Reklama

Stalowa Wola - symbol dla robotników wczoraj i dziś

Z bp. Edwardem Frankowskim z Sandomierza rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 18-19

Bożena Sztajner

Ks. Inf. Ireneusz Skubiś: - Księże Biskupie, „strajk”, „manifestacja” - to słowa, które brzmią jak hasła końca minionej na szczęście niesławnej pamięci epoki. Jakie znaczenie niosły one ze sobą dla Biskupa i Pasterza? Jak Ksiądz Biskup ocenia pod względem moralnym to wszystko, co działo się w latach 80. ubiegłego wieku?

Bp Edward Frankowski: - W latach 80. nie byłem jeszcze biskupem, byłem proboszczem w Stalowej Woli. To był czas, kiedy w kraju panowała wszechwładnie władza komunistyczna, która o wszystkim decydowała i dążyła do upartyjnienia wszystkiego. Marksizm i leninizm był jej religią, a konsekwencją - wrogi stosunek do Kościoła, jego hierarchii i kapłanów, do wszelkich przejawów życia religijnego. Największą siłą, która ją wspierała, był, oczywiście, Związek Radziecki - jak głosiła komunistyczna propaganda - ostoja pokoju i socjalizmu. Skutkiem takiej władzy był strach, brak swobody wypowiedzi oraz bieda, która kontrastowała z przywilejami partyjnymi. To powodowało duże napięcia, a w końcu protesty, najpierw pojedyncze, w małych grupkach, a potem na większą skalę. W czerwcu 1976 r. w Stalowej Woli za taki strajk zwolniono dyscyplinarnie z pracy kilku pracowników.
Od lat 50. w Stalowej Woli trwały starania o budowę nowego kościoła. Komuniści czynili jednak wszystko, żeby nie dopuścić do jego budowy. Wówczas tylko na takich społecznych odwilżach trochę zyskiwano, i tak też uzyskano pozwolenie na budowę kościoła. Budowa trwała jednak 3 lata i znów zatrzymano ją na 10 lat. Był to dla ludzi widoczny znak łamania ich praw przez system komunistyczny. Przez te 10 lat trwała, oczywiście, intensywna propaganda, żeby ludzi przekonać, by nie myśleli o Kościele, by zarzucili zamysł budowy świątyni. I przyszedł 4 listopada 1973 r., kiedy ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła poświęcił kościół Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli.
To był moment przełomu w atmosferze przygnębienia, buntu, złości - ogromna radość wyzwolona w ludziach, że po latach utrudnień ze strony komunistów mają wreszcie swój, poświęcony już kościół. Ta świątynia jest dla nas symbolem walki systemu komunistycznego z Kościołem i jego zwycięstwa. W tej świątyni swoją siłę w dążeniu do wolnej, suwerennej Polski czerpała „Solidarność”. Ten kościół wpisał się w walkę o wolność, chleb, pracę, o wszystkie wartości chrześcijańskie, które były deptane przez komunistów.
Strajk - według nauki społecznej Kościoła - to wspólne przerwanie pracy dokonane przez pracowników w celu wymuszenia poprawy warunków pracy i warunków socjalno-bytowych. Mówi o tym Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” (n. 68). Kiedy występują konflikty gospodarczo-społeczne, należy dokładać starań, ażeby rozwiązywać je ugodowo. Jednak przerwanie pracy celem obrony swoich praw i spełnienia słusznych żądań pracowników może się okazać nieodzownym, choć ostatecznym środkiem. Kościół uważa, że strajk jest metodą moralnie dopuszczalną, chociaż powinna być ona stosowana w ostateczności. Usprawiedliwieniem zastosowania strajku jest wspólne dobro społeczne i gospodarcze, sprawiedliwość i miłość społeczna, miłość bliźniego. Zatem - pod odpowiednimi warunkami i we właściwych granicach strajk jest dopuszczalny. Oczywiście, według nauki społecznej Kościoła, nie wolno nadużywać strajków do rozgrywek politycznych.
15 sierpnia 1980 r. w telegramie do kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, Ojciec Święty Jan Paweł II napisał: „Modlę się, aby Episkopat Polski ze swym Prymasem, zapatrzony w Tę, która dana jest ku obronie naszego narodu, mógł również i tym razem pomóc temu narodowi w ciężkich zmaganiach o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną i zabezpieczenie jego nienaruszalnych praw do własnego życia i rozwoju”. Ojciec Święty powtórzył te słowa, kiedy przybyła do niego delegacja „Solidarności” w styczniu 1981 r. Znamy 21 postulatów strajkujących załóg - przede wszystkim wolne związki zawodowe, prawo do strajków, zabezpieczenie strajkujących, przywrócenie zwolnionych do pracy i wyrzuconych studentów - na studia, działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej. To była troska o wspólne dobro. Robotnicy bardziej troszczyli się o dobro narodu i ojczyzny niż rządzący i dali przykład tej troski. Władza komunistyczna miała wtedy do dyspozycji telewizję, radio, prasę, a społeczeństwo mogło tylko pisać na murach hasła wolnościowe. W Stalowej Woli m.in. takie: „Tylko solidarność i cierpliwość zapewni nam zwycięstwo”. Pod domem partii zaś napisano: „Pod partii przewodem rząd morzy nas głodem”. Oczywiście, potem była też prasa podziemna, ulotki, a kiedy zaczęło się w Gdańsku - i w Stalowej Woli były te same działania. Już w 1980 r. zawiozłem do Krajowej Komisji „Solidarności” wszystkie dokumenty, aby zarejestrować NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola. Ci ludzie przy naszym kościele znajdowali swój azyl i pomoc, jaka była im wtedy potrzebna.

- Dzisiaj także Polacy coraz częściej mówią: dzieje się nam krzywda. Dzieje się ona Polsce, bo została wprowadzona w błąd, bo na arenie międzynarodowej zostało przegranych wiele spraw: podejmowane były decyzje, które doprowadziły do rozpadu polskiej gospodarki, banków i własności - właściwie polska gospodarka nie istnieje; nie jesteśmy także traktowani równo w Unii Europejskiej. Dzisiaj znów pojawiają się słowa: „strajk”, „manifestacja”. Czy jest jakieś podobieństwo wołania o ludzkiej krzywdzie, biedzie i niedoli w latach 80. i dzisiejszego wołania Stalowej Woli czy Warszawy?

- Jest duże podobieństwo, bowiem pracownicy naszej huty mają poczucie, że to oni swoim wielkim wysiłkiem nie tylko zbudowali hutę, ale ją rozwinęli, tymczasem dzisiaj dowiadują się, że poszczególne jej zakłady są w stanie upadłości. Chodzi już nie tylko o wynagrodzenie, warunki socjalne, ale o to, co jest chyba najgorsze, że człowiek w sile wieku bez jego własnej winy, zostaje zwolniony z pracy tylko dlatego, że władze zakładu i kraju źle rządzą. I ci, którzy są winni, nie ponoszą za to żadnej kary, natomiast cały ciężar przemian, w tym złym znaczeniu, ponoszą robotnicy. Napięcie społeczne wzmaga się, bo z jednej strony właściciele przedsiębiorstw i firm tworzą kapitalizm oligarchiczny, powołując się na liberalnych ideologów, którzy głoszą uporczywie, że niewidzialna ręka wszystko nam w gospodarce rozwiąże, a okazuje się, że wolnego rynku jako takiego nie ma, bo powstały potężne koncerny, które o nim decydują. Wydaje się więc, że w sytuacji, gdy potężne koncerny niejako pochłaniają zakłady czy przedsiębiorstwa mniejsze czy średnie, mówią z pogardą o związkach zawodowych, o ich roli w przedsiębiorstwie, o robotnikach, którzy chcą założyć związki, a nawet zwalniają takich z pracy - powinno interweniować państwo. Lecz ono nie interweniuje. Na konto kryzysu władze składają wszystkie swoje zaniedbania, błędy, a nawet defraudacje, jakie zaistniały. Tymczasem sytuacja materialna pracowników i ich rodzin pogarsza się, stają oni w obliczu nowych cięć, zwolnień, podwyżek cen środków do życia. Coraz wyraźniejsza jest więc frustracja i coraz większa eskalacja tego konfliktu. Jesteśmy zbulwersowani takim beztroskim stosunkiem do ludzi pracy. Podejmowane działania zaskakują, nie są z nikim uzgadniane, wspólnie przemyślane, nie ma wspólnego przeciwstawienia się problemowi - jest tylko pogarda wobec związkowców, sterowana medialnie, przy całkowitym braku znajomości prawdy o sytuacji polskich rodzin. Liczą się już nie polskie racje społeczne i ekonomiczne, ale racje tych, którzy na kryzysie chcą zbić swój własny kapitał, także ten polityczny, prowadząc kampanie wyborcze.
Pod wieloma więc względami dzieje się wielka niesprawiedliwość i krzywda, którą ludzie przeżywają, i dlatego wychodzą, protestują, ogłaszają strajk.

- Właściwie, czy ludzie nie są sami winni takiego stanu rzeczy? Przecież mieliśmy wolne wybory. Kto jest winien temu, że Polakom dzieje się dziś tak źle, że są zwalniani z pracy, że nie mogą związać przysłowiowego końca z końcem, że martwią się o los swój i przyszłość swoich dzieci? Świat jest bogaty, szuka coraz to nowszych, lepszych rozwiązań - dlaczego w Polsce jest tyle rozpaczy, biedy, niedożywienia? Kto jest temu winien?

- Przede wszystkim rządzący, oni ponoszą najwięcej winy, gdyż mają w rękach środki do prowadzenia gospodarki, mają odpowiednią politykę, która powinna służyć dobru wspólnemu, dobru narodu. Powinni zdawać sobie sprawę z tego, że rządzić to znaczy służyć. Nieudolność rządzących zauważamy od samego początku przemian. Wiele złego uczyniła już gruba kreska - kiedy nie zdecydowano się na dekomunizację i lustrację i do jednego worka wrzucono kata i ofiarę, nie pociągnięto do odpowiedzialności tych, którzy wyrządzili tyle krzywdy, a przynajmniej nie odsunięto ich od władzy, jak to zrobiono w innych krajach. To nie naród tak zdecydował, tylko władze, które miały w rękach media. Media wykorzystano do manipulowania społeczeństwem, do okłamywania. Istniejące media były w większości laickie, mocno upolitycznione, służące rządzących czy też kierujących się własnym interesem międzynarodówek.
Naród został oszukany, kiedy zniechęcono go, żeby nie poszedł do referendum uwłaszczeniowego. To była jedyna okazja, żeby majątek wypracowany w pocie czoła za głodowe pensje podzielić tak, by każdy miał swój udział, swoją własną dywidendę. Żeby można było przystępować do tworzenia różnych małych i średnich przedsiębiorstw. Z pewnością zapobiegłoby to strasznej degradacji, jaką niesie ze sobą bezrobocie, zapobiegłoby okrutnej polaryzacji społeczeństwa na biedaków i bogaczy, dałoby możliwość stworzenia warstwy średniej, która miałaby możliwość połączenia kapitału dla dobra narodu. Byłaby wówczas szansa na równowagę gospodarczą, a więc jakaś nadzieja dla narodu. Tymczasem naród nasz został tego pozbawiony, został wywłaszczony, uwłaszczyła się natomiast nomenklatura, zagarniając majątek, który należał się narodowi.
Poza nieudolnością rządzących jest więc i to drugie źródło obecnego niezadowolenia, konfliktu, gniewu ludu: ludzie wiedzą, że zostali oszukani. I wydaje się, że cały czas idzie o to samo, co kiedyś - żeby ludzie jak najmniej się łączyli, jak najmniej byli zorganizowani i jak najmniej mogli decydować o losie swojego domu ojczystego.

- Istnieje zatem w Polsce wielki problem manipulacji, w tym medialnej, która kieruje w kraju polityką ideową, a więc i informacją. Efekt jest taki, że mamy dziś poczucie wielkiej społecznej niesprawiedliwości.

- Tak jest. W sytuacji, jaka dziś zaistniała, w mediach liczy się nie prawda, lecz show medialny. Wydaje się, że chodzi o to, by odciągać uwagę obywateli od spraw zasadniczych, najbardziej podstawowych i skierować na sprawy drugo-, a nawet dziesięciorzędne, jakieś chore, urojone sensacje. Brakuje dialogu społecznego. Między rządzącą władzą polityczną, związkami zawodowymi i społeczeństwem nie ma rzetelnych, opartych na prawdzie, kontaktów twórczych. Nawet tak ważne sprawy, jak szkolnictwo, nauka, coraz rzadziej trafiają na łamy prasy, na ekrany telewizyjne czy fale radiowe. Te sprawy są prawie niezauważane. Natomiast problemy niewarte, by się nimi zajmować, bez przerwy są nam podrzucane. I to jest główna przyczyna tego stanu rzeczy: naród został okradziony z prawdy i w dalszym ciągu jest okradany - z prawdy i z godności. Tylko wtedy możemy wzrastać w wolności, gdy będziemy znać prawdę: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Bez prawdy nie ma wolności.

- Może jeszcze słowo o mediach publicznych, bo jesteśmy świadkami zamachu na nie...

- Media publiczne mają na celu sprawy publiczne, a więc ważne dla całego społeczeństwa. Muszą patrzeć szeroko i szukać przyczyn oraz sposobów zaradzenia nabrzmiałym publicznym problemom. Usunięcie tych mediów służy upartyjnieniu całego rynku medialnego, a więc także informacji, czyli de facto służy tylko rządzącym, ich egoistycznym celom i jeszcze większej manipulacji. To byłaby prawdziwa tragedia.

- Kościół i instytucje kościelne starają się wchodzić w kwestie dotyczące ludzkiej biedy. Czy Kościół jest w stanie znacząco ludziom ulżyć?

- Kościół czyni w tym względzie bardzo dużo, głównie za pomocą Caritas Polska i Caritas diecezjalnych. Nasza diecezja - sandomierska ma pięknie rozwiniętą Caritas. Przykładem jej szybkiego reagowania na zaistniałe w naszej społeczności potrzeby jest choćby inicjatywa abp. Andrzeja Dzięgi, dotychczasowego naszego ordynariusza, który ustanowił tzw. fundusz interwencyjny dla rodzin, które z powodu zwolnień z pracy znajdują się w sytuacji krytycznej. Społeczna praca Kościoła jest godna najwyższego uznania. Dzisiaj nawet ci, którzy są z dala od Kościoła, muszą przyznać, że tylu inicjatyw Kościoła podejmowanych przez Caritas dotychczas nie było. Oczywiście, zawsze może być jeszcze lepiej. Kryzys, na który dziś wszyscy się powołują, spowodował też całkiem nowe sytuacje. Będziemy to analizować, zastanawiać się, w jaki sposób stanąć przy ludziach. W związku ze zwalnianiem ludzi z pracy w Hucie Stalowa Wola, z ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm, ogłosiliśmy także powszechną modlitwę w intencji osób zwalnianych z pracy, o ratunek dla zagrożonych, dla huty, dla miasta. W tej wielkiej modlitwie, która miała formę Drogi Krzyżowej, wzięło udział ok.10 tys. osób, co przeszło nasze najśmielsze przewidywania. Nikt nie przypuszczał, że aż taka rzesza zgromadzi się o godz. 18 i że aż do 23 (5 godzin!) będą szli ulicami miasta; rzesza ta nie malała, ale wciąż wzrastała. Stacje Drogi Krzyżowej były przygotowane przez ludzi, przeżywali to nabożeństwo, gromko śpiewając - widać było, że z serc wydobywa się potężna modlitwa z nadzieją, że Matka Najświętsza przyjdzie z pomocą i Chrystus zakróluje w miejscach, gdzie są zagrożeni w swoim bycie przez utratę pracy.

- Czy Ekscelencja, jako biskup i duszpasterz, nie widzi potrzeby, żeby pasterze Kościoła częściej zabierali głos w sprawach społecznych, żeby wygłaszali swoje opinie na temat aktualnej sytuacji w kraju?

- Taka była tradycja Kościoła w Polsce, tak czynił kard. Stefan Wyszyński i poszczególni biskupi, m.in. abp Ignacy Tokarczuk. Przede wszystkim przewodził nam wspaniały Ojciec Święty Jan Paweł II. Mnogość jego wypowiedzi o sprawach społecznych to dla nas wzór. Dlatego myślę, że skoro te problemy społeczne są coraz bardziej napięte i coraz ich więcej, to powinien być też coraz częstszy i mocniejszy głos Kościoła w jego nauce społecznej. A przede wszystkim powinniśmy upowszechnić znajomość „Kompendium katolickiej nauki społecznej” - żeby wszyscy byli świadomi, jakie są ich prawa i obowiązki.

- Widzieliśmy w Telewizji Trwam, jak Ekscelencja spotykał się z robotnikami Huty Stalowa Wola. Czy nie sądzi Ksiądz Biskup, że takie inicjatywy trzeba upowszechniać?

- Takie doświadczenia powinniśmy łączyć. Trzeba też ożywić spotkania duszpasterzy ludzi pracy. To duszpasterstwo dziś jakby trochę przygasło. Tymczasem powinna to być stała praktyka Kościoła katolickiego, szczególnie w Polsce, mającej wzór sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Po dzień dzisiejszy jego słowa i czyny są dla nas światłem. Dlatego bezwzględnie powinniśmy odnowić duszpasterstwo ludzi pracy, równocześnie powinny ukazywać się publikacje na ten temat na łamach czasopism katolickich, powinno się o tym mówić odważniej, śmielej i bardziej konstruktywnie. Oczywiście, duszpasterze winni być na bieżąco dokładnie i kompetentnie informowani o całej sytuacji, by skuteczniej pomagać.
Obecność Kościoła w takich trudnych sytuacjach jest niezmiernie ważna, bo wtedy wiadomo, że nie ma szukania interesów i okłamywania, że problemy są rozwiązywane rzetelnie i uczciwie.

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Adrian Józef Galbas SAC – biskupem pomocniczym diecezji ełckiej

2019-12-12 12:37

KAI

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, prowincjał Księży Pallotynów w Poznaniu został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka biskupem pomocniczym diecezji ełckiej. Decyzję Papieża ogłosiła dziś w południe Nuncjatura Apostolska w Polsce.


Ks. Adrian Józef Galbas SAC

Biskup nominat Adrian Józef Galbas ma 51 lat. Jest doktorem teologii duchowości. Studiował też dziennikarstwo. W czasie dotychczasowej posługi pełnił m.in. funkcję prefekta alumnów w Wyższym Seminarium Duchownym Księży Pallotynów w Ołtarzewie. Był też proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca w Poznaniu oraz radcą prowincjalnym. Od 2011 roku pełni funkcję przełożonego prowincjalnego pallotyńskiej Prowincji Zwiastowania Pańskiego z siedzibą w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC, urodził się 26 stycznia 1968 roku w Bytomiu. W 1987 roku został przyjęty do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. W latach 1987-1993 studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie. Śluby wieczyste złożył 10 września 1993 roku w Zakopanem, a 7 maja 1994 r. roku w Ołtarzewie został wyświecony na kapłana.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC od 1994 do 1995 r. był wikariuszem w parafii św. Michała Archanioła w Łodzi. W latach 1995 – 1998 studiował na KUL-u teologię oraz komunikacje i dziennikarstwo. W latach 1998-2002 pełnił funkcje prefekta w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie., a od 2002 do 2005 był radcą w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu. W latach 2002 – 2003 był też sekretarzem ds. Apostolstwa w Częstochowie. W 2003 roku został proboszczem parafii św. Wawrzyńca w Poznaniu i był nim do 2011 roku. Jednocześnie od 2008 do 2011 roku pełnił także funkcję radcy w zarządzie Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

Ks. Adrian Józef Galbas SAC w 2012 roku otrzymał tytuł doktora teologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2011 roku jest prowincjałem Prowincji Zwiastowania Pańskiego w Poznaniu.

BP KEP

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem