Reklama

„Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” (Jan Paweł II)

Z ks. Jerzym Skotnickim - proboszczem pięciu francuskich parafii - rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 35/2011, str. 10-13

Mateusz Banaszkiewicz

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jest Ksiądz kapłanem archidiecezji częstochowskiej, później posługującym w diecezji sosnowieckiej, a dzisiaj - proboszczem pięciu parafii we francuskiej diecezji Poitiers.

KS. JERZY SKOTNICKI: - Zostałem wyświęcony przez bp. Stefana Barełę 22 maja 1983 r. - był to ostatni wyświęcony przez niego rocznik. Przez 7 lat pracowałem w diecezji częstochowskiej. Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II erygował w Polsce nowe diecezje, pracowałem w części południowej diecezji częstochowskiej, która znalazła się w nowej diecezji sosnowieckiej. Pracowałem tam przez 14 lat; byłem już wtedy proboszczem - 5 lat w parafii Nawrócenia św. Pawła w Dąbrowie Górniczej i 9 lat w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w miejscowości Łosień-Dąbrowa Górnicza. Praca w Polsce to zaangażowanie na różnych frontach - duszpasterskim, liturgicznym, szkolnym, rodzinnym, patriotycznym. Po 21 latach pracy kapłańskiej w Polsce odczułem powołanie misyjne, a to za sprawą ks. Eugeniusza Bubaka, który po ponad 16 latach pracy w Kamerunie szukał swojego następcy (nie mógł wrócić do pracy w Afryce ze względu na chore serce). Postanowiłem, że jeżeli ksiądz biskup pozwoli, pojadę do Afryki.
Udałem się na roczną formację misyjną do Warszawy, by móc przygotować się do wyjazdu do Kamerunu. Aby pogłębić znajomość języka francuskiego, otrzymałem propozycję rocznego pobytu w diecezji Poitiers. Jednakże gdy poprosiłem biskupa sosnowieckiego o zgodę na wyjazd na misję do Afryki, zapytał mnie o wiek i stwierdził, że w takim wieku to się z misji wraca, a nie na nią jedzie. Rzeczywiście, choroba żył w nogach, na którą cierpiałem, dyskwalifikowała mnie, praca w tropiku była niemożliwa. Wtedy dostałem propozycję od biskupa Poitiers, by czas przeznaczony na misje poświęcić pracy w tejże diecezji. Biskup sosnowiecki dał mi pozwolenie na trzy lata. Po roku pracy w jednej z francuskich parafii, a właściwie w 12 parafiach, zostałem oddelegowany jako proboszcz do innej części diecezji, gdzie było tylko 5 parafii. To teren wiejski, ok. 7 tys. mieszkańców, a praca jest zupełnie inna niż w Polsce.

- Na czym polegają te różnice?

- Gdy rozpoczynałem pracę i ksiądz proboszcz powiedział mi, że jest do obsługi 12 parafii, pomyślałem, że pewnie księża są na urlopach. Okazało się, że nikt na urlop nie wyjechał, tylko taka jest nasza misja. Czyli - we Francji brakuje księży. To było pierwsze uderzenie. Drugie - to mała liczba wiernych, praktykuje może 5 proc. Jest to więc praca o charakterze dość elitarnym. Myślę jednak, że ta mała liczba katolików jest wynagradzana głębią wiary tych ludzi i ich potrzebą kapłana. U nas, w Polsce, wydaje się oczywiste, że w parafii jest ksiądz. We Francji natomiast, jeśli wierni mogą przeżywać pogrzeb z księdzem, to jest to dla nich takie szczęście, jakiego tutaj chyba nikt nie doświadczył. Gdy przebywam np. na urlopie, a w mojej francuskiej parafii jest w tym czasie pogrzeb, to prowadzą go w całości osoby świeckie.
Kolejna sprawa - wielkie piętno na Kościele francuskim wywarła rewolucja francuska. W 1905 r. nastąpił rozdział Kościoła od państwa, które zagarnęło całe mienie kościelne - kościoły, plebanie, pola, lasy. W 1968 r. miała miejsce tzw. rewolucja kulturalna, nazywana seksualną, na którą w Kościele nałożyły się zmiany posoborowe. We Francji od kapłaństwa odeszła wtedy ponad połowa księży. Do dziś zresztą we francuskim Kościele katolickim nie ma jedności: są księża tradycjonaliści; są księża integryści, którzy nadal odprawiają Msze św. po łacinie, tyłem do ludzi, i - dziwna rzecz - mają pełne kościoły wiernych; są księża progresiści, którzy bardzo lekko traktują szczególnie liturgię. Nie ma kultu Eucharystii takiego, jaki jest w Polsce. W tej chwili w Poitiers oczekujemy na nowego biskupa - obecny przeszedł na emeryturę. I gdyby nowy biskup zapytał mnie, co przede wszystkim potrzebne jest w diecezji, to bym powiedział, że diecezjalny kongres eucharystyczny. Bez Eucharystii nie ma Kościoła. W ogóle to czekamy na biskupa pobożnego, biskupa duszpasterza. Osobiście czekam na biskupa eucharystycznego.

- Co to znaczy? Określenie „episcopus” - biskup bierze się jednak ze słowa dotyczącego organizacji, biskup jest również zarządcą.

- Jestem w trakcie lektury wywiadu rzeki z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Wyraźnie zaznacza on, że misja Kościoła nie opiera się jedynie na aktywizmie. Niezbędny jest element duchowości: modlitwa, kontemplacja. Biskup pobożny, nie tylko z urzędu, nie tylko organizuje akcje charytatywne, pomocowe - Kościół francuski, mimo że nie jest bogaty, wykazuje duże zaangażowanie w pomoc misyjną w Afryce. Ale nie można Kościoła redukować tylko do sfery materialnej.
Znów podzielę się moim doświadczeniem. Kiedy zostałem samodzielnym duszpasterzem, postanowiłem w soboty, w dniu, kiedy plac przed moim kościołem zamienia się w ogromny rynek, wprowadzić wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po zakończeniu naszej pierwszej adoracji, na której było raptem 8-10 osób, przyszła do mnie kobieta ze łzami w oczach, mówiąc: - Proszę księdza, ja to widziałam 40 lat temu! Po prostu nie było tego w diecezji. Biskup nie proponował tego typu nabożeństwa... A przecież bez Eucharystii nie ma Kościoła. W diecezji kładziony był nacisk na chrzest i na Biblię. Wiadomo, brak księży - szuka się sposobów, by pogłębić życie duchowe. Jeśli nie ma księdza, to nie ma Eucharystii, brak księży - brak Eucharystii. Tu nie wchodzi jednak w grę liczba, lecz organizacja. Mimo małej liczby księży można kultywować miłość do Chrystusa Eucharystycznego. Można Eucharystię eksponować i Eucharystią żyć. Tymczasem posoborowym ślizgiem powyrzucano z kościołów tradycyjne formy życia religijnego, zlikwidowano ambony i położono nacisk na my, wspólnota, i Chrystus pomiędzy nami w swym słowie, w Biblii. Zginął Pan Jezus Eucharystyczny.
Dlatego z tygodnia na tydzień przybywało nam osób, które w sobotę przychodziły na adorację, także z sąsiednich dekanatów przyjeżdżali ludzie, bo usłyszeli, że w Vivonne w sobotę przez dwie godziny jest wystawiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie.
Ale też mentalność ludu Bożego Francji i tamtejszych księży jest trochę inna. My jesteśmy Słowianami, a tam jest kultura romańska. W Kościele polskim zauważam np. pewne ortodoksyjne praktyki, np. kult obrazów: Matka Boża Częstochowska, Piekarska itd. Religijność francuska jest trójwymiarowa, 3D - Francuzi czczą figury, nie obrazy. W naszym francuskim kościele np. są dwa piękne, cenne, zabytkowe obrazy i średniej klasy figura Matki Bożej. To przed nią jednak ludzie zapalają świeczki, prosząc o łaski, nie przed obrazami. Ten sposób wyrażania religijności trzeba zaakceptować i zrozumieć.
Stąd, mówiąc o biskupie pobożnym czy eucharystycznym, myślę trochę w kategoriach polskich. Jan Paweł II i Benedykt XVI wyraźnie wskazują nam drogę Eucharystii jako centrum życia Kościoła.
Oczywiście, biskup może mieć swoich współpracowników, ale to on musi ich stymulować, inspirować i w jakimś sensie kontrolować. Często też sam bardzo się angażuje, chociaż np. wierni świeccy w Kościele francuskim są chyba bardziej aktywni niż w Polsce. W każdej z pięciu moich parafii jest ktoś, kto pełni funkcję proboszcza, funkcję administracyjną, i jest skarbnik lub ekonom - od spraw finansowych, są osoby odpowiedzialne za szerzenie wiary oraz za dzieła miłosierdzia. Ja nie zostałem mianowany do konkretnej parafii, tylko do sektora pastoralnego złożonego z pięciu parafii. Mam te parafie nadzorować, służyć im posługą kapłańską, ale wspólnoty te zarządzane są przez takie właśnie osoby.

- W Polsce mówi się o laikacie jako o śpiącym olbrzymie. Czy potrafiłby Ksiądz rozruszać taki laikat?

- Na pewno próbowałbym. W Polsce jest nieco inna sytuacja: nie brakuje księży - w małej parafii jest jeden ksiądz, w średniej bywa 2-3 księży - dlatego nie muszą oni być wspomagani przez ludzi świeckich. W Kościele francuskim w sposób naturalny ta odpowiedzialność za Kościół spada na świeckich, wspomaganych przez kapłanów. Myślę, że starałbym się jednak pewne elementy odpowiedzialności za Kościół parafialny przekazać świeckim, np. organizację katechezy, sprawy materialne, dzieła miłosierdzia. Rozpocząłem teraz w swojej francuskiej parafii odwiedzanie osób chorych, samotnych i starszych, które pozostają w domach. W każdej z parafii osoba odpowiedzialna za dzieła miłosierdzia zna te osoby, odwiedza je, proponując im poznanie swojego proboszcza. Odwiedzam tych ludzi po to, by mnie poznali. I bardzo często po pierwszej czy drugiej wizycie jest prośba o spowiedź, o Komunię św. Zaskoczyło mnie to, że były osoby, które przez 4-5 lat nie miały osobistego kontaktu z kapłanem.

- Dotykamy tu problemu sakramentów świętych. Jak Ksiądz radzi sobie z tą sprawą jako proboszcz pięciu parafii?

- Jeśli chodzi o Eucharystię, to tak mam zorganizowane odprawianie Mszy św., że w każdej parafii jest Msza św. 2 razy w miesiącu: w sobotę wieczór i w niedzielę rano, a w każdą niedzielę w Vivonne, gdzie mieszkam. Gdy chodzi o spowiedź, wytknąłem kilkakrotnie moim kolegom, księżom francuskim, że w tym Kościele bardzo często z wyjątku robi się regułę. Chodzi o rozgrzeszenie kolektywne, które jest na porządku dziennym. Ludzie przychodzą na nabożeństwa pokutne z okazji Wszystkich Świętych, Bożego Narodzenia, Wielkanocy, jest, oczywiście, rachunek sumienia, modlitwa, adoracja Krzyża, a potem jednym ruchem ksiądz rozgrzesza wszystkich obecnych. Ta forma rozgrzeszenia istnieje w Kościele, ale jest uwarunkowana. Ja nie rozgrzeszam zbiorowo, zapraszam ludzi do spowiedzi indywidualnej. Współpracuję z dwoma księżmi, z Włochem i z księdzem z Kongo, i spowiadamy indywidualnie. Na początku było trudno, ludzie byli zaskoczeni, że ksiądz zaprasza ich do spowiedzi indywidualnej. Ale przekonali się, że warto. Spowiadam najczęściej na prośbę - ktoś do mnie dzwoni i umawia się na spowiedź, wyznaczam dzień, godzinę.
Bierzmowanie jest we Francji mało popularne, zostało zastąpione wyznaniem wiary. Katecheza trwa tam cztery lata, przeznacza się na nią dwie godziny w miesiącu. Na zakończenie katecheza prowadzona jest przez rodziców lub osoby dobrej woli. Dziecko kończy czwarty rok katechezy, wyznaje swoją wiarę - a potem czasami spotykamy się dopiero przy ślubie.
Raz w miesiącu w sobotę spotykam się z wszystkimi dziećmi na wspólnej katechezie. Kiedy na początku zaprosiłem dzieci do kościoła, by im pokazać wystawienie Najświętszego Sakramentu, zachwycone oświetloną monstrancją, dymami kadzielnymi, zapytały katechetkę, jak się to słoneczko nazywa. Odpowiedziała, że nie wie, i wysłała je do księdza...

- Jak to odbiera biskup, który przecież osobiście udziela bierzmowania?

- Akceptuje to. Dlatego wspomniałem wcześniej o biskupie pobożnym, eucharystycznym, który by zaproponował częstsze bierzmowanie - obecnie raz na 5 lat. I bardzo mocny katechumenat. Przez 5 lat mojej pracy przygotowałem 8 osób dorosłych do chrztu. Ostatnią osobą był 33-letni mężczyzna, którego narzeczona chciała mieć ślub kościelny. Przyszli na rozmowę, okazało się, że trzeba prosić o dyspensę w kurii i przygotować się do chrztu. Po roku ten mężczyzna odkrył Chrystusa i prosił o chrzest, by być chrześcijaninem. W przygotowaniu dorosłych do chrztu towarzyszy mi 6-osobowa ekipa. Jest wśród nich pan, który skończył 6-letnie studia teologiczne, a z zawodu jest elektronikiem. Być może będzie diakonem stałym. W diecezji mamy ok. 270 księży i prawie 140 diakonów stałych.

- Pamiętam pierwszą wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II we Francji i jego pytanie: „Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Co należałoby zrobić we Francji, żeby odnowić chrześcijaństwo? Czy misja, którą Ksiądz zamierzał wypełnić w Afryce, może być realizowana we Francji?

- Każdego człowieka można nawrócić, dopóki żyje. Można nawrócić i Francję, i Polskę - nie możemy być tanimi optymistami i twierdzić, że w Polsce nie ma nic do roboty, a trzeba nawracać tylko Francję. Natomiast nie można porównywać nawracania Afryki i Francji. W Afryce, żeby głosić Ewangelię ludziom, trzeba ich najpierw nakarmić - jak nie da się im jeść, nie będą słuchać. We Francji nie trzeba ludzi karmić, bo jest obfitość jedzenia, natomiast jest wiele problemów o podłożu psychologicznym. Nie spotkałem w Polsce tylu osób o tak słabej psychice. Nasza religijność powoduje, że jesteśmy mocni psychicznie, że widzimy sens życia, mimo że jest czasem trudno, i trzymamy się. Francuzi są nieodporni psychicznie, łatwo się zniechęcają, załamują.
Mówiąc o nawracaniu Francji, trzeba tu tego, o czym mówił Benedykt XVI w swoim wywiadzie: przywrócić miejsce Boga w życiu każdego człowieka. Moim wiernym parafianom powtarzam wciąż, że bez życia w jedności z Jezusem nie ma chrześcijaństwa. Bóg jest wielką tajemnicą, nawet dla wybitnych teologów, jak np. św. Hilary, trzeci biskup Poitiers, specjalista od Trójcy Świętej. A Jezus stał się człowiekiem, jest naszym bratem, przyjacielem. Jezus ze swojej natury jest Bogiem, Zbawicielem, ale ofiaruje nam zwykłą ludzką przyjaźń i poprzez nią wprowadza nas w misteria wielkości wiary i życia Bożego. Od tej strony wszyscy mnie znają - że lansuję Jezusa Przyjaciela. Myślę, że to jest klucz do nawrócenia nie tylko Francji, ale i Polaków - by Jezus był obecny, konkretny w naszym życiu, by był kimś bliskim, normalnym, kto nam towarzyszy, kto dla nas się narodził, umarł i zmartwychwstał, dla nas pozostał w Eucharystii. Bez Jezusa nie ma mowy o wielkim Kościele, o religii, bo Bóg jest tak wielki i święty, że dla nas jest to niepojęte. Dzięki Jezusowi Chrystusowi Bóg Ojciec staje się kimś bliskim i Duch Święty działa konkretnie.

- Czy apel Jana Pawła II, wygłoszony we Francji, odniósł jakiś skutek?

- W trzecim tysiącleciu Kościół we Francji trochę drgnął. Jest to częściowo zasługa dość wyrazistego islamu - Kościół katolicki staje się właściwie jedyną realną przeciwwagą dla naporu kultury islamu. Francja jest najbardziej islamskim krajem w Europie. Oficjalnie mieszka tam 8 mln muzułmanów. Dzieci muzułmanów urodzone we Francji są Francuzami. Mówi się o 20-milionowej liczbie francuskich muzułmanów na 60 mln ludności Francji. Stąd Kościół katolicki we Francji trochę się rozmywa. Jestem w Vivonne kapelanem w więzieniu, które liczy 600 osób, kobiet i mężczyzn, gdzie 80 proc. stanowią muzułmanie. Do posługi tym ludziom jest 3 imamów i 1 kapłan.
Istnieje też kwestia pewnego nacisku islamu. Muzułmanie roszczą tu sobie prawa, co jest uwarunkowane dawnymi koloniami. Oni przyjeżdżają do Francji jak do swojego kraju, do znajomych, i czują się tu jak u siebie. Ta presja jest tak duża, że odnoszę wrażenie, iż Kościół katolicki we Francji jest delikatnie faworyzowany, bynajmniej nie z miłości do Chrystusa, lecz z obawy przed islamem.

- W Polsce po beatyfikacji Jana Pawła II odradza się idea ruchów adoracyjnych, m.in. w Krakowie, pod opieką ks. Stanisława Szczepańca. Jan Paweł II był bowiem człowiekiem adoracji, a adoracja to wpatrywanie się i wczytywanie w Oblicze Chrystusa. Koreluje to z nastawieniem Księdza do adoracji Najświętszego Sakramentu. Mieści się w tym rozwój prawdziwej religijności.

- We Francji jest adoracja Najświętszego Sakramentu, np. w Paryżu na Montmartre (całodobowa), są kościoły zakonne, gdzie odbywa się adoracja. Ale gdy chodzi np. o powołania kapłańskie, to jest ich niewiele, bo nie ma kultu Eucharystii. A przecież Eucharystia jest mocno związana z kapłaństwem, to sakramenty ustanowione w tym samym dniu - w Wielki Czwartek. Jak może chłopak zakochać się w Chrystusie, jeżeli nie ma kontaktu z Eucharystią?! Msza św. raz w miesiącu, a w niektórych sektorach parafialnych raz na dwa miesiące, to stanowczo za mało. Oczywiście, można dojeżdżać do sąsiednich parafii, ale jeżeli rodzice nie zawiozą dziecka, to samo nie pojedzie. Zauważa się jednak wielkie odrodzenie wspólnot zakonnych męskich, np. wspólnoty św. Marcina. Młodzi chłopcy po maturze czy już po studiach zgłaszają się do tych wspólnot, seminariów.
Bez Chrystusa nie ma chrześcijaństwa. Dlatego promuję kult Eucharystii w różnej formie - Msza św., spowiedź, która przygotowuje do Eucharystii, adoracja Najświętszego Sakramentu. Bez Chrystusa Kościół nie istnieje. On jest założycielem, fundamentem, kamieniem węgielnym Kościoła. Chrystus zawsze wskazuje na Ojca, żyje w jedności z Nim, z Ojcem zesłał Ducha Świętego na Kościół, który kontynuuje to dzieło. Tak więc bez Eucharystii nie nastąpi ani odrodzenie, ani umocnienie Kościoła. Taka jest moja refleksja na kanwie pracy we Francji - w Kościele katolickim, który jest piękny. W mojej pierwszej parafii był kościół z IX wieku, konsekrowany w 910 r., kiedy Polska nie była jeszcze ochrzczona! W Vivonne kościół jest z XI wieku, a podczas prowadzonych tam prac remontowych wydobyto sarkofagi z V wieku.
We Francji można zobaczyć korzenie żywego Kościoła. Trochę w wersji muzealnej, jako obiekty, budowle, ale także jako odrodzenie, które powoli - jak mówił Jan Paweł II - jak wiosna, ale przychodzi. Są młodzi księża, aktywni, spontaniczni, radośni. Ja też, mimo kłopotów i trudności, które są wszędzie, staram się być księdzem radosnym, uśmiechniętym, by pokazywać, że wiara daje radę, nawet w trudnościach.

- W Polsce mówi się, że rodzina jest Kościołem domowym. Co można powiedzieć o rodzinie francuskiej?

- We Francji funkcjonuje określenie: stara Francja. To wielopokoleniowe rodziny, które pielęgnują wiarę, tradycję i dbają o więzy rodzinne, podobnie jak w Polsce. Niestety, nowoczesne francuskie wspólnoty rodzinne pozbywają się osób starszych, bardzo rozpowszechnione są domy opieki dla tych osób (w każdy poniedziałek odprawiam w jednym z takich domów Mszę św.), ale są też rodziny, w których osoby starsze mają swoje miejsce. Ok. 80 proc. tzw. rodzin nowoczesnych żyje bez ślubu, nawet cywilnego. Jest tzw. mariaż pokojowy - układ w merostwie dotyczący finansów, spraw materialnych; są małżeństwa po rozwodach, po kolejnych związkach, z których dzieci są często mocno zagubione. Mówiąc na katechezie o Bogu jako naszym Ojcu, mam problem, bo dziecko ma np. trzeciego tatę i nie ma poczucia prawdziwego ojcostwa, gdyż w jedną sobotę jest u mamy, w drugą - u ojca biologicznego, a w domu ma drugiego czy trzeciego „wujka”, do którego zwraca się zresztą po imieniu. Te rodziny nie są mocne od strony państwowej, socjalnej, a co mówić o aspekcie religijnym. Ale, jak wspomniałem, jest też tzw. stara Francja.

- Z pewnością rodziny tej starej Francji są bazą dla katolickiej parafii we Francji...

- Tak. To są osoby praktycznie regularnie obecne na Mszy św., angażujące się w działania parafii i odpowiadające na jej potrzeby. Nawiążę tu do duszpasterstwa więziennego, w którym zaangażowanych jest ok. 60 osób świeckich i 4 księży. Połowa z tych osób to ludzie starej Francji, panie i panowie, którzy przychodzą, by pomagać osobom osadzonym w odnalezieniu się. Były wśród więźniów przypadki prośby o chrzest, o bierzmowanie. Tak, to jest baza katolickiej parafii. I są młode małżeństwa, które proszą o ślub katolicki. Raz w roku zapraszam wszystkich, którzy wzięli ślub w minionym roku, jest Msza św. dla rodzin, które ochrzciły dzieci. Przychodzą nawet tacy, którzy nie są związani sakramentem małżeństwa. Zawsze jest okazja, żeby coś powiedzieć, pokazać i zachęcić.

- Jak jest we Francji z kultem maryjnym? Lourdes czy inne sanktuaria maryjne z pewnością odgrywają jakąś rolę w życiu religijnym Francuzów...

- Osoby, które nie chodzą do kościoła w ciągu roku, obowiązkowo muszą być w kościele na Wszystkich Świętych, w Niedzielę Palmową i 15 sierpnia, bo Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny to we Francji wielkie święto. W mojej diecezji czterokrotnie w roku są organizowane duże pielgrzymki do Lourdes. W każdym kościele stoi przynajmniej jedna figura Matki Bożej, przy której pali się świece. To trochę inna forma kultu niż w Polsce, ale kult Matki Bożej jest silny w całej Francji. W Polsce miesiącem różańcowym jest październik, we Francji - maj. Ludzie przychodzą pół godziny przed Mszą św. i odmawiają Różaniec. I nie ma tam kościoła bez kultu maryjnego, bez figury Matki Bożej. To napawa optymizmem, bo Matka Boża jest bliska ludziom i nie jest im obce wielbienie Boga przez Jej pośrednictwo.

- Czy w chwilach trudnych Francuz szuka pomocy u Boga?

- To normalne - jak trwoga, to do Boga. Ludzie dzwonią z prośbą o modlitwę, kiedy wydarzył się wypadek czy gdy ktoś jest chory. To jest ludzkie i naturalne, że w chwilach kryzysowych człowiek przypomina sobie, że jest Bóg - Ktoś ponad nami, w Kim można szukać pociechy, oparcia i ratunku. Spotkałem się z osobami, które na co dzień nie są religijne, ale kiedy zostały dotknięte przez problemy życiowe, prosiły, by towarzyszyć im modlitwą. Nawet osoby niewierzące proszą czasem o pogrzeb w kościele dla swych bliskich.

- Francja jest krajem chrześcijańskim, katolickim...

- Tak. Mimo że naprawdę brakuje księży, nie wiem, czy nie więcej jest na świecie misjonarzy francuskich niż polskich. Potrafią dzielić się tym, czego mają mało...

Reklama

USA: tuż przed Bożym Narodzeniem odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena

2019-11-21 20:39

kg (KAI) / Peoria

W sobotę 21 grudnia w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej w Peorii, stan Illinois w Stanach Zjednoczonych, odbędzie się beatyfikacja abp. Fultona J. Sheena na zakończenie obchodów setnej rocznicy jego święceń kapłańskich. Obrzędowi przewodniczyć będzie w imieniu papieża kard. Angelo Becciu, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Przyszły błogosławiony żył w latach 1895-1979, zasłynął jako znakomity mówca i kaznodzieja a w latach 1951-69 był czynnym biskupem, w tym przez 3 lata stał na czele diecezji Rochester.

Fred Palumbo / Wikipedia
abp. Fulton J. Sheen w 1952 r.

Wiadomość o beatyfikacji ogłosił 18 listopada „z wielką radością i wdzięcznością” podczas Mszy św. w katedrze w Peorii miejscowy biskup Daniel R. Jenky, powołując się na pismo z Watykanu. Ujawnił, że 6 marca br. dowiedział się, że 7-osobowy zespół ekspertów lekarskich, działający przy Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, uznał jednogłośnie cud przypisywany wstawiennictwu sługi Bożego, wymagany do ogłoszenia go błogosławionym. W lipcu br. Franciszek zatwierdził tę decyzję, co bezpośrednio otworzyło drogę do beatyfikacji.

Uroczysta Msza św. beatyfikacyjna rozpocznie się o godz. 10 rano czasu miejscowego w katedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Maryi, „w tej samej, w której sto lat temu [przyszły arcybiskup] Sheen przyjął święcenia kapłańskie” – powiedział z zadowoleniem bp Jenky. Tam też, w marmurowym grobowcu spoczywają obecnie doczesne szczątki kandydata na ołtarze.

Wspomniany cud dotyczy niewytłumaczalnego z naukowego punktu widzenia uzdrowienia Jamesa Fultona Engstroma, który urodził się martwy 16 września 2010. Jego rodzice – Bonnie i Travis Engstromowie natychmiast zaczęli się modlić za przyczyną abp. Sheena, zachęcając też innych do szukania wstawiennictwa u niego. Dokładnie w chwili, gdy lekarze ze szpitala św. Franciszka w Peorii mieli ogłosić śmierć chłopca, jego delikatne serce zaczęło bić w rytmie, typowym dla noworodków. Do tego czasu przez 61 minut chłopczyk nie miał tętna. Wzruszona matka opowiedziała o tym w 2011 w katedrze w Peorii przed wielkim portretem abp. Sheena obok ołtarza.

Mimo złych rokowań co do przyszłości malca, łącznie z przewidywaniami, iż prawdopodobnie będzie on niewidomy i nie będzie mógł chodzić, zaczął się on normalnie rozwijać. Obecnie 8-latek lubi zjeść udka kurczaka, oglądać „Gwiezdne wojny” i jeździć na rowerze.

Dekret o uznaniu uzdrowienia ukazał się mniej więcej w tydzień po przeniesieniu prochów arcybiskupa z Nowego Jorku do katedry w Peorii. „To naprawdę wspaniałe, jak Bóg nadal tworzy cuda” – skomentował bp Jenky dokument papieski.

Peter (Fulton) John Sheen urodził się 8 maja 1895 w El Paso w stanie Illinois jako najstarszy z czterech synów w średniozamożnej rodzinie rolniczej. Rodzice byli bardzo pobożni i w tym duchu wychowali swoje dzieci, które odznaczały się dużą inteligencją. Przyszły biskup ukończył studia w St. Paul oraz na uniwersytetach w Waszyngtonie i Lovanium, na którym jako pierwszy Amerykanin uzyskał w 1923 Nagrodę im. Kard. J. Merciera za najlepszą rozprawę filozoficzną. Święcenia kapłańskie przyjął 20 września 1919, po czym pracował duszpastersko w swej rodzimej diecezji Peorii i jako wykładowca w Waszyngtonie.

Szybko zasłynął jako znakomity kaznodzieja, rekolekcjonista, nauczyciel i wychowawca. W latach 1930-50 wygłaszał wieczorne pogadanki religijne w radiu, a w latach 1952-57 w telewizji. W szczytowym okresie jego audycji słuchało i oglądało ponad 30 mln Amerykanów. Pod wpływem jego nauk nawróciło się wiele sławnych osobistości, w tym działacze komunistyczni, agnostycy, aktorzy, np. producent samochodów Henry Ford II czy skrzypek i kompozytor Fritz Kreisler.

W 1948 na ks. Sheena zwrócił uwagę ówczesny arcybiskup Nowego Jorku kard. Francis Spellman. Na jego wniosek Pius XII mianował 28 maja 1951 (sakra – 11 czerwca) 56-letniego kapłana biskupem pomocniczym archidiecezji. Wkrótce potem rozpoczął on cykl cotygodniowych programów telewizyjnych pt. „Life is Worth Living”, cieszących się ogromną popularnością. Biskup mówił na żywo na różne tematy. Cykl ten trwał w latach 1951-57 i 1961-68.

21 października 1966 Paweł VI przeniósł go na stolicę biskupią Rochester, którą kierował prawie 3 lata – do 6 października 1969. Gdy hierarcha na własną prośbę ustąpił z tego urzędu, papież Montini obdarzył go godnością arcybiskupa. Mimo przejścia na emeryturę był nadal bardzo aktywny, pozostał znakomitym mówcą, którego nauki i kazania przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek, z których co najmniej 9 ukazało się też po polsku, i wiele artykułów. Tempa życia nie zwolnił nawet wtedy, gdy okazało się, że jest chory na serce. Podczas swej wizyty w Nowym Jorku w październiku 1979 św. Jan Paweł II nazwał arcybiskupa Sheena „wiernym synem Kościoła”. Zmarł on 9 grudnia tegoż roku w swej nowojorskiej kaplicy przed Najświętszym Sakramentem.

Jego zwłoki złożono w krypcie pod głównym ołtarzem katedry św. Patryka w Nowym Jorku, skąd 27 czerwca br., na prośbę jego bratanicy Joan Sheen Cunningham przewieziono je do nowego grobowca w katedrze w Peorii.

W 2002 rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny. 28 czerwca 2012 roku Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa, a 5 lipca 2019 Franciszek podpisał wspomniany dekret uznający cud za wstawiennictwem sługi Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Solarczyk udzielił bezdomnym sakramentu bierzmowania

2019-11-22 19:28

mag / Warszawa (KAI)

Każdy z nas jest świątynią Boga – powiedział do bezdomnych bp Marek Solarczyk. W domu Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, które zajmują się najuboższymi mieszkańcami stolicy, jedna osoba otrzymała sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego – chrztu, bierzmowania i Eucharystii, a cztery kolejne - bierzmowania. W czasie liturgii, której przewodniczył biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej, polecano Bogu osoby którym siostry na co dzień pomagają.

Magdalena Pijewska/Niedziela
Bp Marek Solarczyk

W homilii bp Solarczyk przekonywał, że każdy człowiek ma wartość w Bożych oczach i że Jezus nikogo nie wyklucza z powodu jego upadków. - Od nas, od naszej otwartości zależy czy przyjmiemy zaproszenie Pana i pozwolimy Mu wejść do domu naszego życia, do domy naszego serca – mówił duchowny przywołując postać biblijnego Zacheusza.

Przypomniał również słowa św. Matka Teresa z Kalkuty, która mówiła, że z nas jest świątynią Boga, każdy z nas może w swoim życiu i poprzez swoje życie spotkać Boga, przeżyć relację z Nim.

Mówiąc o wartości sakramentu bierzmowania podkreślił, że przyjmując dary Ducha Świętego człowiek powinien być gotowy wziąć odpowiedzialność za drugiego człowiek. – Nie możemy odwracać się od tych, którzy nie znają Boga, którzy mają wątpliwości w wierze, którzy może wielu spraw nie rozumieją, albo nie są na tym etapie w stanie zrozumieć – powiedział bp Solarczyk. Podkreślił, że tym co najmocniej przemawia do serca drugiego człowiek to osobiste świadectwo wiary, świadectwo przeżywania relacji z Chrystusem. Takiej postawy otwartości potrzeba nie tylko w sprawach ducha, ale także w tym co przynosi codzienność w naszych relacjach z innymi – podsumował kaznodzieja.

Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości od początku lat 90 mieszka w Domu Świętego Józefa na stołecznym Bródnie. Prowadzi tam przytułek dla najuboższych niosąc pomoc wszystkim potrzebującym. Siostry nie tylko zbierają z ulic miasta ludzi bezdomnych, aby ich umyć, opatrzyć im rany i nakarmić ich, ale także odwiedzają domy starców, szpitale, więzienia.

W samym domu jest 21 łóżek dla biednych. W zależności od potrzeby siostry przyjmują nieraz pod swój dach więcej potrzebujących rozkładając dodatkowe materace. W przeważającej większości są to osoby bezdomne po operacjach, z jakimiś poważnymi odmrożeniami, czy innymi chorobami, które nie mają gdzie się podziać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem