Reklama

Polska

Głos Prymasa Polski w sprawie gender

2014-01-21 10:45

[ TEMATY ]

list

prymas Polski

gender

Bożena Sztajner/Niedziela

ZOBACZ TAKŻE ODPOWIEDŹ ABP. JÓZEFA KUPNEGO W SPRAWIE GENDER


Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania napisała w połowie grudnia list do biskupów na temat gender.

Kilku biskupów odpowiedziało na list, wśród nich prymas Polski abp Józef Kowalczyk, abp Józef Kupny, Metropolita Wrocławski oraz Marek Jędraszewski, metropolita łódzki.

Publikujemy odpowiedź abp. Józefa Kowalczyka do p. Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz

Reklama

Szanowna Pani Pełnomocnik!

Z uwagą przeczytałem list, w którym dzieli się Pani ze mną niepokojem, jaki wywołuje burzliwa dyskusja wokół szeroko pojętej problematyki związanej z kategorią płci kulturowej, technicznie określanej terminem gender. Dziękuję za załączony opis pojęć, które zasadniczo są mi znane, ale dzięki Pani inicjatywie upewniłem się, że właściwie je rozumiem. Lektura listu pomogła mi również w pełniejszym uchwyceniu, jak mniemam, niektórych problemów, które mogą stanowić źródło rozbieżnych interpretacji znaczenia kategorii gender, co postaram się wyeksponować poniżej.

Nawiązując do zarysowanych przez Panią zasadniczych celów polityki równościowej, należy zauważyć, iż postulat ich realizacji wynika z danego każdemu człowiekowi podstawowego poczucia sprawiedliwości społecznej. Kościół katolicki popiera wzmiankowane cele odwołując się tak do światła rozumu, jak i nauki objawionej przez Boga, nie widząc potrzeby przywoływania wielowątkowej i kontrowersyjnej kategorii analitycznej gender. Magisterium Kościoła, zwłaszcza za sprawą naszego rodaka, papieża Jana Pawła II, wielokrotnie dawało wyraz troski o poszanowanie godności człowieka oraz równości kobiety i mężczyzny (por. Jan Paweł II, Mulieris dignitatem, nr 6). Artykuł 33 obowiązującej Konstytucji RP, przywołany przez Panią, jest jasny i powszechnie akceptowany w naszej Ojczyźnie. Przyczyną napięć i konfliktów między ludźmi, w tym również tych, które pojawiają się w relacji kobieta-mężczyzna, nie jest tożsamość płciowa (zróżnicowana cieleśnie i duchowo), ani wyobrażenia na temat kobiecości i męskości jakie utrwala kultura, lecz zło moralne, którego autorami w równym stopniu mogą być mężczyźni jak i kobiety. Dominacja, przemoc, wykorzystywanie człowieka przez człowieka i nierówne traktowanie nie są wiązane w kulturze chrześcijańskiej z tożsamością lecz z problemem źle rozumianej wolności.

Pojęcie gender, pojawiające się w naukach humanistycznych jako określenie społeczno-kulturowych aspektów płci, stało się istotną kategorią analityczną, charakterystyczną najpierw dla studiów kobiecych (women’s studies). Studia te, zrodzone w klimacie tzw. drugiej fali feminizmu lat 70. i 80. minionego stulecia, dały impuls do tworzenia przy wielu uniwersytetach specjalnych kierunków badań nad społeczno-kulturowymi uwarunkowaniami płci pod nazwą gender studies. Śledząc osiągnięcia badawcze tego nurtu poznajemy złożoność i wieloaspektowość terminu gender (w skrócie: płeć kulturowa), a jednocześnie zastanawiamy się, czy dość jednostronna interpretacja ludzkiej płciowości - akcentująca dominującą rolę czynnika kulturowego - rzeczywiście pozwala przybliżyć się do prawdy na temat bogactwa zróżnicowania płciowego pomiędzy kobietami a mężczyznami? Istnieją przecież poważne dyscypliny naukowe badające biologiczne determinanty tegoż zróżnicowania. Przyjęta przez perspektywę gender droga interpretacji fenomenu płci nie może rościć sobie pretensji do bycia jedyną i w dodatku na tyle słuszną teorią, aby formułowane przez nią tezy, stawały się w sposób bezkrytyczny podstawą tworzenia prawa państwowego i międzynarodowego. Wieloaspektowość perspektywy gender, obok słusznych postulatów równouprawnienia płci, niesie ze sobą również wiele tez kontrowersyjnych, nieprzejrzystych i często kwestionowanych w środowiskach naukowych. Z tego też względu należy stawiać odważne pytania, czy perspektywa badawcza proponowana przez gender studies przybliża nas do prawdy o człowieku oraz jego tak osobistym jak i wspólnotowym dobru. Wydaje się, że z kilku powodów można mieć w tej kwestii poważne wątpliwości i zastrzeżenia. Jeśli jednak ktoś poważnie i rzetelnie traktuje naukę i badaną przez nią rzeczywistość, nie powinien się temu dziwić i protestować, lecz argumenty te winien uczciwie rozważyć.

Po pierwsze, analityczna kategoria płci kulturowej dotyczy społecznych uwarunkowań opisywania i mówienia o ludzkiej płciowości. Nie wyczerpuje tym samym całej prawdy o człowieku jako osobie, która cała przeniknięta jest swoją płciowością, bytuje na sposób kobiecy lub męski. Wykluczenie z refleksji o człowieku biologicznych determinant płci, lub uznanie ich za mało istotne, wydaje się jednostronną i arbitralną decyzją zwolenników perspektywy gender. Decyzja ta, jak się wydaje, fałszuje u samych podstaw obraz człowieka uznając jego płeć nie tyle jako rzeczywistość wielowymiarową, związaną również z ciałem mającym swój wewnętrzny logos, lecz koncentruje uwagę na kulturowych jej aspektach, by w końcu uznać płeć jedynie za konstrukt społeczny. Rzetelność naukowa, nakazuje uwzględnić przy tworzeniu obrazu ludzkiej płciowości również osiągnięcia tych gałęzi wiedzy, które podkreślają wagę biologicznych uwarunkowań zróżnicowania płciowego i jego wpływu na zachowania oraz role społeczne. W przeciwnym razie badania naukowe w łatwy sposób przekształcają się w ideologię, której celem nie jest poszukiwanie prawdy o człowieku, lecz jej konstruowanie w taki sposób, aby służyła założonym z góry celom i zainteresowanym grupom społecznym. W obliczu takiego ryzyka trudno dziwić się, że arbitralne wykluczenie lub deprecjacja biologicznych uwarunkowań tożsamości płciowej budzą niepokój w środowiskach naukowych zajmujących się antropologią, a niektórzy z naukowców postrzegają wybrane tezy perspektywy gender jako ideologię. Stąd też uważam (wydaje mi się, że Pani również), że konieczny jest dialog naukowy pozwalający wyjaśnić narastające uprzedzenia oraz nakreślić rzetelną wizję antropologiczną, na której można budować prawo autentycznie służące dobru osoby i społeczeństwa.

Po drugie, powiązania jakie zachodzą pomiędzy kategorią płci kulturowej a feminizmem inspirowanym założeniami marksistowskiej walki klas budzą uzasadnioną nieufność do omawianej perspektywy badawczej. Można się obawiać, że szczególnie w Polsce, a zwłaszcza w środowiskach naukowych dystansujących się od marksizmu, powrót jego zasadniczych tez - wplecionych w perspektywę kulturowej interpretacji płci - może wzbudzać intelektualny sprzeciw. Związek perspektywy gender z marksizmem został dobitnie ukazany chociażby w publikacji profesor socjologii Harriet Bradley pt. Gender i wydanej w Cambridge w 2007 roku. „Nie jest żadnym zaskoczeniem - pisze Bradley - że w odpowiedzi na idee dotyczące klasy i kapitalizmu feministki wypracowały swoją teorię nierówności płci. (…) W tym sensie płeć stanowiła pojęcie analogiczne do jednego z kluczowych pojęć marksistowskiej socjologii: klasy” (H. Bradley, Płeć, Warszawa 2008, s. 50). Traktowanie relacji kobieta-mężczyzna w kategoriach walki klasowej dalekie jest od antropologii chrześcijańskiej od wieków kształtującej zachodnią cywilizację, która postuluje w miejsce rywalizacji i wrogości postawę miłości. Konsekwencjami przyjęcia paradygmatu marksistowskiego w perspektywie gender jest uznanie małżeństwa, rodziny i macierzyństwa za kategorie opresyjne i dyskryminujące, stąd relatywizacja ich wartości, a w skrajnych przypadkach ich zupełna dewaluacja. Wydaje się, że w obliczu kryzysu demograficznego, osłabienia instytucji małżeństwa i rodziny, promowanie rozwiązań inspirowanych marksistowską teorią walki klas nie służy ani dobru pojedynczych osób ani dobru społeczeństwa. Trudno też chyba będzie pogodzić postulowaną politykę prorodzinną państwa, gdy jednocześnie niektóre proponowane standardy europejskie inspirowane teorią gender podważają jednoznaczność rodziny opartej na trwałym fundamencie heteroseksualnego małżeństwa i nie promują prokreacji (por. Projekt Raportu A7-0306/2013 w sprawie zdrowia seksualnego i praw reprodukcyjnych 2013/2040[INI]).

Kwestionowanie normy heteroseksualnej, z którym spotykamy się w opracowaniach dotyczących kategorii płci kulturowej (por. H. Bradley, Płeć…, s. 88-96) budzi również poważne zastrzeżenia. Z przykrością stwierdzam, że w przedstawionej przez Panią Pełnomocnik panoramie rzeczywistości gender w żadnym miejscu nie wspomniała Pani o tak istotnym aspekcie refleksji nad płcią jako konstruktem społecznym. Nie jest przecież tajemnicą, że analityczna kategoria płci kulturowej znajduje swoje liczne zwolenniczki i zwolenników nie tylko pośród feministek i feministów, ale również wśród przedstawicieli tzw. mniejszości seksualnych. To oni bardzo żywo zainteresowani są sukcesem „eksperymentu gender”, gdyż staną się jego niewątpliwymi beneficjentami. Już w latach sześćdziesiątych do ugrupowań feministycznych przyłączyło się wiele lesbijek odczuwających na co dzień dyskryminację płciową. Jak potwierdzają amerykańscy socjologowie, ruch feministyczny stał się swoistą trampoliną w upolitycznieniu ruchu lesbijskiego (por. C.M. Renzetti, D.J. Curran, Kobiety, mężczyźni i społeczeństwo, Warszawa 2005, s. 32). Coraz większy udział lesbijek w ruchu feministycznym powodował powstawanie krytycznych analiz samego heteroseksualizmu z pozycji feministek-lesbijek (heteroseksualizm jako kolejna norma opresyjna, forma ucisku i dyskryminacji). Wreszcie gender studies asymilujące postmodernistyczne tezy Michela Foucaulta o relacji płci do władzy oraz twierdzenia Judith Butler o performatywnym charakterze płci, rozwijają teorie poddające w wątpliwość heteroseksualną normę zachowań seksualnych. Teoretyczne rozważania liderów poststrukturalizmu oraz dekonstrukcjonizmu stają się „intelektualnym paliwem” napędzającym mechanizm zmian w szeroko pojętej obyczajowości oraz w formułowaniu żądań pod adresem stanowionego prawa, aby dotychczasowe uprawnienia tradycyjnego małżeństwa i rodziny zagwarantować innym związkom nieheteroseksualnym. Śledząc literaturę poświęconą problematyce kulturowego uwarunkowania płci, dostrzegamy, że wątek walki o równe prawa dla przedstawicieli środowisk LGBTQ wpisuje się dość wyraźnie w obszar zainteresowań perspektywy gender. Żądania tych środowisk o uznanie chociażby prawa do małżeństwa czy adopcji dzieci dla związków nieheteroseksualnych budzą sprzeciw nie tylko naukowców katolickich, ale także badaczy, dla których rozumowe przesłanki w wystarczający sposób pozwalają udowodnić naturalność heteroseksualnej normy. Trudno zatem się dziwić, że coraz bardziej inwazyjna chęć wpływania środowisk LGBTQ na stanowienie prawa w dziedzinach dotyczących małżeństwa, rodziny, wychowania oraz edukacji seksualnej, z powoływaniem się na standardy równości wypracowane w dużej mierze przez gender studies oraz queer studies, budzi niepokój i sprzeciw. Nie oznacza on w żadnym razie niechęci czy wrogiego nastawienia do reprezentantów środowisk LGBTQ. Do każdego człowieka należy podchodzić z szacunkiem i z respektem dla jego godności, co jednak nie przekłada się automatycznie na akceptację wszystkich jego zachowań, zwłaszcza gdy dotyczą one przestrzeni dobra wspólnego, jakimi są np. małżeństwo, rodzina, wychowanie. Wydaje mi się, że sprzeciw naukowców wobec promocji „standardów równościowych” promowanych przez organizacje międzynarodowe w odniesieniu do środowisk LGBTQ nie jest wymierzony przeciw komukolwiek. Jest raczej wyrazem troski o to, aby stanowienie prawa odbywało się na fundamencie takiej antropologii oraz aksjologii, która ma nie tyle zapewniać przywileje jednostkom czy grupom, ale autentycznie służyć dobru osoby ludzkiej oraz społeczeństwa.

Promowanym zmianom społecznym w najbardziej newralgicznych sferach życia ludzkiego, takich jak obyczajowość, moralność, wychowanie, małżeństwo czy rodzina powinno zawsze przyświecać szukanie prawdy i dobra. Również stanowienie prawa bazować powinno na autentycznej antropologii oraz unikać posiłkowania się tezami cząstkowymi lub jednostronnymi. Ufam, że wymiana myśli pomiędzy naukowcami oraz środowiskami opiniotwórczymi przyczyni się do wyjaśnienia kontrowersji narastających wokół problematyki związanej z kulturowymi uwarunkowaniami płci. Ich analiza - ważna i pomagająca w przezwyciężaniu krzywdzących postaw niesprawiedliwości społecznej względem kobiet i mężczyzn - nie powinna jednak rodzić nowych form dyskryminacji i wykluczenia. Nie wolno zabronić pojawiania się i rozwijania dyskursów i poglądów innych od reprezentowanych przez przedstawicieli perspektywy gender. To są fundamentalne podstawy demokracji oraz akademickiego etosu. Należy spotykać się, dyskutować, szukać -bez emocji i oskarżeń - najlepszych rozwiązań dla dobra ludzkiej osoby i społeczeństwa. Niech zwycięża siła argumentu.

Niech powyższe myśli wyrażone ze szczerą troską o człowieka świadczą o poważnym traktowaniu problematyki przedstawionej przez Panią w swoim piśmie. Będę więc oczekiwał dalszych poważnych refleksji na ten temat, które zapewne zostaną udostępnione opinii publicznej po konferencji organizowanej przez Panią Pełnomocnik w 2014 roku.

Z wyrazami szacunku
Józef Kowalczyk
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński Prymas Polski


Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas Polski: służba w miejsce władzy i prestiżu

2020-01-19 15:07

[ TEMATY ]

prymas Polski

prymas

episkopat.pl

O tym, że wolności można używać zarówno dobrze, jak i źle, można przez nią budować, ale można i niszczyć przypomniał Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas niedzielnych uroczystości rocznicowych w rodzinnym Gniewkowie.

Metropolita gnieźnieński odprawił w miejscowym kościele pw. św. Mikołaja Mszę św. z okazji 100. rocznicy powrotu Gniewkowa do wolnej Polski. Wspominając tych, którzy się do tego przyczynili zarówno walką powstańczą, jak i zabiegami dyplomatycznymi, powtórzył za Janem Pawłem II, że wolność jest nam dana, ale i zadana i w tym kontekście możemy przez nią budować, ale możemy i niszczyć.

„Kształtować nasze wspólne życie w wolności. Co to konkretnie dziś oznacza?” – pytał Prymas, odpowiadając słowami papieża Franciszka, że oznacza to stawianie niewinności w miejsce podłości, miłości w miejsce siły, pokory w miejsce pychy, służby w miejsce władzy i prestiżu.

„Oznacza to – mówił dalej – stawianie w miejsce dzikiej rywalizacji – współpracę, w miejsce podziałów – jedność, w miejsce kierowania się jedynie własnym interesem i wykorzystywania innych dla siebie – solidarne dzielenie się owocami naszej wspólnej pracy i służbę najbardziej potrzebującym. Oznacza – stwierdził abp Polak – stawienie w miejsce burzenia – wspólne budowanie”. Metropolita gnieźnieński wskazał również, że tylko ofiarując swoje życie za innych można przerwać krąg zła, niewoli i cierpienia.

„Tylko tak dokonuje się prawdziwie wyzwolenie. Tylko tak można odzyskać utraconą wolność. Tylko tak można czynić siebie i innych ludźmi naprawdę wolnymi. W istocie tak właśnie postąpił w Jezusie Chrystusie wobec człowieka sam Bóg” – przypomniał Prymas kończąc homilię modlitwą.

„Baranku Boży, zmartwychwstały Panie, który bierzesz nas siebie winy ludzkości, który bierzesz na siebie nasze winy, przebacz nam i odpuść to wszystko, czym, powodowani naszą pychą i egoizmem, obarczyliśmy już Ciebie i spraw, prosimy, abyśmy tak jak dziś radujemy się wszyscy z odzyskanej sto lat temu wolności i niepodległości, mogli z nadzieją i ufnością kształtować jej oblicze, wespół ze wszystkimi braćmi i siostrami” – prosił na koniec abp Polak.

Gniewkowo, niegdyś siedziba kasztelani i jednego z księstw kujawskich, należy do najstarszych miejscowości na Kujawach. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1185 r. W 1772 r., podczas pierwszego rozbioru Polski, w ramach tzw. okręgu nadnoteckiego, znalazło się w zaborze pruskim. Trwające w latach 1918-1919 Powstanie Wielkopolskie nie dotarło do miasta. Idący od Inowrocławia powstańcy zostali zatrzymani w pobliskiej Wielowsi przez silne zgrupowanie wojsk niemieckich. Niepodległość przyszła do Gniewkowa dopiero 17 stycznia 1920 r. wraz z 4. pułkiem Ułanów Nadwiślańskich, wchodzącym w skład Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera.

CZYTAJ DALEJ

"Szczęść Boże" czy... "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"?

Niedziela łowicka 6/2003

[ TEMATY ]

ksiądz

kapłan

Piotr Drzewiecki

Ostatnio jedna z kobiet zapytała mnie jakby z pewnym wyrzutem: "Proszę księdza, zauważam z niepokojem, że ostatnimi laty coraz modniejsze w ustach duchownych, kleryków, sióstr duchownych jest pozdrowienie: «Szczęść Boże» zamiast «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Nawet ksiądz, który przyszedł do mnie po kolędzie, pozdrowił nas słowami «Szczęść Boże». To nie jest przywitanie chwalące Boga. Kiedyś w taki sposób pozdrawiano osoby pracujące: «Szczęść Boże w pracy» i wówczas padała odpowiedź: «Bóg zapłać». Dzisiaj kiedy słyszę «Szczęść Boże», od razu ciśnie mi się na usta pytanie: do czego, skoro nikt nie pracuje w tej chwili? Nie wiem, co o tym myśleć. Według mnie to nie jest w pełni chrześcijańskie pozdrowienie".
No cóż, wydaje się, że powyższa interpretacja pozdrowień chrześcijańskich jest uzasadniona. Ale chyba może za bardzo widać tutaj przyzwyczajenie do tego, co jest tradycją wyniesioną z dziecinnych lat z domu rodzinnego. Pamiętajmy jednak o jednym: to, co jest krótsze, a mam tu na myśli zwrot "Szczęść Boże", niekoniecznie musi być gorsze.
Owszem, pozdrowienie "Szczęść Boże" jest krótsze i z tego powodu częściej stosowane. Ale ono ma swoją głęboką treść, która nie tylko odnosi się do ciężkiej, fizycznej pracy. To w naszej tradycji związano to pozdrowienie z pracą. A przecież życzenie szczęścia jest związane z tak wieloma okolicznościami. Bo jest to ludzkie życzenie skierowane do Boga, stanowiące odpowiedź na całe bogactwo życia człowieka. I jest tu wyznanie wiary w Boga i Jego Opatrzność; wyznanie wiary, że to, co jest ludzkim życzeniem, spełnić może tylko Bóg. To szczęście ma pochodzić od Niego. Mamy tu więc skierowanie uwagi na Boga i naszą od Niego zależność. Zależność, w którą wpisana jest Boża życzliwość dla człowieka. Tak oto odsłania się nam głębia tego skromnego pozdrowienia "Szczęść Boże". Czyż to mało?
Poza tym życzyć szczęścia od Boga, to znaczy życzyć Bożego błogosławieństwa. A jak jest ono cenne, świadczy opisana w Księdze Rodzaju nocna walka patriarchy Jakuba z aniołem, której celem jest m.in. uzyskanie błogosławieństwa w imię Boga: "Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz" (por. Rdz 32, 25-32). I tu znów odsłania się znaczenie naszego pozdrowienia "Szczęść Boże". Jest to prośba o udzielenie przez Boga błogosławieństwa, czyli prośba o uszczęśliwienie człowieka, a więc ogarnięcie go Bożą łaską. Z tym łączy się życzenie osiągnięcia szczęścia wiecznego, którego wszelkie szczęście doczesne jest zapowiedzią i obrazem.
Nie chciałbym jednak być źle zrozumiany. To, że piszę tak wiele o pozdrowieniu "Szczęść Boże", nie znaczy automatycznie, iż chcę przez to podważać pierwszeństwo pozdrowienia "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Moją intencją jest jedynie odkrycie głębokiej wartości wypowiedzenia słów "Szczęść Boże" przy spotkaniu dwóch osób.
A na koniec pragnę przytoczyć - niejako w formie argumentu na poparcie moich rozważań - słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które wypowiedział 10 czerwca 1997 r. w czasie wizyty w Krośnie: "Niech z ust polskiego rolnika nie znika to piękne pozdrowienie «Szczęść Boże» i «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus». Pozdrawiajcie się tymi słowami, przekazując w ten sposób najlepsze życzenia (bliźnim). W nich zawarta jest wasza chrześcijańska godność. Nie dopuście, aby ją wam odebrano".

CZYTAJ DALEJ

Oświęcim: dziś obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau

2020-01-27 08:35

[ TEMATY ]

Oświęcim

Auschwitz

RJA1988/pixabay.com

Ponad 200 byłych więźniów obozu Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu przyjeżdża do Oświęcimia, aby złożyć hołd ofiarom. Podczas uroczystości 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu obecni będą przedstawiciele kilkudziesięciu krajów – reprezentanci kilku europejskich monarchii, prezydenci i premierzy – a także duchowni różnych wyznań, członkowie organizacji oraz przedstawiciele lokalnej społeczności.

Dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu Piotr M.A. Cywiński przypomniał podczas spotkania z dziennikarzami, że to byli więźniowie będą głównymi gośćmi uroczystości. „Nie politycy, nie głowy koronowane, nie szefowie rządów, ale właśnie oni. To oni będą mieli główne przemówienia. My wszyscy, powojenni, będziemy ich słuchali” – zapowiedział dyrektor i poinformował, że spodziewanych jest około 60 delegacji państw i organizacji międzynarodowych.

W czasie spotkania w oświęcimskiej bibliotece dyrektor wręczył nominacje na „konsulów honorowych Miejsca Pamięci” – edukatorzy, historycy, których zadaniem jest przekazać historię Holokaustu nowym pokoleniom. Zostali nimi Maria Zalewska ze Stanów Zjednoczonych i Enrique de Villamor y Soraluce z Hiszpanii.

Wśród uczestników poniedziałkowych uroczystości będzie delegacja byłych więźniów Auschwitz oraz ocalałych z Holokaustu ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Izraela, Australii i kilku krajów europejskich. Wszyscy goście zasiądą w namiocie, jaki powstał nad historyczną bramą byłego obozu Auschwitz II-Birkenau.

Głos zabiorą m.in. byli więźniowie. Zabrzmi żydowski szofar, modlić się będą razem Żydzi i chrześcijanie kilku wyznań. Na koniec delegacja ocalałych oraz szefowie delegacji państwowych przejdą pod pomnik ofiar obozu i zapalą tu znicze. Specjalnym wysłannikiem Ojca Świętego będzie kard. Zenon Grocholewski – emerytowany prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej.

Zaplanowano wystąpienie przedstawiciel „Filarów Pamięci” Ronalda S. Laudera. Głos zabierze też dyrektor Miejsca Pamięci Auschwitz.

Gospodarzem poniedziałkowych uroczystości jest prezydent RP Andrzej Duda, który będzie przewodniczył polskiej delegacji i powita przybyłych gości.

Tegoroczne obchody 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz mają motto: „Mamy straszne przeczucie, gdyż wiemy”. Słowa te pochodzą z odnalezionych na terenie Birkenau rękopisów Załmena Gradowskiego (ok. 1910 - 7 października 1944) – polskiego Żyda, byłego więźnia obozu Auschwitz. Przed wojną mieszkał w Łunnie k. Grodna. W listopadzie 1942 r. został zesłany do obozu w Kiełbasinie, skąd w grudniu deportowano go z rodziną do Auschwitz. Na rampie podczas selekcji stracił m.in. żonę, matkę i dwie siostry. Sam trafił do Sonderkommando w Birkenau i był jednym z organizatorów buntu 7 października 1944 r. Przypuszczalnie zginął tego samego dnia w trakcie walki lub został zastrzelony przez SS w ramach represji tuż po stłumieniu buntu. Jest on autorem dwóch rękopisów w języku jidysz, ukrytych przezeń i odnalezionych po wojnie na terenie Birkenau.

Niemiecki obóz zagłady wyzwolili żołnierze 100. Lwowskiej Dywizji Piechoty 60. Armii I Frontu Ukraińskiego. W barakach obozowych było wtedy ponad 7,5 tys. chorych i skrajnie wyczerpanych więźniów, w tym także dzieci. W walkach o oswobodzenie Auschwitz, Birkenau, podobozu Monowitz oraz Oświęcimia zginęło około 200 żołnierzy radzieckich.

W czasie funkcjonowania niemieckiego obozu w Auschwitz zamordowano około 1,1 mln osób, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, radzieckich jeńców wojennych oraz ludzi innych narodowości.

Ze względu na znaczenie miejsca i wagę symbolu, jakim dla całego świata jest były obóz Auschwitz-Birkenau, Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w listopadzie 2005 r. ustanowiło dzień 27 stycznia – rocznicę wyzwolenia obozu – Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję