórcy i przybliżyć do Niego jej nowych mieszkańców, a wszystkim szukającym Boga otworzyć przestrzeń spotkania z Nim.
Przestrzeń tę znaleźć można w pięknej, skromnej kaplicy zakonnej, do której może wejść każdy na krótszą czy dłuższą chwilę rozmowy z Bogiem, na medytację i kontemplację, na zamyślenie się nad najnowszą historią naszego kraju i Europy. Właśnie tu, blisko ukrytego za klauzurą niemieckiego krucyfiksu i przed obliczem ikony Matki Bożej Włodzimierskiej, jak nigdzie indziej możemy dotknąć żywych śladów obecności na tych terenach Niemców i Rosjan.
Już siódmy rok misję tę w Bornym-Sulinowie pełni Karmel Maryi Matki Pojednania, liczący obecnie szesnaście sióstr. Wśród nich są dwie urodzone w tych stronach - matka przeorysza Bernadetta od Jezusa i Maryi (z Piły) i siostra Benedykta od Krzyża (z Miastka). Siostry służą wszystkim szukającym pogłębienia relacji z Bogiem i wewnętrznej odnowy, przede wszystkim kapłanom (zwłaszcza z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej), klerykom tutejszego Seminarium Duchownego (całe roczniki neoprezbiterów przyjeżdżają z Księdzem Biskupem na prymicyjne Msze św.), siostrom zakonnym, na co dzień zabieganym, zapracowanym, u kresu sił - tu mogą chwilę odpocząć, pozbierać myśli. Serca karmelitanek i drzwi klasztoru otwarte są dla dziewcząt, często bardzo młodych, jeszcze przed maturą, w których zatliły się iskierki być może ich przyszłego życia zakonnego. Jeśli ktoś zadzwoni do furty klasztornej, siostry pytają: Czego szukasz? Po co tu przyszedłeś? Skąd o nas wiesz? Czy szukasz Pana Boga? Po chwili rozmowy zapraszają do wspólnej modlitwy w otwartej cały dzień kaplicy.
Tu i teraz budują „nową Polskę - «Królestwo Boże»”, o której marzyli polscy oficerowie z Oflagu II D ze wspaniałym dowódcą obozu - płk. dypl. Witoldem Józefem Dzierżykrajem-Morawskim (1895-1944), dbającym o rozwój życia kulturalnego, umysłowego i religijnego jeńców, współpracującym z ramienia Armii Krajowej z konspiracyjną organizacją (działała wśród robotników polskich wywiezionych na przymusowe roboty do Niemiec), wydanym wraz z kilkoma oficerami jeńcami w ręce gestapo, przewiezionym do obozu koncentracyjnego w Mauthausen i tam 9 listopada 1944 r. rozstrzelanym.

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: pokaz filmu „Ojciec i Pasterz – Kardynał Stefan Wyszyński”

2020-08-03 21:08

[ TEMATY ]

film

kard. Stefan Wyszyński

kard. Kazimierz Nycz

Materiały prasowe

Wypowiedzi świadków życia kard. Wyszyńskiego, którzy mówią o nim w kontekście wielkich wydarzeń historycznych, ale i charakteryzują bardziej prywatny portret Prymasa Polski, zawiera film pt. „Ojciec i Pasterz – Kardynał Stefan Wyszyński”. W dniu 119. rocznicy Prymasa Tysiąclecia obraz zaprezentowano w Domu Arcybiskupów Warszawskich, w którym bohater filmu mieszkał przez niemal 30 lat.

„Autorom udało się coś, co jest niezwykle trudne: pokazać świętość człowieka w normalności” – ocenił po projekcji kard. Kazimierz Nycz, chwaląc film w reżyserii Piotra Górskiego. Metropolita warszawski wyraził nadzieję, że w przyszłym roku, w którym przypada 120. rocznica urodzin Stefana Wyszyńskiego i 40. rocznica jego śmierci, będzie możliwa beatyfikacja prymasa.

Film

„Ojciec i Pasterz – Kardynał Stefan Wyszyński” powstawał dwa lata. Twórcy odwiedzili niemal wszystkie miejsca związane z życiem i pracą kardynała i zgromadzili prawie 100 godzin nagrań z dziesiątkami osób, które znały prymasa osobiście bądź z nim pracowały. Swoimi wspomnieniami podzielili się m.in. Anna Rastawicka, kard. Kazimierza Nycz, abp Józef Michalik, o. Leon Knabit, aktor Olgierd Łukasiewicz, historycy Paweł Skibiński, Jan Żaryn i Peter Raina.

Oprócz przybliżenia nauczania prymasa i przełomowych chwil w jego życiu, w tym lat uwięzienia, gdzie tworzył wielkie programy duszpasterskie, obchodów milenijnych czy wyboru kard. Wojtyły na papieża, w filmie pokazano codzienność kard. Wyszyńskiego. Widz dowie się więc m.in., co lubił jeść, jak wypoczywał i jaki był na co dzień.

W filmie można zobaczyć wiele niepublikowanych do tej pory zdjęć archiwalnych oraz fragmenty homilii. Jak podkreślają realizatorzy, celem produkcji jest przede wszystkim przybliżenie nauczania prymasa i jego uniwersalności. Autorzy współpracowali m.in z Archiwum na Jasnej Górze, Instytutem Prymasowskim oraz Archiwum Watykańskim. Film będzie prezentowany w kinach, a po pewnym czasie – także w telewizji.

Jak wspominał podczas prezentacji dokumentu jego autor, pomysł realizacji filmu pojawił się kilka lat temu w mieszkaniu pallotyna ks. Jerzego Andruszewskiego – przyjaciela reżysera, w którym poznał Annę Rastawicką z Instytutu Prymasowskiego kard. Stefana Wyszyńskiego. Tam narodziła się idea, której celem początkowo było zapisanie wspomnień dla przyszłych pokoleń. „Chcieliśmy odpowiedzieć na pytanie, czy pomnikowy «Książę Kościoła» ma także inny wymiar, bardziej ludzki” – mówił Piotr Górski.

Dzisiejszemu wydarzeniu towarzyszyła promocja książki Anny Rastawickiej „Ten zwycięża, kto miłuje”. Wieloletnia współpracowniczka prymasa wyznała podczas spotkania, że otoczenie kardynała bywało zdumione jego spokojem wobec tak wielu trudnych sytuacji, podsłuchów czy rozmów z przedstawicielami komunistycznych władz.

„Żyliśmy wszyscy siłą jego spokoju” – powiedziała pani Anna dodając, że o nikim kardynał nie wypowiadał się źle. „Zapytałam go kiedyś: a czy tego Gomułkę, to Ksiądz Prymas też kocha?. A on na to: «Przecież Bóg go kocha, to co ja mam do powiedzenia?»” – wspominała Anna Rastawicka.

Producentem filmu jest firma Aurel wraz z Instytutem Prymasowskim Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Sponsorami są: KGHM Polska Miedź, PKN Orlen, PZU i PGE, a partnerami: Mt 5,14 | Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego oraz Oficjalna Strona Beatyfikacji Kard. Stefana Wyszyńskiego. Patronat medialny sprawuje „Rzeczpospolita”.

Stefan Wyszyński urodził się w 3 sierpnia 1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem. Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie i Łomży wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie 3 sierpnia 1924 roku został wyświęcony na kapłana. Po czterech latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na Wydziale Prawa Kanonicznego i Nauk Społecznych uzyskał stopień doktora.

Podczas II wojny światowej jako znany profesor był poszukiwany przez Niemców. Ukrywał się m.in. we Wrociszewie i w założonym przez matkę Elżbietę Czacką zakładzie dla ociemniałych w Laskach pod Warszawą. W okresie Powstania Warszawskiego ks. Wyszyński pełnił obowiązki kapelana grupy "Kampinos" AK.

25 marca 1946 r. Pius XII mianował go biskupem lubelskim (sakrę nominat przyjął 12 maja tegoż roku), a 12 listopada 1948 r. powołał go na arcybiskupa Gniezna i Warszawy oraz prymasa Polski. Na konsystorzu 12 maja 1953 r. papież włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego, ale ówczesne władze nie zezwoliły nowemu purpuratowi na wyjazd do Rzymu po odbiór insygniów kardynalskich. Przyjął je z rąk Piusa XII dopiero 18 maja 1957 r.

W coraz bardziej narastającej konfrontacji z reżimem komunistycznym, prymas Wyszyński podjął decyzję zawarcia "Porozumienia", które 14 lutego 1950 r. podpisali przedstawiciele episkopatu i władz państwowych. Mimo to sytuacja coraz bardziej się zaostrzała i 25 września 1953 r. prymas został aresztowany i internowany. Przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola i w Komańczy w Bieszczadach.

W ostatnim miejscu internowania napisał tekst odnowionych Ślubów Narodu, wygłoszonych następnie na Jasnej Górze 26 sierpnia 1956 r. jako Jasnogórskie Śluby Narodu. 26 października 1956 r. prymas wrócił do Warszawy z internowania. W latach 1957-65 prowadził Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II. W okresie rodzącej się Solidarności pozostawał ośrodkiem równowagi i spokoju społecznego.

Zmarł 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Na pogrzeb kardynała w Warszawie 31 maja przybyły dziesiątki tysięcy ludzi.

Proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia na etapie diecezjalnym rozpoczął się 20 maja 1989 r., a zakończył 6 lutego 2001 r. Watykańska część procesu beatyfikacyjnego rozpoczęła się 7 czerwca 2001 r. oficjalnym otwarciem akt beatyfikacyjnych. Kongregacja wyznaczyła relatora, tym samym rozpoczął się etap studium i udowadniania heroiczności cnót sługi Bożego. Dekret o heroiczności cnót Prymasa Tysiąclecia został wydany 18 grudnia 2017 r.

Diecezjalny etap procesu ws. cudu za wstawiennictwem sługi Bożego toczył się w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, ponieważ to tam, w 1988 r., nastąpiło domniemane uzdrowienie młodej osoby za przyczyną kard. Wyszyńskiego. Chodzi o niewytłumaczalne medycznie zdarzenie, dotyczące 19-latki, która zachorowała na nowotwór tarczycy i nie dawano jej szans na przeżycie. Proces diecezjalny w sprawie cudu zakończył się 28 maja 2013 r. Licząca 300 stron kompletna dokumentacja medyczna oraz zeznania świadków zostały przekazane do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 29 listopada 2018 r. konsylium lekarskie uznało to zdarzenie za niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. 24 września 2019 r. zebrała się komisja kardynałów i biskupów, która potwierdziła autentyczność uzdrowienia za wstawiennictwem sługi Bożego i zaopiniowała pozytywnie papieżowi. 2 października 2019 r., podczas audiencji dla prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Giovanniego Angelo Becciu, papież Franciszek upoważnił Kongregację do ogłoszenia dekretu o cudzie.

Planowana na 7 czerwca br. beatyfikacja kard. Wyszyńskiego został przełożona z powodu pandemii koronawirusa.

CZYTAJ DALEJ

Filipek i jego serduszko do naprawy

2020-08-04 10:50

[ TEMATY ]

życie

pomoc

dziecko

Archiwum rodzinne

Filip Sobczuk jest półtorarocznym chłopcem z Zamościa, który urodził się ze złożoną wadą serca.

W rozpoznaniu ustalono: wrodzona wada serca pod postacią hipoplazji zastawki mitralnej, hipoplazji lewej komory, malpozycji dużych naczyń, ubytku w przegrodzie międzykomorowej oraz hipoplazji łuku aorty. Stan po operacji plastyki łuku aorty i przewężeniu do 4,5 mm pnia tętnicy płucnej

Jedni powiedzą, że całkiem sporo jak na jedno dziecko. Drudzy, że wcale nie widać po nim, że ma aż tak chore serce. A jednak wymaga kilku etapowego leczenia operacyjnego, by móc dalej żyć i sprawnie funkcjonować.

Na co dzień Filipek jest radosnym, uśmiechniętym i ciekawym wszystkiego dzieckiem. Jego uwagę przyciągają różne dźwięki, które go otaczają, a szczególnie odgłosy maszyn. Tych nie brakuje wokół, gdyż rośnie w otoczeniu pól i ciągników. Tak jak każde dziecko w jego wieku, z małym poślizgiem raczkuje, drepcze i próbuje chodzić chwytając się tego, co tylko ma pod ręką. Jego chore serce nie nadąża za energicznym ciałem i szybko się męczy. Wartości saturacji spadają, pot i duszność często pojawiają się przy codziennych harcach.

Kocha inne dzieci. Uwielbia się do nich przytulać, całować i przewracać. Tym kradnie serca wielu…

Skradł też serca te najważniejsze – swoich rodziców, którzy chcą dla niego tego, co najlepsze. Chcą, by był zdrowy. Przed nim druga, opóźniona operacja Glenna. Nie wiemy, czy do niej dojdzie, ponieważ podczas ostatniego cewnikowania serca okazało się, że jego tętnice płucne są zbyt wąskie, a to komplikuje sprawę. Z racji panującej pandemii termin jego leczenia został przesunięty.

Na początku sierpnia udajemy się na Oddział Kardiologii Dziecięcej do Instytutu Matki Polki w Łodzi na szczegółowe badania i ustalenie dalszego postępowania w celu przeprowadzenia wspomnianej operacji.

Każdy pobyt w szpitalu wiąże się z kosztami, które trzeba ponieść by móc być blisko dziecka i otoczyć go jak najlepszą opieką: posiłki, środki higieniczne i inne niezbędne akcesoria.

kawalek-nieba.pl

Po operacji Filip będzie wymagał intensywnej rehabilitacji, by móc dalej się rozwijać jak do tej pory.

To specjalistyczne leczenie nie jest za darmo. Przed nim długa droga pełna niewiadomych. My chcemy mu pomóc szukając różnych rozwiązań, w tym poprzez Państwa dobre serca.

Pomóc Filipkowi można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba” Santander Bank 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “2697 pomoc dla Filipka Sobczuka”

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Filip: Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawalek Nieba PL31109028350000000121731374 swift code: WBKPPLPP Santander Bank Title: “2697 Help for Filip Sobczuk”

Aby przekazać 1% podatku dla Filipka: należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “2697 pomoc dla Filipka Sobczuka”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję