Reklama

W intencji ustąpienia „czarnej śmierci”

Czesław Ryszka
Niedziela Ogólnopolska 32/2011, str. 12-14

Krzysztof Świertok
Zmęczeni, ale szczęśliwi

Trudno nie oprzeć się wzruszeniu, kiedy w sierpniowe dni wyruszają do Częstochowy pielgrzymki niemal z każdego większego miasta Polski, z każdej diecezji, także ze wszystkich paulińskich klasztorów. Polska przypomina w tych dniach obraz wędrującego Kościoła. Jak truizm zabrzmią słowa, że wśród tych promienistych pielgrzymek idących z każdej stolicy diecezji, ta ślubowana przed 300 laty z Warszawy nie ma sobie równej na świecie. Kto w niej bodaj raz uczestniczył, poczuł jej siłę w sercu, a także słabość w „nogach”. Tak to ujął Władysław Reymont, który w 1894 r. osobiście podążał w pielgrzymce, a potem napisał książkę pt. „Pielgrzymka do Jasnej Góry”.
Co prawda pielgrzymka, na którą wybrał się Władysław Reymont, wyruszyła z Warszawy-Pragi 5 maja 1894 r. na Zielone Święta, a nie 6 sierpnia z kościoła Świętego Ducha na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, podążała jednak do Częstochowy trasą Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Przypomnę, że Reymont miał wtedy 27 lat, był jeszcze nieznanym literatem, otrzymał jednak od Aleksandra Świętochowskiego, redaktora „Prawdy”, polecenie napisania reportażu z pielgrzymki. Reymont zanotował wtedy: „Wysłali mnie na pielgrzymkę do Częstochowy, no i poszedłem, nie wierząc, że mogę zrobić coś z tego”. Dopiszmy: nie tylko napisał książkę, ale przeżył nawrócenie. Z Warszawy bowiem młody pisarz wyruszył z dystansem do pielgrzymki, a przed Obrazem Jasnogórskim stanął jako człowiek zupełnie przemieniony.

Jak było na początku?

Regularne pielgrzymowanie warszawiaków z paulińskiego kościoła Świętego Ducha na Jasną Górę zainicjowano w 1711 r., kiedy przeorem był o. Innocenty Pokorski. Jednak nie byłoby zapewne Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, gdyby nie sprowadzenie Paulinów do Warszawy w 1662 r. Stało się to po zwycięskiej obronie Jasnej Góry przed Szwedami w 1655 r. W dzieło osadzenia paulinów przy kościele pw. Świętego Ducha zaangażował się osobiście król Jan Kazimierz. Sprzyjał temu bohaterski obrońca Jasnej Góry, ówczesny prowincjał - o. Augustyn Kordecki.
W 1702 r. rozpoczęto budowę nowego kościoła i klasztoru Paulinów. Niestety, wybuchła wówczas zaraza, która pochłonęła setki ofiar, zmarli również dwaj miejscowi paulini, podprzeor - o. Aurelian Szczepanowski i o. Remigiusz Zawada, posługujący chorym. Wspomniany o. Innocenty Pokorski, energiczny paulin, wybitny kaznodzieja oraz pisarz, zachęcił wówczas liczące się w Warszawie Bractwo Pięciu Ran Pana Jezusa, aby zorganizować pokutną pielgrzymkę do Matki Bożej na Jasną Górę w intencji ustąpienia „czarnej śmierci”. W tym celu o. Pokorski przekonał gorliwego kuratora Bractwa Pięciorańskiego, Antoniego Gromadzkiego, aby niezwłocznie taką pielgrzymkę zorganizować.
Z kronik oraz z jasnogórskiego rejestru dowiadujemy się, że na pierwszą pielgrzymkę wyruszyła dwutysięczna rzesza mieszkańców stolicy oraz parafian podwarszawskich. Już wówczas trasa liczyła ok. 240 km, które przebyto w ciągu 9 dni. Na pierwszy postój zatrzymano się przy kościele pw. św. Jakuba na Ochocie. Dalej droga wiodła aż do sąsiedniej parafii w Raszynie. Następny postój wypadł w Lesie Sękocińskim. Tu pożegnali pielgrzymów bliscy, którzy odprowadzili ich z Warszawy. Wieczorem pielgrzymi dotarli do Tarczyna na pierwszy nocleg. W sumie przebyto 34 km. Nie mając kapłana w pielgrzymce, założono, aby nocować przy kościołach, gdzie gościnni proboszczowie, a także wierni witali i odprowadzali pielgrzymkę na rozstaje dróg, do krzyża lub przydrożnej figury.
7 sierpnia pielgrzymi wyruszyli z Tarczyna do Mogielnicy (36 km). Pierwszy postój przypadł w Głuchowie. Przed południem byli już w Grójcu. Stamtąd wędrowano do Belska. Pod wieczór pielgrzymi dotarli do Łęczeszyc, gdzie znajdował się kościół i klasztor pauliński z 1639 r. Ostatnie 10 km drogi z Łęczeszyc do Mogielnicy wędrowano już bez żadnego postoju, bo zbliżała się noc. Tam pielgrzymi procesyjnie obeszli gotycki kościół pw. św. Floriana i modlili się w jego wnętrzu. 8 sierpnia, idąc z Mogielnicy, pielgrzymka dotarła przed południem do Nowego Miasta i zatrzymała się przy kościele Ojców Kapucynów. Z Nowego Miasta wyruszono przez bród na Pilicy, a następnie przez las - do Różanny, a stamtąd na Górę św. Magdaleny, gdzie znajdowała się kapliczka na szczycie. Dalej droga wiodła przez Brudzewice do Studzianny, gdzie oddano cześć Świętej Rodzinie w Jej cudownym obrazie. 9 sierpnia, opuszczając rankiem Studziannę, zatrzymano się na Panieńskiej Górze, przy kościele pw. św. Józefa. Znajdowała się przy nim studnia, z której czerpano wodę, ufając, że ma moc uzdrawiania. W południe pielgrzymka dotarła do położonego na wzgórzu kościoła w Kraśnicy. Kolejny postój był w Kunicach i Jankowie, gdzie zatrzymano się na nocleg. 10 sierpnia z Jankowa droga wiodła przez Sławno, dalej wędrowano do Wielkowoli (Paradyża), gdzie w kościele Ojców Bernardynów nawiedzono cudowny obraz Pana Jezusa w cierniowej koronie. Stamtąd przez Przyłęk dotarto na nocleg do Skórkowic. 11 sierpnia była długa trasa: ze Skórkowic przez Zuzową do Przedborza, gdzie znajdował się kościół parafialny z XIV wieku, z łaskami słynącą Najświętszą Panną Przedborską. Wieczorem dotarto do paulińskich Wielgomłynów. 12 sierpnia wędrowano przez Cielętniki, Dąbrowę Zieloną do Świętej Anny pod Przyrowem, gdzie pielgrzymi pokłonili się św. Annie Samotrzeciej w jej cudownej figurze. 13 sierpnia ze Świętej Anny wędrowano do Mstowa, gdzie znajdował się za rzeką Wartą kościół parafialny z klasztorem Kanoników Regularnych. 14 sierpnia - ostatni odcinek pielgrzymkowej trasy z Mstowa do Częstochowy, zaledwie 14 km, dla zaprawionych drogą piechurów zdawał się być błahostką. Przed wejściem na Jasną Górę było powszechne pojednanie, zgodnie ze starym zapisem: „Żadna kompania i żadne zgromadzenie największe i najmniejsze nie przychodzi do kościoła, aż się wszyscy przeproszą i jeden drugiemu wszystkie obrazy i krzywdy odpuści…”.
O. Innocenty Pokorski, przeor warszawskiego klasztoru Paulinów, nie szedł razem z pielgrzymami, ale był obecny na Jasnej Górze podczas ich przybycia. To on zanotował w „Księdze łask i cudów”, że przyniesiono dziękczynne wotum za ocalenie od zarazy. Bractwo Pięciorańskie ponowiło na Jasnej Górze akt ślubowania w imieniu mieszkańców Warszawy jako wyraz zaufania i czci do Najchwalebniejszej Panny Maryi, „jaśniejącej na polskiej Jasnej Górze cudami i zwycięstwami”. Pisze dalej, że oprawa zewnętrzna pielgrzymki - uroczysta procesja ze świecami do kościoła pw. św. Barbary i z powrotem na Jasną Górę - wzbudziła podziw prymasa Stanisława Szembeka. Należy zatem sądzić, że Bractwo Pięciorańskie już wówczas wypracowało bogaty ceremoniał i obyczaje pielgrzymki warszawskiej.
Członkowie Bractwa po powrocie z pielgrzymki złożyli ślubowanie, że pielgrzymka z Warszawy będzie udawała się pieszo każdego roku na Jasną Górę jako dziękczynienie za łaskę ocalenia od zarazy. O tym ślubowaniu i zainicjowaniu pielgrzymki mówi zapis, znajdujący się na wspomnianym darze wotywnym, złożonym przez pielgrzymów ze stolicy. Jest to duża plakieta ze srebrnej blachy, z wypisaną m.in. modlitwą „Pod Twoją obronę”. Po powrocie z pielgrzymki zaraza faktycznie ustała.

300-letnia historia

Nie posiadamy dzisiaj, niestety, dokumentów jak rok po roku przebiegała historia Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej, natomiast mamy jej zapisy liczbowe w jasnogórskim rejestrze. Wiadomo jednak, że archiwum Ojców Paulinów w Warszawie spłonęło wraz z klasztorem podczas Powstania Warszawskiego w 1944 r. Współcześnie sporządzenia dokumentacji pielgrzymowania z Warszawy na Jasną Górę podjął się - jako przeor klasztoru warszawskiego i wieloletni kierownik Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej - o. Melchior Królik. To dzięki jego badaniom i kwerendom mamy od lat bieżącą kronikę pielgrzymki i duszpasterstwa pielgrzymkowego, a także ogólny zarys jej historii.
Natomiast archiwum warszawskie w ostatnich latach porządkował i uzupełniał o. Dariusz Cichor.
W długiej, 300-letniej historii pielgrzymki, należy podkreślić kilka znaczących wydarzeń. Jednym z nich było wymordowanie pielgrzymów koło Woli Mokrzeskiej w 1792 r. Dokładniej umiejscawiając zdarzenie, pielgrzymi zdążali wówczas drogą z Woli Mokrzeskiej do Krasic, kiedy niespodziewanie otoczył ich oddział Prusaków (nie ma pewności, czy nie był to oddział Kozaków). Nieprzyjaciel, widząc grupę pielgrzymów, wziął ich albo za emisariuszy carskich, albo za oddział powstańców, dlatego egzekucję potraktowano jako sprawę polityczno-wojskową. Zapewne pielgrzymi nie bronili się, trudno jednak wykluczyć, czy ktoś z uczestników nie miał ze sobą broni ze względu na grasujących rabusiów. Samego zdarzenia nie odnotowano w aktach parafii Żuraw, na której terenie to się stało, ponieważ zabitych natychmiast pochowano na miejscu egzekucji. Nie znamy liczby uczestników tej pielgrzymki. Nie można wykluczyć, że wśród zamordowanych znajdował się również kapłan. Czy był to paulin z klasztoru warszawskiego? Niektóre świadectwa zdają się taką tezę potwierdzać. Wiadomości o samym zdarzeniu przetrwały jedynie za pośrednictwem rodzin zabitych, ponieważ w następnych latach w tym miejscu postawiono krzyż, modlono się i składano kwiaty dla uczczenia pomordowanych pielgrzymów.
Kolejną ważną datą po ponad 150-letnim okresie pielgrzymowania była likwidacja klasztoru Ojców Paulinów w Warszawie w 1819 r. O tym, jak ważna stała się dla warszawiaków ta pielgrzymka, świadczy fakt, że od wspomnianego 1819 r., mimo zlikwidowania paulińskiego klasztoru w Warszawie, pielgrzymki nie ustały, co więcej, po powstaniu styczniowym nabrały wyraźnego charakteru manifestacji religijno-patriotycznych. Wówczas to do elementów pokutnych dołączano pieśni patriotyczne, żarliwe modlitwy o wolność i sztandary z Polskim Orłem. Ciągłość pielgrzymce zapewniali jej przewodnicy, m.in. Stanisław Dąbrowski, senior Bractwa Pięciorańskiego, przewodniczył pielgrzymce 50 lat (1861-1911). Jego następca, odpowiedzialny i wzorowy przewodnik, Franciszek Piorunowski, kierował pielgrzymką w latach 1905-1939. To dzięki niemu po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. pielgrzymki z Warszawy nabrały charakteru dziękczynienia za wolność. Dodać należy, że nie zaprzestano pielgrzymowania nawet w latach okupacji, wyruszono także z płonącej stolicy w sierpniu 1944 r., podczas Powstania Warszawskiego.

Reklama

„Zawsze wierna Warszawa”

W 1945 r. pielgrzymkę poprowadził były więzień obozu jenieckiego (oflagu) ks. Stefan Batory. 300 pielgrzymów jako wotum złożyło wieniec cierniowy ze wstęgami o barwach narodowych i z napisem: „Naszej Jasnogórskiej Pani - zawsze wierna Warszawa”.
Od 1950 r. pielgrzymki ponownie wyruszały z klasztoru Ojców Paulinów, mimo że władze komunistyczne zaczęły na różne sposoby zwalczać pielgrzymkę warszawską: z jednej strony z trudem udzielano pozwolenia na jej odbywanie, a z drugiej - propagandowo wykorzystywano ją jako argument wobec zagranicy o panującej w Polsce wolności religijnej. Mimo utrudnień, złej prasy, prób demoralizacji pielgrzymów, procesów sądowych, „eksmitowania” pielgrzymki poza granice Warszawy lub „zepchnięcia” jej z ulic na chodniki, czy tak jak w 1963 r. - pod pretekstem epidemii ospy - niewydania zezwolenia na jej odbycie, pielgrzymka rozwijała się i rosła liczebnie, stając się we współczesnym katolicyzmie polskim liczącym się znakiem jego żywotności i objawem odmładzającego się chrześcijaństwa. Zdarzało się, że była to jedyna pielgrzymka piesza, która mogła oficjalnie przybywać na Jasną Górę.
Trzeba dodać, że w okresie pomilenijnym Warszawska Pielgrzymka Piesza zaczęła przybierać coraz wyraźniej charakter pielgrzymki ogólnopolskiej, a w latach 70. stała się pielgrzymką o zasięgu europejskim, a nawet światowym. Świadczy o tym rosnąca liczba pielgrzymów: w roku Milenium przybyło na Jasną Górę 10 tys. pielgrzymów, w roku 1975 - 15 tys., a w latach 80., czyli za pontyfikatu Jana Pawła II pielgrzymka liczyła po 70 i więcej tysięcy osób. Można też przypomnieć, że podczas pierwszej po wyborze Jana Pawła II pielgrzymki, w 1979 r., rozdzielono podczas 9 dni 230 tys. Komunii św. i wygłoszono 1545 konferencji.

Sens pielgrzymowania

Od samego początku w warszawskim pielgrzymowaniu chodziło o coś więcej niż tylko o odwiedzenie świętego miejsca Polaków. W najstarszych przewodnikach podkreślano, że w pielgrzymce wyraża się swego rodzaju metafora życia chrześcijanina. Pielgrzymując, odkrywamy prawdę, że na tej ziemi jesteśmy tylko gośćmi i wędrowcami do domu Ojca. Stąd pielgrzymka ma wyrażać jakąś odwieczną tęsknotę za Bogiem, jest drogą, poszukiwaniem spotkania z Nim. A tym, co ma zbliżyć do Boga, jest metanoja, przemiana. W niej należy widzieć najgłębszy sens podjęcia pątniczego trudu, swoistej ofiary.
Właśnie doroczna pielgrzymka warszawiaków od samych początków miała taki ofiarniczy, pokutno-dziękczynny charakter, najpierw w intencji ocalenia z zarazy, potem z podzięką za wysłuchanie próśb i modlitw. Taką była przez trzy wieki i taką chce pozostać obecnie, mimo wielu współczesnych ułatwień: samochodów z bagażami, zbiorowego żywienia, nagłośnienia, stałego programu dnia… Pozostało w niej jednak to, co najistotniejsze: modlitwa, liczne umartwienia, ból nóg, skwar, deszcz, kurz, niewyspanie, życie we wspólnocie.
Myliłby się ktoś, sądząc, że pielgrzymka warszawska jest tylko marszem w kierunku Częstochowy, jakimś sportowym wyczynem, samym wędrowaniem. W opinii idących, droga do Jasnej Góry jest przede wszystkim wielkim wysiłkiem przemiany siebie, wyrazem tęsknoty w dążeniu do Boga, w czym pomaga Święty Wizerunek Matki, dany naszemu narodowi jako szczególny znak od Boga, znak, który objawia prawdy Boże i prawdę o nas samych, znak, który nas wyróżnia i równocześnie łączy z innymi narodami. Dobrze wyraża to pielgrzymia pieśń: „Podążamy dziś, Maryjo,/Przed Twój Jasnogórski tron. /Każdy z prośbą, dziękczynieniem, /Każdy niesie smutek swój. /O, Królowo ukochana, /Tobie dziś śpiewamy pieśń,/ Tobie serca rozśpiewane chcemy dziś w ofierze nieść”.

Św. Cecylia - patronka muzyki kościelnej

Ks. Andrzej Leleń
Edycja płocka 46/2003

GRAZIAKO
Bazylika katedralna Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Sandomierzu - posąg św. Cecylii

22 listopada Kościół obchodzi wspomnienie św. Cecylii. Należy ona do najsłynniejszych męczennic Kościoła rzymskiego. Żyła na przełomie II i III w. Jako młoda dziewczyna, złożyła ślub czystości. Mimo iż zmuszono ją do małżeństwa z poganinem Walerianem, nie złamała swego przyrzeczenia, lecz pozyskała dla Chrystusa swego męża i jego brata. Wszyscy troje ponieśli śmierć męczeńską.
Jakub de Voragine w Złotej legendzie w taki oto sposób pisze o św. Cecylii: „Gdy muzyka grała, ona w sercu Panu jedynie śpiewała. Przyszła wreszcie noc, kiedy Cecylia znalazła się ze swym małżonkiem w tajemniczej ciszy sypialni. Wówczas tak przemówiła do niego: Najmilszy, istnieje tajemnica, którą ci wyznam, jeśli mi przyrzekniesz, że będziesz jej strzegł troskliwie. Jest przy mnie anioł Boży, który mnie kocha i czujnie strzeże mego ciała. Będziesz go mógł zobaczyć, jeśli uwierzysz w prawdziwego Boga i obiecasz, że się ochrzcisz. Idź więc za miasto drogą, która nazywa się Appijska i powiedz biedakom, których tam spotkasz: Cecylia posyła mnie do was, abyście pokazali mi świętego starca Urbana. Skoro ujrzysz jego samego, powtórz mu wszystkie moje słowa. A gdy on już oczyści ciebie i wrócisz do mnie, wtedy ujrzysz i ty owego anioła.
Walerian przyjął chrzest z rąk św. Urbana. Wróciwszy do Cecylii znalazł ją w sypialni rozmawiającą z aniołem. Anioł trzymał w ręce dwa wieńce z róż i lilii i podał jeden z nich Cecylii, a drugi Walerianowi, mówiąc przy tym: Strzeżcie tych wieńców nieskalanym sercem i czystym ciałem, ponieważ przyniosłem je dla was z raju Bożego. One nigdy nie zwiędną ani nie stracą swego zapachu i nigdy nie ujrzą ich ci, którym czystość nie jest miła”.
Pierwszym miejscem kultu św. Cecylii stał się jej grób w katakumbach Pretekstata, gdzie zachowała się grecka inskrypcja „Oddała duszę Bogu”. Następnie kryptę powiększono, przyozdabiając jej sklepienie malowidłem przedstawiającym Świętą w postaci orantki.
Pierwsze ślady kultu liturgicznego Świętej męczennicy zawiera Sakramentarz leoniański z V w., gdzie znajduje się 5 formularzy mszalnych z własnymi prefacjami. Z kolei w aktach synodu papieża Symmacha z 499 r. znajduje się wzmianka o kościele pw. św. Cecylii wzniesionym w połowie IV w. Inną sławną świątynią dedykowaną Świętej jest bazylika zbudowana przez papieża Paschalisa na rzymskim Zatybrzu w początkach IX w., gdzie złożono pod ołtarzem jej doczesne szczątki.
Za patronkę muzyki kościelnej uznano św. Cecylię dopiero pod koniec średniowiecza. Miało to swoje źródła w błędnym rozumieniu treści jednej z antyfon oficjum brewiarzowego: Cantantibus organis Coecilia Domino decantabat. Owo sformułowanie antyfony spowodowało powstanie licznych przedstawień ikonograficznych św. Cecylii, która gra na instrumencie przypominającym organy.
W nawiązaniu do tej średniowiecznej tradycji od XVI w. w Kościele zachodnim zaczęły powstawać stowarzyszenia, których celem było pielęgnowanie muzyki kościelnej. Największy jednak rozgłos zyskało Stowarzyszenie św. Cecylii, które powstało w Bambergu w 1868 r.
Dążyło ono do odnowienia prawdziwej muzyki kościelnej poprzez oczyszczenie liturgii z elementów świeckich i przywrócenia w liturgii chorału gregoriańskiego oraz polifonii Szkoły Rzymskiej. Rychło ruch cecyliański rozszerzył się na cały Kościół powszechny, a wybitni kompozytorzy dedykowali jej swoje dzieła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bangkok: papież spotkał się z tajlandzkim duchowieństwem

2019-11-22 08:08

tom, st, kg (KAI) / Bangkok

"Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii" - powiedział Franciszek podczas spotkanie z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami i katechetami w parafii św. Piotra w Bangkoku. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. - Z taką ufnością trzeba nadać jej tajlandzkie oblicze i „ciało”, co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń" - powiedział papież. W spotkaniu wzięło udział ok. tysiąca kapłanów, kobiet i mężczyzn konsekrowanych, seminarzystów i katechistów.

Vatican Media

Witając Ojca Świętego 73-letni biskup diecezji Surat Thani Joseph Pradhan Sridarunsil SDB na południu kraju podkreślił, że katolicy tajscy są częścią kontynentu azjatyckiego, na którym "ludzie są bardzo dumni ze swych wartości religijnych i kulturalnych, obejmujących umiłowanie milczenia i kontemplacji, prostotę, harmonię, nieprzywiązywanie wagi do dóbr materialnych, niestosowanie przemocy, ducha twardej pracy, dyscyplinę, umiarkowane życie, pragnienie wiedzy i poszukiwania filozoficzne".

Biskup wskazał, że już w pierwszym okresie istnienia Kościoła w Tajlandii, którego ziarna zasiali misjonarze dominikanie, osoby zakonne odgrywały w nim ważną rolę. Obecnie działa tam 35 żeńskich zgromadzeń zakonnych z 1378 siostrami, 22 zgromadzenia męskie, liczące 456 zakonników, 7 stowarzyszeń życia apostolskiego z 41 członkami i 3 zakony monastyczne ze 164 osobami. "Są oni jak mała świeca, zapalona przez Chrystusa dla dobra ubogich, najbardziej narażonych i wykluczonych" – powiedział biskup. Przypomniał, że ewangelizacja tego kraju rozpoczęła się w 1669 i trwa do dzisiaj, odpowiadając na wyzwania naszych czasów.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że Kościół w Tajlandii stoi w obliczu tych samych problemów, jakie występują gdzie indziej, w tym spadku powołań kapłańskich i zakonnych. "Mimo to nadal pracujemy razem jako Kościół, głosząc Dobrą Nowinę" – przekonywał hierarcha. I dodał, że Konferencja Biskupia jego kraju powołała niedawno Stowarzyszenie Misji Zagranicznych Tajlandii (TMS), "aby dzięki naszym kapłanom i zakonnikom złagodzić potrzeby sąsiednich krajów", przy czym rośnie liczba kandydatów do tego nowego stowarzyszenia.

"Kościół Tajlandii pełni swą służbę w wielkiej różnorodności posług, a to, co ważne, to nasze żywe świadectwo miłości Boga, Jego współczucia i Jego sprawiedliwości w społeczeństwie" - zakończył swe przemówienie bp Sridarunsil.

Następnie świadectwo złożyła katolicka zakonnica, jak pochodząc z rodziny buddyjskiej, poznała wiarę katolicką i stała się zakonnicą. Dziękuję Bogu za wielki dar Jego Syna i Ducha Świętego, którzy oświecili moje życie oraz za misjonarzy, których posłał, aby byli świadkami Jego miłości tu, w Tajlandii – powiedziała siostra Benedykta.

Siostra Benedykta ze Zgromadzenia Misjonarek Maryi - Ksawerianek urodziła się w 1975 jako Jongrak Donoran (w skróconej formie - Tee) w rodzinie buddyjskiej. Również ona wierzyła, że – zgodnie z jej religią – czynienie dobra "wyzwala nas i prowadzi nas do nieba". W wieku 15 lat poszła do szkoły prowadzonej przez siostry miłosierdzia i wówczas po raz pierwszy usłyszała o chrześcijaństwie.

Później kontakty te stały się częstsze, choć długo jeszcze nie wierzyła w Jezusa jako Boga, ale już pokładała ufność w Maryi, odmawiała różaniec i chodziła na niedzielne Msze święte. W wieku 33 lat postanowiła zostać nauczycielką-wolontariuszką w jakiejś odległej wiosce górskiej. Przypadkowo na swej drodze spotkała włoskiego misjonarza o. Raffaele Manentiego a przez niego zetknęła się z siostrami ksaweriankami. Po roku pracy z nimi zapragnęła przyjąć chrzest, ale musiała się jeszcze dłuższy czas do tego przygotować. I dopiero po roku, w 2012, została w pełni chrześcijanką.

"Nadal będę szukała woli Boga. Dziękuję Mu za wielki dar Jego Syna i Ducha Świętego (...) oraz za misjonarzy, których posłał, aby byli świadkami Jego miłości tu, w Tajlandii. Zaprawdę Słowo Boże nie jest zwykłym słowem zapisanym w księdze, ale jest Słowem pełnym życia i nosicielem życia" – zakończyła swe świadectwo s. Benedykta.

W przemówieniu dziękując siostrze miłosierdzia Benedetcie za jej świadectwo, papież wyraził wdzięczność wszystkim osobom konsekrowanym za ich ciche męczeństwo wierności i codzienne poświęcenie, które wydało owoce.

Franciszek zaapelował do zgromadzonych, aby pamiętali i byli wdzięcznymi wszystkim tym osobom, które pomogły im odkryć powołanie poprzez gesty miłości, wielkoduszności, solidarności i zaufania, a także przebaczenia, cierpliwości, wytrwałości i współczucia. "Pomyślmy o nich, bądźmy wdzięczni i na ich barkach poczujmy się także i my powołani do bycia mężczyznami i kobietami pomagającymi rodzić nowe życie, które daje nam Pan" - powiedział papież.

Odpowiadając na pytanie, jak pielęgnować "płodność apostolską", Franciszek odwołał się do świadectwa siostry Benedetty, która powiedziała, że powołanie otrzymała poprzez piękno i to piękno obrazu Dziewicy Maryi, a nie abstrakcyjne idee czy zimne rozumowanie.

Papież zwrócił uwagę, że życie konsekrowane, które nie jest zdolne do otwarcia się na niespodziankę, to życie, które pozostało w połowie drogi. "Pan nie powołał nas po to, by nas posłać w świat i abyśmy ludziom narzucili obowiązki, czy brzemiona cięższe, od tych, które już dźwigają, i których jest wiele, ale aby dzielić z innymi radość, piękną perspektywę, nową i zadziwiającą" - powiedział papież i przywołał "pragmatyczne i prorocze" słowa swojego poprzednika Benedykta XVI, że Kościół nie rozszerza się poprzez prozelityzm, ale przez przyciąganie.

Ojciec Święty zachęcił zgromadzonych, aby nie bali się szukać nowych symboli i obrazów, szczególnej muzyki, która pomogłaby Tajlandczykom rozbudzić zadziwienie, które chce dać Pan. "Nie powinniśmy obawiać się coraz większej inkulturacji Ewangelii. Trzeba poszukiwać nowych form dla przekazywania Słowa zdolnego, by wstrząsnąć i rozbudzić pragnienie poznania Pana: Kim jest ten człowiek? Kim są ci ludzie, którzy idą za krzyżem?" - mówił Franciszek.

Papież powiedział, że z pewnym bólem stwierdził, gdy przeczytał, że dla wielu wiara chrześcijańska jest wiarą obcą, że jest to religia obcokrajowców. Zachęcił do głoszenia wiary „w dialekcie”, tak jak matka śpiewa kołysanki swojemu dziecku. "Z taką ufnością trzeba nadać jej tajlandzkie oblicze i „ciało”, co oznacza o wiele więcej, niż sporządzenie tłumaczeń. To pozwolenie, aby Ewangelia pozbyła się dobrych, ale obcych szat, aby zabrzmiała muzyką, która jest dla was na tych ziemiach swojską i sprawienie, aby dusze naszych braci pulsowały tym samym pięknem, które rozpaliło nasze serca" - przekonywał Franciszek.

Zachęcił do modlitwy do Dziewicy Maryi oraz, jak uczy Ewangelia, przełamywania wszelkich determinizmów, fatalizmów i schematów.

Papież wezwał, by w imię powołania, wyjść ze swoich ograniczeń, i w obliczu osób, które spotykamy na ulicy, najbardziej potrzebujących, usuniętych na margines, pogardzanych w mieście, sieroty, osoby starsze odkrywać piękno i drugiego jak brata. Wtedy nie jest on już sierotą, porzuconym, usuniętym na margines czy pogardzanym. "Teraz ma oblicze brata, „brata odkupionego przez Chrystusa. To znaczy być chrześcijaninem!" - zaznaczył Franciszek i zapytał: "Czy da się pojąć świętość bez tego żywego uznania godności każdej istoty ludzkiej?”.

Zachęcił wszystkich, którzy codziennie poświęcacie swoje życie służąc Jezusowi w braciach, aby dostrzegali piękno, tam, gdzie inni widzą jedynie pogardę, porzucenie lub przedmiot seksualny do wykorzystania. "Jesteście w ten sposób konkretnym znakiem żywego i czynnego miłosierdzia Pana. Znakiem świętego namaszczenia na tych ziemiach" - powiedział Franciszek.

Podkreślił znaczenie modlitwy dla "apostolskiej płodności". Przede wszystkim wytrwałego odmawiania Różańca tak jak dziadkowie, "Iluż z nas otrzymało wiarę od naszych dziadków!" - wspomniał papież i zaznaczył: "Bez modlitwy całe nasze życie i misja tracą sens, siłę i zapał".

Za św. papieżem Pawłem VI Ojciec Święty przypomniał, że jednym z najgorszych wrogów ewangelizacji jest brak zapału. "Gorliwość zakonnika, zakonnicy, kapłana i katechety karmi się tym podwójnym spotkaniem: z obliczem Pana i z obliczem braci" - zaznaczył.

Na zakończenie wezwał: "Proszę was bardzo, nie ulegajcie pokusie, by myśleć, że jesteście nieliczni. Myślcie raczej, że jesteście małymi narzędziami w twórczych rękach Pana. On napisze waszym życiem najpiękniejsze karty historii zbawienia na tych ziemiach".

Po spotkaniu z duchowieństwem papież udał się do sanktuarium bł. Mikołaja Bunkerda Kitbamrunga na spotkanie z biskupami Tajlandii i Federacji Konferencji Biskupich Azji (FABC).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem