Reklama

Historia sowieckiej nienawiści

Bez względu na to, jakie będą rezultaty tzw. śledztwa smoleńskiego, bez względu na to, jakie jeszcze powstaną raporty na temat przyczyn katastrofy w Smoleńsku - wydaje się niezbędnie potrzebne, aby raporty te nie ograniczały się do wydarzeń jedynie z 10 kwietnia 2010 r. Nie można najbardziej nawet szczegółowo analizować katastrofy smoleńskiej w całkowitym oderwaniu od dotychczasowych relacji między Polską a Rosją

Prezydent Lech Kaczyński wraz z elitą przywódczą Rzeczypospolitej nie przypadkiem zginął akurat 10 kwietnia 2010 r., i akurat w tym miejscu - w Smoleńsku, tuż obok Katynia. W polityce, tak samo jak w historii, istnieje zawsze syndrom, związek przyczynowo-skutkowy. I nawet jeśli nie ma związków bezpośrednich pomiędzy katastrofą w Smoleńsku a sowiecką zbrodnią w Katyniu, to istnieją związki pośrednie wydarzeń wynikających jedne z drugich w następującej kolejności: 23 sierpnia 1939 -> 1 września 1939 -> 17 września 1939 -> 5 marca 1940 -> 10 kwietnia 1940 -> 10 kwietnia 2010. Nie sposób podważyć związku tych dat ze sobą! Chyba że przyjmiemy rosyjską wersję „prawdy”.
W obecności premiera rządu RP Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r., na trzy dni przed katastrofą polskiego samolotu, premier Putin w Katyniu fałszował prawdę i fakty historyczne o zbrodni ludobójstwa sowieckiego. Zresztą sformułowanie „ludobójstwo” nawet nie padło, natomiast Putin dokonywał manipulacji politycznej i mijania się z prawdą nad grobami tysięcy pomordowanych polskich oficerów. Putin nie wymienił nawet sprawców zbrodni! Natomiast twardo zapowiadał, że „rosyjska wersja II wojny światowej (…) nie podlega żadnej rewizji”. Dlatego wiarygodność Putina jest dla Polaków żadna.

Rosyjska eksterminacja

W 1707 r. niedaleko Torunia grupa sołdatów i oficerów rosyjskich aresztowała abp. Konstantego Zielińskiego, który ukoronował wcześniej króla Stanisława Leszczyńskiego. Na rozkaz cara Piotra I abp Zieliński pod konwojem rosyjskich sołdatów został wywieziony do Rosji. Nigdy już do Polski nie wrócił. Zmarł w więzieniu carskim w Moskwie. Abp Zieliński stał na czele stronnictwa patriotyczno-narodowego Rzeczypospolitej, które popierało króla Leszczyńskiego. Rosja zaś popierała Augusta II Sasa, aby politycznie ubezwłasnowolnić Polskę i doprowadzić do utraty jej suwerenności, co też nastąpiło na Sejmie Niemym w 1717 r. Abp Zieliński zapłacił życiem za swą patriotyczną postawę, a jego wyeliminowanie pozwoliło Rosji na wprowadzenie na tron w Warszawie Augusta II Sasa. Ten akt terroru politycznego otworzył długą epokę eksterminacji tych politycznych przywódców Polski, którzy przeciwstawili się dominacji rosyjskiej w Rzeczypospolitej.
W 1767 r. została aresztowana przez sołdatów rosyjskich grupa przywódców stronnictwa patriotyczno-narodowego, które nie zgadzało się na prorosyjską politykę króla Stanisława Augusta, jego serwilizm wobec carycy Katarzyny II i utratę suwerenności państwowej Rzeczypospolitej. Rosjanie aresztowali m.in. biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, który niezależnie od swej funkcji kościelnej jako senator stał na czele stronnictwa patriotycznego w polskim parlamencie. Razem z nim Rosjanie aresztowali innych posłów i senatorów, w tym hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego, jego syna Seweryna Rzewuskiego oraz bp. Józefa Załuskiego (twórcę słynnej Biblioteki Załuskich). Rosjanie wywieźli ich do więzienia w Smoleńsku, a następnie do Kaługi pod Moskwę.
W kapturowym zaocznym procesie został skazany na karę śmierci bohaterski gen. Kazimierz Pułaski - ostatni przywódca konfederacji barskiej i obrońca Jasnej Góry przed armią rosyjską. Konfederacja barska była pierwszym polskim powstaniem narodowym przeciwko rządom i wpływom rosyjskim w formalnie niepodległej Polsce. Konfederacja została stłumiona przez armię rosyjską, a rosyjski ambasador w Warszawie razem ze zdradzieckim królem Stanisławem Augustem Poniatowskim decydowali o losie tysięcy konfederatów zesłanych na zawsze na Syberię. Podobnie zapadła decyzja o wyroku śmierci na Pułaskiego, który, skazany przez sąd polski, był ścigany rosyjskimi (!) listami gończymi i musiał emigrować do Ameryki.
Tadeusz Kościuszko jako Naczelnik był ostatnią głową państwa przed utratą niepodległości przez Polskę. Ciężko ranny w bitwie pod Maciejowicami, dostał się do rosyjskiej niewoli i został natychmiast wywieziony do straszliwej twierdzy Pietropawłowskiej, która uchodziła za najcięższe więzienie świata. Naczelnik Polski miał tam przebywać aż do śmierci. Uratowało go jego amerykańskie obywatelstwo i interwencja prezydenta USA Thomasa Jeffersona u nowego cara Rosji Pawła I. Rosjanie zgodzili się wypuścić Kościuszkę pod warunkiem, że uda się do Ameryki, nigdy już nie przyjedzie na terytorium dawnej Rzeczypospolitej i nigdy więcej nie będzie walczył z Rosją.
Po klęsce powstania listopadowego na osobiste polecenie cara Mikołaja I, zwanego żandarmem Europy, Rosjanie skazali na karę śmierci przez powieszenie kilkudziesięciu przywódców powstania, w tym cały polski Rząd Narodowy z premierem Adamem Jerzym Czartoryskim. Wyroki w większości nie zostały wykonane, gdyż skazani na śmierć Polacy zdołali udać się na emigrację, z której do Ojczyzny nigdy już nie powrócili.
W okresie powstania styczniowego Rosjanie skazali na śmierć czołowych przywódców powstania: cywilnych, wojskowych, a nawet księży. Niektórym udało się zbiec (m.in. Jarosławowi Dąbrowskiemu). Najsłynniejsza egzekucja miała miejsce na stokach warszawskiej Cytadeli, kiedy Rosjanie powiesili na szubienicy cały polski Rząd Narodowy z Romualdem Trauguttem na czele. Na rosyjskich szubienicach skończyli też tacy przywódcy powstania, jak gen. Zygmunt Sierakowski, gen. Zygmunt Padlewski, ks. Antoni Mackiewicz i jako ostatni przywódca powstania o niepodległą Polskę - ks. Stanisław Brzóska.

Reklama

Bezwzględna walka

Sowieckie służby specjalne miały plany zamordowania Józefa Piłsudskiego. Szczególnie w 1923 r. Rosjanie byli już blisko dokonania zamachu na Marszałka. Miała to być nie tylko zemsta za klęskę Rosji sowieckiej 15 sierpnia 1920 r. Zamach na Piłsudskiego miał pokazać „długie ręce Kremla”, a poza wszystkim „ojciec polskiej wolności” jak żaden polityk w Europie znał agresywne i imperialne dalekosiężne plany rosyjskich komunistów.
4 lipca 1943 r. w katastrofie lotniczej nad Gibraltarem zginął gen. Władysław Sikorski - premier rządu RP oraz Naczelny Wódz Wojska Polskiego. Razem z Sikorskim zginęła grupa towarzyszących mu polityków i wojskowych, m.in. szef sztabu gen. Tadeusz Klimecki. Kilka tygodni wcześniej Stalin pod pretekstem i na tle sprawy Katynia zerwał stosunki dyplomatyczne z rządem Sikorskiego, a propaganda Moskwy określała polskiego przywódcę jako faszystę i współpracownika Hitlera! Katastrofa gibraltarska nie została wyjaśniona nigdy, ale najbardziej prawdopodobna wersja to zamach sowiecki, zwłaszcza że tuż obok polskiego samolotu (bez strażników i jakiejkolwiek ochrony) stał sowiecki samolot wojskowy pełen funkcjonariuszy NKWD. W każdym razie na śmierci polskiego premiera i wodza najbardziej skorzystała Rosja sowiecka, uzyskując już w tym krytycznym momencie II wojny światowej klucz do opanowania Polski w całości.
15 lipca 1944 r. sowieckie NKWD zwabiło podstępnie, a następnie aresztowało całe dowództwo Armii Krajowej w Wilnie, z gen. Aleksandrem Krzyżanowskim-Wilkiem. Faktycznie byli to przywódcy Polski na kresach północno-wschodnich Rzeczypospolitej. Wszyscy zostali wymordowani albo zaginęli bez wieści.
27 i 28 marca 1945 r. zostali podstępnie zwabieni do Pruszkowa pod Warszawą przez sowieckie NKWD na osobiste polecenie Stalina wszyscy przywódcy Polski Podziemnej. Była to tzw. Grupa 16, a wśród nich wicepremier rządu RP Stanisław Jankowski oraz komendant główny Armii Krajowej gen. Leopold Okulicki. Zostali oni wywiezieni do Moskwy i uwięzieni na straszliwej Łubiance, a następnie osądzeni w kapturowym procesie. Niektórzy zostali później zamordowani. W ten sposób Rosja sowiecka usunęła bardzo ważną przeszkodę, aby zainstalować komunistyczny rząd polski, złożony z moskiewskich marionetek.
W trakcie banalnego zabiegu chirurgicznego w szpitalu w Warszawie zmarł prymas Polski kard. August Hlond. Komuniści byli zaskoczeni, że wrócił on do kraju z emigracji natychmiast po zakończeniu II wojny światowej. Ogromny patriotyzm, siła charakteru i poczucie odpowiedzialności za Naród i Kościół stawiały kard. Hlonda po 1945 r. na czele Narodu, tym bardziej że tylko on (!) personalnie stanowił ciągłość majestatu II RP. Było to nawiązanie do czasów I Rzeczypospolitej, kiedy to prymas po śmierci króla, w okresie bezkrólewia, był faktyczną głową państwa. Istnieją daleko idące domniemania, że kard. August Hlond został skrytobójczo zamordowany na polecenie z Moskwy przez polską bezpiekę.
W nocy z 25 na 26 września 1953 r. na rozkaz z Moskwy komunistyczny reżim PRL aresztował prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Jako „interrex” ze swojego urzędu, a jako kapłan niezwykłego charakteru i odwagi Wyszyński był faktycznym przywódcą Narodu i zwalczanej przez komunistów niepodległej Polski. Przez pierwszy okres swego uwięzienia Wyszyński był zagrożony śmiercią albo wywiezieniem w głąb Rosji. Aresztowanie i uwięzienie prymasa było ciosem nie tylko dla samego Kościoła, ale dla tej większości Narodu, która nie pogodziła się z rządzącymi z nadania Moskwy komunistami - targowicą XX wieku.
12 marca 1956 r. zmarł w Moskwie Bolesław Bierut. W Polsce Ludowej był komunistycznym dyktatorem, prezydentem - głową państwa, I sekretarzem Komitetu Centralnego PZPR. W Moskwie był stosunkowo niskiej rangi oficerem zbrodniczego NKWD i marionetką Stalina wyznaczoną do rządzenia Polakami. Istnieją daleko idące domniemania, że w nowej sytuacji politycznej po śmierci Stalina dla nowych władców Kremla Bierut był niewygodny i dlatego został zlikwidowany albo zmuszony do samobójstwa.
13 maja 1981 r. został dokonany zamach na Jana Pawła II. Ojciec Święty miał zginąć nie tylko dlatego, że był papieżem, ale dlatego, że był faktycznym przywódcą Polski i polskiego Narodu. W geopolitycznych realiach 1981 r. Rosja sowiecka była w apogeum swej potęgi polityczno-militarnej, a powstanie „Solidarności” w Polsce w istotny sposób zagrażało panowaniu sowieckiemu w Europie. Zamachu na Jana Pawła II dokonał fanatyczny islamista turecki, ale ślady zamachu prowadzą do Moskwy - na Kreml i do KGB!

* * *

Józef Szaniawski - dr historii, politolog, publicysta, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Autor monografii, m.in. „Reduta - Polska między historią a geopolityką”, „Pułkownik Kukliński - tajna misja”, „Victoria polska - Marszałek Piłsudski w obronie Europy”, „Rosja - Imperium zła”. W latach 1973-85 prowadził działalność niepodległościową i konspiracyjnie współpracował z Radiem Wolna Europa. Wykryty przez bezpiekę, został skazany przez sąd stanu wojennego na 10 lat więzienia. Uniewinniony przez Sąd Najwyższy w 1990 r. jako ostatni więzień polityczny PRL. W latach 1993 - 2004 był pełnomocnikiem i przyjacielem płk. Ryszarda Kuklińskiego.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

MZ: w tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami jest 160 osób

2020-04-08 11:57

[ TEMATY ]

zdrowie

PAP

W tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami w polskich szpitalach jednoimiennych i na oddziałach zakaźnych jest 160 osób - przekazał w środę rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Dodał, że około 220 osób opuściło już szpital lub izolację domową z negatywnymi wynikami testu.

Andrusiewicz powiedział w środę na konferencji prasowej, że ostatniej doby ubyło 86 pacjentów w szpitalach jednoimiennych i szpitalach zakaźnych. "To znaczy na oddziałach zakaźnych, bo oprócz szpitali jednoimiennych, mamy również oddziały zakaźne" - podkreślił.

Dodał, że ci pacjenci zostali skierowani do izolatoriów. "Mamy w tej chwili w kraju 7 tys. miejsc w izolatoriach, czyli do izolatoriów możemy kierować osoby niewymagające hospitalizacji, z tymi łagodniejszymi objawami bądź bez objawowych pacjentów. I oni nie muszą zajmować łóżek szpitalnych" - zaznaczył Andrusiewicz.

Rzecznik resortu zdrowia powiedział też, że w tej chwili w stanie ciężkim pod respiratorami w polskich szpitalach, szpitalach jednoimiennych i na oddziałach zakaźnych jest 160 osób.

Dopytywany, ile osób już wyzdrowiało Andrusiewicz powiedział, że "mamy w granicach 220 osób, które opuściły szpital lub izolację domową". "Są potwierdzone negatywnymi wynikami testów, są zdrowe" - podkreślił rzecznik MZ. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

CBOS: jak Polacy obchodzą Wielki Post i Wielkanoc?

2020-04-09 16:38

[ TEMATY ]

Wielkanoc

święconka

Przemysław Awdankiewicz

Aż 93% Polaków święci pokarmy i dzieli się jajkiem a 85% pości w Wielki Piątek, z kolei 58% deklaruje udział w obchodach Triduum Paschalnego. Centrum Badań Społecznych opublikowało wyniki badań przeprowadzonych w marcu 2020 r.

Nie ulega wątpliwości, że Święta Wielkanocne spędzimy w tym roku inaczej niż zwykle. Ci, którzy zazwyczaj przeżywając je na sposób religijny uczestniczyli w nabożeństwach w kościołach, w tym roku nie mają takiej możliwości – ze względu na światową epidemię koronawirusa SARS-CoV-2 właściwie zawieszono publiczne sprawowanie kultu.

Ci, którzy traktują Wielkanoc jako wydarzenie przede wszystkim rodzinne, także doświadczą jej w tym roku inaczej – w małym gronie, we własnych domach, stosując się do wytycznych rządu i ekspertów zalecających samoizolację oraz zachowanie fizycznego dystansu od innych (z ang. social distancing).

Jeszcze nie wiadomo, jak te okoliczności wpłyną na sposób obchodzenia Wielkiego Postu i Świąt Wielkanocnych w dłuższej perspektywie. Jest to okres od setek lat zajmujący istotne miejsce w polskim kalendarzu obrzędowym, a tradycje jego obchodzenia są bardzo silnie zakorzenione w naszej kulturze. W badaniach CBOS dotyczących przeżywania Wielkanocy, prowadzonych od początku XXI wieku, obserwujemy pewne zmiany zwyczajów. Są to jednak ruchy bardzo powolne; trudno oczekiwać, by nawet dramatyczne wydarzenia - jak obecna epidemia - spowodowały nagłą zmianę w tak ważnym kulturowo obszarze.

W marcowym badaniu respondentom zadano pytanie, czy oni sami i ich rodziny kultywują tradycje wielkanocne i wielkopostne. W tym roku kontekst jest wyjątkowy, co mogło w pewnym stopniu wpłynąć na odpowiedzi. Pytania dotyczą jednak raczej ogólnych postaw wobec świętowania niż konkretnych zamiarów związanych z tegorocznymi świętami, co może ograniczać wpływ nadzwyczajnych okoliczności na wyniki.

Marcowe badanie rozpoczęło się już po poinformowaniu przez Ministerstwo Zdrowia o pierwszym polskim przypadku pacjenta zarażonego koronawirusem, ale jeszcze przed wprowadzeniem w naszym kraju pierwszych nadzwyczajnych środków prewencyjnych związanych z epidemią. Sytuacja w trakcie realizacji sondażu zmieniała się bardzo dynamicznie - oznacza to, że respondenci udzielający odpowiedzi w ostatnich dniach trwania badania robili to w innych okolicznościach niż odpowiadający jako pierwsi.

Z tych powodów wyniki przedstawione niżej trzeba traktować z dużą ostrożnością.

Wyrzeczenia wielkopostne

Na pytanie o podejmowanie w okresie Wielkiego Postu wyrzeczeń (ograniczanie rozrywki na różne sposoby) 26% odpowiedziało, że zdecydowanie podejmuje, 36% - raczej tak. To spory wzrost od 2018 r., kiedy 16% odpowiedziało, że zdecydowanie podejmuje wyrzeczenia, a 34% – raczej.

- Ciężko jednak przesądzić, czy nie jest to efekt obecnej sytuacji na świecie. Udział w części aktywności, o które pytamy (chodzenie na zabawy czy do kina), jest w obecnym czasie niemożliwy ze względów epidemiologicznych. Trudno jest więc powiedzieć, czy obserwujemy wzmożenie religijne czy raczej sanitarne – komentuje CBOS.

Świętowanie Wielkanocy

Wielkanoc jest przeżywana najczęściej jako święto rodzinne – w ten sposób określa ją 67% ankietowanych. W drugiej kolejności jest ona postrzegana jako przeżycie religijne 51%. Podobny odsetek respondentów uznaje ją przede wszystkim za miłą tradycję 45%. Inne odpowiedzi wskazywane są rzadko.

Badanych zapytano także, jakie tradycje wielkopostne i wielkanocne kultywują oraz które z nich są obecne w ich rodzinach.

Najbardziej rozpowszechnione jest zachowanie postu w Wielki Piątek (deklaruje je 85% respondentów), a w dalszej kolejności przystąpienie do spowiedzi wielkanocnej (69% - o dwa punkty procentowe więcej niż w 2018 r.) i posypanie głowy popiołem w Środę Popielcową (66%). Ponad połowa ankietowanych twierdzi także, że bierze udział w kościelnych obchodach Triduum Paschalnego (58%), w drodze krzyżowej lub gorzkich żalach (53% - o trzy punkty procentowe więcej niż w 2018 r.) oraz w rekolekcjach wielkopostnych (51% - o cztery punkty procentowe mniej niż w 2018 r.). Niewiele mniej (46%) deklaruje, że uczestniczy w rezurekcji – niedzielnej Mszy wielkanocnej.

- Co interesujące, zachowanie postu w Wielki Piątek jest tradycją praktykowaną nawet przez znaczący odsetek badanych nigdy nieuczestniczących w praktykach religijnych (40%) oraz przez zdecydowaną większość respondentów biorących w nich udział tylko kilka razy w roku (80%) – wskazuje CBOS.

Deklarowany poziom uczestnictwa w religijnych praktykach wielkopostnych i wielkanocnych pozostaje dość stabilny w ostatnich latach, chociaż w stosunku do pomiaru z roku 2006 obserwujemy spadek rozpowszechnienia wszystkich wymienionych praktyk, z wyjątkiem wielkopiątkowego postu. Najwyraźniejszy spadek notujemy w przypadku udziału w rezurekcji – o 20 punktów procentowych w stosunku do 2006 r.

Poza tradycjami pobożnościowymi zachowywanymi osobiście, pytano także badanych o to, jak przeżywa się Wielki Post i Wielkanoc w ich rodzinach. Niemal powszechnie praktykowane jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę oraz dzielenie się z najbliższymi święconym jajkiem (po 93%). Niemal podobnie liczny odsetek ankietowanych (90%) deklaruje, że wysyła życzenia świąteczne: za pośrednictwem internetu lub SMS-ów (79%) lub tradycyjnych kartek (40%).

Bardzo szeroko rozpowszechniony jest także domowy wypiek tradycyjnych ciast (78%) oraz święcenie palemki w Niedzielę Palmową (77%).

Nieco mniej rozpowszechnione są: nawiedzenie Grobu Pańskiego (72%), obchodzenie śmigusa-dyngusa (71%), malowanie pisanek (71%), a także zwyczaj zajączka, czyli obdarowywania dzieci upominkami (62%).

Trzy modele świętowania

Pierwszy model świętowania koncentruje się na wymiarze duchowym: jego główne składowe to udział w Triduum Paschalnym, rekolekcjach wielkopostnych, nabożeństwie drogi krzyżowej lub gorzkich żalów, przystąpienie do spowiedzi wielkanocnej, posypanie głowy popiołem w Środę Popielcową, udział w rezurekcji, nawiedzenie Grobu Pańskiego, a w nieco mniejszym stopniu także poświęcenie palemek i zachowanie postu w Wielki Piątek.

Drugi wiąże się z kościelnymi tradycjami wielkanocnymi i obejmuje przede wszystkim poświęcenie pokarmu w Wielką Sobotę, dzielenie się święconym jajkiem, a w mniejszym stopniu poświęcenie palemek i zachowanie postu w Wielki Piątek.

Trzeci model to tradycje bardziej świeckie – malowanie pisanek, lany poniedziałek, pieczenie ciast oraz zajączek. Polacy luźniej związani z katolicyzmem kultywują przede wszystkim tradycje mające charakter obrzędowej religijności ludowej. Model trzeci ‒ obejmujący tradycje związane z życiem domowym i rodzinnym ‒ powiązany jest przede wszystkim z wiekiem: najczęściej obserwowany jest wśród młodszych badanych.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję