Reklama

Władza, czwarta władza, ekolodzy i ekologiści umoczeni w Rospudzie

Co kilka lat Polską wstrząsa konflikt sprowokowany przez władzę, a zaprezentowany przez media jako starcie bezmyślnej technokracji z wrażliwymi na piękno polskiej przyrody ekologami. Tak należałoby zrekapitulować przedstawione nam przez czwartą władzę (głównie telewizję) obrazy trzech najgłośniejszych konfliktów na styku techniki i ekologii w ostatnim osiemnastoleciu: elektrownia atomowa w Żarnowcu, zapora wodna na Dunajcu pod Czorsztynem, a obecnie estakady nad rzeką Rospudą.

Ekolodzy i ekologiści

Zacznijmy od definicji jednych i drugich. Ekologami będziemy nazywali znawców zagadnień przyrodniczych, rozumiejących całościowo człowieka żyjącego w harmonii z przyrodą. Ekolodzy winni mieć wiedzę interdyscyplinarną, obejmującą określone zagadnienia techniczne w zakresie wystarczającym, by być recenzentami projektów wkraczających w obszary chronione. Na listę ekologów wciągnąłbym również tych miłośników przyrody, którzy - chociaż bez ukierunkowanego wykształcenia - są oczytani, zorientowani w problemach, w których zabierają głos. Ekologistami natomiast są ludzie - najczęściej bardzo młodzi - zaangażowani w protesty. Z reguły mają oni strzępy wiedzy o sprawie, o którą walczą, ale to właśnie oni najczęściej nadają ostrość protestom, są pokazywani w mediach uganiających się za sensacjami, a nawet doprowadzają do nieprzewidywalnych rozwiązań. Ekologiści są potrzebni ekologom, bo żaden profesor nie chciałby wejść na drzewo, które ma być ścięte, nawet za cenę pokazania się w telewizji. Ekologiści są też potrzebni opozycji.

Żarnowiec

Gdy powstała „Solidarność”, wiele nierozsądnych decyzji, ukrywanych przez władzę ludową, stało się jawnymi i przystąpiono do ich rozwiązywania. Jako pozytywny przykład przemyślanego działania społecznego można podać „Panoramę Racławicką”. Inny los spotkał budowę elektrowni atomowej w Żarnowcu. Na jej losie zaciążyły: katastrofa w Czarnobylu, działalność ekologistów (w tym ekologistów dziennikarzy) oraz tchórzliwość i nieprofesjonalność władz państwowych. Po 1990 r. młodzi działacze „S” w ramach walki z komuną zamienili się w ekologistów, tworząc zbitkę pojęciową: komuna-Czarnobyl-Żarnowiec. Trzeba przyznać, że z wielkim poświęceniem jeździli po Pomorzu Gdańskim, zbierając podpisy pod protestem przeciwko budowie „polskiego Czarnobyla”. Oczywiście, nie interesowały ich takie „drobiazgi”, jak to, że elektrownia atomowa w Czarnobylu, jako jedna z czternastu w ZSRR, była typu BWR. Wymagała ona do pracy wysoko wzbogaconego uranu i w zasadzie służyła do produkcji plutonu do bomb termojądrowych, nie miała też naturalnej stabilizacji temperatury. Była tam również możliwość regulacji mocy elektrowni. Dało to okazję do prób jej zwiększenia w ramach pierwszomajowego zobowiązania (!), co okazało się przyczyną tragedii. Elektrownia w Żarnowcu typu PWR miała mieć naturalną stabilizację temperatury pracy: gdyby (załóżmy) z jakichś przyczyn wzrosła temperatura wody w reaktorze, to zmniejszyłaby się energia oddawana wodzie przez neutrony i temperatura spadłaby do temperatury równowagi. Wybuch takiej elektrowni jest niemożliwy z punktu widzenia praw fizyki. Takich elektrowni pracuje dziś w świecie ok. 420, a jedna z nich pod Nagasaki! Warto podkreślić, że mieszkańcy Nagasaki i jej okolic w referendum wypowiedzieli się za budową elektrowni. Rozsądek przeważył tam uraz po bombie atomowej. Stało się tak dzięki władzom, które uruchomiły odpowiedni program w telewizji. W tym programie zwolennicy i przeciwnicy budowy elektrowni atomowej mieli równe szanse, przy czym prezentacja materiału miała charakter popularnonaukowy, dostosowany do różnych poziomów wykształcenia telewidzów. Dyskusja w telewizji i w szkołach trwała dwa lata przed referendum. Z Żarnowcem wszystko było zupełnie odwrotnie: polscy naukowcy, chcący w popularny sposób wyjaśnić procesy zachodzące w reaktorze projektowanej elektrowni, w ogóle nie zostali dopuszczeni do telewizji. Ludzie podpisujący protest przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu, na równi z ekologistami, nie mieli o sprawie zielonego pojęcia, a właśnie duża liczba zebranych podpisów dała koronny argument panu premierowi (który nie przyjął naukowców) do podjęcia decyzji o zamknięciu budowy. Nie jestem fanem energetyki jądrowej, ale przytaczam ten przykład dla porównania dwóch różnych kultur kontaktów władzy ze społeczeństwem oraz dwóch różnych kultur prezentacji przez telewizję trudnych problemów. W sprawie elektrowni w Żarnowcu wojnę z naukowcami wygrali ekologiści.

Reklama

Zapora wodna na Dunajcu pod Czorsztynem

Propozycja budowy elektrowni wodnej pod Czorsztynem sięga czasów II RP. W latach 50., w okresie intensywnego uprzemysławiania Polski, gdy miało miejsce zwielokrotnione zapotrzebowanie na energię elektryczną, wrócono do tego projektu, szczególnie po tragicznej powodzi na Podhalu w 1954 r. Poczynając od tego czasu, aż do uruchomienia elektrowni w 1997 r., trwała ostra wymiana poglądów między ekologami a projektantami budowy. W ówczesnej prasie zwrócono uwagę, że jest to nierzadko dyskusja pomiędzy dwoma głuchymi, którzy nie odpowiadają na argumenty przeciwnika. W połowie lat 60. zapadła decyzja o budowie zbiornika. Wiele zastrzeżeń ekologów zostało wziętych pod uwagę, np. zrezygnowano z maksymalizacji uzysku energii z hydroelektrowni na korzyść zachowania spływu Dunajcem, obudowano podstawę góry, na której stoi zamek w Niedzicy, zabezpieczono perłę Podhala - kościółek w Dębnie itp. Budowę kilka razy przerywano, w zależności od tego, która opcja zdobywała większe poparcie w rządzie i jak ostre były protesty ekologistów. Ci ostatni kładli się na drogach dojazdowych do budowy zapory, interweniowała policja, ale gdy usunęła demonstrantów z jednego miejsca, druga grupa blokowała drogę w innym miejscu. W okresie demonstracji odbywał się spęd ekologistów z całej Polski. Mieszkańcy Czorsztyna, Waksmundu, Niedzicy i Krościenka nie identyfikowali się z ekologistami. Zdecydowane usunięcie demonstrantów nastąpiło dopiero po tragicznym wypadku, gdy jeden z nich zginął pod kołami samochodu ciężarowego. Decydenci nie urządzili żadnego spotkania z ekologistami, nikt nie rozmawiał z nimi spokojnie, nie przedstawił im decyzji, które już rozwiązują pewne sprawy sporne dotyczące skutków spiętrzenia wody. Nie zrobiła tego też telewizja. Budowa zapory trwająca ok. 30 lat zwielokrotniła jej koszty, za co zapłaciło społeczeństwo.
W sprawie zapory wodnej pod Czorsztynem ekologiści zdecydowanie przegrali, wygrali technicy, w dużym stopniu jednak ustępując ekologom.

Estakada nad Rospudą

Obecnie mamy aferę dotyczącą budowy obwodnicy wokół Augustowa i dokładnie powtórzone scenariusze afer dotyczących Żarnowca i Czorsztyna. Może z pewną modyfikacją, polegającą na tym, że władze województwa podlaskiego, jak też władze rządowe nie potrafiły przewidzieć komplikacji w realizacji projektu obwodnicy w związku z naszą obecnością w Unii Europejskiej. Nie potrafiły przewidzieć, że oparciem dla ekologów i ekologistów będzie komisarz unijny, który bez wizji lokalnej, bez zapoznania się z dokumentacją budowy, bez analizy genezy projektu budowy obwodnicy - będzie miał swoje ostateczne zdanie, wygłaszane z unijnego piedestału. W przypadku budowy obwodnicy wokół Augustowa też mamy do czynienia z kilkunastoletnim okresem przymierzania się do inwestycji, z liczeniem co roku liczby zabitych przechodniów jako argumentem do rozpoczęcia inwestycji. Jeśli chodzi o czwartą władzę, a w szczególności telewizję, to „zdała ona egzamin” na ocenę niedostateczną w sferze informacji społeczeństwa o merytorycznych założeniach projektu budowy obwodnicy i merytorycznych zastrzeżeniach ekologów. Niemal każda relacja z Augustowa prezentuje ekologistów - owszem, sympatyczną dzieciarnię, która zmarznięta, owinięta szalami, chodzi w kółko, popija gorące napoje i oświadcza telewidzom, że nie da zniszczyć Doliny Rospudy i proponuje inną, lepszą trasę obwodnicy niż ta, którą wyznaczyli projektanci, opierając się na badaniach gruntów i innych ekspertyzach. W niedzielę 25 lutego TVP2 obdarzył nas bezpośrednią relacją z wizyty mieszkańców Augustowa w obozie ekologistów. „Dyskusja” między tymi dwoma obozami była ilustracją bezsilności i zagubienia, do którego doprowadziły władze i opozycja. Mieszkańcy Augustowa trzymali krzyże i czerwone lampki jako symbole zabitych przez pojazdy mieszkańców, a ekologiści trzymali białe lampki, symbole nie wiem czego, może drzew, które miałyby być ścięte (?). Ponieważ program był nadawany na żywo, więc jakże słusznie dostało się telewizji za jej nieprofesjonalność w przekazywaniu problemu. Wśród różnych krzyków dało się m.in. usłyszeć pytanie, skąd ekologiści mają pieniądze na swój wielotygodniowy pobyt w lesie. Pytania nasuwają się zresztą same: czy oni gdzieś pracują i mają urlopy bezpłatne, czy są to studenci zwolnieni z zajęć, a może bezrobotni? W jednym z dzienników telewizyjnych został pokazany profesjonalny wóz transmisyjny ekologistów, wyposażony w różne środki łączności. Czyja to własność, za jakie pieniądze kupiona? Nie jest wykluczone, że nasza rodzima plutokracja sypnęła pieniędzmi, by rozdmuchać sprawę maksymalnie, bo niezależnie od tego, jak zostanie sprawa obwodnicy rozwiązana, odium rozróby obciąży obóz sprawujący władzę. Dopóki taplamy się w rodzimym bagienku Rospudy, nie darłbym szat, bo nie jesteśmy tu wyjątkiem. Podobne problemy miały kraje zachodnie budujące autostrady. Ale wciąganie Brukseli, by dołożyła rządowi, by była naszym rozjemcą, bo my nie potrafimy usiąść do stołu i rozwiązać trudnego problemu, to po prostu świństwo i należy wyjaśnić, kto to robi.
Wiadomość z ostatniej chwili: ekologiści zeszli z drzew. Po ostatnich zmianach w telewizji być może i telewizja zejdzie z drzewa. Jaki szczęśliwy byłby Darwin, gdyby dożył tej chwili!

Dr hab. inż. Józef Wysocki jest emerytowanym profesorem Politechniki Częstochowskiej

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pomieszani w miłości

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

małżeńskie

Ks. Adrian Put

Życie z osobą innej wiary czasem różni się od tego, które prowadziłem wcześniej, przyznaje Scott, na zdjęciu z żoną Hanną

W większości nie przypuszczali, że poślubią nie katolika. To, że są w tym miejscu i w takiej konfiguracji, to kwestia miłości, wiary, że ona jest silniejsza od wszystkiego, i zaufania, że to Boży plan.

Agnieszka i Tomasz. Ona – katoliczka, on – wyznania prawosławnego. Małżeństwo z 18-letnim stażem, dwoje dzieci. Mieszkają w Hajnówce.

Hanna i Scott. Ona – katoliczka, on – baptysta. Na początku drogi małżeńskiej. Miejscem ich wspólnego życia jest Zielona Góra.

Dwie pary, dwie zupełnie inne historie i dwa miasta w Polsce na dwóch biegunach – wschodzie i zachodzie.

Tło

Małżeństwa mieszane to – zgodnie z prawem kanonicznym (Kodeks prawa kanonicznego, kan. 1124) – związek zawarty przez dwie osoby ochrzczone, z których jedna przyjęła chrzest w Kościele katolickim lub została do niego przyjęta po chrzcie przez publiczne wyznanie wiary i nie wystąpiła z niego formalnym aktem (czyli jest katolikiem), druga zaś należy do Kościoła lub wspólnoty kościelnej nieutrzymującej pełnej jedności z Kościołem katolickim. Dla jednych – coś zupełnie zwyczajnego, dla innych – sytuacja trudna do zaakceptowania. Obok zwykłych problemów, z którymi mierzą się wszystkie rodziny, oni mają jeszcze jedno wyzwanie: akceptacji wiary i podejścia do niej współmałżonka. A z tym wiążą się dojrzałość i otwartość na jego praktyki, często odmienne od swoich, choćby w przypadku codziennej modlitwy czy uczestnictwa w obrządkach we własnej świątyni. I wychowanie dzieci, pytania o przynależność wyznaniową rodziców. Każde małżeństwo trochę do siebie podobne, ale związane z inną historią, inną rzeczywistością. Łączą je miłość, zaufanie, że u podstaw tej relacji jest Pan Bóg – ten sam dla obojga.

Czego więc konkretnie wymaga taki związek od małżonków? Jak swoją rzeczywistość jako małżeństwa mieszane postrzegają bohaterowie artykułu?

Czy życie w rodzinie, w której mieszają się nie tylko tradycje i przyzwyczajenia, ale i wyznawana wiara, jest trudniejsze?

Różnice

Dla Agnieszki i Tomasza ich małżeństwo od początku było czymś naturalnym. Oboje pochodzą z Hajnówki, gdzie 70% mieszkańców jest wyznania prawosławnego, zaś 25% to rzymscy katolicy, a więc małżeństwo takie jak ich nie jest wyjątkiem. W takiej społeczności dorastali i tam mieszkają do dziś. Od początku mieli świadomość wyznania drugiej strony. – Nie mieliśmy z tym większego problemu, ponieważ w naszych rodzinach i w naszym regionie często można spotkać małżeństwa mieszane wyznaniowo: katolicko-prawosławne – opowiada Agnieszka. – Kiedy nadszedł odpowiedni czas, zaczęliśmy rozmawiać, w jakim kościele będzie zawarte małżeństwo. Były, oczywiście, pewne obawy ze strony męża i mojej, wynikające z kilku osobistych przyczyn, np. jak na tę sytuację zareaguje jego rodzina, szczególnie mama, która chciała, aby jej jedyny syn wziął ślub w cerkwi. Nie wiedzieliśmy, jak będziemy się czuć w kwestii braku pełnego uczestnictwa we Mszy św. w obu kościołach – chodzi o wspólne przyjęcie Komunii św. Wspólnie z mężem podjęliśmy jednak decyzję, że ślub oraz chrzciny przyszłych dzieci będą w Kościele katolickim, natomiast my pozostaniemy przy swoich wyznaniach.

CZYTAJ DALEJ

Paulini rozpoczęli Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza

2020-01-20 18:21

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Rok Jubileuszowy bł. Euzebiusza rozpoczął się we wszystkich paulińskich klasztorach na świecie. Dziś przypada 750. rocznica śmierci węgierskiego błogosławionego, który jest organizatorem i założycielem Zakonu Paulinów. Zjednoczeni przez niego pustelnicy przyjęli regułę i otrzymali nazwę Zakon Braci św. Pawła Pierwszego Pustelnika.

Mszy św. na rozpoczęcie jubileuszu na Jasnej Górze przewodniczył wikariusz generalny zakonu o. Michał Lukoszek. W Sali Rycerskiej zainaugurowano jubileuszowa wystawę o założycielu paulinów i początkach wspólnoty.

Główne uroczystości inauguracyjne odbyły się dziś w bazylice św. Stefana w Budapeszcie, a przewodniczył im Prymas Węgier kard. Peter Erdő, konfrater paulinów. Węgry to kolebka Zakonu.

W homilii o. Michał Lukoszek zwrócił uwagę m.in. na charyzmaty jednoczenia i gościnności, którymi odznaczał się bł. Euzebiusz. Wskazał na aktualność jego postawy życiowej. - Możemy nauczyć się od bł. Euzebiusza rozmodlenia i zakochania się w Bogu, czego owocem jest autentyczna i zdrowa miłość bliźniego, tego, wydaje się, w sposób szczególny potrzebuje współczesny człowiek – podkreślił wikariusz generalny.

Zakon Paulinów powstał na Węgrzech w I połowie XIII w. Paulini są jedną z trzech - obok dominikanów i franciszkanów - wielkich rodzin zakonnych, które mają swe początki w pierwszych latach XIII w.

Założycielem i organizatorem wspólnotowego życia paulinów jest bł. Euzebiusz, który rozmiłowany w „byciu sam na sam z Bogiem” św. Pawła Pierwszego Pustelnika połączył kontemplację z działalnością apostolską. Pustelnicy prowadząc życie wspólnotowe, nie tylko szerzą kult Matki Bożej, ale ich charyzmatem jest też umiłowanie krzyża i modlitwa liturgiczna.

Euzebiusz urodził się w Ostrzyhomiu (dzisiaj to węgierskie miasto Esztergom) ok. roku 1200. Pochodził z bogatej, chrześcijańskiej rodziny. Nauki pobierał w szkole katedralnej w swoim mieście. Tam też otrzymał święcenia kapłańskie, a potem był kanonikiem katedralnym. Już wtedy wyróżniał się pobożnością i niezwykłą hojnością wobec biednych., stąd do dziś mnisi wskazują na niezwykła gościnność założyciela.

Podczas najazdu Tatarów w 1241 r. ratował swoje życie, ukrywając się w lasach Pilisium (Pecs). Rozdawszy swój majątek biednym, za zgodą biskupa z kilkoma towarzyszami rozpoczął życie pustelnicze w pobliżu Szanto, wypełnione pokutą i kontemplacją. Wspólnota w klasztorze pod wezwaniem Świętego Krzyża przyjęła tę samą surową regułę, co eremici z drugiego klasztoru św. Jakuba, założonego w 1215 r. przez biskupa Bartłomieja z Peczu, na górze Patacs. Wkrótce Euzebiusz doprowadził do połączenia tych klasztorów i został przełożonym pustelników naddunajskich. Nadał nowemu zgromadzeniu nazwę Zakon Braci św. Pawła, Pierwszego Pustelnika.

W 1262 r. Euzebiusz prosił papieża Urbana IV o zatwierdzenie swojej wspólnoty zakonnej z nadaniem mu Reguły św. Augustyna. Nastąpiło to dopiero w roku 1308, już po jego śmierci.

Kapituła generalna Zakonu z 1984 r. wezwała wszystkich paulinów, by w myśl soborowego „powrotu do źródeł” lepiej poznawali swoją duchowość, minione dzieje i bogate tradycje zakonu. Zwracała ona przede wszystkim uwagę na potrzebę większej popularyzacji kultu głównego współzałożyciela paulinów, to jest bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia. Od 20 stycznia 2005 roku w swych kościołach paulini przeżywają święto bł. Euzebiusza.

Wskazując na pierwotny Euzebiański rys paulińskiej duchowości naznaczony tajemnicą krzyża, rozmiłowaniem braci w kontemplacji Męki Pańskiej, przełożony generalny Paulinów o. Arnold Chrapkowski zwrócił uwagę, że ta tajemnica krzyża była i jest wielkim wezwaniem do świętości. - To zachęta, by i współcześnie zakonnicy, żyjący tradycją minionych wieków zachowaną i potwierdzoną przez Kościół, byli świętymi przemieniającymi modlitwą i pracą rzeczywistość świata – podkreślił zakonnik.

W przeciągu wieków paulini wzbogacili swoje przesłanie o działalność duszpasterską. W XV stuleciu zaczęli obejmować parafie, a także otaczać opieką ruch pielgrzymkowy. Związek Zakonu Paulinów z Matką Bożą szczególnie uwidocznił się w XVII wieku, kiedy Stolica Apostolska powierzała im liczne maryjne sanktuaria.

Wśród ponad 500 paulinów dominują wciąż Polacy, to jednak w ostatnich latach widać znaczne umiędzynarodowienie wspólnoty. Biali zakonnicy są obecni w 17 krajach na 4 kontynentach.

Na potrzebę jednoczenia ludzi wokół Chrystusa dzisiaj wzorem bł. Euzebiusza wskazał o. Botond Bátor, proboszcz paulińskiej parafii i przełożony wspólnoty zakonnej w Şumuleu Ciuc w Rumunii. – Dzisiaj w tym świecie jest jakieś zadanie dla nas; abyśmy byli razem, oczywiście w wierze chrześcijańskiej i musimy zbierać ludzi do jednego ognia” – podkreślił paulin.

Choć paulini kojarzeni są głównie z polskim narodowym sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze, to głoszony przez nich kult Bogurodzicy bierze swój początek z węgierskiej świadomości narodowej, a także z czci oddawanej Matce Bożej przez żyjących na Węgrzech pustelników.

Pierwszy król węgierski Święty Stefan (997-1038) przyjął koronę króla Węgier w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, przez co pragnął wyrazić swą głęboką cześć, jaką darzył Matkę Bożą. W miejscowości Székesfehérvár, ówczesnej stolicy Węgier, wzniósł na cześć Bogurodzicy ogromną bazylikę. Król każdego roku z wspaniałymi obchodami święcił dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Dzień ten uczynił dniem praworządności, czyli wydawania wyroków. Oddał też kraj we władanie Matce Boskiej, zamiast tytułu Bogarodzicy nazywał ją Królową, Orędowniczką, Patronką Węgier. Królestwo Węgierskie już od zarania swoich dziejów nazywano krajem Maryi.

W 1382 r. z węgierskiego Márianosztra, które od początku istnienia było miejscem poświęconym Maryi, do Polski przybyło szesnastu węgierskich paulinów, którzy założyli klasztor na Jasnej Górze, który z czasem stał się sercem Zakonu Paulinów i narodowym sanktuarium Polaków. Tutaj swoją siedzibę ma Kuria Generalna - naczelna władza zakonu, na czele której stoi przełożony generalny.

Od ponad sześć wieków paulini w Polsce wpisują się w nasze dzieje modlitwą, służbą i czuwaniem przy cudami słynącym Obrazie Matki Bożej w Częstochowie. W dziedzictwo swojego zakonu paulini włączają się przez wytrwałą służbę pielgrzymom, przede wszystkim w konfesjonale i przy ołtarzu, a także współtworząc chrześcijańską kulturę Polski.

Jan Paweł II określił maryjność paulińską mianem „charyzmatu jasnogórskiego”; to głoszenie Słowa i sprawowanie sakramentów, oddanie Matce Najświętszej.

Przez wieki pielęgnowane były także paulińskie relacje polsko – węgierskie. Od 2011 r. przybywają pielgrzymki Madziarów na Jasną Górę, które są modlitwą w o jedność Polaków i Węgrów oraz za Europę - o powrót do chrześcijańskich wartości.

W Bastionie św. Barbary znajduje się pamiątka tych pielgrzymek: wotum - figura bł. Euzebiusza, nazwana została "Studnią Bł. Euzebiusza - Przyjaźni Polsko-Węgierskiej".

O węgierskich początkach Zakonu Paulinów opowiadają jubileuszowe wystawy. Już od dziś dzieje bł. Euzebiusza można poznawać na specjalnej ekspozycji w Sali Rycerskiej.

Natomiast wyjątkowe mobilne muzeum przygotowali węgierscy paulini. Wystawę otworzył dziś w Budapeszcie kard. Peter Erdo. Ekspozycja w nowatorski sposób stara się ukazać atrakcyjność życia zakonnego.Wystawa interaktywna zaopatrzona jest w kody QR, co umożliwi pielgrzymom pogłębienie wiedzy i skorzystanie z dodatkowych materiałów: filmów, zdjęć, muzyki, fotografii czy wywiadów z zakonnikami. Ekspozycja dostępna jest w języku polskim, węgierskim i angielskim. Będzie dostępna dla zwiedzających na dziedzińcu jasnogórskim w sobotę i niedzielę 25-26 stycznia. Potem autobus pojedzie do największych klasztorów paulińskich: Świdnicy, Wrocławia, Wieruszowa, Torunia i Warszawy. Na Jasną Górę powróci na początku lutego.

O Błogosławionym Euzebiuszu, przeszłości i współczesności białych mnichów opowiada także cykl filmowy na kanale YouTube pt. „Płomyki w Zakon zebrane - 12 rozmów o duchowości”. Kolejne odcinki publikowane będą 11. dnia każdego miesiąca tego roku. Rozmowy emitowane są również w Radiu Jasna Góra.

W dniach 10-16 września odbędą się uroczystości ku czci bł. Euzebiusza Międzynarodowy Kongresie Eucharystycznym na Węgrzech.

Wyższe Seminarium Duchowne Zakonu Paulinów na Skałce w Krakowie przygotuje modlitewne spotkanie oraz konferencję popularno-naukową: „Bł. Euzebiusz: dziedzictwo - świadectwo - proroctwo". Nowicjat w Leśniowie podejmie inicjatywy modlitewne i formacyjne. Poczta Polska wyda kolekcjonerski znaczek o bł. Euzebiuszu.

Szczegółowy harmonogram obchodów jubileuszu odnaleźć można na stronie na stronie www.cbe.paulini.pl w zakładce „Rok Euzebiusza”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję