Reklama

Na misjach głoszą Chrystusa Zmartwychwstałego

O. Kazimierz Szymczycha SVD
Niedziela Ogólnopolska 15/2012, str. 26-27

Zmartwychwstały Chrystus pozostawił Kościołowi testament: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19). To zadanie wypełnia Kościół od Pięćdziesiątnicy, kiedy to Apostołowie otrzymali Ducha Świętego, zostawiając w Wieczerniku strach i lęk, z wielką odwagą i mocą wyszli, aby głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. My również, jako ochrzczeni i wierzący w zmartwychwstanie, mamy ten najważniejszy i największy akt miłości bliźniego wypełniać z całą świadomością. Bł. Jan Paweł II powiedział: „Każdy wierny powołany jest do świętości i do działalności misyjnej” (RM 90). Czy jesteśmy świadomi naszej odpowiedzialności za misyjne dzieło Kościoła i czy jest w nas takie pragnienie, aby spłacać dług wdzięczności za skarb naszej wiary? Jakże wiele jest jeszcze serc oczekujących na prawdę o Zmartwychwstałym Chrystusie.
Jako wieloletni misjonarz w Demokratycznej Republice Konga (dawnym Zairze), przyjechałem do małej wioski, należącej do ludu Jansi, w której funkcjonowała już bardzo aktywna wspólnota chrześcijańska. Przyjęto mnie szczerze, ale kiedy zorientowałem się, że w cieniu rozłożystego drzewa dyskutuje starszyzna wioski, odsunąłem się na bok, nie chciałem przeszkadzać. Pod wieczór, gdy skończono dyskusję, starsi z sąsiedniej wioski otrzymali pewną sumę pieniędzy i dwie kozy. Później dowiedziałem się, co było powodem spotkania starszych. Zmarła dziewiętnastoletnia dziewczyna. Czarownik („ngamwin”) wskazał, że przyczyną jej śmierci były „mwin” (złowrogie siły, moce czarownicze) rzucone na nią przez wujka. „Winowajcą” okazał się właściciel domu, w którym i ja zamieszkałem. Musiał on zapłacić za krzywdę wyrządzoną rodzinie zmarłej pewną sumę pieniędzy i dwie kozy. - Ojcze - powiedział mi ów mężczyzna - je nie wierzę w żadne „mwim”, ale zapłaciłem i uznałem swoją winę, bo chcę mieć spokój. Takie jest nasze niepisane prawo starszych („nsiku ya bambuta”).
Jansowie przyczyny śmierci nie szukają w słabościach natury lub w Bogu, ale wśród tych, którzy otaczają zmarłego. Powszechnie wśród chrześcijańskich Jansów mówi się, że Bóg woła człowieka do siebie, ale w rzeczywistości wierzy się, że przyczyną śmierci są moce czarownicze („mwin”). Zawsze pojawia się pytanie, kto „wysłał” tę chorobę. „Mwin” mogą być „rzucone” poprzez zmarłych lub żyjących. Zmarły źle pogrzebany lub nieszanowany za życia zsyła poprzez złe moce karę na swój lineaż lub ród i w ten sposób uczy go szacunku dla starszych. Przodkowie mogą też wysyłać „mwin”, aby ukarać tych, którzy nie przestrzegają prawa starszych. Niekiedy zmarli wysyłają złowrogie siły z zazdrości, bo nie mogą znieść szczęścia kogoś ze swej rodziny.
Żyjący, kierując się zazdrością czy zemstą, też mają moc używania „mwin”. Gdy umiera dziecko, najczęściej uważa się, że ojciec lub ktoś bliski z rodziny (wujek) jest sprawcą śmierci. Mówi się, że poświęcają oni dziecko, aby zapewnić szczęście lub powodzenie w życiu. Niekiedy cudzołóstwo ojca lub matki może prowokować „mwin”, które zabijają dziecko.
Oprócz wskazanych negatywnych przyczyn śmierci, trzeba przyznać, że istnieje dużo pozytywnych elementów, które korespondują z wiarą chrześcijańską. Jansowie są głęboko przekonani, że życie nie kończy się z chwilą śmierci. Mają poczucie łączności ze zmarłymi oraz pragnienie zjednoczenia z nimi w wiosce żywych zmarłych. Okazują szacunek zmarłym i w czasie żałoby zachowują wielką solidarność z rodziną zmarłego. Przebywając wśród Jansów, szczególnie uświadomiłem sobie, że dostosowanie katolickiej eschatologii do tradycyjnych wierzeń afrykańskich w ludzkich sercach i umysłach nie może się dokonać natychmiast. Mocno wierzę, że z tych pozytywnych elementów można wskrzesić prawdziwe chrześcijańskie spojrzenie na śmierć i życie pozagrobowe. Chrystus akceptuje bogactwo kultur i tradycyjnych przekonań. On przyszedł na świat, aby objawić ludziom prawdziwą twarz Boga i Jego zamiary wobec wszystkich. Zadaniem Kościoła jest więc przekonać Afrykanów, że Chrystus nie przyszedł obalić ich wierzeń, ale chce je wzbogacać, dając im nowy wymiar.
To Jezus Zmartwychwstały zaprasza nas, abyśmy stawali się Jego apostołami, Jego misjonarzami. Niedziela Wielkanocna, którą przeżywamy, przypomina, że wszyscy ochrzczeni powinni poczuć się odpowiedzialni za misje. Misjonarzami i misjonarkami stajemy się również poprzez modlitwę oraz ofiarowane cierpienia. O tę modlitwę wołają papieże w encyklikach i orędziach misyjnych oraz misjonarze i misjonarki w swoich listach. Tego uczy też Sobór Watykański II, mówiąc: „Misjom służy się skutecznie przez modlitwę, ofiarowanie Bogu codziennego życia, a zwłaszcza cierpień i doświadczeń” (DM 29). Możemy włączać się we współpracę misyjną także poprzez pomoc materialną, dzięki której misjonarze i misjonarki mogą pomagać biednym i potrzebującym, głodnym i chorym, budować kaplice oraz kościoły, szkoły i szpitale. Nasze ofiary składane na misje służą tym, którzy cierpią niedostatek. Możemy to uczynić poprzez Papieskie Dzieła Misyjne i zakony misyjne oraz poprzez poszczególne agendy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji: Centrum Formacji Misyjnej, Dzieło Pomocy „Ad Gentes” i MIVA Polska.
Pragniemy zachęcić wiernych do działalności misyjnej poprzez udział w tzw. PATRONACIE MISYJNYM, który jest bezpośrednią pomocą poszczególnemu misjonarzowi lub misjonarce. Ten świąteczny numer „Niedzieli” zawiera wkładkę tematyczną o PATRONACIE. Co to jest PATRONAT MISYJNY? Osoba, która pragnie rozciągnąć szczególną opiekę duchową i materialną nad konkretnym misjonarzem czy misjonarką, nazywana jest Patronem. Każdy może wybrać sobie znajomego misjonarza lub misjonarkę z diecezji, zgromadzenia zakonnego czy też osobę świecką. Można również poprosić Komisję Episkopatu Polski ds. Misji o przydzielenie misjonarza lub misjonarki. Taka osoba wspomaga misjonarza czy misjonarkę znanego z imienia i z nazwiska poprzez: codzienną pamięć modlitewną, uczestniczenie w Eucharystii i częstą Komunię św., ofiarowane cierpienia i niesione krzyże codzienności. Przykładem takiego zaangażowania na rzecz misji jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus, która nie wyjeżdżając na misje, przez swoje duchowe i modlitewne zaangażowanie została ogłoszona Patronką misji. Oprócz tego Patron, w miarę możliwości, przeznacza dobrowolne ofiary na utrzymanie swojego misjonarza lub misjonarki oraz na dofinansowanie ich prac w krajach misyjnych. Z mojego doświadczenia misyjnego wiem, że każdy grosz jest wielką pomocą dla misji i misjonarzy. Oczywiście PATRONAT MISYJNY zobowiązuje również misjonarzy i misjonarki do modlitwy wdzięczności za tak wyjątkowych pomocników oraz do regularnej korespondencji z tymi, których łączy gorąca linia modlitwy i misyjne braterstwo.
Więcej informacji o działalności Komisji Episkopatu Polski ds. Misji i jej poszczególnych agend oraz o Patronacie misyjnym na stronie internetowej: www.misje.pl.
Pisząc te słowa, jako wieloletni misjonarz, pragnę zaświadczyć, że byłem wspomagany przez wielu z Was modlitwami, ofiarami cierpień i materialnymi darami serca. Dzisiaj pragnę bardzo serdecznie wyrazić Wam moją szczerą wdzięczność za te hojne dary. Dziękuję również w imieniu misjonarzy i misjonarek, którzy doświadczają Waszej pomocy lub od dziś będą jej doświadczać. Ta świadomość, że nie jest się samemu na misjach, że są ludzie modlący się i pamiętający o nas, dodaje sił, radości i pozwala żyć nadzieją.

Autor jest sekretarzem Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

Romuald Lipko prosi o modlitwę

2019-07-11 08:31

Romuald Lipko, jeden z najważniejszych twórców Polskiej muzyki rozrywkowej ostatniego półwiecza, kreator drogi muzycznej Budki Suflera, nasz przyjaciel, walczy z chorobą nowotworową - brzmi treść oświadczenia na profilu zespołu.

Archiwum Zespołu

Kilka tygodni temu postawiono wstępną diagnozę. Następnie Romek przebywał w warszawskim szpitalu przy Banacha, a ostatnie dwa tygodnie w klinice w Magdeburgu. To jedyne miejsce na świecie, gdzie podejmuje się walkę z tego typu nowotworami. W Lublinie, Kazimierzu, Warszawie i Magdeburgu byliśmy z nim w stałym kontakcie. Przedwczoraj wróciliśmy z niemieckiej kliniki. Nie nam muzykom relacjonować działania medycyny na najwyższym poziomie, ale zrozumieliśmy jedno. Jest realna szansa zwycięstwa w tej jakże trudnej walce, a stan ducha naszego kolegi jest czynnikiem niezwykle ważnym.

Jeśli Jego rozmowa z kimś z nas była lub jest możliwa, to Romek najchętniej mówi o nowych piosenkach, jesiennych koncertach i nowoczesnych aranżacjach. Mając świadomość swojej dolegliwości planuje i marzy…

Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którym piosenki Romka sprawiły kiedykolwiek radość o choćby malutki, ale szczery gest wsparcia, o króciutką, życzliwą myśl, o pełne uśmiechu wspomnienie samego siebie słuchającego Jego muzyki… - proszą przyjaciele z zespołu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: od 25 lat wspólnotę braci z Taizé wspierają urszulanki z Polski

2019-07-17 19:36

(KAI/VaticanNews) / Taizé

Od ćwierć wieku pracują na wzgórzu w Taizé urszulanki Serca Jezusa Konającego z Polski. Za ich posługę podziękował im przeor wspólnoty, brat Alois. Swoją wdzięczność każdego tygodnia wyraża też młodzież, z którą pracują siostry.

Łukasz Krzysztofka

Pracujący w Taizé od wielu lat polski kapłan brat Marek przypomniał, że przybycie sióstr urszulanek było związane z potrzebą wspierania jego jako jedynego wówczas brata z Polski, by można było przyjąć liczne grupy młodych. Zaprosił je założyciel wspólnoty brat Roger, który bardzo liczył na to, że uda się znaleźć odważne zakonnice, które zechciałyby przyjechać do Taizé. Bardzo je polubił i wspierał, nalegając jednocześnie, by nosiły strój zakonny, żeby było wiadomo, że są to siostry z Polski.

W rozmowie z Radiem Watykańskim siostra Grażyna zaznaczyła, że chociaż początkowo urszulanki służyły głównie Polakom i osobom z Europy Środkowo-Wschodniej, to z czasem objęły swoimi działaniami także mieszkańców innych krajów. "Stopniowo nasza misja się zmieniała, ale cały czas jesteśmy nastawione na służenie młodym i słuchanie ich. Towarzyszymy dziewczętom z różnych krajów, w zależności od tego, jakimi językami mówimy. Zdarza się niekiedy, że dziewczęta, które w Taizé poznały urszulanki, wstępują do tego zgromadzenia" – powiedziała siostra Ania. Dodała, że ona sama właśnie w Taizé poznała urszulanki "i tu rozeznawałam moją drogę i, jak widać, jestem w zgromadzeniu".

W ciągu dwudziestu pięciu lat na wzgórzu w Taizé pracowało kilkanaście urszulanek. Dla życia każdej z nich doświadczenie to było bardzo istotne. Także braciom ze wspólnoty i wielu ludziom młodym nie sposób sobie wyobrazić życia w tym miejscu bez ich obecności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem