Reklama

Stalowa Wola - symbol dla robotników wczoraj i dziś

Z bp. Edwardem Frankowskim z Sandomierza rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 12/2009, str. 18-19

Bożena Sztajner

Ks. Inf. Ireneusz Skubiś: - Księże Biskupie, „strajk”, „manifestacja” - to słowa, które brzmią jak hasła końca minionej na szczęście niesławnej pamięci epoki. Jakie znaczenie niosły one ze sobą dla Biskupa i Pasterza? Jak Ksiądz Biskup ocenia pod względem moralnym to wszystko, co działo się w latach 80. ubiegłego wieku?

Bp Edward Frankowski: - W latach 80. nie byłem jeszcze biskupem, byłem proboszczem w Stalowej Woli. To był czas, kiedy w kraju panowała wszechwładnie władza komunistyczna, która o wszystkim decydowała i dążyła do upartyjnienia wszystkiego. Marksizm i leninizm był jej religią, a konsekwencją - wrogi stosunek do Kościoła, jego hierarchii i kapłanów, do wszelkich przejawów życia religijnego. Największą siłą, która ją wspierała, był, oczywiście, Związek Radziecki - jak głosiła komunistyczna propaganda - ostoja pokoju i socjalizmu. Skutkiem takiej władzy był strach, brak swobody wypowiedzi oraz bieda, która kontrastowała z przywilejami partyjnymi. To powodowało duże napięcia, a w końcu protesty, najpierw pojedyncze, w małych grupkach, a potem na większą skalę. W czerwcu 1976 r. w Stalowej Woli za taki strajk zwolniono dyscyplinarnie z pracy kilku pracowników.
Od lat 50. w Stalowej Woli trwały starania o budowę nowego kościoła. Komuniści czynili jednak wszystko, żeby nie dopuścić do jego budowy. Wówczas tylko na takich społecznych odwilżach trochę zyskiwano, i tak też uzyskano pozwolenie na budowę kościoła. Budowa trwała jednak 3 lata i znów zatrzymano ją na 10 lat. Był to dla ludzi widoczny znak łamania ich praw przez system komunistyczny. Przez te 10 lat trwała, oczywiście, intensywna propaganda, żeby ludzi przekonać, by nie myśleli o Kościele, by zarzucili zamysł budowy świątyni. I przyszedł 4 listopada 1973 r., kiedy ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła poświęcił kościół Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli.
To był moment przełomu w atmosferze przygnębienia, buntu, złości - ogromna radość wyzwolona w ludziach, że po latach utrudnień ze strony komunistów mają wreszcie swój, poświęcony już kościół. Ta świątynia jest dla nas symbolem walki systemu komunistycznego z Kościołem i jego zwycięstwa. W tej świątyni swoją siłę w dążeniu do wolnej, suwerennej Polski czerpała „Solidarność”. Ten kościół wpisał się w walkę o wolność, chleb, pracę, o wszystkie wartości chrześcijańskie, które były deptane przez komunistów.
Strajk - według nauki społecznej Kościoła - to wspólne przerwanie pracy dokonane przez pracowników w celu wymuszenia poprawy warunków pracy i warunków socjalno-bytowych. Mówi o tym Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen gentium” (n. 68). Kiedy występują konflikty gospodarczo-społeczne, należy dokładać starań, ażeby rozwiązywać je ugodowo. Jednak przerwanie pracy celem obrony swoich praw i spełnienia słusznych żądań pracowników może się okazać nieodzownym, choć ostatecznym środkiem. Kościół uważa, że strajk jest metodą moralnie dopuszczalną, chociaż powinna być ona stosowana w ostateczności. Usprawiedliwieniem zastosowania strajku jest wspólne dobro społeczne i gospodarcze, sprawiedliwość i miłość społeczna, miłość bliźniego. Zatem - pod odpowiednimi warunkami i we właściwych granicach strajk jest dopuszczalny. Oczywiście, według nauki społecznej Kościoła, nie wolno nadużywać strajków do rozgrywek politycznych.
15 sierpnia 1980 r. w telegramie do kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, Ojciec Święty Jan Paweł II napisał: „Modlę się, aby Episkopat Polski ze swym Prymasem, zapatrzony w Tę, która dana jest ku obronie naszego narodu, mógł również i tym razem pomóc temu narodowi w ciężkich zmaganiach o chleb powszedni, o sprawiedliwość społeczną i zabezpieczenie jego nienaruszalnych praw do własnego życia i rozwoju”. Ojciec Święty powtórzył te słowa, kiedy przybyła do niego delegacja „Solidarności” w styczniu 1981 r. Znamy 21 postulatów strajkujących załóg - przede wszystkim wolne związki zawodowe, prawo do strajków, zabezpieczenie strajkujących, przywrócenie zwolnionych do pracy i wyrzuconych studentów - na studia, działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej. To była troska o wspólne dobro. Robotnicy bardziej troszczyli się o dobro narodu i ojczyzny niż rządzący i dali przykład tej troski. Władza komunistyczna miała wtedy do dyspozycji telewizję, radio, prasę, a społeczeństwo mogło tylko pisać na murach hasła wolnościowe. W Stalowej Woli m.in. takie: „Tylko solidarność i cierpliwość zapewni nam zwycięstwo”. Pod domem partii zaś napisano: „Pod partii przewodem rząd morzy nas głodem”. Oczywiście, potem była też prasa podziemna, ulotki, a kiedy zaczęło się w Gdańsku - i w Stalowej Woli były te same działania. Już w 1980 r. zawiozłem do Krajowej Komisji „Solidarności” wszystkie dokumenty, aby zarejestrować NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola. Ci ludzie przy naszym kościele znajdowali swój azyl i pomoc, jaka była im wtedy potrzebna.

- Dzisiaj także Polacy coraz częściej mówią: dzieje się nam krzywda. Dzieje się ona Polsce, bo została wprowadzona w błąd, bo na arenie międzynarodowej zostało przegranych wiele spraw: podejmowane były decyzje, które doprowadziły do rozpadu polskiej gospodarki, banków i własności - właściwie polska gospodarka nie istnieje; nie jesteśmy także traktowani równo w Unii Europejskiej. Dzisiaj znów pojawiają się słowa: „strajk”, „manifestacja”. Czy jest jakieś podobieństwo wołania o ludzkiej krzywdzie, biedzie i niedoli w latach 80. i dzisiejszego wołania Stalowej Woli czy Warszawy?

- Jest duże podobieństwo, bowiem pracownicy naszej huty mają poczucie, że to oni swoim wielkim wysiłkiem nie tylko zbudowali hutę, ale ją rozwinęli, tymczasem dzisiaj dowiadują się, że poszczególne jej zakłady są w stanie upadłości. Chodzi już nie tylko o wynagrodzenie, warunki socjalne, ale o to, co jest chyba najgorsze, że człowiek w sile wieku bez jego własnej winy, zostaje zwolniony z pracy tylko dlatego, że władze zakładu i kraju źle rządzą. I ci, którzy są winni, nie ponoszą za to żadnej kary, natomiast cały ciężar przemian, w tym złym znaczeniu, ponoszą robotnicy. Napięcie społeczne wzmaga się, bo z jednej strony właściciele przedsiębiorstw i firm tworzą kapitalizm oligarchiczny, powołując się na liberalnych ideologów, którzy głoszą uporczywie, że niewidzialna ręka wszystko nam w gospodarce rozwiąże, a okazuje się, że wolnego rynku jako takiego nie ma, bo powstały potężne koncerny, które o nim decydują. Wydaje się więc, że w sytuacji, gdy potężne koncerny niejako pochłaniają zakłady czy przedsiębiorstwa mniejsze czy średnie, mówią z pogardą o związkach zawodowych, o ich roli w przedsiębiorstwie, o robotnikach, którzy chcą założyć związki, a nawet zwalniają takich z pracy - powinno interweniować państwo. Lecz ono nie interweniuje. Na konto kryzysu władze składają wszystkie swoje zaniedbania, błędy, a nawet defraudacje, jakie zaistniały. Tymczasem sytuacja materialna pracowników i ich rodzin pogarsza się, stają oni w obliczu nowych cięć, zwolnień, podwyżek cen środków do życia. Coraz wyraźniejsza jest więc frustracja i coraz większa eskalacja tego konfliktu. Jesteśmy zbulwersowani takim beztroskim stosunkiem do ludzi pracy. Podejmowane działania zaskakują, nie są z nikim uzgadniane, wspólnie przemyślane, nie ma wspólnego przeciwstawienia się problemowi - jest tylko pogarda wobec związkowców, sterowana medialnie, przy całkowitym braku znajomości prawdy o sytuacji polskich rodzin. Liczą się już nie polskie racje społeczne i ekonomiczne, ale racje tych, którzy na kryzysie chcą zbić swój własny kapitał, także ten polityczny, prowadząc kampanie wyborcze.
Pod wieloma więc względami dzieje się wielka niesprawiedliwość i krzywda, którą ludzie przeżywają, i dlatego wychodzą, protestują, ogłaszają strajk.

- Właściwie, czy ludzie nie są sami winni takiego stanu rzeczy? Przecież mieliśmy wolne wybory. Kto jest winien temu, że Polakom dzieje się dziś tak źle, że są zwalniani z pracy, że nie mogą związać przysłowiowego końca z końcem, że martwią się o los swój i przyszłość swoich dzieci? Świat jest bogaty, szuka coraz to nowszych, lepszych rozwiązań - dlaczego w Polsce jest tyle rozpaczy, biedy, niedożywienia? Kto jest temu winien?

- Przede wszystkim rządzący, oni ponoszą najwięcej winy, gdyż mają w rękach środki do prowadzenia gospodarki, mają odpowiednią politykę, która powinna służyć dobru wspólnemu, dobru narodu. Powinni zdawać sobie sprawę z tego, że rządzić to znaczy służyć. Nieudolność rządzących zauważamy od samego początku przemian. Wiele złego uczyniła już gruba kreska - kiedy nie zdecydowano się na dekomunizację i lustrację i do jednego worka wrzucono kata i ofiarę, nie pociągnięto do odpowiedzialności tych, którzy wyrządzili tyle krzywdy, a przynajmniej nie odsunięto ich od władzy, jak to zrobiono w innych krajach. To nie naród tak zdecydował, tylko władze, które miały w rękach media. Media wykorzystano do manipulowania społeczeństwem, do okłamywania. Istniejące media były w większości laickie, mocno upolitycznione, służące rządzących czy też kierujących się własnym interesem międzynarodówek.
Naród został oszukany, kiedy zniechęcono go, żeby nie poszedł do referendum uwłaszczeniowego. To była jedyna okazja, żeby majątek wypracowany w pocie czoła za głodowe pensje podzielić tak, by każdy miał swój udział, swoją własną dywidendę. Żeby można było przystępować do tworzenia różnych małych i średnich przedsiębiorstw. Z pewnością zapobiegłoby to strasznej degradacji, jaką niesie ze sobą bezrobocie, zapobiegłoby okrutnej polaryzacji społeczeństwa na biedaków i bogaczy, dałoby możliwość stworzenia warstwy średniej, która miałaby możliwość połączenia kapitału dla dobra narodu. Byłaby wówczas szansa na równowagę gospodarczą, a więc jakaś nadzieja dla narodu. Tymczasem naród nasz został tego pozbawiony, został wywłaszczony, uwłaszczyła się natomiast nomenklatura, zagarniając majątek, który należał się narodowi.
Poza nieudolnością rządzących jest więc i to drugie źródło obecnego niezadowolenia, konfliktu, gniewu ludu: ludzie wiedzą, że zostali oszukani. I wydaje się, że cały czas idzie o to samo, co kiedyś - żeby ludzie jak najmniej się łączyli, jak najmniej byli zorganizowani i jak najmniej mogli decydować o losie swojego domu ojczystego.

- Istnieje zatem w Polsce wielki problem manipulacji, w tym medialnej, która kieruje w kraju polityką ideową, a więc i informacją. Efekt jest taki, że mamy dziś poczucie wielkiej społecznej niesprawiedliwości.

- Tak jest. W sytuacji, jaka dziś zaistniała, w mediach liczy się nie prawda, lecz show medialny. Wydaje się, że chodzi o to, by odciągać uwagę obywateli od spraw zasadniczych, najbardziej podstawowych i skierować na sprawy drugo-, a nawet dziesięciorzędne, jakieś chore, urojone sensacje. Brakuje dialogu społecznego. Między rządzącą władzą polityczną, związkami zawodowymi i społeczeństwem nie ma rzetelnych, opartych na prawdzie, kontaktów twórczych. Nawet tak ważne sprawy, jak szkolnictwo, nauka, coraz rzadziej trafiają na łamy prasy, na ekrany telewizyjne czy fale radiowe. Te sprawy są prawie niezauważane. Natomiast problemy niewarte, by się nimi zajmować, bez przerwy są nam podrzucane. I to jest główna przyczyna tego stanu rzeczy: naród został okradziony z prawdy i w dalszym ciągu jest okradany - z prawdy i z godności. Tylko wtedy możemy wzrastać w wolności, gdy będziemy znać prawdę: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Bez prawdy nie ma wolności.

- Może jeszcze słowo o mediach publicznych, bo jesteśmy świadkami zamachu na nie...

- Media publiczne mają na celu sprawy publiczne, a więc ważne dla całego społeczeństwa. Muszą patrzeć szeroko i szukać przyczyn oraz sposobów zaradzenia nabrzmiałym publicznym problemom. Usunięcie tych mediów służy upartyjnieniu całego rynku medialnego, a więc także informacji, czyli de facto służy tylko rządzącym, ich egoistycznym celom i jeszcze większej manipulacji. To byłaby prawdziwa tragedia.

- Kościół i instytucje kościelne starają się wchodzić w kwestie dotyczące ludzkiej biedy. Czy Kościół jest w stanie znacząco ludziom ulżyć?

- Kościół czyni w tym względzie bardzo dużo, głównie za pomocą Caritas Polska i Caritas diecezjalnych. Nasza diecezja - sandomierska ma pięknie rozwiniętą Caritas. Przykładem jej szybkiego reagowania na zaistniałe w naszej społeczności potrzeby jest choćby inicjatywa abp. Andrzeja Dzięgi, dotychczasowego naszego ordynariusza, który ustanowił tzw. fundusz interwencyjny dla rodzin, które z powodu zwolnień z pracy znajdują się w sytuacji krytycznej. Społeczna praca Kościoła jest godna najwyższego uznania. Dzisiaj nawet ci, którzy są z dala od Kościoła, muszą przyznać, że tylu inicjatyw Kościoła podejmowanych przez Caritas dotychczas nie było. Oczywiście, zawsze może być jeszcze lepiej. Kryzys, na który dziś wszyscy się powołują, spowodował też całkiem nowe sytuacje. Będziemy to analizować, zastanawiać się, w jaki sposób stanąć przy ludziach. W związku ze zwalnianiem ludzi z pracy w Hucie Stalowa Wola, z ogłoszeniem upadłości poszczególnych firm, ogłosiliśmy także powszechną modlitwę w intencji osób zwalnianych z pracy, o ratunek dla zagrożonych, dla huty, dla miasta. W tej wielkiej modlitwie, która miała formę Drogi Krzyżowej, wzięło udział ok.10 tys. osób, co przeszło nasze najśmielsze przewidywania. Nikt nie przypuszczał, że aż taka rzesza zgromadzi się o godz. 18 i że aż do 23 (5 godzin!) będą szli ulicami miasta; rzesza ta nie malała, ale wciąż wzrastała. Stacje Drogi Krzyżowej były przygotowane przez ludzi, przeżywali to nabożeństwo, gromko śpiewając - widać było, że z serc wydobywa się potężna modlitwa z nadzieją, że Matka Najświętsza przyjdzie z pomocą i Chrystus zakróluje w miejscach, gdzie są zagrożeni w swoim bycie przez utratę pracy.

- Czy Ekscelencja, jako biskup i duszpasterz, nie widzi potrzeby, żeby pasterze Kościoła częściej zabierali głos w sprawach społecznych, żeby wygłaszali swoje opinie na temat aktualnej sytuacji w kraju?

- Taka była tradycja Kościoła w Polsce, tak czynił kard. Stefan Wyszyński i poszczególni biskupi, m.in. abp Ignacy Tokarczuk. Przede wszystkim przewodził nam wspaniały Ojciec Święty Jan Paweł II. Mnogość jego wypowiedzi o sprawach społecznych to dla nas wzór. Dlatego myślę, że skoro te problemy społeczne są coraz bardziej napięte i coraz ich więcej, to powinien być też coraz częstszy i mocniejszy głos Kościoła w jego nauce społecznej. A przede wszystkim powinniśmy upowszechnić znajomość „Kompendium katolickiej nauki społecznej” - żeby wszyscy byli świadomi, jakie są ich prawa i obowiązki.

- Widzieliśmy w Telewizji Trwam, jak Ekscelencja spotykał się z robotnikami Huty Stalowa Wola. Czy nie sądzi Ksiądz Biskup, że takie inicjatywy trzeba upowszechniać?

- Takie doświadczenia powinniśmy łączyć. Trzeba też ożywić spotkania duszpasterzy ludzi pracy. To duszpasterstwo dziś jakby trochę przygasło. Tymczasem powinna to być stała praktyka Kościoła katolickiego, szczególnie w Polsce, mającej wzór sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Po dzień dzisiejszy jego słowa i czyny są dla nas światłem. Dlatego bezwzględnie powinniśmy odnowić duszpasterstwo ludzi pracy, równocześnie powinny ukazywać się publikacje na ten temat na łamach czasopism katolickich, powinno się o tym mówić odważniej, śmielej i bardziej konstruktywnie. Oczywiście, duszpasterze winni być na bieżąco dokładnie i kompetentnie informowani o całej sytuacji, by skuteczniej pomagać.
Obecność Kościoła w takich trudnych sytuacjach jest niezmiernie ważna, bo wtedy wiadomo, że nie ma szukania interesów i okłamywania, że problemy są rozwiązywane rzetelnie i uczciwie.

Reklama

Podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości: nie będzie nigdy naszej zgody na deprawację

2019-10-17 18:06

lk / Warszawa (KAI)

Są zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, czyli mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości. Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony nie ma i nigdy nie będzie zgody na deprawację, instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne – powiedział w czwartek Marcin Romanowski, podsekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości podczas konferencji „Małżeństwo jako optymalna forma profilaktyki problemów społecznych”, zorganizowanej przez Fundację Mamy i Taty w Domu Handlowym "Mysia 3" Warszawie.

Brian Jackson/fotolia.com

Przemawiający w zastępstwie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przedstawiciel resortu podkreślił, że rodzina zapewnia człowiekowi bezpieczeństwo i miłość oraz trwanie wspólnoty, jest siłą pokoleń współczesnych, ale też mądrością pokoleń, które minęły i nadzieją pokoleń, które nadejdą w przyszłości.

Jak stwierdził, w tym obszarze każde pokolenie ma swoje wyzwania, a jedno ze współczesnych wyzwań dotyczy „antykultury rozwodu” a „fałszywie rozumiany indywidualizm i liberalizm wpływa na funkcjonowanie rodziny”.

- Z drugiej strony są też zagrożenia związane z rozprzestrzeniającą się ideologią LGBT, a więc mniejszością, która próbuje narzucić swoje poglądy i sposób życia większości, promując de facto deprawację i antywartości, z którymi musimy się zmagać i im się przeciwstawiać – dodał wiceminister Romanowski.

- Mogę zapewnić w imieniu całego zespołu ministerstwa sprawiedliwości, że z naszej strony niewątpliwie nie będzie i nie ma na to zgody. Od nas będziecie mieli państwo zawsze wsparcie w tych staraniach, aby dbać o rodzinę, o regulacje dotyczące rodziny. Liczymy też na wasze wsparcie, abyśmy wspólnie mogli wspierać rodzinę jako najważniejszą komórkę społeczną i jako siłę pedagogiczną. Na pewno nie będzie nigdy naszej zgody na tę deprawację, którą się proponuje przez funkcjonowanie „Latarników”. Myślę, że nie trzeba tu specjalnie rozwijać tego, że na instytucjonalizację związków partnerskich czy adopcję dzieci przez związki homoseksualne nigdy nie będzie zgody. To jest po prostu kwestia wartości – wyjaśnił.

To, co proponuje ideologia LGBT, to propozycja „nowego człowieka” – mówił dalej przedstawiciel resortu sprawiedliwości. - Nie ma naszej zgody na tego typu zmiany. Wartości, na których nasza tradycja, kultura i społeczeństwo było budowane – tradycja grecka i rzymska oraz chrześcijańskie wartości godności człowieka – to jest system aksjologiczny, który chcemy bronić i o który chcemy się troszczyć – powiedział Marcin Romanowski.

Marek Grabowski, prezes Fundacji Mammy i Taty zaznaczył, że ministerstwo sprawiedliwości jest jednym z głównych ośrodków, który rozumie, jak ważne jest nie tylko zapobieganie temu, co już się wydarzyło w rodzinie, ale też jak ważna jest profilaktyka sytuacji w rodzinie oraz wspieranie rodzin i małżeństw w kryzysie.

Jego zdaniem, do tej pory zapobieganie problemom społecznym w rodzinach niemal nie funkcjonowało w polskiej rzeczywistości, tymczasem właśnie działania profilaktyczne przekładają się nie tylko na dobrobyt ekonomiczny całych rodzin, ale i na osobiste szczęście jednostek, nieprzeliczalne na żadną walutę.

- Zwykło się mówić, że wiara i rodzina to prywatna sprawa, natomiast my staramy się dążyć do tego, aby wyciągnąć pomocną dłoń do tych, którzy mają problem, bo z kryzysem zmaga się każde małżeństwo – mówił o działalności Fundacji Mamy i Taty Marek Grabowski. Dodał, że wprawdzie dzięki programom społecznym poprawiła się w ostatnich latach sytuacja ekonomiczna polskich rodzin, jednak w wielu rodzinach małżonkowie nie radzą sobie z narastającą presją psychiczną związaną z tempem życia i problemami zawodowymi.

Prof. dr hab. Ewa Nowicka-Rusek, antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego opowiedziała o różnych modelach rodziny i małżeństwach w kulturach na świecie. Jak stwierdziła, nie istnieje kultura bez jakiejś formy względnie stabilnego lub bardzo stabilnego związku mężczyzny i kobiety. Nie ma też społeczeństw, które nie znałyby takiej wspólnoty społecznej jak rodzina

Człowiek jest zarówno istotą biologiczną, jak i kulturową. To oznacza, że nie byłoby mu łatwo dojść do wieku dojrzałego bez całego systemu opieki, który zaczyna się z chwilą jego przyjścia na świat. Każda kultura ludzka to kultura, w której jednemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek. Dziecko nie jest w stanie samo się wychować i dojść do momentu usamodzielnienia.

Badaczka kultur rdzennych ludności na obrzeżach Europy i Azji zaznaczyła, że formy opieki realizowanej przez rodzinę może być w różnych społeczeństwach odmienne, ale nie ma takiej kultury, w której by opieka nad dzieckiem małym i dorastającym nie istniała.

Psycholog dr Szymon Grzelak poruszył zagadnienie trwałości małżeństwa w świetle opracowanego przez siebie modelu profilaktyki zintegrowanej. Jego celem jest zapobieganie problemom w relacjach małżeńskich (i szerzej wewnątrzrodzinnych) poprzez analizę wzajemnych zależności między tymi problemami i znalezienie rozwiązań sytuacji kryzysowych.

Grzelak wymienił cztery aspekty współczesnej polskiej racji stanu. Jest to ochrona dzieci przed demoralizacją, duża dzietność, zapobieganie masowej emigracji młodych ludzi oraz trwałość i jakość małżeństw i rodzin.

Jego zdaniem, co wynika także z badań przeprowadzonych przez jego współpracowników, wśród dorastających Polaków jest dużo optymizmu w kwestii planów na przyszłość. Aż 78 proc. 13-latków chce mieć w wieku 30 lat żonę lub męża oraz założyć rodzinę.

Jak podnieść jakość i trwałość małżeństw w przyszłości? Zdaniem psychologa, decyduje o tym tzw. siedem dźwigni stanowiących strategię skutecznej profilaktyki. Trzeba m.in. kierować uwagę na to, co dobre, a o problemach i profilaktyce myśleć w sposób zintegrowany. W budowaniu właściwych relacji nie można pomijać wartości i marzeń odpowiednio samych małżonków i np. młodych ludzi, którzy kiedyś nimi będą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek na dzień misyjny: bez Jezusa Chrystusa nie ma braterstwa i jedności rodzaju ludzkiego (dokumentacja)

2019-10-18 16:47

tłum. o. Stanisław Tasiemki OP (KAI) / Watykan

„Bez Boga Jezusa Chrystusa wszelka różnica sprowadza się do piekielnego zagrożenia, uniemożliwiając jakąkolwiek braterską akceptację i owocną jedność rodzaju ludzkiego” – napisał Ojciec Święty w orędziu na Światowy Dzień Misyjny, który obchodzony jest w trzecią niedzielę października. W roku 2019 przypadnie on 20 października, zaś cały ten miesiąc został przez papieża ogłoszony Nadzwyczajnym Miesiącem Misyjnym. Hasłem zarówno miesiąca, jak i dnia misyjnego są słowa „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa w misji na świecie”.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiego Orędzia w tłumaczeniu na język polski:

„Ochrzczeni i posłani:

Kościół Chrystusa w misji na świecie”.

Drodzy bracia i siostry,

Poprosiłem cały Kościół o przeżywanie w październiku 2019 r., nadzwyczajnego okresu aktywności misyjnej, aby uczcić setną rocznicę ogłoszenia Listu Apostolskiego „Maximum illud” Papieża Benedykta XV (30 listopada 1919 r.). Prorocza dalekowzroczność jego propozycji apostolskiej potwierdziła, jak ważne jest dzisiaj odnowienie pracy misyjnej Kościoła, ewangeliczne przekwalifikowanie jego misji głoszenia Ewangelii i zaniesienie światu zbawienia Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał.

Tytuł tego orędzia jest taki sam jak temat obchodzonego w październiku Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego: „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa w misji na świecie”. Obchody tego miesiąca pomogą nam przede wszystkim w ponownym odkryciu misyjnego znaczenia naszego przylgnięcia wiary do Jezusa Chrystusa, wiary darmo otrzymanej jako dar w sakramencie Chrztu św. Nasza synowska przynależność do Boga nigdy nie jest aktem indywidualnym, ale zawsze kościelnym: z komunii z Bogiem Ojcem i Synem i Duchem Świętym rodzi się nowe życie razem z wieloma innymi braćmi i siostrami. A to Boże życie nie jest produktem na sprzedaż - nie uprawiamy prozelityzmu - lecz bogactwem, które trzeba dawać, przekazywać, głosić: takie jest znaczenie misji. Darmo otrzymaliśmy ten dar i darmo się nim dzielimy (por. Mt 10,8), nie wykluczając nikogo. Bóg chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni dzięki poznaniu prawdy i doświadczeniu Jego miłosierdzia, dzięki Kościołowi, który jest powszechnym sakramentem zbawienia (por. 1 Tm 2, 4; 3, 15; II SOBÓR WATYKAŃSKI, Konst. dogm. „Lumen gentium”, 48).

Kościół wypełnia swą misję w świecie: wiara w Jezusa Chrystusa daje nam właściwą miarę wszystkich rzeczy, sprawiając, że postrzegamy świat oczyma i sercem Boga. Nadzieja otwiera nas na odwieczną perspektywę życia Bożego, w którym naprawdę uczestniczymy; miłość, której przedsmak mamy w sakramentach i miłości braterskiej, pobudza nas do pójścia aż na krańce ziemi (por. Mi 5,3; Mt 28,19; Dz 1,8; Rz 10,18). Kościół wychodzący aż na najodleglejsze krańce wymaga stałego i nieustannego nawrócenia misyjnego. Iluż świętych, ile kobiet i mężczyzn wiary daje nam świadectwo, ukazuje nam jako możliwą i wykonalną ową nieograniczoną otwartość, to miłosierne wyjście jako przynaglający impuls miłości i właściwą jej logikę daru, ofiary i bezinteresowności (por. 2 Kor 5, 14) -21)! Trzeba, aby ten, kto głosi Boga, był mężem Bożym (por. List ap. „Maximum illud”).

Jest to nakaz, który dotyczy nas bardzo bezpośrednio: zawsze jestem misją; zawsze jesteś misją; każda ochrzczona i każdy ochrzczony jest misją. Ten kto, miłuje wyrusza w drogę, jest pobudzony, by wyjść ze swoich ograniczeń, jest pociągnięty i pociąga, daje siebie drugiemu i nawiązuje relacje rodzące życie. Nikt nie jest bezużyteczny i nieistotny dla Bożej miłości. Każdy z nas jest misją w świecie, ponieważ jest owocem Bożej miłości. Nawet gdyby mój ojciec i moja matka zdradzili miłość kłamstwami, nienawiścią i niewiernością, Bóg nigdy nie wycofuje się z daru życia, od zawsze przeznaczając każde ze swoich dzieci do swego życia Boskiego i wiecznego (por. Ef 1, 3-6).

To życie jest nam przekazane w Chrzcie św., który daje nam wiarę w Jezusa Chrystusa, zwycięzcę grzechu i śmierci, odradza nas na obraz i podobieństwo Boga i włącza nas w ciało Chrystusa, którym jest Kościół. W tym sensie chrzest jest naprawdę konieczny do zbawienia, ponieważ zapewnia, że w domu Ojca jesteśmy synami i córkami, zawsze i wszędzie, a nigdy sierotami, obcymi czy niewolnikami. To, co u chrześcijanina jest rzeczywistością sakramentalną – której spełnieniem jest Eucharystia – jest zawsze powołaniem i przeznaczeniem każdego mężczyzny i każdej kobiety w oczekiwaniu na nawrócenie i zbawienie. Chrzest jest bowiem wypełnioną obietnicą Boskiego daru, który czyni człowieka synem w Synu. Jesteśmy dziećmi naszych rodziców naturalnych, ale w chrzcie otrzymujemy pierwotne ojcostwo i prawdziwe macierzyństwo: nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę (por. św. Cyprian, „De catholicae unitate Ecclesiae”: PL 4, 503 A).

Tak więc w ojcostwie Boga i macierzyństwie Kościoła zakorzeniona jest nasza misja, ponieważ w chrzcie zawarte jest posłanie wyrażone przez Jezusa w nakazie paschalnym: jak Mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam pełnych Ducha Świętego dla pojednania świata (por. J 20,19-23; Mt 28,16-20). To posłanie należy do obowiązków chrześcijanina, aby nikomu nie zabrakło głoszenia jego powołania do stawania się przybranym dzieckiem, pewności jego godności osobistej i przyrodzonej wartości każdego życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej jego śmierci. Rozprzestrzeniająca się sekularyzacja, w której dokonuje się pozytywne i kulturowe odrzucenie Bożego ojcostwa w naszej historii, uniemożliwia jakiekolwiek autentyczne powszechne braterstwo, wyrażające się we wzajemnym szacunku dla życia każdego człowieka. Bez Boga Jezusa Chrystusa wszelka różnica sprowadza się do piekielnego zagrożenia, uniemożliwiając jakąkolwiek braterską akceptację i owocną jedność rodzaju ludzkiego.

Powszechne przeznaczenie do zbawienia oferowane przez Boga w Jezusie Chrystusie skłoniło Benedykta XV, by wymagać przezwyciężenia wszelkiego zamknięcia nacjonalistycznego i etnocentrycznego, wszelkiego przemieszania głoszenia Ewangelii z potęgami kolonialnymi, z ich interesami gospodarczymi i wojskowymi. W swoim liście apostolskim „Maximum illud” papież przypomniał, że Boska powszechność misji Kościoła wymaga porzucenia wyłącznej przynależności do swej ojczyzny i grupy etnicznej. Otwarcie kultury i wspólnoty na zbawczą nowość Jezusa Chrystusa wymaga przezwyciężenia wszelkich nieuzasadnionych introwersji etnicznych i kościelnych. Także i dzisiaj Kościół nadal potrzebuje mężczyzn i kobiet, którzy na mocy swego chrztu szczodrze odpowiedzą na wezwanie do opuszczenia swoich domów, rodzin, ojczyzny, języka, swego Kościoła lokalnego. Są posłani do pogan, do świata jeszcze nie przekształconego przez sakramenty Jezusa Chrystusa i Jego świętego Kościoła. Głosząc Słowo Boże, dając świadectwo Ewangelii i celebrując życie Ducha Świętego, wzywają do nawrócenia, chrzczą i ofiarowują chrześcijańskie zbawienie w poszanowaniu osobistej wolności każdego, w dialogu z kulturami i religiami ludów, do których są posłani. Missio ad gentes, zawsze dla Kościoła niezbędna, przyczynia się zatem w sposób fundamentalny do stałego procesu nawrócenia wszystkich chrześcijan. Wiara w Paschę Jezusa, kościelne posłanie chrzcielne, wyjście geograficzne i kulturowe ze swoich ograniczeń oraz ze swego domu, potrzeba zbawienia od grzechu i wyzwolenie ze zła osobistego i społecznego domagają się misji, aż po najdalsze krańce Ziemi.

Opatrznościowa zbieżność z obchodami Synodu Specjalnego o Kościołach w Amazonii każe mi podkreślić, że misja powierzona nam przez Jezusa wraz darem Jego Ducha jest wciąż aktualna i konieczna także dla tych ziem i ich mieszkańców. Odnowiona Pięćdziesiątnica otwiera na oścież drzwi Kościoła, aby żadna kultura nie była zamknięta sama w sobie, a żaden lud nie był odizolowany, lecz otwarty na powszechną komunię wiary. Niech nikt nie będzie zamknięty w swoim własnym „ja”, w autoreferencyjności swej przynależności etnicznej i religijnej. Pacha Jezusa przełamuje wąskie granice światów, religii i kultur, wzywając je do wzrastania w szacunku dla godności mężczyzny i kobiety, do coraz pełniejszego nawrócenia na Prawdę Zmartwychwstałego Pana, który daje wszystkim prawdziwe życie.

Przypominam sobie w tym względzie słowa papieża Benedykta XVI wypowiedziane na początku naszego spotkania biskupów latynoamerykańskich w Aparecidzie w Brazylii w 2007 r., słowa, które pragnę tu przywołać i uczynić własnymi: „Co oznaczało dla ludów Ameryki Łacińskiej i Karaibów przyjęcie wiary chrześcijańskiej? Oznaczało poznać i przyjąć Chrystusa, Boga nieznanego, którego ich przodkowie nieświadomie szukali w swych bogatych tradycjach religijnych. Chrystus był Zbawicielem – przedmiotem ich niewysłowionego pragnienia. Oznaczało to również przyjęcie w wodach chrztu życia Bożego, dzięki czemu stali się przybranymi dziećmi Boga; przyjęcie Ducha Świętego, który przybył, by natchnąć ich kultury, oczyszczając je i rozwijając liczne zalążki i nasiona, które Słowo wcielone w nich zaszczepiło, prowadząc je tym samym na drogi Ewangelii. [...] Słowo Boże, stawszy się ciałem w Jezusie Chrystusie, stało się zarazem historią i kulturą. Utopia, jaką byłoby wskrzeszenie religii przedkolumbijskich przez odizolowanie ich od Chrystusa i od Kościoła powszechnego, nie byłaby postępem, lecz regresem. W rzeczywistości byłoby to cofnięcie się do pewnego momentu dziejów, który należy już do przeszłości” (Przemówienie podczas sesji inauguracyjnej, 13 maja 2007, w: „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, n. 9(296)/2007, s. 36).

Maryi, naszej Matce powierzamy misję Kościoła. Zjednoczona ze swoim Synem, od momentu wcielenia Dziewica wyruszyła, dała się całkowicie wciągnąć w misję Jezusa, misję, która u stóp krzyża stała się także Jej misją: by współpracować jako Matka Kościoła w zrodzeniu w Duchu i w wierze nowych Bożych synów i córek.

Chciałbym zakończyć krótkim słowem na temat Papieskich Dzieł Misyjnych, zaproponowanych jako narzędzie misyjne już w „Maximum illud”. Papieskie Dzieła Misyjne wyrażają swą służbę na rzecz powszechności kościelnej jako globalna sieć, która wspiera papieża w jego zaangażowaniu misyjnym poprzez modlitwę, która jest duszą misji i miłością chrześcijan rozproszonych po całym świecie. Ich ofiara pomaga papieżowi w ewangelizacji Kościołów partykularnych (Dzieło Rozkrzewiania Wiary), w formacji miejscowego duchowieństwa (Dzieło św. Piotra Apostoła), w wychowaniu świadomości misyjnej dzieci całego świata (Dzieło Misyjne Dzieci) oraz w misyjnej formacji wiary chrześcijan (Papieska Unia Misyjna). Ponawiając moje wsparcie dla tych dzieł, życzę, aby Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w październiku 2019 r. przyczynił się do odnowienia ich służby misyjnej na rzecz mojej posługi.

Misjonarzom i misjonarkom oraz wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą, na mocy swego chrztu, w misji Kościoła, z serca posyłam moje błogosławieństwo.

Watykan, 9 czerwca 2019 r., Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem