Reklama

Życie buduje się na miłości

Alicja Dołowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 16-17


- Dostaliśmy czas, aby dojrzeć do wiary i do małżeństwa - mówi Radosław Pazura. Na zdjęciu z żoną Dorotą Chotecką
Dominik Różański

Wypadek samochodowy, który przed paroma laty przeżył Radosław Pazura, był momentem zwrotnym. Popularny aktor uznał, że życie, jakie dotąd wiódł, było pozbawione głębszego sensu, bo brakowało w nim miłości do Boga

Gdy zrozumiałem, że mogłoby mnie nie być, że dzieliły mnie minuty od śmierci, poczułem, że to wszystko stało się po coś. Zostałem uratowany, bym przyjrzał się sobie, swojemu życiu i znalazł czas na to, by je zmienić - wspomina Radosław Pazura. Przyznaje, że mimo iż „swoje odklęczał jako ministrant w kościele” i był człowiekiem wierzącym, do Boga zbliżył się pełniej dopiero po wypadku. Wtedy przeżył duchowy przełom. Dotąd żył jak dziecko szczęścia, zachłyśnięty sukcesem. Wydawało mu się, że wszystko zależy od niego, wszystko może, że kieruje własnym losem. - A tak nie jest, Bóg nami kieruje - mówi teraz Pazura.
Założył też fundację „Krewniacy”, której celem jest popularyzacja honorowego krwiodawstwa i zbieranie środków na ambulanse. Traktuje to jak spłacanie długu, bo kiedy ważyły się losy jego życia i śmierci, przeszedł dwie transfuzje, bez których by nie przeżył.

Od futbolu do aktorstwa

Radosław Pazura urodził się w Tomaszowie Mazowieckim, ale wychował w Niewiadowie, u boku starszego brata Cezarego, który był oczkiem w głowie rodziców. To na Czarka chuchano i dmuchano, a jemu w rodzinnym domu dano więcej swobody. Jak powiada, chodził samopas. Wysportowany, w szkole podstawowej kopał piłkę w drużynie futbolowej MKS Niewiadów. Potem w Liceum w Tomaszowie Mazowieckim grał w trzecioligowym klubie „Lechia”. Piłka była jego całym światem, wydawało się, że już tak zostanie.
O zmianie zainteresowań zdecydowała choroba. Kiedy z jej powodu nie mógł brać udziału w treningach, zapisał się do szkolnego kółka teatralnego i zaczął chodzić na próby sztuki Stefana Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”. Zagrał w tym przedstawieniu, potem w drugim - „Generał Sułkowski”. Startował też w konkursach recytatorskich i nawet je wygrywał. Wspomina, że za recytację wiersza otrzymał w nagrodę 50 zł. To było dużo, zważywszy, że jego miesięczne kieszonkowe wypłacane przez rodziców wynosiło 5 zł. Pomyślał sobie wtedy, że pewnie z aktorstwa można nieźle żyć.
Na pewno decyzja starszego brata Cezarego, który wybrał aktorstwo, popchnęła do tego zawodu również Radosława. Zdał do warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Niechętnie ją wspomina. Z zespołem profesorów nie miał najlepszych kontaktów. Wcale nie przez brak talentu. Raczej przez krnąbrność. Gdy na pierwszych zajęciach Aleksandra Śląska spytała studentów, dlaczego wybrali właśnie szkołę aktorską, inni mówili o natchnieniu i misji, on, że chciał być rozpoznawany w dyskotece. Po pół roku studiów bez słowa opuścił szkołę i… wyjechał do Austrii. Był rok 1988. Dusił się w Polsce, uważał, że nikt się nie poznał na jego talencie, że może za granicą otworzą się dla niego szanse. Sześć miesięcy spędził w obozie dla uchodźców, szlifował niemiecki, pracował na budowie. Ale w Polsce po „okrągłym stole” zmieniła się sytuacja polityczna i wrócił.
Jednak gdy zgłosił się do warszawskiej szkoły teatralnej, by kontynuować studia, postawiono przed nim szlaban. Zamknęły przed nim swoje podwoje również warszawskie teatry. Wtedy zdał do łódzkiej filmówki i tam powiodło mu się lepiej. Kontakt z profesorami był wspaniały. Twierdzi, że wszystkiego, co umie, nauczył się w „filmówce”. Po półrocznych zajęciach załatwił sobie indywidualny tok studiów i skończył szkołę na trzecim roku. W Łodzi, zaraz na pierwszym roku, przyszły filmowe role. A potem rozwiązał się worek kolejnych propozycji.

Reklama

Notoryczni narzeczeni

W „filmówce” poznał Dorotę Chotecką i zaczęli stanowić nierozłączną parę. Piękni, młodzi, bojowo nastawieni do życia, chcieli z niego czerpać garściami. Czerpali. Radek zadebiutował w serialu „Pogranicze w ogniu” i dostał niewielką rolę studenta Rafała w filmie Jacka Bromskiego „Szczęśliwego Nowego Roku”. To z kolei zaowocowało główną rolą w filmie Juliusza Machulskiego „Szwadron”. Musiał wtedy dokonać wyboru, bo równocześnie Andrzej Wajda złożył mu propozycję głównej roli w „Pierścionku z orłem w koronie”. Zdecydował się na Machulskiego. Odtąd grał dużo. Lubił twarde i męskie role, dlatego grał w filmach Pasikowskiego. Dorota też sporo grała. W filmach kinowych oraz telewizyjnych serialach i spektaklach. Mnogość propozycji w filmie i telewizji nie pozwoliła Radosławowi Pazurze zaangażować się w aktorstwo teatralne. Przez cały okres kariery właściwie zagrał tylko raz na scenie Teatru na Woli w sztuce „Cud na Greenpoincie”.
Z Dorotą żyli w zawrotnym tempie. Pierwszy wypadek samochodowy, który zdarzył się, gdy maluchem wracali z nocnej imprezy, potraktowali jako zbieg okoliczności. Radek zasnął za kierownicą, a z malucha została nagle kupa żelastwa. Właściwie nic się nie stało, bardziej interesowały ich wtedy koszty i kłopoty związane z ukryciem zdarzenia przed rodziną niż zastanawianie się, czy to nie ostrzeżenie od losu. Ale kilka lat temu życie pełne imprez i atrakcyjnych wydarzeń zostało nagle zatrzymane przez tragiczny wypadek.
Prowadzący samochód aktor Waldemar Goszcz, znany z serialu „Adam i Ewa”, zginął na miejscu. Pazurze udało się przeżyć, choć na oddziale intensywnej terapii lekarze nie dawali gwarancji, bo nadzieja była nikła. Te dni, w które Dorota Chotecka, dziś jego żona, modliła się nieustannie, bardzo zmieniły życie obojga. Ona, dotąd z tlącą się zaledwie wiarą, w tych strasznych godzinach i dniach wiarę odzyskała. Tak jakoś się stało, że w chwilach cierpienia jej myśli i słowa samoistnie kierowały się do Boga. Udręczona czekaniem, czy Radek obudzi się ze śpiączki, i lękiem, że umrze, szeptała posłusznie: „Oddaję się Tobie, Boże, zrobisz jak chcesz”. Zawierzyła całkowicie. I prosiła, aby Bóg nauczył ją godzić się z tym, że ktoś bliski umiera, bo z jej narzeczonym było aż tak źle.
Dlaczego jedni po takim przeżyciu wiarę tracą, a inni odzyskują? Nie wiadomo. Tkwi w tym jakaś tajemnica. Otarcie się o śmierć Radosław Pazura uważa za błogosławieństwo, bo ta tragedia zmieniła życie jego i Doroty na lepsze. Poukładała, wzmocniła więzy. To był w ich związku egzamin dojrzałości. Dotąd notoryczni narzeczeni, z apetytem na życie, popularni w „kolorówkach”, nagle zdali sobie sprawę, że jeden moment potrafi zmienić życie. Zrozumieli też, jak bardzo się kochają. Przestraszyli się, że oto nagle jedno z nich mogłoby zostać bez drugiego. Dorota, która dotąd miała wątpliwości, zapragnęła wyjść za Radka, usankcjonować sakramentem małżeństwa ich ciągnący się kilkanaście lat związek na „kocią łapę”.
- Dostaliśmy czas, aby dojrzeć do wiary i do małżeństwa - mówi Radosław. Twierdzi, że Bóg daje mnóstwo szans, byśmy sami mogli do tego dojść. Tym razem oni z tej szansy skorzystali. Dotarło do nich, że prawdziwa miłość to dar i są sobie przeznaczeni.

Prawdziwe cuda

Pół roku o kulach, żmudna i bolesna rehabilitacja to dla Pazury nic, skoro w perspektywie rysowała się szansa założenia rodziny. Kiedy Dorota powiedziała, że chce za niego wyjść, dostał skrzydeł. Małżeństwo zmieniało wszystko. Niezależni imprezowicze, zazdrośni o siebie na filmowym planie, mieli stworzyć dom, poważnie myśleli o dziecku. Skończyli z „pokazywaniem się” na imprezach, z papierosami i alkoholem. Kolorowa prasa nie miała już z ich życia pożywki. A role filmowe i tak sypały się jedna po drugiej. Ostatnio oboje zagrali w „Ranczo Wilkowyje”, a ona prowadzi telewizyjny program „Baby room”. Radosław zagrał w filmie Rafała Wieczyńskiego „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Ślub wzięli w kaplicy klasztoru we Frascati we Włoszech, spędziwszy wcześniej osobno czas na wyciszeniu. Pragnęli skupić się na małżeńskiej przysiędze. Radosław jest przekonany, że prawdziwe cuda zaczęły dziać się po zawarciu sakramentu małżeństwa. - Poczuliśmy w sobie rodzinę i to niebo naprawdę przyszło - mówi. Po długich latach oczekiwania urodziła się im córeczka Klara. - Nasz związek stał się pełniejszy i dojrzalszy. Traktuję to jak prawdziwy cud - przyznaje aktor.
Kłopotu narobiła tylko kolorowa prasa, która doniosła, że Pazurom urodziły się bliźniaki. To była plotka, ale znajomi dzwonili do nich i pytali z troską, czy czasem nie stracili dziecka.
Radosław twierdzi, że kiedy czyta Biblię, czasem czuje obecność Boga. - Tego uczucia nie umiem nawet opisać, po prostu wiem, że Bóg tu jest i przemawia właśnie do mnie. To jest niezwykłe i czuję wdzięczność, że mogę tego dostępować - zwierza się. Wie też, że gdyby miał przekazać tylko jedno przykazanie płynące z Biblii, byłoby to przykazanie miłości. - Wszystko jest w nim zawarte. Gdy kochasz Boga, to będziesz kochał bliźniego, a wtedy go nie skrzywdzisz. Nie zranisz, nie okradniesz, nie okłamiesz, nie zdradzisz. Bo kochasz - tłumaczy Radosław Pazura.

Dyrektor ISKK: wyraźnie rośnie grupa młodzieży deklarującej się jako niewierząca

2019-06-07 09:29

lk / Warszawa (KAI)

Dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca. Stanowi ona już niemal 1/3 całej młodzieży – zauważa ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, komentując dla KAI najnowsze wyniki badań religijności polskiej młodzieży, opracowane przez CBOS.

Martinan/Fotolia.com

Polska młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81%. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70%, a jeszcze w 2010 - 93% - wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”.

Najnowsze badanie zostało przeprowadzone jesienią ub. roku na ogólnopolskiej losowej próbie 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych). Szkoły, a w nich klasy, były losowane do badania. Próba objęła 1609 uczniów ostatnich klas tychże szkół.

Poniżej komentarz ks. dr Wojciecha Sadłonia:

Kolejne młode pokolenie Polaków podlega głębokim przemianom pod względem religijnym. Generalnie rysuje się wyrazisty trend, że dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa młodzieży, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca i stanowi ona grupę już niemal 1/3 całej młodzieży. Największemu osłabieniu podlegają przede wszystkim praktyki religijne. W 1996 r. 62% młodzieży deklarowało, że chodzi co tydzień do kościoła, obecnie jest to 35%. Ponad połowa młodzieży w największych miastach w ogóle nie praktykuje swojej wiary.

Badania CBOS w tym względzie potwierdzają wyniki wielu innych badań, w tym również ISKK zapoczątkowane w 1988 r. Przemiany religijne wpisują się również częściowo w rosnący indywidualizm polskiej młodzieży. Dzisiejsza młodzież w odróżnieniu do wcześniejszego pokolenia bardziej ceni sobie miłość i przyjaźń, mniej zaś życie rodzinne. Znacznie częściej również biorą pod uwagę wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Z drugiej strony, z badań CBOS wynika, że mimo powiększającej się grupy młodzieży niereligijnej, nie zmniejsza się grupa młodzieży najbardziej religijnej. Potwierdza to proces obserwowany również w innych badaniach, który można by nazwać polaryzacją religijną młodzieży. Polega ona na tym, że zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności.

W deklarowanym uczestnictwie w lekcjach religii widać wyraźnie cezurę roku 2010. Do tego momentu rosło uczestnictwo w lekcjach religii do ponad 90% i od tego momentu obserwujemy wyraźne zmniejszanie się uczestnictwa w lekcjach religii, które wynosi obecnie 70%. W największych miastach już mniejszość (44%) młodzieży deklaruje udział w lekcjach religii.

Stosunek do lekcji religii zawiera w sobie nie tylko religijność, ale również nastawienie do Kościoła jako instytucji mającej swoją rolę społeczną. Rok 2010 jest momentem, od którego wyraźnie rośnie negatywne nastawienie do Kościoła. Wiąże się to z głębokimi procesami społecznymi oraz słabnącą rolą Kościoła w integrowaniu ogółu polskiego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

CIDSE apeluje o neutralność klimatyczną przed 2050 rokiem

2019-06-16 20:10

ts / Bruksela (KAI)

Sekretarz generalna Katolickiego Stowarzyszenia Międzynarodowej Współpracy dla Rozwoju i Solidarności (CIDSE) Josianne Gauthier zaapelowała o neutralność klimatyczną przed 2050 rokiem. W dniach 20 i 21 czerwca w Brukseli odbędzie się konferencja unijnych szefów państw i rządów przed planowanym na 23 września szczytem w sprawie zmian klimatycznych.

pixabay.com

Ludzie w Europie i Ameryce Północnej jeszcze nie odczuwają w swoim życiu codziennym, jak pilnym problemem jest kryzys klimatyczny, powiedziała Kanadyjka w rozmowie z niemiecką agencja katolicką KNA 16 czerwca w Brukseli. Ale – dodała – jeśli ktoś żyje w regionie Pacyfiku, w Ameryce Południowej czy Afryce, odczuwa to każdego dnia.

Pod pojęciem „neutralności klimatycznej” należy rozumieć taką formę działania człowieka na Ziemi, która nie powoduje żadnej emisji „netto” gazów cieplarnianych: chodzi o ograniczenie emisji i wyrównanie jej poziomu z poziomem pochłaniania (dotyczy to przede wszystkim CO2) oraz stosowanie (głównie w przemyśle) różnorodnych mechanizmów kompensujących emisję gazów cieplarnianych, takich jak limity emisji i różnorodne formy handlu nimi.

Sekretarz generalna CIDSE uważa, że „musimy odejść od modelu wzrostu gospodarczego, gdyż dokładnie wiemy, że ten model prowadzi nas do ściany”. Celem natomiast powinien być powolny i systematyczny wzrost. Jednocześnie zwróciła uwagę, że środki podejmowane przeciwko zmianom klimatycznym nie mogą naruszać praw człowieka, nie mogą też tworzyć nierówności społecznych: „Jeśli na przykład chcemy wspierać energie alternatywne, to dla budowy elektrowni wiatrowych nie możemy wykorzystywać surowców spornych”.

Jako organizacja katolicka CIDSE wprowadza do rozmów na ten temat kwestie moralne i podkreśla aspekt sprawiedliwości. Gauthier wyjaśniała, że „chodzi tu o niesprawiedliwości gospodarcze, historyczne i geograficzne, a także niesprawiedliwości międzypokoleniowe oraz między mężczyznami i kobietami”.

CIDSE jest związkiem 18 katolickich organizacji na rzecz rozwoju z Ameryki Północnej i Europy, działających w 120 krajach świata. Przed zaplanowanym na 23 września szczytem klimatycznym, w dniach 20 i 21 czerwca szefowie państw i rządów będą rozmawiali o roli Unii Europejskiej w walce ze zmianami klimatycznymi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem