Reklama

„Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?” (Jan Paweł II)

Z ks. Jerzym Skotnickim - proboszczem pięciu francuskich parafii - rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 35/2011, str. 10-13

Mateusz Banaszkiewicz

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jest Ksiądz kapłanem archidiecezji częstochowskiej, później posługującym w diecezji sosnowieckiej, a dzisiaj - proboszczem pięciu parafii we francuskiej diecezji Poitiers.

KS. JERZY SKOTNICKI: - Zostałem wyświęcony przez bp. Stefana Barełę 22 maja 1983 r. - był to ostatni wyświęcony przez niego rocznik. Przez 7 lat pracowałem w diecezji częstochowskiej. Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II erygował w Polsce nowe diecezje, pracowałem w części południowej diecezji częstochowskiej, która znalazła się w nowej diecezji sosnowieckiej. Pracowałem tam przez 14 lat; byłem już wtedy proboszczem - 5 lat w parafii Nawrócenia św. Pawła w Dąbrowie Górniczej i 9 lat w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w miejscowości Łosień-Dąbrowa Górnicza. Praca w Polsce to zaangażowanie na różnych frontach - duszpasterskim, liturgicznym, szkolnym, rodzinnym, patriotycznym. Po 21 latach pracy kapłańskiej w Polsce odczułem powołanie misyjne, a to za sprawą ks. Eugeniusza Bubaka, który po ponad 16 latach pracy w Kamerunie szukał swojego następcy (nie mógł wrócić do pracy w Afryce ze względu na chore serce). Postanowiłem, że jeżeli ksiądz biskup pozwoli, pojadę do Afryki.
Udałem się na roczną formację misyjną do Warszawy, by móc przygotować się do wyjazdu do Kamerunu. Aby pogłębić znajomość języka francuskiego, otrzymałem propozycję rocznego pobytu w diecezji Poitiers. Jednakże gdy poprosiłem biskupa sosnowieckiego o zgodę na wyjazd na misję do Afryki, zapytał mnie o wiek i stwierdził, że w takim wieku to się z misji wraca, a nie na nią jedzie. Rzeczywiście, choroba żył w nogach, na którą cierpiałem, dyskwalifikowała mnie, praca w tropiku była niemożliwa. Wtedy dostałem propozycję od biskupa Poitiers, by czas przeznaczony na misje poświęcić pracy w tejże diecezji. Biskup sosnowiecki dał mi pozwolenie na trzy lata. Po roku pracy w jednej z francuskich parafii, a właściwie w 12 parafiach, zostałem oddelegowany jako proboszcz do innej części diecezji, gdzie było tylko 5 parafii. To teren wiejski, ok. 7 tys. mieszkańców, a praca jest zupełnie inna niż w Polsce.

- Na czym polegają te różnice?

- Gdy rozpoczynałem pracę i ksiądz proboszcz powiedział mi, że jest do obsługi 12 parafii, pomyślałem, że pewnie księża są na urlopach. Okazało się, że nikt na urlop nie wyjechał, tylko taka jest nasza misja. Czyli - we Francji brakuje księży. To było pierwsze uderzenie. Drugie - to mała liczba wiernych, praktykuje może 5 proc. Jest to więc praca o charakterze dość elitarnym. Myślę jednak, że ta mała liczba katolików jest wynagradzana głębią wiary tych ludzi i ich potrzebą kapłana. U nas, w Polsce, wydaje się oczywiste, że w parafii jest ksiądz. We Francji natomiast, jeśli wierni mogą przeżywać pogrzeb z księdzem, to jest to dla nich takie szczęście, jakiego tutaj chyba nikt nie doświadczył. Gdy przebywam np. na urlopie, a w mojej francuskiej parafii jest w tym czasie pogrzeb, to prowadzą go w całości osoby świeckie.
Kolejna sprawa - wielkie piętno na Kościele francuskim wywarła rewolucja francuska. W 1905 r. nastąpił rozdział Kościoła od państwa, które zagarnęło całe mienie kościelne - kościoły, plebanie, pola, lasy. W 1968 r. miała miejsce tzw. rewolucja kulturalna, nazywana seksualną, na którą w Kościele nałożyły się zmiany posoborowe. We Francji od kapłaństwa odeszła wtedy ponad połowa księży. Do dziś zresztą we francuskim Kościele katolickim nie ma jedności: są księża tradycjonaliści; są księża integryści, którzy nadal odprawiają Msze św. po łacinie, tyłem do ludzi, i - dziwna rzecz - mają pełne kościoły wiernych; są księża progresiści, którzy bardzo lekko traktują szczególnie liturgię. Nie ma kultu Eucharystii takiego, jaki jest w Polsce. W tej chwili w Poitiers oczekujemy na nowego biskupa - obecny przeszedł na emeryturę. I gdyby nowy biskup zapytał mnie, co przede wszystkim potrzebne jest w diecezji, to bym powiedział, że diecezjalny kongres eucharystyczny. Bez Eucharystii nie ma Kościoła. W ogóle to czekamy na biskupa pobożnego, biskupa duszpasterza. Osobiście czekam na biskupa eucharystycznego.

- Co to znaczy? Określenie „episcopus” - biskup bierze się jednak ze słowa dotyczącego organizacji, biskup jest również zarządcą.

- Jestem w trakcie lektury wywiadu rzeki z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Wyraźnie zaznacza on, że misja Kościoła nie opiera się jedynie na aktywizmie. Niezbędny jest element duchowości: modlitwa, kontemplacja. Biskup pobożny, nie tylko z urzędu, nie tylko organizuje akcje charytatywne, pomocowe - Kościół francuski, mimo że nie jest bogaty, wykazuje duże zaangażowanie w pomoc misyjną w Afryce. Ale nie można Kościoła redukować tylko do sfery materialnej.
Znów podzielę się moim doświadczeniem. Kiedy zostałem samodzielnym duszpasterzem, postanowiłem w soboty, w dniu, kiedy plac przed moim kościołem zamienia się w ogromny rynek, wprowadzić wystawienie Najświętszego Sakramentu. Po zakończeniu naszej pierwszej adoracji, na której było raptem 8-10 osób, przyszła do mnie kobieta ze łzami w oczach, mówiąc: - Proszę księdza, ja to widziałam 40 lat temu! Po prostu nie było tego w diecezji. Biskup nie proponował tego typu nabożeństwa... A przecież bez Eucharystii nie ma Kościoła. W diecezji kładziony był nacisk na chrzest i na Biblię. Wiadomo, brak księży - szuka się sposobów, by pogłębić życie duchowe. Jeśli nie ma księdza, to nie ma Eucharystii, brak księży - brak Eucharystii. Tu nie wchodzi jednak w grę liczba, lecz organizacja. Mimo małej liczby księży można kultywować miłość do Chrystusa Eucharystycznego. Można Eucharystię eksponować i Eucharystią żyć. Tymczasem posoborowym ślizgiem powyrzucano z kościołów tradycyjne formy życia religijnego, zlikwidowano ambony i położono nacisk na my, wspólnota, i Chrystus pomiędzy nami w swym słowie, w Biblii. Zginął Pan Jezus Eucharystyczny.
Dlatego z tygodnia na tydzień przybywało nam osób, które w sobotę przychodziły na adorację, także z sąsiednich dekanatów przyjeżdżali ludzie, bo usłyszeli, że w Vivonne w sobotę przez dwie godziny jest wystawiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie.
Ale też mentalność ludu Bożego Francji i tamtejszych księży jest trochę inna. My jesteśmy Słowianami, a tam jest kultura romańska. W Kościele polskim zauważam np. pewne ortodoksyjne praktyki, np. kult obrazów: Matka Boża Częstochowska, Piekarska itd. Religijność francuska jest trójwymiarowa, 3D - Francuzi czczą figury, nie obrazy. W naszym francuskim kościele np. są dwa piękne, cenne, zabytkowe obrazy i średniej klasy figura Matki Bożej. To przed nią jednak ludzie zapalają świeczki, prosząc o łaski, nie przed obrazami. Ten sposób wyrażania religijności trzeba zaakceptować i zrozumieć.
Stąd, mówiąc o biskupie pobożnym czy eucharystycznym, myślę trochę w kategoriach polskich. Jan Paweł II i Benedykt XVI wyraźnie wskazują nam drogę Eucharystii jako centrum życia Kościoła.
Oczywiście, biskup może mieć swoich współpracowników, ale to on musi ich stymulować, inspirować i w jakimś sensie kontrolować. Często też sam bardzo się angażuje, chociaż np. wierni świeccy w Kościele francuskim są chyba bardziej aktywni niż w Polsce. W każdej z pięciu moich parafii jest ktoś, kto pełni funkcję proboszcza, funkcję administracyjną, i jest skarbnik lub ekonom - od spraw finansowych, są osoby odpowiedzialne za szerzenie wiary oraz za dzieła miłosierdzia. Ja nie zostałem mianowany do konkretnej parafii, tylko do sektora pastoralnego złożonego z pięciu parafii. Mam te parafie nadzorować, służyć im posługą kapłańską, ale wspólnoty te zarządzane są przez takie właśnie osoby.

- W Polsce mówi się o laikacie jako o śpiącym olbrzymie. Czy potrafiłby Ksiądz rozruszać taki laikat?

- Na pewno próbowałbym. W Polsce jest nieco inna sytuacja: nie brakuje księży - w małej parafii jest jeden ksiądz, w średniej bywa 2-3 księży - dlatego nie muszą oni być wspomagani przez ludzi świeckich. W Kościele francuskim w sposób naturalny ta odpowiedzialność za Kościół spada na świeckich, wspomaganych przez kapłanów. Myślę, że starałbym się jednak pewne elementy odpowiedzialności za Kościół parafialny przekazać świeckim, np. organizację katechezy, sprawy materialne, dzieła miłosierdzia. Rozpocząłem teraz w swojej francuskiej parafii odwiedzanie osób chorych, samotnych i starszych, które pozostają w domach. W każdej z parafii osoba odpowiedzialna za dzieła miłosierdzia zna te osoby, odwiedza je, proponując im poznanie swojego proboszcza. Odwiedzam tych ludzi po to, by mnie poznali. I bardzo często po pierwszej czy drugiej wizycie jest prośba o spowiedź, o Komunię św. Zaskoczyło mnie to, że były osoby, które przez 4-5 lat nie miały osobistego kontaktu z kapłanem.

- Dotykamy tu problemu sakramentów świętych. Jak Ksiądz radzi sobie z tą sprawą jako proboszcz pięciu parafii?

- Jeśli chodzi o Eucharystię, to tak mam zorganizowane odprawianie Mszy św., że w każdej parafii jest Msza św. 2 razy w miesiącu: w sobotę wieczór i w niedzielę rano, a w każdą niedzielę w Vivonne, gdzie mieszkam. Gdy chodzi o spowiedź, wytknąłem kilkakrotnie moim kolegom, księżom francuskim, że w tym Kościele bardzo często z wyjątku robi się regułę. Chodzi o rozgrzeszenie kolektywne, które jest na porządku dziennym. Ludzie przychodzą na nabożeństwa pokutne z okazji Wszystkich Świętych, Bożego Narodzenia, Wielkanocy, jest, oczywiście, rachunek sumienia, modlitwa, adoracja Krzyża, a potem jednym ruchem ksiądz rozgrzesza wszystkich obecnych. Ta forma rozgrzeszenia istnieje w Kościele, ale jest uwarunkowana. Ja nie rozgrzeszam zbiorowo, zapraszam ludzi do spowiedzi indywidualnej. Współpracuję z dwoma księżmi, z Włochem i z księdzem z Kongo, i spowiadamy indywidualnie. Na początku było trudno, ludzie byli zaskoczeni, że ksiądz zaprasza ich do spowiedzi indywidualnej. Ale przekonali się, że warto. Spowiadam najczęściej na prośbę - ktoś do mnie dzwoni i umawia się na spowiedź, wyznaczam dzień, godzinę.
Bierzmowanie jest we Francji mało popularne, zostało zastąpione wyznaniem wiary. Katecheza trwa tam cztery lata, przeznacza się na nią dwie godziny w miesiącu. Na zakończenie katecheza prowadzona jest przez rodziców lub osoby dobrej woli. Dziecko kończy czwarty rok katechezy, wyznaje swoją wiarę - a potem czasami spotykamy się dopiero przy ślubie.
Raz w miesiącu w sobotę spotykam się z wszystkimi dziećmi na wspólnej katechezie. Kiedy na początku zaprosiłem dzieci do kościoła, by im pokazać wystawienie Najświętszego Sakramentu, zachwycone oświetloną monstrancją, dymami kadzielnymi, zapytały katechetkę, jak się to słoneczko nazywa. Odpowiedziała, że nie wie, i wysłała je do księdza...

- Jak to odbiera biskup, który przecież osobiście udziela bierzmowania?

- Akceptuje to. Dlatego wspomniałem wcześniej o biskupie pobożnym, eucharystycznym, który by zaproponował częstsze bierzmowanie - obecnie raz na 5 lat. I bardzo mocny katechumenat. Przez 5 lat mojej pracy przygotowałem 8 osób dorosłych do chrztu. Ostatnią osobą był 33-letni mężczyzna, którego narzeczona chciała mieć ślub kościelny. Przyszli na rozmowę, okazało się, że trzeba prosić o dyspensę w kurii i przygotować się do chrztu. Po roku ten mężczyzna odkrył Chrystusa i prosił o chrzest, by być chrześcijaninem. W przygotowaniu dorosłych do chrztu towarzyszy mi 6-osobowa ekipa. Jest wśród nich pan, który skończył 6-letnie studia teologiczne, a z zawodu jest elektronikiem. Być może będzie diakonem stałym. W diecezji mamy ok. 270 księży i prawie 140 diakonów stałych.

- Pamiętam pierwszą wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II we Francji i jego pytanie: „Francjo, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Co należałoby zrobić we Francji, żeby odnowić chrześcijaństwo? Czy misja, którą Ksiądz zamierzał wypełnić w Afryce, może być realizowana we Francji?

- Każdego człowieka można nawrócić, dopóki żyje. Można nawrócić i Francję, i Polskę - nie możemy być tanimi optymistami i twierdzić, że w Polsce nie ma nic do roboty, a trzeba nawracać tylko Francję. Natomiast nie można porównywać nawracania Afryki i Francji. W Afryce, żeby głosić Ewangelię ludziom, trzeba ich najpierw nakarmić - jak nie da się im jeść, nie będą słuchać. We Francji nie trzeba ludzi karmić, bo jest obfitość jedzenia, natomiast jest wiele problemów o podłożu psychologicznym. Nie spotkałem w Polsce tylu osób o tak słabej psychice. Nasza religijność powoduje, że jesteśmy mocni psychicznie, że widzimy sens życia, mimo że jest czasem trudno, i trzymamy się. Francuzi są nieodporni psychicznie, łatwo się zniechęcają, załamują.
Mówiąc o nawracaniu Francji, trzeba tu tego, o czym mówił Benedykt XVI w swoim wywiadzie: przywrócić miejsce Boga w życiu każdego człowieka. Moim wiernym parafianom powtarzam wciąż, że bez życia w jedności z Jezusem nie ma chrześcijaństwa. Bóg jest wielką tajemnicą, nawet dla wybitnych teologów, jak np. św. Hilary, trzeci biskup Poitiers, specjalista od Trójcy Świętej. A Jezus stał się człowiekiem, jest naszym bratem, przyjacielem. Jezus ze swojej natury jest Bogiem, Zbawicielem, ale ofiaruje nam zwykłą ludzką przyjaźń i poprzez nią wprowadza nas w misteria wielkości wiary i życia Bożego. Od tej strony wszyscy mnie znają - że lansuję Jezusa Przyjaciela. Myślę, że to jest klucz do nawrócenia nie tylko Francji, ale i Polaków - by Jezus był obecny, konkretny w naszym życiu, by był kimś bliskim, normalnym, kto nam towarzyszy, kto dla nas się narodził, umarł i zmartwychwstał, dla nas pozostał w Eucharystii. Bez Jezusa nie ma mowy o wielkim Kościele, o religii, bo Bóg jest tak wielki i święty, że dla nas jest to niepojęte. Dzięki Jezusowi Chrystusowi Bóg Ojciec staje się kimś bliskim i Duch Święty działa konkretnie.

- Czy apel Jana Pawła II, wygłoszony we Francji, odniósł jakiś skutek?

- W trzecim tysiącleciu Kościół we Francji trochę drgnął. Jest to częściowo zasługa dość wyrazistego islamu - Kościół katolicki staje się właściwie jedyną realną przeciwwagą dla naporu kultury islamu. Francja jest najbardziej islamskim krajem w Europie. Oficjalnie mieszka tam 8 mln muzułmanów. Dzieci muzułmanów urodzone we Francji są Francuzami. Mówi się o 20-milionowej liczbie francuskich muzułmanów na 60 mln ludności Francji. Stąd Kościół katolicki we Francji trochę się rozmywa. Jestem w Vivonne kapelanem w więzieniu, które liczy 600 osób, kobiet i mężczyzn, gdzie 80 proc. stanowią muzułmanie. Do posługi tym ludziom jest 3 imamów i 1 kapłan.
Istnieje też kwestia pewnego nacisku islamu. Muzułmanie roszczą tu sobie prawa, co jest uwarunkowane dawnymi koloniami. Oni przyjeżdżają do Francji jak do swojego kraju, do znajomych, i czują się tu jak u siebie. Ta presja jest tak duża, że odnoszę wrażenie, iż Kościół katolicki we Francji jest delikatnie faworyzowany, bynajmniej nie z miłości do Chrystusa, lecz z obawy przed islamem.

- W Polsce po beatyfikacji Jana Pawła II odradza się idea ruchów adoracyjnych, m.in. w Krakowie, pod opieką ks. Stanisława Szczepańca. Jan Paweł II był bowiem człowiekiem adoracji, a adoracja to wpatrywanie się i wczytywanie w Oblicze Chrystusa. Koreluje to z nastawieniem Księdza do adoracji Najświętszego Sakramentu. Mieści się w tym rozwój prawdziwej religijności.

- We Francji jest adoracja Najświętszego Sakramentu, np. w Paryżu na Montmartre (całodobowa), są kościoły zakonne, gdzie odbywa się adoracja. Ale gdy chodzi np. o powołania kapłańskie, to jest ich niewiele, bo nie ma kultu Eucharystii. A przecież Eucharystia jest mocno związana z kapłaństwem, to sakramenty ustanowione w tym samym dniu - w Wielki Czwartek. Jak może chłopak zakochać się w Chrystusie, jeżeli nie ma kontaktu z Eucharystią?! Msza św. raz w miesiącu, a w niektórych sektorach parafialnych raz na dwa miesiące, to stanowczo za mało. Oczywiście, można dojeżdżać do sąsiednich parafii, ale jeżeli rodzice nie zawiozą dziecka, to samo nie pojedzie. Zauważa się jednak wielkie odrodzenie wspólnot zakonnych męskich, np. wspólnoty św. Marcina. Młodzi chłopcy po maturze czy już po studiach zgłaszają się do tych wspólnot, seminariów.
Bez Chrystusa nie ma chrześcijaństwa. Dlatego promuję kult Eucharystii w różnej formie - Msza św., spowiedź, która przygotowuje do Eucharystii, adoracja Najświętszego Sakramentu. Bez Chrystusa Kościół nie istnieje. On jest założycielem, fundamentem, kamieniem węgielnym Kościoła. Chrystus zawsze wskazuje na Ojca, żyje w jedności z Nim, z Ojcem zesłał Ducha Świętego na Kościół, który kontynuuje to dzieło. Tak więc bez Eucharystii nie nastąpi ani odrodzenie, ani umocnienie Kościoła. Taka jest moja refleksja na kanwie pracy we Francji - w Kościele katolickim, który jest piękny. W mojej pierwszej parafii był kościół z IX wieku, konsekrowany w 910 r., kiedy Polska nie była jeszcze ochrzczona! W Vivonne kościół jest z XI wieku, a podczas prowadzonych tam prac remontowych wydobyto sarkofagi z V wieku.
We Francji można zobaczyć korzenie żywego Kościoła. Trochę w wersji muzealnej, jako obiekty, budowle, ale także jako odrodzenie, które powoli - jak mówił Jan Paweł II - jak wiosna, ale przychodzi. Są młodzi księża, aktywni, spontaniczni, radośni. Ja też, mimo kłopotów i trudności, które są wszędzie, staram się być księdzem radosnym, uśmiechniętym, by pokazywać, że wiara daje radę, nawet w trudnościach.

- W Polsce mówi się, że rodzina jest Kościołem domowym. Co można powiedzieć o rodzinie francuskiej?

- We Francji funkcjonuje określenie: stara Francja. To wielopokoleniowe rodziny, które pielęgnują wiarę, tradycję i dbają o więzy rodzinne, podobnie jak w Polsce. Niestety, nowoczesne francuskie wspólnoty rodzinne pozbywają się osób starszych, bardzo rozpowszechnione są domy opieki dla tych osób (w każdy poniedziałek odprawiam w jednym z takich domów Mszę św.), ale są też rodziny, w których osoby starsze mają swoje miejsce. Ok. 80 proc. tzw. rodzin nowoczesnych żyje bez ślubu, nawet cywilnego. Jest tzw. mariaż pokojowy - układ w merostwie dotyczący finansów, spraw materialnych; są małżeństwa po rozwodach, po kolejnych związkach, z których dzieci są często mocno zagubione. Mówiąc na katechezie o Bogu jako naszym Ojcu, mam problem, bo dziecko ma np. trzeciego tatę i nie ma poczucia prawdziwego ojcostwa, gdyż w jedną sobotę jest u mamy, w drugą - u ojca biologicznego, a w domu ma drugiego czy trzeciego „wujka”, do którego zwraca się zresztą po imieniu. Te rodziny nie są mocne od strony państwowej, socjalnej, a co mówić o aspekcie religijnym. Ale, jak wspomniałem, jest też tzw. stara Francja.

- Z pewnością rodziny tej starej Francji są bazą dla katolickiej parafii we Francji...

- Tak. To są osoby praktycznie regularnie obecne na Mszy św., angażujące się w działania parafii i odpowiadające na jej potrzeby. Nawiążę tu do duszpasterstwa więziennego, w którym zaangażowanych jest ok. 60 osób świeckich i 4 księży. Połowa z tych osób to ludzie starej Francji, panie i panowie, którzy przychodzą, by pomagać osobom osadzonym w odnalezieniu się. Były wśród więźniów przypadki prośby o chrzest, o bierzmowanie. Tak, to jest baza katolickiej parafii. I są młode małżeństwa, które proszą o ślub katolicki. Raz w roku zapraszam wszystkich, którzy wzięli ślub w minionym roku, jest Msza św. dla rodzin, które ochrzciły dzieci. Przychodzą nawet tacy, którzy nie są związani sakramentem małżeństwa. Zawsze jest okazja, żeby coś powiedzieć, pokazać i zachęcić.

- Jak jest we Francji z kultem maryjnym? Lourdes czy inne sanktuaria maryjne z pewnością odgrywają jakąś rolę w życiu religijnym Francuzów...

- Osoby, które nie chodzą do kościoła w ciągu roku, obowiązkowo muszą być w kościele na Wszystkich Świętych, w Niedzielę Palmową i 15 sierpnia, bo Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny to we Francji wielkie święto. W mojej diecezji czterokrotnie w roku są organizowane duże pielgrzymki do Lourdes. W każdym kościele stoi przynajmniej jedna figura Matki Bożej, przy której pali się świece. To trochę inna forma kultu niż w Polsce, ale kult Matki Bożej jest silny w całej Francji. W Polsce miesiącem różańcowym jest październik, we Francji - maj. Ludzie przychodzą pół godziny przed Mszą św. i odmawiają Różaniec. I nie ma tam kościoła bez kultu maryjnego, bez figury Matki Bożej. To napawa optymizmem, bo Matka Boża jest bliska ludziom i nie jest im obce wielbienie Boga przez Jej pośrednictwo.

- Czy w chwilach trudnych Francuz szuka pomocy u Boga?

- To normalne - jak trwoga, to do Boga. Ludzie dzwonią z prośbą o modlitwę, kiedy wydarzył się wypadek czy gdy ktoś jest chory. To jest ludzkie i naturalne, że w chwilach kryzysowych człowiek przypomina sobie, że jest Bóg - Ktoś ponad nami, w Kim można szukać pociechy, oparcia i ratunku. Spotkałem się z osobami, które na co dzień nie są religijne, ale kiedy zostały dotknięte przez problemy życiowe, prosiły, by towarzyszyć im modlitwą. Nawet osoby niewierzące proszą czasem o pogrzeb w kościele dla swych bliskich.

- Francja jest krajem chrześcijańskim, katolickim...

- Tak. Mimo że naprawdę brakuje księży, nie wiem, czy nie więcej jest na świecie misjonarzy francuskich niż polskich. Potrafią dzielić się tym, czego mają mało...

Jestem, pamiętam, czuwam – dziś 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego

2019-12-08 13:46

it / Częstochowa (KAI)

Dziś przypada 66. rocznica Apelu Jasnogórskiego. W tej formie jako wieczorna modlitwa kierowana do Maryi, Królowej Polski i Matki Kościoła w intencji Ojczyzny i Kościoła rozpoczęła się 8 grudnia 1953 r. Dziś to jedna z najbardziej znanych jasnogórskich modlitw, gromadząca każdego wieczoru o godz. 21.00 tysiące pielgrzymów w Kaplicy Matki Bożej i kolejne tysiące dzięki transmisji na cały świat.

Marcin Mazur/episkopat.pl

Genezy Apelu jasnogórskiego można dopatrywać się w wydarzeniach z 4 listopada 1918 r. kiedy polscy żołnierze z 22. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podporucznika Artura Wiśniewskiego, wyzwolili Jasną Górę spod okupacji austriackiej i o godz. 21.15 stanęli, wraz z paulinami przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękując za odzyskaną wolność po 123 latach niewoli narodowej i zaborów.

Inny przekaz mówi o kapitanie Władysławie Polesińskim, pilocie zmarłym w 1939 r., trochę „wadzącym się z Bogiem”, który podczas próbnego lotu usłyszał nagle jakby wewnętrzny rozkaz: „zniż lot, ląduj!” Wylądował szczęśliwie. Po opuszczeniu samolotu nastąpiła jego eksplozja. Była godzina 21.00.

Gdy po powrocie do domu opowiedział swojej żonie o tym wydarzeniu, ona zapytała go, którego to było dnia i o której godzinie to się stało? Okazało się, że właśnie tego dnia o godz. 21.00 polecała go Matce Bożej. Kapitan stanął „na baczność”, zasalutował i zwrócił się do Matki Bożej Jasnogórskiej, meldując się Jej jako swemu Dowódcy, od którego otrzymał ten wewnętrzny nakaz ratujący go od śmierci. Odtąd czynił to codziennie.

Kapitan Władysław Polesiński nawrócił się, zmienił życie i założył wśród oficerów polskich katolicką organizację - „Krzyż i Miecz”. Członkowie tej organizacji mieli w zwyczaju codziennie o godzinie 21.00 meldować się na apel przed Matką Bożą Częstochowską.

Podczas okupacji hitlerowskiej ks. Leon Cieślak, pallotyn, szerzył tę praktykę w Warszawie wśród młodzieży akademickiej na tajnych kompletach i w sodalicjach mariańskich. O godzinie 21.00 młodzież modliła się do Matki Bożej Jasnogórskiej i odmawiała akt zawierzenia się Maryi.

W tym samym czasie na Jasnej Górze o. Polikarp Sawicki, paulin, gromadził różne grupy akademickie, najczęściej członków sodalicji mariańskiej, na wieczorową modlitwę przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej.

Po otrzymaniu wiadomości o internowaniu kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski w późnych godzinach nocnych 25 września 1953 r., paulini na Jasnej Górze podjęli z pielgrzymami specjalne modlitwy o jego rychłe uwolnienie.

Prymas podczas swego internowania w Stoczku Warmińskim – w okresie stalinowskiego terroru – postanowił dokonać osobistego Aktu oddania się w niewolę miłości Matce Bożej, zawierzając Jej całkowicie swój los. Oddał się Maryi w uroczystość Jej Niepokalanego Poczęcia 8 grudnia 1953 r. W tym samym dniu rozpoczęto na Jasnej Górze wieczorową modlitwę, zwaną Apelem, w jego intencji o godz. 21.00.

Papież Pius XII w tym czasie ogłosił początek Maryjnego Roku Jubileuszowego.

Na Jasnej Górze z tej okazji ks. biskup Zdzisław Goliński, ordynariusz częstochowski, w otoczeniu kapituły katedralnej, paulinów i licznie zgromadzonych wiernych celebrował Mszę św. pontyfikalną 8 grudnia 1953 r. wieczorem - w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Podczas tej Mszy św. kazanie wygłosił przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, w którym między innymi zapowiedział: „Staniemy dziś wszyscy na jasnogórski apel. Co to jest? Nic trudnego! Codziennie o godz. 9.00 wieczorem przeniesiemy się myślą i modlitwą na Jasną Górę, do cudownej kaplicy. Są rodziny, które o tej porze przerywają rozmowę, pracę i stają w milczeniu albo na czele ze swym ojcem odmawiają dziesiątkę różańca. Są całe zastępy polskiej młodzieży akademickiej, które to czynią. Gdy powiedziano o tym Księdzu Prymasowi Kardynałowi Wyszyńskiemu, odniósł się życzliwie do tego, potem jednak, kiedy przemyślał tę sprawę, powiedział parę miesięcy temu, że codziennie o godzinie 9 wieczorem przenoszę się myślą na Jasną Górę, modlę się i błogosławię całemu Narodowi. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, przy Matce i Pocieszycielce, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród...”.

Zgodnie z tą zapowiedzią i pod jego przewodnictwem zgromadziła się w kaplicy Matki Bożej o tej wieczornej porze grupka osób, w tym paulini – o. Teofil Krauze, o. Aleksander Rumiński oraz kilka pań z Instytutu Prymasowskiego z Marią Okońską na czele, by polecić szczególnej opiece Maryi internowanego Prymasa Polski. Postanowili zbierać się codziennie o godzinie 21.00, by odmawiać modlitwy do Matki Bożej przed zasłoniętym Cudownym Obrazem.

To było oficjalne zapoczątkowanie jasnogórskiego Apelu. Paulini wzywali rodaków, by sercem, myślą i modlitwą stawać przed Obliczem Jasnogórskiej Pani o godz. 21.00 i modlić się o uwolnienie Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Nowe impulsy dla apelu jako wieczornego nabożeństwa maryjnego dały Jasnogórskie Śluby Narodu złożone 26 sierpnia 1956 r., zawierające program religijno-moralnej odnowy życia narodowego. Odtąd Apel jasnogórski stał się modlitwą wieczorną w intencji Narodu. Prymas Wyszyński o godz. 21.00 błogosławił całej Polsce, a za jego przykładem czynili to inni biskupi, a zwłaszcza ks. biskup Lucjan Biernacki, biskup pomocniczy prymasowskiej archidiecezji gnieźnieńskiej, który za wierność współpracy z kard. Wyszyńskim został usunięty przez władze komunistyczne z Gniezna i przebywał na wygnaniu na Jasnej Górze.

Do upowszechnienia praktyki Apelu jasnogórskiego przyczyniła się przede wszystkim peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej (od 1957 r.). We wszystkich parafiach, gdzie był Obraz Nawiedzenia, utrwalała się praktyka Apelu jasnogórskiego o godzinie 21.00. Paulini, prowadzący misje przed nawiedzeniem kopii Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Człuchowie i okolicy, zaczęli wprowadzać już w 1961 r. praktykę jasnogórskiego apelu każdego wieczora. Spotkało się to z ogromnym zainteresowaniem, bo wierni wypełniali świątynie po brzegi. Niektórzy z nich urozmaicali apel przeźroczami o tematyce jasnogórskiej.

Apel jasnogórski miał różne melodie i był śpiewany w różnych wersjach. Autorem najbardziej znanej i rozpowszechnionej melodii jest ks. Stanisław Ormiński, salezjanin, który skomponował ją w 1956 r.

W późniejszych latach melodię do apelu skomponował także ks. Marian Michalec CM. Młodzież zwykle śpiewa swój własny apel, nawiązujący w swej treści do jej zadań na nowe Tysiąclecie i wyrażający prośbę uświęcenia siebie i rodziny.

Jak wynika z zapisów kronikarskich, Apel wszedł już na stałe do programu nabożeństw maryjnych na Jasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości odpustowe - od 1960 r.

Z okazji rozpoczęcia tzw. „Czuwań soborowych” w 1962 r. ówczesny przeor Jasnej Góry o. Anzelm Radwański podjął decyzję, aby tę praktykę wieczorowego spotkania z Królową Polski jeszcze bardziej ożywić i pogłębić. Postanowiono więc na tę szczególną chwilę spotkania z Maryją odsłaniać Cudowny Obraz i nadać temu nabożeństwu bogatszą oprawę. Najczęściej od Apelu zaczynały się czuwania modlitewne wiernych w intencji prac ojców Soboru Watykańskiego II. Tak pomyślana i zaplanowana modlitwa maryjna zaczęła gromadzić nie tylko pielgrzymów przybyłych na „Czuwania soborowe”, ale także mieszkańców Częstochowy.

Po powrocie kard. Stefana Wyszyńskiego na stolicę prymasowską (28 X 1956 r.), Apel wzbogacił się o specjalne modlitewne rozważania i intencje. Odtąd Prymas Polski błogosławił o godz. 21.00 całej Polsce, a także Polonii rozsianej po wszystkich kontynentach.

Do spopularyzowania modlitwy Apelu jasnogórskiego przyczynił się przede wszystkim kard. Wyszyński. Prymas Polski, który nie tylko na Jasnej Górze, ilekroć był obecny, ale wszędzie, nawet w swojej prywatnej kaplicy, gromadził domowników na to wieczorne spotkanie z Matką Bożą, Królową Polski i osobiście prowadził rozważania i modlitwy apelu. Wiele z nich zostało nagranych na taśmę magnetofonową i stanowi dziś bogaty zbiór modlitw w intencji aktualnych spraw Kościoła i Ojczyzny. Te modlitwy i rozważania ks. Prymasa pogłębiły znaczenie i wartość apelu. Przypomniał on, że Maryja, Królowa Polski, jest nam dana jako skuteczna pomoc i obrona dla naszego Narodu. Kard. Wyszyński wciąż zaświadczał, że wszystko postawił na Maryję. Apel jasnogórski - w ujęciu Prymasa - to modlitwa zawierzenia się w opiekę macierzyńską Maryi. Jego rozważania nawiązują do najbardziej aktualnych problemów społecznych w Polsce, do potrzeb Narodu zagrożonego w swej wierze i suwerenności, a także do zwykłych, codziennych spraw ludzkich. Ich treść wyrastała przede wszystkim z Jasnogórskich Ślubów Narodu, z duchowych mocy Wielkiej Nowenny, z owoców nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego, a w następnych latach z Milenijnego Aktu Oddania w macierzyńską niewolę Maryi, z przeżyć Tysiąclecia Chrztu, „Społecznej Krucjaty Miłości” i przygotowań do jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry.

Kard. Stefan Wyszyński rozmiłował się w tej maryjnej modlitwie, nadał jej właściwy charakter i treść oraz stał się jej szczególnym propagatorem. On pozostawił pewien model rozważania modlitewnego przy Apelu. - Jest to godzina czuwania przy Pani Jasnogórskiej, godzina rachunku sumienia i składania u Jej królewskich stóp naszego dorobku. Jest to godzina modlitwy, zjednoczenia przez miłość i błogosławieństwo – mówił podczas jednego z Apeli kard. Wyszyński.

Wzorując się na przykładzie kard. Stefana Wyszyńskiego i jego sposobie prowadzenia Apelu, przeor jasnogórski o. Józef Płatek wprowadził od 1975 r. krótkie rozważania modlitewne - spontaniczną modlitwę do Królowej i Matki Polaków, nawiązując do aktualnych potrzeb Ojczyzny. Następnie od 28 marca 1978 r. jako generał zakonu, przez kolejne 12 lat osobiście prowadząc Apel, utrwalił już na stałe taki styl prowadzenia jasnogórskiego Apelu, nadając mu przez to charakter serdeczny i zarazem rodzinny. Podobnie jak w dobrej rodzime wszyscy wieczorem gromadzą się wokół matki, tak samo czciciele Maryi stają po dziś dzień przed Nią jako Matką i Królową.

Największym promotorem i animatorem Apelu jasnogórskiego stał się św. Jan Paweł II. On bowiem ukazał najgłębszą treść ewangeliczną i zarazem narodową, zwłaszcza podczas swych pielgrzymek na Jasną Górę, ale i także podczas swych spotkań z Polakami. Chętnie śpiewał Apel ze swymi rodakami i nawiązywał do jego zobowiązującej treści. Wskazywał na historyczny i rycerski charakter Apelu i jednocześnie ukazał, że śpiewając czy odmawiając go, stajemy jakby „na baczność”, meldując się Maryi z oświadczeniem swego oddania: jestem cały Twój i do Twej dyspozycji! Jest to więc spotkanie z Maryją ubogacające i zarazem zobowiązujące.

Wielką zasługą papieża z Polski pozostanie na zawsze to, że jasnogórskiemu Apelowi VI Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze nadał charakter uniwersalny i zarazem eklezjalny. Jak podkreśla o. Józef Płatek, paulin „nie była to próba jakiejś polonizacji, ale raczej chrześcijańska postawa dzielenia się tym, co nasze z innymi w ich własnym języku i kulturze”. Papież w swym przemówieniu (14 sierpnia 1991 r.) zwrócił uwagę młodzieży na trzy słowa: jestem – pamiętam – czuwam. Są to kluczowe słowa apelu, które stały się programem życia dla młodego pokolenia całego świata. Dzięki inspiracji wypływającej z Ewangelii apel nabrał charakteru międzynarodowego, światowego i uniwersalnego i stał się nie tylko programem, ale i modlitwą do Maryi Matki Kościoła i Królowej świata.

Po Światowym Dniu Młodzieży z udziałem Jana Pawła II na Jasnej Górze, w dniach 14-15 sierpnia 1991 r., swą działalność rozpoczęło archidiecezjalne częstochowskie Radio „Fiat”. Ono pierwsze podjęło transmisję Apelu z Kaplicy Matki Bożej Jasnogórskiej.

Od 25 marca 1995 r. przekazuje Apel już na stałe i codziennie Radio „Jasna Góra”.

Radio „Maryja” podjęła początkowo transmisję we wszystkie soboty od adwentu 1996 r. Na mocy umowy tej rozgłośni z Radiem „Jasna Góra”, od 2 lutego 1997 r. Radio „Maryja” transmituje codziennie Apel na całą Polskę i poza jej granice bezpośrednio z kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej.

Od 5 grudnia 1997 r.- dzięki „Radiu Jasna Góra” - tysiące osób może w godzinie Apelu jasnogórskiego przekazywać swoje intencje kierowane do Jasnogórskiej Bogarodzicy Maryi. Jedni czynią to za pomocą telefonu (w godz. 20.30-21.00), a inni przesyłają swoje intencje drogą mailową, sms-ową lub pocztową.

W specjalnej księdze, którą nazwano „księgą modlitwy apelowej”, są zapisywane prośby i podziękowania. Księga ta jest też po części obrazem religijności Polaków, którzy bezgraniczną ufność pokładają w przemożnym wstawiennictwie Maryi i pragną się łączyć w modlitwie Apelu, stając duchowo przed obliczem Jasnogórskiej Królowej Polski. Tę księgę modlitwy apelowej składa się w czasie Apelu na ołtarzu. Księga pozostanie dla potomnych świadectwem miłości naszych rodaków z Polski i zagranicy – do swojej Matki i Orędowniczki.

Na to niepowtarzalne spotkanie modlitewne z Królową Polski składają się: pradawna pieśń „Bogurodzica Dziewica”; trzykrotnie śpiewany hejnał: Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!; modlitewne rozważanie na tle tajemnic życia Maryi, Jej udziału w misterium Chrystusa, Kościoła i Narodu; dziesiątka różańca; antyfona „Pod Twoją obronę”; wezwania: „Królowo Polski, módl się za nami!”; błogosławieństwo, którego udziela prowadzący rozważanie, albo któryś z dostojników kościelnych; pieśń do Matki Bożej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: dwaj uprowadzeni księża odzyskali wolność

2019-12-12 14:34

kg (KAI/FIDES) / Abudża

Dwaj nigeryjscy księża katoliccy: Joseph Nweke i Felix Efobi, uprowadzeni 6 grudnia w południowo-zachodniej części kraju, odzyskali wolność wieczorem 10 bm. Chociaż porywacze żądali początkowo 100 mln naira (nieco ponad 1 mln zł) za ich zwolnienie, ostatecznie wypuścili ich bez otrzymania jakiegokolwiek okupu.

Mikamatto/Foter/Creativ Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY2.0)

Obaj księża, pracujący w diecezji Awka na południu Nigerii, zostali uprowadzeni 6 grudnia, gdy udawali się na ślub swych parafian ze stanu Anambra do Akure – stolicy stanu Ondo. Duchownych, jadących autostradą Benin-Owo w orszaku weselnym, zatrzymali w pewnej chwili nieznani uzbrojeni mężczyźni koło miejscowości Ajagbale, wyciągnęli ich z samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku.

Według świadków napastnicy nie interesowali się innymi samochodami i ich kierowcami, a nawet nie zabrali nikomu ich telefonów komórkowych i - jak powiedział jeden z uczestników zajścia - "porwali tylko księży i pozostawili resztę". Po pewnym czasie porywacze odezwali się, żądając 100 mln naira okupu w zamian za zwolnienie obu kapłanów, ale po kilku dniach uwolnili ich, nie otrzymawszy żadnych pieniędzy.

Watykańska agencja misyjna Fides podała, powołując się na miejscowe źródła, że księża odzyskali wolność wieczorem 10 grudnia na szosie. Wyjechał po nich jeden z kapłanów z Owo.

Porwania księży i zakonników na południu Nigerii są od wielu lat wielką plagą. W samym tylko stanie Enugu uprowadzono w tym roku 9 kapłanów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem