Reklama

Historia

Niepodległość to przyszłość

O niepodległości mamy skłonność mówić w stylu retro, jak o ważnej kwestii historycznej. Polska odzyskała niepodległość po I wojnie światowej. W odniesieniu do powstania państwa, w którym dziś żyjemy, komunistom (i ich sojusznikom) udało się narzucić określenie „transformacja ustrojowa”. W określeniu tym był projekt: nowa Polska nie powinna być ani nowa, ani polska - powinna stać się przekształconym PRL-em. Niestety, duża część opinii nieświadomie podjęła tę sugestię. Tymczasem zasadniczym zadaniem naszego pokolenia, odpowiedzią na daną nam przez Opatrzność wolność, jest budowa państwa - nowego niepodległego państwa, które powinno stać się nie epizodem, ale trwałym faktem w życiu naszego narodu i narodów Europy. Każde Święto Niepodległości to okazja do refleksji nad przeszłością, ale przede wszystkim - nad przyszłością.

Kiedy Alojzy Feliński pisał hymn „Boże, coś Polskę” - sprawę niepodległości uznał „za najświętszą”, zapewniając, że Bóg „tknięty jej upadkiem/ wspierał walczących” o jej odzyskanie. Te słowa, napisane na progu XIX wieku, znakomicie oddają zgodne przeświadczenie Polaków o świętości sprawy niepodległościowej. Była święta w tym sensie, który - mówiąc o powstaniu węgierskim ’56 - wyjaśniał papież Pius XII: „W czasach, gdy religia była żywym dziedzictwem dla naszych przodków, ludzie traktowali jako krucjatę każdą walkę, do której zmuszała ich niesprawiedliwość nieprzyjaciół”. Zresztą znaczenie sprawy polskiej dla całego chrześcijaństwa rozumieli nie tylko Polacy. Dla obu najwybitniejszych prekursorów europejskiego konserwatyzmu - Josepha de Maistre’a i Edmunda Burke’a - było oczywiste, że rozbiory Polski są taką samą zbrodnią, takim samym zamachem na chrześcijański ład społeczny, jak rewolucja francuska. A nasz Julian Klaczko przestrzegał, że niemożliwa jest trwała odbudowa Polski w Europie wrogiej naszym wartościom.
Dziś te dwie sprawy ponownie się zbiegają. U progu XXI wieku jeszcze wyraźniej niż 100 czy 200 lat temu widać znaczenie Polski dla cywilizacji chrześcijańskiej. Dwa lata temu Ojciec Święty Benedykt XVI w kazaniu krakowskim mówił, że wraz z wyborem Jana Pawła II na stolicę Piotrową nasza „ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa”, że zostaliśmy „powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata”. Ale jednocześnie Benedykt XVI zapewniał, że to polskie „powołanie jest nadal aktualne, a może nawet jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego”. I Papież apelował: „Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa!”.
Ale zależność jest ciągle dwustronna. Bo Polska stała się na forum europejskim zaczynem ponownej refleksji nad chrześcijańskim powołaniem naszej cywilizacji, ale stała się też obiektem - formalnej i strukturalnej - presji, by wyrzec się chrześcijańskiego charakteru naszej państwowości. Dość tu przypomnieć tylko niedawną rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie „praw reprodukcyjnych”, skierowaną wprost przeciw Kościołowi katolickiemu, a pośrednio przeciw Polsce i Irlandii, za zachowywanie w prawie elementarnej obrony nienarodzonych.

Bezpieczny świat dla niepodległej Polski

Niepodległość nie jest dana raz na zawsze. W XVIII wieku straciliśmy wolność w wyniku przewrotu geopolitycznego, który dokonał się przez wzrost znaczenia Rosji (kosztem Szwecji) nad Bałtykiem i Prus (kosztem Austrii) w Europie Środkowej. Tymczasem w Rzeczypospolitej czasów saskich doktryną państwową stawał się izolacjonizm, „Polska nierządem stoi”, przekonanie, że najlepszą polityką jest brak polityki.
Do tej pory historycy spierają się, która z orientacji podczas I wojny światowej bardziej przyczyniła się do odzyskania niepodległości: Rosja współpracująca z Zachodem czy Austria sprzymierzona z Niemcami. Jedno jest pewne: postępy sprawy polskiej w toku toczącej się wojny przyniosła polityka czynna, przekonanie, że chcąc odzyskać państwo - Polska musi brać udział w polityce innych państw. Zarówno Akt 5 listopada 1916 r., ogłaszający odbudowę Polski, jak i uznanie przez Zachód paryskiego Komitetu Narodowego za polityczną reprezentację naszego kraju, również „czternaście punktów” prezydenta Wilsona, włączających niepodległość Polski do amerykańskich celów wojennych - wszystkie te etapy odbudowy naszego państwa byłyby niemożliwe bez polityki polskiej.
Po I wojnie światowej istnienie Polski stało się nierozłącznie związane z utrzymaniem pokojowego porządku Europy, określonego przez Traktat Wersalski. Każde jego podważenie podważało podstawy naszej niepodległości. Jego zburzenie również ją zburzyło.
Tak samo dziś niepodległość Polski wymaga umocnienia i utrwalenia. Od Polski zaczęło się zwycięstwo wolnego świata w zimnej wojnie, a Polska - w wyniku tego zwycięstwa - odzyskała niepodległość. I jej trwałość związana jest ciągle z zachowaniem ładu powstałego po upadku Związku Sowieckiego. W interesie Polski jest trwałe utrzymanie przewagi tych, którzy chcą stabilizacji tego ładu, nad tymi, którzy chcą go zdestabilizować. Dlatego tak ważna dla nas jest trwałość i umocnienie państw powstałych po rozpadzie ZSRR, których samo istnienie stanowi geopolityczną otulinę, chroniącą naszą niepodległość i wzmacniającą jej znaczenie.

Reklama

Niezależność i solidarność

Czy państwa narodowe mają przyszłość w dobie globalizacji? Jedno jest pewne - bez państw narodowych narody nie mają przyszłości. Nie ma innego oparcia dla ładu moralnego, praw rodziny, wolności i bezpieczeństwa ludzi, jak narodowe państwo. Bez niego ludzie są pozostawieni sobie. Przy czym „narodowe” nie oznacza etniczne - państwo narodowe to państwo oparte na wspólnocie historii i kultury, na politycznej i moralnej solidarności, zmierzające do jej utrwalania i tworzenia.
Co więcej - trudno sobie wyobrazić skuteczną współpracę narodów bez państw narodowych. Najlepiej zaświadcza to właśnie historia XX wieku, opór Zachodu wobec nazizmu i komunizmu. Dlatego Margaret Thatcher, będąca jednym z najwybitniejszych europejskich polityków doby współczesnej, mogła napisać: „Zwycięstwo aliantów udowodniło, iż narody muszą współpracować w obronie ogólnie przyjętych zasad [ale] słabe narody nigdy nie mogłyby skutecznie się przeciwstawić Hitlerowi; co więcej, narody rzeczywiście słabe nawet nie usiłowały stawić mu czoła. W przeciwieństwie do niektórych powojennych mężów stanu Europy - wydarzenia II wojny światowej utwierdziły mnie w przekonaniu, że doprawdy nie należy obawiać się państwa narodowego. Zawsze bowiem byłam zdania, iż wyłącznie silne państwa narodowe są w stanie zbudować skuteczny internacjonalizm. To one w razie zagrożenia międzynarodowego ładu mogą liczyć na lojalność swych obywateli. Jeżeli będą dążyły do wyparcia tego narodowego elementu, z pewnością zakończy się to ich upadkiem, gdyż nie będzie nikogo, kto poczuwałby się do ponoszenia najmniejszych ofiar w imię obrony swego kraju. (...) Na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych (...) okazało się, że instytucje takie jak NATO, będące symbolem współpracy silnych państw narodowych, skuteczniej radzą sobie z odpieraniem sowieckiego zagrożenia niż np. ONZ, która reprezentowała pozornie bardziej ambitny, lecz w praktyce mniej skuteczny internacjonalizm”.
Również dziś bez aktywnej polityki państw, bez samodzielnej polityki Polski, nie będzie odbudowy podstaw cywilizacji chrześcijańskiej, bezpieczeństwa narodów Europy na Wschodzie i na Południu, wyrównania różnic ekonomicznych i stworzenia gospodarczych podstaw solidarności europejskiej, bezpieczeństwa energetycznego wszystkich krajów europejskich.

Podstawa wszystkiego

Największym dziś jednak wyzwaniem dla przyszłości Polski jest kwestia demograficzna. Bez odtwarzania kolejnych pokoleń narodu Polska będzie się społecznie kurczyć, słabnąć i zanikać jako podmiot polityczny, tracąc też możliwość duchowego wpływu na Europę. W RP w 1995 r. po raz pierwszy w okresie powojennym urodziło się mniej niż 450 tys. dzieci (choć wcześniej były lata, gdy rocznie rodziło się ich blisko 800 tys.). Od tamtej pory ani razu nie przekroczyliśmy tego progu. Przeciwnie - prognozy ostrzegają, że za kilkanaście lat liczba rodzących się rocznie dzieci (wskutek coraz mniejszych pokoleń przyszłych rodziców) może spaść poniżej 300 tys., a potem i 200 tys. Dzisiejszy spadek urodzeń to droga w demograficzną przepaść. Dziś absolutnym priorytetem polityki polskiej musi być odwrócenie tej tendencji przez solidarność z rodzinami przyjmującymi na świat i wychowującymi dzieci. Polityce tej muszą towarzyszyć działania na rzecz zahamowania i odwrócenia emigracji. Dlatego tak ważne jest wzmocnienie polskich przedsiębiorstw, ich siły konkurencyjnej, zdolności eksportowych. Zasada: „eksport zamiast emigracji” musi się stać drogowskazem polskiej polityki gospodarczej. Z tego samego powodu zachować musimy narodowy pieniądz, który zawsze jest jednym z atrybutów i instrumentów suwerenności. Ale dziś jego porzucenie na rzecz euro - to także zgoda na utrwalenie różnic gospodarczych w Europie, uzyskanie być może dobrego instrumentu importu, wyjazdów zagranicznych czy luksusowej konsumpcji - ale kosztem dynamicznego rozwoju, budowy silnego rynku, wzmacniającego produkcję krajową, i siły konkurencyjnej przedsiębiorstw, dających Polakom pracę.
Powołanie Państwa Polskiego to stworzenie domu dla naszych rodzin, chroniącego ich wolność i bezpieczeństwo, to wyrastający z naszej historii ład chrześcijański, realizujący zasady cywilizacji życia, to siła pozwalająca nam prowadzić politykę na rzecz bezpiecznego świata dla naszej niepodległości. Niepodległości potrzebnej i nam, i całemu chrześcijaństwu - potrzebnej, bo wszystko przed nami.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szefowa KE w "Le Monde" chwali Polaków za solidarność z Włochami

2020-04-04 18:04

[ TEMATY ]

Polska

Polska

Włochy

Komisja Europejska

PAP/EPA/FRANCOIS LENOIR / POOL

W sobotnim numerze dziennika „Le Monde” przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznaje, że UE została początkowo zdestabilizowana epidemią, ale obecnie wraca do siebie. Dodaje, że kluczem do uzdrowienia Europy jest solidarność, jak np. polskich lekarzy we Włoszech.

„Wobec pandemii Europa musi być zjednoczona jak jeden mąż i przygotowana na potężne inwestycje i masywny budżet, gdy opadnie zagrożenie zarazy” – wzywa w tekście opublikowanym na łamach francuskiego dziennika przewodnicząca Komisji. Podkreśla przy tym, że solidarność jest sercem Europy i to ona "pozwoli jej się odrodzić”.

Europa – pisze przewodnicząca Komisji – jednoczy swe siły, by "wspólnie zrobić to, czego nikt spośród nas nie byłby w stanie zrobić sam".

Niemka wymienia najnowsze decyzje europejskie, w tym tę dotyczącą poluzowania zasad dyscypliny fiskalnej i zakazy pomocy państwa, co umożliwiło państwom UE przeznaczenie 2,8 biliona euro do walki z kryzysem, „więcej niż gdziekolwiek na świecie”. Nowa inicjatywa, na którą UE przeznacza 100 miliardów euro, zwana „SURE” pomoże pracownikom zachować pracę i wynagrodzenie, a firmom przetrwać kryzys - zapowiada Ursula von der Leyen.

Przewodnicząca Komisji twierdzi, że UE nie zadawala się połowicznymi krokami i wzywa do „masowych inwestycji w formie +planu Marshalla+”. W tym celu – zaznacza – konieczny jest „solidny budżet Unii”.

„Wielkie sumy wydawane dzisiaj po to, by uniknąć jeszcze większej katastrofy, są inwestycją w przyszłą ochronę” – tłumaczy.

Te inwestycje powinny objąć, jak pisze, innowacyjne badania naukowe, cyfryzację, odnawialne źródła energii, gospodarkę cyrkularną i przyszłościowe środki transportu.

Najważniejsza jest jednak – stwierdza z naciskiem Ursula von der Leyen – wola wspólnej przyszłości, w której każdy jest solidarny z innymi.

„Przykłady takiej solidarności to polscy lekarze, którzy jadą do Włoch i Czesi, którzy wysyłają miliony masek do Hiszpanii i innych krajów” – pisze przewodnicząca Komisji, wyrażając przekonanie, że „każdy taki akt solidarności, pozwala powoli zdrowieć Europie”, która „niedługo znów stanie na nogi”. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

MZ: w tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami jest 160 osób

2020-04-08 11:57

[ TEMATY ]

zdrowie

PAP

W tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami w polskich szpitalach jednoimiennych i na oddziałach zakaźnych jest 160 osób - przekazał w środę rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Dodał, że około 220 osób opuściło już szpital lub izolację domową z negatywnymi wynikami testu.

Andrusiewicz powiedział w środę na konferencji prasowej, że ostatniej doby ubyło 86 pacjentów w szpitalach jednoimiennych i szpitalach zakaźnych. "To znaczy na oddziałach zakaźnych, bo oprócz szpitali jednoimiennych, mamy również oddziały zakaźne" - podkreślił.

Dodał, że ci pacjenci zostali skierowani do izolatoriów. "Mamy w tej chwili w kraju 7 tys. miejsc w izolatoriach, czyli do izolatoriów możemy kierować osoby niewymagające hospitalizacji, z tymi łagodniejszymi objawami bądź bez objawowych pacjentów. I oni nie muszą zajmować łóżek szpitalnych" - zaznaczył Andrusiewicz.

Rzecznik resortu zdrowia powiedział też, że w tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami w polskich szpitalach, szpitalach jednoimiennych i na oddziałach zakaźnych jest 160 osób.

Dopytywany, ile osób już wyzdrowiało Andrusiewicz powiedział, że "mamy w granicach 220 osób, które opuściły szpital lub izolację domową". "Są potwierdzone negatywnymi wynikami testów, są zdrowe" - podkreślił rzecznik MZ. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Ameryka na wojnie z wirusem

2020-04-08 21:52

[ TEMATY ]

USA

pomoc

wojna

epidemia

Stany Zjednoczone

Ameryka

koronawirus

Mikołaj "Vonsky" Teperek, "Vonsky Channel"

Chicago

Gwałtownie rosnąca w Ameryce liczba zakażonych nowym chińskim koronawirusem SARS-CoV-2, która w chwili pisania tego artykułu wynosiła już ponad 400 tyś. osób, zmusza władze federalne oraz stanowe do podejmowania coraz dalej idących środków prewencyjnych mających ograniczyć skutki pandemii. Do tej pory w USA zmarło prawie 13 tyś. obywateli.

Prezydent Donald Trump zdecydował o wprowadzeniu w USA stanu nadzwyczajnego, taki krok miał m.in. umożliwić przekazanie poszczególnym stanom dodatkowych miliardów dolarów na walkę z koronawirusem. Stany Zjednoczone postanowiły przeznaczyć na ten cel astronomiczne kwoty pieniędzy i tym samym, mówiąc kolokwialnie, utopić skutki pandemii w morzu gotówki. Jeszcze w połowie marca, na Kapitolu przyjęto pierwszą specustawę pomocową, którą następnie podpisał prezydent Trump. Przewidywała ona m.in. nieodpłatne wykonywanie testów na obecność koronawirusa oraz płatne urlopy dla chorych na Covid-19 pracowników, za które zapłaci rząd federalny. Sprawa była istotna, bowiem w Ameryce nie ma gwarancji płatnych urlopów zdrowotnych na poziomie federalnym – kwestie tą reguluje ustawodawstwo stanowe oraz indywidualne umowy na linii pracodawca-pracownik.

Zaraz po ogłoszeniu swojej decyzji o stanie nadzwyczajnym republikański prezydent zawierzył Stany Zjednoczone opiece Boga. „Jesteśmy krajem, który na przestrzeni swojej historii zawsze zwracał się do Boga po ochronę i siłę na trudne czasy” – stwierdził Trump, prosząc Amerykanów o modlitwę za ojczyznę.

Obniżka podatków?

W kolejnym kroku Biały Dom rozważał radykalną obniżkę podatków od wynagrodzeń pracowniczych, co miało odciążyć zwykłych amerykańskich pracowników oraz przedsiębiorców. Pomysł ten napotkał jednak na ponadpartyjny sprzeciw w Kongresie. Republikanie oraz demokraci byli zgodni co do tego, że jest to rozwiązanie niezwykle kosztowne dla skarbu państwa, a pomoc jaka za jego sprawą dotarłaby do Amerykanów byłaby zbyt wolna i niewystarczająco skuteczna. Na Kapitolu oszacowano te koszty na 90 miliardów dolarów miesięcznie, co w skali roku dałoby astronomiczną kwotę rzędu 1 biliona dolarów amerykańskich. Dziennik „The New York Times” przypomniał, że to więcej niż kwota, którą w 2008 roku rząd federalny USA przeznaczył na ratowanie sektora finansowego Wall Street oraz więcej niż zakładała specjalna ustawa pomocowa z 2009 roku mająca zminimalizować skutki ogromnej wówczas recesji gospodarczej.

Pozbawiony tych wpływów budżet Ameryki, mógłby mieć problem z wypłatą emerytur oraz świadczeń socjalnych dla najbiedniejszych obywateli. Obniżka podatków najbardziej odcisnęłaby się bowiem na funduszu ubezpieczeń społecznych, programach darmowej opieki medycznej medicare oraz medicaid dla osób ubogich oraz w podeszłym wieku i innych świadczeniach pomocowych dla najbiedniejszych.

Proponowana przez Biały Dom obniżka podatków zwiększyłaby wynagrodzenia średnio o 7,65 proc. jednak nie uwzględniałaby osób zarabiających głównie z napiwków oraz pracowników sezonowych, a to właśnie te grupy zawodowe bardzo mocno odczuwają negatywne skutki obecnej sytuacji. Zmniejszenie opodatkowania wynagrodzeń dotyczyłoby także wyłącznie osób zatrudnionych, bezrobotni nie skorzystaliby w żaden sposób z tej pomocy, a tych za oceanem niestety lawinowo przybywa.

Tylko w przeciągu dwóch tygodni pracę w USA straciło 10 milionów Amerykanów, realia okazały się więc dużo gorsze od i tak nieoptymistycznych prognoz. Po drugiej stronie Atlantyku w jeden zaledwie miesiąc bezrobocie wzrosło aż o 0,9 punktów procentowych z pułapu 3,5 proc. w lutym do 4,4 proc. w marcu. Co więcej, eksperci spodziewali się znacznie mniejszego wzrostu – zaledwie do poziomu 3,8 proc.

Jest pewne, że statystyka ta ulegnie radykalnemu pogorszeniu w kwietniu, kiedy spłynął nowe dane. Obecne pochodzą bowiem z połowy marca, czyli z okresu przed największą falą zwolnień spowodowanych pandemią chińskiego koronawirusa. Dziennik „The Wall Street Journal” sugeruje, że w najbliższym czasie z amerykańskiego rynku pracy znikną wszystkie miejsca pracy, które przez ostatnią dekadę wytworzyli przedsiębiorcy z USA. Za oceanem mówi się, że bezrobocie może tu wynieść nawet 25 proc., czyli podobnie jak w czasach Wielkiego Kryzysu z 1929 roku. Po kryzysie finansowym z lat 2008 – 2009 wzrosło ono do poziomu ok. 10 proc. co jak na realia amerykańskie było wynikiem tragicznym. Obecnie problemem nie jest już tylko sam fakt masowego zwalniania pracowników, ale nader wszystko dynamika tego procesu – ludzie tracą pracę de facto z dnia na dzień. Ponadto, obecny wśród amerykańskich konsumentów wysoki optymizm w okresie poprzedzającym kryzys spowodował, że nie są oni przygotowani na zbliżający się wielki krach.

Czeki dla każdego

Widząc brak aprobaty w Kongresie dla pomysłu daleko idącej obniżki podatków od wynagrodzeń pracowniczych, administracja Donalda Trumpa zaproponowała odmienną strategię polegającą na jednorazowym przekazaniu większości Amerykanom czeków finansowych. Chodzi o osoby zarabiające poniżej 75 tyś. dolarów rocznie.

Podatnicy otrzymają 1200 dolarów oraz po 500 dolarów na każde dziecko. Dla mocno wolnorynkowej Ameryki takie posunięcie jest czymś absolutnie ekstremalnym.

Zachodnioeuropejski model państwa opiekuńczego o wysokich i powszechnym zasiłkach socjalnych, jest bowiem przez ogromną część amerykańskiego społeczeństwa oraz tutejszej klasy politycznej uważany za rozwiązanie niezwykle szkodliwe. Niemniej, nie jest ono czymś nowym w amerykańskiej polityce. W trakcie kryzysu ekonomicznego z roku 2008 Kongres wprowadził podobny pakiet stymulujący gospodarkę. Wówczas na konta amerykańskich podatników wpłynęło średnio po 600 dolarów jednorazowego zasiłku, a całość tej pomocy w perspektywie kilku miesięcy wyniosła ok. 100 miliardów dolarów. Dzisiaj panuje przekonanie, że wpompowanie tak dużej sumy pieniędzy było dla amerykańskiej gospodarki bardzo istotnym środkiem minimalizującym druzgocące skutki załamania się rynków finansowych. Obecna skala pakietu pomocowego jest jednak bezprecedensowa w amerykańskiej historii. Specustawa pod koniec marca została przegłosowana przez Senat oraz Izbę Reprezentantów, a prezydent Trump podpisał ją 27 marca. Przewiduje ona wpompowanie w amerykańską gospodarkę astronomicznej kwoty 2,2 bilionów dolarów. Ojczyzna Wuja Sama w walce ze skutkami pandemii wytoczyła zatem najcięższe działa, z którymi nie mogą równać się żadne rozwiązania zaproponowane przez jakikolwiek inny kraj na świecie.

Oprócz bezpośrednich transferów pieniężnych, które trafią do kieszeni obywateli USA, ustawa przewiduje także ogromną pomoc dla biznesu.

Waszyngton przeznaczy 500 miliardów dol. dla branż, które znalazły się w kryzysie, a kolejnych 350 miliardów trafi do amerykańskich przedsiębiorców w formie specjalnych rządowych pożyczek dla małych firm. Mają one pokryć pensje pracowników przez 8 tygodni i zostaną umorzone w przypadku, gdy dana firma nie będzie w tym okresie przeprowadzać zwolnień. „Pomoże to firmom utrzymać swoich pracowników i pozwoli naszej gospodarce szybko przyspieszyć, gdy tylko pokonamy wirusa” – powiedział prezydent Donald Trump.

Steven Munchin, sekretarz skarbu USA oświadczył, że jego departament przygotuje regulacje, które umożliwią udzielanie tych kredytów przez praktycznie wszystkie banki ubezpieczone przez Federalną Korporację Gwarantowania Depozytów. Chodzi o to, by pożyczki szybko i w łatwy sposób trafiały bezpośrednio do przedsiębiorców. Munchin obiecał także, że cały proces będzie niezwykle prosty, a przyznanie kredytu i jego wypłacenie na konto przedsiębiorcy ma odbywać się jeszcze tego samego dnia.

„To będzie bardzo prosty system, dzięki któremu pieniądze trafią do kieszeni małych przedsiębiorców” – zapowiedział na konferencji prasowej w Białym Domu sekretarz Steven Munchin.

Wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego w połowie marca przez amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs wskazują, że 51 proc. małych przedsiębiorców w USA nie będzie wstanie przetrwać kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa dłużej niż 3 miesiące. Natomiast 96 proc. z nich już teraz przyznaje, że ich biznes ucierpiał w wyniku rozprzestrzeniania się choroby Covid-19 wywoływanej przez groźny patogen z Chin. Według danych amerykańskiej, federalnej agencji ds. małych przedsiębiorstw (SBA – przyp. red.) w całych Stanach Zjednoczonych istnieje prawie 31 milionów małych firm, które odpowiadają za zatrudnienie 47,3 proc. osób pracujących dla sektora prywatnego. Ustawa przewiduje również 250 mld. na pomoc bezrobotnym oraz 100 miliardów dolarów pomocy dla szpitali.

Demokratka Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów zapowiedziała utworzenie specjalnej, ponadpartyjnej komisji mającej monitorować działania Białego Domu względem pandemii koronawirusa oraz to, jak administracja prezydenta Trumpa rozdysponowuje przegłosowane w Kongresie 2,2 biliony dolarów. Na tą informację szybko zareagował Trump, który określił te próby mianem kolejnego polowania na czarownice. Podobnego zdania są republikańscy liderzy w Kongresie, którzy również widzą w tym próbę uprawiania polityki w sytuacji, gdy potrzeba ponadpartyjnej solidarności i współpracy.

To, co proponuje Nancy Pelosi to jest uprawianie polityki i partyjnych śledztw w dobie walki z pandemią. Nie! To nie czas na takie rozgrywki! Wszystkie ręce na pokład, wszyscy jesteśmy Amerykanami i zapominamy o różnicach, bo teraz czas na jedność narodową i walkę z wirusem – tak w skrócie można podsumować stanowisko przywództwa partii republikańskiej i samego prezydenta Donalda Trumpa. Pojawiają się głosy, że to będzie komisja całkowicie partyjna, służąca politycznym celom partii demokratycznej i mająca uderzyć w Trumpa przed wyborami prezydenckimi. Sam fakt tego, że będą w niej zasiadać również kongresmeni republikańscy nie zmieni tego faktu.

Testy to podstawa

Na mocny prezydenckiego dekretu zamknięto granicę z Kanadą, a wcześniej wstrzymano także ruch z Unii Europejskiej. Biały Dom swoją decyzję tłumaczył m.in. tym, że kraje UE nie wprowadziły na czas tak rygorystycznych środków prewencyjnych jak jego administracja. Chodzi m.in. o szybkie zamknięcie swoich granic dla przybyszów z Chin i innych punktów zapalnych.

Po drugiej stronie Atlantyku, na wywoływaną przez koronawirusa chorobę zmarło do tej pory 161 chorych. Realna liczba zainfekowanych jest jednak znacznie większa. Nie widać tego w statystykach z powodu braku możliwości przebadania wszystkich obywateli. W połowie marca władze stanu Ohio szacowały jednak, że chorzy mogą tam stanowić nawet 1 proc. społeczeństwa, czyli ok. 100 tyś. ludzi. Tamtejszy departament zdrowia zdecydował o wstrzymaniu lokalnych prawyborów partii demokratycznej. Pomimo pandemii odbyły się one jednak w wielu innych stanach, m.in. na Florydzie i w Arizonie. Obecnie w kuluarach waszyngtońskiej polityki coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu głosowania korespondencyjnego w zbliżających się jesiennych wyborach prezydenckich oraz parlamentarnych. Prezydent Donald Trump stwierdził jednak, że takie rozwiązanie może stwarzać niebezpieczeństwo nadużyć i oszustw wyborczych. Dodał także, że termin wyborów nie zostanie przesunięty z uwagi na trwającą pandemię koronawirusa.

Administracja USA była oskarżana o zbyt małą liczbę przeprowadzanych testów oraz opóźnioną reakcję i początkowe bagatelizowanie problemu. Wynikało to jednak po części z faktu, że Amerykanie chcieli opracować własne, dokładniejsze sposoby wykrywania koronawirusa, niż te rekomendowane przez WHO i stosowane w Europie.

Początkowo prace nad testami przeprowadzały wyłącznie państwowe laboratoria należące do rządowej agencji CDC – Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, amerykańskiego odpowiednika sanepidu. W dodatku opracowane przez CDC testy okazały się wadliwe i agencja musiała wprowadzić do nich ulepszenia. Obecnie do akcji wkroczyły także prywatne laboratoria, co w czasie stanu nadzwyczajnego wymagało specjalnej zgody ze strony amerykańskiej Agencji Żywności i Leków.

Amerykańska służba zdrowia pod względem dostępności miejsc w szpitalach oraz liczby sprzętu medycznego, w szczególności kluczowych przy walce z koronawirusem respiratorów, jest dużo lepiej przygotowana do stawienia czoła trwającej pandemii, niż kraje Starego Kontynentu. Amerykański prezydent może powołać się na specjalne prawo z lat 50-tych dające mu prawo zmuszać prywatne firmy do przestawiania swojej produkcji na wytwarzanie np. respiratorów oraz innego kluczowego sprzętu. Obecnie taki krok nie jest konieczny, bowiem wielkie amerykańskie koncerny wyrażają chęć współpracy z rządem federalnym i już teraz rozpoczynają ich produkcję. Donald Trump planuje rozpocząć zakrojony na szeroką skalę eksport respiratorów do Europy, gdy tylko zaspokojone zostaną wewnętrzne potrzeby Stanów Zjednoczonych.

Działania lokalne i federalne

Działania prewencyjne podejmowane za oceanem nie są ujednolicone w skali całego kraju. Wszelkie restrykcje różnią się w zależności od konkretnego regionu. Władze stanowe oraz lokalne mają bowiem w tej kwestii dużą niezależność od rządu federalnego. Prezydent Donald Trump zaapelował o unikanie zgromadzeń większych niż 10 osób. Burmistrz Nowego Jorku, podobnie jak jego koledzy z wielu innych dużych miast, a także gubernatorowie rosnącej liczby stanów wydali decyzje o zamknięciu restauracji, barów, szkół, a często także teatrów, kin, kasyn i podobnych miejsc.

W wielu częściach kraju ograniczone zostało także świadczenie usług medycznych. Gubernator Florydy – republikanin Ron DeSantis – 19 marca wydał zakaz obsługiwania pacjentów, których przypadki nie są pilne. Restrykcje mają póki co obowiązywać do 8 maja. Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielami stanowej branży medycznej, wcześniej istniało jedynie takie zalecenie, do którego nie wszyscy od razu się zastosowali. „Możemy jedynie przyjmować pacjentów w nagłych wypadkach, takich jak ból zęba, dyskomfort, infekcja. Dozwolone są również zabiegi, które będą zapobiegać pogorszeniu się zdrowia pacjenta, czyli np. założenie korony na zęba, który nie boli, jednak opóźnienie leczenia spowoduje infekcje lub też jego utratę.” – mówi „Niedzieli” Renata Szyfner-Hurd, menadżerka dużego zakładu dentystycznego Dr. Ilya Freyman DMD w Longwood na Florydzie. W Ameryce całkowicie sparaliżowany jest także sport zawodowy. Wraz z nadejściem wiosny nie ruszyła tam ciesząca się ogromną popularnością liga bejsbolowa MLB. Wszystkie inne ligi również zostały zawieszone, w tym rozgrywki futbolu amerykańskiego – ulubionej dyscypliny po drugiej stronie Atlantyku.

Godzina policyjna?

Gubernator stanu New Jersey Philip D. Murphy nie wykluczył wprowadzenia godziny policyjnej. Na podobny krok zdecydowało się już należące do USA Portoryko. Jak podał konserwatywny dziennik „New York Post”, administracja Białego Domu zaprzeczyła jednak, jakoby rozważała wprowadzenie godziny policyjnej w całej Ameryce.

Pod koniec marca prasa za oceanem poinformowała, że Pentagon opracował tajny plan działania na wypadek, gdyby sprawy zaczęły przybierać tragiczny obrót. Jeżeli zagrożona będzie ciągłość władzy np. w skutek zarażenia się członków gabinetu Donalda Trumpa, kolejnych amerykańskich kongresmenów czy wiekowych przecież sędziów Sądu Najwyższego, wówczas władzę w kraju ma przejąć wojsko. Wprowadzenie przepisów tożsamych ze stanem wojennym rozważane jest także w sytuacji masowych zamieszek z użyciem przemocy wywołanych ogromną recesją, drastycznym wzrostem bezrobocia i problemami z zaopatrzeniem sklepów w niezbędne do życia produkty spożywcze.

Wiele sklepów m.in. w Nowym Jorku i Chicago, barykaduje swoje witryny w obawie przed włamywaczami oraz ewentualnymi zamieszkami. Ulice wielkich amerykańskich metropolii, na co dzień tętniących życiem, całkowicie opustoszały. Obrazki te coraz bardziej przywołują na myśl post-apokaliptyczną rzeczywistość znaną z filmów Hollywoodu. Ameryka wstrzymuje oddech i czeka.

Nowy Jork w potrzasku

Amerykańskim epicentrum koronawirusa jest miasto Nowy Jork, to tam sytuacja jest najtragiczniejsza.

W popularnym Central Parku zbudowano szpital polowy mający odciążyć te, które zajmują się pacjentami chorymi na Covid-19. Znajduje się tam 68 łóżek. Pentagon wysłał także do Nowego Jorku „Comfort” – statek szpitalny amerykańskiej marynarki wojennej. Na jego pokładzie pomoc medyczną uzyskują chorzy znajdujący się w pilnej sytuacji, która jednak nie jest związana z koronawirusem. Liczba łóżek na tym pływającym kolosie wynosi aż 1000. W szpital przekształcono także centrum kongresowe Javits Center tworząc dodatkowych 1000 łóżek oraz kompleks stadionowy USTA Billie Jean King National Tennis Center zapewniając kolejnych 350.

Burmistrz miasta Bill de Blasio powiedział, że Nowy Jork potrzebuje większej pomocy, by poradzić sobie z pandemią koronawirusa i zaapelował do Białego Domu o przysłanie dodatkowej pomocy medycznej, m.in. lekarzy wojskowych. Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego wysłała na pomoc Nowojorczykom 250 karetek pogotowia, 85 ciężarówek-chłodni, które będą służyć jako tymczasowej, polowe kostnice oraz 500 techników i ratowników medycznych. Z całego kraju do Nowego Jorku przybywa także inni pracownicy medyczni, lekarze oraz 2 tyś. pielęgniarek.

Sytuacja jest tak tragiczna, że władze Nowego Jorku szykują się do organizacji tymczasowych pochówków dla ofiar zmarłych na Covid-19. Ciała mają być chowane w masowych grobach, które powstaną na wyspie Hart Island należącej administracyjnie do nowojorskiej dzielnicy Bronx.

Pustki w sklepach

O historycznej skali kryzysu za oceanem świadczą puste półki w wielu amerykańskich sklepach. Dla kapitalistycznej Ameryki, na co dzień przepełnionej masą wszelakich, różnorodnych produktów, taka sytuacja to niezwykła rzadkość. Amerykanie w obawie o problemy z dostawami żywności i brak najpotrzebniejszych produktów tłumnie ruszyli do marketów, wykupując ogromne ilości asortymentu. Najszybciej zabrakło papieru toaletowego. Ogólnonarodowa histeria udzieliła się wielu ludziom do tego stopnia, że zaczął on znikać również z publicznych toalet np. na lotniskach. W drugiej kolejności Amerykanie zaopatrują się w produkty spożywcze o długiej dacie przydatności – makarony, mąki, mleko UHT czy konserwy. Pozostałych produktów spożywczych nie brakuje.

Braki towarów widać również w popularnej wśród nowojorskiej Polonii Biedronce, znajdującej się na Greenpoincie.

Są to dokładnie te same schematy zachowań, które obserwujemy w Polsce. Jak widać, wbrew niektórym opiniom, nie jest to skutek postkomunistycznej mentalności naszych rodaków, a typowe dla każdego społeczeństwa zachowanie w czasach kryzysu i zbiorowej paniki. Prezydent Donald J. Trump zaapelował do obywateli, by nie ulegali zakupowej histerii i nie szturmowali sklepów w celu wykupowania ogromnych ilości produktów. Powiedział także, że nie ma potrzeby gromadzenia zapasów, bo dostawy nie zostaną wstrzymane. Przedstawiciele sklepów detalicznych, o czym poinformował Trump, mieli go poprosić o zwrócenie się do Amerykanów, by ci odwiedzając markety kupowali po prostu mniej.

„Nie musicie aż tyle kupować. Spokojnie. Rozluźnijcie się.” – powiedział rodakom prezydent USA.

Do broni!

W czasach kryzysu Amerykanie mają także w zwyczaju masowo ruszać do sklepów sprzedających broń palną. Po drugiej stronie Atlantyku wielu ludzi upatruje w broni palnej środek gwarantujący bezpieczeństwo, szczególnie w sytuacji, gdy pomoc ze strony lokalnej policji czy biura szeryfa może nie nadejść na czas. Z całego kraju spływają filmiki i zdjęcia przestawiające opustoszałe sklepy oferujące wszelakiego rodzaju pistolety, karabinki i strzelby. W dużych ilościach wykupowana jest także amunicja. W większości stanów przepisy regulujące dostęp do broni są bardzo liberalne. Amerykanie uważają to za jedną ze swoich podstawowych konstytucyjnych wolności i lubią z niej korzystać.

„Pomimo wczesnych godzin popołudniowych, gdy normalnie zbyt wielu ludzi tu nie ma, kolejka była przeogromna. Ludzie kupują amunicję w ogromnych ilościach.” – mówi „Niedzieli” Sebastian Niegowski, polski dziennikarz z Florydy.

Jak udało mi się ustalić w rozmowie z przedstawicielem jednej z polskich firm produkujących broń m.in. na rynek amerykański, jeżeli kryzys potrwa dłużej, to w USA może zacząć brakować również popularnych karabinków z serii AK. Ich produkcja odbywa się głównie w krajach byłego Układu Warszawskiego.

„O ile my pracujemy, o tyle Bułgarzy i Rumuni zatrzymali swoje fabryki” – mówi „Niedzieli” nasz informator.

Jedzenie „na wynos”

Wiele firm z branży gastronomicznej niezależnie od rozporządzeń lokalnych władz wprowadza własne ograniczenia dotyczące dalszego świadczenia swoich usług. McDonald’s – jedna z najpopularniejszych amerykańskich sieci fast-food – zapowiedział zamknięcie wszystkich swoich restauracji w Stanach Zjednoczonych. Pozostawiona została jedynie opcja zamawiania jedzenia w okienkach samochodowych McDrive, „na wynos” oraz w dostawie przez UberEats, firmę obecną także na polskim rynku. Zwiększono także liczbę pojemników z żelami dezynfekującymi. Przedstawiciel innej popularnej sieci „Five Guys” poinformował o nowej polityce firmy – chorzy pracownicy proszeni są o pozostanie w domach, a w samych restauracjach zwiększono częstotliwość sprzątania i dezynfekcji. Wiele firm gastronomicznych ogranicza również swoje godziny otwarcia. Stołówki w nowojorskich szkołach publicznych, do których codziennie uczęszcza ok. 1,1 miliona uczniów, cały czas będą wydawały swoim podopiecznym posiłki na wynos.

Sytuacja wygląda podobnie w wielu innych amerykańskich miastach i stanach, w których podjęto decyzję o zamknięciu szkół publicznych m.in. w Baltimore w stanie Maryland. Na terenie całego miasta działa tam już 10 punktów wydawania posiłków, a służby sanitarne dbają, by ich dystrybucja odbywała się bezpiecznie, bez generowania dużych skupisk ludzi. Z takiej formy żywienia oprócz uczniów poniżej 18. roku życia korzysta także wiele osób borykających się z różnymi formami niepełnosprawności.

Anthony Fauci, szef amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia oszacował, że upłynie przynajmniej kilka miesięcy, zanim życie w Stanach Zjednoczonych powróci do normy.

Wskaźniki poparcia dla Trumpa w początkowym stadium ataku chińskiego wirusa były korzystne, natomiast obecnie trend ten ulega pogorszeniu. Według badań, na które powołuje się telewizja CNN, 55 proc. Amerykanów uważa, że władze federalne wykonały „słabą robotę” i nie sprostały zadaniu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się wirusa.

Trwająca w USA kampania prezydencka sprawia, że pandemia koronawirusa będzie dla urzędującego prezydenta najważniejszym testem, który przesądzi o jego ewentualnej reelekcji.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję