Reklama

Benedykt XVI

Sekretarz Papieża: Istniało ryzyko potępienia Benedykta XVI

O nieznanych dotąd kulisach ustąpienia Benedykta XVI - z ks. prałatem Alfredem Xuerebem, drugim sekretarzem papieża Benedykta, a obecnym sekretarzem osobistym Franciszka, rozmawia Anna Artymiak. "Istniało ryzyko (...) potępienia papieża Benedykta XVI za to, że rozpoczął dzieło i nie miał odwagi go ukończyć” - wyznaje kapłan.

[ TEMATY ]

papież

Benedykt XVI

Grzegorz Gałązka

A oto pełna treść wywiadu udostępnionego KAI:

Anna Artymiak: W jakich okolicznościach dowiedział się Ksiądz o decyzji Benedykta XVI? Czy już wcześniej coś wskazywało, że Ojciec Święty będzie chciał abdykować? Jaka była Księdza reakcja?

Ks. prał. Alfred Xuereb: Już znacznie wcześniej uderzyło mnie intensywne skupienie się Papieża Benedykta na modlitwie przed Mszą Św. w zakrystii. Msza miała rozpocząć się o 7.00, wielokrotnie było słychać odgłos zegara, który rozbrzmiewał na Dziedzińcu św. Damazego, a Ojciec Święty pozostawał w skupieniu. Modlił się. Był to czas, kiedy był skoncentrowany w sposób bardziej intensywny niż zazwyczaj. Miałem wyraźne przeczucie: coś bardzo ważnego pojawiło się w sercu Papieża, jest jakaś szczególna intencja, w której Ojciec Święty się modli.
Nie wiem, może to był ten moment wewnętrznego zmagania się, który przeżywał przed podjęciem heroicznej decyzji o rezygnacji, przekazanej mi osobiście. Zostałem oficjalnie zaproszony do gabinetu, usiadłem naprzeciwko biurka Ojca Świętego. Odczułem, że będzie to bardzo ważna wiadomość. Oczywiście, nikt się nie spodziewał jaka. Był pełen spokoju, jak ktoś, kto już przeżył wszelkie wewnętrzne rozterki i pokonał chwile wątpliwości. Kto zawierzył woli Pana. Jak tylko wiadomość do mnie dotarła, moją pierwszą reakcją były słowa: „Nie, Ojcze Święty! Dlaczego nie rozważysz jej jeszcze trochę?”. Następnie powstrzymałem się i powiedziałem sobie: „Kto wie, od jak dawna zastanawia się nad tą decyzją?”.
Wtedy stanęły mi przed oczyma chwile długiej i intensywnej modlitwy Papieża przed Mszą. Wszystko zostało już postanowione i Ojciec Święty powiedział mi dwa razy: „Pójdziesz z nowym Papieżem”. Nie wiem, ale może już coś przeczuwał. W dniu, w którym zostawiłem Papieża Benedykta w Castel Gandolfo, by udać się do Świętej Marty do nowego Papieża, płakałem i dziękowałem Benedyktowi XVI za jego wielkie ojcostwo.

- Jak decyzja Papieża wpłynęła na życie Księdza?

Moje życie zmieniło się bardzo. Przeżywałem chwile kryzysu, płaczu. Mówiłem sobie, że jest mi bardzo ciężko odejść od Papieża. W dniu 11 lutego 2013 roku w Sali Konsystorza, kiedy Papież odczytywał te słowa, siedziałem na taborecie blisko niego i płakałem. Osoba obok szturchnęła mnie, mówiąc: „Kontroluj się, bo ja też jestem wzruszony”. Byłem pod wrażeniem reakcji kardynałów, których miałem przed sobą. Pamiętam kard. Re, który nie wierzył własnym uszom.
Wielu kardynałów po zakończonym konsystorzu (niektórzy, ponieważ mają problemy ze słuchem, inni, ponieważ nie znają za dobrze łaciny) podeszli do kard. Sodano lub kard. Re, by lepiej zrozumieć to, co przeczytał Papież Benedykt.
Tego dnia, przy stole, rozmawialiśmy na ten temat. Powiedziałem: „Ojcze Święty, pozostałeś bardzo spokojny”. „Tak”, odpowiedział tonem zdecydowanym, jakby chciał powiedzieć: decyzja zapadła, czas wewnętrznej walki przeszedł. Teraz już czekał, byśmy my dojrzeli do tej wielkiej decyzji, jaką podjął. Decyzji służby i oddania Kościołowi na Stolicy Piotrowej, która na początku wydawała się od niej ucieczką. Ojciec Święty pozostał spokojny aż do ostatniego dnia w Castel Gandolfo.

- Jednak nie wszyscy upatrywali tę decyzję w kategorii służby i oddania...

Istniało ryzyko – przynajmniej na tyle, na ile mogłem sobie to wyobrazić – potępienia Papieża Benedykta XVI. „Rozpoczął dzieło i nie miał odwagi go ukończyć”. Ja natomiast dostrzegam jego heroizm dokładnie w tym, że nie zwracał uwagi na ryzyko, że mogło to być upatrywane jako decyzja tchórzowska. Był pewien tego, o co Pan go prosił w tamtym momencie.
„Nie mam już więcej sił, by kontynuować moją misję, moja misja jest zakończona, odchodzę na rzecz kogoś innego, kto ma więcej siły ode mnie, i który poprowadzi dalej Kościół”. Ponieważ Kościół nie należy do Papieża Benedykta, ale do Chrystusa.

- I wielu to doceniło, przesyłając “wzruszające oznaki uwagi, przyjaźni i modlitwy”…

Pamiętam bardzo dobrze, jak po zakończeniu pontyfikatu, zatem po 28 lutego 2013 roku, do Castel Gandolfo zaczęły napływać tysiące listów. Wszyscy zaczęli pisać do Papieża. Ale to, co było piękne, to fakt, że dołączali różne rzeczy: coś zrobionego ręcznie, utwór muzyczny, kalendarz, rysunek. Tak, jakby chcieli powiedzieć: „Dziękujemy Ci za wszystko, co zrobiłeś, doceniamy Twoje poświęcenie dla nas. Chcemy nie tylko wyrazić nasze uczucia, ale także ofiarować coś od siebie”.
Napływało także wiele listów od dzieci. Bardzo mnie poruszyło ciepło z ich strony. Wypełniałem cały regał korespondencją. Oczywiście Papież nie miał czasu przejrzeć wszystkich, ponieważ były ich tysiące. Jednego wieczoru, przechodząc obok, powiedziałem: „Spójrz Ojcze Święty, to są listy, które nadeszły tylko dzisiaj, wśród nich jest wiele od dzieci”. Papież zwrócił się do mnie i powiedział: „To są piękne listy”.
Benedykt XVI jest czuły i niezwykle serdeczny. Może chciał powiedzieć: „W odróżnieniu od listów, które mi dostarczają wielu zmartwień i przysparzają problemów”. Myślę, że były one swego rodzaju antidotum, doładowaniem dla niego, pozwoliły mu odczuć, że jest kochany.

- Ksiądz prałat był u boku Benedykta w czasie konklawe. Jak przeżywał ten czas Papież emeryt

Oczekiwał konklawe, wyboru. Był bardzo ciekawy, kto będzie jego następcą. Dla mnie osobiście było bardzo wzruszające, kiedy w trakcie rozmowy telefonicznej, którą od razu wykonał nowy Papież do Papieża Benedykta – ja byłem obok i podałem mu słuchawkę – usłyszałem, jak mówi: „Dziękuję Ojcze Święty, że od razu pomyślałeś o mnie. Obiecuję Ci natychmiast moje posłuszeństwo. Obiecuję moją modlitwę za Ciebie. I natychmiast, jak już powiedziałem, obiecuję moje posłuszeństwo!”. Usłyszeć te słowa od osoby, z którą mieszkałem, i która była dla mnie moim Papieżem, było bardzo silnym doświadczeniem.

- Później nadeszła chwila pożegnania…

Byłem z nim przez dwa, trzy dni po wyborze Papieża Franciszka. Dzień, w którym musiałem go opuścić, pamiętam minuta po minucie, ponieważ – jeśli mogę użyć takiego przymiotnika – był dla mnie druzgocący. Żyć prawie sześć lat u boku osoby, która troszczyła się o mnie jak ojciec, z którą łączyła mnie zażyłość, zawsze pełna szacunku, i nagle przychodzi dzień rozstania...
Papież Benedykt napisał przepiękny listy do nowego Papieża, którego kopię mi wręczył, i którą przechowuję jak skarb. Wymienił w nim niektóre moje zalety - chcąc może uniknąć opisywania moich wad – zapewniając, że pozostawia mnie wolnym.
Pamiętam również sposób, w jaki spakowałem walizki. Jedna osoba powiedziała mi: „Pośpiesz się, ponieważ Papież Cię potrzebuje, sam otwiera listy. Nie ma nikogo przy sobie. Szybko, wyślij tutaj swoje rzeczy”. Nie wiedziałem, co dzieje się w Świętej Marcie, nie wiedziałem nawet, że Papież nie ma sekretarza.
Później nastąpił wzruszający moment, kiedy wszedłem do gabinetu Benedykta XVI by go osobiście pożegnać. Płakałem i powiedziałem, na ile mogłem: „Ojcze Święty, ciężko mi jest odejść od Ciebie. Dziękuję Ci bardzo za wszystko, czym mnie obdarzyłeś”. Moja wdzięczność nie wiązała się z tym, że pozwolił mi być u boku nowego Papieża, ale była wdzięcznością za jego wspaniałe ojcostwo.
Papież Benedykt wstał, ja uklęknąłem tak, jak mieliśmy to w zwyczaju, by ucałować jego pierścień. I nie tylko pozwolił mi ucałować pierścień, ale również podniósł swoją dłoń i pobłogosławił mnie. Tak się pożegnaliśmy. Później był obiad, ale ja oczywiście nie byłem w stanie wypowiedzieć ani słowa.

- Wspomnijmy teraz początki. Jak dowiedział się Ksiądz o swojej nominacji na drugiego sekretarza Papieża Benedykta XVI?

Już wtedy pracowałem na seconda loggia jako prałat antykamery, by towarzyszyć osobom, które miały prywatną audiencję w Bibliotece papieskiej. Jednego dnia powiedziano mi: „Papież chce z Tobą rozmawiać”. Byłem zaskoczony, że na miejscu, na które przez kilka lat – najpierw z Janem Pawłem II, potem z Benedyktem XVI – zapraszałem osoby, by zasiadły przy biurku Papieża, tym razem znalazłem się ja. Benedykt XVI chciał osobiście mi powiedzieć o nominacji i skierował do mnie przepiękne słowa: „Jak Ksiądz wie, ksiądz prałat Mietek teraz wraca na Ukrainę. Byliśmy bardzo zadowoleni z jego pracy i pomyślałem, że Ksiądz mógłby go zastąpić. Wiem – powiedział – że był Ksiądz w Niemczech, a zatem zna trochę niemiecki”.
Powiedziałem, że byłem w Münster, gdzie zrobiłem praktyki w szpitalu, który, jak się okazało, znał Ojciec Święty. Kojarzył także dzielnicę, gdzie mieszkałem, i parafię, a nawet proboszcza, ponieważ w tamtych okolicach wykładał przez kilka lat na uniwersytecie. Znał również dwóch profesorów.
Ojciec Święty później wspomniał coś o Malcie, że zapewne moi rodacy będą się cieszyć, że ich krajan będzie służyć Papieżowi z bliska. Powiedział mi na koniec: „Oczywiście teraz każdy będzie miał swoje obowiązki”. Rozpocząłem pracę natychmiast.

- Wyobrażam sobie, że w tamtym momencie walizki Ksiądz pakował z radością...

Także z emocjami. Dużymi emocjami.

- Benedykt XVI kontynuował tradycję Jana Pawła II, który codziennie modlił się w napływających nieustannie intencjach.

Tak, robił to już Jan Paweł II i było to zadanie don Mietka – był on moim poprzednikiem, jeśli mogę tak go nazwać – które odziedziczyłem po nim. To było bardzo piękne zadanie. Prośby napływały prawie każdego dnia, wiele innych nie docierało do nas, ale przekazywane były bezpośrednio do Sekretariatu Stanu z odpowiedzią, że Papież poleca je w intencji ogólnej podczas osobistej modlitwy.
Benedykt XVI był pod wrażeniem, jak wiele jest różnych chorób, których nie znaliśmy, i jak wiele rodzin przeżywa dramaty z nimi związane. Myślał nie tylko o osobie, którą bezpośrednio dotknęło nieszczęście, ale również o całej rodzinie, która dniem i nocą, w Boże Narodzenie i na Wielkanoc, latem i zimą musiała troszczyć się o chorego, czasami w bardzo ciężkim stanie. Ile rodzin cierpiało, bo tragedia dotykała małe dzieci. A kiedy prośba o modlitwę była z mojej miejscowości lub Malty, dopytywał mnie: „Ksiądz zna tych ludzi?”. Nieraz mówiłem, że tak. Ale to, co mnie uderzało to fakt, że Papież często po kilku dniach zwracał się do mnie i pytał: „Czy miał Ksiądz później wiadomości o tym panu, o tej pani, których wymieniał po imieniu”.
W niektórych przypadkach musiałem odpowiedzieć, że niestety osoba zmarła. Uderzała mnie reakcja Ojca Świętego, gdyż zazwyczaj odbieramy śmierć spokojnie, tak po prostu - stało się, wiemy, że ktoś jest w złym stanie i kiedy przychodzi wiadomość: biedak zmarł, zatrzymujemy się na tym. Ale nie Papież. Od razu odmawiał: „Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie”, po czym zapraszał mnie do modlitwy. Więc nie tylko pamięć, ale i obecność. Papież, który miał tysiące spraw i myśli na głowie, uważał swoją modlitwę za chorych, jako bardzo ważną posługę duszpasterską. Karteczki zostawiałem mu na klęczniku, który miał coś w rodzaju szuflady. Wiem, że przeglądał je wielokrotnie.

- Wobec nadchodzącej kanonizacji chcę zapytać, czy często Benedykt XVI odnosił się do Jana Pawła II w trakcie codziennej rozmowy?

Tak, oczywiście. Mówił o nim po prostu „Papież”. Najpierw nie rozumiałem. Uważał siebie za kogoś, kto współpracował z Ojcem Świętym. Myślę, że służba Papieżowi dla osoby, która wzrastała w tak pobożnym środowisku jak Bawaria – wiem, co to znaczy, bo sam wzrastałem na Malcie, gdzie darzymy wielkim szacunkiem Papieża – była czymś najpiękniejszym.

- Z pozycji Księdza jako prałata antykamery, jak dała się zauważyć przyjaźń łącząca Jana Pawła II z kard. Ratzingerem?

Tylko raz uczestniczyłem w spotkaniu kard. Ratzingera z Janem Pawłem II, dokładnie w audiencji z okazji sesji plenarnej Kongregacji ds. Nauki Wiary, której był prefektem. Mogę potwierdzić to, co widzieli wszyscy. Jan Paweł II darzył ogromnym zaufaniem kard. Ratzingera, radził się go, jak wygładzić lub poprawić teksty ważnych dokumentów.
Dowodem jest także to, że sam Jan Paweł II nie przyjął rezygnacji składanej kilkakrotnie przez kard. Ratzingera, kiedy ten osiągnął już wiek emerytalny. Oznacza to, że nie chciał utracić zaufanego człowieka i cennego współpracownika. Można tu zauważyć kolejny element świętości Jana Pawła II – jego dalekowzroczność. Patrzył daleko do przodu i być może nawet przewidywał, że kard. Ratzinger może zostać jego następcą.

- Jak Papież Benedykt XVI przeżywał beatyfikację Jana Pawła II?

Był bardzo szczęśliwy. Można było to dostrzec, jak w czasie homilii ogłosił, że „teraz jest błogosławionym”.

Rozmawiała Anna Artymiak

Ksiądz prałat Alfred Xuereb, Maltańczyk, rocznik 1958. Pracę dla Stolicy Apostolskiej rozpoczął za pontyfikatu Jana Pawła II w 2001 roku w Pierwszej Sekcji Sekretariatu Stanu. Następnie został współpracownikiem ks. prał. Jamesa Harveya w Prefekturze Domu Papieskiego, by od września 2003 roku przyjąć również funkcję prałata papieskiej antykamery, osoby odpowiedzialnej za przedstawianie papieżowi gości przyjmowanych przez niego na audiencjach prywatnych w Pałacu Apostolskim. W tym czasie ks. Alfred Xuereb miał okazję bliżej poznać Jana Pawla II.
Od września 2007 roku pełnił, obok Georga Gänsweina, funkcję drugiego sekretarza Benedykta XVI, którą przejął od Polaka, ks. Mieczysława Mokrzyckiego, dziś arcybiskupa metropolity Lwowa. Po wyborze kard. Jorge Marii Bergoglio na Stolicę Piotrową, został pierwszym osobistym sekretarzem Papieża Franciszka.

2014-02-16 13:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczczą urodziny Papieża. Wkrótce koncert

Zaplanowali koncert – i... koncert się odbędzie. A choć z powodu epidemii koronawirusa nie dla wszystkich wystarczy miejsc, by uczestniczyć osobiście, to organizatorzy zadbali o to, by koncert był transmitowany online.

W poniedziałek 25 maja o godz. 19.15 w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej odbędzie się koncert organowy dedykowany Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Na organach zagra Jerzy Kukla.

– Koncert organowy Jerzego Kukli organizujemy w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej jako cykl przedsięwzięć kulturalnych odbywających się w roku 2020. Dedykujemy go Papieżowi na 100-lecie jego urodzin – mówi Elżbieta Kralczyńska, prezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Bielsku-Białej, który organizuje to wydarzenie.

Według obowiązujących przepisów w katedrze może znajdować się 110 osób. Dlatego występ będzie również filmowany i udostępniony w internecie na YouTube parafii św. Mikołaja – tutaj.


W programie będzie można usłyszeć następujące utwory:


1. Ferenc LISZT – „Tu es Petrus” z Oratorium „Christus”.

(„Ty jesteś Piotr opoka. I na tej opoce zbuduję mój Kościół”).


2. Girolamo FRESCOBALDI – „Toccata per elevatione”.

(Organista katedry św. Piotra w Rzymie na początku XVII wieku).


3. Władysław LINDERT – Passacaglia z tryptyku organowego.

(Były organista kościoła św. Mikołaja. Kompozycja osnuta jest na temacie melodii „Christus vincit!”).


4. Feliks NOWOWIEJSKI – „Rezurekcja w kościele ks. Salezjanów w Krakowie” - finał IV Koncertu Organowego op. 56 nr 4.

(W tym kościele Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie. Bywał w nim często w czasie wojny

i słuchał gry Feliksa Nowowiejskiego, który wtedy schronił się na Dębnikach. Po latach Ojciec Święty Jan Paweł II przypomni o tym na audiencji prywatnej Janowi Nowowiejskiemu, synowi kompozytora).


5. Tadeusz KOCYBA – Trzy fragmenty z muzyki do dramatu „Jeremiasz” Karola Wojtyły.

(Zrekonstruowane przez wykonawcę Koncertu Jerzego Kuklę z archiwalnej taśmy nagranie muzyki

napisanej przez Tadeusza Kocybę do spektaklu w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej w roku 1981).


6. Feliks NOWOWIEJSKI – Finale Improvizazione - finał IX Symfonii op. 45 nr 9.

(„Wszystko postawiłem na Maryję”. Materiałem muzycznym utworu jest melodia „Bogurodzicy”).


Koncert organizuje Klub Inteligencji Katolickiej w Bielsku-Białej we współpracy z Urzędem Miejskim w Bielsku-Białej i parafią św. Mikołaja. Wstęp wolny.

CZYTAJ DALEJ

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

50 Róż dla dzieci

2020-05-24 21:57

krasnobrod-sanktuarium.pl

W przeciągu 6 lat przy sanktuarium Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Krasnobrodzie powstało 50 Róż Różańcowych Rodziców. Choć idea modlitwy rodziców za dzieci powstała w Gdańsku, to na Roztoczu przyjęła się ona z ogromnym entuzjazmem.

- W trakcie tej modlitwy prosimy Pana Jezusa, przez wstawiennictwo Jego Matki i świętych patronów, o uzdrowienie relacji rodzice-dzieci, o to aby skutki naszych, czyli rodziców, grzechów, nie dotykały dzieci oraz o pełnię błogosławieństwa Bożego dla naszych dzieci. Przez lata modlitwy ukształtowały się intencje tej modlitwy, potwierdzone licznymi świadectwami. Kilkoro rodziców z Krasnobrodu, usłyszawszy świadectwa ogromnej mocy tej modlitwy i mając świadomość licznych zagrożeń czyhających dziś na dzieci, zapragnęło zapoczątkować i rozpowszechnić taki rodzaj modlitwy na naszej Roztoczańskiej ziemi w domu naszej Matki, Pani Krasnobrodzkiej. Pomysł ten z radością pobłogosławił gospodarz tego miejsca ks Eugeniusz Derdziuk obejmując tym samym duchową opiekę nad tym dziełem – wyjaśniła inicjatorka dzieła, Marzena Kałuża.

Szczególnym patronem Róż Różańcowych w Krasnobrodzie jest Jan Paweł II. Jak przyznają inicjatorzy oraz członkowie Róż, opieka Matki Bożej nad ich dziećmi doskonale wpisuje się w charakter krasnobrodzkiego sanktuarium. Współczesność jest dla młodych ludzi niebezpieczna i bardzo niepewna. To właśnie modlitwa ma dać im nie tylko poczucie opieki Maryi i Opatrzności Bożej, ale i stanowi rodzicielski wymiar miłości.

- Wierzę że modlitwa potrafi zdziałać cuda. A matka nie może dać dziecku cenniejszego daru niż modlitwą za niego – przyznała Agnieszka Kostrubiec, członkini Róży Różańcowej, która obecnie w modlitwie powierza piątkę swoich dzieci.

50 Róża powstała 13 maja 2020 roku podczas Nabożeństwa Fatimskiego, sprawowanego tradycyjnie przy kaplicy objawień w Krasnobrodzie czyli tak zwanej Kaplicy na wodzie.

- Z wielką radością mogliśmy przyjąć przyrzeczenie rodziców, którzy utworzyli 50 Różę. W każdej Róży jest dwadzieścia osób, czyli tysiąc rodziców modli się za swoje dzieci. W Różach modlą się także rodzice chrzestni. Nie wszyscy mamy dzieci, ale chyba każdy z nas jest rodzicem chrzestnym. Rodzice ofiarowali 50 białych róż, które złożyli przed ołtarzem przy Kaplicy na wodzie. Niech wszystkim rodzicom modlącym się w Różach Bóg błogosławi a Niepokalana Matka, która tak prosi o różaniec, otula te dzieci – powiedział kustosz sanktuarium, ks. prał. Eugeniusz Derdziuk.

Nie dla wszystkich modlitwa różańcowa jest prosta, jednak z każdym dniem umożliwiała zgłębianie tajemnic miłości.

- Różaniec do tej pory nie był mi szczególnie bliski. Mając świadomość swoich słabości jako człowiek i jako matka chciałam, żeby ktoś zaopiekował się moimi dziećmi. Bałam się tylko tego zobowiązania, codziennego odmawiania dziesiątki różańca. Okazało się jednak, że to wciąga. Kto jak nie Ona, jak Maryja, zaopiekuje się moimi dziećmi. Miałam już małego Dominisia i byłam w ciąży oczekując na Madzię. To właśnie wtedy postanowiłam przyłączyć się do Róży – wyjaśniła Dominika Burak, obecnie mama trójki wspaniałych dzieci i inicjatorka Róży Różańcowej modlącej się za swoich współmałżonków. Aktualnie przy krasnobrodzkim sanktuarium powstaje druga tego typu Róża.

Apel Matki Bożej, by Jej dzieci odmawiały różaniec jest wciąż żywy. Z radością i nadzieją należy spoglądać w te miejsca, gdzie wierni w imię Boga poświęcają swoją modlitwę w intencji swoich bliskich.

- Nie ma silniejszej modlitwy od tej, gdy rodzice modlą się za swoje dzieci – powiedział ks. prał Eugeniusz Derdziuk.

Ewa Monastyrska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję