Reklama

Święci i błogosławieni

Audiencja Generalna, 11 marca 2009

Św. Bonifacy - apostoł ludów germańskich

Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 4-5

[ TEMATY ]

święci

Grzegorz Gałązka

Drodzy Bracia i Siostry!

Dziś zatrzymamy się przy postaci wielkiego misjonarza z VIII wieku, który szerzył chrześcijaństwo w Europie Środkowej, w tym także w mojej ojczyźnie. Chodzi o św. Bonifacego, który przeszedł do historii jako „apostoł ludów germańskich”. Dzięki skrupulatności jego biografów mamy wiele wiadomości o jego życiu. Urodził się w rodzinie anglosaskiej w Karton, w królestwie Wessex, ok. 675 r. i na chrzcie otrzymał imię Winfryd.

W bardzo młodym wieku wstąpił do klasztoru, gdyż pociągał go ideał monastycyzmu. Obdarzony wybitnymi zdolnościami umysłowymi, zdawał się być ukierunkowany na spokojną, błyskotliwą karierę naukową: został nauczycielem gramatyki łacińskiej, napisał kilka traktatów, ułożył też liczne poezje po łacinie. Wyświęcony na kapłana w wieku około trzydziestu lat, poczuł powołanie do apostołowania wśród pogan na kontynencie. Jego ziemia - Wielka Brytania, którą ewangelizowali zaledwie sto lat wcześniej benedyktyni pod przewodnictwem św. Augustyna, odznaczała się wiarą tak mocną i tak żarliwą miłością, że mogła wysyłać misjonarzy do Europy Środkowej, by głosili tam Ewangelię. W 716 r. Winfryd z kilkoma towarzyszami udał się do Fryzji (dzisiejszej Holandii), spotkał się tam jednak ze sprzeciwem miejscowego władcy i próba ewangelizacji się nie powiodła.

Reklama

Po powrocie do ojczyzny nie upadł na duchu i dwa lata później udał się do Rzymu na rozmowę z papieżem Grzegorzem II, który udzielił mu wskazówek. Papież, według relacji jednego z biografów, przyjął go „z uśmiechniętym obliczem i pełnym słodyczy spojrzeniem” (Willibald, „Vita S. Bonifatii”, ed. Levison, s. 13-14), w końcu zaś, nadawszy mu nowe imię - Bonifacy, powierzył na mocy oficjalnych pism misję przepowiadania Ewangelii wśród ludów Germanii.


Pokrzepiony i podniesiony na duchu poparciem, jakiego udzielił mu papież, Bonifacy oddał się głoszeniu Ewangelii w owych stronach, walcząc z kultami pogańskimi oraz umacniając podstawy moralności ludzkiej i chrześcijańskiej. Z wielkim poczuciem obowiązku pisał w jednym ze swych listów: „Jesteśmy niezłomni w walce w Dniu Pańskim, skoro nadeszły dni udręki i nędzy (...). Nie jesteśmy cichymi psami ani milczącymi obserwatorami, ani najemnikami uciekającymi przed wilkami! Jesteśmy natomiast pilnymi pasterzami, którzy czuwają nad trzódką Chrystusową, głoszą osobom ważnym i zwykłym ludziom, bogatym i biednym wolę Boga (...) w porę i nie w porę...” („Epistolae”, 3, 352.354: MGH). Dzięki swej niezmordowanej działalności, zdolnościom organizacyjnym, otwartemu i ujmującemu charakterowi, mimo stanowczości, Bonifacy osiągnął wspaniałe wyniki. Wówczas papież „ogłosił, że chce obdarzyć go godnością biskupią, aby w ten sposób z większą jeszcze determinacją mógł naprawiać i sprowadzać na drogę prawdy błądzących, aby czuł wsparcie ze strony wyższej władzy, wypływającej z godności apostolskiej i aby tym lepiej był widziany przez wszystkich na urzędzie przepowiadania, im bardziej widoczne by było, że z tej przyczyny wyświęcony został na hierarchę apostolskiego” (Otloho, „Vita S. Bonifatii”, ed. Levison, lib. I, p. 127).


Papież osobiście wyświęcił Bonifacego na „biskupa regionalnego” - to znaczy dla całej Germanii. Podjął on następnie swe apostolskie trudy na powierzonych obszarach i rozciągnął działania także na Kościół Galii. Z wielką roztropnością przywrócił dyscyplinę kościelną, zwoływał liczne synody dla zapewnienia władzy świętych kanonów, umocnił niezbędną jedność z Biskupem Rzymu - była to sprawa, która leżała mu szczególnie na sercu. Również następcy Grzegorza II cenili go bardzo wysoko: Grzegorz III mianował go arcybiskupem wszystkich plemion germańskich, wysłał mu paliusz i przyznał władzę organizowania hierarchii kościelnej w tych regionach (por. „Epist”. 28: „S. Bonifatii Epistolae”, ed. Tangl, Berolini 1916); papież Zachariasz zatwierdził go na urzędzie i pochwalił jego zaangażowanie (por. „Epist”. 51, 57, 58, 60, 68, 77, 80, 86, 87, 89: op. cit.); papież Stefan III, zaraz po swym wyborze, otrzymał od niego list z wyrazami synowskiego uszanowania (por. „Epist”. 108: op. cit.).

Reklama


Wielki biskup, oprócz pracy ewangelizacyjnej i organizacji Kościoła przez tworzenie diecezji i odbywanie synodów, nie omieszkał sprzyjać zakładaniu licznych klasztorów, męskich i żeńskich, aby niczym latarnia morska promieniowały wiarą oraz kulturą ludzką i chrześcijańską na cały obszar. Z klasztorów benedyktyńskich w swojej ojczyźnie sprowadzał mnichów i mniszki, którzy udzielali mu niezwykle wartościowej i cennej pomocy w wypełnianiu misji głoszenia Ewangelii oraz szerzenia nauk humanistycznych i sztuk wśród mieszkańców. Słusznie bowiem uważał, że praca dla Ewangelii musi być także pracą dla dobra prawdziwej kultury ludzkiej.

Przede wszystkim klasztor w Fuldzie - założony ok. 743 r. - był sercem i ośrodkiem promieniowania duchowości i kultury religijnej: trwając na modlitwie, pracy i pokucie, mnisi ćwiczyli się tam w dążeniu do świętości, kształcili się w poznawaniu nauk świętych i świeckich, przygotowywali się do głoszenia Ewangelii, aby być misjonarzami. Toteż zasługą Bonifacego, jego mnichów i jego mniszek - również kobiety miały bardzo ważny udział w tym dziele ewangelizacji - był także rozkwit owej kultury humanistycznej, która jest nierozdzielna od wiary i ukazuje jej piękno. Sam Bonifacy pozostawił nam znaczące dzieła intelektualne. Przede wszystkim bogatą korespondencję, w której listy pasterskie przeplatają się z listami urzędowymi i innymi o charakterze prywatnym, ukazującymi wydarzenia społeczne, nade wszystko zaś jego bogaty temperament i jego głęboką wiarę. Napisał nawet traktat „Ars grammatica”, w którym objaśniał deklinacje, czasowniki, składnię języka łacińskiego, który jednak dla niego stawał się również narzędziem służącym szerzeniu wiary i kultury. Przypisuje mu się także „Ars metrica”, czyli wprowadzenie do pisania poezji, oraz wiele utworów poetyckich, wreszcie zbiór piętnastu kazań.


Chociaż był już zaawansowany wiekowo - miał niemal 80 lat - przygotował się do nowej misji ewangelizacyjnej: z około pięćdziesięcioma mnichami powrócił do Fryzji, gdzie rozpoczynał swe dzieło. Niemal przeczuwając bliską już śmierć, nawiązując do drogi życia, pisał do swego ucznia i następcy na stolicy w Moguncji, biskupa św. Lulego: „Pragnę doprowadzić do końca cel tej podróży; nie mogę w żadnym wypadku wyrzec się pragnienia wyjazdu. Zbliża się dzień mego kresu i nadchodzi czas mej śmierci: po złożeniu doczesnych szczątków udam się po wieczną nagrodę. Lecz ty, najdroższy synu, nieustannie wzywaj lud, by odwrócił się od manowców błędu, dokończ rozpoczętą już budowę bazyliki w Fuldzie, gdzie złożysz moje ciało zestarzałe długimi latami życia” (Willibald, „Vita S. Bonifatii”, ed. cit., p. 46). Gdy rozpoczynał Mszę św. w Dokkum (w dzisiejszej północnej Holandii), 5 czerwca 754 r. napadła nań banda pogan. Wyszedł przed szereg z pogodnym obliczem i „zakazał swoim walczyć, mówiąc: «Zaniechajcie, syneczkowie, walk, porzućcie wojnę, bo świadectwo Pisma Świętego napomina nas, abyśmy nie odpłacali złem za zło, ale dobrem za zło. Oto nadszedł dzień od dawna upragniony, oto dzień naszego kresu; miejmy ufność w Panu!»” (tamże, s. 49-50). Były to jego ostatnie słowa, zanim upadł pod ciosami napastników. Ciało biskupa męczennika zostało następnie przeniesione do klasztoru w Fuldzie, gdzie znalazło godny pochówek. Już jeden z jego pierwszych biografów wyraził się o nim w następujących słowach: „Świętego biskupa Bonifacego można nazywać ojcem wszystkich mieszkańców Niemiec, bo jako pierwszy zrodził ich dla Chrystusa słowem swego świętego przepowiadania, umocnił ich swym przykładem i oddał za nich w końcu życie - nie można dać większej od tej miłości” (Otloho, „Vita S. Bonifatii”, ed. cit., lib. I, p. 158).


Jakie przesłanie możemy dziś, po wiekach, odczytać z nauczania i niezwykłej działalności tego wielkiego misjonarza i męczennika? Pierwszą oczywistością narzucającą się każdemu, kto poznaje życie Bonifacego, jest centralne miejsce Słowa Bożego przeżywanego i interpretowanego w wierze Kościoła, Słowa, którym on żył, które głosił i o którym zaświadczył aż po najwyższy dar z siebie w męczeństwie. Był tak zafascynowany Słowem Bożym, że odczuwał konieczność i obowiązek niesienia go innym, nawet ryzykując osobiste bezpieczeństwo. Na nim opierała się ta wiara, do której krzewienia zobowiązał się uroczyście w chwili konsekracji biskupiej: „W pełni wyznaję czystość świętej wiary katolickiej i z Bożą pomocą pragnę pozostawać w całkowitej jedności z ową wiarą, w której bez najmniejszej wątpliwości jest pełnia zbawienia chrześcijan” („Epist.” 12: „S. Bonifatii Epistolae”, ed. cit., p. 29).


Drugą bardzo ważną oczywistością, wypływającą z życia św. Bonifacego, jest jego wierna jedność ze Stolicą Apostolską, stanowiąca mocny i centralny punkt jego pracy misjonarza. Zawsze zachowywał tę wspólnotę jako regułę swej misji i pozostawił ją jako swój testament. W liście do papieża Zachariasza stwierdził: „Nieustannie zachęcam i nakłaniam do posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej tych, którzy chcą pozostać w wierze katolickiej i w jedności z Kościołem rzymskim, i tych wszystkich, których w tej mojej misji Bóg mi daje jako słuchaczy i uczniów” („Epist.” 50: tamże, s. 81). Owocem takiej postawy był mocny duch jedności wokół następcy Piotra, przekazywany przez św. Bonifacego Kościołom na terenie jego działalności misyjnej, łączący z Rzymem Anglię, Niemcy, Francję i przyczyniający się w zdecydowany sposób do budowania chrześcijańskich korzeni Europy, które dały obfite owoce w następnych wiekach.


Warto zwrócić też uwagę na św. Bonifacego z jeszcze jednego względu: wspierał on „spotkanie kultury rzymsko-chrześcijańskiej z germańską”. Wiedział bowiem, że humanizacja i ewangelizacja stanowią integralną część jego misji biskupiej. Przekazując starożytne dziedzictwo wartości chrześcijańskich, zaszczepiał ludom germańskim nowy styl życia, bardziej ludzki, dzięki któremu lepiej przestrzegano niezbywalnych praw osoby. Jako prawdziwy syn św. Benedykta potrafił łączyć modlitwę i pracę (fizyczną i intelektualną), pióro i pług. Odważne świadectwo św. Bonifacego jest dla nas wszystkich zachętą, abyśmy w swym życiu przyjęli Słowo Boże jako istotny punkt odniesienia, żarliwie kochali Kościół, abyśmy czuli się współodpowiedzialni za jego przyszłość i dążyli do jego jedności wokół następcy Piotra. Równocześnie przypomina on nam, że chrześcijaństwo, sprzyjając upowszechnieniu kultury, wspiera rozwój człowieka. Dziś naszym zadaniem jest stawanie na wysokości tak fascynującego dziedzictwa i sprawienie, aby owocowało ono z pożytkiem dla przyszłych pokoleń.


Zawsze wielkie wrażenie wywiera na mnie gorliwy zapał św. Bonifacego dla Ewangelii. W wieku czterdziestu lat opuszcza piękne i owocne życie mnisze, życie zakonnika i profesora, aby głosić Ewangelię ludziom prostym, barbarzyńcom. Mając osiemdziesiąt lat, jeszcze raz udaje się do rejonu, gdzie przewiduje swe męczeństwo. Porównując tę jego żarliwą wiarę, ową gorliwość o Ewangelię, z naszą wiarą, często tak letnią i zbiurokratyzowaną, widzimy, co powinniśmy robić i jak odnowić naszą wiarę, abyśmy mogli przekazać w darze naszym czasom cenną perłę Ewangelii.

Z oryginału włoskiego tłumaczył o. Jan Pach OSPPE

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czynić dobrze wszystkim

2020-09-16 11:29

Niedziela zamojsko-lubaczowska 38/2020, str. I

[ TEMATY ]

święci

błogosławieni

Ks. Krzysztof Hawro

Obraz bł. Bernardyny w kaplicy Domu Modlitwy w Pizunach

Obraz bł. Bernardyny w kaplicy Domu Modlitwy w Pizunach

Rozpoczynający się tydzień przynosi nam niezwykłą okazję spotkania świętych i błogosławionych, którzy mogą być dla nas orędownikami w niebie, ale też przykładem do naśladowania.

Mateusz, apostoł i ewangelista oraz ojciec Pio – to święci, którzy wysuwają się na pierwszy plan. A razem z nimi staje przed nami błogosławiona córka naszej ziemi, Maria Bernardyna Jabłońska. Być może mieszkańcy Zamojszczyzny i ziemi hrubieszowskiej nawet nie wiedzą, że nasza błogosławiona urodziła się, wychowała i dorastała do świętości na terenie naszej diecezji. Miejscem jej narodzin są Pizuny k. Narola, gdzie dziś siostry albertynki prowadzą Dom Modlitwy.

CZYTAJ DALEJ

Prymas samotny, lecz nie osamotniony

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 11-14

[ TEMATY ]

kardynał

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Podczas badań związanych z opracowywaniem dokumentacji o heroiczności cnót sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego odkryto nieznane materiały z okresu jego uwięzienia w Rywałdzie Królewskim

W 1953 r. po brutalnym aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa w celi klasztoru Kapucynów w Rywałdzie Królewskim nawet okno mu zaklejono z przekonaniem, że nikt się o tym nie dowie. Ksiądz Prymas w swoich „Zapiskach więziennych” zamieścił następującą informację: „«Pan osłaniał bibułkami szyby moich okien, żeby kto nie dostrzegł Prymasa Polski. Tych okien nikt nie zdoła przed światem ukryć. I tak wszyscy będą wiedzieli, gdzie mnie więzicie». – «Przesada» – wygłosił mój rozmówca. «Nie przesada, tylko stwierdzenie rzeczywistości, której wy nie znacie, bo zamykacie na nią oczy. Pozycja Prymasa Polski więcej znaczy w świecie aniżeli każdego innego hierarchy na Wschodzie Europy, i na to rady nie ma. Świat interesuje się losami każdego kardynała – i na to również rady nie ma. Kto zna choć odrobinę Europę, wie, że to nie są pojęcia martwe. Trzeba wielkiego zaślepienia, by strzelać do obywatela z ciężkich dział, zamiast użyć ludzkiej mowy»” (28 września 1953 r.).

Przeczytaj także: Rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

Czas uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego na pewno wywołał w nim poczucie osamotnienia. Jak dowodzą archiwa, z całą pewnością można powiedzieć, że hierarcha nie był w tym czasie osamotniony. Polscy biskupi wielokrotnie podejmowali próby jego uwolnienia, zarówno gremialnie, jak i indywidualnie. Zachowały się listy poparcia, protesty i prośby. Z zachowanych dokumentów wynika też, że nikt z grona polskiego Episkopatu nie zachował się nieprzyzwoicie. Tezę o rzekomym osamotnieniu Księdza Prymasa musieli zatem rozpowszechniać komuniści. Ostatnia kwerenda w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i Sekretariatu Episkopatu Polski wskazuje na to, że polscy biskupi wobec nasilającej się ateizacji i niszczenia Kościoła zachowywali się stanowczo, godnie i niezwykle powściągliwie, zaś przedkładane do podpisu dokumenty przyjmowali jedynie do wiadomości, niczego nie podpisując. Powyższą tezę potwierdza prof. Jan Żaryn. Również jego zdaniem, stan badań w tym zakresie na początku roku 2014 pozwala na ostrożne przyjęcie wniosku: Nie ma potwierdzenia, że było inaczej. Innymi słowy – nie posiadamy w archiwach dokumentu, na którym widnieją podpisy biskupów.

Biskupi niczego nie podpisywali

Tak właśnie było z oświadczeniem wydanym po aresztowaniu Prymasa Polski w dniu 27 września 1953 r., kiedy to biskupi, wezwani przez premiera Józefa Cyrankiewicza, zapoznali się jedynie z tekstem przygotowanego dokumentu, ale go nie podpisali. Pod oświadczeniem widniał tylko jeden podpis: Józefa Cyrankiewicza. Prawdopodobny scenariusz tej dramatycznej sytuacji wyglądał następująco: biskupi, wezwani telefonicznie przez pracowników kancelarii premiera, stawili się w umówionym dniu. Premier podjął gości prawdziwą kawą, co w ówczesnych latach było nie lada luksusem i zapewne zachętą do rozmowy oraz podpisania dokumentu. Po chwili premier przedłożył swoim gościom do podpisu tekst przygotowanego wcześniej oświadczenia Episkopatu, zapewne podyktowanego poprzedniego dnia pracownikom swojej kancelarii. Sam też złożył wcześniej swój podpis. Biskupi: Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski zapoznali się z tekstem, po czym podziękowali za poczęstunek i wyszli, przyjmując treść dokumentu jedynie do wiadomości. Niczego nie podpisali! Takiego biegu wydarzeń premier nie przewidział. Nie ukrywał wówczas swego zdenerwowania i wzburzenia. Swoich gości pożegnał bardzo oschle, już w niewybrednych słowach, oczywiście grożąc aresztowaniem. Jeszcze tego samego dnia polecił pracownikom kancelarii, aby rzekomo wspólny tekst oświadczenia podany został do publicznej wiadomości. Następnego dnia zostało ono opublikowane przez dzienniki partyjnej propagandy, wydawane w milionowych nakładach: „Trybunę Ludu”, „Żołnierza Wolności” i „Życie Warszawy”.

Zobacz zdjęcia: Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Wobec dramatycznych i brutalnych okoliczności niepodpisanie dokumentu było aktem wielkiej odwagi ze strony polskich biskupów. Wiedzieli, co im grozi, a mimo to pozostali nieugięci i oświadczenia nie podpisali. Niestety, te okoliczności jak dotychczas nie zostały wyjawione. A szkoda.

Ksiądz Prymas o faktach rzekomego podpisywania dokumentu dowiedział się dopiero w Komańczy, podczas pierwszych odwiedzin biskupów Choromańskiego i Klepacza. Można przypuszczać, że w takich okolicznościach zapewne poprosił swoich gości o absolutną dyskrecję, z czego biskupi wywiązali się znakomicie. Nigdy też publicznie nie ujawnili, jak było naprawdę.

Nie ustawali również w staraniach o uwolnienie Prymasa Polski. Począwszy od pierwszych dni po jego aresztowaniu i uprowadzeniu, zabiegali najpierw o złagodzenie warunków izolacji, potem o przeniesienie, aż do uzyskania możliwości częstszego kontaktu z Prymasem, co nastąpiło pod koniec 1955 r. w Komańczy.

O uwięzieniu Prymasa do Polonii

Przywołajmy w tym miejscu innego polskiego biskupa – Józefa Gawlinę, opiekuna duchowego Polaków na uchodźstwie, protektora emigracji polskiej, od roku 1947 rektora polskiego kościoła pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie. To on był współorganizatorem wieców protestacyjnych w Rzymie, on też wygłosił wiele przemówień w środowiskach polonijnych, przedstawiając prawdziwe powody aresztowania i uprowadzenia Prymasa Polski. Jednym z takich wystąpień było przemówienie do kleryków polskich studiujących w Rzymie w dniu 1 października 1953 r. Oto jego fragmenty:

„Hiobowa wieść wstrząsnęła naszymi duszami. Niemal w oktawę siedemsetlecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa i Męczennika bezbożny reżim usunął Najdostojniejszego Księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, oderwał Pasterza od trzody, dążąc do przecięcia węzła łączącego Polskę ze Stolicą Apostolską, jako że Ojciec Święty nadał Księdzu Kardynałowi Prymasowi przywileje, by w zastępstwie swoim i z autorytetu swojego kierował losami Kościoła w Polsce.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że stało się to z rozkazu Moskwy. Wiadomości wrogiej prasy głoszą co prawda, jakoby się to stało na skutek interwencji Episkopatu. Piętnujemy to publicznie jako kłamstwo, które ma podkopać autorytet moralny biskupów polskich. Uczyniła to Moskwa przez UB i przy cichym akompaniamencie tzw. świeckich katolików, zasługujących wreszcie na jawne napiętnowanie. Już fałszywy proces Księdza Biskupa Kaczmarka wykazał ogrom perfidii i kłamstwa, przed którym wzdryga się każda uczciwa dusza.

Proces ten był zapowiedzią, że na wierną Ojcu Świętemu Hierarchię Polską spadną dalsze prześladowania. W nocy z piątku na sobotę wtargnęło UB do pałacu prymasowskiego i przeprowadziło skrupulatną rewizję. (...) Nad ranem aresztowano Księdza Prymasa. (...) Tego więc dnia Ksiądz Prymas przypieczętował swój los i udał się świadomie na drogę wygnania. Wszystkie podane przez reżim powody są obłudnymi wymysłami, w które nikt w Polsce nie wierzy. (...)

Gdybyż bezbożna władza miała przynajmniej tyle odwagi, by się przyznać do istotnych zamiarów swoich. Mówią, że nie walczą z Kościołem, a tylko ze szkodliwym duchowieństwem. Ułożyli sobie tzw. prawo, które jest skrajnym bezprawiem, na podstawie którego mogą uderzyć każdego biskupa, proboszcza, każdego księdza. Gwałt i obłuda wstydzi się własnego oblicza i otacza się pozorami prawnymi, które ją jeszcze bardziej poddają pogardzie uczciwych ludzi. Tak zakuwa się Kościół w kajdany, zamyka mu się usta, a w dodatku jeszcze wymusza się na jego przedstawicielach, aby na to bezprawie wyrazili zgodę. Chcą oni Kościół zdezorientować, rozdzielić i zniszczyć, chcą rozbić spoistość Episkopatu polskiego, aby przejście jednych biskupów ułatwiło zniewolenie reszty; chcą Polskę oderwać od Rzymu.

I tak wydłubują oni z Korony Kościoła brylanty, by je zastąpić marnymi szkiełkami. Czyż tak nie jest? Jeżeli ja kłamię, wtedy oni są pobożnymi owieczkami, jeśli zaś jest, jak mówię, tedy są antychrystami. Otóż zebrali się, by obchodzić misteria swej przewrotności.

Kurtyna się podniosła, a aktorzy dramatu już są na widowni. Cezaropapizm pod berłem Moskwy, oto sens tej nieboskiej komedii. A jej cel? Kościół w ręku antychrysta!

Episkopat Polski chciał zawrzeć układ z reżymem, chciał dać niezbity dowód swej dobrej woli: Episkopat szczerze wykonał wszystkie obowiązki wynikające z układu, lecz próba ta dała wynik absolutnie negatywny: ośrodki dywersji przeciwko Hierarchii, zlaicyzowanie Caritasu, grupa świeckich katolików, «Dziś i Jutro», komisje księży przy ZBoWiD-zie, usuwanie administratorów apostolskich, odrywanie biskupów od diecezji, narzucanie najmitów, proces Biskupa Kaczmarka, usunięcie Księdza Prymasa, otwieranie drogi do apostazji i herezji, oto smutny wynik tej próby. Gdzie się to skończy? Gdzie kres tej drogi? Czy dyplomatyzowaniem coś się osiągnie? (…)

Wolność rodzi się tylko w modlitwie i walce, a Kościół nasz jest Kościołem walczącym. Bóg jest nad nami, a palec Boży wyraźnie wskazuje sługi antychrysta. Czyż nie daje nam do myślenia że sędziów i zdrajców ks. kard. Mindszenty’ego dotknęła już ręka Pańska? Jedni ulegli czystce, drudzy zginęli samobójstwem, inni przepadli. «Nolite tangere Christos meos» – nie tykajcie pomazańców moich – taka jest mowa Ducha Świętego. Wczoraj Stolica Apostolska rzuciła klątwę na wszystkich, którzy się do uwięzienia Księdza Prymasa przyczynili.

Tobie zaś, czci najgodniejszy Prymasie Polski, składamy hołd i korną wdzięczność. «Soli Deo» – takie jest Twoje hasło. Z Twej wierności Bogu płynie wierność dla Ojca Świętego, dla Narodu polskiego. (...) Naszym zaś, Drodzy Bracia, obowiązkiem jest modlitwa za Prymasa naszego. Do tej modlitwy porwijmy świat cały, Rodaków i obcych, każdą uczciwą duszę. Piszmy do Ojca Świętego, przedłóżmy Mu swoją udrękę i pocieszmy Głowę Kościoła we wspólnym smutku.

Nie dajmy się szatanowi od modlitwy odwieść, albowiem taki już zawsze jest podstęp szatana, że prześladuje on, męczy i kusi świętych, aby oni nie mogli czystych rąk swoich wznosić do Boga; wie on bowiem, że modlitwa świętych za świat pokój rodzi, a na przewrotnych gniew Boży sprowadza i karę. (...) Módlmy się przeto za prześladowane Królestwo Boże i za ukochanego Prymasa naszego” („Duszpasterz Polski Zagranicą” 1954, nr 1, s. I-IV).

Starania o uwolnienie Prymasa

W Polsce wiele prób uwolnienia Księdza Prymasa podejmował bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu w latach 1953-56. Zabiegał też u władz partyjno-rządowych o uwolnienie pozostałych biskupów, zwłaszcza bp. Antoniego Baraniaka, którego aresztowano kilka godzin później po uprowadzeniu Prymasa Polski z Miodowej i osadzono w więzieniu na Rakowieckiej 27 września 1953 r. Niespełna dwa miesiące po jego aresztowaniu, z nadzieją spędzenia z Prymasem Polski świąt Bożego Narodzenia, bp Klepacz wystosował 11 listopada 1953 r. list do premiera Bolesława Bieruta następującej treści:

„Wielmożny Panie Premierze!

W czasie wizyty przedstawicieli Episkopatu u Pana Premiera zwróciłem się do Niego z prośbą, abym mógł po pewnym czasie złożyć podanie na Jego ręce w sprawie odwiedzenia Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Pan Premier był łaskaw zgodzić się na tę propozycję.

I oto teraz właśnie zwracam się z uprzejmą prośbą o pozwolenie mi udania się w czasie świąt Bożego Narodzenia do Księdza Prymasa i spędzenia z nim Wigilii i pierwszego dnia świąt. Prośbę tę motywuję w następujący sposób:

Święta Bożego Narodzenia są świętami największymi w całym chrześcijańskim świecie; są to święta miłości i pojednania, a zarazem święta jakby rodzinne. Miło więc będzie zarówno Księdzu Prymasowi, jak i nam móc mu choć w ten sposób uprzyjemnić te święta. Czyli racje czysto humanitarne przemawiają za uwzględnieniem takiej prośby.

Poza tym wizyta moja u Księdza Prymasa spotka się z dobrym oddźwiękiem wśród duchowieństwa i katolików świeckich. Ma to też niemałe znaczenie dla współżycia między Kościołem i Państwem.

Jeszcze raz ponawiając moją prośbę, mam nadzieję, że Pan Premier zechce się przychylić do niej” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski).

Trzeba było wielu wysiłków, aby sprawę uwolnienia Księdza Prymasa komuniści poważnie rozważyli. Oczywiście, wiele w tej sprawie uczynili robotnicy poznańscy w czerwcu 1956 r. – jako jedno z pierwszych żądań wysunęli uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Podobne żądania wysuwali pracownicy Warszawskiej Fabryki Samochodów na Żeraniu, którzy byli świadkami pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka, transmitowanego przez Polskie Radio we wrześniu 1953 r., zakończonego skazaniem ordynariusza kieleckiego na 12 lat więzienia. Notabene biskup, torturowany psychicznie i fizycznie, przyznał się do nigdy niepotwierdzonych i nieudowodnionych zarzutów. Komuniści zaś chełpili się swoim sukcesem, wmawiając polskiemu społeczeństwu swoje racje.

Starania o uwolnienie Prymasa Polski podjęły zgromadzenia żeńskie i męskie, a także księża diecezjalni. Już od połowy 1955 r. przygotowywano petycje i prośby składane na ręce bp. Michała Klepacza o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Sekretariat Episkopatu naturalnie gromadził te wszystkie dokumenty, których liczba sięgała ok. 30. Bp Klepacz na ich podstawie przygotował kolejny wniosek o uwolnienie Księdza Prymasa.

Słowa otuchy dla Prymasa i perswazje do rządu PRL

Biskupi polscy postanowili po raz kolejny wystąpić do władz z prośbą o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Było to w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze (26 sierpnia 1956 r.). Po zakończonej Mszy św. sprawowanej na jasnogórskim Szczycie przygotowali dwa listy. Pierwszy do uwięzionego Prymasa Polski (w oryginale na s. 13), drugi – do premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o jego uwolnienie.

Oto treść drugiego listu:

„Panie Premierze,

Już kilkakrotnie za pośrednictwem swych przedstawicieli zwracaliśmy się ustnie i w pismach do Rządu PRL o wrócenie wolności Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Arcybiskupowi Warszawskiemu i Gnieźnieńskiemu, Prymasowi Polski, pozbawionemu wolności w dniu 25 września 1953 r.

Wprawdzie od listopada r[oku] ubiegłego Księdzu Prymasowi zmieniono nieco na lepsze warunki życia, ale nadal nie może pełnić swego urzędu pasterskiego. Rząd PRL przez wypowiedzi swych przedstawicieli sam niejednokrotnie dał do zrozumienia, że w życiu państwowym będzie kierował się zasadami praworządności, które przez czynniki administracyjne często bywały naruszane. Uznał też Rząd prawo do obiektywnej i twórczej krytyki jako jednej z gwarancji panowania prawa sprawiedliwości. Dążność do demokratyzacji jest znowu elementem umożliwiającym obywatelowi obronę swych praw. Ksiądz Prymas, pełniąc swój wysoki urząd, nie mógł nie apelować do czynników państwowych, gdy bywały naruszane prawa Kościoła, i to wbrew przepisom Konstytucji, Porozumienia i obowiązującej Ustawy o wolności sumienia, wskazując jedynie na to, że naruszane były zasady prawa i sprawiedliwości społecznej. Dlatego też przy dziś respektowanych przez państwo przemianach jesteśmy przekonani, że Rząd PRL zmieni swój stosunek do internowanego Księdza Prymasa i pozwoli mu dalej pełnić swoje obowiązki.

Nie potrzebujemy dodawać, że wpłynie to bardzo na uspokojenie opinii wiernych i kleru, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego Ksiądz Prymas w okresie, w którym nastąpiło tyle rehabilitacji, w dalszym ciągu jest izolowany.

Nieustannie ludzie świeccy, duchowieństwo świeckie i zakonne zapytują nas, dlaczego Kardynał Prymas wciąż pozbawiony jest wolności i domagają się od Episkopatu, «by nie ustawał w staraniach o zwolnienie Księdza Prymasa».

Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze w imieniu całego duchowieństwa katolickiego i wiernych prosi Rząd PRL o wrócenie Księdzu Kardynałowi wolności i umożliwienie pełnienia swych obowiązków kościelnych”.

Wydaje się, że list ten, podpisany przez rządców polskich diecezji, w stopniu istotnym przyczynił się do podjęcia przez partię i rząd decyzji o uwolnieniu Prymasa Polski.

Apele duchowieństwa

I jeszcze jeden dokument, odnotowany przez watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który nie znalazł zrozumienia wśród ówczesnych władz PRL. Otóż 7 lipca 1956 r. premier Józef Cyrankiewicz otrzymał petycję podpisaną przez 362 proboszczów z diecezji gorzowskiej w sprawie natychmiastowego uwolnienia Prymasa Polski. Odważny apel duchowieństwa został zignorowany i zapewne wrzucony do kosza. Jak czytamy w petycji, „kapłani nawołują rząd Polski Ludowej do zakończenia stanu, który masy ludowe katolickiej Polski doprowadza do rozgoryczenia, ponieważ organy rządowe pozbawiły J. Em. Ks. Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Polski, wolności wykonywania jego władzy arcybiskupiej”.

I dalej piszą proboszczowie parafii gorzowskich: „Powszechnie znany jest fakt, że Kler Polski w ciągu tysiąclecia naszej historii zawsze wiernie bronił suwerenności i niepodległości Narodu Polskiego. Nie mniej znany jest fakt, że Lud Polski zrósł się ze swym Duchowieństwem w jedno serce i jedną duszę na codzienny trud życia narodowego. Stąd Duchowieństwo Polskie najlepiej zna uczucia i pragnienia społeczeństwa polskiego.

Dziś przede wszystkim Naród Polski pragnie wolności religijnej w całym tego słowa znaczeniu. Zaś jako dowód rzeczowy takiej wolności religijnej społeczeństwo nasze chce widzieć Prymasa Polski, sprawującego swój urząd bez żadnych przeszkód ze strony władz świeckich. Czynniki urzędowe, które trwałyby przy swoim postanowieniu pozbawienia Prymasa Polski wolności w sprawowaniu swego posłannictwa w życiu naszego Narodu, niech wiedzą, że są w błędzie.

W oparciu o znajomość opinii publicznej, sądzimy, że Rząd Polski Ludowej nie ma żadnych korzyści z uwięzienia Jego Eminencji Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Natomiast Rząd Polski Ludowej może mieć tę pewność, że przez aresztowanie Najdostojniejszego Księdza Prymasa Polski splamił karty historii ojczystej aktem bezprawnym, który również w przyszłości, jeśli natychmiast nie zostanie naprawiony, przyniesie szkodę i czynnikom rządzącym, i całemu społeczeństwu polskiemu właśnie przez rozgoryczenie katolików, a co za tym idzie – przez brak zgody i jedności w Narodzie” (F.A. [Federico Alessandrini], „Tre anni di relegazione” [Trzy lata odosobnienia] „L’Osservatore Romano” 1956, nr 223).

Uwolnienie Prymasa Polski nastąpiło dwa miesiące później (28 października 1956 r.). Komuniści, w wydanym następnego dnia komunikacie, cały sukces związany z powrotem Prymasa do Warszawy naturalnie przypisali sobie. Tymczasem właściwym podmiotem do świętowania tego sukcesu było polskie społeczeństwo, stanowczo domagające się uwolnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, polscy biskupi i kapłani, którzy nie ustawali w wysiłkach na rzecz powrotu Prymasa Polski do Gniezna i Warszawy.

Warto zajrzeć do dwóch artykułów tych autorów, zamieszczonych w „Niedzieli” nr 12 z datą 23 marca 2014 r. oraz nr 21 z datą 25 maja 2014 r.

CZYTAJ DALEJ

W rocznicę powstania PPP

2020-09-26 10:22

plakat/ organizatorzy

Na najbliższą niedzielę - 27 września, w 81. rocznicę powstania Polskiego Państwa Podziemnego (PPP), zostały zaplanowane wydarzenia upamiętniające żołnierzy i cywilów tworzących tajne struktury państwa polskiego podczas II wojny światowej.

Uroczystości – organizowane przez wojewodę małopolskiego Łukasz Kmitę, dyrektora krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej dr. hab. Filipa Musiała oraz Wojewódzką Radę Kombatancką rozpoczną się o godz. 10.00 Mszą św. w katedrze na Wawelu. Na godz. 11. 15 zaplanowano wręczenie odznaczeń: Medali Stulecia Odzyskanej Niepodległości, Odznak Honorowych ,,Zasłużony dla Kultury Polskiej” i medali „Pro Patria” dla kombatantów w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim w Krakowie (ul. Basztowa 22, sala 201). Oficjalne zakończenie uroczystości rozpocznie się o godz. 12. 00 przy Grobie Nieznanego Żołnierza (na placu Matejki), gdzie wystąpią przedstawicieli władz państwowych i organizatorów. W tym miejscu również – tradycyjnie - będzie miał miejsce apel pamięci, salwa honorowa i złożenie kwiatów przez delegacje organizacji uczestniczących w wydarzeniu.

Warto wybrać się na patriotyczne wydarzenie, zwłaszcza z dziećmi ( szczególnie takimi w wieku szkolnym), dla których będzie to cenna lekcja historii Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję