Reklama

Czy wierzysz w ciał zmartwychwstanie?

Z dr. Lechem Szyndlerem rozmawiał Jan Ośko
Edycja warszawska (st.) 44/2002

O nieśmiertelności z dr. Lechem Szyndlerem, filozofem i teologiem, rozmawia Jan Ośko

JAN OŚKO: - Czy św. Piotr będzie obecny podczas Sądu Ostatecznego? Czy to możliwe, żeby ludzie sądzili wraz Chrystusem?

DR LECH SZYNDLER: - O udziale ludzi, zwłaszcza Apostołów, w Sądzie Ostatecznym, świadczą słowa Chrystusa z Ewangelii św. Mateusza: "Zaprawdę powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela" (19, 28). Dwanaście pokoleń oznacza nowy Izrael, czyli Kościół.
Sąd polega na ukazaniu prawdy o danym czynie, zarówno dobrym, jak i złym. Sąd Ostateczny będzie ukazaniem następstw działań ludzi, zarówno tych podejmowanych ze względu na miłość Boga, jak i z nienawiści do Niego. Będzie to okazja zrozumienia, jaki sens miały np. wszystkie wydarzenia dotyczące poszczególnych ludzi i całych zbiorowości, takich jak społeczeństwo, naród czy Kościół. Znając całą prawdę wydarzeń, zbawieni będą mieli więcej powodów do uwielbienia Boga, potępieni zaś w pełni będą rozumieć to, co odrzucili.

- Czy dusza w niebie nadal jest człowiekiem?

- Człowiek jest bytem zbudowanym z istnienia i istoty, ta zaś jest kompozycją duszy rozumnej i ciała. Śmierć niszczy ciało, pozostaje jednak dusza rozumna oraz istnienie. Po śmierci człowiek pozostaje nadal osobą ludzką, ma jednak niepełną, jakby wybrakowaną istotę, co zostanie naprawione przez zmartwychwstanie.

- Na czym polega życie wieczne z Bogiem?

- Polega ono na widzeniu istoty Boga, rozumieniu przez intelekt tego, kim jest Bóg i umocnieniu w Nim woli dzięki łasce nazywanej "światłem chwały". Samo widzenie Boga dotyczy władz duchowych człowieka, nie angażuje władz zmysłowych.
Zatem z jednej strony człowiek w wieczności, przed zmartwychwstaniem ciał, jest w pewnym sensie kaleki, z drugiej strony może, o ile nie ma innych przeszkód, cieszyć się widzeniem Boga zaraz po śmierci.

- Czym jest owo "światło chwały"?

- Jest to nadprzyrodzona, czyli dana przez Boga sprawność naszego intelektu rozumienia istoty Boga i Jego wewnętrznego życia, którym są Trzy Osoby Boskie. Poznanie to obejmuje jednocześnie wszystko, co Bóg dla nas uczynił, a więc: stworzenie, objawienie, wreszcie całą aktywność Kościoła jako wspólnoty osób powiązanych z Bogiem przez Chrystusa i scalonych Duchem Świętym.

- Wiadomo, że w niebie "nie będą się ani żenić ani za mąż wychodzić". Jakie więc tam będą relacje między ludźmi?

- Niebo jest stanem, w którym znajdują się ludzie zbawieni, czyli powiązani z Bogiem przez łaskę. Jest to zatem stan szczęścia wiecznego, który polega na nieutracalnej obecności Trzech Osób Boskich i tych ludzi, którzy razem z Chrystusem stanowią Kościół. Relacje między tymi wszystkimi osobami można najkrócej nazwać miłością. Nie chodzi jednak tylko o samo uczucie miłości, lecz przede wszystkim o zaangażowanie w tę relację wszystkich władz człowieka, także intelektu i woli, które na miarę posiadanej mądrości będą wyznaczać szczegółowe odniesienia do innych osób. Niebo wobec tego można określić jako stan pełnej harmonii z Bogiem i innymi ludźmi. Nie oznacza to jednak, że będą wykonywane wszystkie działania właściwe człowiekowi. Nie dlatego, że nasza natura będzie upośledzona - będzie przecież odnowiona w całej swej integralności - lecz choćby dlatego, że nie będzie już dalszego rozmnażania się.

- Chce Pan powiedzieć, że człowiek będzie uboższy o przyjemności związane z małżeństwem?

- Tak - jeśli odnieść to do życia płciowego, na co wskazują słowa Chrystusa przywołane w poprzednim pytaniu. Nie - jeśli potraktować, co jest słuszniejsze, małżeństwo jako wspólnotę osób. Niebo jest przecież wspólnotą osób, które się kochają. Trzeba też pamiętać, że więź Chrystusa i Kościoła jest przyrównana do małżeństwa, zatem niebo jest utrwaleniem na wieki tego, co stanowi istotę małżeństwa, mimo iż nie będzie już pewnych znaków wyrażających tę więź.

- Wiele osób twierdzi, choćby w żartach, że wystarczy, gdy "załapią się do czyśćca". Czy jednak przebywanie w czyśćcu nie może okazać się gorsze od wszystkich znanych nam ziemskich utrapień?

- Czyściec jest swego rodzaju przygotowaniem do nieba jako do stałej obecności Boga. Jest to stan dusz pozbawionych ciała, które podlegają oczyszczeniu, czyli usprawnieniu, tak aby mogły poznawać Boga i zwracać się do Niego. Czyściec zatem dotyczy przede wszystkim intelektu i woli, a nie ciała. Na ziemi z kolei usprawnieniu, czyli wykształceniu i wychowaniu, podlega cały człowiek, jego wszystkie władze. Życie na ziemi jest ponadto "korzystniejsze", gdyż nasze przekształcenie jest związane z uzyskiwaniem zasług. Czyściec zaś jest tylko usuwaniem korzeni wad i ponoszeniem kar należnych za grzechy, bez uzyskiwania zasług.

- Czy oznacza to, że nieobecność Boga jest bardziej dotkliwa w czyśćcu niż na ziemi?

- Wbrew pozorom - nie. W czyśćcu bowiem człowiek nie ma ciała, nie ma władz zmysłowych, nie ma też uczuć, z którymi zwykle kojarzona jest tęsknota jako brak obecności. Na ziemi nasza tęsknota do Boga jest chroniona przez Najświętszy Sakrament, w którym jest cały Chrystus, ze swoim bóstwem i człowieczeństwem, który ożywia także nasze życie religijne jako Komunia św. Dodajmy jeszcze, że sprawowanie Najświętszego Sakramentu jest liturgią, czyli publicznym kultem Chrystusa i Kościoła, obejmującym wszystkie członki Kościoła, także te przebywające w czyśćcu. Dlatego też nasze ofiary i modlitwy mogą niejako skrócić przebywanie dusz czyśćcowych w tym stanie i szybciej doprowadzić je do oglądania Boga.

- Wyobraźmy sobie, że potępieni żałują za grzechy. Czy mają wówczas możliwość zmiany swojego położenia?

- Nie, ponieważ zarówno stan zbawienia, jak i stan potępienia są konsekwencją naszych wyborów. Albo wybieramy Boga, albo odwracamy się od Niego. Jedno i drugie jest nieodwracalne po śmierci.

- Co się dzieje, gdy potępieni żałują w piekle za grzechy? Czy w ogóle mogą za nie żałować?

- Stan piekła jest trwałym odrzuceniem Boga, nieustannym sprzeciwem wobec Niego. Żal za grzechy, jako gotowość poniesienia konsekwencji swoich działań, jest możliwy tu, na ziemi, podczas naszego życia. Gdy żałujemy za grzechy przed śmiercią, to swoistym "miejscem" odbywania kar za grzechy jest czyściec. Piekło takiej szansy nie daje. Wprawdzie w teologii prawosławnej jest obecna teoria apokatastazy, czyli ostatecznego powrotu wszystkich stworzeń, także tych mających duchową naturę, do Boga, lecz jest to teoria kwestionowana świadectwami Pisma Świętego i Tradycji, które jednoznacznie mówią o wieczności zarówno zbawienia, jak i potępienia, oraz o niemożliwości zmiany.

- Teoria "pustego piekła" jest bliska na przykład o. Władysławowi Hryniewiczowi.

- Odróżniłbym tu dwie sprawy. Pierwsza - to rzeczywistość piekła jako pewnego stanu, w którym znajdują się zarówno aniołowie, jak i ludzie. Nie jest to tylko bajka czy środek "pedagogii strachu", ale niebezpieczeństwo, o którym wielokrotnie wspomina się i w Starym, i w Nowym Testamencie. Druga kwestia - to sprawa, kto faktycznie jest potępiony. Zauważmy, że nie ma jednoznacznych stwierdzeń, kto z ludzi znajduje się w piekle. Sam pomysł "pustego piekła" można potraktować jako swoisty apel o pomoc dla innych ludzi, by uniknęli tego stanu. Tak rozumiem choćby modlitwy za konających czy błagania o nawrócenie grzeszników. Może to być zatem przypomnienie, że gra toczy się o bardzo wysoką stawkę: o zbawienie lub potępienie człowieka.

- "Nie znacie dnia ani godziny"... Jednak ten czas nadejdzie wraz z przyjściem Chrystusa, nastąpi "ciał zmartwychwstanie". Czy wszyscy zmartwychwstaną?

- Tak, zarówno zbawieni, których człowieczeństwo zostanie jeszcze ozdobione chwałą wynikającą z łaski Boga, jak i potępieni, którzy będą ponosić kary w odzyskanej naturze.

- A dzieci nie narodzone? Jak będzie wyglądała ich egzystencja po zmartwychwstaniu?

- Problem szczęścia wiecznego dzieci nie narodzonych nie jest jednoznacznie rozstrzygnięty. W średniowieczu wypracowano teorię limbusa, czyli otchłani, jako stanu szczęścia naturalnego, w którym znajdują się dzieci nie ochrzczone i nie używające rozumu. Z jednej strony próbowano w ten sposób wykluczyć takie dzieci ze stanu potępienia, z którym oprócz braku oglądu Boga są związane kary zmysłowe, z drugiej zaś podkreślić udział człowieka (przez używanie rozumu) w życiu religijnym.

- "Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz"... Czy oznacza to, że wszyscy raz jeszcze powstaniemy z prochu?

- Nie do końca. Słowa te odnoszą się do powstania człowieka opisanego w Księdze Rodzaju. Są one raczej zwróceniem uwagi, że struktura człowieka obejmuje też elementy fizyczne, które rozpadną się po śmierci, a to ma przypomnieć ludziom, że ich życie na ziemi jest ograniczone, że nie tu jest nasza prawdziwa ojczyzna.

- Czy po zmartwychwstaniu będziemy tymi samymi ludźmi, co obecnie?

- Tak, ponieważ zasada określająca nasze człowieczeństwo, czyli dusza rozumna, nie ulega zniszczeniu. Śmierć powoduje zniszczenie ciała, które po zmartwychwstaniu, dzięki działaniu Boga, zostanie odtworzone, jednak na miarę naszej duszy. Dusza bowiem jest formą ciała, czyli zasadą określającą zarówno sferę materialną, jak i duchową.

- Mój znajomy, człowiek dobry i pobożny, ale dotknięty ułomnością ciała, nie jest zadowolony ze swego wyglądu. Czy kiedy jego członki zmartwychwstaną, nadal będzie obciążony niepełnosprawnością?

- Ułomności ciała są następstwem grzechu pierworodnego, który skaził naszą naturę. W wyniku tego wpływ duszy na ciało, jego powstanie, rozwój i funkcjonowanie, jest osłabiony. Zmartwychwstanie usuwa następstwa grzechu pierworodnego dotyczące naszego ciała, także więc i wszystkie ułomności. Można powiedzieć, że faktycznie będziemy nowymi ludźmi, nowym stworzeniem, mimo że nasza osoba i nasza dusza pozostają cały czas te same.

- Jeżeli nie będziemy odczuwać cierpienia, to czy będzie to nasze ciało?

- Ciało ma w swej strukturze także elementy fizyczne, które zostają "uporządkowane" przez duszę. Dzięki tym elementom mogą funkcjonować organy naszych władz zmysłowych, jak wzrok czy słuch. Wpływ z zewnątrz może niekiedy prowadzić do przytępienia czy wręcz zniszczenia organu. Jednak po zmartwychwstaniu dusza będzie w pełni panować nad swoim ciałem, tak że poznanie rzeczy nie będzie prowadzić do osłabienia ciała. Tym właśnie jest niecierpiętliwość, jedna z cech ciała zmartwychwstałego, wypracowanych przez teologów na podstawie rozważań dotyczących Chrystusa po jego zmartwychwstaniu.

- Czy wszyscy będą mieli jednakowe ciała?

- Jeżeli chodzi o właściwości ciał, to tak. Wszyscy będziemy mieli nowe ciała, którym będą przysługiwać cztery własności ciał uwielbionych: wspomniana już niecierpiętliwość, jasność, sprawność i przeduchowienie. W tym sensie wszyscy będziemy w stanie doskonałości, mimo różnicy wieku i płci.

- Czy oznacza to, że wszyscy będziemy mieli np. słuch doskonały, niczym Mozart?

- Tak, można tak powiedzieć. Można w ten sposób obrazowo wyrazić doskonałości działań naszych władz zarówno duchowych, jak i cielesnych, oraz harmonię między nimi.

- Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzów - Zielona Góra - Głogów: trwają rejonowe dni katechetyczne

2019-08-23 16:05

Katarzyna Krawcewicz

Trwają sierpniowe rejonowe dni katechetyczne dla katechetów świeckich i sióstr zakonnych.

Katarzyna Krawcewicz

22 sierpnia katecheci spotkali się w Gorzowie w parafii NMP Królowej Polski, 23 sierpnia – w Zielonej Górze w parafii Ducha Świętego, natomiast jutro, 24 sierpnia spotkają się w Głogowie w Domu Cichych Pracowników Krzyża.

- To taka odprawa katechetyczna, w czasie której zarysowujemy program działania na nowy rok szkolno-katechetyczny – wyjaśnia ks. dr Wojciech Lechów, dyrektor Wydziału Nauki Katolickiej. – W tym roku głównym tematem naszego spotkania jest ochrona małoletnich w Kościele.

Każdego dnia w programie była Msza św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Lityńskiego, wystąpienie kuratora oświaty, wykład ks. dr. Dariusza Mazurkiewicza - delegata biskupa diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ds. ochrony dzieci i młodzieży, pt. „Ochrona małoletnich w praktyce wychowawczej”, a także przedstawienie oferty metodycznej na nowy rok szkolny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem