Reklama

II miejsce w Konkursie „Moja najlepiej przeżyta kolęda”

2014-03-28 09:51

Marzena Zabielska


„ W Noc Bożego Narodzenia Bóg otworzył nam Niebo,
dzieląc z Nami ziemskie życie.
Człowiek jest wielki nie przez to kim jest ale przez to, czym dzieli się z innymi.”

bł. Jan Paweł II

OBRAZEK …

Dla Marii

Dawno temu na moje dziecięce pytanie, czym jest kolęda, moja babcia powiedziała:
-Kolędę można porównać do tego, czym jest oddech dla ludzkiego organizmu.
Dzięki tobie dziś jako dorosła osoba zrozumiałam sens tych słów.
Dziękuję…

Pytania bez odpowiedzi…

Zamieszkałaś w naszym domu w Wigilię Bożego Narodzenia. Czas oczekiwania na objawienie się światu wielkiej tajemnicy Miłości, połączył się z twoim niewyobrażalnym cierpieniem i powolną agonią.

Reklama

Wypisana ze szpitala w najcięższym stadium choroby Alzhaimera, która niszczy człowieka do końca, do strzępu, rozkładu ostatniej komórki, byłaś jak ikona cierpiącego Chrystusa. Głucha, nic nie mówiłaś, nie jadłaś, nie reagowałaś na dotyk. W podartej poplamionej koszuli byłaś taka bezradna i tak bardzo samotna. Nigdy wcześniej nie widziałam człowieka, który umiera śmiercią głodową, nie wyobrażałam sobie nawet, że można tak cierpieć. Pracując od tak wielu lat w Domu Pomocy Społecznej, powinnam się już uodpornić na ból, cierpienie, powolną agonię drugiego człowieka, ale moje serce wciąż pyta Boga: -dlaczego ludzie muszą znosić, aż tak niewyobrażalne cierpienie, muszą trwać tak minuta, po minucie w tej przerażającej otchłani strachu i niewiadomej? I pewnie, dlatego Bóg połączył nasze drogi właśnie tu i właśnie teraz w tym wyjątkowym dniu radosnej nowiny o zbawieniu, abym właśnie teraz zatrzymała się obok ciebie i zobaczyła w twoim cierpieniu ten magiczny ukryty sens naszego istnienia. Skoro jest ono związane z człowiekiem od zawsze, to przecież nie może być pomyłką. Gdzie jest jednak granica ludzkich możliwości, czy sens ma życie, które zdaje się być tylko bólem?

Jezusowa skarga…

Zbliżał się koniec roku, czas radości i zabawy, a my jakbyśmy nie istniały w tym realnym świecie, który nas otaczał. Naszą codzienność wyznaczały kolejne minuty twojej bolesnej wegetacji. Twoje ciało bezwolne jak głaz, rozpadające się na kawałki i ten zapach. Słodki zapach śmierci. Zamknięta we własnym cierpieniu i samotności oddychałaś tak ciężko, wydając przeraźliwy jęk, a właściwie skowyt. Był jak wołanie, jak prośba o ratunek. Słaba i umierająca, krzyczałaś do mnie całą sobą… czekałaś, ale na co?

Zagubiona w tym wszystkim, czesałam twoje włosy, myłam twoje obolałe, gnijące ciało, prosząc Boga, aby cię zabrał i to szybko. Była chwila w której chciałam sama odłączyć kroplówkę i krzyknąć-stop, dość tej męki, ale głos w moim sercu mówił, nie wolno ci, nie jesteś Bogiem!

Jak jednak miałam wskazać ci tą furtkę, przez która mogłabyś uciec z tego świata, który skazał cię na tak przerażający ból.

Wspólny ból…

Mijały kolejne dni, a ty kurczowo trzymałaś się życia. Zadziwił mnie twój heroizm, twoja odwaga i desperacka walka o każdy oddech. Choć nigdy z tobą nie rozmawiałam, to jednak czułam, że to nasze wspólne bycie tu na ziemi, połączyła jakaś przedziwna tajemnicza nić. Dotykając twojej bolesnej agonii, wyszłam ze swojego małego egoistycznego cierpienia i poczułam jak moje zamrożone obojętnością serce zaczyna bić. Trwałam więc przy tobie, szukając sposobów gojenia się twoich ran, bo choć choroba odebrała ci jasność umysłu, to ja wierzyłam, że czujesz, tęsknisz, pragniesz czułego spojrzenia i ciepłego dotyku dłoni.

W chwili w której stałaś mi się tak bliska, twój stan się pogorszył, ciśnienie krwi spadło, a mocz przestał spływać do worka. Gasłaś z każdą sekundą i już nic nie dało się zrobić. By zagłuszyć ból w sercu, znów prosiłam Boga, ale już inaczej:

-Panie spójrz, jak ona bardzo potrzebuje Twojej miłości.

Niezapowiedziana wizyta…

Dokładnie pamiętam ten styczniowy mroźny dzień, każdą jego sekundę. Od rana świeciło słońce, ostre wręcz oślepiające. W jego świetle twoje poranione ciało było przeźroczyste, wręcz niewidzialne, tak jak by cię ogólne nie było. Zasłoniłam okno, w ciemności słyszałam tylko twój bezszelestny oddech, coraz słabszy.

Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek. Choć drzwi nie były oznaczone poświęconą kredą, choć nie było zapalonej świecy i krzyża, do drzwi zapukał ksiądz. Zanurzona w świecie twojego bólu zapomniałam, że jest to czas dawania pociechy i pokoju tym, którzy są poddani próbom. Patrzyłam na księdza, a przez moją głowę przemknęła myśl - jak głosić radość Ewangelii, jak doświadczyć piękna dzielenia się doświadczeniem miłości, w miejscu w którym śmierć, smutek są wszechogarniające. Czy to w ogóle możliwe?

Ksiądz poświęcił wszystkie pokoje, schorowanym staruszkom dał obrazki z modlitwą. W pewnej chwili zapytał, czy jest ktoś jeszcze, a ja pomyślałam o tobie. Zatroskany kapłan pogłaskał twoją twarz, a na poduszce przesiąkniętej twoim potem, położył obrazek Świętej Rodziny. Słuchała słów modlitwy: „Niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego(…)” i wydawało mi się, a może to była prawda, że się uśmiechnęłaś. Ta przedziwna wizyta duszpasterska stała się twoim oddechem, twoją komunią miłości i łaski.

Ocalona przez miłość…

Zastałyśmy same. To było przedziwne, po tylu dniach ty obudziłaś się z letargu. Patrzyłaś na mnie, a Twoje oczy drżały, nie było w nich żalu, smutku, ani lęku i było jakieś przedziwne oczekiwanie. Intuicyjnie poprowadziłam twoją kruchą, drżącą dłoń mówiąc:” W imię Ojca, Syna i Ducha Świętego(…)”, a ty zjednoczona z Bogiem, patrzyłaś na mnie oczami pełnymi ulgi i wdzięczności. A więc to na to czekała, na ten święty obrazek, na słowa modlitwy i znak Krzyża. To wiara dała ci siłę do przetrwania, do oczekiwania na to wyjątkowe spotkanie z Bogiem.

Przeniknięta nadzieją wiecznego zbawienia, po kilku sekundach skonałaś na moich rękach. Wokół nas zapadła dziwna cisza. Czułam, że w niej ukryte są wszystkie twoje oczekiwania, nadzieje, tęsknoty, które teraz stały się ostatnim oddechem Miłości Boga, który wybawił cię z cierpienia doczesnego. W tej chwili wyzwoleńczej śmierci, twoje nagie ciało było całe przeniknięte światłem. Przykrywając je białym prześcieradłem pomyślałam, że to wymiar człowieczeństwa, który nie ma miary. Stojąc nad twoim martwym ciałem, drżącym głosem zaczęłam czytać ci słowa modlitwy z obrazka Świętej Rodziny „ abyś doszła do (…) przygotowanego dla (…) mieszkania w niebie, przez Chrystusa Pana Naszego Amen. Choć umarłaś czułam, że jesteś szczęśliwa, już nic cie nie boli.

PS.

Przez tak wiele lat żyłam w ciemności, po omacku szukając sensu i Boga. Dzięki tobie, dzięki twojemu cierpieniu odnalazłam drogę. To twoja heroiczna walka pokazał mi, że tęsknota za miłością Boga, jest tym najgłębszym rysem naszego ziemskiego istnienia, a cierpienie dotyka nas właśnie po to, abyśmy na własnej skórze, przekonali się, że nasz los jest w innych, o niebo lepszych dłoniach.

Dziś moje serce wypełnia wdzięczność, za takich ludzi jak ty, którzy pomogli Mi odnaleźć nadzieję i uwierzyć w to, że to co robię ma sens. I dlatego będę strzegła tego miejsca jakim jest ten zapomniany przez ludzi Dom Pomocy Społecznej. Bo to właśnie tu, wśród tych najsłabszych, najbardziej bezbronnych, wyrzuconych na śmietnik cywilizacji, jest Bóg. Objawia się w słabości i kruchości umierającego człowieka, który do końca wierzy, do końca ufa. I choć nasze drzwi nie są oznaczone poświęconą kredą, to właśnie tu Serce Boga bije najmocniej. Od chwili tej wyjątkowej kolędy, to serce bije też we mnie i za to tak bardzo ci dziękuję…

Róża

W tekście zachowano oryginalną pisownie autora.

Tagi:
konkurs

Reklama

Adwentowe granie

2019-12-10 10:48

Agnieszka Bolewska-Iwaniuk
Edycja podlaska 50/2019, str. VI

Po raz 39. Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu zorganizowało Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich im. Kazimierza Uszyńskiego. Ligawki, rogi pasterskie, bezuny i wiele innych instrumentów usłyszeć można było 30 listopada i 1 grudnia

Agnieszka Bolewska-Iwaniuk
Rozstrzygnięto 39. Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich w Ciechanowcu

Niedłączym elementem konkursu jest Msza św., której w pierwszą niedzielę Adwentu w kościele Trójcy Przenajświętszej w Ciechanowcu przewodniczył biskup drohiczyński Piotr Sawczuk. We wspólnej modlitwie uczestniczyli instrumentaliści z całej Polski i zagranicy – z Podlasia i Mazowsza, z Kurpi, Lubelszczyzny, Mazur, Kaszub, Beskidu Śląskiego, Podhala, Wielkopolski oraz goście z Ukraińcy. Dołączyli do nich mieszkańcy Ciechanowca i okolicznych miejscowości, a także duchowieństwo, przedstawiciele władz parlamentarnych i samorządowych, dyrektorzy szkół, instytucji kultury i nauki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Stella: Papież potrzebuje modlitwy, potraktujmy to poważnie

2019-12-14 15:13

Krzysztof Bronk/vaticannews / Watykan (KAI)

Modlitwa za Papieża jest obowiązkiem każdego katolika. Powinniśmy to potraktować bardzo poważnie, zwłaszcza kapłani, którzy imiennie wspominają Ojca Świętego podczas każdej Mszy św. – apeluje kard. Beniamino Stella, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa.

wikipedia.org

Przypomina on, że Franciszek nieustannie prosi o modlitwę w swojej intencji, od samego początku pontyfikatu. Odniósł się również do słów, które Ojciec Święty wypowiedział podczas spotkania z jezuitami na Madagaskarze. Mówiąc o znaczeniu modlitwy za Papieża, przyznał, że jest kuszony, wręcz osaczony i że tylko modlitwa ludu Bożego może go wyzwolić. Kard. Stella przyznał, że są to słowa tajemnicze. Pokazują jednak, jak bardzo Franciszek musi się zmagać z siłami zła.

"Myślę, że Papież często czuje ciężar tego krzyża, bo sprawowanie posługi Piotrowej jest krzyżem. Ponadto niekiedy odnosi się wrażenie, że nie chodzi tu tylko o krzyż, ale że są za tym, w ukryciu, siły zła, które mogą również kusić Papieża, osaczać go, wprowadzać go w ciemność, sprawiać, że odczuwa samotność i zmęczenie - powiedział Radiu Watykańskiemu kard. Stella. - Papież to też osoba z całym swoim człowieczeństwem, z ciałem i umysłem oraz uczuciami. To człowieczeństwo może być niekiedy wystawione na działanie sił zła. Myślę, że Papież tego doświadcza i odczuwa również ludzką słabość w obliczu tego wielkiego ciężaru i ekstremalnej presji mocy zła przede wszystkim względem jego osoby“.

Zapytany, o co powinniśmy się modlić dla Papieża, kard. Stella przyznał, że on sam modli się dla niego o spokojną noc, o dobry wypoczynek i pogodę ducha.

„Jeśli Papież odpocznie dobrze w nocy, to w ciągu dnia jest bardziej pogodny, odprężony i radosny. A my potrzebujemy żywego spojrzenia Papieża, uśmiechu na twarzy, jasnego umysłu. Chcemy, aby patrzył nam prosto w oczy, był otwarty i uśmiechnięty. Zawsze znaliśmy go właśnie takim. Proszę Boga, aby Papież zawsze miał uśmiechnięte oblicze, pomimo ciężarów i zmęczenia - mówi Radiu Watykańskiemu prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa. - Widzę, że niekiedy jest to uśmiech wymuszony, że to pogodne oblicze nie zawsze jest naturalne. Doceniam ten jego wysiłek, bo ważne jest, aby lud Boży wiedział, że Papież czuje się dobrze, potrafi powiedzieć słowa, które trafiają do serca, aby był zawsze taki, jakiego go znaliśmy przez wszystkie te lata. Papież gościnny, uśmiechnięty, biorący w objęcia".

Nawiązując do przypadającej wczoraj 50. rocznicy święceń kapłańskich Papieża, prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa zauważył, że wszyscy kapłani powinni się uczyć od niego duchowej dyscypliny. Pomimo licznych obowiązków, zachowuje on stały program dnia. Zawsze, od samego rana, jest w nim miejsce na modlitwę i rozeznawanie, ze Słowem Bożym w ręku – dodał kard. Stella.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Adwentowa rozmowa z Maryją

2019-12-15 21:52

Agnieszka Bugała

pixabay

Myjemy okna, układamy rzeczy na półkach. Zamówiłyśmy pranie dywanów, może nowe zasłony? Wydatki zaplanowane, albo też nie, bo pensja jest tak malutka, że z góry wiadomo, iż nie na wszystko, co potrzebne wystarczy. No właśnie, kompleksy pustych portfeli, nie do końca suto zastawionych stołów i nie najdroższych prezentów wpychają się do naszych głów. I zaczynamy szukać rozwiązań: a może kredyt?

Zanim zaczniemy pożyczać, spróbujmy, choć może zabrzmi to bardzo mistycznie i nierealnie, usiąść z kartką papieru przed Maryją. Możemy zapalić świecę i w milczeniu, z sercem ściśniętym od braków, zaryzykować, że Ona zrozumie: dwie kobiety przy stole. Wyjmijmy nasz pusty portfel, długą listę zakupów i spytajmy Ją w zaufaniu, zawierzeniu i bezradności kobiety, co zrobić, skoro z próżnego to i Salomon...

Znam kobietę, która tak właśnie robi. Ona i jej bliscy znają też smak wigilii, gdzie na stole z 12 obowiązkowych dań było tylko jedno – w naszych czasach, nie wojennej zawieruchy. Jednak to jej zawierzenie i siadanie z Maryją do przygotowania świąt sprawia, że bieda nie podzieliła domowników, nie zasiała w sercach poczucia, że są gorsi. Byli razem. Byli blisko przy jednej zupie grzybowej i opłatku. I tak jest do dziś, choć ich materialna sytuacja nieco się poprawiła.

Może się zdarzyć, że zabraknie na wszystko. I usiądziemy skołowane, przerażone, bo jednak święta. Może się zdarzyć, że mąż, który zagląda do kieliszka zabierze i tę małą sumę, która miała wystarczyć. Czy wtedy Pan Jezus też przyjdzie?

Planowanie z Maryją – spróbujmy. Może się wtedy okaże, że nie potrzebujemy aż tak wiele? A jeśli dla nas wystarczy, to innym uda się pomóc? Warto, aby na liście prezentów – świątecznych podarunków, znalazła się blacha ciasta, np. dla ludzi w schronisku dla bezdomnych. Sprawdźmy, jest jeszcze na to czas, może przyda się tam nasza pomoc?

Boże Narodzenie, do którego się przygotowujemy, to chwila w dziejach świata, w którym Miłość zaryzykowała wszystko i oddała się ludziom. Trzeba, aby i nasza mała zdolność kochania ryzykowała wyznanie tej miłości innym ludziom. Zanim postawimy na stole pusty talerz – symbol otwartości na nieznanego wędrowca, poszukajmy potrzebujących. Bo symbol jeszcze nikogo nie nakarmił, nikomu nie pomógł, a do drzwi w wigilijny wieczór chyba nikt już znienacka nie puka, bo strach przed tym, że nikt nie otworzy jest zbyt wielki, aby go unieść tego wieczoru.

Usiądźmy z Maryją, Niepokalanie Poczętą. Ona najlepiej wie, jak czekać na Syna i jak Go powitać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem