Reklama

60. rocznica męczeńskiej śmierci ks. kan. Michała Serafina

Ks. Zenon Glicner
Edycja płocka 42/2002

18 września przypadła 60. rocznica śmierci ks. kan. Michała Serafina, proboszcza i dziekana wyszogrodzkiego w latach 1931-42. Poniżej publikujemy obszerne fragmenty wspomnienia autorstwa ks. kan. Zenona Glicnera, obecnego proboszcza i dziekana w Wyszogrodzie. Wspomnienie zostało wygłoszone w całości 15 września br. podczas wszystkich Mszy św. w kościele parafialnym w Wyszogrodzie. Tego dnia odprawiono także Mszę św. za zmarłego kapłana-męczennika.

Ks. Michał Serafin pochodził z diecezji sandomierskiej z miasteczka Przysucha. Rodzice jego przenieśli się do Radomia i tu mały Michał uczęszczał do szkoły powszechnej, do gimnazjum zaś w Sandomierzu. O dwa lata starszy brat Franciszek był także kapłanem i pracował w diecezji kieleckiej. Michał Serafin zgłosił się do Seminarium Duchownego w Płocku. Powołanie do kapłaństwa zrodziło się w duszy Michała, gdy codziennie służył do Mszy św.
Święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1913 r. wraz z 8 kolegami, spośród których 4 zostało zamordowanych w obozach hitlerowskich.
22 lipca 1913 r. ks. Michał Serafin został mianowany wikariuszem i prefektem parafii Lipno. Po 6 latach pracy duszpasterskiej w Lipnie, 11 lipca 1919 r., przeszedł na urząd prefekta do Ostrowi Mazowieckiej, zaś 26 kwietnia 1924 r. otrzymał stanowisko proboszcza w parafii Naruszewo i administrację parafii Radzymin. 18 lipca 1931 r. ks. Michał został proboszczem i dziekanem w Wyszogrodzie. Mimo pasterzowania w dwóch parafiach: wyszogrodzkiej i rębowskiej, oraz obowiązków dziekańskich, ks. Serafin znalazł czas i siły na nauczanie religii w szkole w wymiarze etatu prefekta.
Podczas okupacji rzadko opuszczał swą parafię. Dwa razy odwiedził biskupów podczas ich internowania w Słupnie. Gdy dwukrotnie aresztowano i wywieziono do obozu w Działdowie księży z Płocka i z powiatu płockiego, do którego należał również Wyszogród, ks. Serafin szczęśliwie uniknął wywiezienia. Podtrzymywał parafian na duchu w rozmowach prywatnych, a w kościele, wspólnie z organistą, dobierał pieśni religijne o treści, która stwarzała atmosferę wiary w sprawiedliwość dziejową i nadzieję lepszego jutra. Trwało to aż do wywiezienia organisty, który pierwszy padł ofiarą prześladowań; później przyszła kolej na proboszcza, który "był mocny duchem i patriotyzmem" - zeznaje p. Sekunda, mieszkający wtedy w Wyszogrodzie.
Ks. Michała Serafina aresztowano w nocy z soboty na niedzielę 20 kwietnia 1942 r. pod zarzutem należenia do organizacji walki podziemnej z najeźdźcą. Było to bardzo na rękę miejscowemu komisarzowi niemieckiemu Schweigertowi, który niechętnym okiem patrzył na to, że tuż obok Magistratu jest otwarty kościół, odprawia się nabożeństwa, ludzie na nie uczęszczają - nie tylko w niedzielę, lecz codziennie odwiedzają proboszcza. Ludzie zaś przychodzili często i licznie, ponieważ po wywiezieniu księży z 5 parafii zza Wisły do Działdowa, ks. Serafinowi powierzono opiekę religijną i prowadzenie akt stanu cywilnego tych parafii powiatu sochaczewskiego, należących do gminy Iłów, którą Niemcy przyłączyli do powiatu płockiego. Zwracali się więc do proboszcza wyszogrodzkiego i nawiedzali kościół nie tylko miejscowi parafianie, lecz również wierni zza Wisły - z parafii: Brzozów, Giżyce, Kamion, Młodzieszyn i Iłów.
Po wywiezieniu ks. Michała Serafina kościół w Wyszogrodzie zaraz zamknięto. W październiku 1942 r., przed świętem Chrystusa Króla zamieniono go na spichrz zbożowy, w którym pracował jako buchalter p. Sekunda. Gdy wszedł on w towarzystwie dyr. Rossola do kościoła w Wyszogrodzie od strony zakrystii, spostrzegł, że koloniści niemieccy zrabowali bieliznę kościelną, kap i ornatów użyli na obicie foteli, zaś chorągwie i sztandary połamali. W zakrystii znalazł kluczyk od tabernakulum. Otworzył je i zabrał Najświętszy Sakrament do swego mieszkania, a stąd zawiózł do kościoła w Czerwińsku. Wszystko, co jeszcze ocalało, p. Sekunda wraz z robotnikami ukrył. Prosił ich o sekret, aby nikomu, nawet w domu nie mówili, gdzie są ukryte naczynia, kielichy i lichtarze. Robotnicy aż do wyzwolenia dochowali sekretu i przy otwarciu kościoła w drugiej połowie stycznia 1945 r. p. Sekunda wraz z kluczem od zakrystii przekazał ks. Krawczyńskiemu według spisu wszystko, co ocalało.
Parafianie wyszogrodzcy byli przerażeni wywiezieniem swego proboszcza. Nikt nie wiedział, dokąd go wywieziono. Dopiero miejscowy pastor Nargang powiedział, że ks. Serafin jest w płockim więzieniu. To samo powtórzyli później koloniści niemieccy.
Według zeznań świadków, w więzieniu ks. Serafin mimo terroru i bicia podczas badań, zorganizował codzienną wspólną modlitwę i spowiadał. "Spotkałem ks. Serafina u felczera - zeznaje więzień, p. Gorzelany. - Prosiłem go o spowiedź. Ryzyko było wielkie, a jednak ks. Serafin wysłuchał mojej spowiedzi". W tym samym czasie siedział w płockim więzieniu, w gorszych jeszcze warunkach, ks. Tadeusz Trzciński z Mławy. Oddał on więźniom wielkie usługi. Nawet najbardziej oporni pod jego wpływem wracali do wiary i sakramentu pokuty. Gdy zabiegano o wiadomości o tych dwóch księżach, gestapowiec powiedział w zaufaniu pewnej siostrze zakonnej i księdzu w Płocku, że bardziej jest zagrożony ks. Serafin, niż ks. Trzciński. "Ks. Serafin był bardzo bity, będzie powieszony, ale... to bohater".
Okazało się, że była to informacja odpowiadająca prawdzie. W piątek rano, 18 września 1942 r., rozeszła się po mieście wieść, że na placu synagogalnym (dzisiaj Placu 13 Straconych) w Płocku stawiają szubienicę. Po południu o godz. 15.00 porozstawiana na rogach ulic policja wpuszczała przechodniów jedynie na plac synagogalny. Zebrało się dużo ludzi, tym bardziej, że wszystkim pracującym w sklepach, firmach i instytucjach niemieckich polecono asystować przy egzekucji. Przeważała jednak większość niemiecka, zwłaszcza Niemki z dziećmi na wózkach; zachowywały się one podczas i po egzekucji jak w cyrku lub w kinie - śmiały się.
Około godz. 16.00 podjechało auto ciężarowe, wioząc 13 więźniów od ul. Szerokiej. Podobno na dwa dni przed egzekucją wszyscy więźniowie skazani już na powieszenie byli trzymani jeszcze przez SS w gmachu Seminarium "na badaniach".
Na placu synagogalnym pośrodku i po bokach leżeli na ziemi trzej gestapowcy; karabiny maszynowe były zwrócone w kierunku tłumu i więźniów. Gdy odjęto klapę samochodu, więźniowie skupili się wokół wysokiego więźnia, który im coś szeptał... może udzielał rozgrzeszenia. "Więźniowie wyglądali jak cienie - pisze w swoim dzienniczku świadek Antoni Szpiek (dzisiaj kapłan). - Mieli związane ręce poza plecami tak silnie, że drut wrzynał się im w ciało. Krawiec Weber, tłumacz gestapowski, odczytał przy szubienicy wyrok po niemiecku i po polsku. Zrobiła się cisza. Polki poklękały na placu, szlochając i modląc się. Stojącym na desce pod szubienicą włożono pętlice. Wśród ogólnej ciszy wszyscy usłyszeli okrzyk wieszanych, do którego inicjatywę dał ks. Serafin: "Niech żyje Polska". Drugi raz podnieśli ten sam głos, lecz już nie dokończyli, ponieważ szybko wysunięto stołki, czy też deskę, na której stali i wszyscy zawiśli na szubienicy związani drutem za ręce i nogi. Najdłużej żył ks. Serafin. Gdy inni już skonali, on jeszcze się poruszał. Po egzekucji Polacy odchodzili z bólem, Niemki wracały roześmiane, jak z wesołego widowiska".
Długo spoczywały zwłoki powieszonych, zakopane we wspólnej mogile przez Niemców pod parkanem żydowskiego cmentarza w Płocku.
4 maja 1945 r. ekshumowano ciała 13 Straconych. Wszystkich poznawano tylko po ubraniu, nastąpił już rozkład zwłok, zachowały się tylko szczątki. Jedynie ciało ks. Serafina było w na tyle dobrym stanie, że włożono go do oddzielnej trumny. (...)
Parafianie wyszogrodzcy i rębowscy przyjechali zabrać zwłoki swego Proboszcza do Rębowa, gdzie zostało odprawione nabożeństwo przy udziale licznych parafian i uczniów. Stąd przewieziono trumnę do Wyszogrodu i tu, po odprawieniu Mszy św. żałobnej w kościele złożono ciało w nowej, dębowej trumnie na miejscowym cmentarzu. W pogrzebie wzięło udział siedmiu księży, straż ogniowa z Wyszogrodu i Rębowa, szkoły obydwu parafii oraz tłumy wiernych. Wszyscy składali hołd ukochanemu Proboszczowi, który nawet w oczach wroga wyrósł na bohatera.

Reklama

Trzeba jasno powiedzieć: Dość!

2019-07-16 11:47

Z abp. Stanisławem Gądeckim rozmawiał Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 10-13

Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Ale Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny – mówi abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z Arturem Stelmasiakiem

episkopat.pl
Abp Stanisław Gądecki

ARTUR STELMASIAK: – Napisał Ksiądz Arcybiskup bardzo mocny list w obronie wartości religijnych. Oczywistych powodów jest wiele, ale czy było jakieś szczególne wydarzenie, które przechyliło szalę goryczy, by zająć stanowisko w tej sprawie?

ABP STANISŁAW GĄDECKI: – Od dłuższego czasu mamy do czynienia z niezwykle intensywną dyskusją społeczną, której przedmiotem jest Kościół. Pojawia się wiele głosów nieprzychylnych, a nawet wrogich, wobec Kościoła i wartości religijnych. W ostatnich tygodniach miały jednak miejsce akty jawnej profanacji największych świętości, wobec których trzeba zdecydowanie zaprotestować. Mam tu na myśli przede wszystkim profanację jasnogórskiego wizerunku Matki Bożej, jak również akty bluźnierstwa, do których dochodzi podczas tzw. marszów środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów. Inicjatywy te cechują się swego rodzaju przewrotnością, bo pretekstem do ich organizowania jest rzekomo promocja większej tolerancji w społeczeństwie, tymczasem – o czym wspominałem w liście – stają się one miejscem jawnej nietolerancji, obscenicznych prezentacji oraz sposobnością do okazywania pogardy wobec chrześcijaństwa, w tym także do parodiowania liturgii Eucharystii, oraz do nawoływania do nienawiści w stosunku do Kościoła i osób duchownych. Do tego należy dodać napaści na świątynie i fizyczne ataki na księży. W ostatnim czasie zaistniało w społeczeństwie naprawdę wiele zła, które dotyka wspólnotę Kościoła i wprost uderza w Boga i Matkę Najświętszą. I w tym momencie trzeba jasno powiedzieć: „Dość!”.

– Pamiętam czasy, gdy Ksiądz Arcybiskup pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego KEP, a przez media przetoczyła się fala nagonki na Kościół ws. lustracji. Teraz jako przewodniczący musi się Ksiądz Arcybiskup zmagać z falą krytyki ws. rozliczeń nadużyć seksualnych. Czy teraz KEP jest w trudniejszej sytuacji niż 10 lat temu?

– Trzeba wyraźnie rozgraniczyć: czym innym jest – jak pan redaktor to ujął – medialna nagonka antykościelna, a czym innym – dążenie do prawdy i zmaganie ze złem. Bardzo nam zależy na dojściu do prawdy i wewnętrznym oczyszczeniu Kościoła. Tak było przed dekadą, kiedy podejmowaliśmy konkretne działania umożliwiające przeprowadzenie lustracji w Kościele, tak jest i teraz. Trudno w naszym społeczeństwie znaleźć drugie takie środowisko, które podjęło aż tyle przedsięwzięć, inicjatyw i rozwiązań mających na celu rozliczenie przeszłości i prewencję na przyszłość. Zależy nam bowiem na naprawieniu krzywd wobec osób zranionych grzechem ludzi Kościoła. Zależy nam na dobru dzieci i młodzieży oraz na tym, aby Kościół był środowiskiem bezpiecznym i transparentnym.
Trudność dzisiejszej sytuacji polega na tym, że kwestia pedofilii stała się – już nie tylko w Polsce, ale niemal na całym świecie – dającym się łatwo wykorzystać tematem do ataków na Kościół, które mają na celu odebranie mu wiarygodności moralnej. Kościół jest bowiem ostatnim głosem w społeczeństwie, który nie idzie na kompromis ze współczesnymi prądami demoralizującymi, ale nie boi się mówić, że życie szczęśliwe to życie, w którym człowiek stawia sobie jasne wymagania. Siły libertyńskie chciałyby z pewnością ten głos uciszyć i wyeliminować.

– Ksiądz Arcybiskup wymienia w liście marsze środowisk gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, które w nazwie mają tolerancję, a tak naprawdę ich uczestnicy pogardzają chrześcijaństwem. A może Kościół powinien nawiązać dialog ze środowiskami LGBT i iść do nich z Dobrą Nowiną?

– Nie można dialogować ze środowiskami, które nie chcą dialogu, depczą świętości, bluźnią Bogu i deprawują człowieka. Prawdą jest też to, że Kościół otrzymał zadanie głoszenia Ewangelii wszystkim, i nikt nie powinien być wyłączony z możliwości usłyszenia Dobrej Nowiny. Także osoby przynależące do wspomnianych środowisk mają to prawo. Dla nas osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami – one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia. W imię wierności naszemu Zbawicielowi i w imię miłości do naszych sióstr i braci musimy jednak głosić całą Ewangelię – nie unikając wymagań, które ona niesie, i nie przestając nazywać śmiertelnym grzechem tego, co nim w istocie jest. Gdybyśmy tak nie czynili, okradalibyśmy naszych bliźnich z prawdy, która także im się należy.


Pełna treść tego i pozostałych artykułów z NIEDZIELI 29/2019 w wersji drukowanej tygodnika lub w e-wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Asyż: kurs jak mówić o Biblii osobom niepełnosprawnym

2019-07-23 16:28

vaticannews.va / Asyż (KAI)

Celem naszego kursu było uwrażliwianie całego Kościoła na prawdę, że Biblia jest dla wszystkich, nikogo z jej poznania nie można wykluczyć. Tymi słowami odpowiedzialny w episkopacie Włoch za apostolat biblijny nakreślił zadania kursu, jaki odbył się w Asyżu, a w którego tematem było przybliżanie Pisma Świętego osobom niepełnosprawnym.

Archiwum

Ks. Dionisio Candido zaznaczył, że ważna rzeczą jest, aby umieć poruszać się w tych dwóch obszarach: z jednej strony znajomość Biblii, a z drugiej umiejętność przekazania jej osobom niepełnosprawnym.

- Trzeba mieć cierpliwość i zespolić ze sobą te dwie rzeczywistości, wchodząc coraz bardziej w świat Słowa Bożego, jego sposobu wyrażania się, jego obrazów i metafor, których używa. Ale w tym samym czasie trzeba wiedzieć, jak się odpowiednio wyrazić, wypowiedzieć, aby osoby z różnymi rodzajami niepełnosprawności, zarówno fizycznej, jak i psychicznej, mogły wejść w świat Biblii – podkreślił w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Candido. - Współpraca tych dwóch sektorów wychodzi naprzeciw potrzebom Kościoła i służy diecezjom. Osoby uczestniczące w tych kursach mogą przenieść to potem na życie lokalnych wspólnot.

Włoski duchowny przypomniał, że Kościół od zawsze pamiętał o potrzebie przekazu biblijnego także osobom biednym. Do nich przecież przemawiał Jezus. Wskazał, że pierwszą Biblią dla biednych była sztuka, zarówno malarska, jak i architektoniczna czy muzyczna. Dzięki niej opowiadano Biblię tym, którzy inaczej poznać jej nie potrafili. Przyznał jednak, że Kościół potrzebował wieków, aby dojrzeć do odpowiedniej wrażliwości na osoby niepełnosprawne i także im przekazywać treści biblijne, a przekaz ten czynić spersonalizowanym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem