Reklama

Prosto i jasno

Zdziwienia, ale bez zaskoczenia

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 8/2005

Po powrocie do kraju doznałem kilku zdziwień, choć przyznam się, nie zostałem nimi zaskoczony. Pierwsze zdziwienie: jeszcze dobrze nie rozejrzałem się po domu, gdy rozdzwoniły się telefony, a w nich pytanie, czy znam już „listę Wildsteina”. Zdziwiony, odpowiedziałem, że nie, ale kiedy zorientowałem się, w czym rzecz, pomyślałem o moich wielu tekstach, apelujących o pełną lustrację i dekomunizację. Po prostu: dopóki nie rozwiążemy sprawy agentów z okresu PRL-u, to oni będą rozwiązywać polskie sprawy za nas. Stąd upublicznienie listy IPN-u, a dokładniej zasobu teczek zgromadzonych w tej instytucji, a więc nie tylko nazwisk agentów, ale także osób poszkodowanych, wywołało ogromne zamieszanie. Na razie cieszą się z tego tylko agenci, bo ich nazwiska zostały pomieszane z nazwiskami ich ofiar. Mam jednak nadzieję, że ta lista spowoduje przyspieszenie ujawnienia całej komunistycznej agentury. Oby tak się stało.
Kolejne zdziwienie, jednak bez zaskoczenia, dotyczy decyzji SLD, by wybory odbyły się w terminie konstytucyjnym. Po raz kolejny SLD nie dotrzymał słowa: najpierw prezydent Aleksander Kwaśniewski i ówczesny premier Leszek Miller publicznie zapowiadali połączenie wyborów do Sejmu i europarlamentu w maju 2004 r. Potem obiecywali, że na pewno wybory odbędą się wiosną 2005 r. Teraz postkomuniści liczą, że opozycja do jesieni pozabija się nawzajem teczkami. A gdyby ich tak zaskoczyć zjednoczeniem się prawicy, aby po wyborach zbudować państwo życzliwe rodzinie, a nie lewicowym aferzystom!...
Trzecie zdziwienie dotyczy posiedzenia rządu i Rady Polityki Pieniężnej na temat wejścia Polski do strefy euro, które odbyło się 7 lutego br. O komunikacie z tego posiedzenia pomyślałem: naiwność czy planowane na zimno oddanie resztki polskiej suwerenności pod zarząd międzynarodowych korporacji? Jeżdżąc trochę po krajach Ameryki Łacińskiej, słyszałem narzekania na przyjęcie tam waluty amerykańskiej jako podstawy stabilizacji finansowej i rozwoju gospodarczego. Może to rozwiązanie jest dobre dla międzynarodowych rynków finansowych, ale fatalne dla ludności. Ceny we wszystkich krajach są podobne, a zarobki na poziomie biedy danego kraju. Cóż z tego, że wszędzie butelka wody kosztuje dolara, skoro w USA za przeciętną pensję można kupić ponad 1000 butelek, a dajmy na to w Meksyku - 200. Kiedy więc dowiaduję się z komunikatu, że nasi rządzący chcą jak najszybciej włączyć złotego do strefy euro, gorąco protestuję: biedni staną się jeszcze biedniejsi, a średniacy stracą to, co pozwalało im na jakie takie godne życie.
Generalnie to dzieją się u nas dziwne rzeczy w sferze finansów państwa. Od momentu wejścia Polski do UE złoty umacnia się, bije rekord za rekordem, cena euro spadła już poniżej psychologicznej granicy 4 zł, a dolar był tańszy niż 3 zł. Bank centralny nie interweniuje na rynku walutowym w celu osłabienia złotego, choć wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z działaniami spekulacyjnymi międzynarodowego kapitału. Jak można się domyślać, rząd emituje bez przerwy obligacje, a inwestorzy zagraniczni, chcąc skorzystać z obecnego wysokiego oprocentowania, wykupują wszystko, potęgując tym samym popyt na złotego. Nikt nie martwi się tym, że przestaje się opłacać eksport, że zbankrutują polskie przedsiębiorstwa, że będą masowe zwolnienia, że nastąpi spowolnienie rozwoju gospodarczego... Radę Polityki Pieniężnej zdaje się interesować tylko niska inflacja. W tym roku ma to być 2,5 proc. Dla Leszka Balcerowicza nie jest ważne, jakimi środkami do tego dojdzie. Zamiast rozważać, co uczynić, aby poprawić sytuację polskiej gospodarki, RPP marzy wyłącznie o wejściu Polski do strefy euro. Co więcej, jak wynika z komunikatu, nasi rządzący uważają, że hamulcem rozwoju polskiej gospodarki jest... polski złoty. Rzekomo dopiero kiedy znajdziemy się w strefie euro, czeka nas finansowa stabilizacja i powszechny dobrobyt.
Takie myślenie jest głęboko sprzeczne z tym, co obserwujemy na Zachodzie. Państwa Piętnastki po wprowadzeniu wspólnej waluty zmagają się ze stagnacją gospodarczą, z rosnącym bezrobociem, ludzie narzekają na drożyznę. O słabej kondycji gospodarki UE świadczy też rezygnacja z tzw. strategii lizbońskiej, czyli ambicji uczynienia z Unii Europejskiej najszybciej rozwijającej się gospodarki na świecie do 2010 r., czyli przeskoczenia w rozwoju Stanów Zjednoczonych oraz państw azjatyckich.
Według planów, Polska miałaby zostać przyjęta do strefy euro w 2009 r. Do tego czasu musimy spełnić wiele kryteriów: posiadać odpowiednio niski poziom inflacji, stóp procentowych, deficyt budżetowy nie może przekroczyć 3 proc., należy obniżyć poziom długu publicznego itd. Ponadto przez dwa lata poprzedzające przyjęcie euro złoty powinien znajdować się też w europejskim mechanizmie walutowym (ERM II), co miałoby zapewnić stabilny kurs wymiany. Zakładając, że spełnimy te wymagania, i tak nie będziemy w UE traktowani po partnersku, ponieważ już widać, że specjalnie traktowani są tylko Niemcy i Francja (ostatnio uniknęły zapłacenia olbrzymich finansowych kar za przekroczenie dopuszczalnej wysokości deficytu budżetowego).
Nie spieszmy się do euro. Zrezygnowanie z narodowej waluty, a więc z wpływania na politykę pieniężną naszego państwa, zwiększy bezrobocie, drożyznę i biedę. Ten szok będzie trwał całe lata. Skoro wiadomo, że na Zachodzie wejście do eurostrefy przyniosło korzyść jedynie rynkom finansowym, a nie ludziom, to pomyślmy u nas właśnie o ludziach. Nie łudźmy się, że podejmowanie decyzji przez Europejski Bank Centralny przyniesie Polsce jakąś korzyść. Nie ma on w tym ani jakiegoś interesu, ani nawet możliwości różnicowania swojej polityki w odniesieniu do poszczególnych krajów.

Reklama

„Babcia pątniczka” z Włoch już na Jasnej Górze

2019-08-21 18:46

it / Jasna Góra (KAI)

95-letnia Emma Morosini, Włoszka, która wybrała się w samotną pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą pokonując ok. 1 tys. jest już u celu. - Ostatnie owoce mojego życia: modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i młodych chciałam przynieść tutaj Matce Bożej - powiedziała pątniczka, która do częstochowskiego Sanktuarium dotarła późnym po południem. Pierwsze kroki skierowała przed Cudowny Obraz, gdzie długo się modliła a potem spotkała się z Paulinami. Przeor klasztoru ucałował jej ręce i podziękował za pielgrzymi trud ofiarując ryngraf Jasnogórskiej Pani i różaniec.

BPJG

Zapytana skąd pomysł na tak szaloną w jej wieku wyprawę odpowiedziała, że jest to realizacja jej postanowień. - Od 25 lat jestem w drodze, od dnia kiedy zostałam cudownie uzdrowiona. Postanowiłam sobie, że każdego roku przez trzy miesiące będę pielgrzymować i tak od 70. roku mojego życia trzy miesiące jestem w drodze - podkreśliła pątniczka. Pierwszym sanktuarium, które nawiedziła było Lourdes a potem Fatima. Teraz przyszła pora na Jasną Górę.

- Pomyślałam, że te ostatnie owoce mojego życia chcę przynieść Matce Bożej tutaj, modlitwę o pokój na świecie, za kapłanów i za młodzież. To są najważniejsze intencje, które możemy zawierzyć tylko Maryi - wyznała. Podkreśliła, że „to taka malutka kropelka, którą może dodać do oceanu”.

- To mnie uszczęśliwia, że mogę tu być, w tym Sanktuarium, które kocham – podkreśliła.

- Chcę podziękować Dziewicy Maryi za to, że mnie tu wezwała, to Jej wołanie sprawiało, że nawet kiedy byłam zmęczona wieczorem, to przychodził nowy dzień i znowu nowe siły. To jest piękne doświadczenie odkryć, że Matka Boża trzyma Cię za rękę i mówi „dawaj dalej”, jeszcze kroczek - wyznała Emma Morosini.

Pątniczka wyraziła wielką wdzięczność wszystkim, którzy się za nią modlili.

- To bardzo ważne, by mieć przyjaciół, którzy się za Ciebie modlą, nie ma pielgrzymowania, pokonywania drogi, trudności, bez modlitwy, bez niej to „nie wychodzi”.

Niestrudzona kobieta opowiadała o różnych „przeszkodach” w drodze. - Czasem było tak, że robiłam cztery kroki i musiałam się zatrzymać. Zawsze wtedy pojawiał się człowiek – anioł, który pomagał. Pytałam się mądrego kapłana czy mogę pielgrzymując tę pomoc przyjmować a on odpowiedział: „ty masz swoje lata, Matka Boża zna twój wiek i nie wolno ci odmawiać, gdy ktoś zaoferuje pomoc”.

- Ta pomoc była wielka – przekonuje i dodaje: „myślałam, że dotrę na Jasną Górę na koniec roku, robiąc te cztery kroki i postój, ale dzięki życzliwym ludziom udało się dotrzeć już teraz”.

Z uśmiechem wspomina, że dziękuje za pomoc wielu osobom, także polskim policjantom. - Kiedy pomyliłam drogę i poszłam w innym kierunku na trasie, to zaoferowali swoją pomoc przez podwiezienie służbowym samochodem i wyprowadzenie na właściwą drogę – podkreślała.

Wyznawała, że Maryja jest dla niej jak mama. - Nie mam już nikogo z bliskich na świecie i dlatego jestem Jej córką i Ona mnie prowadzi – stwierdziła.

Zapytana o przesłanie płynące z dziś z Jasnej Góry odpowiedziała z przekonaniem: „chciałabym byście mieli zaufanie i wiarę, że Matka Boża wszystkich kocha, mądrych i głupich, że jest Matką a Matka kocha bardziej trudne dzieci. Ufajcie, bądźcie pewni, że Matka Boża nas kocha”. – Zaufanie, wiara, módlcie się, módlcie się – mówiła.

Włoszka wyruszyła ze swego rodzinnego miasta Castiglione delle Stiviere nad jeziorem Garda. W samotnej pielgrzymce na Jasną Górę miała do pokonania ok. 1000 km. Jej znakiem rozpoznawczym jest pomarańczowa, odblaskowa kamizelka, jasny kapelusz i różaniec. Prowadzi za sobą niewielki wózek, w którym ma wszystko, co niezbędne w drodze. Na noclegi zatrzymywała się w różnych miejscach, domach prywatnych, parafiach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie ws. rzekomych objawień w Ostrożnem

2019-08-24 08:23

KAI

Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława Polak, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół – informuje biskup łomżyński Janusz Stepnowski w oświadczeniu wydanym w związku z wydarzeniami w Ostrożnem, w diecezji łomżyńskiej.

youtube

W dokumencie opublikowanym na stronie diecezji podkreśla m.in., że Czesława Polak jest osobą świecką, informacje nt. jej rzekomej śmierci i wskrzeszenia są nieprawdziwe a książka nt. objawień w Ostrożnem “Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła.

Publikujemy treść oświadczenia:

OŚWIADCZENIE W SPRAWIE WYDARZEŃ W OSTROŻNEM

Czcigodni Kapłani, Drodzy Wierni!

Ze względu na coraz częstsze pytania i wątpliwości dotyczące wydarzeń w Ostrożnem, parafia Szumowo, Diecezja Łomżyńska, przekazuję do publicznej wiadomości następujące informacje:

1. Pani Czesława Polak jest osobą świecką, która dnia 30 czerwca 2000 roku na ręce ówczesnego Biskupa Łomżyńskiego Stanisława Stefanka i za jego zgodą złożyła prywatny ślub czystości oraz uzyskała zgodę na noszenie habitu, jako znaku szczególnego osobistego oddania się Panu Bogu.

2. Wizje Jezusa i Najświętszej Maryi Panny, o których mówi pani Czesława, są jej prywatnym doświadczeniem, niepotwierdzonym przez Kościół. Według relacji pani Czesławy wizje te nadal trwają, co stanowi zasadniczą trudność w ich analizie i ocenie.

3. Informacja przekazywana przez internetowy serwis video, oparta na słowach pani Czesławy, o jej śmierci i wskrzeszeniu do życia, jest nieprawdziwa. Nie ma żadnej dokumentacji medycznej potwierdzającej śmierć pani Czesławy.

4. Stolica Apostolska nigdy nie odnosiła się do wydarzeń w Ostrożnem, ani do osoby pani Czesławy. Nie wydała też żadnego dokumentu wyrażającego zgodę na jej życie pustelnicze.

5. Książka „Serce w Serce” autorstwa Grzegorza Kasjaniuka nie uzyskała imprimatur Kościoła, a jej treść nie była konsultowana ani ze mną, ani z Łomżyńską Kurią Diecezjalną. Tym samym publikacja ta nie jest i nie może być „dokumentem” potwierdzającym prawdziwość wydarzeń.

6. Ostrożne, ze względu na licznych wiernych tam udających się, jest i pozostanie szczególnym miejscem modlitwy, a obecność duchowieństwa w Ostrożnem motywowana jest opieką duszpasterską nad wiernymi, a nie wizjami pani Czesławy.

Łomża, 22 sierpnia 2019 r.

N. 944/B/2019

+Janusz Stepnowski Biskup Łomżyński

Ks. Artur Szurawski

Kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem