Reklama

W trosce o uczniów i nie tylko

Niedziela Ogólnopolska 37/2008, str. 16-17

Ks. Zbigniew Suchy: - Księże Arcybiskupie, zakończyło się spotkanie biskupów diecezjalnych na Jasnej Górze. W komunikacie dowiadujemy się o trosce Kościoła skierowanej w stronę narodu gruzińskiego, powodzian na Ukrainie i ofiar naszych polskich kataklizmów. Medialnie jednak najintensywniej docierały informacje o propozycji tzw. kadencyjności proboszczów. Zaczerpnijmy może zatem wiadomości i na ten temat.

Abp Józef Michalik: - Zawsze wielkie niepokoje budzą wojny i zadawane ludziom przez ludzi cierpienia. Rzeczywiście, w tym duchu patrzymy też na wydarzenia w Gruzji, gdzie naród narodowi zadaje ból. Ze współczuciem słuchaliśmy też wiadomości na temat spustoszeń, jakich dokonała powódź u naszych wschodnich sąsiadów. Najświeższa rana to klęska, która dotknęła polską społeczność wskutek trąb powietrznych. Rozmiar zniszczeń jest ogromny i nasza refleksja była nie tyle zwróceniem na to uwagi - bo ta pomoc płynie już od Kościoła polskiego przez Caritas - ile raczej próbą jej zintensyfikowania poprzez zbiórki ofiar w kościołach całej Polski. I to właściwie były zasadnicze wątki tego krótkiego spotkania.
Pojawił się też temat kadencyjności proboszczów, a media podjęły ten temat, bo jest on chwytliwy i poruszający wiele umysłów. Chciałem uspokoić, że nie ma w tym projekcie zamysłu krzywdzenia kogokolwiek. Kościół jest żywym organizmem, czującym problemy świata, w którym przyszło mu posługiwać. Te zmieniają się w dużym tempie, stąd i księża muszą jakoś za tym podążać. Sfinalizowanie tego projektu jest jeszcze dosyć odległe. Warto będzie odbyć konsultacje z księżmi dziekanami i radami kapłańskimi na szerszym forum podczas tradycyjnych kongregacji. Potem wnioski zostaną przedstawione i przedyskutowane na plenarnym spotkaniu Episkopatu i ewentualne ustalenia przesłane zostaną do zatwierdzenia przez odpowiednie dykasterie Stolicy Apostolskiej.

- Księże Arcybiskupie, na naszych oczach zmienia się model pasterza. Najpierw był to nieusuwalny proboszcz - ojciec parafii, który umierał wśród swoich dzieci, potem przyszedł czas emerytur, teraz kadencyjność. Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że powoli jakby zatracamy się w formalizmie urzędowania, a nie pasterzowania?

- No cóż, konsekwentnie należałoby chyba wrócić do czasów apostolskich, potem do pierwszych wspólnot, gmin i parafii, które były „diecezjami”, a następnie może pamiętać także o różnych koncepcjach pastoralnych, np. pierwszej koncepcji teologii pastoralnej, ułożonej, jak Ksiądz wie, przez Franza S. Rautenstraucha w 1777 r., której główne założenie było następujące: Podmiotem działalności duszpasterskiej jest wyłącznie pojedynczy duszpasterz, pojmowany przy tym jako sługa nie tyle Kościoła i Chrystusa, co antropocentrycznie i naturalistycznie pojętej religii i państwa. Tamto doświadczenie i forma duszpasterzowania ma jeszcze dzisiaj swoich zwolenników. Połowa XX wieku zrodziła nowych świadomych teologów, którzy zwrócili uwagę na błędny kształt tej koncepcji, a co za tym idzie - na fatalne skutki, jakie niesie choćby w dziedzinie kaznodziejskiej, gdzie historycyzm i psychologizm zdominował kerygmat Dobrej Nowiny.
Nowe propozycje nie zawsze są idealne, ale warto podejmować próby zmierzające do udoskonalenia metod pracy duszpasterskiej. W tym duchu zatem i w takim rozumieniu należy widzieć wszystkie te reformy, które już weszły i nad których wprowadzeniem się zastanawiamy.
Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy ksiądz od lat jest tak zmęczony i „wypalony”, że zaledwie „trwa” w parafii. Biskup próbuje go wspierać kolejnymi wikariuszami, ale i to niewiele pomaga. Nie można go usunąć, bo jest nadal nieusuwalny. To negatywny obraz. Spójrzmy pozytywnie: jest w parafii, powiedzmy - miejskiej, bardzo dynamiczny ksiądz, ma pomysły, stworzył struktury, które już działają bez niego, jakże go zatem nie wykorzystać, kierując do podobnej parafii, gdzie jego doświadczenie bardzo się przyda? A co do tego dożywania w parafii, „umierania wśród dzieci” - jak to Ksiądz poetycko określił, to nie warto zawężać problemu. Cały Kościół jest miejscem, gdzie kapłan może realizować swoje duchowe ojcostwo. Więcej, każdy czas kapłańskiego życia jest wyzwaniem dla ciągłego dojrzewania w tym ojcostwie. Nawet ten krótki czas obowiązywania emerytur przynosi bardzo dobre tego przykłady. Owszem, może po pierwszych niezadowoleniach, trudnościach odnalezienia się w nowej sytuacji, kapłan senior odkrywa dar czasu. Wprawiony w modlitwie, rozpoczyna lub kontynuuje potężną pracę duchową. Modlitwą, radą, a nawet cierpieniem, jak różańcem, opasuje cały Kościół.
Nie ma zatem idealnych rozwiązań, a nawet można powiedzieć, że same koncepcje czy realizowane projekty niczego nie zmienią. Istotne jest wewnętrzne formowanie swojego kapłaństwa jako służby, jako posługi i bycia dla innych. W momencie święceń kapłan doświadcza największej miłości: wyboru - zjednoczenia z samym Jezusem. Już nic większego w świecie ducha nie może go spotkać z wyjątkiem szczęśliwej wieczności.

- Zapytam nieco przekornie - a gdyby tak wprowadzić kadencję dla księży biskupów...

- Myślę, że niekoniecznie musi to być pytanie przekorne. Jestem zwolennikiem takiej możliwości. Zresztą biskupi już korzystają z emerytury i ze względu na wiek lub inne racje żegnają się z administrowaniem swoich diecezji, a podejmują pasterzowanie na inny sposób. Tak, jestem zwolennikiem możliwości kadencyjności także biskupów. To pewnie nastąpi samo z siebie. Ostatnio byliśmy świadkami, jak biskup diecezjalny wrócił do Polski, podejmując posługę biskupa pomocniczego. To dobry znak dla wszystkich.

- Przed wyjazdem na spotkanie na Jasną Górę mówił Ksiądz Arcybiskup, że poruszy sprawę kryzysów kapłańskich?

- Tak, ten rok był dla mnie bardzo bolesny i głęboko przeżyłem te różne formy kapłańskich załamań. Inaczej patrzy się na to, kiedy słyszy się o podobnych wypadkach w innych krajach, diecezjach. Kiedy jednak przyjdzie z bliska spojrzeć w twarz złamanego księdza, to jest to zupełnie inne przeżycie. Wszyscy jesteśmy słabi i grzeszni, ale ze słabością trzeba się zmagać, powstawać, podejmować walkę ze sobą i zachować wierność pierwszemu słowu. Raz przekreślona przysięga musi zachwiać całą hierarchię wartości.

- A może to jest tak, że młody ksiądz, wtłoczony w katechizacyjną strukturę i biurokrację, zaczynający swoją posługę na nowej parafii od załatwiania „papierkowych” spraw w starej, a potem nowej szkole, po prostu zatraca samoświadomość i przyjmuje mentalność wykonawcy zawodu?

- To ostre słowa i pewnie trochę w nich pobrzmiewa nuta prasowych dywagacji. Muszę powiedzieć, że żadne medialne spekulacje i dywagacje tzw. zatroskanych dyskutantów nie skłonią mnie do zmiany stanowiska. Katecheza w szkole jest męcząca, wyczerpująca, ale jest wielkim dobrodziejstwem, dla którego póki co nie widzę alternatywy. W mojej poprzedniej diecezji za czasów świątobliwego i bardzo gorliwego bp. Wilhelma Pluty zaledwie 10-15% uczniów szkół zawodowych i średnich było w miastach objętych katechizacją. I co robi ten wybitny biskup? Intuicyjne wierząc, że Pan Bóg zmiłuje się na tym narodem, przygotowuje świeckich doradców życia rodzinnego, i to przez trzyletnią formację. Kiedy możliwa stała się katechizacja w szkołach, w ciągu trzech tygodni mieliśmy 500 katechetów i komplet obsadzonych etatów.
Warto w tym Pawłowym roku przeczytać pod tym kątem Dzieje Apostolskie. Ileż trudu wkłada Apostoł, aby Dobra Nowina była znana i rozpowszechniała się. Nie miejsce stanowi problem - problem tkwi w naszej kapłańskiej gorliwości i poczuciu odpowiedzialności, żeby imię Jezusa było znane. Słyszałem o misjonarzu, który pracując trzynaście lat w jednym z krajów afrykańskich, nie odprawił tam ani jednego katolickiego pogrzebu. Nawet katechistów chowano według tamtejszej tradycji. Jedynym „sukcesem” było skrócenie czasu żałoby, który tam trwał czasem nawet rok - aż ostatni członkowie szczepu, plemienia, rodziny odwiedzili miejsca, gdzie mieszkał zmarły - do ośmiu dni. Po tych ośmiu dniach zapraszali krewnych na Mszę św. Czy nie trzeba postawić pytania o sens posyłania tam kolejnych misjonarzy?
Mamy miejsca, mamy środki i mamy wyzwanie, jakim jest formacja wiary naszej młodzieży i jej rodziców. Sami nie zdziałamy wiele, ale czasem, a właściwie zawsze, ta bezradność uczciwego wierzącego katechety otwiera go na Ducha Świętego, a ten już podpowie, jakimi drogami kroczyć. Kiedy wszystko zawodzi, pozostaje zaufanie Bogu i ludziom. Ale zaufanie czynne, dynamiczne.

- Księży będzie coraz mniej. W tym roku do naszego seminarium zgłosiło się o 50% kandydatów mniej. Czy to tylko demografia?

- Nie tylko. To ważny sygnał. A demografia to nawet już alarm. Kilka miesięcy temu w jednej z parafii udzielałem sakramentu bierzmowania. Kandydatów było 28. Pytam, ile dzieci przystąpiło do I Komunii św.? Proboszcz odpowiada: 14, a nowo ochrzczonych jest czworo! A zatem to także ważna przyczyna. Prognostycy zapowiadają, że już wkrótce nasza populacja zmniejszy się o siedem milionów.
Z pewnością przyczyn jest więcej. Wielki wpływ na zmniejszenie liczby powołań, zarówno do seminarium, jak i do życia zakonnego, ma spłycenie wiary i zaniżenie ideałów życiowych, płynące z promowania wygodnictwa życiowego. Umiera ciepło domowe, altruizm i asceza życia codziennego. Młodzi ludzie nie są zaprawiani do poświęceń, wyrzeczeń, posłuszeństwa; liberalizacja zachowań niszczy szacunek dla cnoty czystości. Za zanikiem powołań pójdzie zanik ofiarnych nauczycieli, lekarzy, żołnierzy. Znikną zupełnie bezinteresowni politycy etc. Jest to zatem wielkie wyzwanie dla całego narodu. Miejscem rodzenia się głosu powołania były zawsze środowiska rodzinne. Zdrowe, trwałe i ofiarne rodziny są podstawą społeczeństwa. Nad tym warto się zastanowić.

- Wrzesień tradycyjnie jest początkiem nowego roku, nie tylko szkolnego, ale to także początek kolejnego etapu naszej aktywności duszpasterskiej. Czego życzyć Księdzu Arcybiskupowi na te nadchodzące miesiące?

- Potrzebne jest wielkie zawierzenie Panu Bogu. Okiem wiary musimy patrzeć na to, co jest, i co nas czeka. Opatrzność ma ostatnie słowo na tym świecie. Kiedy umierał świat wiktoriański, na początku minionego stulecia, rzeczywistość podszyta była sceptycyzmem religijnym i zwątpieniem. Ateista i filozof Muggeridge ogłaszał z tryumfem: „Religia chrześcijańska została zawieszona, zastąpiona religią postępu, nakazującą ludziom dobrej woli przygotować się do nowych obowiązków. Żaden Bóg nie jest potrzebny. Należy Go uznać za zmarłego lub przynajmniej emeryta”. I co się okazało? Na jego oczach Europa dała światu wielkich konwertytów, żeby wymienić choćby największych, takich jak Oskar Wilde, Gilbert Keith Chesterton, Robert Hugh Benson, Graham Green czy Sigrid Undset.
Pokorne spojrzenie na siebie, ufność wobec Pana Boga i ludzi, a także szczera modlitwa i gorliwa praca sprawią, że będzie to czas owocnego posiewu Ewangelii.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cierń z korony cierniowej Chrystusa

Niedziela zamojsko-lubaczowska 10/2017, str. 4-5

[ TEMATY ]

katedra

Zamość

Łukasz Kot

Zamojski relikwiarz Korony Cierniowej

Korona cierniowa to jeden z chrześcijańskich symboli męczeństwa Jezusa. Znajduje się obecnie w skarbcu katedry Notre-Dame w Paryżu

Królowie Francji rozdawali pojedyncze ciernie kościołom i władcom niemal całej zachodniej Europy. Jeden z kolców trafił do Czernięcina pod Turobinem, a następnie został przeniesiony do kolegiaty w Zamościu. Relikwię oprawiono w kryształ, złoto i rubiny.

Św. Helena, weneccy kupcy i 135 tys. liwrów w złocie

Wydarzenia Drogi Krzyżowej Chrystusa opisują Ewangeliści, ale tylko św. Łukasz nie odnotowuje faktu nałożenie na głowę Pana korony cierniowej. Św. Mateusz i św. Marek wspominają o „wieńcu z ciernia” („Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę” Mt 27, 29; Mk 15, 17), natomiast św. Jan użył słowa „korona” i to określenie jest najczęściej używane przez chrześcijan. Wg Ewangelisty, upleciona została w Pretorium – pałacu rzymskiego prefekta Judei Poncjusza Piłata przez jego żołnierzy.

Ból cierni

Korona cierniowa towarzyszyła Jezusowi w drodze na Golgotę i w czasie śmierci na krzyżu. Źródłem cierpień Zbawiciela był ból wbijających się pod skórę kolców, a także być może w czaszkę, kiedy upadał pod ciężarem krzyża. Korona cierniowa była w kształcie czepca, który opinał całą głowę. Pod skórą na głowie znajduje się sieć silnie unerwiona i z dużą ilością naczyń krwionośnych, dlatego korona spowodowała rozdzierający ból oraz obfite krwawienie. Chrystus musiał mieć kilkadziesiąt ran na głowie. Należy pamiętać, że ten rodzaj tortur wymyślono tylko dla Niego.

Wg tradycji, po zdjęciu z krzyża Jezusa „korona” została zabrana przez jednego ze świadków, Jego uczniów. Złamali w ten sposób zasadę rytuału żydowskiego, który nakładał obowiązek grzebania z ludzkim ciałem także wszystkich przedmiotów mających kontakt z Jego krwią. O dalszej historii samej korony wiadomo niewiele. Cesarz Konstantyn I Wielki (272 – 337) w 313 r. wydał edykt mediolański, dając chrześcijaństwu swobodę wyznawania religii i dzięki temu skończyły się prześladowania. Wtedy też ochrzczona już jego matka, św. Helena (248/250 – 330), pojechała do Jerozolimy, gdzie w oparciu o ustne przekazy tamtejszych chrześcijan, rozpoczęto wielkie prace wykopaliskowe. Dokopano się do kilku świętych miejsc. Przypuszcza się, że m.in. odkryto wtedy także skalną jamę z narzędziami męki Jezusa. Było to w 325 r. W Jerozolimie relikwia korony cierniowej czczona była na pewno już w początkach V wieku, co wiadomo ze świadectwa bp. Paulina z Noli. W 593 r. święte ciernie oglądał w Jerozolimie bp Grzegorz z Tours, który pisał, że korona była w doskonałym stanie, a jej ciernie były ciągle zielone. Pozostała tam do IX wieku.

Kult cierniowej korony

Wg Antoniego z Piacenzy, relikwia przechowywana była w kościele Apostołów na Syjonie (w miejscu gdzie kiedyś był Wieczernik). W 1063 r. korona trafiła do Konstantynopola. Cenne relikwie przedostawały się powoli na teren Europy Zachodniej. Wg badaczy i naukowców, miejscem ich przerzutu stała się bogata Wenecja.

Do dziś kolce z korony cierniowej Pana Jezusa są czczone w sanktuariach na całym świecie, m.in. w katedrze Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu. Relikwiarz niegdyś ukazywany był wiernym tylko w Wielkim Poście po nabożeństwie Drogi Krzyżowej.

Relikwiarz

Dwa relikwiarze związane z Męką Pańską (dla Drzewa Krzyża Świętego i Ciernia z Korony) ufundował w 1738 r. inf. dr Jakub/Joachim Paschalis Arakiełowicz (od ormiańskiego imienia Arakiel/Arakheal – apostoł, poseł). Jak czytamy w „Polskim słowniku biograficznym” – był Ormianinem (zm. 17 września 1739 r. w Przemyślu). Syn Zachariasza Arakiełowicza z jałowca, który poślubił w Zamościu córkę złotnika Annę Jatułowicz (prawdopodobnie w 1685 r.), Zachariasz należał do patrycjatu ormiańskiego, pełniąc kilkakrotnie urząd wójta gminy ormiańskiej i ławnika. Zostawił po sobie kronikę z l. 1689 – 1726. Jego syn Jakub był księdzem, profesorem filozofii. Pochodził z zamojskiej rodziny patrycjuszowskiej. Studiował w Akademii Krakowskiej – otrzymał stopnie bakalarza i doktora filozofii. Został skierowany jako profesor kolonii akademickiej do Białej Podlaskiej, skąd z powodu lokalnych zamieszek musiał uciekać. W 1710 r. powołany został na katedrę poetyki w Akademii Zamojskiej, gdzie z czasem przechodził na inne katedry: matematyki, fizyki, etyki i teologii moralnej. Doktorat teologii uzyskał na Akademii Zamojskiej 13 maja 1715 r. W l. 1716-18 piastował stanowisko rektora. W 1718 r. na 2 lata pojechał do Rzymu celem pogłębienia swych umiejętności i uzyskania tytułu doktora obojga praw. Tytułu tego jednak nie przywiózł, ale po powrocie jeszcze 3 lata sprawował funkcję rektora. Uzyskał w tym czasie kolejne godności kościelne: kanonię chmieleńską, probostwo wilkołaskie i kraśnieńskie, był kanonikiem przemyskim, dziekanem – infułatem szczebrzeszyńskim, a w 1735 r. został XI dziekanem – infułatem zamojskim (1735-39). Był też protonotariuszem apostolskim. Zmarł w Przemyślu w 1739 r., gdzie 17 września został pochowany w kościele katedralnym.

W zamojskiej katedrze

Piękny, duży relikwiarz, w którym osadzony jest cierń z korony cierniowej Chrystusa, zrobiony został z kryształu i złota. Ozdobiony został perłami i rubinami. W jego centrum za szybką znajduje się jeden kolec – cierń skierowany częścią ostrą do dołu. Naokoło wysadzany rubinami w złocie oraz innymi kamieniami – tworzą one pierwszą otoczkę od ciernia. Wokół nich łańcuch pereł, przerwany, który tworzy drugą zewnętrzną otoczkę. Wszystko w złotym stylizowanym ornamencie roślinnym. Naokoło relikwii jeszcze jedna korona cierniowa ze złota, składająca się z 14 okręgów cierniowych z ok. 38-40 cierniami. Dolny okręg przerwany. Na szczycie relikwiarza znajduje się złoty masywny krzyż maltański/kawalerski (używany przez Zakony Szpitalików, tzn. Joannitów i Lazarytów) na złotym jabłku (globie). Cały element znajduje się na głowie mężczyzny w stroju wschodnim (ormiańskim, kapłańskim) trzymającego wzniesione obie ręce ku górze w geście modlitwy. Włosy bujne z zakręconym lokiem na czole. Rękawy stroju podwinięte do łokci. Przepasany stułą skrzyżowaną na piersi i wsuniętą pod sznur przepasający biodra. Na stroju widoczne elementy wici roślinnej. Prawa noga od kolana odkryta, lewa nieco pod kolanem. Gołe stopy. Podstawa relikwiarza wykonana jest ze złota, z rzeźbionymi czterema główkami, z których każda zwrócona jest w jedną z czterech stron świata, są też elementy roślinne.

CZYTAJ DALEJ

Weź udział w Drodze Krzyżowej online! Lista transmisji z małopolskich kościołów

2020-04-03 10:32

Dzięki nowoczesnym technologiom możemy wspólnie rozważać mękę i śmierć naszego Pana. Poniżej publikujemy listę Dróg Krzyżowych transmitowanych w Internecie.

Kolegiata św. Anny w Krakowie

piątek, godz. 18.45, LINK

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach

piątek, godz. 16 w bazylice, LINK

piątek, godz. 19 w kaplicy z łaskami słynącym obrazem Jezusa Miłosiernego i grobem św. Faustyny, LINK

Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim

piątek, godz. 18.30, LINK

Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej

od poniedziałku do soboty, po Mszy Świętej o godz. 17, LINK 

niedziela, po Mszy Świętej o godz. 13, LINK

Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala w Ludźmierzu

piątek, godz. 17.30, 18.30, 20, LINK

niedziela, po Mszy Świętej o godz. 11, LINK


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję