Reklama

Nie ma dobrej magii

Z Małgorzatą Nawrocką - autorką „powieści antymagicznej” o pacynkach, wilkołakach i dobrych bajkach - rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 23/2008, str. 20-21


Małgorzata Nawrocka - pisarka, autorka ponad czterdziestu książek dla dzieci i młodzieży, tekstów piosenek, audycji radiowych i telewizyjnych, scenariuszy teatralnych. Laureatka trzech nagród literackich
Artur Stelmasiak

Wiesława Lewandowska: - Pani twórczość - a zwłaszcza ostatnie powieści „antymagiczne” - można odbierać jako przejaw buntu wobec tej „strawy duchowej”, którą dzisiejsza kultura popularna serwuje dzieciom. W literaturze dla najmłodszych pojawiły się przemoc, zło, magia jako sposób na życie, bo to podobno dzieci najbardziej lubią. A Pani uparcie wraca do starych bajek. Dlaczego?

Małgorzata Nawrocka: - Za jakieś 20 lat okaże się, czy ten mój bunt jest słuszny. Dziś wiemy na pewno jedno: jeszcze nigdy nie było tak, by dzieci wychowywane na przykładach gwałtu i przemocy wyrastały na dobrych ludzi. Wydaje mi się więc, że wychowujemy pokolenie nieco… eksperymentalne. Dziwią mnie argumenty dorosłych, że świat idzie do przodu, że cywilizacja się rozwija, a zatem musimy mieć nowe symbole, nowe baśnie osadzone w dynamice multimedialnej. Pytanie, co potem, po tych współczesnych bajkach…

- Pisze Pani swoje bajki po to, by ludzie za 20 lat nie byli gorsi niż dzisiaj?

- Jeżeli mogę zrobić cokolwiek, co wydaje mi się normalne, dobre i budujące tę wrażliwość, na której mnie samą wychowano, a którą z perspektywy 40 lat mojego życia oceniam jako wielką wartość, to chciałabym po prostu pielić chwasty w ogrodzie literatury dziecięcej… Na ile się da, na miarę moich możliwości, pomysłów. I tyle! I nic więcej!

- Kiedy zapadło postanowienie tego literackiego buntu?

- Najpierw było przebudzenie do działania na poletku literatury dziecięcej, bunt był sprawą wtórną. Pracowałam w szkole jako nauczycielka, i to było moją wielką pasją. Gdy urodziłam pierwszą córkę i przestałam pracować w szkole, odkryłam nagle, że oto mam przed sobą nowe wspaniałe drzwi do świata wrażliwości i wyobraźni dziecka. Pierwszy tekst, pt. „Pacynki Faustynki”, napisałam dla dwuletniej córeczki. To moje przebudzenie zaczęło się więc od teatrzyków domowych. A potem „Pacynki Faustynki” wraz z innymi moimi tekstami zostały opublikowane w wydanym przez „Niedzielę” zbiorku „Piórka z podwórka”. I to był mój debiut literacki. Pisanie dla dzieci zaczęło mnie bawić i fascynować. Z każdym kolejnym tekstem miałam wrażenie, że wcale nie wyczerpało się to, co mam do powiedzenia - wręcz przeciwnie!

- Bo bajki rozmnażają się przez pączkowanie?

- Pomysły pączkują, rozrastają się we wrażliwości autora, rozprzestrzeniają się… Pisanie bajek sprawia mi przyjemność, ale nie to jest najważniejsze. Prawdziwą radość przeżyłam dopiero wtedy, gdy ktoś opowiedział mi, jak to moje „Piórka” wywołały uśmiech na twarzy ciężko chorego dziecka. Pomyślałam, że nawet jeżeli ta książka pozostanie moją jednorazową przygodą literacką, nawet jeśli napisałam ją tylko dla dwu małych dziewczynek, to warto było! Poczułam, jak wielką satysfakcję daje praca dla jakiejś idei.

- Ta deklaracja brzmi jak protest przeciw komercjalizacji, która wdarła się już nawet do świata dziecięcych bajek!

- Prawdziwy, mocno uświadomiony i metodyczny bunt przyszedł dopiero wtedy, kiedy zaczęłam pisać „powieści antymagiczne”, komentujące wielki światowy przebój literatury młodzieżowej ostatnich lat - kilkutomowe dzieło angielskiej pisarki Joanne Rowling pt. „Harry Potter”.

- Przeczytała Pani te książki?

- Przeczytałam tylko trzy tomy, przekartkowałam czwarty.

- Z ciekawości, żeby sprawdzić, czym zachwyca się świat, jakie jest to najlepiej sprzedające się dzieło literatury dziecięcej?

- Nic z tych rzeczy. Kilka lat temu jeden z wydawców podręczników szkolnych zamówił u mnie powieść dla dzieci w odcinkach (do podręcznika dla III klasy szkoły podstawowej) i zaznaczył, że powinno to być coś w stylu „Harry’ego Pottera”. Wtedy nie znałam tej książki. Gdy czytałam pierwszy tom, byłam zafascynowana geniuszem autorki, lecz już po kilkudziesięciu stronach wiedziałam, że jest to książka, której nie należy polecać dzieciom. Mimo to do tej pory często polemizuję z krytykami Rowling, którzy odmawiają jej kunsztu pisarskiego, a powodzenie książki przypisują jedynie sprytnemu marketingowi, wielkiej promocji.

- Na czym zatem, Pani zdaniem, polega tajemnica tak szalonego powodzenia tej książki?

- Rowling po prostu znakomicie wpisuje się w zapotrzebowanie współczesnej kultury lub raczej antykultury europejskiej. Ale, moim zdaniem, sukces tej książki polega także - i to w dużej mierze - na wielkim talencie pisarskim autorki. Kiedy skończyłam czytać pierwszy tom, pomyślałam: ta książka jest tak genialna, jakby ją sam diabeł napisał!

- Czy wtedy zapadła decyzja, że jeśli już pisać coś „w tym stylu”, to tylko polemicznie?

- Spełniłam prośbę wydawcy i napisałam pięć odcinków bajki do podręcznika. Pomyślałam sobie jednak: jeśli chcą magii ŕ la „Harry Potter”, to im dam, ale odwrócę i zdemaskuję wszystko. Jeśli mam czerpać jakieś wzory, to nie od Rowling, lecz raczej z książek Lewisa i Tolkiena, w których dobro i zło są dokładnie rozróżnione i nazwane. U Rowling imienne jest tylko zło, natomiast siła dobra jest rozmytą intuicją. U Rowling czarami zajmują się ludzie, u Tolkiena i Lewisa oraz w klasycznej baśni - tylko istoty z innego świata, zaś zła czarownica jest zawsze brzydka i szczerbata, od razu rozpoznajemy jej złe intencje. Nie będę naśladować Rowling. Nie widzę takiej potrzeby.

- Często słyszy się zachwyt, że „Harry Potter” przysłużył się kulturze już choćby dlatego, że przywrócił młodemu pokoleniu pasję czytania książek...

- To trochę tak, jakbyśmy dali dziecku truciznę, a potem z radością komentowali: taki niejadek, wreszcie coś je z apetytem! Książki mogą budować człowieczeństwo lub je niszczyć. Trzeba o tym pamiętać. Kiedy zorientowałam się, jak niebezpieczną lekturą jest „Harry Potter”, jak wielu rodziców, pedagogów, zachęca do tej lektury, a w najlepszym razie zachowuje obojętność, postanowiłam działać, czyli spróbować napisać powieść awanturniczą, przygodową, żeby powalczyć z Rowling tą samą bronią.

- Podjęła Pani walkę z trudnym przeciwnikiem!

- Tak, ale tu nie chodzi o wyścig, kto lepszy, mądrzejszy, ani o to, kto więcej zarobi, ani nawet o to, która książka będzie miała większy nakład. Bo gdybym chciała dużo zarobić, to musiałabym się zająć czymś innym niż pisanie chrześcijańskiej literatury… Wychodzę jednak z założenia, że w tej sprawie nie wolno cicho siedzieć i choćby tylko dla kilku młodych osób warto napisać, czym rzeczywiście jest magia. Warto przed nią ostrzegać.

- W jaki sposób?

- Z premedytacją zrezygnowałam z symboliki, której używają w swych książkach Lewis i Tolkien, a przede wszystkim z wszelkich dziwności w stylu Rowling. W moich książkach nie ma symbolicznych potworów ani nieistniejących w świecie realnym istot, które wywierałyby magiczny wpływ na życie ludzi.

- Dlaczego?

- Wiedziałam, że jest duże ryzyko w tym ograbianiu opowieści z tego, co dzieci tak kochają, jednakże skoro mam pisać o magii, to przede wszystkim muszę pisać prawdę. Za każdą cenę. Jeżeli nie istnieją smoki, to nie będzie ich w moich prawdziwych książkach na ten temat… O smokach piszę humorystyczne wiersze.

- Ale czarodziej w powieści jest!

- Jest czarodziej, bo książka jest o magii, która przecież istnieje naprawdę! Rowling wie, że magia istnieje, ale w swoich książkach udaje, że to tylko żart. Ja w moich powieściach staram się pokazać, że magia to nie jest żart. Czarnoksiężnicy w moich książkach nie są rozróżnieni na magów białych, którzy się tylko bawią, i magów czarnych, którzy zabijają. W moich książkach jest tak, jak to pokazuje Biblia. Nie ma magów czarnych, białych ani różowych, bo nie istnieje magia, która nie obraża Boga i nie jest grzechem bałwochwalstwa.

- Mówi Pani, że Rowling pisze z artystycznym cudzysłowem o magii, a przecież jej powieść jest przez dzieci odbierana dosłownie, może nawet zbyt dosłownie...

- Rowling bawi się swoimi czytelnikami, ale ta jej ironia nie budzi wcale rozbawienia, raczej przerażenie. Po lekturze jej książek jest dla mnie oczywiste, że osoba pisząca z takim znawstwem - tak cyzelująca wszelkie informacje na temat okultyzmu, magii i czarnoksiężników, jako postaci historycznych, z taką fascynacją bawiąca się terminami i symbolami magicznymi - jest niewątpliwie po inicjacji okultystycznej. Z lektury książki wynika, że autorka jest osobą uprawiającą to, o czym pisze, a na pewno duchowo bardzo mocno jest w tę materię zaangażowana. Najbardziej przerażająca jest właśnie ta - tak umiejętnie czytelnikowi narzucona - dosłowność odbioru. A w dodatku sama książka to nie koniec gry prowadzonej przez Rowling - na swej stronie internetowej jak najbardziej poważnie odpowiada na dziecięce pytania, dosłownie przenosząc rzeczywistość swej bajki do realnego świata.

- Może to rzeczywiście tylko gra, jakich dziś wiele, i niewiele z niej wynika?

- Obawiam się, że nie. Rowling świadomie rozbija wszelkie dydaktyczne i wychowawcze schematy klasycznej pedagogiki. Nie znalazłam w jej książkach żadnych dobrych intencji. Oto np. w III tomie bohaterem jest profesor, wykładowca czarnej magii, tak fantastyczny - przepraszam za porównanie - jak Janusz Korczak, który rozumie młodzież i zawsze staje po jej stronie, profesjonalista, niekwestionowany guru magów rocznika Harry’ego Pottera. W finale powieści okazuje się, że ten profesor jest… wilkołakiem. „- Panie profesorze, musi pan opuścić Akademię tylko dlatego, że jest pan wilkołakiem? Przecież jest pan wspaniały?!... - pyta zmartwiony Harry. - No tak, Harry, ale przecież w księżycową noc mógłbym was pogryźć!”. Takie pomieszanie dobra i zła w dziecięcych głowach nie może być niewinną grą.

- Czy nie jest Pani trochę przykro, że książka Rowling ma tak wielką oprawę promocyjno-handlową, a Pani książki nie znajdują tej siły poparcia i przebicia?

- Oczywiście, byłoby fantastycznie, gdyby „Anhar” i „Alhar” rozeszły się w milionach egzemplarzy, byłaby radość, że ziarno zostało solidnie zasiane. Niestety, nie jest tak, że ten, kto pracuje na niwie Bożej, jest skazany na sukces, zwłaszcza finansowy, wręcz przeciwnie… Jednak bardzo mi zależy na tym, aby te „antymagiczne” treści przebiły się jakoś do świata. Mam świadomość wagi chwili, tego, że moja książka jest i aktualna, i potrzebna. Na szczęście znalazła tysiące życzliwych czytelników, została również wyróżniona nagrodą literacką.

Reklama

Poznań: apel do abp. Gądeckiego w sprawie pochówku abp. Paetza

2019-11-18 08:59

dg / Poznań (KAI)

"Jako wierni i kapłani Kościoła a wśród nich także ofiary działań zmarłego, czujemy zgorszenie zaistniałą sytuacją i zwracamy się do Waszej Ekscelencji z apelem" piszą sygnatariusze w liście do metropolity poznańskiego abp. Stanisława Gądeckiego, prosząc by miejscem pochówku abp. seniora Juliusza Paetza nie była katedra oraz o publiczne zakomunikowanie rozwiązania, jakie w sprawie zmarłego podjęła Stolica Apostolska.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska
Katedra świętych Apostołów Piotra i Pawła

Publikujemy treść petycji:

Czcigodny Księże Arcybiskupie, Metropolito Poznański

W związku z okolicznością śmierci abp. Juliusza Paetza i komunikatem Kurii Metropolitalnej sugerującym jego pochowanie w krypcie katedry poznańskiej, jako wierni i kapłani Kościoła a wśród nich także ofiary działań zmarłego, czujemy zgorszenie zaistniałą sytuacją i zwracamy się do Waszej Ekscelencji z apelem.

Od ujawnienia sprawy skandali nadużyć seksualnych przez abp. Juliusza Paetza w 2002 roku, władze Kościoła nigdy oficjalnie nie poinformowały o jej rozstrzygnięciu. Dochodzącym do opinii publicznej świadectwom Kościół nigdy nie zaprzeczył, a jednocześnie czyniący ustalenia w tej sprawie nie wycofali się ze swoich oskarżeń, płacąc za to nierzadko ogromną cenę. Upubliczniona przez poprzedniego Nuncjusza Apostolskiego w Rzeczypospolitej Polskiej reprymenda dana zmarłemu, zakazująca jego udziału w wydarzeniach publicznych, była jednak sygnałem, że kary zostały nałożone przez Stolicę Apostolską. Pomimo oczekiwań wiernych i duchowieństwa sprawa pozostała ukrywana, nieustannie zatruwając nasz Kościół, odbierając mu wiarygodność oraz zaufanie, siejąc niepewność i podziały wśród wiernych i duchowieństwa. Dochodzi do dramatycznych sytuacji i sporów wewnątrz wspólnoty Kościoła, pojawia się poczucie braku szczerości i transparentności, które należy powstrzymać. Podpisując ten list kierujemy się również odpowiedzialnością za ofiary bezpośrednich działań zmarłego metropolity, ale także za tych, którzy zostali przez niego skrzywdzeni pośrednio.

1. Prowadzeni troską o Kościół zwracamy się z prośbą o nieskładanie doczesnych szczątków abp. Juliusza Paetza - z uwagi na grzech publiczny i publiczne zgorszenie - w poznańskiej katedrze chrztu, obok władców oraz wybitnych i heroicznych postaci polskiego Kościoła, gotowych oddać za niego życie, jak abp Antoni Baraniak, abp Walenty Dymek czy abp Jerzy Stroba. Pochowanie w tym samym miejscu abp. Juliusza Paetza będzie w odczuciu wiernych profanacją pamięci spoczywających tam mężów Kościoła, jak i samej katedry chrztu Polski, będzie sprzeciwieniem się naszej narodowej świadomości historycznej. Miejsce spoczynku w katedrze odbieramy jako rehabilitację i uniewinnienie arcybiskupa. W tym przypadku, zastosowanie argumentu Kodeksu Prawa Kanonicznego dotyczącego miejsca pochówku zakrywa odpowiedzialność za życie wspólnoty wiernych, za nasze wspólne dobro . Ta decyzja nie zakończy sprawy, przeciwnie, spowoduje dalsze jątrzenie, poznański Kościół narazi na długotrwałą utratę szacunku, podobnie jak wizerunek miasta Poznania.

2. Kierujemy również do Waszej Ekscelencji apel o publiczne zakomunikowanie rozwiązania tej sprawy przez Stolicę Apostolską, przecinające spekulacje i pozwalające na oczyszczenie. Nasz apel nie jest wskazaniem cudzego grzechu – mamy świadomość, że każdy z nas jest grzesznikiem, a Miłosierdzie Boże otrzymujemy niezasłużenie – ale zwróceniem uwagi na mechanizmy, które blokują oczyszczenie i stwarzają – używając sformułowania papieża Franciszka – „zatruwającą kulturę tajemnicy”, od lat utrzymującą się przy tej sprawie. Podpisując nasz apel wyrażamy solidarność z ofiarami oraz troskę o wiarygodność Kościoła, szczególnie wobec przyszłych pokoleń wiernych. My podpisani pod tym apelem nie zostawiamy Księdza Arcybiskupa samego w tej trudnej decyzji, nie kryjemy się za anonimowością, czy kalkulacją. Kierując się dewizą wyzwolenia które przynosi Chrystus, jesteśmy przekonani, że z tej dramatycznej sytuacji jest wyjście tylko przez prawdę.

Z wyrazami należnego szacunku Sygnatariusze

Maria Ankiersztajn, architekt dr inż. Michał Ankiersztajn, architekt Michał Balcerkiewicz, prezes “Balma” o. Roman Bielecki OP, redaktor naczelny mięsięcznika “W Drodze”. prof. Czesław Błaszak, UAM, doctor honoris causa dr Małgorzata Działyńska, radca prawny Piotr Działyński, przedsiębiorca Iwona Piasecka-Grajek, przedsiębiorca Prof. dr hab. med. Stefan Grajek Łukasz Ferchmin, przedsiebiorca Maciej Grela, lekarz pediatra Justyna Iwaszkiewicz - filolog Prof. UAM Michał Januszkiewicz, UAM Prof. Tomasz Jasiński, UAM, Biblioteka Kórnicka Prof. Mikołaj Jazdon, UAM Dr Katarzyna Thiel – Jańczuk, UAM Dr Cezary Kościelniak, UAM Dr Przemysław Kieliszewski, dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu Tadeusz Kieliszewski, radca prawny Bogusław Kiernicki, prezes Fundacji Świętego Benedykta Prof. Halina Lorkowska, rektor Akademii Muzycznej w Poznaniu Prof. Tomasz Łodygowski, rector Politechniki Poznańskiej Prof. UAM Magdalena Musiał-Karg Andrzej Mikosz, radca prawny Ks. Adam Pawłowski Izabela Pilecka-Lasik, nauczyciel Jarema Piekutowski, Nowa Konfederacja Jarosław Pucek, wiceprezes HCP w Poznaniu Dr Marcin Poprawski, UAM Tomasz Rożek, dziennkarz Wanda Różycka, reżyser Prof. SWPS Bianka Rolando Prof. UAM Tomasz Sójka Prof. UEP Barbara Bedowska-Sójka Bogna Szymańska, filolog anglista Agnieszka Ośmielak-Stankiewicz, architekt Dariusz Stankiewicz, architekt Anna Streżyńska, prezes MC2 Innovations Grażyna Strykowska, artystka malarka Michał Szułdrzyński, dziennikarz Leonard Szymański, inżynier Dr Tomasz Terlikowski, dziennikarz Magdalena Trepińska Prof. UAM dr hab. Maria Wojtczak Ks. Daniel Wachowiak ks. Marcin Węcławski prof. Jan Węglarz, Politechnika Poznańska, PAN dr honoris causa multiplex Mariusz Wiśniewski, wiceprezydent miasta Poznania Dr Katarzyna Wróblewska, radiolog Jerzy Wróblewski, inżynier Piotr Zaremba, dziennikarz Tomasz Zborowski, przedsiębiorca Prof. Maciej Żukowski, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Paetz nie został pochowany w katedrze

2019-11-18 09:52

epoznan.pl, maj / Poznań (KAI)

Na briefing prasowym abp Stanisław Gądecki potwierdził poniższe informacje.

wikipedia.org

Jak donosi serwis epoznan.pl po Mszy pogrzebowej, która odbyła się dziś w poznańskiej archikatedrze, trumna z ciałem śp. abp Juliusza Paetza przewieziona została na cmentarz św. Antoniego w Starołęce.

W związku z okolicznością śmierci abp. Juliusza Paetza i komunikatem Kurii Metropolitalnej sugerującym możliwość pochowania abp. abp. Juliusza Paetza w krypcie katedry poznańskiej pojawiły się liczne protesty zarówno ze strony wiernych świeckich jak i duchownych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem