Reklama

Premier Tusk w sprawie odpisu na Kościoły

2014-02-28 07:54

lk / Warszawa / KAI

Πρωθυπουργός της Ελλάδας / Foter / CC BY-SA

Premier Donald Tusk poinformował, że ostateczna rządowa propozycja projektu przekształcenia Funduszu Kościelnego w dobrowolny odpis 0,5% podatku jest gotowa. W ciągu najbliższych dwóch tygodni minister administracji i cyfryzacji ma ją przedstawić Kościołom i związkom wyznaniowym. „Będziemy proponowali przesłanie do Sejmu tego wariantu, który my przygotowaliśmy. Jest ważne, by tego typu projekty zostały przegłosowane nie w warunkach kolejnej wojny politycznej, tylko na zasadzie elementarnego porozumienia” – stwierdził szef rządu. Sekretarz generalny KEP bp Wojciech Polak przypomniał w rozmowie z KAI, że przesłanie projektu do Sejmu musi być poprzedzone zawarciem umowy między rządem a Episkopatem, a tej obie strony jeszcze nie wypracowały. Premier Tusk odniósł się do kwestii związanych z pracami nad przekształceniem Funduszu Kościelnego w odpis 0,5% na konferencji, podczas której minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski prezentował priorytety swojego resortu na bieżący rok.

Pytany, dlaczego nie ma jeszcze rządowej propozycji projektu ws. odpisu 0,5% i czego ewentualnie brakuje, by osiągnąć ostateczny kompromis w tej sprawie z Kościołami, premier Tusk odpowiedział, że „problem ma charakter negocjacyjny”.

- Doszliśmy do pewnego miejsca w tych negocjacjach i rozmowach z Kościołami. Ostateczny wariant, w którym oddalibyśmy decyzję ludziom, jak i w jakim stopniu finansować Kościoły poprzez odpis podatkowy, dotyczył naszej propozycji 0,5%. Wydawałoby się, że nie będzie on dramatycznie niebezpieczny dla Kościołów, a równocześnie my musimy dbać o wpływy do budżetu państwa, więc nie mogliśmy z tym przesadzić. To wydawało się już względnie uzgodnione – stwierdził.

Reklama

Zdaniem szefa rządu, kwestie pozostające do uzgodnienia dotyczyły przede wszystkim przewidywania, jaki wpływ funkcjonowanie nowego rozwiązania będzie miało na sytuację mniejszych Kościołów. Stwierdził, że chodzi o to, „jak wyglądałyby gwarancje i jak długo one by trwały, gdyby wpływy z tego odpisu podatkowego były od razu wyraźnie mniejsze niż pomoc państwa, jaka jest w tej chwili udzielana mniejszym Kościołom”. - W związku z tym dyskusja dotyczy czasu trwania tego okresu ochronnego. My proponujemy, żeby to było trzy lata, w dyskusji pojawił się wariant 3-5 lat – powiedział. Jak dodał, ze strony mniejszych Kościołów jest natomiast oczekiwanie, by okres przejściowy był „wyraźnie dłuższy” i wynosił 10 lat.

Trzyletni okres gwarancyjny polegałby na tym, że jeśli w wyniku odpisu Kościoły nie zdołałyby zebrać przynajmniej takiej sumy, jaką do tej pory otrzymywały z Funduszu Kościelnego, to państwo wyrówna im tę różnicę. Tak będzie przez pierwsze trzy lata od chwili uruchomienia nowego mechanizmu.

Szef rządu wyraził opinię, iż ta kwestia jest tym poważniejsza, że „mówimy tu o zaopatrzeniu emerytalnym i o wypłacaniu emerytur ludziom, którzy nie mają innych środków do życia”.

Okres przejściowy Donald Tusk nazwał też „okresem ochronnym dla państwa”. – Gdyby się okazało, że Kościoły zbierają więcej z tytułu podatku, to zakładaliśmy, że tak długo jak jesteśmy w procedurze nadmiernego deficytu budżetowego, będziemy szukali sposobu, by tego ubytku nie było za dużo, choć rozwiązań dobrych tutaj chyba jeszcze nie wypracowano – zaznaczył.

„Wtedy szansa na 1 stycznia 2015 będzie wciąż realna” – powiedział, odnosząc się do ewentualnego uruchomienia nowego sposobu finansowego wspierania Kościołów.

Min. Trzaskowski poinformował podczas konferencji, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni spotka się z przedstawicielami Kościołów, by przedstawić ostateczne stanowisko rządowe ws. przekształcenia Funduszu Kościelnego w system dobrowolnego odpisu 0,5% podatku dochodowego.

„Będziemy proponowali przesłanie do Sejmu tego wariantu, który my przygotowaliśmy, a więc 0,5% i trzy lata [okresu przejściowego]. Dla nas jest rzeczą ważną, żeby w Sejmie tego typu projekty zostały przegłosowane nie w warunkach jakiejś kolejnej wojny politycznej, tylko na zasadzie elementarnego porozumienia, tak byłoby zdecydowanie lepiej” – podkreślił szef rządu.

„Jak będziemy mieli pewność, jak wygląda reakcja Episkopatu, Kościoła katolickiego i innych Kościołów, to też państwa poinformujemy” – powiedział dziennikarzom Donald Tusk.

Zdaniem szefa rządu, projekt ws. przekształcenia Funduszu Kościelnego w formie ustawy mógłby być złożony „właściwe dziś”. – Ten projekt jest gotowy od dłuższego czasu, są tam do rozstrzygnięcia właśnie te dwa, trzy dylematy, przed jakimi stawiają nas przede wszystkim mniejsze Kościoły – powiedział.

„Rozumiemy ich obawy, bo odpis podatkowy jest chyba bardzo dobrym modelem z punktu widzenia obywateli. Takie poczucie, że Kościół ma tyle pieniędzy, ile ludzie chcą dać na swój Kościół, nam bardzo odpowiada. To jest główny powód, dla którego proponujemy to rozwiązanie” – podkreślił.

Donald Tusk zaznaczył, że wątpliwości ws. odpisu zgłaszane przez Kościół prawosławny, którego większość wiernych to rolnicy nie odprowadzający podatku dochodowego, są analizowane. „Nam chodzi o demokratyzację; o to, żeby ludzie podejmowali decyzję o poziomie finansowania, a nie chodzi o to, by dokuczać Kościołom, bo nie to było celem, tylko by Kościoły były na utrzymaniu nie państwowym, ale obywateli, którzy chcą płacić” – powiedział.

Przyznał jednocześnie, że „sytuacja Kościoła prawosławnego to jest coś, co nas uderzyło – że ten model nie do końca musi być sprawiedliwy wobec wszystkich”.

Ostatnie spotkanie, podczas którego szeroko omawiano uwagi Episkopatu Polski do rządowych propozycji ws. projektu przekształcenia Funduszu Kościelnego w odpis 0,5%, odbyło się 30 października ubiegłego roku.

Na początku stycznia br. rzecznik MAC Artur Koziołek poinformował KAI, że na ostateczne uzgodnienie przez rząd i Episkopat oraz inne Kościoły czekają jeszcze cztery kwestie.

Pierwsza to – jak postulował Episkopat - uregulowanie w ustawie o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych sytuacji alumnów wyższych seminariów duchownych, analogicznie do sytuacji studentów.

Drugi punkt to „podwyższenie wysokości tzw. ‘kwoty gwarantowanej’ (zgodnie z projektem ustawy nie może ona przekroczyć kwoty przewidzianej w 2013 r. w budżecie państwa na Fundusz Kościelny). Tymczasem Kościoły i inne związki wyznaniowe postulują, żeby wysokość kwoty gwarantowanej odpowiadała wysokości środków faktycznie przekazanych z FK za składki w roku kalendarzowym”.

Zdaniem Episkopatu winna być to kwota 130 mln zł, gdyż w świetle szacunków ZUS załączonych do projektu ustawy faktycznie taka kwota została przekazana przez budżet państwa na ubezpieczenia duchownych w 2013 r., a nie tylko 94,6 mln zł przekazywane za pośrednictwem Funduszu Kościelnego.

Trzecia kwestia sporna to „wydłużenie okresu przejściowego, w którym Kościoły i inne związki wyznaniowe będą uprawnione do otrzymania dotacji podmiotowych przeznaczonych na zaliczki środków uzyskanych z odpisów podatkowych w ramach kwoty gwarantowanej”.

Czwarta kwestia do uzgodnienia to „dopuszczenie możliwości przekazywania środków z odpisu (w ramach 0,5%) na dwie różne wspólnoty religijne, w przypadku małżeństw rozliczających się wspólnie – np. po 0,25% na każdą wspólnotę religijną”.

Jak poinformował dziś KAI sekretarz generalny KEP bp Wojciech Polak, strona kościelna czeka na ustosunkowanie się rządu do uwag Episkopatu. – Myślę, że jeśli pan premier zapowiada spotkanie, to będzie też odpowiedź na kwestie podjęte podczas ostatniego spotkania – powiedział bp Polak. Jak dodał, przesłanie projektu ustawy do Sejmu musi być poprzedzone umową między rządem a Episkopatem, ale takiej umowy jak na razie wciąż nie ma.

Przygotowanie projektu ustawy, w której zostaną szczegółowo omówione zasady przekształcenia Funduszu Kościelnego, jest zadaniem ekspertów zespołów roboczych, stworzonych przez strony kościelną i rządową. Zespoły te zajmują się wypracowaniem ostatecznego porozumienia w spornych kwestiach. Eksperci mają także sporządzić projekt umowy między Konferencją Episkopatu Polski (upoważnioną do tego przez Stolicę Apostolską) a rządem, która - nawiązując do stosownych zapisów Konkordatu - będzie opisywać najważniejsze kwestie związane z przekształceniem Funduszu Kościelnego w odpis podatkowy.

Dopiero wówczas, gdy strony kościelna i rządowa zgodnie z Konkordatem ustalą ostateczne porozumienie ws. odpisu, zapisane w postaci obustronnej umowy, możliwe będzie przesłanie projektu ustawy do Sejmu i poddanie go pod debatę parlamentarną, a następnie przegłosowanie.

Tagi:
finanse

Reklama

Konferencja Biblia o Finansach w Wieluniu - 6.10.2018r.

2018-09-28 16:25

Ks. Adam Polak, moderator Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Częstochowskiej

Już 6 pażdziernika w Wieluniu będzie miała miejsce Konferencja „Biblia o finansach”.

Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Częstochowskie
Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Częstochowskiej

To całodniowe wydarzenie, poświęcone zasadom zarządzania finansami w oparciu o mądrość płynącą z Biblii. Czekają Cię świadectwa osób, które już uporządkowały swoje finanse.

Na konferencji będzie mowa m.in. o:

• Na czym polega biblijna odpowiedzialność w kwestii pieniędzy, pracy i prowadzenia firmy?

• Jak wydawać pieniądze po Bożemu, by nie wpaść w pułapkę długów.

• Po co oszczędzać i jak to robić po Bożemu?

• Długi i jak z nich wychodzić?

• Jak edukowac dzieci w dziedzinie finansów.

Patronat honorowy nad Konferencją objął

Arcybiskup dr Wacław Depo, Metropolita Częstochowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W siedem dni 1000 km!

2019-08-23 19:21

Marian Florek

Najdłuższa polska pielgrzymka jaka w tym roku dotarła na Jasną Górę liczyła 640 km. Na jej pokonanie pątnicy z Helu mieli 19 dni. A ile dni potrzebowali uczestnicy, liczącej ponad 1000 km. „Pielgrzymki Biegowej” wiodącej z Şumuleu Ciuc w Rumunii na Jasną Górę? 7 dni! I własnie po tygodniu od startu w dniu 23 sierpnia br. biegacze dotarli do Częstochowy.

Marian Florek

Idea takiej formy uczczenia Matki Bożej Jasnogórskiej zrodziła sie trzy lata temu – powiedział w rozmowie z „Niedzielą” pomysłodawca pielgrzymki Marian Płaszczyk, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę.

Trasa była ciężka, pełna niespodzianek i dramatycznych wydarzeń. Do pomocy w pokonywaniu trudności na szlaku poproszono rowerzystów, którzy osłaniali biegnących od np. watah bezpańskich psów – zwierzał się p. Plaszczyk. Czasami trzeba było się bronić i przed nieżyczliwymi ludźmi. Ale dzięki opiece Matki Najświętszej wszystko dobrze się skończyło – podkreślił w dalszej części rozmowy nasz interlokutor. Oczywiście było też sporo radości, zwłaszcza na postojach w poszczególnych miejscowościach, gdzie witali się z Matką Bożą o różnych obliczach ale zawsze o jednym sercu i gdzie ojcowie paulini okazywali wiele troski wobec zmęczonych pielgrzymów. Tę opinię potwierdziło w rozmowie z naszym tygodnikiem wielu młodych i starszych uczestników biegu.

Biegaczy było dziesięciu a rowerzystów dwóch. System biegu jaki obrali uczestnicy pielgrzymki był nie tyle sztafetowy co – jak określił pomysłodawca - „po sznurku”. Na Szczycie pielgrzymów powitał abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, który z serca ich pobłogosławił, odmówił wspólną modlitwę i chwilę życzliwie porozmawiał.

Hasłem Biegowej Pielgrzymki były słowa papieża św. Jana Pawła II: „Bóg dokonał już rzeczy niezwykłych, trzeba dalej iść w tym kierunku z ufnością i zapałem (…), wierząc w Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem