Reklama

W intencji ustąpienia „czarnej śmierci”

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 32/2011, str. 12-14

Krzysztof Świertok
Zmęczeni, ale szczęśliwi

Trudno nie oprzeć się wzruszeniu, kiedy w sierpniowe dni wyruszają do Częstochowy pielgrzymki niemal z każdego większego miasta Polski, z każdej diecezji, także ze wszystkich paulińskich klasztorów. Polska przypomina w tych dniach obraz wędrującego Kościoła. Jak truizm zabrzmią słowa, że wśród tych promienistych pielgrzymek idących z każdej stolicy diecezji, ta ślubowana przed 300 laty z Warszawy nie ma sobie równej na świecie. Kto w niej bodaj raz uczestniczył, poczuł jej siłę w sercu, a także słabość w „nogach”. Tak to ujął Władysław Reymont, który w 1894 r. osobiście podążał w pielgrzymce, a potem napisał książkę pt. „Pielgrzymka do Jasnej Góry”.
Co prawda pielgrzymka, na którą wybrał się Władysław Reymont, wyruszyła z Warszawy-Pragi 5 maja 1894 r. na Zielone Święta, a nie 6 sierpnia z kościoła Świętego Ducha na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, podążała jednak do Częstochowy trasą Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Przypomnę, że Reymont miał wtedy 27 lat, był jeszcze nieznanym literatem, otrzymał jednak od Aleksandra Świętochowskiego, redaktora „Prawdy”, polecenie napisania reportażu z pielgrzymki. Reymont zanotował wtedy: „Wysłali mnie na pielgrzymkę do Częstochowy, no i poszedłem, nie wierząc, że mogę zrobić coś z tego”. Dopiszmy: nie tylko napisał książkę, ale przeżył nawrócenie. Z Warszawy bowiem młody pisarz wyruszył z dystansem do pielgrzymki, a przed Obrazem Jasnogórskim stanął jako człowiek zupełnie przemieniony.

Jak było na początku?

Regularne pielgrzymowanie warszawiaków z paulińskiego kościoła Świętego Ducha na Jasną Górę zainicjowano w 1711 r., kiedy przeorem był o. Innocenty Pokorski. Jednak nie byłoby zapewne Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, gdyby nie sprowadzenie Paulinów do Warszawy w 1662 r. Stało się to po zwycięskiej obronie Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 r. W dzieło osadzenia paulinów przy kościele pw. Świętego Ducha zaangażował się osobiście król Jan Kazimierz. Sprzyjał temu bohaterski obrońca Jasnej Góry, ówczesny prowincjał - o. Augustyn Kordecki.
W 1702 r. rozpoczęto budowę nowego kościoła i klasztoru Paulinów. Niestety, wybuchła wówczas zaraza, która pochłonęła setki ofiar, zmarli również dwaj miejscowi paulini, podprzeor - o. Aurelian Szczepanowski i o. Remigiusz Zawada, posługujący chorym. Wspomniany o. Innocenty Pokorski, energiczny paulin, wybitny kaznodzieja oraz pisarz, zachęcił wówczas liczące się w Warszawie Bractwo Pięciu Ran Pana Jezusa, aby zorganizować pokutną pielgrzymkę do Matki Bożej na Jasną Górę w intencji ustąpienia „czarnej śmierci”. W tym celu o. Pokorski przekonał gorliwego kuratora Bractwa Pięciorańskiego, Antoniego Gromadzkiego, aby niezwłocznie taką pielgrzymkę zorganizować.
Z kronik oraz z jasnogórskiego rejestru dowiadujemy się, że na pierwszą pielgrzymkę wyruszyła dwutysięczna rzesza mieszkańców stolicy oraz parafian podwarszawskich. Już wówczas trasa liczyła ok. 240 km, które przebyto w ciągu 9 dni. Na pierwszy postój zatrzymano się przy kościele pw. św. Jakuba na Ochocie. Dalej droga wiodła aż do sąsiedniej parafii w Raszynie. Następny postój wypadł w Lesie Sękocińskim. Tu pożegnali pielgrzymów bliscy, którzy odprowadzili ich z Warszawy. Wieczorem pielgrzymi dotarli do Tarczyna na pierwszy nocleg. W sumie przebyto 34 km. Nie mając kapłana w pielgrzymce, założono, aby nocować przy kościołach, gdzie gościnni proboszczowie, a także wierni witali i odprowadzali pielgrzymkę na rozstaje dróg, do krzyża lub przydrożnej figury.
7 sierpnia pielgrzymi wyruszyli z Tarczyna do Mogielnicy (36 km). Pierwszy postój przypadł w Głuchowie. Przed południem byli już w Grójcu. Stamtąd wędrowano do Belska. Pod wieczór pielgrzymi dotarli do Łęczeszyc, gdzie znajdował się kościół i klasztor pauliński z 1639 r. Ostatnie 10 km drogi z Łęczeszyc do Mogielnicy wędrowano już bez żadnego postoju, bo zbliżała się noc. Tam pielgrzymi procesyjnie obeszli gotycki kościół pw. św. Floriana i modlili się w jego wnętrzu. 8 sierpnia, idąc z Mogielnicy, pielgrzymka dotarła przed południem do Nowego Miasta i zatrzymała się przy kościele Ojców Kapucynów. Z Nowego Miasta wyruszono przez bród na Pilicy, a następnie przez las - do Różanny, a stamtąd na Górę św. Magdaleny, gdzie znajdowała się kapliczka na szczycie. Dalej droga wiodła przez Brudzewice do Studzianny, gdzie oddano cześć Świętej Rodzinie w Jej cudownym obrazie. 9 sierpnia, opuszczając rankiem Studziannę, zatrzymano się na Panieńskiej Górze, przy kościele pw. św. Józefa. Znajdowała się przy nim studnia, z której czerpano wodę, ufając, że ma moc uzdrawiania. W południe pielgrzymka dotarła do położonego na wzgórzu kościoła w Kraśnicy. Kolejny postój był w Kunicach i Jankowie, gdzie zatrzymano się na nocleg. 10 sierpnia z Jankowa droga wiodła przez Sławno, dalej wędrowano do Wielkowoli (Paradyża), gdzie w kościele Ojców Bernardynów nawiedzono cudowny obraz Pana Jezusa w cierniowej koronie. Stamtąd przez Przyłęk dotarto na nocleg do Skórkowic. 11 sierpnia była długa trasa: ze Skórkowic przez Zuzową do Przedborza, gdzie znajdował się kościół parafialny z XIV wieku, z łaskami słynącą Najświętszą Panną Przedborską. Wieczorem dotarto do paulińskich Wielgomłynów. 12 sierpnia wędrowano przez Cielętniki, Dąbrowę Zieloną do Świętej Anny pod Przyrowem, gdzie pielgrzymi pokłonili się św. Annie Samotrzeciej w jej cudownej figurze. 13 sierpnia ze Świętej Anny wędrowano do Mstowa, gdzie znajdował się za rzeką Wartą kościół parafialny z klasztorem Kanoników Regularnych. 14 sierpnia - ostatni odcinek pielgrzymkowej trasy z Mstowa do Częstochowy, zaledwie 14 km, dla zaprawionych drogą piechurów zdawał się być błahostką. Przed wejściem na Jasną Górę było powszechne pojednanie, zgodnie ze starym zapisem: „Żadna kompania i żadne zgromadzenie największe i najmniejsze nie przychodzi do kościoła, aż się wszyscy przeproszą i jeden drugiemu wszystkie obrazy i krzywdy odpuści…”.
O. Innocenty Pokorski, przeor warszawskiego klasztoru Paulinów, nie szedł razem z pielgrzymami, ale był obecny na Jasnej Górze podczas ich przybycia. To on zanotował w „Księdze łask i cudów”, że przyniesiono dziękczynne wotum za ocalenie od zarazy. Bractwo Pięciorańskie ponowiło na Jasnej Górze akt ślubowania w imieniu mieszkańców Warszawy jako wyraz zaufania i czci do Najchwalebniejszej Panny Maryi, „jaśniejącej na polskiej Jasnej Górze cudami i zwycięstwami”. Pisze dalej, że oprawa zewnętrzna pielgrzymki - uroczysta procesja ze świecami do kościoła pw. św. Barbary i z powrotem na Jasną Górę - wzbudziła podziw prymasa Stanisława Szembeka. Należy zatem sądzić, że Bractwo Pięciorańskie już wówczas wypracowało bogaty ceremoniał i obyczaje pielgrzymki warszawskiej.
Członkowie Bractwa po powrocie z pielgrzymki złożyli ślubowanie, że pielgrzymka z Warszawy będzie udawała się pieszo każdego roku na Jasną Górę jako dziękczynienie za łaskę ocalenia od zarazy. O tym ślubowaniu i zainicjowaniu pielgrzymki mówi zapis, znajdujący się na wspomnianym darze wotywnym, złożonym przez pielgrzymów ze stolicy. Jest to duża plakieta ze srebrnej blachy, z wypisaną m.in. modlitwą „Pod Twoją obronę”. Po powrocie z pielgrzymki zaraza faktycznie ustała.

300-letnia historia

Nie posiadamy dzisiaj, niestety, dokumentów jak rok po roku przebiegała historia Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, natomiast mamy jej zapisy liczbowe w jasnogórskim rejestrze. Wiadomo jednak, że archiwum Ojców Paulinów w Warszawie spłonęło wraz z klasztorem podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. Współcześnie sporządzenia dokumentacji pielgrzymowania z Warszawy na Jasną Górę podjął się - jako przeor klasztoru warszawskiego i wieloletni kierownik Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej - o. Melchior Królik. To dzięki jego badaniom i kwerendom mamy od lat bieżącą kronikę pielgrzymki i duszpasterstwa pielgrzymkowego, a także ogólny zarys jej historii.
Natomiast archiwum warszawskie w ostatnich latach porządkował i uzupełniał o. Dariusz Cichor.
W długiej, 300-letniej historii pielgrzymki, należy podkreślić kilka znaczących wydarzeń. Jednym z nich było wymordowanie pielgrzymów koło Woli Mokrzeskiej w 1792 r. Dokładniej umiejscawiając zdarzenie, pielgrzymi zdążali wówczas drogą z Woli Mokrzeskiej do Krasic, kiedy niespodziewanie otoczył ich oddział Prusaków (nie ma pewności, czy nie był to oddział Kozaków). Nieprzyjaciel, widząc grupę pielgrzymów, wziął ich albo za emisariuszy carskich, albo za oddział powstańców, dlatego egzekucję potraktowano jako sprawę polityczno-wojskową. Zapewne pielgrzymi nie bronili się, trudno jednak wykluczyć, czy ktoś z uczestników nie miał ze sobą broni ze względu na grasujących rabusiów. Samego zdarzenia nie odnotowano w aktach parafii Żuraw, na której terenie to się stało, ponieważ zabitych natychmiast pochowano na miejscu egzekucji. Nie znamy liczby uczestników tej pielgrzymki. Nie można wykluczyć, że wśród zamordowanych znajdował się również kapłan. Czy był to paulin z klasztoru warszawskiego? Niektóre świadectwa zdają się taką tezę potwierdzać. Wiadomości o samym zdarzeniu przetrwały jedynie za pośrednictwem rodzin zabitych, ponieważ w następnych latach w tym miejscu postawiono krzyż, modlono się i składano kwiaty dla uczczenia pomordowanych pielgrzymów.
Kolejną ważną datą po ponad 150-letnim okresie pielgrzymowania była likwidacja klasztoru Ojców Paulinów w Warszawie w 1819 r. O tym, jak ważna stała się dla warszawiaków ta pielgrzymka, świadczy fakt, że od wspomnianego 1819 r., mimo zlikwidowania paulińskiego klasztoru w Warszawie, pielgrzymki nie ustały, co więcej, po powstaniu styczniowym nabrały wyraźnego charakteru manifestacji religijno-patriotycznych. Wówczas to do elementów pokutnych dołączano pieśni patriotyczne, żarliwe modlitwy o wolność i sztandary z Polskim Orłem. Ciągłość pielgrzymce zapewniali jej przewodnicy, m.in. Stanisław Dąbrowski, senior Bractwa Pięciorańskiego, przewodniczył pielgrzymce 50 lat (1861-1911). Jego następca, odpowiedzialny i wzorowy przewodnik, Franciszek Piorunowski, kierował pielgrzymką w latach 1905-1939. To dzięki niemu po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. pielgrzymki z Warszawy nabrały charakteru dziękczynienia za wolność. Dodać należy, że nie zaprzestano pielgrzymowania nawet w latach okupacji, wyruszono także z płonącej stolicy w sierpniu 1944 r., podczas Powstania Warszawskiego.

Reklama

„Zawsze wierna Warszawa”

W 1945 r. pielgrzymkę poprowadził były więzień obozu jenieckiego (oflagu) ks. Stefan Batory. 300 pielgrzymów jako wotum złożyło wieniec cierniowy ze wstęgami o barwach narodowych i z napisem: „Naszej Jasnogórskiej Pani - zawsze wierna Warszawa”.
Od 1950 r. pielgrzymki ponownie wyruszały z klasztoru Ojców Paulinów, mimo że władze komunistyczne zaczęły na różne sposoby zwalczać pielgrzymkę warszawską: z jednej strony z trudem udzielano pozwolenia na jej odbywanie, a z drugiej - propagandowo wykorzystywano ją jako argument wobec zagranicy o panującej w Polsce wolności religijnej. Mimo utrudnień, złej prasy, prób demoralizacji pielgrzymów, procesów sądowych, „eksmitowania” pielgrzymki poza granice Warszawy lub „zepchnięcia” jej z ulic na chodniki, czy tak jak w 1963 r. - pod pretekstem epidemii ospy - niewydania zezwolenia na jej odbycie, pielgrzymka rozwijała się i rosła liczebnie, stając się we współczesnym katolicyzmie polskim liczącym się znakiem jego żywotności i objawem odmładzającego się chrześcijaństwa. Zdarzało się, że była to jedyna pielgrzymka piesza, która mogła oficjalnie przybywać na Jasną Górę.
Trzeba dodać, że w okresie pomilenijnym Warszawska Pielgrzymka Piesza zaczęła przybierać coraz wyraźniej charakter pielgrzymki ogólnopolskiej, a w latach 70. stała się pielgrzymką o zasięgu europejskim, a nawet światowym. Świadczy o tym rosnąca liczba pielgrzymów: w roku Milenium przybyło na Jasną Górę 10 tys. pielgrzymów, w roku 1975 - 15 tys., a w latach 80., czyli za pontyfikatu Jana Pawła II pielgrzymka liczyła po 70 i więcej tysięcy osób. Można też przypomnieć, że podczas pierwszej po wyborze Jana Pawła II pielgrzymki, w 1979 r., rozdzielono podczas 9 dni 230 tys. Komunii św. i wygłoszono 1545 konferencji.

Sens pielgrzymowania

Od samego początku w warszawskim pielgrzymowaniu chodziło o coś więcej niż tylko o odwiedzenie świętego miejsca Polaków. W najstarszych przewodnikach podkreślano, że w pielgrzymce wyraża się swego rodzaju metafora życia chrześcijanina. Pielgrzymując, odkrywamy prawdę, że na tej ziemi jesteśmy tylko gośćmi i wędrowcami do domu Ojca. Stąd pielgrzymka ma wyrażać jakąś odwieczną tęsknotę za Bogiem, jest drogą, poszukiwaniem spotkania z Nim. A tym, co ma zbliżyć do Boga, jest metanoja, przemiana. W niej należy widzieć najgłębszy sens podjęcia pątniczego trudu, swoistej ofiary.
Właśnie doroczna pielgrzymka warszawiaków od samych początków miała taki ofiarniczy, pokutno-dziękczynny charakter, najpierw w intencji ocalenia z zarazy, potem z podzięką za wysłuchanie próśb i modlitw. Taką była przez trzy wieki i taką chce pozostać obecnie, mimo wielu współczesnych ułatwień: samochodów z bagażami, zbiorowego żywienia, nagłośnienia, stałego programu dnia… Pozostało w niej jednak to, co najistotniejsze: modlitwa, liczne umartwienia, ból nóg, skwar, deszcz, kurz, niewyspanie, życie we wspólnocie.
Myliłby się ktoś, sądząc, że pielgrzymka warszawska jest tylko marszem w kierunku Częstochowy, jakimś sportowym wyczynem, samym wędrowaniem. W opinii idących, droga do Jasnej Góry jest przede wszystkim wielkim wysiłkiem przemiany siebie, wyrazem tęsknoty w dążeniu do Boga, w czym pomaga Święty Wizerunek Matki, dany naszemu narodowi jako szczególny znak od Boga, znak, który objawia prawdy Boże i prawdę o nas samych, znak, który nas wyróżnia i równocześnie łączy z innymi narodami. Dobrze wyraża to pielgrzymia pieśń: „Podążamy dziś, Maryjo,/Przed Twój Jasnogórski tron. /Każdy z prośbą, dziękczynieniem, /Każdy niesie smutek swój. /O, Królowo ukochana, /Tobie dziś śpiewamy pieśń,/ Tobie serca rozśpiewane chcemy dziś w ofierze nieść”.

Reklama

Zatrzymać Marsz Równości w Częstochowie

2019-06-04 07:52

red/nasz dziennik

Środowiska LGBT chcą zakłócić odbywającą się 16 czerwca na Jasnej Górze Pielgrzymkę Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci. Tego dnia środowiska lewicowe zaplanowały w Częstochowie „marsz równości”.

Mariusz Książek/Niedziela
Marsz Równości w Częstochowie 2018 r.

Pochód ma wyruszyć spod stóp Jasnej Góry, gdy na jasnogórskim szczycie trwać będzie pielgrzymka Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci powstałych przy Radiu Maryja. – „Marsz równości” w tym samym dniu, kiedy zaplanowana jest przybywająca od lat tradycyjna pielgrzymka dzieci na Jasną Górę, nie jest przypadkiem. To celowa prowokacja wymierzona w dzieci, w całą katolicką Polskę – zwraca uwagę abp Wacław Depo, metropolita częstochowski.

Przypomina, że poprzedni „marsz równości”, pierwszy w Częstochowie, odbył się przed rokiem w lipcu, w dniu, gdy na Jasnej Górze miała miejsce ogólnopolska pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. W zaproszeniu na bluźnierczy marsz (na fanpage’u wydarzenia na Facebooku) pojawiają się określenia typu „Matka Boska Tęczochowska”, „pod Tęczową Górę”, a „nagrodą” za finansowe wsparcie marszu jest m.in. „pamiątkowa przypinka z niepowtarzalną Matką Boską Tęczochowską”. Jak czytamy, organizatorzy „gwarantują”, że w tym roku zapewnią „miastu jeszcze większą dawkę energii” i sami będą „bawić się jeszcze lepiej”.

Mariusz Książek/Niedziela
Marsz Równości w Częstochowie 2018 r.

To, jak potrafią się „bawić” środowiska LGBT, pokazał m.in. ostatni marsz w Gdańsku, który stał się symbolem totalnego braku szacunku i tolerancji wobec katolików, jawnym przejawem agresji. Potrzebna ekspiacja Akcja Katolicka Archidiecezji Częstochowskiej podejmuje działania, aby zatrzymać marsz, zwróci się w tej sprawie m.in. do wojewody śląskiego. – Podejmiemy wszelkie możliwe środki prawne, aby nie dopuścić do kolejnych profanacji i demoralizacji dzieci. Wyślemy w tej sprawie pismo do wojewody śląskiego oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – zapowiada dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.

Metropolita częstochowski podkreśla, że konieczna jest ekspiacja i działania, które mogą zminimalizować drastyczne skutki marszu. – Cały czas potrzebna jest ekspiacja, bo droga profanacji trwa, widzimy jej eskalację wobec Matki Bożej Królowej Polski w Jasnogórskim Wizerunku. Dlatego każdy z nas wezwany jest do podejmowania modlitwy ekspiacyjnej, czy to osobistej, czy rodzinnej. Potrzebna jest mobilizacja środowisk katolickich, aby zdecydowanie przeciwstawić się profanowaniu największych świętości dla Polaków – zaznacza ks. abp Wacław Depo.

Środowiska katolickie żądają od prezydenta miasta Częstochowy, który wydał pozwolenie na marsz, aby zabezpieczony został teren w przestrzeni alei Sienkiewicza, gdzie mieści się pomnik Niepodległości oraz bł. ks. Jerzego Popiełuszki. – Domagamy się, aby ten teren podczas marszu został zabezpieczony przed możliwą ze strony środowisk LGBT profanacją – zaznacza Artur Dąbrowski. – Staramy się nie dopuścić do tego, aby w przestrzeni Jasnej Góry zaistniała możliwość kontaktu dzieci z rzeczywistością promowaną przez środowiska LGBT, przez obrazy i treści, w tym propagandowe ulotki – podkreśla Artur Dąbrowski. – Prosimy o wsparcie posłów i senatorów – dodaje. Celowe gorszenie dzieci Profesor Mieczysław Guzewicz, konsultor Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny, przez 35 lat pracujący z dziećmi i młodzieżą na różnych szczeblach edukacji, zwraca uwagę, że nawet pośrednia deprawacja dziecka ma zawsze bardzo negatywne skutki.

– Marsze równości są perfidnym atakiem na wartości chrześcijańskie. W czasie tych marszów ostatnio dochodzi do strasznych profanacji przedmiotów kultu, które są najświętsze dla katolików. Organizacja marszu w dniu i czasie piel-grzymki Podwórkowych Kół Różańcowych, w której co roku uczestniczy kilkanaście tysięcy dzieci, to celowe działanie gorszące. Takie działanie ma też na celu cała seksedukacja, którą propaguje już od kilku dekad WHO, a co możemy określić seksdeprawacją – mówi prof. Mieczysław Guzewicz. Nasz rozmówca ostrzega, że te działania są perfekcyjnie przygotowane. Nigdy nie pozostają bez śladu w pięknej, delikatnej świadomości i wrażliwości dziecka. – Zadaniem dorosłych jest obrona dzieci przed deprawacją. Dlatego wszystkie ruchy, stowarzyszenia, wspólnoty, ale także parlamentarzyści, powinni czuć się odpowiedzialni za to, aby do niej nie dopuścić – konkluduje prof. Mieczysław Guzewicz.


Stanowisko Oddziału Częstochowskiego Partii Porozumienie Jarosława Gowina
ws. II Marszu Równości w Częstochowie organizowanego przez grupę Tęczowa Częstochowa

Członkowie Oddziału Częstochowskiego Partii Porozumienie Jarosława Gowina wyrażają swoją dezaprobatę dla organizacji II Marszu Równości w Częstochowie.

Obserwując organizowane w ostatnim czasie marsze, uznajemy że wydarzenia te mają charakter czysto prowokacyjny. Tak postrzegamy organizację Marszu w Częstochowie, gdzie początek trasy przemarszu i jej zakończenie organizuje się u stóp jasnogórskiego sanktuarium.

Wydarzenie, podczas którego propagowane są hasła pełne odrazy i nienawiści, stroje nie przystające do naszej kultury i miejsca, a także znaki obrażające godność ludzką oraz naruszające uczucia ludzi wierzących, stanowi szeroką prowokację. Nie chcemy, aby na terenie naszego Miasta dochodziło do takich prowokacji. Nie chcemy, aby nasze piękne aleje były miejscem przepychanek i starć z Policją.

Będzie za to odpowiedzialny Prezydent Miasta Krzysztof Matyjaszczyk udzielając zgody na Marsz Równości, nie wyciągając żadnych wniosków z wydarzeń ubiegłego roku. Tego typu marsz przyciąga przede wszystkim osoby spoza naszego miasta. Częstochowa, a w szczególności Jasna Góra i jej otoczenie staje się areną scen gorszących, wyzwisk i bijatyk. To nie przysparza Miastu ani chwały ani bogactwa.

Dlatego stanowczo wyrażamy sprzeciw i wzywamy Prezydenta Miasta do skorzystania ze swoich uprawnień i uchronienia Częstochowy od niepotrzebnej agresji i złej sławy. Oczekujemy zapewnienia poczucia bezpieczeństwa mieszkańcom Miasta poprzez wydanie zakazu organizacji takiego marszu.

W imieniu Zarządu Okręgu

(-)Waldemar Dudkiewicz

(-) Grzegorz Dyla

(-) Paweł Ruksza

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Diecezjalne Dni Młodzieży w sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie

2019-06-16 10:54

kk / Rokitno (KAI)

W sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie, 14 i 15 czerwca odbyły się Diecezjalne Dni Młodzieży pod hasłem: „Zaczerpnijcie teraz!”. Młodzież diecezji zielonogórsko-gorzowskiej dziękowała 350-lecia obecności cudownego obrazu w tamtejszym sanktuarium.

Tijana - stock.adobe.com

Wspólnie odtańczony Polonez, występ zespołu Muode Koty, Msza św., nabożeństwo Kany, akcja „Gramy dla Mamy” i koncert Maleo Reggae Rockers – to tylko niektóre punkty programu.

Pierwszego dnia zgromadzili się liderzy grup, ruchów i stowarzyszeń działających w diecezji a drugiego - młodzież z całej diecezji – wyjaśnia ks. Łukasz Malec, diecezjalny duszpasterz młodzieży diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

W tym roku młodym przyświecały słowa z perykopy ewangelicznej o Kanie Galilejskiej: „Zaczerpnijcie teraz!”.

Młodzieży towarzyszył bp Tadeusz Lityński. – Poprzez tę modlitwę chcemy wyrazić wdzięczność za 350 lat tego miejsca z którego promieniuje obecność i także służba Bogu. Służba, która jest ukazana przez służbę Maryi, która jest zasłuchana w Słowo Boże. Ale to także służba pielgrzymom , którzy tutaj przychodzą. Wśród tych pielgrzymów na przestrzeni tych 350 lat było wielu ludzi młodych, którzy powierzali swoje życie Matce Bożej i przez Jej pośrednictwo Bogu dziękowali czy też błagali o ratunek – mówił na wstępie Mszy św. bp Tadeusz Lityński.

Biskup przypomniał, że 30 lat temu miało miejsce ukoronowanie cudownego wizerunku Matki Bożej. – Dzisiaj w naszej wspólnocie ludzi młodych chcemy zawierzyć naszą przyszłość, ale także nasze dzisiaj – podkreślił biskup.

Gościem wydarzenia był bp Marek Solarczyk, delegat KEP ds. duszpasterstwa młodzieży. – Kiedy słudzy zanoszą wino staroście weselnemu, a on go kosztuje i mówi do panna młodego, że zachował najlepsze wino, aż do tej pory. Oto świadek, oto zwiastun, oto ten który potwierdza, że miłość Boga trwa jest silna, jest mocna, jest wyraźna. I to jest moi drodzy ta misja, którą my otrzymujemy i która jest przed nami – mówił w homilii bp Solarczyk.

Na DDM Weronika Grajnert z Sulechowa przyjechała już w piątek, aby pomóc w przygotowaniu sobotniego wydarzenia. – Przez moją służbę mam szansę pomóc innym młodym ludziom w odkrywaniu Boga, Jego miłości i radości, jaką daje bycie we wspólnocie. Sama na co dzień należę do diakonii liturgicznej Ruchu Światło-Życie. Bardzo chciałabym, żeby moi rówieśnicy mogli doświadczyć spotkania z Chrystusem w drugim człowieku, w Kościele – podkreśla Weronika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem