Reklama

Stalowa Wola - symbol dla robotników wczoraj i dziś

Z bp. Edwardem Frankowskim z Sandomierza rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 18-19

Bożena Sztajner

Ks. Inf. Ireneusz Skubiś: - Księże Biskupie, „strajk”, „manifestacja” - to słowa, które brzmią jak hasła końca minionej na szczęście niesławnej pamięci epoki. Jakie znaczenie niosły one ze sobą dla Biskupa i Pasterza? Jak Ksiądz Biskup ocenia pod względem moralnym to wszystko, co działo się w latach 80. ubiegłego wieku?

Bp Edward Frankowski: - W latach 80. nie byłem jeszcze biskupem, byłem proboszczem w Stalowej Woli. To był czas, kiedy w kraju panowała wszechwładnie władza komunistyczna, która o wszystkim decydowała i dążyła do upartyjnienia wszystkiego. Marksizm i leninizm był jej religią, a konsekwencją - wrogi stosunek do Kościoła, jego hierarchii i kapłanów, do wszelkich przejawów życia religijnego. Największą siłą, która ją wspierała, był, oczywiście, Związek Radziecki - jak głosiła komunistyczna propaganda - ostoja pokoju i socjalizmu. Skutkiem takiej władzy był strach, brak swobody wypowiedzi oraz bieda, która kontrastowała z przywilejami partyjnymi. To powodowało duże napięcia, a w końcu protesty, najpierw pojedyncze, w małych grupkach, a potem na większą skalę. W czerwcu 1976 r. w Stalowej Woli za taki strajk zwolniono dyscyplinarnie z pracy kilku pracowników.
Od lat 50. w Stalowej Woli trwały starania o budowę nowego kościoła. Komuniści czynili jednak wszystko, żeby nie dopuścić do jego budowy. Wówczas tylko na takich społecznych odwilżach trochę zyskiwano, i tak też uzyskano pozwolenie na budowę kościoła. Budowa trwała jednak 3 lata i znów zatrzymano ją na 10 lat. Był to dla ludzi widoczny znak łamania ich praw przez system komunistyczny. Przez te 10 lat trwała, oczywiście, intensywna propaganda, żeby ludzi przekonać, by nie myśleli o Kościele, by zarzucili zamysł budowy świątyni. I przyszedł 4 listopada 1973 r., kiedy ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła poświęcił kościół Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli.
To był moment przełomu w atmosferze przygnębienia, buntu, złości - ogromna radość wyzwolona w ludziach, że po latach utrudnień ze strony komunistów mają wreszcie swój, poświęcony już kościół. Ta świątynia jest dla nas symbolem walki systemu komunistycznego z Kościołem i jego zwycięstwa. W tej świątyni swoją siłę w dążeniu do wolnej, suwerennej Polski czerpała „Solidarność”. Ten kościół wpisał się w walkę o wolność, chleb, pracę, o wszystkie wartości chrześcijańskie, które były deptane przez komunistów.
Strajk - według nauki społecznej Kościoła - to wspólne przerwanie pracy dokonane przez pracowników w celu wymuszenia poprawy warunków pracy i warunków socjalno-bytowych. Mówi o tym Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” (n. 68). Kiedy występują konflikty gospodarczo-społeczne, należy dokładać starań, ażeby rozwiązywać je ugodowo. Jednak przerwanie pracy celem obrony swoich praw i spełnienia słusznych żądań pracowników może się okazać nieodzownym, choć ostatecznym środkiem. Kościół uważa, że strajk jest metodą moralnie dopuszczalną, chociaż powinna być ona stosowana w ostateczności. Usprawiedliwieniem zastosowania strajku jest wspólne dobro społeczne i gospodarcze, sprawiedliwość i miłość społeczna, miłość bliźniego. Zatem - pod odpowiednimi warunkami i we właściwych granicach strajk jest dopuszczalny. Oczywiście, według nauki społecznej Kościoła, nie wolno nadużywać strajków do rozgrywek politycznych.
15 sierpnia 1980 r. w telegramie do kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, Ojciec Święty Jan Paweł II napisał: „Modlę się, aby Episkopat Polski ze swym Prymasem, zapatrzony w Tę, która dana jest ku obronie naszego narodu, mógł również i tym razem pomóc temu narodowi w ciężkich zmaganiach o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną i zabezpieczenie jego nienaruszalnych praw do własnego życia i rozwoju”. Ojciec Święty powtórzył te słowa, kiedy przybyła do niego delegacja „Solidarności” w styczniu 1981 r. Znamy 21 postulatów strajkujących załóg - przede wszystkim wolne związki zawodowe, prawo do strajków, zabezpieczenie strajkujących, przywrócenie zwolnionych do pracy i wyrzuconych studentów - na studia, działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej. To była troska o wspólne dobro. Robotnicy bardziej troszczyli się o dobro narodu i ojczyzny niż rządzący i dali przykład tej troski. Władza komunistyczna miała wtedy do dyspozycji telewizję, radio, prasę, a społeczeństwo mogło tylko pisać na murach hasła wolnościowe. W Stalowej Woli m.in. takie: „Tylko solidarność i cierpliwość zapewni nam zwycięstwo”. Pod domem partii zaś napisano: „Pod partii przewodem rząd morzy nas głodem”. Oczywiście, potem była też prasa podziemna, ulotki, a kiedy zaczęło się w Gdańsku - i w Stalowej Woli były te same działania. Już w 1980 r. zawiozłem do Krajowej Komisji „Solidarności” wszystkie dokumenty, aby zarejestrować NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola. Ci ludzie przy naszym kościele znajdowali swój azyl i pomoc, jaka była im wtedy potrzebna.

- Dzisiaj także Polacy coraz częściej mówią: dzieje się nam krzywda. Dzieje się ona Polsce, bo została wprowadzona w błąd, bo na arenie międzynarodowej zostało przegranych wiele spraw: podejmowane były decyzje, które doprowadziły do rozpadu polskiej gospodarki, banków i własności - właściwie polska gospodarka nie istnieje; nie jesteśmy także traktowani równo w Unii Europejskiej. Dzisiaj znów pojawiają się słowa: „strajk”, „manifestacja”. Czy jest jakieś podobieństwo wołania o ludzkiej krzywdzie, biedzie i niedoli w latach 80. i dzisiejszego wołania Stalowej Woli czy Warszawy?

- Jest duże podobieństwo, bowiem pracownicy naszej huty mają poczucie, że to oni swoim wielkim wysiłkiem nie tylko zbudowali hutę, ale ją rozwinęli, tymczasem dzisiaj dowiadują się, że poszczególne jej zakłady są w stanie upadłości. Chodzi już nie tylko o wynagrodzenie, warunki socjalne, ale o to, co jest chyba najgorsze, że człowiek w sile wieku bez jego własnej winy, zostaje zwolniony z pracy tylko dlatego, że władze zakładu i kraju źle rządzą. I ci, którzy są winni, nie ponoszą za to żadnej kary, natomiast cały ciężar przemian, w tym złym znaczeniu, ponoszą robotnicy. Napięcie społeczne wzmaga się, bo z jednej strony właściciele przedsiębiorstw i firm tworzą kapitalizm oligarchiczny, powołując się na liberalnych ideologów, którzy głoszą uporczywie, że niewidzialna ręka wszystko nam w gospodarce rozwiąże, a okazuje się, że wolnego rynku jako takiego nie ma, bo powstały potężne koncerny, które o nim decydują. Wydaje się więc, że w sytuacji, gdy potężne koncerny niejako pochłaniają zakłady czy przedsiębiorstwa mniejsze czy średnie, mówią z pogardą o związkach zawodowych, o ich roli w przedsiębiorstwie, o robotnikach, którzy chcą założyć związki, a nawet zwalniają takich z pracy - powinno interweniować państwo. Lecz ono nie interweniuje. Na konto kryzysu władze składają wszystkie swoje zaniedbania, błędy, a nawet defraudacje, jakie zaistniały. Tymczasem sytuacja materialna pracowników i ich rodzin pogarsza się, stają oni w obliczu nowych cięć, zwolnień, podwyżek cen środków do życia. Coraz wyraźniejsza jest więc frustracja i coraz większa eskalacja tego konfliktu. Jesteśmy zbulwersowani takim beztroskim stosunkiem do ludzi pracy. Podejmowane działania zaskakują, nie są z nikim uzgadniane, wspólnie przemyślane, nie ma wspólnego przeciwstawienia się problemowi - jest tylko pogarda wobec związkowców, sterowana medialnie, przy całkowitym braku znajomości prawdy o sytuacji polskich rodzin. Liczą się już nie polskie racje społeczne i ekonomiczne, ale racje tych, którzy na kryzysie chcą zbić swój własny kapitał, także ten polityczny, prowadząc kampanie wyborcze.
Pod wieloma więc względami dzieje się wielka niesprawiedliwość i krzywda, którą ludzie przeżywają, i dlatego wychodzą, protestują, ogłaszają strajk.

- Właściwie, czy ludzie nie są sami winni takiego stanu rzeczy? Przecież mieliśmy wolne wybory. Kto jest winien temu, że Polakom dzieje się dziś tak źle, że są zwalniani z pracy, że nie mogą związać przysłowiowego końca z końcem, że martwią się o los swój i przyszłość swoich dzieci? Świat jest bogaty, szuka coraz to nowszych, lepszych rozwiązań - dlaczego w Polsce jest tyle rozpaczy, biedy, niedożywienia? Kto jest temu winien?

- Przede wszystkim rządzący, oni ponoszą najwięcej winy, gdyż mają w rękach środki do prowadzenia gospodarki, mają odpowiednią politykę, która powinna służyć dobru wspólnemu, dobru narodu. Powinni zdawać sobie sprawę z tego, że rządzić to znaczy służyć. Nieudolność rządzących zauważamy od samego początku przemian. Wiele złego uczyniła już gruba kreska - kiedy nie zdecydowano się na dekomunizację i lustrację i do jednego worka wrzucono kata i ofiarę, nie pociągnięto do odpowiedzialności tych, którzy wyrządzili tyle krzywdy, a przynajmniej nie odsunięto ich od władzy, jak to zrobiono w innych krajach. To nie naród tak zdecydował, tylko władze, które miały w rękach media. Media wykorzystano do manipulowania społeczeństwem, do okłamywania. Istniejące media były w większości laickie, mocno upolitycznione, służące rządzących czy też kierujących się własnym interesem międzynarodówek.
Naród został oszukany, kiedy zniechęcono go, żeby nie poszedł do referendum uwłaszczeniowego. To była jedyna okazja, żeby majątek wypracowany w pocie czoła za głodowe pensje podzielić tak, by każdy miał swój udział, swoją własną dywidendę. Żeby można było przystępować do tworzenia różnych małych i średnich przedsiębiorstw. Z pewnością zapobiegłoby to strasznej degradacji, jaką niesie ze sobą bezrobocie, zapobiegłoby okrutnej polaryzacji społeczeństwa na biedaków i bogaczy, dałoby możliwość stworzenia warstwy średniej, która miałaby możliwość połączenia kapitału dla dobra narodu. Byłaby wówczas szansa na równowagę gospodarczą, a więc jakaś nadzieja dla narodu. Tymczasem naród nasz został tego pozbawiony, został wywłaszczony, uwłaszczyła się natomiast nomenklatura, zagarniając majątek, który należał się narodowi.
Poza nieudolnością rządzących jest więc i to drugie źródło obecnego niezadowolenia, konfliktu, gniewu ludu: ludzie wiedzą, że zostali oszukani. I wydaje się, że cały czas idzie o to samo, co kiedyś - żeby ludzie jak najmniej się łączyli, jak najmniej byli zorganizowani i jak najmniej mogli decydować o losie swojego domu ojczystego.

- Istnieje zatem w Polsce wielki problem manipulacji, w tym medialnej, która kieruje w kraju polityką ideową, a więc i informacją. Efekt jest taki, że mamy dziś poczucie wielkiej społecznej niesprawiedliwości.

- Tak jest. W sytuacji, jaka dziś zaistniała, w mediach liczy się nie prawda, lecz show medialny. Wydaje się, że chodzi o to, by odciągać uwagę obywateli od spraw zasadniczych, najbardziej podstawowych i skierować na sprawy drugo-, a nawet dziesięciorzędne, jakieś chore, urojone sensacje. Brakuje dialogu społecznego. Między rządzącą władzą polityczną, związkami zawodowymi i społeczeństwem nie ma rzetelnych, opartych na prawdzie, kontaktów twórczych. Nawet tak ważne sprawy, jak szkolnictwo, nauka, coraz rzadziej trafiają na łamy prasy, na ekrany telewizyjne czy fale radiowe. Te sprawy są prawie niezauważane. Natomiast problemy niewarte, by się nimi zajmować, bez przerwy są nam podrzucane. I to jest główna przyczyna tego stanu rzeczy: naród został okradziony z prawdy i w dalszym ciągu jest okradany - z prawdy i z godności. Tylko wtedy możemy wzrastać w wolności, gdy będziemy znać prawdę: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Bez prawdy nie ma wolności.

- Może jeszcze słowo o mediach publicznych, bo jesteśmy świadkami zamachu na nie...

- Media publiczne mają na celu sprawy publiczne, a więc ważne dla całego społeczeństwa. Muszą patrzeć szeroko i szukać przyczyn oraz sposobów zaradzenia nabrzmiałym publicznym problemom. Usunięcie tych mediów służy upartyjnieniu całego rynku medialnego, a więc także informacji, czyli de facto służy tylko rządzącym, ich egoistycznym celom i jeszcze większej manipulacji. To byłaby prawdziwa tragedia.

- Kościół i instytucje kościelne starają się wchodzić w kwestie dotyczące ludzkiej biedy. Czy Kościół jest w stanie znacząco ludziom ulżyć?

- Kościół czyni w tym względzie bardzo dużo, głównie za pomocą Caritas Polska i Caritas diecezjalnych. Nasza diecezja - sandomierska ma pięknie rozwiniętą Caritas. Przykładem jej szybkiego reagowania na zaistniałe w naszej społeczności potrzeby jest choćby inicjatywa abp. Andrzeja Dzięgi, dotychczasowego naszego ordynariusza, który ustanowił tzw. fundusz interwencyjny dla rodzin, które z powodu zwolnień z pracy znajdują się w sytuacji krytycznej. Społeczna praca Kościoła jest godna najwyższego uznania. Dzisiaj nawet ci, którzy są z dala od Kościoła, muszą przyznać, że tylu inicjatyw Kościoła podejmowanych przez Caritas dotychczas nie było. Oczywiście, zawsze może być jeszcze lepiej. Kryzys, na który dziś wszyscy się powołują, spowodował też całkiem nowe sytuacje. Będziemy to analizować, zastanawiać się, w jaki sposób stanąć przy ludziach. W związku ze zwalnianiem ludzi z pracy w Hucie Stalowa Wola, z ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm, ogłosiliśmy także powszechną modlitwę w intencji osób zwalnianych z pracy, o ratunek dla zagrożonych, dla huty, dla miasta. W tej wielkiej modlitwie, która miała formę Drogi Krzyżowej, wzięło udział ok.10 tys. osób, co przeszło nasze najśmielsze przewidywania. Nikt nie przypuszczał, że aż taka rzesza zgromadzi się o godz. 18 i że aż do 23 (5 godzin!) będą szli ulicami miasta; rzesza ta nie malała, ale wciąż wzrastała. Stacje Drogi Krzyżowej były przygotowane przez ludzi, przeżywali to nabożeństwo, gromko śpiewając - widać było, że z serc wydobywa się potężna modlitwa z nadzieją, że Matka Najświętsza przyjdzie z pomocą i Chrystus zakróluje w miejscach, gdzie są zagrożeni w swoim bycie przez utratę pracy.

- Czy Ekscelencja, jako biskup i duszpasterz, nie widzi potrzeby, żeby pasterze Kościoła częściej zabierali głos w sprawach społecznych, żeby wygłaszali swoje opinie na temat aktualnej sytuacji w kraju?

- Taka była tradycja Kościoła w Polsce, tak czynił kard. Stefan Wyszyński i poszczególni biskupi, m.in. abp Ignacy Tokarczuk. Przede wszystkim przewodził nam wspaniały Ojciec Święty Jan Paweł II. Mnogość jego wypowiedzi o sprawach społecznych to dla nas wzór. Dlatego myślę, że skoro te problemy społeczne są coraz bardziej napięte i coraz ich więcej, to powinien być też coraz częstszy i mocniejszy głos Kościoła w jego nauce społecznej. A przede wszystkim powinniśmy upowszechnić znajomość „Kompendium katolickiej nauki społecznej” - żeby wszyscy byli świadomi, jakie są ich prawa i obowiązki.

- Widzieliśmy w Telewizji Trwam, jak Ekscelencja spotykał się z robotnikami Huty Stalowa Wola. Czy nie sądzi Ksiądz Biskup, że takie inicjatywy trzeba upowszechniać?

- Takie doświadczenia powinniśmy łączyć. Trzeba też ożywić spotkania duszpasterzy ludzi pracy. To duszpasterstwo dziś jakby trochę przygasło. Tymczasem powinna to być stała praktyka Kościoła katolickiego, szczególnie w Polsce, mającej wzór sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Po dzień dzisiejszy jego słowa i czyny są dla nas światłem. Dlatego bezwzględnie powinniśmy odnowić duszpasterstwo ludzi pracy, równocześnie powinny ukazywać się publikacje na ten temat na łamach czasopism katolickich, powinno się o tym mówić odważniej, śmielej i bardziej konstruktywnie. Oczywiście, duszpasterze winni być na bieżąco dokładnie i kompetentnie informowani o całej sytuacji, by skuteczniej pomagać.
Obecność Kościoła w takich trudnych sytuacjach jest niezmiernie ważna, bo wtedy wiadomo, że nie ma szukania interesów i okłamywania, że problemy są rozwiązywane rzetelnie i uczciwie.

Abp Ryś do Wspólnot Neokatechumenalnych: bądź sługą niekoniecznym, by Jezus mógł działać!

2019-11-13 10:22

Ks. Paweł Kłys

- My jako Kościół też możemy mieć taką pokusę, by podkreślać siebie, zadbać o siebie, My Kościół jesteśmy sługą niekoniecznym! Kościół nie jest ważny – ważny jest Jezus i ważny człowiek i świat do którego Kościół jest posłany! Kościół jest narzędziem. Nie jest celem dla siebie, nie jest celem samym w sobie! – mówił abp Grzegorz Ryś do Wspólnot Neokatechumenalnych.

Ks. Paweł Kłys

W parafii pw. św. Alberta Chmielowskiego na łódzkim osiedlu Widzew odbyła się niecodzienna uroczystość. Podczas Eucharystii wspólnota łódzkiego Seminarium Redemptoris Mater w obecności pasterza Archidiecezji Łódzkiej przedstawiła się łódzkim Wspólnotom Drogi Neokatechumenalnej.

Wszystkich zebranych w świątyni przywitał proboszcz parafii – ks. kan. Przemysław Góra, który podkreślił, że dzisiejsza uroczystość wpisuje się w historię tej wspólnoty parafialnej, jak i całej Archidiecezji.

Następnie zostały przedstawione Wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej regionu łódzkiego, do którego należą wierni trzech diecezji: Archidiecezji Łódzkiej, Diecezji Włocławskiej oraz Diecezji Kaliskiej.

Po prezentacji wspólnot zaprezentowała się też wspólnota łódzkiego Seminarium Redemptoris Mater do której należy sześciu kleryków: trzech z Polski - Tomasz (32 lata), Hieronim (26 lat), Michał (19 lat), dwóch z Włoch - Piotr (27 lat) i Andrea (20 lat) i jeden z Hiszpanii Karlos (22 lata). Nad formacją czuwa rektor – ks. Michał Jaworski oraz ojciec duchowny – ks. Janusz Świeca.

W homilii łódzki pasterz zwrócił uwagę zebranych na to, że - Jezus mówi– przy odrobinie waszej wiary działyby się rzeczy niemożliwe. A co w tym przeszkadza? To, że nie chcecie być sługami niekoniecznymi! To jest przeszkoda, aby Bóg przez was mógł robić rzeczy niewyobrażalne, niesłychane, niemożliwe! – tłumaczył arcybiskup. -Tych sześciu się przygotowuje do kapłaństwa, nas tu jest już kilku, którzy są księżmi – co my możemy sami z siebie wam dać? Ja nie umiem wskrzeszać. Nie umiem oczyszczać trędowatych. Sam nie jestem w stanie nikomu odpuścić grzechów. Sam nie wiedziałbym - sam ze siebie - jakie znaleźć słowo, by porozmawiać z kimś, komu umarł ojciec, matka albo dziecko. Macie jakieś własne słowa na takie sytuacje? Macie coś do powiedzenia od siebie? Mogłyby się - przy odrobinie naszej wiary - dziać w ludziach rzeczy niemożliwe tylko, że my musimy zniknąć! – podkreślił kaznodzieja.

- Im będziesz mniej miejsca zajmował, tym będzie więcej przestrzeni dla Boga, a On będzie działał. Będą się działy rzeczy niesamowite, bo ty się robisz mały. Ty mówisz – ja jestem nieważny. Ja jestem sługa niekonieczny! Wtedy otwierasz przestrzeń Bogu do działania, to znaczy, otwierasz innych na przestrzeń z Jezusem, z Jego miłością, z Jego mocą, z Jego mądrością, z Jego obecnością! A jeśli za każdym razem będziemy słudzy konieczni, to człowiek, któremu teoretycznie mówimy o Jezusie, nawet nie ma szans Go zobaczyć, bo wszędzie jestem ja!- zauważył hierarcha.

Odnosząc się do medialnych odniesień o kryzysie Kościoła, łódzki pasterz powiedział: dziś mówi się kryzys, kryzys, kryzys w Kościele. Wiecie skąd się bierze kryzys? Bierze się z tego, że nas jest za dużo! Jest za dużo gadania o Kościele – a za mało o Jezusie! Jest za dużo o Kościele – a za mało o ludziach. Jest kryzys bezowocności, a mogłyby się dziać rzeczy niemożliwe, tylko trzeba być takim małym. – zakończył łódzki pasterz.

Międzynarodowe Archidiecezjalne Seminarium Misyjne Redemptoris Mater pod patronatem Najświętszej Maryi Panny Redemptoris Mater, Patrona Archidiecezji Łódzkiej św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, czterech Ewangelistów i świętego Anterosa papieża, męczennika zostało powołane do istnienia dekretem arcybiskupa łódzkiego Grzegorza Rysia w święto św. Mateusza ewangelisty tj. 21 września br. Na urząd rektora tegoż seminarium powołany ks. Michał Jaworski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jeśli nie wychowamy dzieci, to zrobi to ulica lub internet

2019-11-15 09:20

Mateusz Wiercioch

“Nie zmarnuj swojego życia” to najpopularniejszy hip-hopowy projekt profilaktyczny w kraju. Dwaj raperzy w ciągu sześciu lat odwiedzili ponad 400 000 uczniów w szkołach i ośrodkach. Jakie mają przemyślenia dotyczące polskiej młodzieży? Zapraszamy do krótkiego wywiadu z Łukaszem Bęsiem i Jonatanem Blankiem.

rymcerze.pl

Od sześciu lat odwiedzacie szkoły i ośrodki z projektem profilaktycznym “Nie zmarnuj swojego życia”. Jak w ciągu tego czasu zmieniła się nasza młodzież?

Łukasz: Zauważyliśmy, że zarówno w miastach, jak i na wsiach dzieci zostały wciągnięte przez smartfony. Rodzice często nie widzą problemu i cieszą się, że dzieci spędzają dużo czasu w domu, a nie na ulicy. Gry i portale społecznościowe stają się ich życiem. Tam przeżywają radości i chcą być doceniani. Często uczeń nie wie co jest zadane, ale wie co jutro planuje jego ulubiony bloger. To co mówi raper lub youtuber często staje się wyznacznikiem dla młodego człowieka.

Jonatan: Słyszymy od kadry, że uczniowie coraz częściej zachowują się niestosownie wobec nauczycieli. Chodzi tu między innymi o agresję słowną i brak reakcji na prośby.

W tym roku odwiedziliście dużo placówek typu MOW (Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy). Czym różni się spotkanie z uczniami w szkołach od spotkania z wychowankami ośrodków?

Łukasz: Młodzi w ośrodkach to osoby, u których już zaobserwowano problemy wychowawcze. Mają świadomość swoich wcześniejszych błędów i ktoś pomaga im wyjść na prostą. Cieszymy się, że dzięki wsparciu Funduszu Sprawiedliwości, mogliśmy w tym roku odwiedzić sporą ilość małych ośrodków znajdujących się na prowincji. W ośrodkach mówimy do mniejszej grupy niż w szkołach, dzięki czemu możemy lepiej poznać problemy wychowanków. Utożsamiają się z naszą złą przeszłością i doceniają wartość rodziny. Z kolei w szkołach mamy do czynienia z profilaktyką, czyli rozmową o tym czego nie warto robić. Tam, obok spokojnej młodzieży, spotykamy trudnych uczniów, którzy też mają dużo na sumieniu.

Co teraz uzależnia młodzież?

Jonatan: Mnóstwo dzieciaków ucieka w gry i w internet. To są nowe uzależnienia, które obserwujemy jeżdżąc zarówno po wielkich miastach, jak i małych miejscowościach. Ten wirtualny świat tak ich porwał, że potrafią wrócić do domu i 5-6 godzin siedzieć na smartfonie. Potem przychodzą niewyspani na lekcje. Nie zdają sobie sprawy, że internet prawie nic nie wnosi do ich życia i tracą swój czas. Niestety część młodych ucieka w substancje psychoaktywne, w tym leki. Na szczęście świadomość zagrożeń jest coraz większa.

Jak odbieracie pracę pedagogów?

Łukasz: Pedagodzy bardzo starają się rozumieć młodzież, co nie jest łatwe w dobie internetu i szybko zmieniających się trendów. Są na czasie i przez to lepiej dogadują się z uczniami. Zawsze powtarzamy, że pedagog powinien być pierwszą osobą do kontaktu, gdy młody człowiek przeżywa kryzys.

Czy dyrektorzy umieją nadążyć za młodzieżą?

Jonatan: Dyrektorzy nie wstydzą się mówić, że w ich szkole są problemy. W naszych rozmowach, żaden z nich nie próbował wybielać swojej placówki. Bardzo często dyrektorzy są przepracowani i pochłonięci obowiązkami. Pomimo tego myślą o młodzieży dając zielone światło dla projektów profilaktycznych i innych działań dla dobra ucznia. Potrafią słuchać zarówno pedagogów, jak i nauczycieli. Ich owocna współpraca przyczynia się do osiągnięcia najważniejszego efektu pracy dyrektora: spełnionego absolwenta.

Jakie macie rady dla rodziców?

Łukasz: Przede wszystkim: więcej rozmawiajcie ze swoimi dziećmi i spędzajcie z nimi więcej czasu. Dawajcie im dużo dowodów waszej miłości. Nasza kolejna rada jest prosta: interesujcie się co wasze dzieci robią na komórce. Spotkaliśmy się z rodzicami, którzy powiedzieli, że nie robią tego, bo chcą chronić prywatność dziecka. Smartfon to nie pamiętnik. To narzędzie, którym do waszego dziecka napływają najróżniejsze informacje i komunikaty. Internet jest pełen ludzi i miejsc, z którymi młody człowiek nie powinien mieć nic wspólnego. Jeśli my nie wychowamy naszych dzieci, to zrobi to ulica lub internet.

Zadanie „Nie Zmarnuj Swojego Życia” jest współfinansowane ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości.

Więcej informacji o projekcie:

Strona: rymcerze.pl

----------------------------------------------------------

INFO DOT PROJEKTU:

Najpopularniejszy hip-hopowy projekt profilaktyczny ruszył znowu w Polskę. Dotychczas Rymcerze dotarli do ponad 400 tysięcy młodych ludzi. Dzięki wsparciu Funduszu Sprawiedliwości, raperzy poprowadzą 500 bezpłatnych spotkań do końca 2023 roku. 60 odbędzie się w tym roku, a w kolejnych latach 110 rocznie. Przedstawiciele m.in. szkół, ośrodków wychowawczych i domów dziecka mogą zgłosić swoją placówkę do udziału w projekcie poprzez formularz na stronie www.rymcerze.pl. - Sami wiele przeżyliśmy i wiemy jak trudny start mają niektórzy. Często młodzi muszą zmierzyć się z rozwodem rodziców, uzależnieniami i przemocą. Motywujemy ich do wybrania dobrej drogi, do odpowiedzialności za swoją przyszłość – wyjaśnia Bęsiu z zespołu Rymcerze.

Honorowymi patronami projektu zostali Minister Sprawiedliwości oraz Rzecznik Praw Dziecka. Ambasadorami kampanii „Nie zmarnuj swojego życia” są znani aktorzy m.in. Maciej Musiał, Marcin Kwaśny, sportowcy Jerzy Dudek i Tomasz Adamek oraz wokalista amerykańskiego zespołu “P.O.D” - Sonny Sandoval.

Kim są Rymcerze? To popularny zespół rapowy z pozytywnym przekazem. Ich pierwszy album pt. „Nie zmarnuj swojego życia” zadebiutował na 3. miejscu wśród najlepiej sprzedających się płyt w Polsce. Raperzy Bęsiu i Dj Yonas (Rymcerze) docierają z projektem do młodzieży w szkołach w całej Polsce i za granicą promując dobre postawy, wartości, właściwe wybory. Zachęcają do rozwijania siebie. Przestrzegają przed używkami i marnowaniem życia.

Zobacz teledysk:

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem