Reklama

Jan Paweł II

"Habemus Papam!". Jak zapamiętali ten wybór

Niedziela Ogólnopolska 42/2005

[ TEMATY ]

papież

Kościół

wiara

bp Jan Szkodoń

MARIAN SZTAJNER

To było jakby wczoraj.
Poniedziałek, 16 października, godzina 17.20.
Nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym.
A potem na balkon Bazyliki św. Piotra wyszedł uśmiechnięty kard. Karol Wojtyła.
„Nie wiem, czy potrafię wyrażać się
jasno w Waszym... naszym języku włoskim.
Jeżeli się pomylę, to mnie poprawcie...”.

O to, jak zapamiętali tę chwilę, zapytaliśmy ludzi Kościoła, świata kultury i polityki.

Rozpoczęliśmy lot

Ks. dr Wiesław Aleksander Niewęgłowski, Krajowy Duszpasterz Środowisk Twórczych:
Pamiętam dobrze godzinę wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Pracowałem wtedy w kościele akademickim pw. św. Anny w Warszawie. Pod koniec nabożeństwa różańcowego, gdy na klęcznik położono mi karteczkę: „Mamy papieża, jest nim kardynał krakowski”, poczułem radość i wzruszenie. Parę minut później, zgodnie z przewidzianym porządkiem liturgicznym, rozpoczynałem Mszę św. Na początku podałem intencję i niezwykłą wiadomość: modlimy się za nowego papieża - Jana Pawła II, który jest synem polskiej ziemi. Entuzjazm wśród zgromadzonych, łzy, uściski, początek nowego, chociaż nieznanego czasu.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że społeczeństwo i Polska stają wobec nowych wyzwań, a Kościół Milczenia odzyska głos. Zaczął otwierać się przed nami świat. Zaczęło się to jeszcze przed inauguracją pontyfikatu. Zamknięty przez system w tym kraju, mogłem otrzymać wreszcie paszport, przekroczyć granicę, aby uczestniczyć w tej niezwykłej chwili Kościoła powszechnego. W dzień po inauguracji miałem dar osobistego spotkania z Ojcem Świętym. Zrozumiałem wtedy, że zaczynają rozwijać się nam skrzydła. Rozpoczęliśmy lot.

(Wysłuchał: Artur Stelmasiak)

Potraktowałem to jako żart

Prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog:
Pamiętam to dokładnie. Tego październikowego dnia ktoś do mnie zadzwonił. Powiedział: „Słuchaj, Karol Wojtyła został papieżem” i odłożył słuchawkę. Oczywiście, potraktowałem to jako żart. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Włączyłem czym prędzej radio i zacząłem przeszukiwać skalę. Słyszałem, że właściwie we wszystkich językach świata powtarzało się jedno słowo: „Wojtyla”. Dopiero wtedy uwierzyłem. Stało się coś, czego prawdopodobnie nikt poza Duchem Świętym nie przewidywał.
Gdy ta wiadomość na dobre do mnie dotarła, poczułem, że wreszcie zegar historii ruszył także dla Polski. Coś się stanie. To będzie miało następstwa przekraczające nasz horyzont wyobraźni. Mimo że bardzo się starałem, nie potrafiłem wówczas przewidzieć wszystkich skutków tego pontyfikatu. 16 października 1978 r. zdałem sobie sprawę, że teraz już nie jesteśmy osamotnieni. Już świat nie będzie mógł o nas zapomnieć, ponieważ będzie Papież, który mocno przypomni o naszym istnieniu oraz o krzywdzie, którą nam wyrządzono. Wówczas nie myślałem, że wkrótce powstanie jakiś ruch społeczny, który obali komunizm. W tamtym czasie to wszystko przekraczało granice mojej wyobraźni. Ale wiedziałem, że stało się coś, co w podręcznikach historii będzie zapisane jako ocenzurowane.
Polacy poczuli się silniejsi. Poczuli, że Jan Paweł II jest punktem odniesienia do tego, co się dzieje w kraju, ale także jest naszym adwokatem i rzecznikiem na świecie. Wybór Papieża spowodował wielkie poruszenie w naszym narodzie. Także jego pierwsza pielgrzymka do Polski w 1979 r. wywołała ogromny entuzjazm. Zewnętrzne objawy tego powszechnego poruszenia wygasały, ale konsekwencje ujawniały się stopniowo. Pamiętajmy, że po pierwszej papieskiej pielgrzymce pozornie wszystko wróciło do normy, a rok później powstała „Solidarność”.

(Wysłuchał: Artur Stelmasiak)

Myślałem tylko o jednym: czy da sobie radę

Red. Grzegorz Polak, redaktor naczelny Wielkiej Encyklopedii Jana Pawła II:
Pamiętam tę chwilę, jakby to było wczoraj. 16 października 1978 r., będąc wówczas początkującym dziennikarzem, poszedłem ze swoją Mamą na Mszę św. na godz. 18.00 do parafialnego kościoła pw. Opatrzności Bożej na warszawskim Rakowcu. Chcieliśmy się pomodlić za nowego papieża. Mszę św. odprawiał ks. Władysław Walczewski. Nagle, podczas liturgii Słowa, w drzwiach zakrystii ukazała się uśmiechnięta, szczęśliwa twarz naszego proboszcza, ks. prał. Romualda Kołakowskiego. - Co się dzieje? - pomyślałem. - Przecież nigdy się tak nie zachowywał. Ksiądz Proboszcz podszedł do ołtarza i szepnął coś do ucha celebransowi. Ks. Walczewski ogłosił: „Jak przed chwilą podało radio, papieżem prawdopodobnie został Polak, kard. Karol Wojtyła!”. To było 27 lat temu i wierni nie zachowywali się tak swobodnie w kościele jak dzisiaj. Nie było braw, nie było padania sobie w objęcia. Ale czułem, jak przez nasz kościół przepłynęła fala radości i szczęścia. Ludzie, uśmiechnięci, patrzyli z lekkim niedowierzaniem na swoich sąsiadów. A po Mszy św. na zewnątrz kościoła aż huczało od rozmów.
Byłem pijany ze szczęścia. Wsiadłem do autobusu i pojechałem do Słowa Powszechnego, gdzie wówczas pracowałem, aby włączyć się w redagowanie numeru o historycznym wydarzeniu, które wstrząsnęło światem. W pierwszych tygodniach po wyborze Jana Pawła II nie zastanawiałem się nad jego programem duszpasterskim. Myślałem tylko o jednym: Czy nowy papież z odciętej od demokratycznego świata Polski da sobie radę z pełnieniem tak odpowiedzialnej funkcji, a później - czy odwiedzi Ojczyznę, bo pamiętałem, że komuniści nie pozwolili przyjechać Pawłowi VI na Millennium Chrztu Polski. Okazałem się człowiekiem małej wiary. To był pontyfikat twórczy i dynamiczny. Jan Paweł II jako czwarty papież w dziejach otrzymał jeszcze za życia przydomek „Wielki”. A tylko za czasów PRL-u przyjeżdżał do nas aż trzy razy.
Odkąd Ojciec Święty przekroczył próg kościoła luterańskiego oraz synagogi, już mnie tak nie zaskakiwał - no, może powrotem w ostatnich latach życia do poezji. Dokonał tak wiele, zmienił świat w sensie politycznym i duchowym, ale zapamiętam Go jako człowieka niespotykanej wprost wrażliwości, z taką samą uwagą słuchającego murzyńskiej matki, która nie ma co dać na obiad swoim dzieciom, co przywódcy największego światowego mocarstwa. Kluczem do jego pontyfikatu jest, moim zdaniem, pojęcie „wyobraźnia miłosierdzia”, o którą apelował do nas podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Polski.

Reklama

(Wysłuchała: Milena Kindziuk)

Poczułem radość, ale i szok

Prof. Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”:
Doskonale pamiętam tamten październikowy wieczór 1978 r. Żona przybiegła do mnie i podekscytowana stwierdziła, że słuchała radia, w którym podano informację o wyborze naszego kardynała Wojtyły na papieża. - Czy na pewno dobrze usłyszałaś? - pytam. - Nie jestem pewna - odpowiedziała. Zasiedliśmy więc do oglądania Dziennika telewizyjnego i tam rzeczywiście poinformowano o wyborze kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową. Poczułem wielką radość, ale i szok jednocześnie, bo nie spodziewałem się czegoś takiego. Przecież kilkusetletnią tradycją było wybieranie Włocha na papieża.
Zdawałem sobie sprawę, że w ten sposób otwiera się niesłychana szansa dla naszego kraju. Oto na czele Kościoła katolickiego staje nasz Rodak. Czy miałem wyobrażenie co do bezpośrednich skutków tego wyboru? Na początku nie. Dopiero po pierwszej pielgrzymce Ojca Świętego do Polski w 1979 r. zrozumiałem, że szykuje się jakiś przełom. Choćby dlatego, że wreszcie można było zobaczyć, jak olbrzymie tłumy myślą podobnie. Przedtem nie mieliśmy tej świadomości. Nie było polskich organizacji masowych, które nie byłyby sterowane przez władze komunistyczne. A tu nagle miliony ludzi były razem. Wskazywało to, że społeczeństwo polskie zaczyna dojrzewać do jakiegoś przełomu.

(Wysłuchał: Piotr Chmieliński)

Nowa szansa i nowa nadzieja

Prof. Wiesław Chrzanowski, polityk, marszałek Sejmu RP w latach 1991-93:
O wyborze kard. Wojtyły na papieża dowiedziałem się telefonicznie, od przyjaciela. Pierwsze uczucie, jakie się we mnie wtedy zrodziło, to ogromna nadzieja, że choć trochę poprawi się sytuacja Polski. Ojciec Święty bowiem wyrósł z tej ziemi - myślałem - z polskiego katolicyzmu, i nie sposób, by o tym zapomniał, gdy objął Stolicę Piotrową. Spodziewałem się też, że Jan Paweł II pozytywnie wpłynie na polski Kościół, na religijność Polaków. Wiedziałem, że ma niezwykłą zdolność pobudzania religijności, że to jest jego charyzma, która okaże się ożywcza dla Kościoła. I tego przede wszystkim spodziewałem się po tym pontyfikacie: ożywienia religijności i wzmocnienia naszej sytuacji polskiej, narodowej, w czasie gdy byliśmy osamotnieni na arenie międzynarodowej.
Pamiętam też, jak wkrótce po inauguracji pontyfikatu Jan Paweł II powiedział, że decyzja konklawe była przejawem łaski okazanej narodowi polskiemu. Tymi słowami wyraził dokładnie to, co i ja wtedy odczuwałem: że to dla nas nowa szansa i nowa nadzieja. I tak rzeczywiście było. Ojciec Święty przez cały pontyfikat nie odcinał się od swoich korzeni, podkreślał swoje więzy z Polską i swoim narodem; ta polskość była w nim przez cały czas obecna. Podkreślał też więź z Kościołem, z którego wyrósł, i nie kłóciło się to wcale z pojęciem uniwersalizmu chrześcijańskiego, na który także kładł nacisk w swoim nauczaniu.
Jeśli chodzi o to, jak zapamiętałem 16 października 1978 r., powiem o jeszcze jednej rzeczy. Otóż, w moim domu rozdzwoniły się wtedy telefony od przyjaciół z Londynu, którzy z zaciekawieniem pytali mnie, kim jest ten Polak - Wojtyła. A potem, w nocy z 16 na 17 października, zorganizowali w polskim kościele Mszę św. Młodzież była na niej w strojach narodowych, a brytyjska telewizja transmitowała tę uroczystość. Później Anglicy - niekatolicy - składali Polakom gratulacje!

(Wysłuchała: Milena Kindziuk)

Byłam wtedy zakonnicą

Prof. Anna Świderkówna, autorka popularnych książek o Biblii:
W październiku 1978 r. przebywałam w postulacie zakonnym opactwa Sióstr Benedyktynek w Żarnowcu. Myślałam, że moim powołaniem jest zostać benedyktynką, jednak moje władze zakonne później zadecydowały inaczej. Bóg po prostu formował mnie do tej pracy, którą wykonuję dzisiaj. Niemniej podczas konklawe, na którym wybrano kard. Wojtyłę na papieża, byłam jeszcze postulantką.
W klasztorze wiedziałyśmy, oczywiście, że trwa konklawe. 16 października wieczorem jadłyśmy w klasztornym refektarzu kolację. W tym samym czasie w kościele odbywało się nabożeństwo różańcowe. Jeden z księży przewodniczył temu nabożeństwu, a drugi kapłan na plebanii słuchał radia. Tam usłyszał tę niesamowitą wiadomość z Watykanu. Natychmiast przyszedł do kościoła i ogłosił ją wiernym. Jedna z naszych sióstr, która siedziała wtedy na chórze (była organistką), natychmiast przybiegła do nas z informacją, że Polak został papieżem.
To było tak nieprawdopodobne, że w ogóle nie chciałyśmy w to wierzyć. Jednak chwilę później, za plecami matki ksieni otworzyły się dwa lufciki w wielkich gotyckich oknach i ukazały się głowy sióstr, które w gospodarstwie doiły właśnie krowy. Miały ze sobą przenośny, malutki odbiornik radiowy. I podekscytowane powtórzyły wiadomość przyniesioną przez siostrę organistkę. Zrobił się wielki harmider. Postanowiłyśmy, za zgodą matki ksieni, obejrzeć Dziennik telewizyjny. A po nim w kaplicy odśpiewałyśmy Te Deum. Pamiętam, że wieczorem, przed snem, pomyślałam sobie: Jakie ciężkie okaże się to zapewne dla naszego Papieża, że już nie będzie mógł mieszkać na stałe w Polsce.
Wtedy nie myślałam, że w Polsce nastąpią jakieś gwałtowne zmiany. Pamiętam zresztą, jak pod koniec 1989 r. rozmawiałam z jednym z wybitnych naszych biskupów, który powiedział mi, że miał za słabą wiarę jak na biskupa. Bo wprawdzie był przekonany, że Związek Radziecki kiedyś się rozpadnie, ale nie myślał, iż stanie się to za jego życia.

(Wysłuchał: Piotr Chmieliński)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskup Szkodoń jest blisko cierpiących

[ TEMATY ]

bp Jan Szkodoń

Joanna Adamik/Archidiecezja Krakowska

Bp Jan Szkodoń

Jestem poruszona i wstrząśnięta atakami medialnymi na ks. biskupa Jana Szkodonia. Wobec tych szatańskich ataków na naszego pasterza, czuję przynaglenie , aby napisać osobiste świadectwo: doświadczyliśmy bowiem od księdza biskupa Jana Szkodonia bardzo wiele dobra i pomocy w trudnej sytuacji naszej rodziny

Niech Będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Mam na imię Dorota, wraz z mężem należymy do wspólnoty Domowego Kościoła od 17 lat, co pomaga nam poznawać Pana Boga, dojrzewać we wzajemnej miłości i wychowywać po katolicku sześcioro naszych dzieci.

Osobiste świadectwo

Jestem poruszona i wstrząśnięta atakami medialnymi na ks. biskupa Jana Szkodonia. Wobec tych szatańskich ataków na naszego pasterza, czuję przynaglenie , aby napisać osobiste świadectwo: doświadczyliśmy bowiem od księdza biskupa Jana Szkodonia bardzo wiele dobra i pomocy w trudnej sytuacji naszej rodziny.

Z zawodu jestem nauczycielem i dzięki temu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu, podczas którego ksiądz biskup odwiedził naszą szkołę, wizytując parafię. Podczas spotkania biskupa z nauczycielami miałam możliwość, by publicznie dać świadectwo. Mówiłam wtedy księdzu biskupowi i zebranym na wizytacji nauczycielom o tym, jak bardzo jesteśmy Bogu wdzięczni za Domowy Kościół. Dowiedziałam się, że, ta wspólnota jest biskupowi bardzo bliska.

Niedługo potem zachorowała nasza pięcioletnia córka Anielka na białaczkę. Stan dziecka był bardzo ciężki. Biskup Jan dowiedział się chorobie naszej córki i konkretnie nam pomógł. Nie był obojętny na dramat, jaki stał się udziałem naszej rodziny. Codzienny pobyt w szpitalu w Prokocimiu, ciężka, trudna do zniesienia dla małego dziecka chemia i zwykła troska o pozostałe dzieci , które były w domu. Życie pomiędzy oddziałem, gdzie leżała nasza córka, a domem.

Niósł nadzieję, wspierał

Biskup Jan Szkodoń pomógł nam przetrwać ten bardzo naznaczony cierpieniem czas. Odwiedzał chore dzieci i nas w szpitalu. Niósł tam nadzieję, wspierał, gdy w obliczu groźby śmierci przygotowywaliśmy Anielkę do wczesnej Komunii świętej. Odwiedzał nas również w domu. Modlił się za nas każdego dnia, co czuliśmy. Dzięki tej modlitwie mogliśmy przetrwać ten trudny czas. Ksiądz biskup Jan Szkodoń odprawiał w każdy piątek nabożeństwo Drogi Krzyżowej przy grobie bł. Anieli Salawy w Kościele oo. Franciszkanów w Krakowie w intencji naszej córki Anieli. Jego postawa, współczucie, jakie nam okazał, i wsparcie – spowodowały, że nasza rodzina jest znowu razem.

Dziecko wyzdrowiało i cieszy się życiem, chociaż tyle dzieci, które poznaliśmy na oddziale, nie pokonało tej choroby. Jestem niezmiernie szczęśliwa, doświadczyłam bowiem, że biskup jest prawdziwym ojcem,a nie odległym hierarchą. Nie jest mu obojętny los owiec, które powierzył mu paść Pan Jezus. Żywo interesuje się naszym losem i jest blisko cierpiących i chorych na wzór Pana Jezusa . Krocząc ciemną doliną, zobaczyliśmy biskupa Jana, który po prostu był z nami, telefonował i błogosławił nas.

Nigdy nie potrafię wyrazić tego, jak wiele to dla nas znaczyło, Jego troska dodawała nam ogromnej radości i siły. Modlę się, by Maryja Matka Kapłanów obroniła naszego biskupa - ks. Jana Szkodonia i dodała mu sił i mocy, aby mógł znieść te straszliwe ataki, wymierzone w Kościół Chrystusowy.

Trwamy na kolanach

Księże Biskupie! Obiecujemy modlitwę w naszej rodzinie za Księdza. Tak jak kiedyś Ksiądz był przy nas w naszych troskach, tak teraz my trwamy na kolanach, prosząc Boga o siłę dla Księdza w przezwyciężaniu szkalujących ataków.

Dorota i Jerzy Nowakowie z dziećmi

CZYTAJ DALEJ

#TRIDUUMwDOMU – materiały do liturgii domowej

2020-04-06 19:06

[ TEMATY ]

Triduum Paschalne

źródło: vaticannews.va

Zdjęcie ilustracyjne

Duszpasterstwo Akademickie Patmos Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II wraz z Ruchem Światło-Życie Archidiecezji Krakowskiej przygotowało materiały zatytułowane #TRIDUUMwDOMU, które mogą pomóc w rodzinnym przeżywaniu i celebrowaniu Świętych Dni i Wielkanocy.

Z racji pandemii koronawirusa tegoroczne święta wielkanocne i celebracja Triduum Paschalnego będą wyjątkowe. – Treść tych świąt się nie zmienia. Chrystus naprawdę umarł dla naszego zbawienia i zmartwychwstał, pokonując grzech i śmierć. Zmienia się forma naszego uczestnictwa w tych wydarzeniach – zwraca uwagę ks. Krzysztof Porosło. W katedrach i parafiach biskupi i kapłani będą celebrować liturgię Triduum Sacrum, jednak bez udziału wiernych, którzy będą włączać się w te misteria w swoich rodzinach przez modlitwę i celebrację swoistych liturgii domowych.

Duszpasterz akademicki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie zwraca uwagę, że może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej możemy sobie uświadomić, że Pascha żydowska, która była figurą zapowiadającą Paschę Chrystusa, była celebrowana w domach. – W tym roku szczególnie nasze domy staną się miejscami celebracji Triduum Paschalnego. Jeszcze mocniej odkryjemy prawdę o kapłaństwie powszechnym wszystkich ochrzczonych. Nie mogąc uczestniczyć w celebracjach liturgicznych w naszych kościołach i parafiach, nie tracimy możliwości głębokiego przeżycia tych świąt i doświadczenia we własnym życiu, że Chrystus umarł dla mojego zbawienia, że na krzyżu moje grzechy zostały pokonane Jego miłością, że w moim życiu zabłysło światło Jego zmartwychwstania i nadziei – podkreśla.

Duszpasterstwo Akademickie Patmos Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II wraz z Ruchem Światło-Życie Archidiecezji Krakowskiej przygotowało materiały zatytułowane #TRIDUUMwDOMU, które mogą pomóc w tym rodzinnym przeżywaniu i celebrowaniu Świętych Dni. W formie rytuału liturgii domowej udostępniono je w wersji plików PDF (do wydrukowania albo korzystania na czytnikach elektronicznych). Ks. Krzysztof Porosło razem z ks. Jackiem Bernacikiem nagrali także trzy katechezy video, w których objaśniają poszczególne znaki tej domowej liturgii.

Duszpasterze zachęcają także w czasie Triduum Paschalnego do odmawiania Liturgii Godzin. - Ta modlitwa każdego dnia zostaje rozwinięta o słuchanie i medytację liturgii słowa poszczególnych dni Triduum oraz o celebrację niektórych znaków liturgii tych dni: obmycie nóg, adoracja krzyża, uroczyste zapalenie świecy czy odnowienie przymierza chrzcielnego. Codziennie celebracje te prowadzą do zjednoczenia z Chrystusem w komunii duchowej – podkreślają autorzy #TRIDUUMwDOMU.

Z przygotowanych materiałów można skorzystać jako ze swoistego rytuału do liturgii celebrowanej w domowym Kościele, gdzie cała rodzina gromadzi się na modlitwie przy rodzinnym stole. - Wtedy, kiedy w rodzinnej parafii rozpoczyna się celebracja Triduum Sacrum, również w rodzinach rozpoczyna się modlitwa, której przewodniczy głowa rodziny (ewentualnie ktoś inny z dorosłych). Wtedy zachęcamy do przeprowadzenia tej celebracji krok po kroku, ze wszystkimi jej elementami, szczególnie liturgią słowa i komunią duchową – czytamy w instrukcji. Druga forma skorzystania z tych materiałów jest dla osób, które będą oglądać transmisję celebracji Triduum Paschalnego w telewizji, Internecie czy słuchać jej w radiu. Wtedy materiały mogą pomóc w przeżyciu liturgii słowa czy w akcie komunii duchowej.

Przeżywając te celebracje domowe, odsuńmy od siebie to, co może nas rozpraszać. Wytłumaczmy dzieciom, co będzie się działo, wagę tej modlitwy dla życia całej rodziny. Ubierzmy się odświętnie, a na stół rodzinny, wokół którego się zgromadzimy, nałóżmy biały obrus i zapalmy świece. Nie wstydźmy się również przyjmować w tej liturgii domowej adekwatnych postaw ciała: stojącej w czasie modlitwy, siedzącej na słuchanie słowa i klęczącej na akt komunii duchowej czy adorację krzyża – zachęcają autorzy #TRIDUUMwDOMU.

Materiały w formie plików PDF, a także wideo-katechezy dostępne są na stronach internetowych Zobacz i Zobacz. Na stronie internetowej diecezja.pl zamieszczono także rytuały dla kapłanów z uwagami dotyczącymi sprawowania liturgii w czasie stanu epidemii.

CZYTAJ DALEJ

Dobra współpraca Szpitala Wojewódzkiego i Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie

2020-04-07 21:56

[ TEMATY ]

gorzów

AJP

Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki

szpital.gorzow.pl

40 litrów płynu do dezynfekcji powierzchni – wyprodukowanego przez naukowców z Akademii im. Jakuba z Paradyża - otrzymał Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. Płyn wytworzony przy użyciu nanocząsteczek srebra ma właściwości odkażające i bakteriobójcze i będzie wykorzystany w Jednoimiennym Szpitalu Zakaźnym przy ul. Walczaka w Gorzowie Wlkp.

- Przekazana ilość wystarczy nam na około 2 tygodni – mówi Dorota Mądrawska, kierownik Działu Higieny Szpitalnej w lecznicy. - Tylko do dezynfekcji namiotów przy ul. Walczaka dziennie zużywamy około 5 litrów płynu.

Metodę wytwarzania płynu na bazie nanocząsteczek srebra naukowcy z Gorzowa opracowali już trzy lata temu. Teraz ją zmodyfikowali.

- Metody łukowe wytwarzania takich płynów są znane od lat 60. ubiegłego wieku - mówi Krzysztof Jankowski z laboratorium nanotechnologii i nanobiologii AJP w Gorzowie Wlkp. - My zmodyfikowaliśmy tę najbardziej powszechną. Zamiast prądu stałego wykorzystaliśmy prąd zmienny. Zamiast wysokiego amperażu i niskiego napięcia – niski amperaż i wysokie napięcie. To pozwoliło nam otrzymać odpowiednią dla naszych potrzeb charakterystykę napięciowo-prądową. Tym sposobem opracowaliśmy metodę na efektywne wytwarzanie płynu z właściwościami dezynfekującymi.

- Przekazując szpitalowi płyn zalecamy, aby był wykorzystywany do fumigacji (czyli zamgławiania) powierzchni przy użyciu areozolu - tłumaczy Joanna Jabłońska, doktorantka na Politechnice Poznańskiej. - Po jego użyciu należy odczekać około godziny, by pozwolić nanoczastkom dokładnie osiąść i działać. Dopóki nie zostaną one starte z powierzchni, z którą mają kontakt – skutecznie ją chronią. Przeprowadzone badania potwierdzają trwałość takiego zabezpieczenia na ok. 3 dni.

Wytworzenie 40 litrów gotowego do użycia płynu zajmuje naukowcom ok. 10 godzin.

Informacja i zdjęcie ze strony: szpital.gorzow.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję